Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Witam kochani,
Mam dwuletniego psa, który od pewnego czasu jest agresywny. Agresja pojawiła się mniej więcej gdy pojawił się popęd do suczek, jakieś pół roku temu. Nie wiem czy jedno z drugim ma coś wspólnego, bo czasem mam wrażenie,że mój pies ma problemy psychiczne. Na początku był wesołym, grzecznym i mądrym psem. Ufaliśmy mu, a on nam. Biegał po dworzu bez smyczy, ludzie go głaskali, nawet nie warknął, opiekował się pieskami mniejszymi od siebie. Przeszedł szkolenie, zachowywał się wzorowo, do czasu. Pewnego dnia przeszłam koło niego jak jadł i warknął. Następnego dnia jak chciałam przesunąć go, bo usiadł na ciuchach na fotelu, znów warczał. Mówiłam nie wolno, fe! A on warczał coraz głośniej. Ja głośniej to i on głośniej. Widac mu było całe dziąsła, tak się szczerzył, patrzył mi prosto w oczy, przeraziłam się! Potem warczał z byle powodu, nawet 5 razy dziennie. Nie wracał na miejsce, po komendzie. Któregoś dnia ukradł zapalniczkę ze stołu, nie oddawał, więc chciałam wyjąc mu ją z pyska i ugryzł mnie mocno w palec (założono mi 3 szwy). Zaczęłam się go bać. Teraz jak przechodzę w nocy obok jego posłania, to on już warczy.Jestem pewna,że chodzi mu o to,że on chce spać, a ja hałasuje. Na dworze jest agresywny i do ludzi i do psów. Dziś przeczołgał mnie parę metrów po chodniku, bo biegł za małym pieskiem .Pogubiłam telefon, klucze, ludzie mi pomagali zebrać zguby, właścicielka małego pasa zaczęła krzyczeć,że nie powinnam opiekować się psem silniejszym od siebie itd. Wstyd przed całym blokiem, a przede wszystkim strach, co dalej. Dodam, że pies nie był bity, a teraz jak zwymiotuję i ja chcę to sprzątnąć, więc podchodzę ze ścierą, jest przerażony. Spuszcza łeb, albo wciska się w ciemny kąt, za łóżko, czy biurko i warczy. Jak mówię złaź, kiedy wejdzie na łóżko, to on kładzie uszy, robi wielkie przestraszone oczy i warczy.Raz warczy ze strachu, a raz sam chce przestraszyć! W jednej chwili jest ucieszony, w drugiej przerażony, a zaraz robi się groźny. Najdziwniejsze jest to,że jak przychodzi i poliże mnie po ręku, czy twarzy, a ja go pogłaszcze, to on też warczy. Powtórze,że on wyglada wtedy groźnie i wiem,że nie żartuje. Do tego cieknie mu biała, gęsta ślina w ogromnych ilościach ( na wścieklizne był szczepiony). Takich przykładów agresji mogłabym tu przytoczyć kilkadziesiąt. Codziennie jest jakiś incydent. Weterynarz stwierdziła( do niej był też agresywny),że nic nie zrobię, bo teraz rozmnaża się psy ze względu na wygląd, a nie na psychikę i nie zrobi mu badań głowy, bo wie,że owczarki mają cyt." spieprz...ą psychikę" Tylko co ja mam zrobić. Jak zachowywać się jak on warczy?

Posted

skad jestes? marek fryc to przedewszystkim. i jednoczesnie dokladne badania psa. byc moze psu sie spodobalo szkolenie Ciebie.. chociaz nie wszytskie opisy by na to wskazywaly. albo jest chory i dlatego boi sie kontaktu z czlowiekiem.

Posted

Napewno poczuł włace nademną. Widać,że cieszy go to, że ja się wycofuje jak on pokażę zęby.Z drugiej strony zachowuje się często jak pies bity. Jak strąci szklankę to odrazu nieruchomieje ze strachu. Jak już odejdzie, a ja zaczynam tę szklankę sprzątać to podchodzi i warczy. Dlatego zastanawiam się czy z jego psychiką jest wszystko dobrze. Mam go od szczeniaka, nigdy nie dostał lania, nigdy nie przeżywał stresu. Mało tego, mąż ciągle funduje mu atrakcję. Las, rzeka, kilkugodzinne zabawy.Codziennie ma sporo ruchu i od zawsze mieszkał w domu, z ludzmi.
Ps. Jestem z Magdalenki.

