saJo Posted March 12, 2008 Posted March 12, 2008 [quote name='monisieczka']jak uznasz że do kasacji??? jakies inwektywy, złe zachowanie? za stara jestem na straszenie, dla mnie zamykaj. Odsylam do regulaminu. saJo-mod Quote
LAZY Posted March 12, 2008 Posted March 12, 2008 ayshe napisał(a):trzeba sie uprzec.;).na swoim.chociaz jak ja ze swoimi glabami ide w strone pola z namiotami na placu to se moge jojczyc luz:evil_lol::mad: albo jak idziemy na slady tj w strone pol sladowych.jest wszystko lacznie z wyciem,darciem ryja[to chita] plasawica[to chita],piruetami w powietrzu z nieustajacym darciem ryja[to chita:evil_lol:] tudziez ciagnieciem mnie jak parowoz i zawodzeniem jakby go kto mordowal[to shado].generalnie kompletne wariatkowo.:loveu::evil_lol:.zanim dojde na miejsce mam pourywane rece,dysze ciezko[no teraz to juz mniej bo nei pale:evil_lol::multi:]i mam ochote na mord zbiorowy na booorasach.:diabloti:. Aaaa...czyli jak u nas! Po mieście jak idziemy tak poprostu to ona też nie ciągnie. Ciągnie jak idzie na place, gdzie się szkolimy a niestety na jeden z nich droga prowadzi przez pół miasta:) No to jednak Buba (tak ostatnio ją nazywam:P) nie jest taka zła...Hihihi...Tańczy, śpiewa, zawodzi i próbuje stanąć na uszach, w przerwach urywania mi ręki, tylko - i aż - jak idziemy sobie w kierunku któregoś z miejsc ćwiczeniowych. A ćwiczymy na zwykłych spacerach, w zwykłych miejscach i jak już raz w jakims sucz zazna "szkoleniowego szczęścia" to kaplica. Takie miejsce na spokojny spacer jest spalone:diabloti: Quote
Nanami Posted March 12, 2008 Posted March 12, 2008 Jak sie nie ma tego co sie chce, to sie lubi co sie ma :diabloti: Quote
ayshe Posted March 12, 2008 Posted March 12, 2008 nanami-prawda.:evil_lol:. LAZY-jatezmam popalone miejsca.na szczescie w sumie to ja nie wychodze ze swoimi psami na tradycyjne spacery.po pierwsze nie lubie lazic bez sensu:evil_lol: po drugie psy mi nie daja.platanie mi sie pod nogami powoduje ze na odwal cos im rzucam i wtedy juz jest koniec.jak im rzuce to juz spalona ziemia:evil_lol:.nie ma zalatwiania sie ani wogole niczego tylko latanie w kolko mnie i sepienie. co jest dosc wnerwiajace .ale za to swiat nie istnieje dla nas a to juz mile.:multi: Quote
asher Posted March 12, 2008 Posted March 12, 2008 [quote name='Nanami']Jak sie nie ma tego co sie chce, to sie lubi co sie ma :diabloti: Amen :lol: Lazy, unikanie na codzień "psich placyków" to chyba cecha każdego właściciela dorosłego ON :cool3: Pamiętasz pewnie relacje z fortowych spacerów teamu Maga Sqad? Inne psy wspólnie szalały, a burki albo snuły się przy mnie, albo... siedziały w dołku :evil_lol: Mnie trochę zajęło, zanim zaczęłam doceniać tę owczarkową cechę burkowskich :loveu: A jeśli chodzi o ciągnięcie, to burki długo nie umiały chodzić na smyczy tak normalnie, "w stylu codziennym" :oops: Mieszkam w takiej okolicy, że zazwyczaj latały bez. Jak już ćwiczyłam chodzenie na smyczy to sportowe, a takie na codzień zaniedbałam totalnie :oops: Pojedyczno w sumie nie było problemu, bo ani Sabina, ani Bugajski wyrywne nie są, ot, tochę się plątały między nogami. Wyszło szydło z worka, gdy ruszyłam na zwiedzanie stolicy z dwoma burkami naraz :evil_lol: Jak jechaliśmy na szkolenie, albo na psi spacer, to ciągnęły, jak lokomotywki. Problem w sumie nie był wielki, dopóki oba ciągnęly w jedną stronę. Ale jak tylko zblizyliśmy się do stacji metra, to Sabina nadal ciągnęła do przodu, a Bugajskiego strachulca musiałam ciągnąć ja :evil_lol: Udało mi się to w końcu opanować na tyle, że nie istniało bezpośrednie zagrożenie utraty przeze mnie zycia, albo uszczerbku na zdrowiu na skutek gwałtownego kontaktu z podłożem :diabloti: Ale w chwili podniecenia nadal prą do przodu i co chwila muszę je przywoływać do porządku ;) Quote
