Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Mam nadzieję, że z tym paluszkiem to nic takiego. :shake: Dobrze, że teraz psiak ma dobrą opiekę i weta.

U Gosi Murat był z pekińczykiem, który go gryzł czasem, ale widzę, że w nowym domku pekińczyki mu nie przeszkadzają :p

Bazyl nadal czeka na dom.

O Osce pamiętamy, ale nikłe są szanse na zdobycie namiarów na jej dom. Została oddana bez karty adopcyjnej i nikt o tym nie wiedział. MIało być super, a potem nikt już nie miał dostępu do żądnych informacji. Zobaczymy, co się da zrobić.

  • Replies 911
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Fusica napisał(a):
Szkoda że nie ma książeczki zdrowia Murata...



Tak, ja też żałuję. Psy przez miesiące były pod opieką obcych ludzi. Wszystkie dokumenty i inne rzeczy przepadły. Jak sądzę w czasie ,kiedy Gosia już nie sprawowała nad psami opieki, zwierzęta nie były szczepione ani odrobaczane.

W podsumowaniu - w zeszłym roku Gosia miała pod opieką 4 psy, 2 koty i gołębia. Jeden pies - właśnie pikińczyk - umarł w zeszłym roku. Gołąb i jedna kotka znalazły dom dość szybko u znajomej, druga kotka pojechała dzięki Izie Szumielewicz do Warszawy i ma się dobrze, Murat znalazł dom dzięki Fusice i też jest ok. Pozostał Bazyl i Oska - choć nie wykluczam, że Oska może też ma dobry dom.

Posted

Mam pytanie... Czy wcześniej, przy okazji usuwania Muratowi "psujących sie" paluszków, nie było żadnej diagnozy ??? Wiecie może co powiedział wet, który dokonywał zabiegów ??? Może wiadomo co jest tego przyczyną, tylko podczas choroby Gosi, psiak nie był leczony.

Posted

Murat zaczął mieć problemy z palcem, kiedy coś sobie zrobił kopiąc w ziemi. Z tego, co pamiętam napisałam o tym na początku wątku. Wet chyba najpierw powiedział, że to zastrzał (mój pies właśnie to ma, ropa i palec jak bania, a opuchlizna przeszła już na kawałek łapy). Były problemy z ropą itd. Potem stwierdził, że jego zdaniem może z tego być problem nowotworowy, bo długo się nie goi i na wszelki wypadek usunął palec. Od tego czasu dość długo, chyba dwa lata lub coś koło tego nie było problemów. Psy były leczone, kiedy Gosia zajmowała się nimi. Potem było, jak było. Nie sądzę, żeby ktoś się przejmował psami, a już na pewno nikt nie wydał pieniędzy (bynajmniej Gosi pieniędzy) na zaszczepienie psów. Psy były zamknięte w mieszkaniu i wychodziła z nimi raz dziennie jakaś znajoma. To wszystko. W razie jakichś problemów trzeba zapytać Małgosię, ona powinna więcej wiedzieć na ten temat, bo czasem zawoziła Gosię z psami do weta. Właścicielka Murata ma do niej nr telefonu.

Martwię się, bo chyba jednak wyjadę przed końcem czerwca. chciałabym do tego czasu umieścić gdzieś Bazyla. Wiem, że lduzie boją sie, bo nie wiadomo, jak długo psiak pożyje. Jest w dobrej kondycji, nie widać po nim wieku, ale ma swoje lata. Chciałabym po prostu, żeby ktoś zapewnił mu dobry dom na ostatnie jego lata, żeby nie musiał umierać w jakimś hotelu, tylko żeby pożył sobie jeszcze, pobiegał po polach i odszedł, kiedy przyjdzie jego czas, a nie ze smutku i samotności.

Co do Oski - dzisiaj już zupełnie tracę nadzieję, że uda sie dowiedzieć, gdzie ona jest.

Posted

Bazyl naprawdę potrzebuje domu. Wyobraźcie sobie psa, który spędził w samotności ostatnie miesiące mając jeden spacer dziennie, a wcześniej siedział zamknięty w łazience lub ciasnym korytarzu. Proszę, niech ktoś się nad nim zlituje.

Co do Oski - jeśli TOZ oficjalnienie wystąpi o sprawdzenie miejsca, gdzie sunia przebywa - nie wierzę, że się ją odnajdzie. :-( :-( Nie wiem nawet, czy TOZ może zrobić coś takiego, bo to nie TOZ dał ją do adopcji, tylko wywiozłą jana wieś znajoma Gosi, niestety taka znajoma, której nie ufam.

