Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ale to nie chodzi o specowanie, ja nie jestem w stanie np. nauczyć Neski jakiejś sztuczki - ona po prostu nie współpracuje - trzeba by ją ośmielać do robienia nowych rzeczy np. łapami albo 'sobą', bo ona siedzi jak statuetka i tyle, "daj łapę' Iza wypracowywała dłuuugo, a Neska albo da, albo nie da - jak jej się zechce :D

z Patem mi szło łatwo, bo on wymachuje łapami na sam widok klikera i smaków - zajarzył szybko, że kliker oznacza "trzeba coś będzie kombinować" - te obracanie się w powietrzu zrobił SAM za pierwszym razem, podczas kiedy koleżanka chciała tylko, żeby 'poprosił' o smaka, a on nie zajarzył, wobec czego szukał czegoś zastępczego, co podłapaliśmy jako nową sztuczkę.

on dużo kombinuje - jak wprowadzam jakiś nowy trik, to się początkowo irytuje, bo nie kuma, co od niego chcę - wobec tego mam litanię wszystkiego po kolei - machania łapami, obie łapy naraz, łapy naprzemiennie, szczeka siedząc na doopie :D, leży i jednocześnie 'wstydzi się' i tak dalej, czyli miksuje wszelkie polecenia, jakie zna, żeby uzyskać efekt. jak mu przejdzie świr i położy się zrezygnowany, to dopiero zaczynam pokazywać, co od niego chcę.

jeśli pies nie ma tendencji do wyginania się na taki czy inny sposób, to myślę, że będzie ciężko. Patryk np. lubi skakać, tańczyć i tak dalej ('pudelkowe' ruchy), a "waruj" jest masakrą - najdłużej tłuczona komenda, a on i tak za pierwszym razem nie jest w stanie zajarzyć, co od niego chcę, czasem w ogóle się nie kładzie tylko ziewa zdezorientowany (a Waldek z kolei miota o ziemię w sekundę - widziałam przecież :cool3:).

mojego TŻ-ta ast umiał skakać na komendę 'hop' na czterech łapach - wybijał się do góry, jak większość astów był skoczny i to było fajne i użyteczne. Patryk na "hop" albo wskakuje na ławkę/drzewo, albo opiera się o mnie łapami - nie jestem w stanie mu pokazać, że ma wyrwać wszystkie 4 łapy nad ziemię, bo on po prostu nie robił tej czynności naturalnie - nigdy.

Waldek mi się wydaje, że jest super do sztuczki "nasiusiaj" (skoro masz taki ruch, to trzeba go tylko wykorzystać), ale np. "hande hoch" (próbowałam :cool3:) nie jestem w stanie mu pokazać, bo jak siedzi, a ja kieruję smaczka nad jego nos, to podrywa doopinkę z ziemi - mój Pat dalej siedział, tylko podnosił łapy do góry. tak więc to totalna loteria wg. mnie - może się mylę, bo jestem laikiem, ale to tyle z moich obserwacji :D uważam, że nie każdego psa da się nauczyć wszystkich trików.


inna sprawa, że Wald umie "noga" super (o ile nie zwieje za tropem :cool3:), bo wraca do Ciebie, okrąża Cię i idzie przy nodze. Patrykowi tłukę "równaj" od nie wiadomo kiedy, ale on równa na sekundę-dwie, a potem zaczyna wyrywać (nie mocno, ale mnie wyprzedza) - żeby szedł równo, to muszę mu przypominać co chwilę :cool3:

Posted

aha, coś jeszcze - sztuczki idą gładko, ale posłuszeństwo... :shake: tutaj akurat jestem kompletną porażką :diabloti:i zawsze mnie to śmieszy, jak ciotki i babki w rodzinie kontemplują 'super-wytresowanego psa', a ja tylko chowam go między nogami, zanim zobaczy innego zwierza na horyzoncie, coby ciotkom nie zepsuć wizji mnie jako super treserki :evil_lol:

Posted

Pani Profesor napisał(a):



