Zofia.Sasza Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 [quote name='Kora']Moze i tak Zenobiuszu flores, ale szansa na pewne sprostowania blogu pewnej zawzietej, msciwej kobiety ktorej wypowiedzi i postawa zawsze odpowiadala ruchowi choragiewki powoduja ze na te szczekniecia trzeba odpowiedziec. Bo znowu brak slomy w budach, ktora to psy wynosza na grzbiecie (pieski nie robcie tego):evil_lol: zastanawiam sie :roll:to po co sa wolontariusze, tylko do spacerow? Opiekunowie sie nie wyrabiaja to ciezka praca na powietrzu w te mrozy tak trudno, jak sie zauwazy wlozyc slome do budy? Choc widze ze wielu to robi i w jednych jest tyle ze pies wejsc nie moze, a inne sie mija bo najlatwiej "pokazywac palcem". Znam miejsce z ktorego wyprowadzane sa psy na spacer ciesza sie wylewaja wode, ale o tym zeby ja mialy juz sie nie pamieta, dlaczego w niektorych miskach zostaje jedzenie, a w innych nie i nie ma znaczenia gotowane czy suche psy tego nie przejadaja, ja jak to widze zabieram i daje tym ktore maja puste miski. Zima na przelomie 2005 i 2006 roku byla tez tak siarczysta i jakos wolontariuszom korony z glowy nie spadly jak uzupelniali budy sloma, a autorka brylowala:eviltong: najbardziej przy Rotkach, ale i kundelkom sie czasem udalo. W poprzednich latach wolontariusze ubierali psy w kubraki, zakladali przeslonki na wejscia do budy, ale robili to dla zwierzat bo sadze ze po to tu sa. No i podanie numeru telefonu do Dyrektorki powiem delikatnie ze jest naduzyciem i rodzajem zemsty bo jako jedyna z wolontariuszy posiadala go od samego poczatku, mysle ze warto by bylo podac numer do firmy autorki.:evil_lol: Nie Dorota. Wolontariusze powinni zajmować się właśnie wyprowadzaniem psów na spacery, socjalizacją, podstawami szkolenia może (w sensie nauka chodzenia na smyczy a nie IPO ;) ). Od nakładania słomy, pojenia, karmienia, ocieplania bud są PRACOWNICY. Za to dostają pieniądze i to powinni robić. Oczywiście wiem, że to nierealne, bo jeśli chcesz się wyrobić z obsługą ponad 50 boksów bez użycia "argumentu łopaty" w stosunku do psów z agresją lękową (a jak wiesz jest ich zwłaszcza na starym Paluchu multum), to czasu nie ma siły żeby starczyło. Niemniej dobrostan psów w tak podstawowych kwestiach nie powinien zależeć od aktywności wolontariuszy, którzy dziś są, a jutro może ich nie być. Jeśli schronisko nie może bez ich pomocy należycie funkcjonować w podstawowych, bytowych kwestiach, to chyba mamy poważny problem. A raczej ma go szanowna dyrekcja. I piszę to w oderwaniu od sławetnego bloga. Nawiasem mówiąc nowe pawilony to drastyczny bubel i wiesz o tym równie dobrze jak ja... Quote
Kora Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Zofia nie masz racji, choc masz niewielkie doswiadczenie i to pracy w okresie letnim i wiesz ze nie dawalas rady. Tu nie chodzi o to kto za co bierze pieniadze tu chodzi o wspolprace i dobro zwierzat, oczywiscie rozumiem ze zajecia wymienione przez Ciebie odnosza sie do paragrafu 11 Regulaminu Wolontariatu Na Paluchu :roll:jednak radze poczytac broszurke "Jak pracowac z wolontariuszami" M.Ochman i P.Jordana. Ty napisalas "powinni" ja ze moga bo im nie ubedzie. Moze to nie stosowne porownanie, ale kiedy moja mama byla w Hospicjum to jakos nie moglam przejsc obojetnie obok obcych osob ktore bedac tam potrzebowaly pomocy w danej chwili, a tam tez byly salowe, pielegniarki ktore biora za swoja prace pieniadze jednak byly zajete to co mialam czekac jesli potrafilam pomoc? Quote
