Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Nie wiem, czy to odpowiednie miejsce ale coz...
Poszukujemy wolontariuszy z Palucha chetnych do zaprezentowania swoich podopiecznych w spotach na psia.tv.
Zainteresowanych prosze o kontakt na pw, sprawa dosc pilna :)

  • Replies 1.6k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

  • 4 weeks later...
Posted

http://www.psy.warszawa.pl/

26 grudnia 2009 r.
Ten dzień był zdominowany przez cierpienie Burusia...
Zabrałam go na spacer i gdy zobaczyłam w jakim stanie się znajduje natychmiast zadzwoniłam do Pani Dyrektor.
Gdy jej nie ma to trudno jest uzyskać pomoc i decyzje....
Powiem szczerze, myślałam o eutanazji. Patrzył na mnie pełnymi wyrzutu oczami.
Nie uśpiłabym swojego własnego psa w takiej sytuacji - dla mnie eutanazja to absolutna ostateczność. Ale Buruś cierpi w samotności, bez swojego człowieka, bez przytulania, ciepłych słów i serdeczności tak potrzebnych w cierpieniu. Wtedy ono ma jakiś sens...
Cierpienie Burusia jest spotęgowane koszmarem schroniska.
Cierpi w samotności.
Zapytałam opiekunów czy też tak uważają. Takie było ich zdanie...
Pani Dyrektor zarządziła przez telefon aby zaprowadzić Burusia pod tlen do szpitala... Zaprowadzono go jednak do geriatrium, gdzie po prostu zmienił miejsce i znalazł się w obcym dla niego otoczeniu, nowym świecie, który niepotrzebnie wprowadzał dla niego stres, dodatkowe cierpienie... jakby go miał mało.
Tak w samotności, daleko od swojego posłanka i miejsca, które uznał za dom, w nowym, nieprzyjaznym dla niego otoczeniu miał umierać?
Pracownicy nie wykonali polecenia Pani Dyrektor i zamiast pod tlen przeprowadzili Burusia do geriatarium chcąc go ukryć przed wolontariuszami i pozbyć się kłopotu.
Osoby przeprowadzające Burusia głośno śmiały się i żartowały - z czego... ?
Z głupiej wolontariuszki, która ze złami w oczach prosiła o pomoc dla podopiecznego, z Pani Dyrektor, która bezsilna, daleko do schroniska usiłowała pomóc, z cierpienia psa, który umierał...
Buruś potulnie szedł, ledwo szedł i zamiast odrobiny czułości otrzymał kolejną porcję cierpienia od tych, dla których jest tylko psem, dla których uczucia wolontariuszy to śmieszne fanaberie, którzy biorą urzędnicze, wysokie pensje za to, że tu są i przechadzają się po schronisku w "białych rękawiczkach".
Na Paluchu jest dyrektor, zastępca dyrektora i liczni urzędniczy, biorący duże pieniądze, które mogłyby być przeznaczone dla psów...
Pracuje Pani Dyrektor.
Budżet Palucha jest uzależniony od liczby psów. Im więcej psów tym więcej kasy.
Tak jednak stanowi statut, dający bezgraniczną władzę i absolutny brak kontroli, ta pozostałość komunistycznej rzeczywistości...
Podobno jest zmieniany... przez schronisko...
Pani Dyrektor pracuje ponad siły . Za siebie, za swoich pracowników, do późnych godzin nocnych. Oni opuszczają schronisko gdy wybije godzina bez względu na wszystko.
Ale to Ona ich zatrudnia. zatrudnia ludzi, którzy się obijają, nie wykonują jej poleceń, a nawet sobie drwią..
Zatrudnia "prawą rękę", która wzywa policję na wolontariuszy, która w sytuacjach cierpienia psa i cierpienia jego wolontariusza mówi: "proszę się wynosić, to nasz pies i tylko my będziemy podejmować decyzje, a wam nic do tego...."
Zatrudnia opiekuna, który wymyśla i używa przemocy fizycznej w stosunku do wolontariuszy...
Zatrudnia aroganckiego pracownika biura adopcji, który odstrasza klientów...
Topik, o którym piszę w poprzednim wpisie aktualności, był właśnie ofiarą "prawej ręki"...
Dopóki tacy ludzie będę brali pensje na Paluchu nie będzie tu dobrze - na pewno nie będzie dobrze zwierzętom.
Wolontariusze przecież dadzą sobie radę, a Ci, którzy się ślepo podporządkowują absurdom, bezdusznym zakazom i nakazom po prostu nie rozumieją problemu.
Popatrzcie na cierpienie Burusia.