Waldek mi się wydaje, że jest super do sztuczki "nasiusiaj" (skoro masz taki ruch, to trzeba go tylko wykorzystać), ale np. "hande hoch" (próbowałam :cool3:) nie jestem w stanie mu pokazać, bo jak siedzi, a ja kieruję smaczka nad jego nos, to podrywa doopinkę z ziemi - mój Pat dalej siedział, tylko podnosił łapy do góry. tak więc to totalna loteria wg. mnie - może się mylę, bo jestem laikiem, ale to tyle z moich obserwacji :D uważam, że nie każdego psa da się nauczyć wszystkich trików.


inna sprawa, że Wald umie "noga" super (o ile nie zwieje za tropem :cool3:), bo wraca do Ciebie, okrąża Cię i idzie przy nodze. Patrykowi tłukę "równaj" od nie wiadomo kiedy, ale on równa na sekundę-dwie, a potem zaczyna wyrywać (nie mocno, ale mnie wyprzedza) - żeby szedł równo, to muszę mu przypominać co chwilę :cool3:


Waldek w domu jako tako wykonuje "proś". Trochę pracy musiałam włożyć żeby zakapował że tyłek ma siedzieć, ale jest w stanie. Wszystko przed..... wami :evil_lol: On byłby się w stanie wszystkiego nauczyć tylko ma w sobie za dużo entuzjazmu i radości :D Ja jestem świetnym szkoleniowcem i przyznaję się do tego otwarcie ;)

Jeśli Waldek idzie bez smyczy to trzyma się nogi dobrze. Wyjdzie przede mnie a i tak wie kiedy stanę i życzę sobie żeby wyrównał - mimo że się wted nie odezwę. Nawet jak pachnie to wtedy mieszają się w nim wszelkie emocje pt chciałbym a nie mogę, piszczy, świszczy ale idzie obok mnie. Zapinam na smycz i czar pryska - emocje biorą górę i biegnijmy szybciej bo nie mamy czasu stać w miejscu jak trzeba wąchać:roll:

Dziś jak szłam z psem zobaczyłam chłopaka z cockerkiem. Szczeniak, Waldek oczywiście zaczął piszczeć, a gość cockerka szarpnął (właściwie nie szarpnął, a nie zatrzymał się a pies tak i cocker szarpnął się sam) i psiak jak zaczarowany przeszedł obojętnie przed pyskiem Waldka. Nie powąchał, nie spojrzał - zero reakcji, zrobił to co pan chciał od niego. Zachwyciłam się , nie powiem, choć zaraz pomyślałam że Waldek też to umiał jak był malutki...
Poczułam się beznadziejnie...Powiem szczerze że mi to dało kopa do pracy.
Tylko zastanawiam się : czy ja tym codziennym ćwiczeniem z nim też nie psuję trochę sprawy. Czy nie odpuścić sobie, a np robić mu taką lekcję raz w tygodniu? Bo obiecałam sobie pracować codzień, a sama po sobie widzę że czasem dnia do pracy nie ma. Czasem jestem zirytowana, czasem nie mam siły , czasem Waldek jest rozwiuchany jak kłos na wietrze, czasem się śpieszymy i staramy się tylko powtórkę zaliczyć na szybko....A ja go naciskam i tak, nie wychodzi mi to, irytuję się, on się miota jak wariat i generalnie wychodzi nam efekt odwrotny do zamierzonego. Dziś nawet tż zrobił mi takie małe podsumowanie : że staram się szkolić psa pozytywnie, ale jak mam gorszy dzień czy irytację to pies też się frustruje, bo nie spełnia moich oczekiwań, a ja jestem wtedy zla - i nawet choć czasem za wszelką cenę mu tego nie okazuję to on wyczuwa i zachowuje się głupio. TŻ zauważył też jak źle wpływa moja złość na psa : jeśli ja krzyknę pies się pokurczy, pospina itd, jeśli ja go szarpnę - pies padnie na ziemię i będzie patrzał na mnie błagalnie , za to tż robi to samo i psa to nie rusza ani trochę. Nie wiem dlaczego tak jest.