Posted

a nie można z delikatnie porozmawiać...:oops: ech boje sie o takie suczki, wyobrażam sobie jak ona cierpi jeżeli trafiła na łańcuch...:-(

Posted

ta pani była bardzo miła i zapewniała, że psom włos z głowy nie spadnie. ale na pogrzebie Gosi (może już się dowiedziała, że nic nie dostanie), zapytana o psy, w tym Oskę, powiedziała - "skończymy tą farsę" i nie chciała rozmawiać w ogóle.

Posted

ale dlaczego zaraz problemow... jezeli wszystko jest ok to nie ma się czego obawiać. Chyba trzeba w takim razie TOZ zaangażować...:mad:

Posted

O co chodzi z tym "angażowaniem" TOZ-u ?
Przecież TOZ kielecki jest zaangażowany w tę sprawę od samego początku.
Szukaliśmy, i szukamy nadal, domów dla zwierząt (teraz dla Bazyla), a z cwaną panią prawnik spotkamy się w sądzie. Taką mam przynajmniej nadzieję.
Ale do tego potrzebujemy dowodów, rzeczowych zeznań osób, które bywały w tym mieszkaniu, słyszały pogróżki o "likwidacji zwierzyńca".

Teksty pt.: "podobno chce się ich pozbyć", "mówią, że mieszkanie sprzeda, a zwierzęta odda do schronu" i epitety bez pokrycia, że to zła kobieta, podła, bez serca, itd., itp. nie mają absolutnie żadnego znaczenia przed sądem, bez wiarygodnego świadectwa osób, które zechcą to poświadczyć.

Tak więc, proszę przestać tutaj krzyczeć z mnóstwem wykrzykników, że na pewno da się coś zrobić, nagłośnić, napietnować, ukarać "hienę cmentarną", itp. - owszem, to da się zrobić, ale tylko na podstawie faktów, zeznań i wiarygodnych dowodów, a nie steku żalów, lamentów i niejasnych pogłosek, że ktoś coś słyszał.
Bo zawsze jest tak, że jak dochodzi co do czego, to nikt nie chce się wychylać i narażać, nikt nic nie wie, albo nie pamięta...

W związku z tym, jeśli ktoś ma coś konstruktywnego do zeznania w tej sprawie, to proszę o PW lub kontakt z TOZ-em.

Posted

Potter, chodzi o Oskę. Znajoma Gosi wydała ją gdzieś na wieś. Przynajmniej tak twierdzi. I nie wiadomo, jak to sprawdzić i do tego TOZ mógłby się przydać, o ile jest w ogóle możliwość sprawdzenia przez TOZ takiego miejsca, gdzie pies poszedł bez karty adopcyjnej itd.
Co do reszty, to wiem, że marne szanse na cokolwiek, bo prawniczka Gosi, jak sądzę, też wie co robi i żadnych świadków i zeznań może nie być. Rodzina Gosi odpuściła (choć pojawiła się siostra Gosi, co chyba pani mecenas może nie być na rękę). W każdej rozmowie, z tego co wiem, zawsze strona zainteresowana mieszkaniem Gosi, dawała do zrozumienia dość czytelnie, ale nie powiedziała słowa, za które ktoś mógłby ją oskarżyć. W końcu to prawniczka. Moim zdaniem, sprawa jest przegrana, choć oczywiście nie wiem, jakie są możliwości sprawdzenia przez TOZ treści testamentu. Jeszcze długo po pogrzebie Gosi testament ponoć nie został odczytany. A teraz nie wiem, jaka jest sytuacja. Najwięcej pewnie wie osoba zajmująca się Bazylem. Co do zwierząt - oczywiście było ciągłe poganianie, żeby je zabrać, z tekstami typu "sesja zdjęciowa była", a psy nadal nie zabrane, o niezbyt miłym wydźwięku, dużo sugestii, ale niczego się nie udowodni, o czym pisałam od początku. A co do zwierząt, gdybyśmy ich systematycznie nie wydawali, to nie podobno, ale na pewno trafiłyby w złe miejsce - czy to schron, czy to las, czy to wieś - wszystko jedno. Tak więc tylko się cieszyć, że Murat i reszta (oprócz Oski, nie wiem, co się z nia dzieje) mają dom. A Bazyl nie stanowi takiego problemy, gdy pozostał w mieszkaniu sam. Ale pewnie z czasem i on zacznie być traktowany jako duży problem. Więc szukajmy mu pilnie domu!