Posted

Kora - ale ten wpis Leni jest tak bolesny, drastyczny, że serce pęka.
Jek jest sens pracy wolontariuszy, skoro są traktowani przez personel jak śmieci.
Tak samo, jak zwierzęta :(
Czy pracownicy są dla zwierzaków, czy zwierzaki dla nich, żeby mieli skąd pieniądze na utrzymanie co miesiąc brać ???
Tak się nie godzi, z tego postu czarna rozpacz bije !

Posted

Ewa i flatki, na tym blogu juz nic mnie nie zdziwi odpowiem tak ja jakos nie mam problemow z personelem, choc czasem nie przebieram w slowach, ale nie o tym chcialam z Burusiem jestem bardzo zwiazana od poczatku kiedy pojawil sie pod Schroniskiem zawsze uczestniczylam we wszystkim co dotyczylo tego psiaka druga taka osoba z wolontariuszy byla Morisowa i Ola M o innych dowiedzialam sie z internetu.
Paru wolontariuszy juz mu wczesniej zaszkodzilo kiedy bylo wiadomo ze cos jest z jego trzustka, ale czego oczekiwac od betonu.
Bylam wczoraj u niego przywital mnie juz tylko slyszac, jak zobaczyl to sie zaczelo Burus chce zyc i zaden wolontariusz nie ma prawa decydowac o jego eutanazji, tego psa nie wolno forsowac to on ma wyprowadzac czlowieka na spacer (wczoraj kilku wolontariuszy widzialo dochodzi do pewnego miejsca zalatwia sie i daje znak ze chce wracac) nie wymiotowal nie slanial sie zjadl lekarstwa z reki i jedzonko specjalnie dla niego przygotowane dostal wode, ale wszystko zgodnie z zaleceniami lekarza juz od dawna sie do tego stosuje. Burus byl byl u kardiologa i innych specjalistow zaden z nich nie stwierdzil ze pies kwalifikuje sie do uspienia to nie jego czas.

Posted

Ewa i flatki napisał(a):
Czyli z Burusem jest w miarę dobrze? - nie schodzi w geriatrium bez opieki ? O to mi chodziło.

Ewa, Burus nie jest w geriatrium.
A po tych wstawionych zdjeciach to chyba film nakrece :/ jak sie zachowuje, jak je ile i co.

Posted

Czy kto wie, czy i jak ten pies jest leczony? Nie jest jak widze najmlodszy, ale jest niesamowicie wyniszczony. Ma zaniki miesniowe i widac, ze jest wyraznie kataboliczny. No i... co on ma w brzuchu? Rozumiem, ze nie robaki, bo chyba w schronisku o to dbaja, ale czy mial robione usg, co sie dzieje z jego brzuchem? To jakis b. sympatyczny zwierzak, choc apatyczny na maxa. Ktos cos o nim dokladniejszego wie na co on choruje?

Posted

Od kilku dni są prowadzone rozmowy z dyrekcją schroniska na Paluchu - są dwa domy pragnące adoptować Burusia (w tym jeden wolontariuszki), zobowiązujace się do leczenia go w takim samym zakresie, jak jest to czynione w schronisku (Buruś musi mieć m.in. "codziennie spuszczany płyn z jamy brzusznej i 3 razy z worka osierdziowego").

Dyrekcja nie zgadza się na adopcję psa, argumentując, że pies wymaga 24-godzinnej opieki weterynaryjnej.
Szlag mnie trafił. Pies nie może odejść godnie w ciepłym, dobrym domu, bo ... jest umierający ! I to jest powód, dla którego ma umierać samotnie.
A ... podoba mi się jeszcze argument, że "kiedy pies był zdrowy jakoś nie było chętnych do adopcji".

Kora - jakie jest Twoje stanowisko w tej sprawie ? Może jako wolontariuszka Burusia mogłabyś coś zdziałać ?

