Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted (edited)

Hmm, no i miałam nas przedstawić. Nie wiem od czego zacząć?:roll:
Od zawsze zwierzaki w moim życiu były są i będą.
Na dogo jestem już jakiś czas ale nigdy nie miałam okazji przedstawić moich łobuzów.
Zwykle zajmuję się tutaj tylko psiakami i kotami, które wplątały się jakoś w moje losy, a którym szukałam domów.

Moje stadko nie było w takim kształcie planowane, po prostu spotkałam je na swojej drodze i już zawsze pozostaną ze mną.
Aktualnie mamy 3 psy, 5 kotów, 3 szczurki i stadko rybek.

Może zacznę opisy zwierzaków w kolejności przybycia.

Zatem najdłuższa stażem u nas jest nasza czarna kicia Ambra. Wzięłyśmy ją jakieś prawie 14 lat temu z krakowskiego schroniska. Miała wtedy koło roku. Ona sobie nas "wybłagała", tak się łasiła, tak prosiła, tak przyciskała i patrzyła z nadzieją, ze nie sposób było o niej zapomnieć. Po 2 dniach myślenia:shake:, wróciłam po nią do schronu.

AMBRA- Jakieś 3 lata temu (mieszkała całe 13 lat w bloku)


AMBRA dziś (tej wiosny), na wolności w swoim własnym ogrodzie.

Najwierniejszy kot świata. Wielka dama. Chodząca duma. W poprzednim wcieleniu musiała być księżniczką. Jest spokojna, grzeczna, ułożona, nienarzucająca się. Kot jednego pana ( a dokładniej dwóch pań tzn moja i siostry). Delikatna a zarazem rządzi całą bandą psów i kotów. Ma być spokój i tyle:cool3:. Jeśli robi się zamieszanie ona wpada przywali łapą po łbie i znów panuje harmonia. Psy podporządkowała sobie bez wojen, po prostu każdy jakoś wie, że jej się nie wchodzi w drogę.
Nawet stare kocury nowych sąsiadów poznały co znaczy Ambra. Jej teren jest tylko jej pań i jej stadka resztę się wygania. Mimo swojego pięknego wieku, i po 13 latach spędzonych w bloku doskonale odnalazła się na wsi.

Moje czarne szczęście. :loveu:

Edited by keria
  • Replies 177
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted (edited)

TIGRA miała być towarzyszką Ambry. Została wzięta z działek jako maleńki kociak.Totalny świr, łobuz, drań, wampir. Dopiero moja sąsiadka blokowa potrafiła do niej dotrzeć. Była u sąsiadki codziennym gościem, tam się właściwie wychowała, pokochała tamta panią. Z Ambrą nigdy nie żyła w zgodzie bo zawsze jej dokuczała. Tymczasowo pomieszkuje u byłej sąsiadki, kiedy po nią jeździłam nie chciała ze mną wracać. Wybrała sobie inną panią. Szkoda, że nie jest teraz u mnie, ale kot to wolne stworzenia i ja chcąc nie chcąc akceptuję jej wybór. Sąsiadka traktuje ją jak panią domu i ona tam czuje się na miejscu.

TIGRA ma teraz 13 lat tutaj z OGÓRKIEM (były szczurek już za TM)



Tigra to taki kociak, o malutkim rozumku. Cały czas się wygłupia i rozdaje całuski.

Edited by keria
Posted (edited)

Jakiś czas nie miałam żadnego psiaka. Kiedy pojechałam do schroniska zawieźć koce, oczywiście wróciłam z psem.:roll:
Freska była jednym wielkim kłębkiem nerwów. Miała dopiero 7 miesięcy.
Trochę udało się ją wyprostować, ale wiele lęków pozostało.
Freska to panikarz numer jeden, ale tylko jedno jest ja w stanie odwieźć od paniki - jedzenie. Fresik KOCHA JEŚĆ, poza tym lubi wycieczki do lasu, kopanie norek i gonitwy za wiewiórkami, aaa no i jeszcze kocha swojego pana oczywiście z wzajemnością :cool3:

FRESKA jeszcze prawie jako szczeniak
Troszkę później :


Freska niedawno

Troszkę zesiwiał jej pychol.