Posted

[quote name='iwop']Potter nie rozumiem o co ci chodzi? o jaka hienę?:crazyeye: JA PYTAM O OSKE O KTOREJ NIE MA WIADOMOŚCI.:angryy:


Iwop - nie piłam do Ciebie - przeczytałam uważnie cały ten wątek i znalazłam tu kilka krzykliwych wypowiedzi typu "jest tam jakiś TOZ i nic nie robi"...

Co do Oski - marne szanse - jeśli wydająca ją osoba nie ma czystych intencji i nie zechce współpracować dobrowolnie, to psa możemy szukać przez najbliższe 100 lat.

I na koniec - ostatnio wysłałam osobę od nas, do pani mecenas, z zapytaniem wprost, czy jest w posiadaniu testamentu, jeśli tak, to dlaczego do tej pory go nie ujawniła, oraz jak wyobraża sobie dalszą opiekę nad pozostałym psem. Oczywiście oprócz wrzasków i gróźb, nie usłyszeliśmy nic ciekawego.

Oprócz jednego :
panie mecenas stanowczo zażądała zwrotu wszystkich wydanych zwierząt (więc rozumiem, że Oski też).

???????

Opanowanej pani prawnik chyba zaczyna się coś pruć. A ujawnienie testamentu może okazać się bardzo ciekawe.

A co do Bazyla - cały czas jest możliwość przewiezienia go do mojego przytuliska. Mamy pełną obsadę, ale coś wykombinuję, jeśli to ma go uratować.
Ale wobec ostatnich rewelacji, w wyniku których okazuje się, że pani mecenas jest miłośniczką zwierząt w ogólności, a zwierzęcych bohaterów tego wątku w szczególności, może okazać sie, że Bazyl stanie się w tym mieszkaniu więźniem-zakładnikiem niejasnych planów pani prawnik i wyrwanie go stamtąd będzie b. trudne...

Posted

Hmm...to pani mecenas życzyła sobie szybkiego umieszczania zwierząt. To ona, z tego, co pamiętam, z ironią mówiła o tej "sesji zdjeciowej". Przypuszczam, że teraz zmienia zdaniem ,bo sądziła, że będzie cisza i nikt jej nie ruszy, a teraz opkazuje się, że ktoś za utrzymanie zwierząt może zażądać pieniędzy od niej. Czy nie o to jej chodzi? Sądziła, że wszyscy zapomną o zwierzętach i woli Gosi?

Wolałabym, żeby Bazyl został w mieszkaniu, nie trafił do kojca ze względu na jego zdrowie. Pies ma 12 lat i w życiu na podwórku nie mieszkał, tylko w ciepłym mieszkanku. Ale możliwe, że w tej sytuacji nie ma innego wyjścia. Z tym, że bazyl w jednym kojcu z psem - póki co tak sie nie będzie dało. Od razu mówię, że Bazyl nie jest jednostką społeczną. Ale kto wie - może takową jeszcze się stanie...

Zaraz spróbuję uzyskać jakieś nowe informacje odnośnie sytuacji.

A zwierząt to sobie może ta pani żądać. Gosia wiedziała o ich wydawaniu przez nas i ufała nam. Wiedziała, że nie damy zwierzakom zginąć. Zwierzęta na prośbę między innymi pani prawnik mają nowe domy (oprócz Bazyla) i tam pozostaną.

Ciekawa jestem, czy pani mecenas choć raz zajrzała do tych zwierząt, czy zapewniła im opiekę weterynaryjną, czy zapewniałą im regularne spacery. Jedna znajoma Gosi z nimi wychodziła i to wszystko. Przeciez ktoś dysponował pieniędzmi Gosi z renty, póki jeszcze żyła. Czy ktoś z tych pieniędzy zaszczepił chociaż psy, odrobaczył, cokolwiek? Jeśli tak, niech okaże na to dokumenty. Gdzie niby pani mecenas chce, żeby oddać te zwierzęta? Do pustego mieszkania pod niczyją opiekę? Bazyla znów zamknąć na całe doby w łazience, żeby reszta była zamknięta w pokoju? Pani mecenas po prostu nieco obawia się chyba, że zabrnęło to wszystko za daleko.

Posted

przecież istnieje coś takiego jak rada adwokacka,do której można złozyć zażalenie na postępowanie pani macenas,przecież to co ona robi jest niezgodne z etyką zawodową tej pani.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...