Posted

Zaczne od tego, ze autorka dzisiejszego wpisu na stronie www.psy.warszawa.pl wie ze gdzies bija dzwony tylko nie wie w jakim kosciele, nie taka byla historia Burunia pies ugryzl, ale nie policjanta i wtedy kiedy nie byl na stanie Schroniska, psa uratowala Dyrektorka i wtedy zostal zarejestrowany w Schronisku zamknieto go boksie z ktorego uciekl przez gapiostwo pracownika, wiec przed brame wystawiono mu bude po jakims czasie byl ranny gryzl sie z psami bo ludzie porzucaja psy w okolicy czesto trafialy sie suczki z cieczka (Ola M to zapewne pamieta) , takiego biednego wnosilam z p.Dyrektor do szpitala znowu uciekl :( trafil na dobre kiedy zostal goniony i potracony przez samochod po leczeniu zaczela sie jego socjalizacja (wczesniej pisalam kto go wtedy socjalizowal). Autorka czarnego piaru Schroniska jakos dziwnie po drodze zaczela sie nim zajmowac dowiedzialam sie o tym przez przypadek z internetu, alo to super jesli wiem ze psiak ma kilka osob choc po cichu uwazam to za nieetyczne (jeden ma kilku inny zadnego). Szkoda ze autorka nie pamieta faktu kiedy to kilka miesiecy temu mialam z nia ostra wymiane zdan ze pies ma pewne zalecenia i nie wolno go forsowac, dlaczego nie dbala o to zeby byl regularnie odkleszczany, dlaczego wtedy nie zaczela dzialac i oglaszac?! Ja zalatwiam sprawy bez rozglosu chcialam Burunia zaadoptowac, ale mieszkam na czwartym pietrze i dla jego serca to.. :( sami wiecie.
Chcesz wiedziec Dada co ja sadze :/ sadze ze w jego sytuacji, kazda zmiana miejsca jest targedia nowi ludzie, stres i nie wierze w te opieke cala dobe u kogos :\ bo wierze tylko sobie, a ja nie podolam Burus w Schronisku ma swoj "amartament" zawsze ktos do niego wchodzi i na koniec jesli ktos pisze o eutanazji psa ktory walczy i chce zyc lub o takim ktory jest stary, a komentuje decyzje wlasciciela o eutanazji psa z rabnietym kregoslupem to znacze ze cos nie tak z jego stanem emocjonalnym.
Dada wielu z Was Wolontariuszy zna historie, fakty, "prawdy" w interpretacji wolontariuszki autork, a szkoda.

Posted

Ja Ciebie Kora czasami na serio nie moge czytac. Czepiasz sie Elki o wszystko co zamiesci na stronie. Od momentu jak na stronie pojawila sie notka o Burusiu zaswiecilo sie dla niego swiatelko w tunelu. Zainteresowal sie nim ktos, kto chce mu dac dom na dozycie. A Ty co zrobilas, zeby znalezc mu dom? (pewnie zaraz na a4 opiszesz co robilas, ale mnie to nie obchodzi, licza sie efekty a nie podejmowane dzialania, a Burus jest wciaz uwieziony).

Czarny PR schroniska? A ma jakis bialy???? Paluch, czy ktorekolwiek inne?

Przestan krytykowac wszystkich wokol siebie, a w szczegolnosci osoby, ktore robia duzo dla psow, podobnie jak Ty. Chodzi o to, zeby wsopolpracowac a nie szkodzic sobie nawzajem i tego zycze calemu Paluchowi i wolnotariuszom w Nowym Roku!

Posted

Madallena napisał(a):
Ja Ciebie Kora czasami na serio nie moge czytac. Czepiasz sie Elki o wszystko co zamiesci na stronie. Od momentu jak na stronie pojawila sie notka o Burusiu zaswiecilo sie dla niego swiatelko w tunelu. Zainteresowal sie nim ktos, kto chce mu dac dom na dozycie. A Ty co zrobilas, zeby znalezc mu dom? (pewnie zaraz na a4 opiszesz co robilas, ale mnie to nie obchodzi, licza sie efekty a nie podejmowane dzialania, a Burus jest wciaz uwieziony).

Czarny PR schroniska? A ma jakis bialy???? Paluch, czy ktorekolwiek inne?

Przestan krytykowac wszystkich wokol siebie, a w szczegolnosci osoby, ktore robia duzo dla psow, podobnie jak Ty. Chodzi o to, zeby wsopolpracowac a nie szkodzic sobie nawzajem i tego zycze calemu Paluchowi i wolnotariuszom w Nowym Roku!

Dada zapytala wiec odpowiedzialam, reszty nie komentuje bo po co.