Edited by keria
Posted (edited)

Po roku od wzięcia Freski, postanowiłyśmy sprawić jej psie towarzystwo. Miałyśmy nadzieję, że się troszkę uspokoi:roll:.
Pojechałyśmy do fundacji działającej w Kielcach, chciałyśmy wziąć coś podobnego do freski i o podobnym temperamencie, tylko znacznie odważniejszą i pewniejszą siebie. Jako jedynego szczeniaczka znalazłyśmy małą rezolutną sunieczkę. tym sposobem zamieszkała u nas Keria.
Tutaj Kerinka jeszcze w fundacji:



Nie byłyśmy pewne tego wyboru ale szybko okazało się, że to najcudowniejszy pies jakiego kiedykolwiek miałyśmy.
Freska po dwóch dniach strachu przed szczeniakiem , w końcu się otworzyła i zaczęły się wspólne harce, zabawy swawole.
Keria to taki najzwyklejszy kundel, z wyglądu przypomina troszkę pinczerka, troszkę mini dobermanka lub terierka. Także jej charakter to połączenie kilku ras do kupy:evil_lol:.

Jest doskonałym obrońcą jak doberman, szybkość ma belga, zaciętość teriera, ma też cechy psa pasterskiego bo lubi czuwać i pilnować swojego ludzko- zwierzęcego stadka, zagania, czasem szczypie w łydki (tylko jeśli ktoś w stadzie jej się niezbyt podoba).
Jest psem bardzo wpatrzonym w człowieka, o nad przeciętnej inteligencji, wysokiej reaktywności, ale także raczej wysokim stopniu dominacji.
Jest bardzo nieufna wobec nieznajomych.
Dla domowników największy słodziak, można odebrać jej jedzonko z pyska, kłuć zastrzykami, znosi wszystko z pokorą. Obcy to wróg, w najlepszym wypadku jest non stop monitorowany i strzeżony , każdy krok, każdy ruch.
Keria u nas już jako dorosły psiak :
Jak zwykle spogląda swoim bystrym okiem.
kolejno na zdjęciach mówi

1 "Co tam masz? ja też chcę przyczaję się może złapię?"

2 "Siedzę tak jak pani kazała, no czekam czekam.... aż pstryknie a potem znów szalejemy"



3 "Oooo tam zaraz pobiegnę"

Edited by keria
Posted

Keria przeszła nasze domowe szkolenie. Umie podstawowe komendy (siad waruj, zostań, stój, daj łapkę). Po za tym wiele sztuczek, takie tam turlanie, obroty no i oczywiście aport.
Była też na szkoleniu z Agility gdzie bardzo dobrze sobie radziła. Jak biega nie widzi świata wokół tylko swoją panią i torkiem.


Jest bardzo opiekuńczą psinką, zajęła się wychowaniem dwóch maleńkich kotków, które znalazłam wyrzucone na wsi.
Tutaj właśnie biało rudy Stefan bawi się ogonem Kerii.

Tutaj z Czortkiem,-" szalejemy na całego ale bez obaw , delikatność najwyższego stopnia".

Posted

"lubię być zawsze z moją panią"
Na łódce

w lesie

lubię tez moją siostrę przyszywaną i ładnie pozujemy do zdjęć

Po ciekawym dniu nie ma to jak zwinąć się na kolanach pani i zasnąć

  • 2 weeks later...
Posted

Witamy się! :)
Cudowna gromadka.
Freska i Keria mają śliczne spojrzenie. :loveu: W takim razie powodzenia z małym urwisem na DT, super, że do Was trafił, szczęściarz :eviltong:
Wygłaskaj cały zwierzyniec.

Posted (edited)

Może dziś uda mi się opisać choć jednego "słodziaka".
Rudy to wyjątkowy kot, kot po wielkich przejściach:loveu: :loveu:.

