Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja znam hiszpański i próbowałem czytać sobie sto lat samotności, czyli cien anos de soledad, ale to jest zupełnie coś innego, niż kiedy czytam Marqueza po polsku...rozumiem treść zdań, ale nie czuję piękna tej prozy( a hiszpanie i kolumbijczycy mówią, że jest piękna), nie czuję tego języka, nie potrafię odróżnić zdania udanego od zdania mniej udanego, i tak dalej.

  • Replies 462
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Zaczynam czuć się gorsza na tym wątku...sami literaci, jeszcze do tego obcojęzyczni...Pocieszam się, że mam magistra fizyki a i matematykę każdy fizyk ma w małym palcu po ciężkich 6,5 letnich studiach. Teraz po licencjacie student czuje się co najmniej doktorem. A co do nauczania języków- ja po czterech latach liceum i po trzydziestu latach przerwy od liceum wciąż umiem francuski lepiej niż moje dzieci, które uczyły się go sześć lat. Chcieć to móc, kto się chce czegoś nauczyć, zrobi to sam, bez oglądania na kursy i nauczycieli. No i trzeba jeszcze lubić to, czego się uczy, wtedy samo wchodzi do głowy. A wiecie, że siostry Bronte uczyły się obcego języka z samouczków i to tak skutecznie, że mogły pojechać do Belgii??? Tyle lat temu!
Spojrzałam na dół strony, wiecie że jesteśmy na forum "wszystko o psach"?;)

Posted

[quote name='Ineger']Ja znam hiszpański i próbowałem czytać sobie sto lat samotności, czyli cien anos de soledad, ale to jest zupełnie coś innego, niż kiedy czytam Marqueza po polsku...rozumiem treść zdań, ale nie czuję piękna tej prozy( a hiszpanie i kolumbijczycy mówią, że jest piękna), nie czuję tego języka, nie potrafię odróżnić zdania udanego od zdania mniej udanego, i tak dalej.[/QUOTE]
Już rozumiem, o co Ci chodzi. No tak, do tego trzeba być tzw. "natywnym".

[quote name='dziuniek'] Teraz po licencjacie student czuje się co najmniej doktorem. [/QUOTE]
Nie, nie wydaje mi się - przy tych problemach ze znalezieniem pracy, jakie młodzi dziś mają, licencjat to jest "zielona trawka". Może w naukach ścisłych jest inaczej.

[quote name='dziuniek'] Spojrzałam na dół strony, wiecie że jesteśmy na forum "wszystko o psach"?;)[/QUOTE]
Możemy zejść z Szekspira i Marqueza na Llosy "Miasto i psy" ;) ;)

Posted

Uwielbiam Llosę, natomiast szkolnych lektur nie trawię. Od dawna żadnej nie przeczytałam, a ze sprawdzianów 5 i 6. Dlaczego? Bo wszystko co trzeba umieć robi się na lekcjach. Tym sposobem ludziom nie chce się czytać.

Posted

[quote name='Soko']Uwielbiam Llosę, natomiast szkolnych lektur nie trawię. Od dawna żadnej nie przeczytałam, a ze sprawdzianów 5 i 6. Dlaczego? Bo wszystko co trzeba umieć robi się na lekcjach. Tym sposobem ludziom nie chce się czytać.[/QUOTE]

Nie do końca rozumiem ten podział na "lektury" i inne książki...właściwie, to ani trochę nie rozumiem tego podziału. A co jeśli za dwa lata miasto i psy będzie lekturą dla liceum?

Posted

[quote name='Ineger']Nie do końca rozumiem ten podział na "lektury" i inne książki...właściwie, to ani trochę nie rozumiem tego podziału. A co jeśli za dwa lata miasto i psy będzie lekturą dla liceum?[/QUOTE]

Myślę, że Soko chodzi o te narzucone, po które sama by nie sięgnęła i na te, które czyta z zapałem :)

Posted

Chodzi mi o to że na lektury nie muszę marnować czasu bo i tak wszystko co na sprawdzianie, maturze - to wszystko jest przerobione na lekcji. Pewne schematy wypracowań są. W tym roku cała klasa maturalna (ja II lic) wyszła tak zadowolona, że nie wiem, bo był temat który był robiony w szkole. Nieliczne są przypadki, że coś jest nieprzerobione.
Poza tym lektur nie czytuję, bo mnie najzwyczajniej w świecie nie interesują i koniec kropka. Próbuję, ale nigdy nic z tego nie wynika.