Posted

potrzebny tu dobry skzoleniowiec. skzoleniowiec-osoba startujaca w roznych zawodach ze swoimi psami odnoszaca sukcesy. Nie bechawiorysta z dplomem, ktory niczego fajnego nie zaprezentuje z wlasnym psem.

Psa trzeba przebadac. Jego zachowanie nie jest normalne..

Posted

Tak zrobię. Jeszcze jest w miarę młody mam nadzieję, że specjalista go ,, naprostuje" i nauczy mnie jak z nim postępować. Bo ja już głupieje i nie wiem co robię źle. Znajdę też weterynarza, który go porządnie przebada i mnie nie spławi. Dziękuję za odpowiedzi.

Posted

Można pomyśleć też o kastracji, bo jeśli peis jest niezrównoważony, to lepiej, zeby nie posłał dalej genów. Przy okazji powinno to troszkę pomóc w skupieniu się na innych sprawach, niż suczki, cieczki, potrzeba pokazania siły itd. No i szkolenie, ale u sensownego człowieka. Można pomyśleć też, czy jest coś, co mogło spowodować taką sytuację - spięcie z innym psem, jakaś agresja skierowana w jego stronę, cokolwiek, co mogło go wystraszyć.

Posted

koniecznie badania neurologiczne mu zrób i to na cito. i zmień weterynarza.
z tej Magdalenki pod Warszawą jesteś? skontaktuj się z Agnieszką Boczulą, ona jest z Warszawy. a jak nie to z Jamorem, tylko on jest z Warki a to już kawałek drogi. ale warto się do niego wybrać. jeśli pies jest zdrowy to konieczna jest praca pod okiem porządnego specjalisty, zanim wydarzy się tragedia.

Posted

Dziękuje za odpowiedzi. Wiem,że mój pies nie byłby dobrym reproduktorem. Nie ten charakter, kastracja go nie ominie. Co do wydarzenia, które mogło spowodować taką zmianę zachowania, myślałam długo. Nic nie przychodzi mi do głowy, jedynie to,że agresja zaczęła się dokładnie w tym czasie co gwałty na poduszkach.Ale może to przypadek. Jednak to spowodowało,że pomyślalam,że to hormony i mu minie. Nie minęło. Pies zawsze jest przy mnie, nigdy nikt go nie zaatakował, nie uderzył. Pies od małego miał kontakt z psami i ludzmi. Niestety ostatnio nawet suczkę z którą bawił się od szczeniaka, przewrócił i złapał dość mocno za szyję, bo zabrała mu patyka. Napewno skontaktuje się z kimś kto nam pomoże.Dziękuje za namiary.

Posted

Ja tylko dodam od siebie jeszcze coś w kwestii technicznej, bo czytałam, że nie masz nad psem kontroli fizycznej, a to może być niebezpieczne... Polecam zakup kolczatki zapinanej na pasek np. takiej: http://allegro.pl/dino-obroza-kolczatka-zapinana-52-cm-i2457771157.html koszt niewielki, a rezultaty dobre. Tylko pamiętaj, że trzeba ją zapiąć tuż za uszami o tak: http://i883.photobucket.com/albums/ac37/Abelsonite/Jarhead%202/DSC_4501.jpg wtedy działa najmocniej. Z tego też powodu nie nadają się kolczatki z zaciskaczem bo wiszą na szyi jak korale i powodują mały nacisk.

Ja na takim zestawie jestem w stanie utrzymać ponad 40 kg dobermana, mimo, że sama ważę 45 kg.

Posted

Malaja25 napisał(a):
Dziękuje za odpowiedzi. Wiem,że mój pies nie byłby dobrym reproduktorem. Nie ten charakter, kastracja go nie ominie. Co do wydarzenia, które mogło spowodować taką zmianę zachowania, myślałam długo. Nic nie przychodzi mi do głowy, jedynie to,że agresja zaczęła się dokładnie w tym czasie co gwałty na poduszkach.Ale może to przypadek. Jednak to spowodowało,że pomyślalam,że to hormony i mu minie. Nie minęło. Pies zawsze jest przy mnie, nigdy nikt go nie zaatakował, nie uderzył. Pies od małego miał kontakt z psami i ludzmi. Niestety ostatnio nawet suczkę z którą bawił się od szczeniaka, przewrócił i złapał dość mocno za szyję, bo zabrała mu patyka. Napewno skontaktuje się z kimś kto nam pomoże.Dziękuje za namiary.