Posted

Disclaimer...
I tak się podkładam więc jestem.
Jak by ktoś pytał to ja ten od duzych miśków... okaukaski
*
Nie znam osobiście Burusia - nie mój pies, ani moja historia. Nie miałem z nim do czynienia... szkoda może bym go polubił. Może by został w takim wypadku zupełnie spokojnie adoptowany bez żadnych fanfar i wzywania pełnomocników ??? jak wiele psów przed nim które znalazły spokojny kąt na swoje ostatnie miesiące... Nikt by nie robił z niego medialnego wydarzenia, odchodził by spokojnie w ramionach swojego pańcia czy pańci...
Bo sztuką naprawdę jest swojego ukochanego psa pożegnać, nie łapiąc wszystkich za płaszcz...

Posted

KWL napisał(a):
Disclaimer...
I tak się podkładam więc jestem.
Jak by ktoś pytał to ja ten od duzych miśków... okaukaski
*
Nie znam osobiście Burusia - nie mój pies, ani moja historia. Nie miałem z nim do czynienia... szkoda może bym go polubił. Może by został w takim wypadku zupełnie spokojnie adoptowany bez żadnych fanfar i wzywania pełnomocników ??? jak wiele psów przed nim które znalazły spokojny kąt na swoje ostatnie miesiące... Nikt by nie robił z niego medialnego wydarzenia, odchodził by spokojnie w ramionach swojego pańcia czy pańci...
Bo sztuką naprawdę jest swojego ukochanego psa pożegnać, nie łapiąc wszystkich za płaszcz...


Swiete slowa KWL rosyjskie przyslowie mowi "ciszej bedziesz dalej zajdziesz" a nie huki i PR, PR jaka to jestem wspaniala, a Schronisko i pracownicy sa bee:roll: trzeba myslec bo myslenie nie boli, a potem dzialac.
I niby co znaczy podkladam:crazyeye:, oby to co tylko Wasza trojka zrobila dla zwierzakow prywatnie bylo wzorem dla autorki.

Posted

[quote name='Kora']oby to co tylko Wasza trojka zrobila dla zwierzakow prywatnie bylo wzorem dla autorki.

Bardzo nie podoba mi się to zdanie.

Teoretycznie jestem zwolenniczką dyplomatycznego rozgrywania spraw - i moim zdaniem to jedyna droga, by współpracować z instytucją taką jak schronisko na Paluchu. Jednakże, przynajmniej w moim przypadku, istnieje niestety rozdźwięk pomiędzy teorią a praktyką - pewne decyzje, działania, zachowanie członków wszystkich struktur schroniska, powodują u mnie niemalże palpitację i jestem przekonana, że to uczucie zna każdy wolontariusz.

Ja nie prowadzę strony internetowej, gdzie mogłabym wyrzucić z siebie w takich momentach rozgoryczenie, złość, irytację, poradzić sobie z poczuciem bezradności - nie jest mi to potrzebne. Jestem jednakże w stanie zrozumieć, że istnieją osoby, którym ulgę przynosi taki właśnie sposób ekspresji.

Niektórzy z wolontariuszy robią swoje (i wiele ponadto) skromnie, nie szukając rozgłosu. I chwała im za to.
Kora - wychodzisz z założenia, że jeśli ktoś robi wokół siebie i swojej działalności "szum", to znaczy, że pomaga "mniej" lub "gorzej". I w większości przypadków przyznałabym Ci rację. Ale nie w tym.
Można nie lubić autorki strony www.psy.warszawa.pl, można się z nią nie zgadzać, można być zirytowanym tym, co pisze na swojej stronie i w jaki sposób, można bardzo wiele jej zarzucić, a to pochopność sądów, a to wybitnie emocjonalnie działania itd., ale nie można kwestionować wagi jej działalności na rzecz zwierząt i faktu, że zwierzętami, które przygarnia, opiekuje się najlepiej, jak to możliwe.

Zgadzam się z KWL, że prawdopodobnie gdyby sprawa Burusia nie nabrała rozgłosu, gdyby wszystko zostało załatwione subtelnie i po cichu, psiak swe ostanie chwile spędziłby w domu.
Czy podoba mi się, jaki charakter przybrała "walka o Burusia" ? Nie.
Ale w momencie, gdy ze strony władz schroniska padają argumenty typu "Godne życie w przypadku tego psa to pobyt w szpitalu", to z trudem zbieram swoją szczękę z podłogi.

Można patrzeć na całą sytuację pod kątem "obrzydliwa manipulacja, zmierzająca do tego, by przedstawić schronisko w złym świetle". Ja jednak wierzę, że początkiem była chęć zapewnienia Burusiowi godnego końca, a nie chęć wywołania burzy.
Dyrekcja zastanawia się "dlaczego dopiero teraz zapadła decyzja o adopcji" - ja rozumiem, dlaczego dopiero w sytuacji krańcowej, na tej samej zasadzie my podjęliśmy decyzję o adopcji naszego psa.

