Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ach, te osiedlowe ploteczki. :D

 

To jest dla mnie minus dużego psa, że jak energia rozpiera i przejmuje kontrolę nad rozumkiem, to dużo ciężej ogarnąć niż przy małym psie. Yuki nawet jak szaleje z niewybiegania to mi ręki nie ma jak wyrwać. ;) No i w sumie mogę korzystać z magii piłeczki, jak jest piłeczka to rzadko liczy się cokolwiek innego... Wczoraj dwa razy podczas późnowieczornego spaceru po osiedlowych uliczkach rzuciłam piłkę praktycznie w obce psy (raz trójka wyszła zza rogu, raz duży pies z klatki wyszedł). Aż się zdziwiłam, że ładnie zaaportował.

Posted

 

 

 

Od razu było wiadomo! Przecież nikt w MIEŚCIE nie jest w stanie zająć się psem myśliwskim z takimi potrzebami :P

Zresztą umówmy się na dogo robi się tylko dobry PR, nikt w rzeczywistości nie poświęca swojemu psu więcej niż standardowe 15 min. na wysikanie. 

Wybaczamy i podeślij nam leśne tła do naszych łazienkowych fot :D

 

Leśnych nie mam :( Tylko pola, bo pies myśliwski przecież nie do lasu tylko W POLE!

 

Półżartem półserio, ale jednak coś w tym mieście jest.

Gdyby z psami myśliwskimi tak cudownie  i prosto się żyło w warunkach miejskich to raczej byłoby ich więcej. A nie jest.

I sądzę że to nie tylko kwestia ich specyfiki, ale też tego że miasto nie oferuje zbyt wiele dla takiego psa - mam właśnie przyjemnośc się przekonać po tej przeprowadzce, bo dokąd mieszkałam w naszym zakątku podwawelskim to Kraków wydawał mi się rajem na ziemi dla pointera  : pod nosem pola, bażanty, tereny, zalew... I czasu miałam w cholerę :(

W mieście jest kicha, poważnie jest ciężko. Da się ale trzeba w to sporo włożyć.

To już trzeba wtedy się pokwapić gdzieś dalej, psa wyszkolić... no problem to jest.

Z drugiej strony większość hodowli jest umieszczona własnie w mieście, ci ludzie z którymi zdarza mi się w polach spotykać to właśnie mieszczuchy, wcale nie mieszkają na odludziach, nie prowadzą własnego rancza i wbrew wszystkiemu też chodzą do pracy na kilka/naście godzin.

Nawet osoby polujące nie gonią jak z piórem non stop, wręcz bym czasem powiedziała że 2 polowania do roku i tyle, a reszta to psy siedzą i czasem to mój mieszczuch od nich więcej ma kontaktu z bażantami - ba, spotkałam kilku myśliwych którzy na polowania chodzą właśnie sami, a ich psy "polujące" spacerują sobie w ramach rekreacji lub przesiadują w kojcu.

Z kolei pieski mające do biegania areały wcale nie są szczęśliwe,przekopują ogródki a i nie biegają 24/24 tylko raczej odpoczywają na świeżym powietrzu. Sam taki  pies bez człowieka niewiele zrobi.

Jasne że fajnie jak ktoś ma ogród, bardzo fajnie, ale nie ma to wg mnie aż takiego odbicia w drugą stronę - że jak pies mieszka w mieście to jest niewybiegany.

W tym co się ogólnie mówi jest dla mnie sporo przesady.

Samej mi się wydawało że pointer jest mutantem i musi gonić aż nie padnie trupem bo inaczej jest niewyżyty.

I Wald gonił tak i niewiele nam to dało prócz tego że starł sobie poduszki a im więcej biegał tym bardziej był nakręcony na jeszcze i za cholerę nie potrafił wyjśc z trybu pracy i przestawić się na tryb normalnego psa. Fajne były wycieczki, pola, ale tak patrząc przez pryzmat czasu to widzę w tym przesadę - a to też niezdrowo jak pies się nie potrafi opanować, bo on może mieć popęd, ale musi też umieć być zwykłym psem. Sami hodowcy robią tak samo  - godzina w pole i koniec, czasem te psy nie wychodzą już nawet poza ogródek, albo idzie tylko jeden ze stada, i jakoś psy żyją.

 

Może sobie schlebię, ale uważam że teraz się nam to wszystko unormowało i  jest w miarę dobrze : jest praca w polu, jest odpoczynek w domu, są spacerki takie o żeby pobiegać z pieskami. Przyznam że chciałabym żeby było tego więcej, ale też bez przesady. Widzę różnicę  jak patrzę na Walda kiedysiejszego a tego teraz : dawniej dzień w dzień była wkrętka, pole i nic innego, wracaliśmy i już mogliśmy iść znowu, teraz wie że mamy swoje dni, ale też jak nie pójdzie to nic mu się nie dzieje, potrafi położyć się i spać bez nerwów i amoku. Potrafił nawet przez ponad miesiąc jak byłam chora nie biegać i ciągle nie mogę uwierzyć że tak ładnie się dostosował do trybu.

