Albert Posted January 31, 2011 Posted January 31, 2011 Zadalem takie pytanie, mailem dziś: przepraszam że jeszcze pytam, wie Pan że to sa trudne momenty. Dziekuje za wyjaśnienia, chęc pomocy ( Nolly owczarek 6 lat z piatku ). Wiem że ma Pan ogromne doświadczenie i bardzo dobrą opinię. Nurtuje mnie tylko jeszcze jedno, w dniu operacji, dowiedzialem się że jest krwawiacy rak watroby oprocz sledziony i jest nieoperacyjny. Ze musimy psa uspic. Ze nie ma wyjscia innego. Gdybym wtedy powiedzial ze prosze usunac guza watroby ( nie powiedzialem tak poniewaz guz byl nieoperacyjny )? W sobotę powiedzial Pan że technicznie to dałby Pan radę, jednak pies by tego nie przezyl, ze Pan to gwarantuje. Ale czy nie warto bylo sprobowac? Tak sie czuje jakby nie dostała tej szansy. Gdybym wiedzial ze technicznie jest operacyjny poprosilbym. Czy byl wiec operacyjny czy nie? Czy to bylo naprawdę jedyne wyjscie? Wiem że ma Pan podejscie i do zwierzaków i wlascicieli, bede wdzięczny za odpowiedz. Bez psa nie mozemy żyć, kupilsmy owczarka z hodowli na Goclawiu. Rozpaczamy a nowy maluch nie jest niczemu winny. Ufam Panu i będę odwiedzał z nowym psem, to jest dowod. Wierzę że nie bylo innego wyjscia, w koncu tak Pan powiedzial. Za odpowiedz z gory bardzo dziękuję. Juz nie chcialem dzwonic, dlatego pozwolilem sobie na ostatni email. Wiem ze to smutny mail ale wielu zwierzakom ratuje Pan zycie i to naprawdę jest godne uznania. Odpowiedz ( krotka, telefonicznie rozmawialismy w sobotę dłuzej, jednak dosc wyczerpujaca ). Panie Albercie,akurat jestem trochę zajęty ale pragnę sprostować to co powiedziałem.Mianowićie padło stwierdzenie że technicznie mógłbym guz usunąć.Miałem na myśli to,że usunięcie spowodowałoby natychmiastową śmierć zwierzęcia,stąd nazwa "nieoperacyjny" Guz przerastał duże naczynia tzn aortę brzuszną i na prawdę wyjścia nie było." KONIEC Więc Dlasze rozwazania to juz zadręczanie, muszę się chyba pogodzić. Pytac mozna by bez konca, czy nie warto bylo sprobować i pies by nie przezyl, moze to lepsze od uspienia. Ale to juz chyba bez sensu. Lekarz widział gdzie jest guz i ze nie jest do usunięcia. Gwarantował że nie przezyłby operacji. Krwawił więc zaszycie to ubytek krwi, operacja = sie smierc. Wet (nazwiska nie podaję) Quote
Albert Posted January 31, 2011 Posted January 31, 2011 Mam w zasadzie tylko jedno pytanie. Wiemy, już ze rak watroby był nieoperacyjny. Cytat Veta: "usunięcie spowodowałoby natychmiastową śmierć zwierzęcia,stąd nazwa "nieoperacyjny" Guz przerastał duże naczynia tzn aortę brzuszną i na prawdę wyjścia nie było" Skoro efekt operacji jest ten sam co uśpienia, dlaczego się nie podejmuje jednak operacji? Ona juz byla na stole, otwarta i przygotowa do operacji sledziony ( raka watroby zobaczyli po otwarciu ) Nadal sobie wyrzucam, że się zgodziłem, a nie poprosilem o probe usunięcia nieoperacyjnego guza watroby, krwawiacego, ktory ma spowodowac smierc mojej przyjaciolki. Pytanie, ktore mnie przesladuje, to dlaczego się operacji lekarz nie podejmuje, skoro efekt ten sam koncowy ( odejscie )? Czy naprawdę zero szansy, najmniejszej nie ma i dlatego? Mam przyjac tą wiadomość? Nie miec wyrzutów? Czy ktoś to rozumie? Quote
sleepingbyday Posted January 31, 2011 Posted January 31, 2011 no to już wiemy... albert - nowy pies - nowe wyzwanie. ale to nie znaczy, ze rach ciach przestaniecie tęsknić, wspominac i przede wszystkim żałowac, cierpieć. ale zajęcie sie nowym pomoże wam przetrwac ten trudny czas. Quote