Chyba pozostawimy sobie na codzienne spacery tylko chodzenie na smyczy - tj stawanie kiedy smycz się napnie. Dziś chyba godzinę szłam przez jedną krótką uliczkę. Gdy było już dobrze to nagle zauważyl dwóch kucających przy aucie facetów. Tak strasznie się nimi zaintrygował że stał się osłem którego mogłam ciągać w tę i nazad...W dodatku sam nie wiedział czego od nich chciał - najpierw zaczął w euforii merdać ogonem, a potem zjeżył się i chciał obszczekać. Wydaje mi się że szukał tżta ( który był w domu:D) bo wpoił sobie że wieczór idziemy po tżta na przystanek, a potem był zaskoczony że ktoś go oszukał i okazał się nie być jego panem a obcym...

Na koniec spaceru poszliśmy na wybieg. Tam spotkaliśmy 6mc huskiego. Waldek coś chyba do niego miał bo zjeżyl grzbiet, usztywnil się i chodził kozacząc. Czekałam jak coś mu powie, ale husky chyba go złagodził i zaczęły się bawić. Nie wiem co mu odbiło, bo z reguły do psów nie sztywnieje aż tak. Nie spuściłam go mimo to- był na linie. Potem przestał się interesować kumplem, zaczął wąchać krzaki, lizać siury, a na koniec kopać gigantyczną dziurę, kumpel trochę mu pomagał, ale większość czasu chodzil i lizał mu interes...
Spacer jednym słowem...był udany.

A jutro bezwarunkowo zabieram małą i idziemy na błonia. Waldemar jak sobie zasłuży to też pójdzie ;) Muszę małą zabrać wkońcu bo ciągle wybieramy sie z tż i on w ostatniej chwili mówi " jest za zimnoooo, to ja z nią zostanę, a ty idź z psem..." i mała praktycznie teraz nie chodzi wcale.


Z newsów dzisiejszych mogę jeszcze dodać że Waldemar zjadł dzisiaj 4 miski karmy i 2 miski gotowanego. Miseczki ma małe, ale i tak pobija rekord :D

Posted

'warunki środowiskowe' to podstawa, bo Patryka na zewnątrz też jest czegokolwiek ciężko nauczyć, za mocno się rozprasza.
i też tęsknie spoglądam na te psy, które reagują na korekty przewodnika :roll:... wszystkie sztuczki bym oddała za to, żeby umiał opanować emocje przy psach :diabloti:

idę z Wami na Błonia!

Posted

Pani Profesor napisał(a):


idę z Wami na Błonia!

Chodź. Zapraszamy :)

Przynajmniej będzie dla mnie mobilizacja, bo ostatnio jestem tak rozwlekła...
Niestety jak ma się małe dziecko to się sprężyć zbytnio nie da. Do południa tż odsypia nockę (z jednej strony rozumiem że musi pospać, z drugiej strony wkurza mnie jego przekonanie że tak ma być i koniec), więc do godz 12 jestem zawieszona nad łóżeczkiem - szczególnie ze średnio ok 9-10 mała się budzi i po nocy jest w pełni żywiołu aż do 12-13...A potem tż wstaje, kąpie się, idzie z psem, wrzucam mu małą na ręce i robię rajd - prać, odkurzać, prasować, gotować, zakupy, sprawy, wybiegać psa...itd... Czasem mi 70% tej listy ucieknie, ale to absolutnie nic...
I jak tż nagle powie że mu się nie chce iść gdziekolwiek to ja stwierdzam że właściwie mnie też już się nie chce.
Ale idziemy, zobaczę czy zgarnę tż, jak nie to idziemy same z psami i małą pańcią.

Posted

Jasne.

Ja może też przywlokę TŻ-ta, ale idzie na trening o 12, więc albo pójdziemy później, albo ominie go ta przyjemność dyskutowania nad przyczyną obecności ziaren słonecznika w psiej kupie :cool3:

a plan dnia u mnie jest taki sam - wolny dzień - wstanę o 8, nadrobię zaległości, posprzątam chatę, zrobię jakiś porządny obiad, z psem wyjdę na pół dnia na mądry i wartościowy spacer, a kończy się tak, że otwieram jedno oko o 13 i pytam, który mamy rok :roll:

byłabym nieodpowiedzialną matką :diabloti:

Posted

Póżniej czyli o której?

ok 13 to optymalna pora - mój tak wstaje ;) A i pogoda w miarę, potem już pieronem się ściemnia :(