Jego historia jest dość długa. Poznałam go kiedy trafił do lecznicy, potrącony przez samochód, miał złamaną miednicę i złamany kręgosłup (bez przerwania rdzenia). Kot wyglądał jak jakiś rudy ochłap, zaniedbany, chudy, wycieńczony. Właścicielka wolała go uśpić, choć kot miał niezłe rokowania, ponieważ chodził miał tylko niedowład jednej łapy. Wydawało się że wszystkie porażenia mogą być przejściowe.
Leczenie miało polegać na ograniczeniu ruchów czyli trzymaniu w klatce dopóki miednica się nie zrośnie. Właścicielka chciała go jednak uśpić. Kiedy pani doktor zaproponowała właścicielce, że przejmą leczenie chorego kota i znajdą mu dobry dom ale musi się zrzec zwierzaka ona stwierdziła że nikomu go nie da ale chce uśpić. :mad: Coś jak w powiedzeniu o "psie ogrodnika"
W lecznicy się nie poddali i tak "wiercili dziurę w brzuchu", aż się pani zdecydowała oddać rudzielca.
Siedział biedaczek ponad miesiąc w klatce, dostawał przeciwbólowe i jeszcze jakie tam inne leki witaminy itp. Okazało się, po dwóch tygodniach, że porażenie czucia w zwieraczach nie mija kociak nie trzyma kału ani moczu. Łapka wróciła w miarę do formy, został wykastrowany i musiał mieć amputowany ogonek bo nie miał w nim czucia, poza tym kot był gotowy szukać domku........:placz: ale kto by takiego w pampersie chciał.
Siedział i siedział w lecznicy co dzień godzinami płacząc, zawodząc miaukliwie, że chce wyjść przytulić się, być z ludźmi ale było dla niego mało czasu.
Żal mi go strasznie było.:-(
Wzięłyśmy go z siostrą na próbę. Na początku byłam przerażona tymi pampersami, teraz tak przywykłam że nie wyobrażam sobie że może być inaczej.
Przez pierwsze 2 tygodnie Rudy był jakby w depresji, siedział patrzył w martwy punkt, przytulał się ale jakoś patrzył nie w oczy tylko w dal.
Kiedy po raz pierwszy przyszedł, przytulił się i popatrzył w oczy złapał tak niesamowity kontakt, że czasami mam wrażenie że w tym rudym futrze uwięziony jest człowiek, tylko nie umie mówić.
Rudy jest przecudowny tak kontaktowy, tak spokojny że jeszcze takiego drugiego nie spotkałam. Wychodził czasem na smyczy na spacerki, bo kiedyś był wychodzącym, mogę go przewozić w aucie bez żadnych transporterków ( nie zaryzykowałabym tego z żadnym moim kotem). Rudy i psy mają tylną kanapę w aucie, po prostu się go tam kładzie i dopóki się nie zatrzyma i otworzy drzwi siedzi tylko tam. Czasem psy się wiercą łażą po nim jego nic nie wzrusza.
Jest cudnym przytulakiem. Sam przychodzi łasi się, a kiedy się do niego schyli nastawia łepek do buziaka, przekrzywiając głowę. :loveu:
Pampersów nie ściąga, chodzi w nich dzielnie. Można go obracać, przewracać, smarować zawijać, nie protestuje. Zakochałam się w tym poczciwcu okropnie.
Po kilku miesiacach u nas czekał nas okropny cios, poniewaz okazało się że Rudy jest chory na kocią białaczkę.
Mimo swoich niedowładów i cierpienia, jest bardzo dzielny. Ma problemy z pyszczkiem, musiał mieć usunięte wszystkie zęby, dostaje serie zastrzyków antywirusowych, czasami sterydy, tabletki, syropy. Ogólnie szpikowany jest czymś codziennie. Nadal kocha człowieka ponad wszystko. Chodzi za nami krok w krok. Co wieczór przychodzi na poduszkę i przytula się.
Kiedy przeniosłam się na wieś bałam się że taki inwalida nie da sobie rady. Pomyliłam się. On chyba wie, że dalekie wypady nie są na jego siły, więc trzyma się blisko domu, właściwie większość dnia leży wygrzewając się na schodach. Zresztą przebywanie na zewnątrz interesuje go tylko wtedy kiedy ktoś z domowników jest w ogrodzie, jeśli nie, to woli przebywać z nami w domu.
Na jego temat mogłabym pisać bez końca to jest nie rudy ale "złoty" kot.
Bardzo kocha inne koty, kiedy na wsi znalazłam dwa małe kociaki, Rudy potraktował je jak kotka swoje młode. Zajął się ich wychowaniem i pielęgnacją. Moje obie kotki ofukały tylko maluchy i miały je całkiem w " zadku". Ruduś okazał się być wspaniałą mamką.:loveu:
No......... to może kilka fotek? bo się chyba zanudzicie czytaniem o wspaniałości Rudego.:cool3:
Niestety nie mam fotek jak do nas przybył, byłby nie do poznania.