Albert Posted January 31, 2011 Posted January 31, 2011 Tak to prawda. Mam juz odpowiedz od lekarza. Uspokoiła mnie. " Nie mógł zrobić tej operacji.Kazdy lekarz ma jakies tam doswiadczenie i mniej wiecej orientuje sie co moze zabic pacjenta .Sa pewne struktury w organizmie ktore sa nienaruszalne.Ja operowalem Panskiego psa w przeswiadczeniu,ze wynik bedzie pozytywny ale okazalo sie inaczej .Osobiscie uwazam ,ze naleze raczej do tych odwaznych operatorow i potrafie podjac ryzyko.W wypadku Pana pieska pozostalo mi tylko go uspic lub zaszyc ale prosze mi uwierzyc ,ze po tym co zobaczylem jego koniec byl nieuchronny i bardzo bliski,zupelnie nie potrzebnie by cierpial Proba odciecia tego guza bylaby nieetyczna bo skazywalaby psa na vivisekcje czyli sekcje zwlok wykonywana na zywym zwierzeciu a to zmienia lekarza w sadyste.Przepraszam ,ze opisuje tak dobitnie ale wiem ,ze Pan rozumie co mam na mysli.Osobiscie cenie Wlascicieli o takim podejsciu do zycia swoich pupili jednak przychodzi mi czasem stanac jako wyrocznia i spelnic swa powinnosc.Nie jest to dla mnie mile zadanie ale tak juz ten swiat jest urzadzony.Gorsza rzecza byloby dla mnie patrzenie na niepotrzebne cierpienie zwierzecia i wyrzuty sumienia z powou zludzen jakie zapewne by Pan mial.Gdybysmy go nie operowali prawdopodobnie tez by juz odszedl .Pan zrobil wszystko co mozna bylo zrobic wiec prosze nie miec wyrzutow sumienia.". Otrzymałem też piękny list na priv, za ktory bardzo dziękuję! Z bardzo podobną*sytuacją. Wiem, że nie jestem sam i że niestety muszę*się*pogodzić. Lekarz nie mógł tej operacji wykonać. Konsultowałem jeszcze z Chopina i też potwierdzili definitywną konieczność. Zacytowałem, aby każdy, kto stanie, nie zadręczał się jak ja. Kochamy swoich przyjaciół, jak dzieci, jak siostry, braci. Ważne aby kazda chwilę, jaką spedzamy z ukochanymi psiakami, ale tez rodziną wykorzystać. Miłość jest wieczna i na zawsze pozostanie między nami. Kiedyś się spotkamy a teraz, pies jest gdzieś, gdzie nie cierpi. Będziemy nawzajem o sobie myśleć. --wiadom. oryg.-- Quote
sleepingbyday Posted January 31, 2011 Posted January 31, 2011 to b. ładnie z jego strony, ze tak wyczerpująco napisał. widac ma szacunek dla psa i właściciela. Quote
ma_ruda Posted January 31, 2011 Posted January 31, 2011 Albert, bardzo możliwe, że u Twojej suni wystąpił taki sam problem jak u mojej- czyli rozrośnięty guz, którego nie dało się wyciąć. Jeżeli tak, to dla mnie informacja "twojego" lekarza tez jest ważna; moja Punia była operowana w "zwykłym" gabinecie weterynaryjnym ("zwykłym" czyli nie w renomowanej klinice); niejednokrotnie zastanawiałam sie, czy to nie przesądziło o wyniku operacji, czy może gdzie indziej poradziliby sobie z tym "wrośniętym" guzem. Wprawdzie wtedy nie miałam wyboru, bo tak jak pisałam pierwszy lekarz (właśnie w jednej ze znanych krakowskich klinik), który postawił diagnozę sugerował wyłącznie eutanazję. Ze względu na stan Puni nie miałam już czasu na konsultacje z innymi wetami. Mimo, że opreacja nie uratowała Puni, byłam wdzięczna temu lekarzowi, że się jej podjął. Jeżeli dobrze wtedy zrozumiałam, pytał czy chcę, zeby wybudzić psa; oczywiście chciałam! na szczęście zwyciężył rozsądek. Zdawałam sobie sprawę, że to skazałoby Punię na kolejne godziny cierpienia a jej odejście za Tęczowy Most było nieuniknione. Cieszę się, że Twoja sunia ma następczynię. Zgadzam się z sleepigbyday, że " to nie znaczy, ze rach ciach przestaniecie tęsknić, wspominac i przede wszystkim żałowac, cierpieć", ale wiem, że będzie łatwiej- sama przez to przeszłam a właściwie przechodzę, bo jak widzisz mimo upływu czasu (4 lata i 5 miesięcy) nadal wracam do tamtego dnia i wciąż próbuję zrozumieć "dlaczego?....". Fraszka, która jest ze mną 4 lata i 1 miesiąc pozwoliła mi wrócić do normalnego funkcjonowania ale nie pozwoliła zapomnieć. Quote