To oczywiste, że w domu Buruś nie będzie miał lekarza na zawołanie. Ale będzie miał całodobową klinikę oddaloną od DS o 12 km, co najmniej 2 weterynarzy dojeżdżających do klienta, dom z ogrodem (jedyna opcja zważywszy na stan jego serca), opiekę 5 osób (zawsze ktoś jest w domu), w tym jednej, którą zna od co najmniej 2 lat, i ciepło domowego ogniska.
Czy ktoś z Was zostawiłby swojego psa w klinice na ostatnie tygodnie jego życia, bo tam miałby fachową, 24-godzinną opiekę ? Czy schroniskowa klitka to właśnie jest zapewnienie psu godnego schyłku życia ?

Czy naprawdę chęć pokazania autorce strony www.psy.warszawa.pl, że pomimo jej próśb, telefonów, nagłaśniania sprawy, dramatycznych opisów sytuacji na stronie i tak nie dostanie psa, jest warta tego, by Buruś umierał w schronisku czy klinice ?

Ktoś może powiedzieć - co za różnica, żył tak przez 5 lat, wcześniej też nie miał swojego człowieka, więc po co rozdzierać szaty w sprawie miejsca jego śmierci. Jak dla mnie, jest to jednak istotne.
Często nie możemy sobie pozwolić na zapewnienie takiemu psu domu na dłużej, jedyne, co możemy zrobić, to podarować mu tych kilka dni/tygodni lepszego, innego życia i śmierć przy bliskim mu człowieku. Tu bym umiejscowiła słowo "godność". I uważam, że odmawianie tego jakiemukolwiek zwierzęciu nie ma nic wspólnego z szacunkiem wobec niego.

Posted

Podpisuje sie obiema rekami pod tym co pisze dadaM.
Dodam jeszcze od siebie,ze nie wazne jakie dzialania sie podejmuje, czy "biale" czy "czarne", wazne zeby byly efektywne!

W przypadku Burusia staly sie efektywne dopiero po zamieszczeniu jego wpisu na stronie. I dopiero po tym, Burus stal sie Burusiem dla nas wszystkich a nie kolejnym NN z Palucha.

Kora. Krytykujesz wiekszosc osob pomagajacych psom. A zalozylas chociaz watek Burusiowi? przeciez byl Twoim podopiecznym? Znalazlas mu dom? Czy odnosze wrazenie, ze Twoim zdaniem lepiej jak zdechnie w Elwecie a nie umrze w domowym cieple?

I pamietaj, kazdy robi cos dla zwierzat i pomaga na tyle ile moze. I nie Ty powinnas osadzac to, czy dzialania sa czarne czy biale tylko uratowane zwierzeta.
I dzieki takim osobom jak Ty NIE MA WSPOLPRACY W PALUCHOWYM WOLNOTARIACIE!

Posted

Dada M, moje slowa ktore Ci sie nie podobaja to szczera prawda znam ich kilka lat i zrobili dla zwierzakow tak wiele bez rozglosu i fanfar, dlatego mam prawo napisac tak jak mysle. co do Burusia chcialas zebym sie okreslila, wiec napisalam swoje zdanie i to ze wierze tylko sobie.

Do Ciebie zas Madallena, jesli ograniczasz sie tylko do stron internetowych to nie oglaszalam go ale sa jeszcze inne media no niestety zamiast Burusia zostaly zaadoptowane inne psy.
Burus nie byl, on jest moim podopiecznym, moim zdaniem psy nie zdychaja psy umieraja.
Jesli piszesz o krytyce to daj przyklad, a jesli chodzi o wolontariat to takiego jak kiedys byl juz nigdy nie bedzie choc w sobote przychodza a tylko tych znam sensowni ludzie.