Nie wiem, może się już starzeje, ale mnie się to podoba. Poprawił się na wszystkich płaszczyznach

. Teraz jak idziemy w pole to Wald daje z siebie wszystko - jest praca praca, bez hecy, ładniej współpracuje, jest coraz staranniejszy, czuję że robimy to razem  a nie że puszczam niewyżytego psa który dopiero co wczoraj rano godzinę pływał, popołudniu biegał 4 h w polach a wieczorem jeszcze 2 h biegał z psami w parku...

Jak idziemy na osiedle to nie ma szału, on wie że to jest tylko przejście rekreacyjne, pobawi się patykiem, coś ze mną porobi, interesuje się smaczkiem.

To jest fajne, takie racjonalne. A tego chyba trzeba w przypadku takiego psa.

 

 

Ach, te osiedlowe ploteczki. :D

 

To jest dla mnie minus dużego psa, że jak energia rozpiera i przejmuje kontrolę nad rozumkiem, to dużo ciężej ogarnąć niż przy małym psie. Yuki nawet jak szaleje z niewybiegania to mi ręki nie ma jak wyrwać. ;) No i w sumie mogę korzystać z magii piłeczki, jak jest piłeczka to rzadko liczy się cokolwiek innego... Wczoraj dwa razy podczas późnowieczornego spaceru po osiedlowych uliczkach rzuciłam piłkę praktycznie w obce psy (raz trójka wyszła zza rogu, raz duży pies z klatki wyszedł). Aż się zdziwiłam, że ładnie zaaportował.

 

Czemu dużo ciężej ogarnąć? Że ma większą siłę?

Minus dużego psa to głównie to że ciężej go gdzieś puścić :( Niestety. Jak idziemy z bulwą luzem to nie ma jakoś bulwersów że mały pies lata, natomiast Wald już nie jest miło widziany, nawet w kagańcu.

Choć ostatnio widziałam faceta który szedł z bulwą identyczną jak Frank i młody gość szedł z naprzeciwka, a bulwa popylała przed panem. Facet tak się przestraszył że zatrzymał się i wnet by uciekł, stanął wbity w ogrodzenie aż bulwa przeszła ignorując go całkiem. W sumie pomyslałam że biedny człowiek, choć tak szczerze nie pojmuję jak można się bać buldożka?

Franka ok, bo on charczy jak traktor, ryczy, pieni się, leci do ludzi... ale tamten był miły i widac było że spokojny.

 

 

 

 

 

A z newsów :

 

Pochwalam Waldemary ;)

Wczoraj wiecorem byliśmy na lotnisku.

Ahh bosko, teren cały dla nas, jakiś biegacz tam w oddali gdzieś gonił i tyle. Wald pięknie tam doszedł, bez zbędnych ekscytacji, a magię to zawdzięczam kantarowi. Co lepsze w tym kantarku go puściłam żeby dla picu coś na pysku miał, a on ani razu nie potarł ryjkiem, ani nawet nie próbował ściągnąć :O

W dodatku fajnie biegał, a ja wykorzystując fakt że nikt się na nas wreszcie nie gapił (mam nadzieję!) wsadziłam słuchawki w uszy i tanecznym krokiem biegaliśmy razem. Wprowadziłam Walda w podobny do mojego nastrój, bo strasznie zakochany nagle we mnie, grzeczniutki aż miło, na gwizdek elegancko, poszalał i już mieliśmy wracać jak pojawiła się 8mc bokserka. Stwierdziłam że dobra, pobawimy się chwilę i idę, bo zabawiałam tam już ponad godzinę, ale zabawa wcale się nie kleiła bo Wald zaczął poszukiwania myszyb i znikł w swoim świecie.

Spacer nam się lekko przedłużył bo potem jeszcze przyszedł kolejny bokser (ten nasz znajomy własnie) i jeszcze wilczaczka. Wald w przewadze zajęty swoimi sprawami ale pobiegał troszeczkę, za to zadowolona jestem z niego jak ładnie się zachowywał.

Choć miałam mu za złe jak z olbrzymim wdziękiem podszedł do boksera i na beszczelnego w akompaniamencie wyrkotu swojego kumpla wyrwał mu patyk z pyska, a potem trzymając go jeszcze też zaczął warczeć a nastepnie go przejął i ...wypluł kawałek dalej.

Wald ma ten paskudny zwyczaj że zabiera innym psom rzeczy dla zasady. I co dziwne nigdy jeszcze za to nie dostał po łbie (od psa, bo ode mnie to i owszem ), bo robi to w takich pląsach i tak odwraca uwagę że zawsze mu się to udaje a potem nikt nie może go dogonić.

Zawsze na wybiegach mam problem z ludźmi którzy nagle lubią rzucić piłeczkę wśród 20 psów...

No i o dziury jest zazdrosny, bo jak wykopie to teren już jego, więc jakby kto podszedł to zaprasza do zabawy, ucieka kawałek a potem zostawiając tamtego psa wraca sobie kopać dalej...

 

Mam nadzieję że nie będzie to nasz ostatni spacer, bo wczoraj wymarzłam diabelnie, a co chwila mnie boli gardło...

Już dziś nigdzie nie poszłam, choć miałam w planach jeszcze jakiś spacer i  zologa.

Wczoraj byłam, bo chciałam  (nim wydam mój miesięczny zastrzyk gotówki)kupić mu karmę, legowisko i woreczki na kupska, ale wyszłam ze sklepu po chyba 15 minut stania.