sleepingbyday Posted February 1, 2011 Posted February 1, 2011 no, ja tak pisze, bo też mam to za sobą... Quote
MiK-Jozefow Posted February 1, 2011 Posted February 1, 2011 Jak u większości na tym wątku, tak jak i u mojego psiaka miesiąc temu usunięto guz śledziony razem ze śledzioną. Guz miał średnicę 15x20cm i nie dawał kompletnie żadnych objawów. W święta Kleksowi powiększył się brzuch, ale w pierwszym momencie myślałam, że dostał akiegoś wzdęcia. Następnego dnia nic się nie poprawiło, pojechaliśmy do weterynarza- najpierw rtg, badania krwi, usg i okazało się, że jest to ogromny guz śledziony. Byłam załamana :( Następnego dnia operacja wiążąca się z dużym ryzykiem, czy da się guza usunąć. Ale innego wyjścia nie było. Jakby pękł mogłabym stracić psa... :( Podczas operacji wyszedł do mnie Pan doktor, poprosił na sale i powiedział, ze guz jest ogromny, otoczony naczyniami krwionośnymi, przylega do ściany żołądka i wciągnął do siebie trzustkę. Powiedział, że będzie robił wszystko co w jego mocy, aby wypreparować naczynia, nie uszkodzić ścian żołądka i bezpiecznie uwolnić trzustkę, ale muszę sie liczyć z tym, że sie nie uda. Nie mogłam w to uwierzyć, ale na szczęście operacja przebiegła pomyślnie i udało się wyciągnąć to paskudztwo. Niestety nie zrobiłam badania histopatologicznego, nie wiedziałam, że trzeba, byłam zbyt szczęśliwa, że udało się usunąć guza, a do tego lekarz powiedział, że to chłoniak naczyniako-mięsak i nie ma sensu :( Dopiero później jak już pies doszedł do siebie po operacji, trochę odetchnęłam, zaczęłam o tym czytać, dowiedziałam się, że jest możliwość chemioterapii, ale najlepiej wiedzieć jaki to nowotwór :( Od wczoraj psiak zrobił się smutny, zrobiliśmy badania krwi, wyszły podwyższone leukocyty i bardzo wysokie próby wątrobowe :( Na jutro jedziemy do dr Marcińskiego na usg, modle się żeby nie było żadnych przerzutów :( Później jesteśmy zapisani na wizytę do dr Jagielskiego... Tak bardzo się boję :( Quote
sleepingbyday Posted February 1, 2011 Posted February 1, 2011 MiK, koniecznie napisz, co Marciński, no i co Jagielski. weź może na wszelki wypadek do Marcińskiego wypis pooperacyjny. trzymamy kciuki! Quote
MiK-Jozefow Posted February 1, 2011 Posted February 1, 2011 Tak zrobię... Nie mogę tylko patrzeć jaki jest smutny, tak bym chciała mu pomóc a sama nie umiem :( Na szczęście apetyt ma, normalnie się wypróżnia, tylko te wyniki krwi i jego posmutnienie mnie martwi :( Quote
3 x Posted February 1, 2011 Posted February 1, 2011 kurde tak czytam i powtarzajacy sie objaw to wzdęty brzuch a michał nie miał wzdętego a guza wielkosci ludzkiej pięści damskiej czyli tez niemały MiK Jozefów, trzymam kciuki aby to były przerzuty nam tez mówili ze to guz nowotworowy a na histopatologicznym badaniu wyszło, że nie szkoda ze nie przebadałas histop. chociaz i tak nie spała byś spokojniej bo my teoretcznie wiedzac, ze to nie nowotwór i tak micha kontrolujemy ale zawsze to w głowie mamy inaczej a bez badania odliczlibysmy te 6 m-c które by mu zostały po wycieciu guza i tak jak mówi sbd - napiszecie koniecznie co powiedział Marciński ! leukocyty moze miec podwyzszone po wycieciu śledziony, to normalny objaw nijak nie wiem jak sie do tego mają podwyzszone próby watrobowe ale leukocyty jak sie nie ma sledziony to sa podwyzszone Quote
