Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ale to nie do końca pewne, bo w pon. mam znowu kolosa z hiszpańskiego, bo ostatnio gość nie przyszedł... :D i dobrze, bo gówno umiałam - teraz muszę wkuć :cool3: a sobotę mam zawaloną, więc zostaje niedziela... zobaczymy, czy pójdę, dam znać oczywiście :)

Posted

o matko hiszpański .. :/ poszłam kiedyś do szkoły fryzjerskiej i tam niestety był rosyjski.....
dostałam dwa lacze na jednej lekcji i po dwóch tygodniach edukacji uciekłam do odzieżówki gdzie był tylko angielski :eviltong:
niestety na studia byłam za leniwa i za tępa ;)

Posted

[quote name='agutka']o matko hiszpański .. :/ poszłam kiedyś do szkoły fryzjerskiej i tam niestety był rosyjski.....
dostałam dwa lacze na jednej lekcji i po dwóch tygodniach edukacji uciekłam do odzieżówki gdzie był tylko angielski :eviltong:
niestety na studia byłam za leniwa i za tępa ;)[/QUOTE]

ja Ci dam za tępa... :mad:

rosyjskiego też się uczyłam, w liceum :D wspominam nieźle, bo to taki 'przyjazny' Polakom język, z Ruskim idzie się dogadać gdzieś np. na ulicy, więc nie jest najgorzej. miałam też 2 lata francuski na uczelni, z którego nie pamiętam NIC, bo wbijałam do łba z zaciśniętymi zębami - zdać, zaliczyć, do widzenia, ale dogadać się też w miarę idzie.

[quote name='magdabroy']Ja pracowałam 3 lata w hiszpańskiej firmie i mam dość tego języka :eviltong:[/QUOTE]


a mi się hiszpański najbardziej podoba ze wszystkich, których się uczyłam poza angielskim - jest banalnie prosty (porównując np. do francuskiego...) i dużo umiałam już tam idąc - wbrew pozorom :D

mój lektor kazał powiedzieć coś po hiszpańsku, wszyscy - nie umiemy! ale po chwili zastanowienia... kurde... loco, manana, noche, vida, libro, hermano, hijo... i tak się posypały słówka z telenowel i filmów Tarantina :D
dodać do tego prościutką gramatykę i git - jest język.
mam tylko 60 godzin na szczęście, zdaję A1, także to totalny banał, NO ALE JEDNAK trzeba się nauczyć, samo nie wejdzie :cool3:

uważam go jednak za relatywnie prosty język, nawet w porównaniu do angielskiego (choć znajomość tego drugiego ułatwia, bo są podobne zasady w gramatyce i niektóre słówka)

Posted

z resztą agutka, ja jestem leniwa jak diabli :D i gdyby nie to, że mam psa i obowiązki typu zlecenia, uczelnia i tak dalej, to mogłabym leżeć bebechem do góry 24 na dobę i jeszcze czuć się spełniona w nicnierobieniu :D także lenistwo nie przekreśla studiowania, nawet z całkiem dobrymi wynikami, o ile "się chce" :eviltong:

mam kupę pracowitych mrówek na roku, które panikują, zarywają noce, kują jak durne, a później stres, obgryzione paznokcie, a i tak do indeksu 3.0... także często lenistwo nie ma nic do rzeczy :D

Posted

[quote name='Pani Profesor']
mój lektor kazał powiedzieć coś po hiszpańsku, wszyscy - nie umiemy! ale po chwili zastanowienia... kurde... loco, manana, noche, vida, libro, hermano, hijo... i tak się posypały słówka z telenowel i filmów Tarantina :D
dodać do tego prościutką gramatykę i git - jest język.
mam tylko 60 godzin na szczęście, zdaję A1, także to totalny banał, NO ALE JEDNAK trzeba się nauczyć, samo nie wejdzie :cool3:
[/QUOTE]

I "cohones" :diabloti:

Posted

[quote name='Pani Profesor']
ja dorzuciłam jeszcze dia de los muertos i asassino :diabloti: ogląda się te strzelanki na granicy USA :diabloti:

To teraz mi to przetłumacz :eviltong:

Posted

i los pointeros idiotos :evil_lol:

Cieszę się że wiem o czym mowa na moim własnym wątku :evil_lol:

Mam dziś tak fatalny dzień że se chyba w łeb strzelę.:placz:
Rano - spina bo mam jechać do pracy przedłużać macierzyński,Kinia wyje i rozrabia tak że nawet wysikać się nie mam kiedy nie mówiąc o przygotowaniu się, a tż śpi do 12, gdzie ja powinnam już dawno wyjść bo biuro czynne do 14 tylko...
Wkońcu tż wstał po 12 ( ma do tego pełne prawo bo wraca z nocek), więc mu pieronem wrzuciłam Kinię na ręce i zaczęłam robić śniadanie żeby zdążyć, on zjadł i mi oddał Kinię spowrotem i poszedł zapalić:mad:Ja więc w ferworze pośpiechu postawiłam na ziemi nosidełko i wsadziłam tam Kinię żeby
cokolwiek jeszcze zrobić i stalo się...
Kinia ledwie ją posadziłam wygięła się w pałąk,podniosła bioderka do góry i wybiła się z całej siły nóżkami. Nosidełko przewaliło się do tyłu i Kinia wypadła uderzając główką w szafkę ...
Zaczęła wyć jak oszalała a ja dostałam wręcz spazmów że coś jej się stało. Płakała bardzo długo,a ja miałam ochotę rozwalić siebie za to że przez mój głupi pośpiech stała jej się krzywda, i tżta za to że jak ten ******* ***** dba tylko o siebie i gdy widzi że potrzebuję jego pomocy idzie sobie palić w najlepsze...
Starałam się nie skupiać mojej złości na nim, ale nie wyszło, więc jeszcze przed moim wyjściem zaliczyliśmy porządną awanturę pt "nic mi nie pomagasz bo masz w d... mnie i dziecko" vs "a ty to ledwo wstanę to każesz mi się nią opiekować".
Kini na szczęscie nie stało się chyba nic prócz niewielkiego guza którego nawet nie było widać i zniknął tak szybko jak się pojawił.
Pozałatwiałam sprawy i dopiero po 17 udało mi się do domu dotrzeć...
Liczyłam że teściowa odwali za mną czarną robotę i wstawi kurczaki z "pomysłem na" do pieca , ale się przeliczyłam bo to chyba za duża robota była...
Widać czekali z tym na mnie, więc pieronem z biegu ogarnęłam kuchnię i wrąbaliśmy z tżtem obiad.
Zjedliśmy, nakarmiłam małą gerberkiem i siedziałam z nią właśnie w kuchni dając jej herbatkę kiedy weszła teściowa się napić. Złapała za butelkę mineralną i w tym momencie żeby było śmieszniej zrobiła się fontanna zalewająca blat. Punkt kulminacji mojego zła nastąpił kiedy teściowa rzuciła radośnie " o k.... to teraz ktoś będzie miał ścieranie..." i ...wyszła z kuchni. Poprosiłam tżta żeby przejął Kinię, ale on stwierdził że własnie pije kawę i idzie drzemać na fotel przed TV, zagotowałam się, ale cóż... :angryy: Kinia piła a ja obserwowałam jak woda zbiera się w całość i płynie strumyczkiem do szuflady. Gdy tylko skończyła to zerwałam się szybko żeby zdązyć ze ściereczką i wtedy nastąpiła kolejna tragedia... Kinia znów podbiła się nóżkami i walnęła mi w kant obicia główką, tyle że tym razem od przodu... Znów ryk... Wrzasnęłam w furii na tżta że znów uderzyłam dziecko i przylecieli natychmiast obydwoje, a teściowa zaczęła mi małą wyrywać. Ścisnęłam ją z całej siły i wrzasnęłam ordynarnie żeby sp... bo nasr.... a nie posprzątają i ja potem lecę na zabij z przewieszonym dzieckiem na jednym ramieniu, a oni siedzą jak te puste tępe krowy przed tv i kawkę popijają. Teściowa wyszła a tż zaczął ze mną dyskutować więc szybko doszło między nami do kolejnej ostrej wymiany zdań, aż na jego " to daj mi ją" wypchnęłam go z kuchni...
Kinia płakała długo, wyskoczył jej kolejny guz... Dośc długo leżałam z nią na łóżku i zagadywałam, aż zasnęła. Cholera, mam nadzieję że nic jej sie nie stało , to wszystko przeze mnie, czuję się jak jakaś beznadziejna nieudolna baba która nie dość że się w domu nie umie dogadac prosto i konkretnie to jeszcze przez swoją nieudolność robi krzywdę bobasowi...:placz:

Sory za ot, ale musiałam.