Posted

Dziwi mnie stwierdzenie, że lektury to inne książki i ich czytanie to marnowanie czasu - to co, nie przedstawiają sobą nic? Są bezsensowne, nudne i w ogóle niewarte uwagi? Przeraża mnie takie podejście obecnej młodzieży, choć sama kilka lat temu skończyłam szkołę i tego nie było... Ale widać to w wypowiedziach - jakości, umiejętnosci wysłowienia się, zasobie slownictwa.

Posted

Och tak, widać to także po wygranych w konkursach literackich - patrz ja, która od 5 podstawówki żadnej lektury nie tknęła :)
Nie rozumiem czym różni się czytanie Llosy od czytania Sienkiewicza, oboje wzbogacają słownictwo tak samo. Tak, dla mnie lektury są nudne. Wlokące się niemiłosiernie opisy przyrody, które są tematem każdego wypracowania; zachwycanie się nad zupełnie innymi cechami wyglądu, innym sposobem obycia niż teraz; co mnie to teraz obchodzi? Niektóre tylko lektury dotykają problemy istniejące do dziś.

Posted

[quote name='Soko']Och tak, widać to także po wygranych w konkursach literackich - patrz ja, która od 5 podstawówki żadnej lektury nie tknęła :)
Nie rozumiem czym różni się czytanie Llosy od czytania Sienkiewicza, oboje wzbogacają słownictwo tak samo. Tak, dla mnie lektury są nudne. Wlokące się niemiłosiernie opisy przyrody, które są tematem każdego wypracowania; zachwycanie się nad zupełnie innymi cechami wyglądu, innym sposobem obycia niż teraz; co mnie to teraz obchodzi? Niektóre tylko lektury dotykają problemy istniejące do dziś.[/QUOTE]

Czyli dla Ciebie lektury są nudne tylko dlatego, że są lekturami? Wiesz, ja bym się nie chwaliła, ze nie czytam podstaw tak naprawdę literatury polskiej i obcej - to, co teoretycznie lubisz czytac, powstało właśnie na podwalinach tego, co było niegdyś. Widać zostałam wychowana w innych wartościach :roll:

Posted

Nie, są nudne, bo powstały w epokach które nie odpowiadają mojemu wyczuciu stylu literackiego, po prostu nie są dla mnie pod wieloma kątami na to patrząc. Są wyjątki, np. Edgar Allan Poe. Wszystko powstało na podwalinach czegoś, ale to nie znaczy, że mam się w to zagłębiać poza ogólnymi informacjami. Wiem, że był sobie Zeus, były sobie mity, co niektóre z nich znam, wiem że wielu pisarzy w następnych epokach odnosiło się do nich, ale nie muszę czytać wszystkich mitów Parandowskiego, które były i może są dalej lekturą, przynajmniej u mnie. Wiem, jakie były założenia epoki, co było dla niej charakterystyczne, czym cechowały się dzieła, które w niej powstawały. Tak samo jak historia muzyki - każdy czerpie z tego, co było wcześniej, ale to nie znaczy jeszcze że na własną rękę słucham oper i analizuję partytury, następnie je porównując ze sobą.

Posted

[quote name='Soko']Nie, są nudne, bo powstały w epokach które nie odpowiadają mojemu wyczuciu stylu literackiego, po prostu nie są dla mnie pod wieloma kątami na to patrząc. Są wyjątki, np. Edgar Allan Poe. Wszystko powstało na podwalinach czegoś, ale to nie znaczy, że mam się w to zagłębiać poza ogólnymi informacjami. Wiem, że był sobie Zeus, były sobie mity, co niektóre z nich znam, wiem że wielu pisarzy w następnych epokach odnosiło się do nich, ale nie muszę czytać wszystkich mitów Parandowskiego, które były i może są dalej lekturą, przynajmniej u mnie. Wiem, jakie były założenia epoki, co było dla niej charakterystyczne, czym cechowały się dzieła, które w niej powstawały. Tak samo jak historia muzyki - każdy czerpie z tego, co było wcześniej, ale to nie znaczy jeszcze że na własną rękę słucham oper i analizuję partytury, następnie je porównując ze sobą.[/QUOTE]


No zobacz, a mówi się, że pisarze dziewiętanstowieczni są bardziej przystępni od pisarzy z wieku dwudziestego, że dla takiego zwykłego ludzia Mann, Proust czy Faulkner są całkowicie niestrawni, ale za to Tołstoj, Balzac albo Condrad mogą być nawet pasjonujący....