A szkoda bo byłam zainteresowana kilkoma rzeczami i chciałam żeby mi sprzedawczyni pokazała asortyment do wyboru, ale niestety jak weszłam to było małżeństwo z małą dziewczynką i kilkoma siatami ciuchów dziecięcych które ta sprzedawczyni przeglądała...

Niepotrzebnie powiedziałam że poczekam, bo nie chciałam angażować jej żeby jeszcze mi wyciągała do tego wszystkiego materace, a chciałam pooglądać i popytać, ale nie dało się, bo co skończyła to otwierali kolejny wór. Dziewczynka natomiast stała pod klatką z papugami i co chwila podskakiwała a ptaki zrywały się w popłochu z wrzaskiem rabiąc o kraty... Wreszcie zagotowałam się wyszłam, bo mnie coś ogarnia jak widzę że stoją rodzice i pozwalają gówniarze na takie coś. Aż szkoda że ja się nie odezwałam, ale jakbym to zrobiła to by już miło nie było a nie po to przyszłam...

W każdym razie stojąc wypatrzyłam całkiem przyjemny kaganiec, muszę podejśc kiedyś przymierzyć na Warchlinie, bo to może być coś na lato.

Posted

Dobra, obiecałam jakieś foty to proszę uprzejmie jako że mój ojczulek naprawił mi laptopa ( jak się okazało po resecie wszystkiego ustawiłam złą datę i byłam duuuzo do przodu, więc wszystko było "nieaktualne" i blokowało ).

 

 

 

15625_819711808097706_793599484711077577

 

Jak widać obróżka przeszła chrzest bojowy.

Poweim tylko że nie spodziewałam się po niej tego, ale wsadziłam do pralki i jest jak nowa...  Żeby ten materiał coś się zepsuł, sprał, zdarł... Nie, nic , absolutnie nic!

 

Ta druga obroża też zdaje egzamin na 8-kę - wczoraj byliśmy kawał od ulicy a odblask świecił tak że na całej polanie było widać tylko te 2 paseczki. Jest super :)

 

11127_819711614764392_715395609647796321

 

Cóż, to mało istotne, ale przyznam się że zginęly mi gumiaki i ostatnimi czasy wybieram się na te łąki w adidasach...

 

10424975_819711248097762_462931584566201

 

Tu  właśnie Wald na każdym spacerku się topi :D

 

10919001_819711158097771_243938427392866

 

11054858_819710998097787_313755680345121

Posted

i jeszcze jedno

 

11061268_819710814764472_677054178757085

 

A co do "obróżki" tej którą zamówiłam to preszukałam internety w poszukiwaniu takiej i nagle mnie olśniło, że przecież Franky miał taką i mam jego zdjęcie pod ręką a ja szukam jak wariatka :

w linku duże foto

http://pointerypl.weebly.com/uploads/2/4/6/0/24608607/7807061_orig.jpg

 

 

A jak juz tak debatuje o gadżetach - zastanawiam się nad tym legowiskiem.

Chce raczej mniejsze, bo to co Wald teraz ma zajmuje całe miejsce, a on zwija się w rogu w kuleczkę.

Chcę jakieś o wymiarach 90x60, myślę teraz czy brac klasyczny ponton , czy bardziej płaskie, czy może "miseczkę" czy może wziąc bardziej kanapową wersję żeby było na czym łeb położyć, bo Wald lubi jak ma wyżej.

Są jakieś propozycje?

Posted

Zdjęcia piękne.

 

Dzięki za zdjęcie tej adresówkowej obroży :)

 

Legowisko poleciłabym brać całkiem płaskie, albo kanapowe. Sama od jakiegoś czasu zastanawiam się nad zmianą bo zauważyłam, że nie lubi spać na ubitym, wyleżanym legowisku, a właśnie te jego przez to, co ma w środku szybko takie się robi. Ahh francuski piesek..

Posted

Angi - w takie tereny? Nawet jakby to odnoszę wrażenie że i tak masz łatwiej, bo nie musisz gnsć przez bagna i zaorane pola do psa robiącego stójkę :P

 

 

nichya - kurcze nie wiem jak to fachowo sie nazywa, nazwę mam na końcu języka i ..nie przypomnę sobie.

To Wald własnie lubi się zagrzebać. Rozkosić tak żeby miec pod pachą większość koca, łeb na podwyższeniu a tyłek to se leży na gołej kracie. Dlatego nie mogę mieć nic miękkiego bo on to zmiażdży, roztarmosi i będzie wpychał pod siebie. Nie chcę też za sztywnego, stąd pomyślałam sobie o takiej tradycyjnej misce z wysokimi bokami które sobie zmiętosi pod głowę.

Na tym co ma leży tak w kąciku jakby chciał się otulić, dawniej jeszcze spał na plecach to zajmował powierzchnię, a teraz kulka i tyle.

 

A widziałyście te legowiska w których można się zakopywać?

Taki "kojec" , drewniane boki a w środku pozwijany materiał. Fajne, ale już widzę jakby się to czyściło.

Niby za każdym spacerem psu wycieramy łapy, a po polu go myję od spodu, czeszę regularnie, zmiatamy podłogę jak wariaci,legowisko codziennie wytrzepuję, a jest w domu tyle kłaków i piasku błota, że szok.

Dzisiaj wzięłam juz odkurzacz i ... odkurzałam panele. Prawie jak moja teściowa która zamiatała dywany...