ayshe Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 czy ktos "uzywal"do pracy z psem pilek orka?jakies uwagi o ich dlugowiecznosci?:cool3: Quote
dorplant Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 ja nie:shake:, uzywam jednego rodzaju sredniej gappay i malutkiej dla szczylkow Quote
ayshe Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 ja mam zakaz na gappaya:mad:.tj moge se rzucic od czasu do czasu albo cus ale pracujemy na carizach i teraz dziadkowi kupilam orki.sa bardzo poreczne,male a dziadkowi wsio ryba:razz::evil_lol:.jak mi sie sprawdza to chicie fundne -od razu zabiore sznurek bo malpiszon go zezre:roll:.carize mnie wkurzaja.wogole chita pracuje na zarcie/gryzak ale kombinuje z malymi pilkami a malego gappaya kolezanka francowata zezarla:mad:. Quote
dorplant Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 tak troche w innym temacie wczoraj zauwazylam na treningu ze tak jak z Arsa i barusem podchodze do treningo na luziku to z Majka sie spinam jak agrawka :-(,chyba za bardzo mi zalezy i nie mam frajdy z treningu :roll:, zwlaszcza jak cos nie wychodzi . Quote
ayshe Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 arsa ibarusa robione standardowo na lup tak?a majkajest lewostronnym pojebem:D tak?no to masz odpowiedz:diabloti: Quote
dorplant Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 no tak masz racje :oops:,tu jest pies pogrzebany. jesuuu ile z ta suka roboty ,ciagle cos odwala :mad:. ona chyba siedzi w kojcu i kombinuje co by tu jeszcze odwalic:evil_lol: na obronie . Quote
ayshe Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 my mamy dwa takie pojeby:chilli i deedee.kompletnie dwa lewostronne czuby z tym ze deedee do tego jest po prostu psycholem:evil_lol:. tiaaaa:roll: Quote
dorplant Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 dziwne bo mala Luthien po dwoch lewusach ,nie jest lewusem :roll:, chyba ze sie jeszcze "czajnikuje" :evil_lol::evil_lol: widzialam capri siostre chilli tez stuknieta :mad: a jak chilli slady ?? Quote
asher Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 ara napisał(a):Ale nadal twierdzę, że szkoleniowiec nie jest od namawiania, przekonywania, udowadniania itp, a chcieć szkolić przy Ayshe zmienia się w móc. Mam nadzieję, że zdążysz przxeczytać;) Pociągnę jeszcze temat, bo chcę sprostować to, jak zostałam zrozumiana Ale zaznaczam, że moja odpowiedź nie dotyczy ayshe, ani nikogo innego konkretnie. Jest po prostu moim poglądem na rolę szkoleniowca - mieści się więc w temacie wątku. ;) Ja nie uwazam, że szkoleniowiec ma kursantów ciągnąć za rączkę na szkolenie. To, czy ktoś chce szkolić psa, czy nie, to jego prywatna sprawa i szkoleniowcowi nic do tego, niestety. Może ewentualnie, widząc w psio-ludzkiej parze jakis potencjał, namawiać. Ale nie musi, to na pewno nie jest obowiązkiem szkoleniowca. Jeśli natomiast ktoś już na szkoleniu jest, jeśli ktoś chce się szkolić, to rolą szkoleniowca jest poprowadzić takiego kogoś za rączkę. Szkoleniowiec ma pokazywać takiemu komuś co robić, żeby psa danej rzeczy nauczyć, ma wytykac błędy przewodnika i wskazywać, jak należy daną rzecz zrobić dobrze. Ma chwalić, ganić, naprowadzać na właściwą drogę, besztać za zbaczanie z niej, tłumaczyć itd. W tym sensie ma "być mamusią". Albo "tatusiem" ;) Uważam, że w relacjach szkoleniowiec - przewodnik powinna panować zależnośc, jak w relacjach mistrz - uczeń. Może nie, jak w średniowieczu, kiedy uczeń nie miał nic do gadania, ale na pewno przewodnik musi mieć wobec szkoleniowca szacunek i musi sobie zdawać sprawę z tego, że... to szkoleniowiec zazwyczaj wie lepiej. Nie pisałam więc o ciągnięciu za rączkę na szkolenie, ale o prowadzeniu za rączkę na szkoleniu. Różnica niby mała, ale jakże znacząca ;) Quote