Charly Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 To zalezy, co uznac za meritum rozmowy. Wolontariuszy, którzy nie chcą dołożyć siana, posprzątac kojca, czy dolac wody albo poruszoną przez Zofię kwestię funkcjonowania schroniska w tym zakresie także bez wolontariuszy. Czy faktycznie i dlaczego nie funkcjonuje to znowu inna sprawa. Quote
Zofia.Sasza Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Kora napisał(a):Zofia nie masz racji, choc masz niewielkie doswiadczenie i to pracy w okresie letnim i wiesz ze nie dawalas rady. Tu nie chodzi o to kto za co bierze pieniadze tu chodzi o wspolprace i dobro zwierzat, oczywiscie rozumiem ze zajecia wymienione przez Ciebie odnosza sie do paragrafu 11 Regulaminu Wolontariatu Na Paluchu :roll:jednak radze poczytac broszurke "Jak pracowac z wolontariuszami" M.Ochman i P.Jordana. Ty napisalas "powinni" ja ze moga bo im nie ubedzie. Moze to nie stosowne porownanie, ale kiedy moja mama byla w Hospicjum to jakos nie moglam przejsc obojetnie obok obcych osob ktore bedac tam potrzebowaly pomocy w danej chwili, a tam tez byly salowe, pielegniarki ktore biora za swoja prace pieniadze jednak byly zajete to co mialam czekac jesli potrafilam pomoc? Doświadczenie mam tak czy inaczej większe niż Ty ;) I podtrzymuje swoja opinię. Takie czynności powinni wykonywać pracownicy. Podobnie w hospicjum - czynności pielęgnacyjne i porządkowe to domena pracowników, a nie odwiedzających. Nota bene, za to sobie cenię szpital przy Płockiej, gdzie umierała moja mama, że gdy chciałam zabrać jej basen, pielęgniarka niemalże wyrwała mi go z rąk mówiąc: "Ależ proszę Pani, to należy do naszych obowiązków". Quote
Charly Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 mogla też sobie tak leżeć... w końcu córki są od tego, żeby to robic nie? ;) Quote
jambi Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 ja przepraszam, że się wtrące w tą dyskusję dwóch zdaje sie nieco zwasnionych stron, ale - czy wolontariuszowi faktycznie spadła by z głowy korona gdyby te słome włożył? gdyby tej wody nalał? miske postawił? ja tez była wolontariuszem na Paluchu, za czasów poprzedniego Dyrektora więc dawno, ale wtedy gdy ja byłam wolontariuszem nie wolno nam było tego robić, ba! nie pozwalano nam nawet samodzielnie zabierać psów z boksów - robił to pracownik, do ciagów wolno było wchodzić tylko w asyście pracownika; bud "wolnostokących" nie było wogóle; i jeszcze jedno, Pani autorka strony-bloga, była wtedy na Paluchu, uważała się za szefową wolontariatu, na mnie osobiście wrażenie wywarła mało pozytywne, ale nie z powodów strony, konfliktów czy co tam jeszcze, pamiętam, że w sferze jej zainteresowań w 99,9 % były wyłącznie rottweilery - były tylko jej, a inne miała w ... Quote
zenobiusz flores Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Wolontariusz może mieć oko na rasowe psy na przakład a nie na to czy dolewać kundlom wody do miski lub dorzucać siana .........no wiesz , różne są motywacje bycia wolontariuszem . Jest wolontariusz i wolontariusz . Quote
zenobiusz flores Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Zofia.Sasza napisał(a):Doświadczenie mam tak czy inaczej większe niż Ty ;) I podtrzymuje swoja opinię. Takie czynności powinni wykonywać pracownicy. Podobnie w hospicjum - czynności pielęgnacyjne i porządkowe to domena pracowników, a nie odwiedzających. Nota bene, za to sobie cenię szpital przy Płockiej, gdzie umierała moja mama, że gdy chciałam zabrać jej basen, pielęgniarka niemalże wyrwała mi go z rąk mówiąc: "Ależ proszę Pani, to należy do naszych obowiązków". Pielęgniarka nie jest od wynoszenia nocników akurat i nie należy to do jej obowiązków, coś ci się mocno myli - od tego powinny być pomoce pielęgniarskie - ale zdaje się , że takich w Polsce w szpitalach nie ma . Quote