Ale musiałam te wszystkie pojedyncze ziarenka piachu powydobywać ze wszystkich szczelinek bo mopy i miotły nie dały rady.

Wald też się załapał na odkurzanie - stał jak u masażysty i wyginał dupsko, a ja ściągałam z niego kłaki. Strasznie lubi odkurzanie, w sumie dobrze że nie mamy dywanów bo by mi za każdym razem głowę zawracał, szczególnie że teraz mamy odkurzacz wyższej technologi i można ustawić siłę ssania i dopasować go do psa :)

A pies miał dzisiaj swój dzień, bo zaraz po tym zabiegu pielęgnacyjnym dostało mu się wybitne danie - chciałam mu ugotować mięsko (ścinki) które biorę z masarni od czasu do czasu, a pomyliłam woreczki i zamiast tego dostał chyba z pół kilo szynki , którą dopiero kupiłam nie żałując funduszy bo był naprawdę elegancka...

Posted

A nie tylko baranki tam są:) Zapraszam
A co do legowiska to moje też uwielbiają pozgarniać wszystko pod siebie a głowę uwielbiają mieć wyżej. Nieraz jak Amiga leży na fotelu to opiera głowę na drewnianej poręczy i jak usypia to siłą bezwładu przygniata sobie gardło. Charczy tak, że aż lecę sprawdzić, czy jej się coś nie dzieje

Posted

Alduch z tego obecnego materaca zajmuje jakąś 1/4 , reszta jest pusta i zajmuje tylko miejsce więc teraz już nie biorę taaaaakiego , tylko tyle żeby się zmieścił zwinięty w kulkę plus coś tam rozłożył.

I chyba zdecyduje się na taki gąbczasty "miseczkę" obudowany po bokach.

 

 

Dziś u nas pogoda piękna.

Wreszcie jakoś się to skumulowało - że ja mam wolne i jest ładnie, bo do tej pory jak tylko miałam wolny dzień to nie dało się w żaden sposób wyjść, a jeszcze znów zaczęłam kaszleć więc super...

A dziś wyspacerowałam wszystkich.

Walduch był nawet 2krotnie na fajnych spacerkach,bo rano towarzyszył mi jak poszłam wyprowadzić pointery hodowczyni, a potem jeszcze goniliśmy po osiedlu. Ostatnio aktywnie używamy flexi, mam dośc krępowania go, wszystkie kundle latają bez smyczy i kagańca a on jak ten debil zawsze przy mnie grzecznie. Teraz kicham to, puszczam go na całą długość i mam w nosie.

Dziś mieliśmy dużo spotkań z psami i powiem że jestem zadowolona z jego ogólnych relacji - a dwa razy doleciał do nas piesek z ujadaniem i w dodatku właściciele jacyś nierozgarnieci ( pierwszy gość rzucił do mnie "może się nie pogryzą?" mimo że to jego pies właśnie biegł z ząbkami do większego - aż chce się odpowiedzieć że nie zdążą bo mój jest bardzo agresywny i zmiata każdego kto mu szczeka przy doopie, druga babka znowu jakieś brednie zaczęła wygadywać jak jej suka przeleciała jezdnię do Waldka że ona to o zabawkę robi, że broni czegoś, że to z ciekawości, takie powitanie, dopiero jak wystawiła solidnie zęby to ją zabrała że nie ładnie się zachowuje). Jest paskudnie tutaj jak chodzi o psy, miałam napisać że jak na wsi, ale na wsi przynajmniej pieski chodzą same i przeważnie nie mają na tyle odwagi żeby się rzucać...

Za to spotkałam znajomego z yorkami i podsunął mi fajne miejsce do puszczenia psa ukryte niedaleko mnie w osiedlu, więc mam zamiar to obadać :)

 

Walduch towarzyszył mi dzielnie , a u hodowczyni otrzymał prywatną klateczkę i tam został odstawiony na czas kiedy ja poszłam spacerować z jego morderczym braciszkiem.

Prawdę mówiąc spodziewałam się że będzie panikował, piszczał itd, a on był całkiem zadowolony, wepchał się tam nim rozłożyłam koce i siedział aż nie wróciłam. Nie ma to jak kojcowy pieseczek :D

Wymiana psów mi znów uzmysłowiła jak bardzo one są inne. Wald jak śledź, pokurczony i zcharciały , a tamtem dumny , dominujący niczym solidny rotweiler. I jednak stwierdzam że wolę Walda i spacery na smyczy z nim są wcale nie takie uciążliwe jak mi się wydawało ;)

Po wyspacerowaniu jego brata znów nastąpiła zamiana i wróciłam ze swoim pieseczkiem do domu i wymieniłam go na Kinię :D

Kiśka to jest dopiero szogun, całą drogę wrzask "samaaaaa!" , bo ona nie będzie jechać w wózku tylko chce sama chodzić.

Myślałam że zwerbujemy na spacer ciocię z bulwą, ale nie udało się, za to zaprosiła nas do domu na naleśnika,więc jak Frank nas zobaczył to omal nie zacharczał się na śmierć. Wyskakał nas , szalał z zabawkami, żygał pijąc naprzemiennie, a na koniec jeszcze rozpędził się za Kiśką po czym skoczył jej na plecy, a jak upadli to zaczął ją gwałcić. Myślałam że młoda będzie płakać ale usłyszałam tylko radosny chichot...