marmara_19 Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 Asher masz racje:) ale nie wszyscy sa ok. opisany przezemnie pan cwaniak to jakis koszmar.. skarzyl sie swoejmu kursantowi, ze dzien wczesniej ejgo zona wsyztskie komendy naraz psu wydawala.. a on sam lepszy nie jest, nie poprawia, nie wie kiedy nagradzic i jak zmotywowac.. a silowo nakazuje robic... i taki ciec, wlasciciel mlodego ONka robi co mu mistrzu nakazuje i dziwi sie,ze peis sie nudzi i ma w nosie cwiczenia;/ jedna hodowczyni ze slaska prowadzaca "szkolke" dla psow ze skutkiem takim, ze lepiej nie psiac (z restza keidys jut tutaj o tym bylo) bardzo sie zdziwila jak zobaczyla mojego psa na miekkim rogzie.. bez kolcow.. Quote
dorplant Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 asher napisał(a):Uważam, że w relacjach szkoleniowiec - przewodnik powinna panować zależnośc, jak w relacjach mistrz - uczeń. Może nie, jak w średniowieczu, kiedy uczeń nie miał nic do gadania, mi tam sie podoba taka relacja :diabloti::diabloti: i podoba mi sie regulamin aki :evil_lol::evil_lol: pkt 1 mistrz ma ZAWSZE racje pkt2 w razie watpliwosci patrz pkt 1 :multi::evil_lol::evil_lol: Quote
asher Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 dorplant napisał(a):mi tam sie podoba taka relacja :diabloti::diabloti: i podoba mi sie regulamin aki :evil_lol::evil_lol: pkt 1 mistrz ma ZAWSZE racje pkt2 w razie watpliwosci patrz pkt 1 :multi::evil_lol::evil_lol: Ja chyba za pyskata jestem na taką realcję :evil_lol: Nooo, chyba, że szkoleniowiec tak by mnie rzucił na kolana, że zaniemówiłabym z wrażenia :diabloti: (ale to bardziej realne przy "tatusiu", bo dochodzą jeszcze ewentualne walory estetyczne szkoleniowca, które w przypadku "mamusi" w ogóle się nie liczą :evil_lol:) ;) Quote
saJo Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 Moim zdaniem ostatecznie, decyzje jak dana rzecz cwiczymy podejmuje szkoleniowiec, jednak nie moze byc tak, ze przewodnik nie ma nic do powiedzenia, w koncu to on zna psa najlepiej. Ale to chyba jest oczywiste ;) Quote
BeataG Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 asher napisał(a):Ja chyba za pyskata jestem na taką realcję :evil_lol: Nooo, chyba, że szkoleniowiec tak by mnie rzucił na kolana, że zaniemówiłabym z wrażenia :diabloti: (ale to bardziej realne przy "tatusiu", bo dochodzą jeszcze ewentualne walory estetyczne szkoleniowca, które w przypadku "mamusi" w ogóle się nie liczą :evil_lol:) ;) Hehe, sorry za offa, tak mi się skojarzyło - bardzo przystojny instruktor narciarski... może nawet dałabym się namówić na naukę jazdy na nartach, choć zupełnie mnie to nie pociąga. ;) Quote
dorplant Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 ja uciekam oddawac poklony mojemu mistrzowi :cool3::evil_lol:, a co tam niech ma :eviltong: Sajo tu bym troche polemizowala nie kazdy przewodnik zna ............nie kazdy Quote
saJo Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 Tak samo jak nie kazdy szkoleniowiec zna sie na szkoleniu. Mowimy jednak o normalnym przewodniku i normalnym szkoleniowcu, a nie o patologiach. Quote
ayshe Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 szkoleniowiec ma za zadanie realizowac swoja wizje danego psa i przewodnika biorac pod uwage mozliowsci obu.realizuje owa wizje robiac poprawki na to czego oczekuje przewodnik,jakie ma mozliwosci i przekonania.szkoleniowiec nie moze pracowac bez ustalenia jakiegos consensusu z przewodnikiem.niema tu znaczenia czy przewodnik sie zna czy nie.czy ma doswiadczenie czy nie.wiekszy wplyw na system treningu ma to czy przewodnik ma do czegos zapal czy nie.czy mozna mowiac kolokwilanie przypilowac czy tez trzeba probowac mimo wszystko osiagnac swoj cel szkoleniowy droga na okraglo bo prosto sie nie da.przewodnik np.nie wyraza zgody,nie obchodzi go praca sportowa.szanujac i biorac pod uwage decyzje przewodnika[w koncu to jego pies a nie szkoleniowca]mozna kierowac przewodnika w strone pracy sportowej ale nie wolno naciskac.ostateczna decyzje podejmuje przewodnik psa-szkoleniowiec sugeruje droge. Quote