Tutaj Rudy robi obchód działki. Jak zwykle dumny i spokojny.


Tak sobie słodko śpię


z jego pierwszym przyjacielem który niestety już za TM (wypadek) Tak się lubili :-(


w roli "mamusi" kociaków znajdek.


dzieciaki podrosły nieco i dalej kochają Rudka.

Edited by keria
  • 2 weeks later...
Posted (edited)

Przyszedł czas na moje dwa małe urwisy :loveu:
Dwa kocurki znalezione przeze mnie na wsi podczas pracy (mam pracę terenową). Leżały sobie koło opuszczonego domu pod rynną i strasznie płakały. Przechodząc koło nich na początku myślałam, że po prostu ich matka wybrała się gdzieś na polowanie a one ją nawołują. Następnego dnia znów trafiłam w to samo miejsce a kociaki znów płakały. To już mnie zastanowiło. Leżały dokładnie w tym samym miejscu pod rynną a ja nie miałam jak podejść bliżej bo dookoła domu był płot i zamknięta bramka.
Zakiciałam na nie, o dziwo :roll:zareagowały natychmiast (widać nie były zdziczałe)
Najpierw podszedł do mnie biało czarny kicio - teraz Czort, był maleńki mieścił się w dłoni, jego braciszek podszedł potem, zaczynało brakować mu sił by iść był tak wycieńczony że nóżki tylnie odmawiały posłuszeństwa.
Lekko powłócząc zadkiem dowlókł się do siatki jako drugi był to biało rudy maluszek szkielecik - teraz Stefan.
Gdy zgarniałam małe podszedł do mnie mieszkaniec wsi i mówi "widzi pani znów ktoś kociaki wyrzucił, jakaś starsza pani dawała im mleko, ale co z tego one nie umieją jeszcze same jeść "
Kociaki rzuciły się prawie na mnie, chciały ssać wszystko- palce, ubranie, były jakby w takim głodowym amoku. Poleciałam od razu do sklepu kupić im coś, dałam im troszkę słodkiego rozpuszczonego loda śmietankowego i serek wiejski.
Czorcik był mocniejszy i powoli łapał jak jeść z miski choć ssał rozlaną śmietankę to coś niecoś zjadł.
Natomiast biedny stefanek rzucał się na oślep na jedzenie, niestety nie wiedział jak się do tego zabrać, :-(to był straszny widok, kociak wpadał do miseczki, cały się brudził, maczał nosek i nie umiał jeść.
Wyszłam wcześniej z pracy i od razu pojechałam do wet do Krakowa. Stefanek dostał kroplówkę, steryd, no i w końcu coś tam zjadł ze strzykawki. Niestety to nie był koniec jego problemów. Jeszcze tego samego dnia wieczorem Stefik był już prawie w agonii. Dostał drgawki, zaczęło go wysztywniać, dostał znów steryd kroplówkę i jeszcze jakieś leki. Przeżył najcięższą noc, choć dalej nie było z nim dobrze, nie miał apetytu przez 2 tygodnie i trzeba było go karmić na siłę strzykawką.
Na szczęście braciszek Czorcik poprawiał się z dnia na dzień. W końcu i Stefanek zaczął jeść i kociaki zaczęły zabawy i harce ze sobą i z naszymi psami.
Na początku miałam im szukać domku, ale tak się z nimi zżyłam, że nie mogłam ich już oddać.
Chłopaki zostali. Są radośni, bardzo otwarci polubili Rudego i nasze psy, razem tworzą niezłe, bardzo zgodne stadko. Wieczorem kociaki pakują się do łóżka :oops: takie moje małe przylepy.
Chodzą nawet z nami i z psami na spacery do lasu. Nie mogę sobie teraz wyobrazić jak mogłabym ich wcześniej oddać :evil_lol:
Tacy byli malusi :[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000017.JPG[/IMG]
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000020.JPG[/IMG]
[SIZE=4]Czorcik[/SIZE]