Co do czasu od kiedy zaczął kopulować na poduszkach, to raczej nie tyle popęd seksualny co nagromadzona frustracja, energia z, którą sobie po prostu nie radzi.

Same spacery od punktu A do punktu B i spowrotem niestety nie są wystarczające dla tak wymagającego psa jak owczarek niemiecki. Tu trzeba konsekwentnych, cyklicznych spacerów,które dadzą mu w kosć fizycznie jak i psychicznie. O ile z psem jest wszystko wporządku pod kątem zdrowotnym... Mi to zachowanie śmierdzi po prostu nudą - jemu się musi nudzić. Kastracja to też nie działa tak, ze PACH i juz. Pies po kastracji wcale się nie zmienia z dnia na dzień....

A jak pies zachowuje się w stosunku do Twojego męża?
Czy Ty też z nim chodzisz na takie spacery jak Twój mąż ?

Posted

Nie wiem czego oczekujesz... onek to dość wymagający pies. Te psy potrzebują zajęć, wyzwań i dyscypliny... inaczej są niezrównoważone tak jak Twój. Zanim pójdziesz go przebadać, to zmień podejście do tego psa, bo wieje od Ciebie strachem na kilometr.

Kolczatki nie kupuj, bo na obecną chwilę i tak nic ona nie zmieni, może za to pogorszyć sytuację.

Temu psu brakuje ruchu, brakuje dyscypliny, ma za to za dużo uczuć, które sprawiły że on Cię po prostu zdominował. Popracuj nad pewnością siebie, nad kontrolowaniem swoich odruchów itd.

W jakim celu prowokujesz takie zachowania jak warczenie...? Warknął raz... spanikowałaś, warknął drugi... również spanikowałaś, trzeci i ugryzł... zaczęłaś się wahać i straciłaś do niego zaufanie (bez tego ani rusz, to podstawa pracy z psem). Za każdym kolejnym razem Twój pies miał większą świadomość swojej wyższości nad Tobą. Przy takim psie nie trzeba być silnym fizycznie, aby nad nim zapanować. Tutaj chodzi o siłę psychiczną, a Ty jej obecnie nie masz... dla niego jesteś słaba i niezrównoważona - zmień to :).

Twój pies jest zapewne "normalny" już teraz, on jest gotowy na zmianę swojej pozycji w domu na tzw "pstryknięcie palcami" dlatego, że pies żyje chwilą i nie rozpamiętuje tego co było 5 minut temu.

Skoro warczy, gdy patrzysz mu w oczy, to po co to robisz...? Dla psa kontakt wzrokowy to nie oznaka szacunku jak u nas, dla niego to rzucanie mu wyzwania. Psy nie patrzą sobie bezpośrednio w oczy -> unikają tego, a jeżeli już to robią to dochodzi do konfrontacji.

Nie wiem ile jesteś w stanie poświęcić swojemu futrzakowi czasu, ale musisz sobie go zorganizować tak, aby mieć możliwość odbyć z nim co najmniej 2 godzinny spacer w ciągu dnia (minimum). Zacznij go kompletnie olewać w domu/mieszkaniu - zero kontaktu wzrokowego, zero dotykania/głaskania, jak najmniej się do niego odzywaj. Spróbuj się tak pobawić przez tydzień i sama zobacz, czy coś się zmieniło. Masz się po prostu panoszyć po domu tak jakbyś była królową :) . Jak Ci stanie na drodze, to stań bokiem i go przepychaj nie zwracając na niego uwagi, bo jeżeli wtedy warknie, a Ty spojrzysz mu w oczy to zaatakuje masz to jak w banku.

Niech widzi, że jesz pierwsza śniadanie/obiad/kolacje czy tam choćby ciastko a następnie nakarm go (najlepiej z ręki) - decyduj ile i w jakiej ilości może zjeść. Nie chowaj miski/jedzenia za siebie tylko podnoś do góry. Karm go dopiero wtedy, gdy będzie spokojny.