Ciocia niestety nie dała rady wyjść z braku czasu i spacer przepadł.

Pojechałyśmy więc na działkę , a tam już ją puściłam siamą i wyszalała się.

Myślalam że Wald robi na działce spustoszenie ale jednak nie, są lepsi od niego. Kinia dziś goniła po działce ze starą psią miską i zbierała doniej błoto i trawę, upaćkała się niemilosiernie, a potem przerzuciła się na kolekcjonowanie szyszek...

Z hustawki nawet zrezygnowała, za to tak poszalała że w domu padła.

W domu znowu zmiana - na Waldka.

Oczywiście pod drzwiami wpadliśmy na naszego westa, ale Wald go ominął pomimo że tamten ujadał jak wściekły.

Po spacerze wszyscyśmy padli :D

 

A jutro wolne, ale wcale nie zwalniamy.

Szykuje się wet ,o ile będzie termin, i to stadnie, a potem mam zamiar się wybrać do zologa po karmę i materac o ile jeszcze mi coś w portfelu zostanie, a może nie zostać, bo robimy echo i inne badanka okresowe więc podejrzewam że nam wyjdzie sporo...

Posted

ah pamiętam jak mój Darek darł się, że on sam i sam, a teraz jako 4 latek, lezie czasami gdzieś za mną z wielkim grymasem i ciągle ,, nogi mnie bolą, nie dam rady, nie wytrzymam, booooże mamo ratuj mnie bo nogi mi umierają '' :D

Posted

Eee cholera napisałam posta na pół dogo i mi skasowało a w wersji komórkowej chyba nie ma opcji zapisania treści...
No nic. Powtórzę.


Nie zamawiam karmy przez neta pewnie dlatego że sama nie wiem dokładnie jaką chcę. Póki co Wald je royal a wątpię że znajdę gdzieś taniej niż 16zl za kg i to z gratisami.
Poluję na ten totw nadal. Jesli sie to pokryje z moim napływem gotówki to kupię,ale póki co nie wiąże się jedno z drugim.
Teraz zresztą kasa idzie na co innego - jutro wybieramy sie na wielkie badanie do weta. Jak się okazało nasza pani doktur dorobiła się swojej własnej kliniki nieopodal nas i to bardzo korzystnie dla mnie bo mam rzut beretem.
Jestesmy umówieni na przegląd,odrobaczanie ,krew i wreszcie to echo. Koty już ostatnio były,więc mam stado z głowy.
Oby tylko Wald niczym nie zaskoczył tfuntfutfu.

A ostatnio zaskakuje. Miło zaskakuje. Wiosna idzie,baby z cieczkującymi sukami wałęsają się nam pod oknami,a Waldełko stonowany,chyba się zestarzał.
No i grzeczny jakiś taki.... odwoływalny,kontaktowy,z psami się dogaduje, zaakceptował kantarek, popyla dzielnie na flexi i nawet nie ciągnie, a na działce przestsł kopać tylko leży i się wygrzewa w słońcu.
Za to żeby była równowaga to naskarżę że przedwczoraj na działce mimo zakazów wtrąbił 4 kawały ubiegłorocznej zaschniętej ptasiej słoniny, natomiast wczoraj wciągnął coś pod blokiem,co już 2 drugi dzień pokutuje żołądkowo.
Natomiast dzisiaj rano zachowywał się jak ciężki oszołom,ale chyba wybaczę bo wpadliśmy na westa... Miła sytuacja bo nam stanął na drodze jak już przekręciłam klucz w zamku,więc jak już usłyszałam wrzask to nie wiedziałam w którą uciekać. Wald na jazgot tamtego zaczął wyć i ...uciekać. Bynajmniej nie ze strachu a raczej na zasadzie oddalenia się od pokusy. W każdym razie spacerek zepsuty bo cały czas uciekaliśmy...
Dziś wieczorem odbijemy na lotnisku.

Posted

ah pamiętam jak mój Darek darł się, że on sam i sam, a teraz jako 4 latek, lezie czasami gdzieś za mną z wielkim grymasem i ciągle ,, nogi mnie bolą, nie dam rady, nie wytrzymam, booooże mamo ratuj mnie bo nogi mi umierają '' :D

 

Jakbym mojego Theodora słyszała ;) "Mamo! Nóżki bolą!" :D

Posted

Jakbym mojego Theodora słyszała ;) "Mamo! Nóżki bolą!" :D

Nie wierzę że coś takiego kiedyś usłyszę od mojego malutkiego mutancika :D

Może wasze chłopaki jakieś słabe po prostu :P

 

 

A Kiśka dziś wstała koło 6, odmówiła zjedzenia kaszy wrzeszcząc "pałówy dać!!", a potem wszystko co jej dałam wywalała na ziemię.

Pół biedy , ale Walduch ma być na czczo do 11 i coś mi się zdaje że jak tak dalej pójdzie to będzie ciężko, bo młoda aktywnie go dokarmia.