Tylko czasem nie wyskocz przy moim o tym słoneczniku :lol:

Ja dawniej wstawałam o 6 po porannym karmieniu Kini. Ale efekt taki że błąkałam się bez celu po domu, ani pralki nie włączę, ani nie poodkurzam,bo ten śpi, ani obiadu nie ugotuję bo mi znów coś brak ( teściowa zawsze mi zdekompletuje składniki :loveu:), z psem nie pójdę bo dziecka nie mam z kim zostawić...itd.
Teraz śpię z Kinią do 9, przynajmniej wstaję wyspana a nie łażę i frustruję się że nie mogę nic zrobić.

Posted

jak trzeba, to też wstaję o 6 non stop, ale jak nie trzeba... :diabloti: a z psem musi leźć TŻ, bo mnie się nie da obudzić, śpię jak niedźwiedź :diabloti:
wstępnie 13 może być, jakby coś, to Ci napiszę, a o słoneczniku nie mam zamiaru wspominać, bo Twój TŻ od razu się skapnie, że jestem nienormalna :D

Posted

Dzieńdobry, melduję się dziś po raz pierwszy - ten dzień był szalony, nie miałam nawet kiedy usiąść do komputera...




Zacznę dość smutnym akcentem...

Dziś mija rok jak naszego łaciatego z nami nie ma :(
Boże to już rok... a wczoraj był...
Tak bardzo go brak...

Brakuje uszu sterczących i zębów wystających każdy w inną stronę, brakuje błogiego chrapania, Brakuje nawet warczenia i tego że nikt nie rozwala co noc kosza na śmieci... Nikt nie pożera kotom jedzenia ustalając brutalnie hierarchię... nie kradnie nikt kanapek ze stołu... nikt nie ujada jakby oszalał i sąsiedzi się już nie boją wsiąść ze mną do windy...nie ma komu wyciągać z gardła folii z parówek, ani opieprzać za całokształt twórczości...
Waldka nikt nie nauczył dobrze bronić terenu i on sierota ogląda się czy ktoś mu pomaga, ale nikogo nie ma. Kotom nie pokazuje już nikt kto tu rządzi, grubaska Srala panoszy się w domu, a Inka nie ma komu wskoczyć pomiędzy łapy żeby ją bronił... Nikt drzwi nie drapie ani nie trzeba robić dyżurów w niedzielę żeby spokojnie wyjść do kościoła... Nie ma komu dać skórek z kiełbasy ani piętki od chleba... Nie ma się z kim podzielić w Wigilę opłatkiem, a potem odlepiać mu go od podniebienia...I w środku nocy nikt sraczki nie dostaje bo śmieci się nażarł, i nikt nogawek nie szarpie na widok psa od sąsiada... Nikt do szafy w sylwestra nie wejdzie ...I nie ma komu powiedzieć że Zuza idzie - jedna z psiego haremu osiedlowego bossa w łatki. I tysiąc zdjęć zostało, a może i nawet dwa tysiące, i w rękach uczucie cięzkiego łba i spojrzenie wiecznie łzawiących oczu... Brakuje nam jeszcze zdjęć kilka, może i kilkadziesiąt... Brakuje Amorka...

Amorku, byłeś i będziesz...
Nikt już nie będzie taki sam,żaden pies nie przypomni nawet choć trochę Ciebie. Byłeś najlepszym przyjacielem, choć uciążliwym i wrednym. Jedno jest pewne - jestem szczęśliwa że już nie cierpisz, że nic Cię nie boli... Śpij sobie pieseczku na swojej ziemi z której pochodzisz, niech szumi Ci twój ukochany las i przypomina te ścieżki i szlaki naszych włóczęg. I wszytskie wspomnienia niech tam pozostają i spią razem z Tobą. Kiedyś obudzą się znowu i będziemy wspominać co było, czego nie będzie, a co pozostało... Kiedyś spotkamy się i będziemy znów razem...
Niech otulają Cię spadające z drzew liście w listopadowe dni... W listopadzie, w którym Ciebie już nie ma...A jeszcze niedawno tu byłeś...
Śpij sobie spokojnie piesku...