Gdy przyjdzie do Ciebie po pieszczochy, to nie reaguj... jak będzie nachalny to go odepchnij (zero kontaktu wobec niego, zwłaszcza wzrokowego) nie wzbudzaj możliwości konfrontacji.

Zastosuj się do tych rad przez tydzień, zobacz czy coś się zmieni, czy nie... sama zdecyduj. Później rozważ wizytę u weta i przebadanie mu głowy. Nic nie stracisz, a za to możesz wiele zyskać.

Pamiętaj, że zmęczony pies, to szczęśliwy i spokojny pies :).

Zdaj relację, czy coś to dało, później będziemy kombinować co dalej.

Powodzenia i więcej pewności siebie!

Posted

Mamy z mężęm działalność, ja pracuję w domu, więc czasu dla psa miałam zawsze bardzo dużo. Spędzamy ze sobą 24 godziny na dobę. Nawet jak pracuję przy komputerze pies leży obok, jak się kąpie leży obok wanny, jak gotuje leży obok kuchenki itd. Dlatego byłam pewna,że wychowam najmądrzejszego psa na świecie, opiekowałam się nim jak dzieckiem. Cała moja uwaga była skupiona na nim i może tu właśnie mój błąd.Co do ruchu z psem, od tego jest mąż. Często chodzę z nimi na speacery, ale to mąż z nim biega, mąż się z nim siłuje i organizuje mu zabawy w plenerze, ja tylko obserwuje. Na męża pies też warczy, zachowuje się do nas identycznie, chociaż męża kocha bardziej. Jak mąż jest w domu to ja dla psa nie istnieje. Prawie codziennie około 20:00 spotykamy się z sąsiadami i pies bawi się z ich suczką do 22:00, ale jak pisałam ostatnio do niej pies też stał się agresywny.Potym spotkaniu pies jest wymęczony i szczęśliwy. Ja codziennie po południu wychodzę z psem na godzinny spacer, też staram się go wymęczyć.
Prawdą jest,że zaczęłam się go bać i nie wiem jak się zachować, gdy on warczy. Od dziecka miałam psy, jasne że warczały jak się denerwowały, ale żaden w taki sposób i tak często. Zastosuje się do rad i skorzystam z pomocy któregoś behawiorysty.Pozdrawiam

Posted

Malaja25 napisał(a):
Mamy z mężęm działalność, ja pracuję w domu, więc czasu dla psa miałam zawsze bardzo dużo. Spędzamy ze sobą 24 godziny na dobę. Nawet jak pracuję przy komputerze pies leży obok, jak się kąpie leży obok wanny, jak gotuje leży obok kuchenki itd. Dlatego byłam pewna,że wychowam najmądrzejszego psa na świecie, opiekowałam się nim jak dzieckiem. Cała moja uwaga była skupiona na nim i może tu właśnie mój błąd.Co do ruchu z psem, od tego jest mąż. Często chodzę z nimi na speacery, ale to mąż z nim biega, mąż się z nim siłuje i organizuje mu zabawy w plenerze, ja tylko obserwuje. Na męża pies też warczy, zachowuje się do nas identycznie, chociaż męża kocha bardziej. Jak mąż jest w domu to ja dla psa nie istnieje. Prawie codziennie około 20:00 spotykamy się z sąsiadami i pies bawi się z ich suczką do 22:00, ale jak pisałam ostatnio do niej pies też stał się agresywny.Potym spotkaniu pies jest wymęczony i szczęśliwy. Ja codziennie po południu wychodzę z psem na godzinny spacer, też staram się go wymęczyć.
Prawdą jest,że zaczęłam się go bać i nie wiem jak się zachować, gdy on warczy. Od dziecka miałam psy, jasne że warczały jak się denerwowały, ale żaden w taki sposób i tak często. Zastosuje się do rad i skorzystam z pomocy któregoś behawiorysty.Pozdrawiam


Na sto procent, popełniłaś błąd skupiając całą swoją uwagę na psie jak na dziecku.