Posted

No to nie fajny dzionek :shake:
Kini nic nie będzie :calus:
Jeśli to Cię w jakimś stopniu pocieszy, to jak Theoś miał 2 doby, to zasnęłam w szpitalnym łóżku z nim na rękach. Wypadł mi z nich i spadł na podłogę :oops: Też miałam stracha. Każde jego "opóźnienie" rozwojowe, to dla mnie był sygnał, że to przez jego upadek :( Ale rozwija się normalnie ;)
I Kini też nic nie będzie, a siniak zniknie ;)

Posted

Mam nadzieję, nie huknęła jakoś mocno bo właściwie głównie swoją siłą, ale i tak czuję się zupełnie beznadziejnie że takie coś się stało wogóle :(

Ja z kolei, jak miałam kilka dni i wracali ze mną ze szpitala , to wysunęłam się z beciku i wypadłam na podłogę w windzie :D Tyle że chyba w związku z tym mam wystające żebro, ale urazów "umysłowych" nie odniosłam...chyba :P

Posted

Może to będzie debilne porównanie (jak to ja), bo nie mam dzidzi, ale kiedy pies coś zeżarł (np. wacik nasączony zmywaczem), albo coś, przez co dostał uczulenia, a ja zostawiłam to z niedbalstwa (albo TŻ, na którego nie umiem wpłynąć z zostawianiem żarcia w kuchni, choć już jest w miarę, ale i tak po nim 'poprawiam' zawsze :cool3:) to też robiłam sobie wyrzuty, że jestem ostatnią ciotą i nie umiem zadbać o psa, a są przecież większe półmózgi, niż ja, a ich psy dożywają późnej starości, za to mój wykituje przez mój nieogar życiowy...

jak zostawiłam wór żarcia i się napchał jak balon to też czekałam na skręt żołądka i opłakiwałam żywego psa :roll:...

...NO ALE...:cool3:

... jesteśmy tylko ludźmi :D a guz to nie tragedia, TŻ-ta ciotka (niewiele od nas starsza) ma dwie super córy, które przeżyły tyle upadków, że ciotka nauczyła się NIE REAGOWAĆ na zwykły plaskacz o podłogę, dzięki temu młodsza (teraz 3-latka) zamiast histerii po upadku i godzinnego ryku (choć nic się nie stało) wstaje, otrzepuje się, mówi "jestem głupek" i biega dalej (nikt nie wie, kto ją tego nauczył:D).

także moja skromna rada - nie przejmować się, jeżeli nie ma jakichś wyraźnych przesłanek, że mogło coś się stać (typu upadek z dużej wysokości), ani nie wyrzucać sobie nieudolności :B-fly:


...a od teściówki spieprzać czym prędzej, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie, prócz wrzodów żołądka i nerwicy :cool3:

Posted

[quote name='Majkowska']Mam nadzieję, nie huknęła jakoś mocno bo właściwie głównie swoją siłą, ale i tak czuję się zupełnie beznadziejnie że takie coś się stało wogóle :(

Ja z kolei, jak miałam kilka dni i wracali ze mną ze szpitala , to wysunęłam się z beciku i wypadłam na podłogę w windzie :D Tyle że chyba w związku z tym mam wystające żebro, ale urazów "umysłowych" nie odniosłam...chyba :P

no i nareszcie wszystko jasne... :diabloti:

żartuję, noooo :D
mojej przyjaciółki rodzice 'zapomnieli' przewrócić ją na drugi bok podczas nocy, jak była mała i ma do teraz splaszczone ucho :diabloti:
a ja przegryzłam zabawkę-butelkę dla dziecka wypełnioną jakąś cholerawiejaką cieczą imitującą mleko i miałam takie bóle brzucha, że matka do dziś ma dreszcze, jak to sobie przypomni :diabloti:

Posted

Ja mam siostrę 9 lat młodszą. I jak miała 3-4 miesiące, to ja i brat poszliśmy z nią na spacer. Jak wróciliśmy, to zamiast ja wziąć siostrę, a brat wózek, to stwierdziliśmy, że wniesiemy wózek po schodach razem z nią w wózku. No i wypadła chyba przy drugim-trzecim schodku :roll: Teraz jak powie albo zrobi coś głupiego, to jej dogryzamy, że to przez to, że nam z wózka wypadła :D Ale jest w 100% zdrowa :) I chyba najinteligentniejsza (liceum ukończone ze średnią 5,3) z całego mojego rodzeństwa, a była nas piątka w domu.

Posted

mój tz ma skłonnosc do przewracania wózka.
Tzn - jeszcze nigdy nie wywalił, ale zawsze jak idziemy na spacer i tż np zjeżdza z chodnika to zamiast podnieść koło to on pcha stawiając wózek w pion... :roll:I chyba tylko moja interwencja ratuje Kinię.

Nie ma co, jesteśmy cudownymi rodzicami ...