Nasza biedna śmietniczka , dopiero teraz uświadamiam sobie jaka to potężna stacja utylizacji resztek pokarmu i że właściwie jemu daje się mnóstwo żarcia - a to sucha kromeczka chleba, skórki z parówki od Kini, skrawki mięsa z obiadu itd.. Wiem, to wielki żywieniowy grzech, ale inaczej nie potrafię, Amor nauczył mnie że jeżeli zjem kanapkę to końca to niewątpliwie stanie mi w gardle ;) Wald na szczęscie nie jest aż tak wymowny w żebractwie, ale z tyłu wcale nie pozostaje.

 

Mam nadzieję że dotrwamy w diecie do 11 i Kinia nie dokarmi  go niczym (no trudno, dla dobra psa do tego czasu nie dam jej jedzenia :P). Jeszcze pozostaje mi odnaleźć jego stare wyniki badań - te na których po bieganiu wyszło chore serce , a już za pół godziny u innego weta było wszystko w jak najlepszym stanie ;) Ale powiem szczerze że za diabły nie wiem gdzie one są, tak jak i nasz rodowód (do którego muszę różne rzeczy pilnie powbijać, bośmy naosiągali i świat o tym nie wie),więc póki co Wald jest rasowy bez rodowodu ;) Aaaa no i bez badań,certyfikatów i dymplomów - byle kundel jednym zdaniem ;)

 

Aaa i zapomniałam - u nas piękna pogoda, więc humory dopisują a spacery się kroją.

Nawet mój tż z przyjemnością wyszedł o 5 rano z psem, a następnie uraczył mnie esmesem , z którego uśmiałam się setnie :

"Wspaniały łowca bażantinich i król suchego pola był na kupie i sikaniu" - mamy taki zwyczaj że zawsze się informujemy czy pies był czy nie, coby podwójnie nie chodzić, choć ja i tak to robię.

Posted

No i jesteśmy po.

Dwa umęczone trupy- ja padłam i pies padł...Co się działo u weta to będę chyba długo miała złe wspomnienia, a pies do gabinetu już chyba nie wejdzie.

Oczywiście poszłam za wcześnie - mój ojczulek miał o 13 pogrzeb kolegi więc poganiał jak najprędzej, w efekcie tego wyszłam o 10 a byłam tam już 20 po (wlekąc się okrutnie i robiąc milion postojów na wąchanie). 

Już na wstępie drogi przyczepił się do nas menel z siatami. Widziałam że jak tylko wyszłam z naprzeciwka to chce skoczyć w naszą stronę zainteresowany psem, więc poczekałam jak przejdzie na tą stronę chodnika co myśmy szli i jak tylko wdepnął na krawężnik to przeszłam na drugą. Nie udało mi się minąć, bo podrzucił tylko toboły i już przeleciał za nami wrzeszcząc " to rasowy! to rasowy jakiś bedzie!!". Usiłowałam ukrócić odpowiadając "noooo..." i już chciałam popędzić dalej, ale nie udało się. Całe osiedle lazł za nami wygadując " eee to taki na łańcuch się nie nadaje!! Nie można! bo to rasowy! No, a ten, a ludzie bydlaki na gnoju trzymają, na metalowym łańcuchu....To są potwory nie ludzie, jak takiego psa można..." itd itd, aż wreszcie gadka nabrała nieco pretensjonalny ton " ale to nie ja was zaczepiłem! To on mnie zaczepił! ja nie zaczepiam na ulicy bo ja kulturę ..".

Zgubiłam go dopiero hen hen daleko, prawie że pod gabinetem.

Ale pod gabinetem drugi babsztyl mi się napatoczył jako że długo czekałam na otwarcie i Wald zwracał uwagę bo siedział dygotając i popiskując.

Kucnęłam więc koło niego i głaskałam go delikatnie i nagle  - olśnienie moje, cudowna nauczycielka życia - " PSA NIE WOLNO GŁASKAĆ JAK SIĘ BOI!!!!!". Obracam się i stoi baba i mi tłumaczy że głaskanie psa w sytuacjach stresowych wzmacnia lęk i przekazuje kanony psiej prawdy najwyższej jako że ona jest oświecona a ja nie . No dziękuję . Wpierw nie reaguje ale wreszcie jak mi suchą książkową teorią dalej ciepie to jej grzecznie wytłumaczam , że mój pies nie dostaje obłędu ze strachu tylko ogólnie jest życiowo obłąkany i próbuje zaakcentować mi że już blisko jesteśmy naszych terenów bieganiowych a nagle zeszliśmy z trasy i stoimy na parkingu z jakichś dziwnych przyczyn. Już myślałam że rozjaśnię, ale co słyszę : "aleeeee dziecko! Niemówże mi takich rzeczy, bo ja psy znam aż za dobrze, od niemowlęcia mam psy...." itd że paniusia zna psi język i w przeciwieństwie do pospolitego ludu umie go odczytać bo ma szerokie głębokie i podłużne doświadczenie, a to że mi RADZI to nie obraźliwie a z dobroci do zwierzątek. Wnet bym ją posądzała że zechce wejśc z nami do gabinetu żeby skontrolować czy nie pogłębiam psu lęku (dodam że pies nawet nie wiedział że tam jakiś wet jest) ale na szczęście uratowała nas wetka i jej asystentka otwierając gabinet.

Żeby było śmiesznie mój zepsuty pies z pogłębionym lękiem przywitał się z nimi radośnie i wparował do kliniki zadowolony.