ma_ruda Posted February 1, 2011 Posted February 1, 2011 [quote name='3 x']kurde tak czytam i powtarzajacy sie objaw to wzdęty brzuch a michał nie miał wzdętego a guza wielkosci ludzkiej pięści damskiej czyli tez niemały [/QUOTE] 3x, wzdęty brzuch u mojej Puni to był pierwszy alarmujący objaw, który skłonił weterynarza do zrobienia USG- wtedy guz zajmował juz 2/3 jamy brzusznej. Sądzę, że musiał rozwijać się dużo wcześniej, tylko nie dawał żadnych charakterystycznych objawów.Może gdyby mi przyszło do głowy, żeby zrobić USG kilka miesięcy? tygodni? wcześniej, to byłaby szansa na ratunek? MiK Józefów, trzymam kciuki:thumbs: z nadzieja, że wyniki będą w porządku. Quote
Lulka Posted February 2, 2011 Posted February 2, 2011 u nas dobrze na szczescie, to nie nowotwór! ufff:) Quote
MiK-Jozefow Posted February 2, 2011 Posted February 2, 2011 A u nas coraz gorzej, w nocy Kleks dostał jakiegoś skurczu, cały zezsztywniał na chwile... myślałam że to koniec... Wsiedliśmy w samochód i pędem do weterynarza :( (jeszcze policja nas złapała za przekroczenie prędkości) Dostał leki przecwibólowe i przeciwkrwotoczne i kazano nam czekan na usg u Marcińskiego. Rano bez zmian, znowu pojechaliśmy do weterynarza, powtórzył badania krwi, w ciągu dwóch dni pogorszyły się o połowę :( zrobił usg na szybko i jak dla niego w jamie brzusznej jest Meksyk. Tylko, że nie jest w tej dziedzinie specjalistą i czekamy do 17 na Marcińskiego. Mały cały czas leży pod kroplówką, jest na środkach przeciwbólowych a ja jestem bezradna :( Zupełnie nie wiem co zrobić, I tu znowu pojawia się najtrudniejsza dycyzja, co dalej :( Do Jagielskiego jesteśmy zapisani na 10 lutego, nie ma miejsc wczesniej, a my nie możemy tak dlugo czekać :( Jeszcze nieszczęsne 2 godziny to USG :(:(:(:(:( Quote
sleepingbyday Posted February 2, 2011 Posted February 2, 2011 o kurde balans :-( :-( trzymajcie sie mocno!!! i wymuście na jagielskim wczesniejsza wizytę!!! albo na innym onkologu, jak się nie da, niech konsultuje z chirurgiem, jakby co. sytuacja podbramkowa, nie ma co czekac na termin! Quote
MiK-Jozefow Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 Pojechaliśmy na 17 na usg, mały zaczął ok 15 wymiotować. Na USG okazało się, że guzy są wszędzie, jeden nawet jest wielkości 6x8 cm :( Do tego nastąpił krwotok wewnętrzny, dlatego z dnia na dzień tak spadały wyniki krwi... Jak powiedział doktor "Nic się nie da już zrobić" Kleks zaczął już oddawać mocz pod siebie, nie mógł się podnieść. Podjęliśmy decyzję :( Najstraszniejszą decyzję w moim życiu :( Nie wiem co ze sobą zrobić, nie mogę się uspokoić, nie wierzę że już go nie ma. Że nigdy nie przybiegnie, nie wskoczy na łóżko, nie położy główki na mój brzuch, nie będzie mnie zaczepiał do zabawy :( Nie wierzę :( :( :( ;( :( :( :( Quote
sleepingbyday Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 MiK, o matko.... bardzo, bardzo mi przykro. ------------------------------ w sumie nie da sie nic więcej powiedziec, ale - ja kiedyś z tą decyzja zwlekałam bezsensownie, nie umiałam jej podjąć. cos sobie tam tłumaczyłam, że nie moge decydowac za nią. w efekcie jestem winna dręczenia swojej własnej suki i tego sobie nigdy nie zapomnę. ta decyzja jest najstraszniejsza, ale dla nas. wobec psa jest wyrazem naszej bezwarunkowej miłości, jeśli damy mu odejść w sytuacji, kiedy życie jest straszniejsze niż śmierć. niestety to ci pomoże dopiero później, teraz tylko boli. Quote