jambi Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 nie ma, ale sa salowe ;) to do nich nalezy wynoszenie nocników... ale nie w tym rzecz mi się zawsze wydawało, że wolontariusz to osoba, która chcw pomagać - po prostu chce pomagać; a czy ta pomoc będzie polegała na dołożeniu słomy, czy podstawach szkolenia to chyba bez znaczenia?ludzie, psy, koty potrzebują pomocy, to ta pomoc sie im daje! pierwsze słyszę tajk jak napisano powyżej: " Wolontariusze powinni zajmować się właśnie wyprowadzaniem psów na spacery, socjalizacją, podstawami szkolenia może (w sensie nauka chodzenia na smyczy a nie IPO ). Od nakładania słomy, pojenia, karmienia, ocieplania bud są PRACOWNICY. Za to dostają pieniądze i to powinni robić." a jak ci nie zapłaca to co? szklanki wody człowiekowi nie podasz? analogicznie miski wody opsu nie postawisz?! wolontariat z zasady jest bezpłatny! wolontariusz pomaga bezinteresownie bo chce Quote
Kora Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Z tym doswiadczeniem to sie Zosiu nieco zapedzilas, bo kiedys wolontariusze tez sprzatali boksy, wiec dla mnie to nic nowego. Zofia caly czas piszesz "powinni" to czy tamto (choc mysle ze pamietasz jak to mi sie skarzylas ze ciezko i sie nie wyrabiasz) to teraz pomysl ze inni sie nie wyrabiaja bo i ciezsza pora roku, uwazasz ze nic nie robia:roll: staraja sie, a jesli moga im pomoc wolontariusze w uzupelnieniu slomy to psom lepiej i atmosfera lepsza. A na temat Hospicjum to tak naprawde chyba nie masz pojecia jak dziala. Charly z corkami i rodzina pacjentow to roznie bywa tak jak z personelem wiem jedno bo przerabialam opiekunki, "pielegniarki" nie ma to jak znajaca sie na pielegnacji rodzina. Quote
Charly Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Jambi abstrahując od Palucha (bo nie wiem) problem pojawia się wtedy, kiedy pies będzie czekał (szczególnie latem) do następnego ranka na wodę, a zimą w budzie siedzial na resztkach obsranej słomy, w izo na przemoczonym, przegnitym materacu- bez udziału wolontariusza. Quote
jambi Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 [quote name='Charly']Jambi abstrahując od Palucha (bo nie wiem) problem pojawia się wtedy, kiedy pies będzie czekał (szczególnie latem) do następnego ranka na wodę, a zimą w budzie siedzial na resztkach obsranej słomy, w izo na przemoczonym, przegnitym materacu- bez udziału wolontariusza. Charly, przyznam, że teraz nie bardzo Cię rozumiem? "bez udziału wolontariusza" - czyli sugerujesz że tylko wolontariusze to robią, czy że tego nie powinni robić? ja nie twierdzę, że to własnie wolontariusze muszą to robić, tylko że mogą, gdy zauważą że jest taka potrzeba - a to różnica ;) Quote
Charly Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 pytanie jest, czy jeśli wolontariusz nie zrobi "tego", czy "to" w ogóle zostanie zrobione. A moze jutro, a może za kilka dni... Generalnie oczywiście wolontariusz może robić wszystko- jesli tylko zechce;) Quote
Kora Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Charly napisał(a):Jambi abstrahując od Palucha (bo nie wiem) problem pojawia się wtedy, kiedy pies będzie czekał (szczególnie latem) do następnego ranka na wodę, a zimą w budzie siedzial na resztkach obsranej słomy, w izo na przemoczonym, przegnitym materacu- bez udziału wolontariusza. I po to my jestesmy zeby miec oczy otwarte. Ja jakos nie zauwazylam zeby jakis wolontariusz idac do geriatrii po drodze zabral ze soba koce, koldry, czy cos innego zeby opiekun, lub sam wolontariusz mogl zmienic swojemu podopiecznemu poslanie jesli uzna ze to ktore ma pies sie nie nadaje to tak niewiele i jak wiele. Natomiast mialam przyjemnosc poznac nowych wolontariuszy ktorzy z zapalem dolewali psom wode tak na wszelki wypadek. Quote
