Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Oj, niejeden psiaczek chciałby być taki "biedny" jak nasz Gapiszon ;)

A dziś mijają 4 lata od dnia, gdy do naszej wsi zajechał pewien niebieski psiowóz na krakowskich numerach i takim oto "egzemplarzem" na pokładzie ;)



Tu z moim nieodżałowanym Oskarem, który kochał cały świat :)



A tu niedawne zdjęcie Krechulca - naszej super dogoterapeutki - z jej domową "pacjentką", czyli Gapcią ;)





Do końca życia się Amidze nie wywdzięczę za tego mojego kochanego obcinacza nosów ;)

  • Replies 797
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Tak jest! Urodziła się wg oceny wetów w lutym, a 15 maja przybyła, by rządzić niemal niepodzielnie ;)
Jedyny obecnie mój pies, którego sobie sama ŚWIADOMIE wybrałam :)

Posted

Cudne zdjęcia :-) To z Oskarem bardzo wzruszające. To musiał być super pies. To teraz jeszcze poprosze o historię jak trafił do Was Lesio, bo o Lili i Gapci już wiem :-)

Posted

[quote name='Nutusia']Tak jest! Urodziła się wg oceny wetów w lutym, a 15 maja przybyła, by rządzić niemal niepodzielnie ;)
Jedyny obecnie mój pies, którego sobie sama ŚWIADOMIE wybrałam :)[/QUOTE]
To Gapcylindy dzień urodzenia nie jest znany? :hmmm:

Posted

A skąd miałby być znany?... Wszystkie moje psy mają mocno przybliżoną datę urodzenia... Lesio przyszedł sam (miał wtedy ok. pół roku), Lili znaleziono w Częstochowie pod sądem, Gapcię odebrano oprawcy, który się datą urodzenia psa przejmował jeszcze mniej niż samym psem, a Kreskę znalazł w krzakach pies pewnego pana (i chwała mu za to, bo miała wtedy ok. 8 tygodni, był marzec i jeszcze trzymał mróz).

Lesław jak trafił? Przyszedł na budowę domu naszych sąsiadów i... ukradł robotnikom śniadanie, więc obiad już mu dali z własnej woli ;) Były wakacje, mój Tomcio był w domu i gdy zobaczył Lesia, poleciał do niego ze smakołykami. A potem, gdy panowie robotnicy pojechali do domu, Lechu uznał, że ten zza płotu też fajny gość, więc przyszedł pod naszą furtkę i dotąd szczekał, aż go Sławek wpuścił, bo się bał, że sąsiedzi nas na policję zgłoszą, że ciszę zakłócamy ;) (zresztą ośli upór został mu do dziś i jak sobie postanowi, że chce do domu, nie ma opcji, żeby znieść jego jednostajny szczek ;)) Ja byłam wtedy w delegacji. Dzwonię do domu spytać co słychać, a moje dziecko mówi: "Mamo, mamy... sznaucera!" :evil_lol: Kazałam natychmiast zgłosić do sołtysa, bo pomyślałam, że ktoś się wybrał do lasu na wycieczkę z rasowym psem i pies się zgubił, a potem będzie na nas, żeśmy go... ukradli! Gdy następnego dnia przyjechałam do domu i zobaczyłam tego "sznaucera", o mało się ze śmiechu nie udławiłam!
Moja sąsiadka (ta od budowana domu) powiedziała, że chętnie Lesia adoptuje, ale dopiero jak się przeprowadzi na wieś (za 3 miesiące), na co mój Małż jej odpowiedział, że po 3 miesiącach niech sobie innego poszuka ;) I tak oto Pan Zlesław został u nas na stałe, bezczelnie terroryzował uległego i przekochanego Oskara, a następnie został... królem haremu oraz psem jednego pana, czyli mojego Męża :)

Posted

[quote name='Nutusia']Tak jest! Urodziła się wg oceny wetów w lutym, a 15 maja przybyła, by rządzić niemal niepodzielnie ;)
Jedyny obecnie mój pies, którego sobie sama ŚWIADOMIE wybrałam :)

Jesteś tego absolutnie pewna ?:evil_lol::evil_lol::evil_lol:

Posted

[quote name='Nutusia']A skąd miałby być znany?... Wszystkie moje psy mają mocno przybliżoną datę urodzenia... Lesio przyszedł sam (miał wtedy ok. pół roku), Lili znaleziono w Częstochowie pod sądem, Gapcię odebrano oprawcy, który się datą urodzenia psa przejmował jeszcze mniej niż samym psem, a Kreskę znalazł w krzakach pies pewnego pana (i chwała mu za to, bo miała wtedy ok. 8 tygodni, był marzec i jeszcze trzymał mróz).