Wizyta opóźniła nam się bo jeszcze przed nami przyszła babka z buldożkiem i z pół godziny dopytywała o różne rzeczy, więc nim się wetka ubrała do nas itd to już mieliśmy poślizg.

W gabinecie już się zaczęło problematyczne przestawianie łapek - Wald ma skłonność do tuptania, więc pobranie krwi udało się po dwóch nakłuciach i krwiaku, bo jak tylko poczuł że go coś ukłuło to się musiał szarpnąć. Mimo wszystko po tym dostał ciasteczka i zakochany w paniach wetkach podryptał  luźno bez smyczy do gabinetu obok na echo.

Nazwałam go gabinetem mordu, bo tam już wcale nie było wesoło.

Postawienie psa na stole, ok, wszystko ok, do czasu jak nie zechciało nam się go położyć na boku.

Wald i przymus to złe połączenie. A miałam nawet proponować że zrobię to na smaka, tak jak przy innym prześwietleniu, że kazałam warować, a potem na zdechł i zostać. Złapanie za łapy i majtnięcie psem na bok natychmiast zaowocowało protestem i walką.

Ochrzciliśmy wetce pazurami i toną sierści nowituki stół, a i bałam się że ochrzci jej twarz, bo tak wywijał kopytami...

We trzy leżałyśmy na nim podrzymując go a i tak udało mu się parokrotnie wyswobodzić i wstać.

Właściwie wtedy się uspokajał, bo przy całości była tragedia - dotknięty nażelowaną końcówką do usg zaczynał wyć i nerwowo tłuc ogonem. Do tego wszystkiego jeszcze wyginał się i wierzgał, tak że już myślałam żeby odpuścić, ale wetka wytrwale uspakajała i stała się zrobić jak najlepiej.

W sumie taka pani doktor to złoto. Skarmiły go chyba milionem smaków, zrobiły wszystko żeby pies był spokojny i leżał i nie kojarzył tego źle.

Bo to własciwie było potrzebne, a Wald powyginany ,dyszący, trzęsący się, piszczący i szalejący nie dawał wcale dobrego obrazu na monitorze. Mimo wszystko udało się na końcu kiedy kazałam mu usiąść na stole, wtedy się też uspokoił i przestał na moment szarpać.

Wynik dobry, jak się okazuje bardzo zdrowe serduszko, a to co wyszło kiedyś źle... Jak to wetka powiedziała: tamta doktor dała ciała. Okazało się że jakieś ichniejsze parametry pomiaru były ustawione źle, więc stąd wyszły przerosty jednej komory,nierówne bicie itd itd. Jestem spokojna.

Wald też uspokoił się zaraz po zejściu ze stołu, wtrąbił kolejną porcję smaczków i poszliśmy się płacić (i tu powiem że zapłaciłam znacznie mniej niż się spodziewałam ).

Jutro też nas to czeka , bo zostawiłam książeczkę chcąc zdążyć zmienić dziadka przy małej żeby mój iśc na ten pogrzeb, ale czasowo tak się rozjechaliśmy że nie zdążył.

Za to więc jeszcze dziś z okazji dnia pointera kupiłam mojemu maluszkowi 5 kg żarełka (przepłaciłam bo aż 18 zł za kg) i materacyk. Kaganiec odpadł bo jednak nie pasował, za duży.

Z kolei materacyk chyba za mały, ale wyjdzie w praniu, póki co Wald w nim śpi, ale jakby się okazał nie teges to ma kto dziedziczyć ;)

Posted

My też już przechodziliśmy przepychanki na stole. Oczywiście można by na spokojnie z komendą na bok, ale weź to wytłumacz wetowi, kiedy w poczekalni roi się od psów. Dobrze, że wyniki w porządku. :)

 

Jakby co, na wątku sprzedażowym wystawiłam obrożę od taks.

Posted

My też już przechodziliśmy przepychanki na stole. Oczywiście można by na spokojnie z komendą na bok, ale weź to wytłumacz wetowi, kiedy w poczekalni roi się od psów. Dobrze, że wyniki w porządku. :)

 

Jakby co, na wątku sprzedażowym wystawiłam obrożę od taks.

 

Ale Wald miał 2 razy już usg robione plus prześwietlenie przy dysplazji i nic nie robił.

A tu, wszyscy fajni , smaczki, a Wald taka heca...

I co lepsze - to nie był jakiś cholerny stres.

Żarł  leżąc na stole smaczki, jak mu pozwoliłyśmy wstać to wcale nie zeskakiwał ze stołu i nie uciekał w panice a stał i merdał ogonem, a jak już zszedł to pomimo otwartych drzwi nie wyewakuował się tylko poszedł sprawdzić stojącą w rogu klatkę. Nie wiem co to miała być za histeria, zobaczymy dziś jak pójdziemy czy się będzie zachowywał normalnie czy też nie.

 

Wiesz że wytłumaczyłabym? Nasza wetka jest właśnie taka, dba żeby jednak te pieski nie kojarzyły jej jako mordercy, zawsze smaczkuje, bawi się, pozwala psa puścić żeby poszperał po gabinecie, nie naciska na czas, no chyba że to jest nagła sytuacja ratunkowa i trzeba się spieszyć. Ona pogada, dopyta, pozna zwierzaka i jego nawyki, nie jest tak że wchodzisz i wychodzisz, ona wie z jakim psem na do czynienia, wie na ile sobie może pozwolić itd. M.in właśnie dlatego za nią się przeniosłam.