Posted

:puppydog::puppydog::puppydog:

jak tak czytam o wyciąganiu folii z pyska i wyżeraniu ze śmietnika to mam napad miłości do Patryka...

ale nie smutaj, masz Waldusia, który Amorka nie zastąpi, ale jest nowym waflem do przytulania i tworzenia sytuacji, które będziesz długo pamiętać.

Posted

A teraz będzie akcent weselszy.


Spacer do parku.
Pewnie gdyby nie on to siedziałabym z paczką chusteczek i oglądała Amorkowe zdjęcia...

Wstępnie byłyśmy umówione na błonia, ale pogoda taka że stwierdziłam że może lepiej gdzieś bliżej się przejść. Z racji dzików odpadły skałki, więc padło na park.
Wszystko odbyło się właściwie dla Małej Pańci, bo oznajmiłam tztowi że musimy wkońcu dziecko przespacerować.
Spacer udał się bardzo.
Psy się wygoniły ponad wszystko. Większych ekscesów nie było, prócz tego że Waldemar zachowuje się jakby miał słabo w głowie klepki poukładane to było bardzo ok. Jestem zachwyona chłopakami - bawią się tak pięknie. Chyba ze 3 h przeszaleli w parku z drobnymi przerwami na odpoczynek. Jedyne co mnie nie zachwyca to jakoś moich zdjęć... Chyba trzeba będzie pomyśleć o nowym sprzęcie.
Wszystko porozmazywane :(

Kundle dwa ;)

Heheh ostatnio tż ma tak dość tłumaczenia co to pointer i do czego służy, że zaczął ludziom mówić że Waldek jest kundlem :evil_lol:Dziś znów "okłamał" jakąś starszą panią wołającą do nas z daleka " ooo jakie piękne pieski... a ten biały to jaka rasa?" Pani była zaskoczona że kundelek może być taki ładny , więc powiedziałam że jakoś tak się pomieszał i tak wyszedł :D


Psy w parku wybiegaly się chyba za wszystkie czasy :loveu:Rzuciliśmy pomiędzy nie naszą piłeczkę którą wozimy zawsze w wózku - zabawa była przednia :)






Posted

ja jestem przeszczęśliwa, że one się dogadały i obywa się prawie bez sprzeczek :cool3:, bo Pat czasem pokaże zęby Waldkowi, ale Wald ma jakąś magiczną moc rozładowywania sytuacji - przykucnie, tamten szczeknie i gonitwa od nowa :loveu:

i jestem w szoku, ile te psy mają energii - ja jak dolazłam i padłam na dupsko, tak się nie ruszę jeszcze ze dwie godziny, a TŻ wymaltretował jeszcze Patryka szarpakiem, oczywiście piesek zwarty i gotowy do zabawy...

Posted

Raczej piłka biegała częsciej w pysku Patryka. Waldemar bardzo chętnie piłkę odbiera i z nią ucieka, ale zaraz wypluwa i interesuje się czym innym. Dobrze ze Pat zafiksowany na piłkę to nie zgubi nam sie tak prędko ;)



Waldemar na swojej cudownej linie

Zapieliśmy psy (dowołałyśmy je o dziwo pieronem!) gdy w wejśćiu do parku pojawił się owczarek. Najpierw wydawało mi się że pani oczekuje że sobie pójdziemy, bo ona przyszła i chce puścić psa, ale potem pani podeszła z suczką do nas i zapytała czy mogą się pobawić. Właściwie byłyśmy na tak, ale nie wyszło nic z tego, bo suczka wcale taka zabawowa nie była, zaczęła się pyskówka i pani poszła dalej...

potem psy goniły już dalej bez smyczy :)


Waldek znalazł patyczek, a Patryk się przyszedł podzielić ;)



Jedyne zdjęcie wspólne które prawie że wyszło...