Posted

Jak mówię istnieją wyjątki. Tyle że tych naprawdę fascynujących pisarzy z innych epok po prostu się często nie przerabia ;)

Posted

[quote name='Soko']Nie, są nudne, bo powstały w epokach które nie odpowiadają mojemu wyczuciu stylu literackiego, po prostu nie są dla mnie pod wieloma kątami na to patrząc. Są wyjątki, np. Edgar Allan Poe. Wszystko powstało na podwalinach czegoś, ale to nie znaczy, że mam się w to zagłębiać poza ogólnymi informacjami. Wiem, że był sobie Zeus, były sobie mity, co niektóre z nich znam, wiem że wielu pisarzy w następnych epokach odnosiło się do nich, ale nie muszę czytać wszystkich mitów Parandowskiego, które były i może są dalej lekturą, przynajmniej u mnie. Wiem, jakie były założenia epoki, co było dla niej charakterystyczne, czym cechowały się dzieła, które w niej powstawały. Tak samo jak historia muzyki - każdy czerpie z tego, co było wcześniej, ale to nie znaczy jeszcze że na własną rękę słucham oper i analizuję partytury, następnie je porównując ze sobą.[/QUOTE]

Jako polonistka pokuszę się o stwierdzenie, że bez przeczytania lektur co najwyżej możesz sobie wyobrażać, że wiesz. I nadal utrzymuję, ze nieznajomość podstaw literatury to powód do wstydu - nie mówię o przerabianiu na lekcjach, tylko o przeczytaniu. Ja tez nie lubiłam np. "Nad Niemnem", nużyły mnie opisy przyrody, ale przeczytałam, żeby zapoznać się z - jakby nie było - poniekąd kanonem literatury. To, że się przeczyta takie rzeczy nie oznacza, że trzeba je lubić - po prostu jestem zdania, że inteligentny i wykształcony człowiek może się pochwalić również znajomością podstaw literatury. Nie mówię, że ktoś musi czytac całą Trylogię czy kochać Kochanowskiego, ale twierdzenie, że się zna lektury tylko dlatego, że się je przerobiło na zajęciach - jest kpiną. Poznaje sie książkę przez czytanie jej - wtedy można wczuć się w styl, w epokę, w założenia; bez tego to jest jedynie wkuta wiedza, którą można powtórzyć, ale nic więcej nie da się z nią zrobić. Ale to nie ten temat ;)

Posted

Nie napisałam nigdzie, że znam lektury, tylko że znam ogólne cechy dzieł które powstawały w danej epoce. A to że przerobienie lektury na lekcji wystarcza, by zdać maturę i dostać 6 z wypracowania wcale nie motywuje do tego, by wreszcie po którąś z nich sięgnąć ;)

Posted

[quote name='Soko']Nie napisałam nigdzie, że znam lektury, tylko że znam ogólne cechy dzieł które powstawały w danej epoce. A to że przerobienie lektury na lekcji wystarcza, by zdać maturę i dostać 6 z wypracowania wcale nie motywuje do tego, by wreszcie po którąś z nich sięgnąć ;)[/QUOTE]

Ręce mi po tym opadły, szczerze mówiac :roll: Piękna motywacja, daje nadzieje na wykształcone i mądre społeczeństwo w przyszłości :roll: Dla mnie EOT w takim razie.

Posted

nie każdy musi być polonistą. znajdzie się pewnie wiele rzeczy, które matematyk uzna za niezbędne do życia, a których polonista nie wie. i na odwrót. nieprzeczytanie książki nie czyni Cię głupszym. jeżeli kogoś interesuje literatura, to jasne- przemęczy się nawet przez nudne dla niego książki. ale nie każdy musi to robić. tak jak nie każdy, kto posiada psa, musi być zapalonym psiarzem.

Posted

[quote name='motyleqq']nie każdy musi być polonistą. znajdzie się pewnie wiele rzeczy, które matematyk uzna za niezbędne do życia, a których polonista nie wie. i na odwrót. nieprzeczytanie książki nie czyni Cię głupszym. jeżeli kogoś interesuje literatura, to jasne- przemęczy się nawet przez nudne dla niego książki. ale nie każdy musi to robić. tak jak nie każdy, kto posiada psa, musi być zapalonym psiarzem.[/QUOTE]

Wiesz, tak samo, jak uwazam, że wszyscy powinni znać podstawy literatury - a nie, sorry, wykształceni i inteligentni ludzie powinni, tak samo wszyscy muszą znać podstawy matematyki czy geografii :roll: Choć mnie to np. totalnie nie fascynuje.