 

Gdzie ten wątek? Rzućże linkiem ;)

Posted

Zaraz okiem zerknę, dzieki, choć ja nie powinnam już ani grosza...

 

Za to dam foteczki zaległe, bo mi się do tej pory nie chciało telefonu podpinać.

 

Dziś Waldemarek taką stójkę na osiedlu zrobił do gołębia wędrownego, czym znowu zbulwersował jedną paniusię.

walduchhc.jpg

Mam chyba mocno na pieńku z babeczkami którym włażę w paradę gdy rzucają stare żarcie ptakom, ale cóż tu zrobić, szłam akuratnie jak paniusia wysypała wór jakiegoś syfu w wąskiej uliczce ( a właśnie że tam lubię chodzić, bo jest spokój i blisko kosza!) że ani obejśc ani zawrócić. Natychmiast 50 gołębi, kawek, wron, i ten nieszczęsny gołąb. I ta stójka. I ta baba - od razu to zauważyła i wzrok seryjnego mordercy że pies się na gołąbki przyczaja. A Wald ani drgnie, dopiero przy nodze powoli podeszliśmy i jak diabelstwo się zerwało to usiadł czym jeszcze bardziej zagotował paniusię, bo aż gęba ją swędziała żeby nam dogadać a skończyło się na prychaniu i mruczeniu pod nosem...

Ahh lubię to osiedle  - na jednej ścieżce rowerzyści jak wariaci slalomami, na drugiej przechodzić nie wolno bo jadalnia dla ptaków...

Ale za to mój tata mi załatwił wybieg dla pieska - znajomy koło jego garażu opuszcza działkę i powiedział że bramka jest otwarta więc możemy z pieskiem wejść. Fajnie, pewnie skorzystam, bo mi brak jak diabli terenu pod domem gdzie Walda mogę puścić.

 

A tu polujący na sloninę na działeczce

szukaczsloniny.jpg

 

sksjsjs.jpg

 

i legowiska - proszę o głosy które lepsiejsze :)

l1.jpg

 

l2.jpg

Posted

Co do nowego legowiska jestem pomiędzy decyzją czy jest wspaniałe czy też trzeba oddać je Frankowi.

Właściwie nie jest duże, ale Waldowi to pasuje, odkąd nie ma klatki stara się jak najbardziej upchać w kąt i pozwijać w kuleczkę. Tu jeszcze ma boczki które doskonale sprawdzają się pod głowę.

Nie wiem, pobędzie tak jak jest i zobaczymy co dalej.

 

I teraz kolej na geniuszowską paniuśkę

kdokarmai.jpg

 

kinnnnn.jpg

 

ksksks.jpg

 

ksooo.jpg

 

 

 

 

I byćmoże będę miała jeszcze jedną fotkę, konkretnie tego co wypadlo przed chwilą przez okno.

Fotel, k...., fotel!

Z mieszkania weścika wobraźcie sobie.

To mi się k...nie mieści w głowie....

 

...

Posted

Na tym mniejszym widać, że zdecydowanie lepiej mu się śpi. On na tym większym taki malutkiii.. Jak chcesz je zostawić to chyba czas na drugiego pointera, miejsce jest :P

 

I byćmoże będę miała jeszcze jedną fotkę, konkretnie tego co wypadlo przed chwilą przez okno.

Fotel, k...., fotel!

Z mieszkania weścika wobraźcie sobie.

To mi się k...nie mieści w głowie....

 

...

 

 

Żartujesz sobie? Fotel przez okno wyrzucili..? 

Posted

 

Żartujesz sobie? Fotel przez okno wyrzucili..? 

Tak k....!

Matka z synkiem wychodzi na balkon i zrzucają fotel z 3 piętra... Rozumiecie to ? Czysta patologia..

Już mi sie chyba wyjaśniło kto to wszystko rzuca, te choinki, resztki żarcia...

100% od nich ten fotel, bo mieli dwa a został juz tylko jeden taki sam, a i ja wiem że mieli dwa bo przecież ile razy się w górę spogląda jak ten  west drze ryj. No i słyszałam ich na balkonie, nie ma wątpliwości.

Ci ludzie mają u mnie taką opinię, że szok, teraz to już się nie będę w żadnym wypadku krępować że trzeba jakaś kulturę wobec nich zachować...

 

 

No i byliśmy u weta. Wyniki bardzo ok.

Wald nie schizował ale był już ostrożny i mało wylewny. Znowu spędziliśmy tam chyba z godzinę,oczywiście były smaczki, biegał luzem po lecznicy (i piszczał ), a nawet z panią doktor robił ochoczo sztuczki.

Nie złoto? Wetka która zamiast odpoczywać zachęca do siebie pacjenta bawiąc się z nim w poczekalni i pozwala mu gonić po gabinecie...

Jesteśmy zaproszeni jak będziemy spacerować, żeby wpadać na "wet-socjalizację" <3

No i fajnie, bo tanie smaczki mają, zaopatrzyłam się dość dobrze.

Jak tylko wykąpiemy małą to idziemy na lotnisko z dyskiem i smaczkami, trzeba się wyżyć i spuścić z siebie wszystkie stresy :)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...