Kora Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Charly napisał(a):pytanie jest, czy jeśli wolontariusz nie zrobi "tego", czy "to" w ogóle zostanie zrobione. A moze jutro, a może za kilka dni... Generalnie oczywiście wolontariusz może robić wszystko- jesli tylko zechce;) Rozumiem ze to takie Twoje domniemania chyba naprawde nie wiesz jak dziala to Schronisko, zapytaj wiec osob ktore tam pracuja i dzialaja na forum jak jest z tym "A moze jutro, a może za kilka dni..." zwlaszcza teraz. Quote
Zofia.Sasza Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 [quote name='jambi']nie ma, ale sa salowe ;) to do nich nalezy wynoszenie nocników... ale nie w tym rzecz mi się zawsze wydawało, że wolontariusz to osoba, która chcw pomagać - po prostu chce pomagać; a czy ta pomoc będzie polegała na dołożeniu słomy, czy podstawach szkolenia to chyba bez znaczenia?ludzie, psy, koty potrzebują pomocy, to ta pomoc sie im daje! pierwsze słyszę tajk jak napisano powyżej: " Wolontariusze powinni zajmować się właśnie wyprowadzaniem psów na spacery, socjalizacją, podstawami szkolenia może (w sensie nauka chodzenia na smyczy a nie IPO ). Od nakładania słomy, pojenia, karmienia, ocieplania bud są PRACOWNICY. Za to dostają pieniądze i to powinni robić." a jak ci nie zapłaca to co? szklanki wody człowiekowi nie podasz? analogicznie miski wody opsu nie postawisz?! wolontariat z zasady jest bezpłatny! wolontariusz pomaga bezinteresownie bo chce No i właśnie o to chodzi. Dobrostan psów w kwestiach podstawowych, takich jak słoma w budach w mrozy, czy woda w misce NIE MOŻE zależeć z zasady od dobrej woli wolontariuszy. Bo oni nie zawsze w schronisku są. Od zapewnienia zaspokojenia tych podstawowych potrzeb są PRACOWNICY. Jeśli im nie starcza czasu, a sama przyznajesz Doroto, że nie tylko mnie ciężko było się "wyrobić", to coś tu nie gra. Rola dyrekcji jest takie zorganizowanie pracy, żeby tego czasu wystarczało. I proszę, przestań w kółko powtarzać, że "nie dawałam rady", "nie sprawdziłam się"... Fakt. Dwa tygodnie na Paluchu przypłaciłam zdrowiem. Ale nie ja jedna wymiękłam. Zuzę, Ewę np spotykam w lecznicy, gdzie leczę koty. Joanna wytrzymała na kociarni bodaj 3 tygodnie. Takie wszystkie kiepskie? A może jednak ktoś inny jest winien, że odchodzą pracownicy z dobrym podejściem do zwierząt? Quote
Kostek Posted February 22, 2011 Author Posted February 22, 2011 [quote name='jambi'] wolontariat z zasady jest bezpłatny! wolontariusz pomaga bezinteresownie bo chce widzisz Jambi bo tu jest ten przyslowiowy pies pogrzebany...trzeba chciec a nie podchodzic do wszystkiego roszczeniowo...bo sie nalezy itd....tylko o czym my mowimy w przypadku osob ktorym zalezy tylko na wybranych zwierzetach Quote
Zofia.Sasza Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Kostek napisał(a):widzisz Jambi bo tu jest ten przyslowiowy pies pogrzebany...trzeba chciec a nie podchodzic do wszystkiego roszczeniowo...bo sie nalezy itd....tylko o czym my mowimy w przypadku osob ktorym zalezy tylko na wybranych zwierzetach A to jest dyskusja o tej osobie od blogu, czy o warunkach na Paluchu? Bo się chyba pogubiłam ;) Chyba że z tym "zależeniem na konkretnych zwierzętach" masz na myśli dyrektorkę Palucha. Bo do niej to pasuje jak ulał. Quote