Posted

Zgadzam się z KWL, że prawdopodobnie gdyby sprawa Burusia nie nabrała rozgłosu, gdyby wszystko zostało załatwione subtelnie i po cichu, psiak swe ostanie chwile spędziłby w domu.
Mylisz się!
Schronisko wyznaje politykę-że jak pies chory(cokolwiek to oznacza)-nie ma prawa pójść do domu-nawet najlepszego!Nie ma prawa na najlepsze prywatnie leczenie....bo nie!!
Dwa razy nie wydano nam psów(nam-ludziom pomagającym bordogom w potrzebie).
W pierwszym przypadku sprawa załatwiana po cichutku-jedna z naszych dobrych dusz -chodziła do psa, wyprowadzała pod drzewko na spacerek, chciała go zabrać do siebie-pies był okrutnie wycieńczony-siedział tam od kilku miesięcy w zapomnieniu...ale jak się nim ktoś zainteresował-szlaban-pies chory wyjść nie może. Umarł prawie na jej rękach.
W drugim przypadku-sprawa trochę "głośniejszych " wymiarów nabrała-po pierwszym razie -stwierdziliśmy, że trzeba walczyć jak się da- .......nic z tego...chory....umarł po kilku dniach....
Nikogo ze schronu nie interesuje, czy masz kasę -czy możesz dać psu opiekę całodobową-czy przypadkiem opieka Twoja i Twojego weta nie jest lepsza niż weta schroniskowego, który ma pod opieką tysiące psów -a Twój-jednego.
Pies chory musi umrzeć w schronie.....

Edit:

Wyciągamy psy z różnych schronów w całej Polsce. Żaden bordog zabrany ze schronu nie był zdrowy-ale opócz Palucha każde ze schronisk wydaje psa. Czasami schroniska (oczywiście ludzie w nich pracujący) współpracują-starają się bardzo mocno, aby pies znalazł lepsze życie i opiekę.
Jeśli następny bordog pojawi się na Paluchu-wiemy już jedno-należy się modlić o to, aby jak najszybciej i bezboleśnie umarł-bo wyciągnąć go z tego schroniska nie ma możliwości.

Posted

Z cały szacunkiem chylę czoła w kierunku wszystkich wolontariuszy a także innych osób które po prostu pomagają psom bedacym w schronisku na Paluchu.

Jeżeli chodzi o władze schroniska powiem krótko. Zamkniety Krąg - niestety i w szczególności jeżeli wokól psa zaczyna sie robić głosniej i pies dopiero wtedy po kilku miesiacach pobytu trafia " Pod szczególna Opieke Dyrekcji ", bo jest chory , bo z inego powodu niedomaga. Normalnym jest , że w przypadku dłuzszego pobytu w kazdym schronisku nie wierzę w całkowite i absolutne zdrowia psa .
Walka o wyciągniecie wtedy psa z Palucha to małe szanse.

Od kilku lat pomagam DDB w potrzebie. Heroiczna walka całego forum DDB o wyciągniecie poważnie chorych 2 psów i naprawde mocne argumenty dotyczące bardzo dobrych warunków , opieki lekarskiej itd w jakich by psy były nie były wystarczającymi argumentami żebysmy mogli im pomóc. 2 psy odeszły za Tęczowy Most w Schronie . Nie było im dane odchodzić w czułych objeciach swoich nowych opiekunów.

Posted

[SIZE="5"]Misiek z Palucha

[SIZE="4"]cytuję :

"od miesięcy chodzi z kością na wierzchu a dyrka, mówi ze tak musi być ze nie mogą nic zrobić (...)"







NO COMMENT :roll:

Posted

[quote name='Leni']Misiek z Palucha

cytuję :

"od miesięcy chodzi z kością na wierzchu a dyrka, mówi ze tak musi być ze nie mogą nic zrobić (...)"



Rany tez nie mozna oczyscic !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. Istnieją także przeszczepy.!!!!!!.
A lekarz przecież tam jest i nawet 24/h na dobę , a i opieka weterynaryjna jest lepsza niż w nowym domu lub w domu DT.
Rana byc może sama sie może zagoić , ale tylko wtedy kiedy jest oczyszczona i nastapi proces ziarninowania !!!!!!!

Czy Dyrekcja tego schroniska o tym nie wie? Czy nie chce wiedzieć , widzieć i słyszec? !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Czy w tym pzrypadku ważna jest tylko sztuka na stanie? Przykre i jak bardzo boli.

Posted

Czy ktos tu w koncu napisze na czym polega ta 24-godzinna opieka nad psem w schronisku? Jak go ocenil wet, co mu jest? Skoro nie mozna go zabrac, to co on ma w zamian? Co on ma w ogole dobrego na terenie Palucha w porownaniu z tymczasem, ktory go chce? OCZYWISCIE, ze TERAZ gdy jest chory sa chetni, ktorych przedtem nie bylo, bo PRZEDTEM dawal sobie rade jak setki innych, a teraz widac, ze wyglada tragicznie i jesli teraz sie mu nie pomoze, choc na jego koniec, to niby kiedy?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...