Dlaczego pozwalasz psu wszędzie za sobą łazić? Dlaczego wchodzi do łazienki gdy się kąpiesz? Musicie bardzo intensywnie zacząć pracę nad tym, żeby go zmęczyć psychicznie, bo samo "wybieganie się" dla samego wybiegania nic nie daje. A co do "siłowania się" męża z psem - zawsze twierdzę, że to nie jest dobry sposób na zabawe z psem... Bo dla Twojego męża to jest zabawa a dla psa w którymś momencie zaczyna się rywalizacja...

Posted

Kolczatki nie kupuj, bo na obecną chwilę i tak nic ona nie zmieni, może za to pogorszyć sytuację.

Tak, tak... Lepiej, żeby wielki ONek dalej przeciągał swoją właścicielkę na kolanach... Wiesz ja nie piszę tej rady tylko dla niej, ale dla nas wszystkich. Może jakbyś spotkał Malaje25 i jej psa, który bez kontroli rzuca się na inne i np. trafiłoby na twojego to zmieniłbyś zdanie.

Jak twoim zdaniem ktoś mieszkający w bloku, który musi wyjść na te 3 spacery dziennie ma to robić bezpiecznie dla otoczenia jak nad psem nie panuje? Ćwiczenia to jedno, a kontrola fizyczna to drugie.

Ja nie mam wielkiego doświadczenia w takich przypadkach, ale dla mnie pies nie jest zrównoważony tj nie tłumaczyłabym tego tylko złym wychowaniem. Są psy przy których można popełniać więcej błędów, a są takie, które przez swoją niestabilność mają problemy i trzeba je odpowiednio prowadzić. Twój pies jest klasycznym przykładem dojrzewającego samca do tego z chwiejną psychiką. Będziesz musiała włożyć dużo pracy w jego wyprostowanie, choć uważam, że agresja do członków rodziny to jest coś nad czym przydałoby się poważnie zastanowić...

Posted

Amber napisał(a):
Tak, tak... Lepiej, żeby wielki ONek dalej przeciągał swoją właścicielkę na kolanach... Wiesz ja nie piszę tej rady tylko dla niej, ale dla nas wszystkich. Może jakbyś spotkał Malaje25 i jej psa, który bez kontroli rzuca się na inne i np. trafiłoby na twojego to zmieniłbyś zdanie.

Jak twoim zdaniem ktoś mieszkający w bloku, który musi wyjść na te 3 spacery dziennie ma to robić bezpiecznie dla otoczenia jak nad psem nie panuje? Ćwiczenia to jedno, a kontrola fizyczna to drugie.



Wszystko OK nie jestem przeciwnikiem kolczatki o ile UMIEMY SIĘ NIĄ ODPOWIEDNIO POSŁUŻYĆ. A uwierz, że ONek nabuzowany nawet nie poczuje tego, że mu się kolce wbijają w szyje... Kolczatka słuzy do korekt , a nie do tego, żeby pies się nie rzucał... Skoro on rozpedza się od zera do stówki w ułamku sekundy to nawet nie odczuje tego, że ma kolce...


Ja już bym bardziej radził zakup haltera. Spełnia dwie role, "przeszkadza psu , szarpanie się" i moze spełniać rolę miękkiego kagańca.

Posted

Amber... kolczatką nie osiągnie się zamierzonego efektu/zachowania jeżeli pies sobie kpi z właściciela (czyt. warczy)... co innego, gdy panujemy nad nim (w jakimś sensie) ale ten rzuca się na inne psy/ludzi/koty itd, a co innego gdy nie pozwala się dotknąć przez WŁAŚCICIELI, bo uważa się za ważniejszego 24/7... Taki eksperyment, może spowodować więcej frustracji w psie, brakuje jeszcze przekierowanej agresji na właścicieli bo do tego może to doprowadzić... a wtedy będzie na łeb na szyje poszukiwanie behawiorysty lub igła. Z tym się trzeba umieć obchodzić, bo kolce nie mają za zadanie służyć jako obroża dla psa :). Kolczatka nie ochroni obcego psa przed pogryzieniem... od tego są kagańce. Dużo też zależy jak wyglądają z tym psem spacery... czy się ekscytuje, ciągnie itd. Kolczatka nie zadziała tak, że pstryk i pies po szarpnięciu będzie potulny jak owieczka.

Myślisz, że przy moim jest łatwiej? Nigdy nie użyłem kolców, czy kantara, a i bez tego sobie z nim daje radę i jakoś pies się nie wyrywa jak wariat do innych, chyba że sytuacja jest podbramkowa i musi się bronić.