Onsen Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 to ja się odezwę... chociaż miałam się nie odzywać. Ja na paluchu pracowałam niecałe pół roku i faktycznie dosypywanie słomy jest obowiązkiem opiekunów, dolewanie wody itd itd ale w tej chwili patrząc z punktu widzenia hmm wolontariusza? (to chyba za duże słowo) odwiedzacza - jakbym zobaczyła, że "mój" pies bądź psy nie mają wody czy słomy to wzięłabym wodę lub słomę i wrzuciła swoim psom. Abstrahując od miernych/dobrych dyrektorów, opiekunów i tych innych co to są za to odpowiedzialni. Korona mi z głowy nie spadnie. O tyle mój problem polega na tym, że utożsamiam się z całym moim starym rejonem :( Quote
Kora Posted February 22, 2011 Posted February 22, 2011 Zofia.Sasza napisał(a):A to jest dyskusja o tej osobie od blogu, czy o warunkach na Paluchu? Bo się chyba pogubiłam ;) Chyba że z tym "zależeniem na konkretnych zwierzętach" masz na myśli dyrektorkę Palucha. Bo do niej to pasuje jak ulał. Od blogu i o warunkach jakie sa w Schronisku, o msciwosci i zamecie, o wytykaniu, o braku szacunku. I znowu sie rozpedzilas "nie sprawdziłam się"... nikt tego nie napisal to juz Twoja interpretacja, a nie uwazasz ze bedac onegdaj opiekunka fajna by byla pomoc wolontariuszy. Quote
zenobiusz flores Posted February 23, 2011 Posted February 23, 2011 Zofia.Sasza napisał(a):No i właśnie o to chodzi. Dobrostan psów w kwestiach podstawowych, takich jak słoma w budach w mrozy, czy woda w misce NIE MOŻE zależeć z zasady od dobrej woli wolontariuszy. Bo oni nie zawsze w schronisku są. Od zapewnienia zaspokojenia tych podstawowych potrzeb są PRACOWNICY. Jeśli im nie starcza czasu, a sama przyznajesz Doroto, że nie tylko mnie ciężko było się "wyrobić", to coś tu nie gra. Rola dyrekcji jest takie zorganizowanie pracy, żeby tego czasu wystarczało. I proszę, przestań w kółko powtarzać, że "nie dawałam rady", "nie sprawdziłam się"... Fakt. Dwa tygodnie na Paluchu przypłaciłam zdrowiem. Ale nie ja jedna wymiękłam. Zuzę, Ewę np spotykam w lecznicy, gdzie leczę koty. Joanna wytrzymała na kociarni bodaj 3 tygodnie. Takie wszystkie kiepskie? A może jednak ktoś inny jest winien, że odchodzą pracownicy z dobrym podejściem do zwierząt? Są tacy co wytrzymują i są tacy, którzy nie wytrzymują . To zrozumiałe . Tylko ciekawe dlaczego ci co nie wytrzymali mają tyle do powiedzenia i są pierwsi do pouczania innych i żeby było weselej wszystko wiedzą najlepiej . Nie rozumieją, że ich postawa czyni ich niewiarygodnymi . Quote
zenobiusz flores Posted February 23, 2011 Posted February 23, 2011 A oto efekt uboczny zamknięcia schroniska w Celestynowie - Wietnamczyk chce otworzyć pierwszą retaurację z psiną w Warszawie http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/wietnamczyk-chce-otworzyc-restauracje-z-psina,1,4191059,region-wiadomosc.html Jak już nie będzie wyjścia to już wolę islam niż to - przynajmniej w obrębie trzech wielkich religji psów się nie jada , tfu . Przez to , że żrą wszystko i nie znają żadnego tabu , rozprzestrzeniają paskudne choroby, grypy i cholera wie co . Quote