Posted

ganianie się jest super, Pat ma w końcu towarzysza, który nie wymięka (w ogóle Wald mam wrażenie że ma JESZCZE więcej mocy niż Patryk), a dodatkowo jest szybki, więc Patryk ma realnie od czego uciekać, bo z Neską trochę lipa, bo jest o wiele powolniejsza od niego :)

piłka też jest super, bo rzucona oznacza dla Patryka misję życia, a Waldek goni w ramach formalności - jednocześnie i piłkę, i kolegę :D a jak wyczaił, że Patryk średnio ma ochotę się ganiać, to zabierał mu piłkę sprzed nosa i z nią zwiewał :cool3:

a patyczek to hit, dalej ryczę ze śmiechu - Wald przytargał kawał drzewa i Patryk usiłował się tym bawić w przeciąganie :D

fotka ostatnia mistrzostwo świata :loveu:

Posted

Jestem załąmana tymi zdjęciami...
Gdyby nie jakość to byłyby fantastyczne...


niewychowane psy depczą po ławkach...


Ciocia PP uczy Warchlemara czołgania się - niech ciocia pochwali się rezultatem i podsumuje jakim pilnym uczniem jest mój piesek :D


Najpiękniejsze zdjęcie tego dnia, pełne ekspresji i kolorów ( wykorzystałam wszystkie tryby i opcje w aparacie...)


Psy padły ale wariują dalej :D

Posted

Ale superowe zdjęcia. Jak fajnie, że chłopaki tak się ze sobą świetnie bawią.
A teraz może mnie Majkowska nie zabije, bo sobie zaspamuję troszkę. Bo zaproszę na przedświateczny bazarek przeznaczony na zasilenie konta mojej tymczasowiczki na jej operację łapek :-(

http://www.dogomania.pl/forum/threads/248945-Figur%C3%B3wki-dziecinne-ksi%C4%85%C5%BCki-i-wszelakie-r%C3%B3%C5%BCno%C5%9Bci-na-leczenie-Nurii-do-7-XII-godz-20?p=21576287#post21576287

Posted

on walczy na śmierć i życie o jedzenie :cool3: a za piłkę się jakby 'obraża', ale nie skusi się na wyrwanie innemu psu z pyska- on raczej kombinuje i leci sprytem - czeka, aż Waldek porzuci piłkę albo mu wypadnie z pyska, a wtedy HYC - i w sekundę jest jego :D

z labem TŻ-ta też tak to wygląda, jak mu lab zabierze piłę, to chodzi wokół niego, zaczaja się, niby nie patrzy...a sekunda nieuwagi i znowu ma w pysku :D

Posted

u nas też jest komenda 'puść', działa na wszystko, prócz kulinarnych zdobyczy :roll:... chyba że zdążę w odpowiednim momencie, albo jest to coś umiarkowanie atrakcyjnego - teraz mały gnojek nauczył się brać z ziemi i przetrzymywać w gębie, a przeżuwa dopiero, kiedy ja "nie widzę" :cool3:

dziś tak zrobił - zdawało mi się, że coś wziął, mówię mu "puść, puść", a on ma minę pt. "no co?", toteż uznałam, że mi się przywidziało... tylko że chwilę później przeżuł coś cichaczem :diabloti:

za cóż mnie pokarało sprytnym psem! :D

Posted

Waldek jakieś takie cuś ma w sobie że radzi sobie z każdym typem psów.
Nieraz jest sytuacja że bawią się psy i w stado ktoś rzuci zabawkę swojemu psu (o zgrozo...) i psy się gryzą, jest ogólny szał, a Waldek wtedy korzysta z okazji i przechwytuje łup. Nie dlatego że on to chce mieć i bawić się - on chce to zdobyć, zrobić z tym rundę honorową , być ścianym przez wszystkie psy, a potem wypluć to i biec w swoją stronę.
Kiedyś doszedł do huskiego/alaskana, pies miał patyk w pysku więc dostał piany. Myślałam że minimum będzie szycie mojego psa, a on rowścieczył tamtego i gdy tamten chciał go złapać zębami Waldek przechwycił patyk i uciekł. Zrobił z nim koło, zgonił tamtego po czym kiedy już tamten nie miał siły to Waldek podbiegł do niego, wypuścił patyk mu pod pysk i poleciał w swoją stronę :D



A nie pochwaliłam się jeszcze jednym - znowu mój geniusz wpadł za murek nad wałami Wisły i nie mógł wyleźć. Na szczęscie miałam go na smyczy i doholowałam do wyjścia ze schodkami...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...