[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000019.JPG[/IMG]
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000018.JPG[/IMG]

[SIZE=4]Stefan

[/SIZE]

Edited by keria
Posted (edited)

[quote name='leónowa']Płakać mi się chciało jak czytałam historie twoich zwierzaków. Masz wspaniałą gromadkę:loveu:[/QUOTE]

To jeszcze nie jest cała gromadka. Może dziś uda mi się napisać historię mojego trzeciego psiaczka starusi Felci, ale ona też ma swoją przeszłość, zatem wszystko musi być po kolei.
Poza psami i kotkami mam jeszcze Akwarium i stadko szczurków ale one pozostały na razie u siostry w mieście.
Powiem tylko że przy takiej bandzie nie sposób się nudzić, ona zawsze coś zbroją albo wpadną w tarapaty i trzeba ratować z opresji :diabloti:

Edited by keria
Posted

A ile szczęścia dają to się nie da opisać, naprawdę cię podziwiam, że masz tyle cierpliwości, bo twoje stadko to faktycznie małe nie jest i na nudę naprawdę nie możesz narzekać;)

Posted

Udało mi się w końcu trafić na ten wątek , pięknie opowiadasz o swoich zwierzakach . Mam nadzieję , że Twoje koty oswoją się z czasem z widokiem wielkoluda Timura i zechcą towarzyszyć mu na spacerze bo na razie ( poza Rudzikiem ) niezbyt są zachwycone jego widokiem .
Czekam również na opowieść o mojej ulubienicy Feluni :loveu::loveu::loveu: , niby znam jej historię , ale co innego usłyszeć , a co innego przeczytać :roll:

Posted

Nie ma obawy , nie zapomnę o seniorce Felusi. Tylko mam problem z załączaniem zdjęć bo strasznie długo idzie mi ich przesyłanie do internetu. ;) Także proszę o cierpliwość.:cool3:

Posted

Kilka fotek moich " chłopaków"
Jak byli mali spali wtuleni w swoje futerka. Takie małe pomponiki.
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000021.JPG[/IMG]


Kiedy Czorcik szalał i śmigał wokół nóg, trzeba było bardzo uważać, żeby go nie zdeptać - mała pchła.
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000024.JPG[/IMG]

Tutaj już dorośli
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000025.JPG[/IMG]
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000022.JPG[/IMG]

Posted

Felka trafiła do nas jako 15 letnia babcia. Jej pan zmarł i sąsiedzi przyszli uśpić sunię, twierdzili, że jest agresywna i sika pod siebie.:roll:
Panie doktor nie miały serca jaj uśpić, bo była taka żywotna i sprawna. Felcia jest już u nas ponad półtora roku. Została wysterylizowana i miała wyczyszczone ząbki.
Fakt, czasem zdarzy jej się nie wytrzymać z sikaniem, ale poza tym jest małym słodziakiem, zupełnie nieagresywnym. Kocha swoją nową panią ponad życie, czasem bryka jak mały źrebak, aż trudno uwierzyć że ma 17 lat.
Najsmutniejszy widok to kiedy Felcia biega za starszymi panami myśląc, ze jej pan po nią wrócił :-(, ona nie wie, że on nigdy się już nie pojawi, będzie czekać do końca swoich dni. Psia wierność aż po grób.

[SIZE=4]Felka [/SIZE]grzeje się w promieniach wiosennego słonka.
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000023.JPG[/IMG]

Z Rudzikiem
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000008.JPG[/IMG]


czasem traktuje tego rudego poczciwca jak swoją podgrzewaną prywatną podusię
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000026.JPG[/IMG]

Tak z innej beczki
Na moim łóżku.....:roll: no i gdzie ja mam się zmieścić? :cool3:
[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000027.JPG[/IMG]

Posted

[quote name='leónowa']Oni specjalnie się położyli na łóżku, bo wiedzą, że na pewno najwygodniej się spi na podłodzie:evil_lol::evil_lol: To zwykła troska:diabloti:[/QUOTE]

Hahaha pewnie tak, tyle że jak ja idę spać na podłogę (bo mam tam materac) to cała banda wędruje za mną...:roll: oni chyba twierdzą, ze mam reumatyzm i wymagam dogrzania naturalnymi ciepłymi futrami. ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...