Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted (edited)

Wczoraj na poboczu drogi znalazłam przysypanego śniegiem psa. Myślałam, że jest martwy, ale w ostatniej chwili dostrzegłam, że podnosi łeb. Zawróciłam samochodem. Żył. Było już późno i wiedziałam, że nie znajdę czynnej lecznicy o tej porze, ale zaryzykowałam w ślepo. Pokonałam 20 km z konającym psem na siedzeniu i zostałam z problemem, gdzie się udać po pomoc. Wszystkie znane mi lecznice zamknięte. Z pomocą znajomej i jej męża dostałam się do weterynarza, który mimo późnej pory przyjął biedaka. Nie wyglądało to dobrze. Na oko złamań nie było, ale urazy wewnętrzne i wielkie wyziębienie organizmu nie dawały mu wielu szans. Były dwa wyjścia eutanazja, albo odgrzewanie psa na siłę i czekanie do rana na rozwój wypadków. Wygrała opcja druga. Pies dostał zastrzyk przeciwbólowy i drugi na wzmocnienie zdaje się. Weterymarz nie wziął ode mnie ani grosza. I zobaczyłam, że są jeszcze dobrzy ludzie na świecie. Wróciłam z psem do domu i zaczęłam go ogrzewać przed kominkiem.



Mój Riko był zszokowany takim kolegą. Zachowywał się jak przetrącony. Choremu psiakowi minęły drgawki, ale nie odzyskiwał przytomności. W takim stanie między snem, a jawą zaczął poszczekiwać. Riko był przejęty sytuacją i raz leżał obok psa innym razem obsikiwał mieszkanie.



Noc była ciężka. Pies skowytał na zmianę z poszczekiwaniem przez coś na wzór snu, ale to nie był sen... Nad ranem zachrypł i juz tylko leciutko postękiwał. W niedzielny poranek miałam plan, żeby zawieźć go do lecznicy w godzinach przyjęć. Jak strasznie trudno było doczekać do godziny dziesiątej... Cierpiał pies, a wraz z nim ja. Gdy wkładałam go do samochodu oddychał leciutko. Lecznica był otwarta przed czasem. Ale... pies odszedł za tęczowy most nim otwarłam drzwi, za którymi mógł znaleźć pomoc.

Biegaj maleńki po niebieskich łąkach i poszczekuj do woli z innymi szczęśliwymi już psami... :-(

Edited by ceris
Posted

Czy jest szansa, zeby ogłosić w okolicy, ze znalazłaś psa, ze nie żyje itd. Bo wygląda na domowego, raczej ma spory brzuszek, może ktoś go szukał i może by chciał wiedzieć, co z psem się stało.

Poza tym bardzo współczuję, patrzenie na cierpienie zwierzęcia to straszne przeżycie.

Posted

Tak, bardzo smutna. Cały czas mam łzy w oczach. Tak bardzo chciałam mu pomóc, a on tak bardzo chciał żyć. Jednak moja pomoc przyszła za późno. Całą noc czuwałam nad tym psim serduchem. Czasem się zrywał dokądś. Trzymałam go za ten obolały łeb. Chyba czasem słyszał mój uspokajający szept "ciiiiicho", wtedy na chwilę wśród głaskania nieruchomiał.

Sybel napisał(a):
Czy jest szansa, zeby ogłosić w okolicy, ze znalazłaś psa, ze nie żyje itd. Bo wygląda na domowego, raczej ma spory brzuszek, może ktoś go szukał i może by chciał wiedzieć, co z psem się stało.

Poza tym bardzo współczuję, patrzenie na cierpienie zwierzęcia to straszne przeżycie.


Wczoraj już obdzwaniałam ludzi z okolicznych domów. Nikt takiego psa nie miał. Mam jakieś dziwne przeczucie, że ten pies został brutalnie wyrzucony z samochodu...

Posted

Straszna historia i tragiczne zakończenie .Dobrze że chociaż z zastrzykiem przeciwbólowym i w cieple umierał z człowiekiem przy boku .
Postawa godna naśladowania Ceris ,szacunek !

Posted

Soniu, a ja nad ranem umęczona tą agonią, miałam wyrzuty sumienia, że go zabrałam z tego pobocza. Jego konanie byłoby na pewno krótsze. Śmierć z wychłodzenia jest ponoć najlżejsza. Ja mu te cierpienia przedłużyłam, niestety. Nigdy nie wiadomo co lepsze, czy coś zrobić, czy zaniechać...

Posted

ceris napisał(a):
Soniu, a ja nad ranem umęczona tą agonią, miałam wyrzuty sumienia, że go zabrałam z tego pobocza. Jego konanie byłoby na pewno krótsze. Śmierć z wychłodzenia jest ponoć najlżejsza. Ja mu te cierpienia przedłużyłam, niestety. Nigdy nie wiadomo co lepsze, czy coś zrobić, czy zaniechać...

Najgorsze jest nic nie zrobić- jestem pewna, że gdybyś go zostawiła to jemu byłoby trudniej umierać a Tobie trudniej z tym żyć.

Posted

[quote name='ma_ruda']Najgorsze jest nic nie zrobić- jestem pewna, że gdybyś go zostawiła to jemu byłoby trudniej umierać a Tobie trudniej z tym żyć.

Chyba tak. Organicznie nie cierpię obojętności i znieczulicy, więc zawsze padam "ofiarą" odruchu serca. Szkoda, że nie zawsze wychodzi, nie zawsze jest happy end.

Dziękuję, że jesteście ze mną w tych chwilach.

Posted

Szkoda, że nikt nie pomógł mu wcześniej :-( Na Twoim miejscu postąpiłabym tak samo. Chociaż tyle mogłaś zrobić, odszedł w cieple a nie gdzieś na poboczu pod zimnym śniegiem, opuszczony przez wszystkich...

Posted

[quote name='ceris']Może kiedyś spotka mnie za tęczowym mostem? Może zobaczę jego merdający ogon?



Jestem o tym przekonana....spotkamy je tam na pewno .Wolne od cierpień ,szczesliwe.....

Posted

Wciąż przypomina mi się tamten dzień i noc, gdy ta znajda konała na moich oczach :-( Nie zapomnę tego nigdy, a to doświadczenie pokazało mi tylko, jak słaba jestem psychicznie :shake:

Posted

[CENTER]Ciociu ceris zagladam :-(:-(, jak dobrze ze mial ciebie w tych ostatnich chwilkach zycia .....[URL="http://www.dogomania.pl/component/odudecard/odudecardshow/38/942.html"][IMG]http://supergify.pl/images/stories/ecard/aniol8ss.jpg[/IMG][/URL]:-(:-( psinuniu kochany - wybacz nam- ludziom[/CENTER]

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...