marmara_19 Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 ale te patologie zdarzaja sie zbyt czesto!!! zbyt duzo sie ostatnio na to napatrzylam... Quote
ayshe Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 marmara-skrajnosci czy patologie istnieja wszedzie.biorac pod uwage fakt ich istnienia niemozna ich wpisywac w normalnosc.tj normalne jest prowadzenie psa tak i tak.jesli ktos robi inaczej-to ja to przyjmuje do wiadomosci,moga sie z tym zgadzac lub nie ale wplywu to na moja prace z psem nie ma.to jest jak poza marginesem.nie oceniam tylko porownuje z wlasnymi pogladami.porownanie nie zmienia moich pogladowizachowan.jesli sie czegos ucze czyli zmieniam wlasne stanowisko to moja swiadoma decyzja.tak wiec jesli sienapatrzylasna patologie,badzrzeczyktorych nei akceptujesz to w sumie nie ma to zadnego znaczenia jesli wiesz jak pracowac z wlasnym psem.czyli w skrocie:jak neimozesz czegos zmienic-olej to:diabloti:. Quote
BeataG Posted March 13, 2008 Posted March 13, 2008 Szkoleniowiec jak dla mnie ma nauczyć przewodnika, a za jego pośrednictwem psa, konkretnych rzeczy w konkretnym celu. Porównam to do nauki języka, bo ten temat znam, przez wiele lat języka uczyłam. I inaczej uczyłam kogoś, kto potrzebował znajomości języka do zdania matury czy certyfikatu, inaczej kogoś, kto chciał tylko móc oglądać w danym języku filmy i czytać książki, jeszcze inaczej kogoś, kto wybierał się za granicę turystycznie i wreszcie inaczej tego, który wybierał się za granicę do pracy. Jednak w szkoleniu psów jest jeszcze jeden bardzo ważny element. Gdy pojawia się konkretny problem wychowawczy, to przede wszystkim ten problem należy rozwiązać i nad tym problemem pracować. Odkładając nawet na bok szkolenie sportowe. Bo co z tego, że pies zda egzamin, czy zajmie wysoką lokatę w zawodach, jeśli na spacerach będzie się np. rzucać do innych psów czy obszczekiwać przechodniów. No i jeszcze jedno - niestety nie każdy, idąc na szkolenie z psem, wie, czego tak naprawdę chce. A jeśli nawet idzie na szkolenie w konkretnej dyscyplinie psiego sportu, nie zawsze zdaje sobie sprawę, czy on i pies się do tego szkolenia nadają i co są w stanie osiągnąć. I tu też widzę rolę szkoleniowca - żeby potrafił powiedzieć szczerze, np. "wiesz, ja ciebie i psa przygotuję do tego egzaminu, ale orłami to wy w tym nigdy nie będziecie, jeśli chcesz trenować z psem sportowo, to zastanów się, czy nie lepsza byłaby np. dyscyplina X". Jeśli ktoś idzie na szkolenie przygotowujące do konkretnego egzaminu i nie jest to kurs o kreślonym czasie trwania, to po pierwszych kilku treningach też powinien otrzymać informację, ile czasu mniej więcej takie szkolenie zajmie, przy założeniu, że część zajęć wypadnie np. z powodu choroby, wyjazdu etc. A jeśli chodzi o konkretne szkolenie, to w gruncie rzeczy człowiek uczy się na takiej samej zasadzie, jak pies - na zasadzie sukcesów i porażek. Więc przede wszystkim przewodnik musi wiedzieć, jak ma wyglądać poprawne wykonanie danego ćwiczenia. I musi mieć informację zwrotną - to robisz dobrze, to robisz źle, to twój pies robi dobrze, to robi źle. Ale to też nie wystarczy. Sama informacja, że ja czy pies robimy coś źle jest na dalszą metę dołująca - choć oczywiście jest to lepsze niż brak takiej informacji w ogóle. Szkoleniowiec musi umieć zmusić przewodnika do poprawnego wykonania ćwiczenia, bo inaczej przewodnik może nigdy tego nie zrobić dobrze, bo po prostu nie będzie wierzył, że jest w stanie. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.