jambi Posted February 23, 2011 Posted February 23, 2011 Zofia.Sasza napisał(a):A to jest dyskusja o tej osobie od blogu, czy o warunkach na Paluchu? Bo się chyba pogubiłam ;) dobre pytanie, bo dla odmiany ja odnosze wrażenie, że tu sie toczy dyskusja między dwoma osobami Toba a niejaką "Dorotą" Zofia.Sasza napisał(a):(...) a sama przyznajesz Doroto, (...) I proszę, przestań w kółko powtarzać, (...) co jest dla mnie o tyle niezrozumiałe, że toczysz Zofia.Sasza tą dyskusje cytując mnie... wracając do tematu - ja wolontariuszem byłam bo chciałam; przestałam jeździć w pewnym momencie z winy ludzi, ale nie w tym rzecz; byłam, widziałam, widziałam i wolontariuszy i pracowników, z wieloma osobami rozmawiałam, swoje zdanie na wiele tematów mam; i wśród wolontariuszy i wśród pracowników były osoby "fajniejsze" i "mniej fajne" - nie generalizujmy zatem; pamiętam jednak, że byli pracownicy, którzy byli wdzięczni za wszelką pomoc w ich pracy, a widać było, że zwyczajnie "nie dają rady", pamiętam, że zdarzyło mi się i gówna sprzatać, i klatkę, i gazety wymienić, i korona mi z głowy nie spadła - owszem, w tym czasie pewnie bym mogła wyprowadzić na spacer kilka psów, ale to ja wybrałam, że tym razem w ramach "wolontariatu" sprzątne te gówna po których chodzi stary pies. Zapewne pracownica sprzątnęłaby to sama, ale byc może dopiero za 2 godziny, a czemu ten pies miał sie tam tytłać przez 2 godziny? Quote
Kostek Posted February 23, 2011 Author Posted February 23, 2011 Zofia.Sasza napisał(a):A to jest dyskusja o tej osobie od blogu, czy o warunkach na Paluchu? Bo się chyba pogubiłam ;) Chyba że z tym "zależeniem na konkretnych zwierzętach" masz na myśli dyrektorkę Palucha. Bo do niej to pasuje jak ulał. mam na mysli autorke "bloga" bo wiele razy widzialam ja w akcji...dyrekcja to dla mnie oddzielny rozdzial Quote
Zofia.Sasza Posted February 23, 2011 Posted February 23, 2011 [quote name='jambi']dobre pytanie, bo dla odmiany ja odnosze wrażenie, że tu sie toczy dyskusja między dwoma osobami Toba a niejaką "Dorotą" co jest dla mnie o tyle niezrozumiałe, że toczysz Zofia.Sasza tą dyskusje cytując mnie... wracając do tematu - ja wolontariuszem byłam bo chciałam; przestałam jeździć w pewnym momencie z winy ludzi, ale nie w tym rzecz; byłam, widziałam, widziałam i wolontariuszy i pracowników, z wieloma osobami rozmawiałam, swoje zdanie na wiele tematów mam; i wśród wolontariuszy i wśród pracowników były osoby "fajniejsze" i "mniej fajne" - nie generalizujmy zatem; pamiętam jednak, że byli pracownicy, którzy byli wdzięczni za wszelką pomoc w ich pracy, a widać było, że zwyczajnie "nie dają rady", pamiętam, że zdarzyło mi się i gówna sprzatać, i klatkę, i gazety wymienić, i korona mi z głowy nie spadła - owszem, w tym czasie pewnie bym mogła wyprowadzić na spacer kilka psów, ale to ja wybrałam, że tym razem w ramach "wolontariatu" sprzątne te gówna po których chodzi stary pies. Zapewne pracownica sprzątnęłaby to sama, ale byc może dopiero za 2 godziny, a czemu ten pies miał sie tam tytłać przez 2 godziny? No to już nie moja wina, że mało kto poza nami się tu wypowiada ;) Co do merituum... Nie uważasz że lepiej by było, gdyby organizacja pracy na Paluchu i stan zatrudnienia pozwalały pracownikom się "wyrobić" tak, aby pomoc wolontariuszy w kwestiach bytowo/higienicznych nie była już potrzebna? Ja sądzę, że tak właśnie powinno być. O to mi chodzi przecież, a nie o zabranianie wolontariuszom takiej aktywności. Powtarzam - schronisko nie powinno w zapewnieniu dobrostanu psom POLEGAĆ na pracy wolontariuszy. Inna sprawa, że widać nie miałam szczęścia, bo stykałam się raczej z przypadkami odwrotnymi: Wolontariuszka wyprowadza psa. Pies kuca na środku alejki i robi kupę. Wolontariuszka bez mrugnięcia idzie dalej... Wolontariuszka dokarmia psy puszkami. Puste puszki pozostawia przy klatce, bo przecież KTOŚ to sprzątnie... itp. itd. Tak że - jak sama dobrze wiesz - bywa różnie.;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.