Też mieszkam w bloku, też mam sąsiadów i też Ci sąsiedzi mają dzieci/koty/psy.

Owszem, nie wszystko można wytłumaczyć złym zachowaniem, ale od czegoś trzeba zacząć skoro właściciele jasno mówią że pozwalają psu na zbyt wiele, to wypada wyciągnąć wnioski... może dla niektórych lepsze jest załatwienie sprawy prochami... nie wnikam ich sprawa. Nie każdy sypie pieniędzmi na prawo i lewo (jakby nie było innych wydatków) i nie każdy jest tak naiwny żeby latać z pierdołami po specjalistach nie sprawdziwszy wcześniej, czy problem nie leży w człowieku i jego podejściu do zwierzęcia. Albo się bierze psa i bierze za niego odpowiedzialność, albo się go nie bierze... proste -> takie jest moje zdanie.

Nikt nie musi się z tym zgadzać, mam trudnego psa, który gdyby miał tak "lajtowo" to by nas i w okolicy wszystkich pogryzł, a wież mi że ma do tego predyspozycje... na szczęście, albo dzięki właściwemu podejściu wszyscy są zdrowi i nie kuleją, nie uciekają, nie chowają się, gdy przechodzę obok nich z psem.

Wystarczy zapewnić psu wyzwania psychiczne, fizyczne, dyscyplinę i oczywiście adekwatną ilość uczuć, żeby był "normalny" przynajmniej dla najbliższych osób i zwierząt. Reszta to sprawa socjalizacji, którą albo się zaniedba, albo we właściwy sposób przeprowadzi.

Zdaje sobie sprawę, że to nie jest łatwe, bo wymaga to zmiany "naszej", naszych przekonań, przyzwyczajeń i uczłowieczania zwierząt którego każdy się wypiera... a jednak każdy to w jakiś sposób robi (mi też się zdarza, ale bez przesady że nom stop).

Posted

Dobrze zapięte kolce za uszami na pewno odczuje. Korali wiszących na szyi pewnie nie. Jak pisałam, ja w takim zestawie spokojnie utrzymuje psa większego od ONka. Halter jest nie dość, że niebezpieczny "jak się pies rozpędza w ułamku sekundy" bo może uszkodzić kark, to mój pies np. miał go kompletnie w tyłku i ciągnął nie gorzej niż na zwykłej obroży. Na halterku właśnie przeciągnął moją matkę po chodniku + nie da się wtedy założyć kagańca, więc porażka w obie strony. Nie wiem w jaki sposób halter ma zastępować kaganiec?

Nie pisze, że kolczatka ma cokolwiek naprawiać, tylko jest to porada techniczna, bo moim zdaniem jest to jedyna rzecz przy dużym psie, który jest silniejszy od nas, żeby nad nim w ogóle panować. Ty jesteś facetem tak? Więc adekwatnie siły masz więcej i dasz radę utrzymać akitę. Nie wiesz jak to jest jak pies staje się silniejszy od ciebie, więc łatwo ci pisać, że nigdy nie użyłeś kolców czy haltera. Skoro nie musiałeś...

Posted

Fakt jestem facetem, ale to wiele nie zmienia, bo tak samo i kobiety w rodzinie i poza wyprowadzają u mnie psa, więc...? Kolce nie rozwiążą problemu,a mogą go pogłębić. Z agresją przekierowaną są nie ma przelewek, przy tak dużym psie... wtedy faktycznie przydaje się siła fizyczna.

Cała sztuka polega na tym, żeby mieć "psychologiczną" przewagę nad psem, nie fizyczną... jestem pewny, że mój pies gdyby się odpalił to nie dałbym mu rady... jest silny, szybki i potrafi bardzo szybko przeanalizować sytuację... widzę to, gdy się z nim wygłupiam, gdy coś przed nim schowam itd, jestem pewny że nie dałbym mu wtedy rady, skoro dawał radę niedźwiedziom to i ze mną z powodzeniem by się uporał ;).