Lesław jak trafił? Przyszedł na budowę domu naszych sąsiadów i... ukradł robotnikom śniadanie, więc obiad już mu dali z własnej woli ;) Były wakacje, mój Tomcio był w domu i gdy zobaczył Lesia, poleciał do niego ze smakołykami. A potem, gdy panowie robotnicy pojechali do domu, Lechu uznał, że ten zza płotu też fajny gość, więc przyszedł pod naszą furtkę i dotąd szczekał, aż go Sławek wpuścił, bo się bał, że sąsiedzi nas na policję zgłoszą, że ciszę zakłócamy ;) (zresztą ośli upór został mu do dziś i jak sobie postanowi, że chce do domu, nie ma opcji, żeby znieść jego jednostajny szczek ;)) Ja byłam wtedy w delegacji. Dzwonię do domu spytać co słychać, a moje dziecko mówi: "Mamo, mamy... sznaucera!" :evil_lol: Kazałam natychmiast zgłosić do sołtysa, bo pomyślałam, że ktoś się wybrał do lasu na wycieczkę z rasowym psem i pies się zgubił, a potem będzie na nas, żeśmy go... ukradli! Gdy następnego dnia przyjechałam do domu i zobaczyłam tego "sznaucera", o mało się ze śmiechu nie udławiłam!
Moja sąsiadka (ta od budowana domu) powiedziała, że chętnie Lesia adoptuje, ale dopiero jak się przeprowadzi na wieś (za 3 miesiące), na co mój Małż jej odpowiedział, że po 3 miesiącach niech sobie innego poszuka ;) I tak oto Pan Zlesław został u nas na stałe, bezczelnie terroryzował uległego i przekochanego Oskara, a następnie został... królem haremu oraz psem jednego pana, czyli mojego Męża :)[/QUOTE]
Psy z historią...
Ja też tylko takie miałam. Tak się zastanawiam, czy gdyby były dostępne tylko rasowe, do kupienia, czy wtedy kupiłabym sobie przyjaciela? Naprawdę nie wiem.
Na nieszczęscie deficyt biedaków szukających opieki długo nam nie grozi :(...

Posted

[quote name='Nutusia']W sumie tak, jeśli dodam, że wybrałam sercem ;) Bo do wyboru rozumem trochę mnie... zmusiłyście z Agamiką :)[/QUOTE]
Myyyyyyyyyyyyyyyyyyyy, zmusiłyśmyyyyyyyyyyyyyyyyyy, ależ skądże. My tylko podsyłałyśmy śliczne, łapiące za serce zdjęcia :-)

Posted

[quote name='Nutusia']A skąd miałby być znany?... Wszystkie moje psy mają mocno przybliżoną datę urodzenia... Lesio przyszedł sam (miał wtedy ok. pół roku), Lili znaleziono w Częstochowie pod sądem, Gapcię odebrano oprawcy, który się datą urodzenia psa przejmował jeszcze mniej niż samym psem, a Kreskę znalazł w krzakach pies pewnego pana (i chwała mu za to, bo miała wtedy ok. 8 tygodni, był marzec i jeszcze trzymał mróz).

Lesław jak trafił? Przyszedł na budowę domu naszych sąsiadów i... ukradł robotnikom śniadanie, więc obiad już mu dali z własnej woli ;) Były wakacje, mój Tomcio był w domu i gdy zobaczył Lesia, poleciał do niego ze smakołykami. A potem, gdy panowie robotnicy pojechali do domu, Lechu uznał, że ten zza płotu też fajny gość, więc przyszedł pod naszą furtkę i dotąd szczekał, aż go Sławek wpuścił, bo się bał, że sąsiedzi nas na policję zgłoszą, że ciszę zakłócamy ;) (zresztą ośli upór został mu do dziś i jak sobie postanowi, że chce do domu, nie ma opcji, żeby znieść jego jednostajny szczek ;)) Ja byłam wtedy w delegacji. Dzwonię do domu spytać co słychać, a moje dziecko mówi: "Mamo, mamy... sznaucera!" :evil_lol: Kazałam natychmiast zgłosić do sołtysa, bo pomyślałam, że ktoś się wybrał do lasu na wycieczkę z rasowym psem i pies się zgubił, a potem będzie na nas, żeśmy go... ukradli! Gdy następnego dnia przyjechałam do domu i zobaczyłam tego "sznaucera", o mało się ze śmiechu nie udławiłam!
Moja sąsiadka (ta od budowana domu) powiedziała, że chętnie Lesia adoptuje, ale dopiero jak się przeprowadzi na wieś (za 3 miesiące), na co mój Małż jej odpowiedział, że po 3 miesiącach niech sobie innego poszuka ;) I tak oto Pan Zlesław został u nas na stałe, bezczelnie terroryzował uległego i przekochanego Oskara, a następnie został... królem haremu oraz psem jednego pana, czyli mojego Męża :)[/QUOTE]

Piękna historia Nutusiu. Piękna :-)

  • 2 weeks later...
Posted

:) Pani Karolina mówi, że Chmurka definitywnie przestała się Stasia obawiać. Daje mu do zrozumienie cichym powarkiwaniem, że ma dość czułości i Stasinek rozumie w lot :) Poza tym, nie może się Chmurzastej nachwalić - najmądrzejsza, najpiękniejsza i najukochańsza :)

  • 2 weeks later...
Posted

Dziś do domu pojechała Ika... nasza 39 podopieczna :)
A jeszcze dziś rano opalała się w naszym ogródku ;)



A w tzw. międzyczasie dostałam wieści z domu kici Buźki (teraz Miszki). Były małe problemy, bo koteczka nagle przestała korzystać z kuwety i sikała gdzie popadnie. Na szczęście, po sterylizacji problem zniknął jak kamfora :) Miszka jest kotem wychodzącym, ale grzecznie wraca ze spacerków, nawet podczas pobytów na działce. Jest bardzo milusińska, nie niszczy (drapie tylko narożnik w salonie ;))
A taka jest śliczna! :)





Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...