Posted

dużo jest takich wypadków, ja sama wymieniłabym z 10 :diabloti: że ktoś powinien teoretycznie już nie siedzieć z nami, a jednak... :D

mój były (a jednocześnie najlepszy przyjaciel :loveu:, tak, dobrze widzicie:D) jak miał ze 3 lata to miał w domu starą Franię... z niezabezpieczonym odpływem, robiło się pranie... i ten oto gość zaciągnął się solidnie z rurki chlustem mydlin z brudem... :diabloti: a kilka lat później wszedł do klatki razem z szybą z drzwi :diabloti: do tej pory ma jakiś drut w nadgarstku, bo go tak składali...

ja byłam w ogóle koszmarnym dzieckiem, bo lubiłam sobie zeżreć coś niejadalnego (np. mrówki), wsadziłam też spinkę do kontaktu i mnie kopnęło :diabloti:, a mama mojego TŻ-ta zapomniała go odebrać z przedszkola, babki nie dopilnowały i wylazł w zimie sam na zewnątrz... :D :D :D

czy to oznacza, że wszyscy rodzice są wyrodni? :cool3:

Posted

Ja kiedyś uciekłam z przedszkola...
Wykorzystałam moment że wróciliśmy ze spaceru i panie pomagały dzieciom ściągnąć kurtki, więc chyłkiem wyszłam i pobiegłam przed siebie. Szkopuł w tym że jak już wylazlam za bramę to niewiedziałam dokąd iść i pytałam ludzi czy nie wiedzą gdzie ja mieszkam (podając adres). I co gorsze jak dolazłam do bloku to okazało się że mojej mamy w domu nie ma, więc wlazłam z jakąś babką i siedziałam na klatce chyba ponad godzinę zwinięta w kłębek i czekalam. W tym czasie wychowawczynie z przedszkola dostawały białej gorączki szukając mnie wszędzie,a miały się czego bać, bo zaraz była ruchliwa ulica główna i nie było bata żebym gdzieś nie weszła na nią. Mama jak mnie zastała pod drzwiami to zdębiała, od razu telefon do przedszkola i przyleciała wychowawczyni która na mój widok zaczęła tracić przytomność...
A wszystko dlatego że wpychali mi w przedszkolu jedzenie a ja nie chciałam nic jeść. Wstrętna baba łapała mnie za twarz, przechylała mi głowę do tyłu i pchała łyżką jak gęsi, a ja dławiłam się i wymiotowałam naprzemian co nie ruszało jej absolutnie.
Więc wzięłam się i poszłam.

Zresztą ja zawsze byłam szalonym dzieckiem i robiłam to co chciałam, mimo że moja mama trzymała mnie dość krótko ;)

Posted

oj niegrzeczne dziewczynki ;)
ja tam byłam grzecznym dzieckiem do lat 9 ! :angryy: potem się skończyła sielanka ;)
co do upadków dzieciaków to mój Dawidek skulam mi się z łóżka przy przewijaniu gdy miał 3 miesiące i chyba polubił ten sport bo gdy zaczął chodzić bo trzaskał głową gdzie popadnie. Na kontroli u lekarza padło pytanie czemu na skroni jest siniak i świeża blizna.... odpowiedziałam - no nie zauważył framugi :/ :roll: i za chwilkę pac o stół lekarski.........

Posted

ha, to wiecie co ja zrobiłam jak byłam mała? :evil_lol:
:oops:
Strasznie lubiałam się wspinać więc mi rodzice zainstalowali w drzwiach ich pokoju kołek rozporowy żebym się podciągala i wieszała. Mniejsza z tym że kilkakrotnie tak intensywnie się w tych drzwiach z tym kołkiem rozpierałam, że został mi w rękach a ja z hukiem spadłam na kafelki dostając nim w łeb...
jak mi się już wspinanie znudziło to zaczęło się huśtanie. I zrobiłam sobie ze sznurkowej skakanki huśtawkę. Pewnego pięknego dnia zapomniałam że ją zrobiłam i biegnąc galopem do pokoju rodziców weszłam centralnie pomiędzy sznurki i niczym pies na łańcuchu szarpnięta za szyję odbiłam się w tył i wisząc za gardło upadłam. Moja mama oniemiała jak zobaczyła na mojej szyi całą paletę barw siniakowo-krwiakowych. Debata rodzinna wykazała że trzeba zmyślić jakąś oficjalną wersję żeby kto nie pomyślał że mnie w domu katują...
Trysnęłam natychmiast inwencją twórczą, że mogę mówić że mnie zaatakowało jakieś dzikie zwierzę i złapało za gardło... i tak w przedszkolu gdy pani zapytała co mi się stało, z pełną powagą odpowiedziałąm " żbik mnie zaatakował!" :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...