Ja nie widzę problemu w tym, żeby zmienić sposób zachowywania się wobec psa... jaki jest interes w tym, żeby ciągle się do niego zwracać i patrzyć co robi, gdy idzie popatrzeć co się dzieje w pokoju obok... W jakim celu się go głaszcze, podchodzi do niego i się łasi... co ma sobie wtedy taki zwierzak myśleć...? Chyba nie muszę kończyć. Jak pies ulegnie właścicielom, przestanie się panoszyć itd, to wtedy można się zabrać za np, kolczatkę na spacerach... ale nie wcześniej, bo taki zabieg wszystko popsuje.

Posted

Okej, to zapytam się wprost. Na dzień dzisiejszy w jaki sposób ta kobieta ma zapanować nad psem? Chyba wiesz dobrze, że efekty pracy nie będą widocznie od razu (jeśli w ogóle) a ona musi z nim 3x dziennie wyjść na spacer. Rozumiem, że lepiej teoretyzować o tym, że kolce mogą (ale nie muszą) spowodować przekierowanie i pozwolić na to, aby ten pies dorwał coś innego, dziecko lub psa i dotkliwie pogryzł...

Kaganiec nie rozwiązuje sprawy - małego psa duży i kagańcem może zatłuc, a dziecko przewrócić, przygnieść cielskiem i spowodować np. urazy głowy... Do tego trzeba jedynie nieco wyobraźni.

Piszesz prawdę o przewadze psychologicznej ale zrozum, że ta kobieta jej nie ma i nie wiadomo czy w ogóle podoła. Pies jest w dalszym ciągu niebezpieczny dla otoczenia. Nic się nie zmieni z godziny na godzinę, a pies jakoś wychodzić musi.

Posted

Napisałem w na samym początku, czyli kompletna zlewka... pies szybko załapie, że coś się zmieniło w zachowaniu tej kobiety... następnie zacznie ją "testować", jeżeli nie da plamy i zrobi to co radziłem to warczenie pójdzie w niepamięć. Przerabiałem to na własnej siostrze przy Akicie... tylko, że siostra ma 12 lat i pies sobie ją zaczynał podporządkowywać, uwierz mi że nie miały prawa się z nią bawić w mieszkaniu żadne koleżanki... bo "jemu" się to nie podobało... chodził i wiercił im dziurę w tyłkach ciągle śledząc co robiły. Na szczęście był wtedy jeszcze szczylem i tylko warczał, dzisiaj na bank by się na tym nie skończyło.

Oczywiście to na początek, dlatego napisałem że jak zda relacje to będziemy kombinować jak po zmienionej hierarchii mają się zachowywać i kontynuować pracę z psem.

Każdy kto wchodzi do nas do mieszkania ma w progu przedstawione jak ma się zachowywać, żeby pies ich szanował... U mnie o tyle był problem, bo akita traktuje swoją rolę w życiu bardzo poważnie, z tym psem nie da się negocjować i jest garstka osób które potrafią go że tak powiem zdominować.

Nie piszę bajek z d**y, piszę bo sam przez to przechodziłem, to mój pierwszy pies i początkowo robiłem masę błędów przez które musiałem pokutować.

Co dla Ciebie jest gorsze...? rozharatany pies na ulicy, człowiek z raną szarpaną, czy obicie kagańcem? Kagańce są różne, od skórzanych po metalowe. Nie raz byłem ugryziony prze psa i zazwyczaj te rany trochę się goiły... dlatego wolałbym mieć porządnego sińca na udzie, niż rozwalone przedramię.

Posted

Nie musisz mi pisać jak postępować z psem, bo to nie ja mam problem. Poza tym te metody nie działają w 24h.

dlatego wolałbym mieć porządnego sińca na udzie, niż rozwalone przedramię.

A ja bym wolała, żeby żadna z tych sytuacji się nie wydarzyła. Dlatego zaproponowałam rozwiązanie problemu w sposób najprostszy, czyli mechaniczny, ale działający od zaraz sposób, a nie jak sobie piesek poustawia (albo i nie) w główce.

Jakby na mnie się rzucił pies w kagańcu i nabił mi siniaka to bym się baaaardzo mocno wkurzyła - sądzę, że nie tylko ja. Po co prowokować? Musisz też zrozumieć, że nie każdy jest tobą i jeżeli kobieta dopuściła w ogóle do takiej sytuacji to znaczy, że nie odbierała dużo wcześniejszych sygnałów i być może w ogóle nie ma charakteru aby się psu pozostawić. I zachowanie tego psa może trwać i trwać aż w końcu zdarzy się tragedia...