Posted

[quote name='Soko']A to że przerobienie lektury na lekcji wystarcza, by zdać maturę i dostać 6 z wypracowania wcale nie motywuje do tego, by wreszcie po którąś z nich sięgnąć ;)[/QUOTE]

I właśnie dlatego Polska jest chyba największym producentem wykształconych tumanów... Bo przez wszystko można się prześlizgnąć i zdobyć papierek, i po temacie. Jak widzę jacy ludzie kończą choćby mój kierunek, to przestaje mnie dziwić, że pracodawcy w d*pie zaczynają mieć wykształcenie, tylko patrzą na doświadczenie, czyli to, co faktycznie ktoś umiał robić, a nie wyślizgał sobie przy odrobinie sprytu...

Posted

[quote name='LadyS']Wiesz, tak samo, jak uwazam, że wszyscy powinni znać podstawy literatury - a nie, sorry, wykształceni i inteligentni ludzie powinni, tak samo wszyscy muszą znać podstawy matematyki czy geografii :roll: Choć mnie to np. totalnie nie fascynuje.[/QUOTE]

tyle że każdy co innego można uznać za podstawy ;) dla mnie np całkowicie wystarczająca jest znajomość dodawania, odejmowania, dzielenia i mnożenia, a jednak w szkole trzeba wiedzieć znacznie więcej. tylko jakoś do niczego mi się to dalej nie przydaje. ale cóż... 'szkoła przygotowuje nas do życia w świecie, który nie istnieje' ;)

Posted

Dokładnie, każdy ma trochę inne rozumienie słowa "podstawa". Wybaczcie, ale mój najkrótszy dzień w szkole trwa do 18 i potem NIE CHCE mi się przebrnąć przez coś, co mnie nie fascynuje.

Posted

[quote name='Soko']
Nie rozumiem czym różni się czytanie Llosy od czytania Sienkiewicza, oboje wzbogacają słownictwo tak samo.
Sienkiewicz, gdyby czytał Llosę, to by się w grobie obrócił, że go do takiego "mięcha" porównano :D
**
Prawda jest taka, że niektórzy autorzy, niektóre tytuły, mają przechlapane, bo je wciągnięto na listę lektur. Ale ta lista wciąż się zmienia, a co za tym idzie, trudno mówić o stałym kanonie - jedne lektury mają więcej, inne mniej szczęścia (poza oczywiście takimi kamieniami milowymi, jak Bogurodzica, Kochanowski, Mickiewicz itd.).
Teraz zresztą poloniści mają więcej swobody w doborze lektur dodatkowych. U mojej córki np. przerabiano Agatę Christi - i była to propozycja uczniów.

[quote name='LadyS']Przeraża mnie takie podejście obecnej młodzieży, choć sama kilka lat temu skończyłam szkołę i tego nie było...
A mnie się wydaje, że zawsze tak było :) "Pan Tadeusz" w ósmej klasie - matko i córko, jakie to były flaki z olejem. A później mi się spodobał - do pewnych lektur trzeba po prostu dojrzeć.

Posted

To, że Sienkiewicz więcej wkładał w swoje książki nie znaczy że ludzie, którzy lepiej od niego odbierają Llosę mają ubogie słownictwo (tego dotyczyło porównanie) :)

Posted

Oczywiście, co nie zmienia faktu, że coraz więcej jest ludzi, którzy po prostu nie rozumieją wielu frazeologizmów, metafor, porównań, a i słownictwa (oklepany przykład: słowo "bynajmniej" zamiast "przynajmniej"). Są książki współczesne, które są godne uwagi - nie zaprzeczam, choć w moim odczuciu im dalej, tym gorzej ;) Co nadal nie zmienia faktu, że uważam, że książki współczesne niejednokrotnie mają uboższe słownictwo i to widać. I nadal uważam, że chwalenie się tym, że nie przeczytało się książek jest szczeniackie :roll: Widać też dookoła, że ludzie więcej czytają źrodeł internetowych, niż książek - a błędy ortograficzne, interpunkcyjne, gramatyczne przerażają.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...