Posted (edited)

Rozumiem do czego zmierzasz, ale zauważ że Twój doberman inaczej reaguje na takie korekty, a onek się stawia... dlaczego, to już wyjaśniłem.

Nie wiesz jak zareaguje, gdy ta kobieta zacznie szarpać smyczą... to jest jakby nie patrzeć "konfrontacja" której ta kobieta się boi... wiele psów gryzie smycz gdy to się dzieje, chyba widziałaś takie zachowanie, a co będzie później... nie znamy reakcji tego psa na takie bodźce, nikt z nas go nie widział, to zwiększa ryzyko że może taki pomysł nie wypalić i źle się skończyć to raz.

A ja bym wolała, żeby żadna z tych sytuacji się nie wydarzyła. Dlatego zaproponowałam rozwiązanie problemu w sposób najprostszy, czyli mechaniczny, ale działający od zaraz sposób, a nie jak sobie piesek poustawia (albo i nie) w główce.


To wiadome, nie będę się z Tobą spierał, czy to coś da, czy nie... powtórzę "nie znamy reakcji na takie bodźce" tego psa, a to stwarza pewien problem. Dwa, to to że jeżeli kolce nie wypalą i dojdzie do kontaktu, to nic... ale to nic nie chroni obcego.

Poza tym te metody nie działają w 24h.
Na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski..? Prosty przykład... przychodzisz do domu, pies po Tobie skacze/wita Cię po swojemu - to pewien rytuał. Olewasz takie zachowanie i wyznaczasz mu granice... ponieważ pies żyje chwilą, to zacznie Cię testować (tak to działa) odbijesz test i to Ty dominujesz nad nim. Ponieważ hierarchia jest "tu i teraz" za 5 minut role mogą się odwrócić. Tak samo jest między psami, raz jeden dominuje, za chwilę drugi to zależy od sytuacji i "nastawienia", dlatego też w jednej chwili pies jest wobec nas uległy, by za 10s gdy poczuje nasze niezdecydowanie i nie widzi reakcji przejmuje kontrole, czyli zaczyna dominować. Tak jest z reguły, ale to nie oznacza, że po chwili będzie taki pies na nas warczał... do tego potrzeba już trochę więcej czasu... pewnie także miałaś okazję zaobserwować, a jak to Twoje szczęście, że jesteś na tyle świadoma że do takich sytuacji potrafisz nie doprowadzić. To zresztą różni psy od wilków... one atakują w chwili Twojego zawahania, w chwilach gorszych dni dlatego są tak niebezpieczne... psy to w pewien sposób zatraciły, ale nie będę odbiegał od tematu.

Kobieta i jej facet muszą nabrać krzepy w tej relacji, tutaj nie ma takiego skrótu jak kolce... Ty wiesz, że odpowiednio użyta kolczatka zadziała ja też to wiem, oni nie... a jeżeli nawet im się to uda, to będzie tylko kwestia czasu, bo nie panują nad psem... stracą czujność i za chwilę znowu będzie pytanie w stylu "robiliśmy to i to, pies był spokojny ale zaczęło mu odpierdzielać...". Tutaj trzeba zacząć od podstaw... półśrodkiem jest kaganiec, który daje nam przewagę "psychologiczną" że pies nas i innych nie ugryzie w razie jakiegoś incydentu, kolce tego nie zapewniają, one służą do czegoś innego.

Edited by SAIKO
Posted

Wieloma metodami można zapanować nad agresywnym psem pod warunkiem, ze jest ZDROWY. Może ten owczarek ma guza mózgu? Może chorobę psychiczną? Zwierzęta chorują tak samo, jak ludzie. I wtedy wszelkie dobre rady są "psu na budę".

Posted

SAIKO napisał(a):


Nie piszę bajek z d**y, piszę bo sam przez to przechodziłem, to mój pierwszy pies i początkowo robiłem masę błędów przez które musiałem pokutować.



Może poczekajmy na 20-go, wtedy będziesz miał możliwość porównania zachowań. Bo w tej dwudziestce na bank trafi Ci się nieprzewidywalny świrus.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...