ramzes01 Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 To jest straszne. jak ktoś tego nie przeżył to nie wie jak to boli. Ramzesa nie ma już tydzień. ciągle nie mogę się do tego przyzwyczaić. mówicie żeby robić badanie histopatologiczne, a tak szczerze to chyba tylko po to, aby żyć w wiedzy co boli naszego psiaka. powiem wam szczerze mam 18 lat jeszcze się ucze w domu się nie przelewa. podjeliśmy się operacji Ramzesa, nawet jakby się udało to nie robił bym badania histopatologicznego a to z 3 powodów: nie stać mnie na nie gdyż ono nie uleczy psa, jakby coś wykazało to i tak nie stać by mnie było na chemioterapię (niestety :() a trzeci powód to taki, że wolałbym żyć w nieświadomości biorąc pod uwagę że były przeżuty, i cieszyć się z psem z każdej chwili, niż przeżywać że jest chory i może odejść w każdej chwili. oczywiście to chodzi tylko o mnie, bo jeśli ktoś zarabia przyzwoite pieniądze i stać go na to, to byłby głupcem jeśli nie chciałby ratować swojego przyjaciela nie nadszarpując budżetu. możecie mnie powiedzieć czysto z ciekawości ile kosztuje chemioterapia? Quote
mala_czarna Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 [quote name='ramzes01'] możecie mnie powiedzieć czysto z ciekawości ile kosztuje chemioterapia?[/QUOTE] W przypadku chemioterapii nie ma jednego, okreslonego i stałego kosztu. To zalezy od wagi psa, od częstotliwości podawania chemii, od przyjętego protokołu, itp., itd. Ja leczyłam chemioterapią moją sznupkę mini. Chemioterapia, z przerwami oczywiście, trwała ok. 3 lat. Razem z lekami wspomagającymi, z badaniami, które poprzedzały chemię, to tak ogólnie koszt się zamknął w około 13 tysiącach złotych. Ale jak mówię; liczę wszystko. Mówisz, żeby nie robić badania histopatologicznego? Nie zgadzam się. Dzięki niemu lekarz może podjąć odpowiednie leczenie, wdrożyć właściwe leki. To badanie jest wręcz konieczne. Quote
3 x Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 [quote name='mala_czarna']Mówisz, żeby nie robić badania histopatologicznego? Nie zgadzam się. Dzięki niemu lekarz może podjąć odpowiednie leczenie, wdrożyć właściwe leki. To badanie jest wręcz konieczne. zgadzam sie całkowicie, to bardzo wazne badanie Quote
sleepingbyday Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 13 tysięcy, z robocizna tak zwaną, każdym kosztem weterynaryjnym, transportem, badaniami raz na jakiś czs itd. to daje średnio 360 miesięcznie. może być kogoś stac, moze nie. a co do histopatologii, to oczywiście, ze przydatna, zycie pisze rózne scenariusze przecież, nie tylko takie, jak mówi ramzes. bo przeciez nowotwory sa mniej i bardziej złośliwe. a np w takiej sytuacji, jak mojej zośki - guzek na śledzionie okazał się krwiakiem (rósł). ale zrobiłam histopatologię, i co, okazało się, ze w krwiaku cos było - krwiak narósł na jakims tworze. guzek wraz z krwiakiem był mały, wycięto go jak mierzył ok 1 cm - więc b. wcześnie. jesli nie zrobiłabym histopatologii - a wyszło, ze to zmiany nie mające cech jakiegokolwiek nowotworzenia, to bym nie wiedziała czy usuniecie guzka kończy sprawe, czy ew. za jakis czas cos może urosnąc, bo już raz urosło. a tak wiem. a swoją drogą znałam kiedys psa (mieszkał w kamienicy, wkórej pracowałam), wielki, biały duch, dziadek. miał raka nosa, na naświetlania jeździli z nim do szwajcarii.... Quote
mala_czarna Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 [quote name='sleepingbyday']13 tysięcy, z robocizna tak zwaną, każdym kosztem weterynaryjnym, transportem, badaniami raz na jakiś czs itd. to daje średnio 360 miesięcznie. może być kogoś stac, moze nie. [/QUOTE] Musiałam brać pożyczkę. Ale tak czy siak, poszłabym zbierać stare szmaty, puszki, albo butelki. Quote
MiK-Jozefow Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 Ja nie zrobiłam badania, ale tak jak mówił chirurg, tak i powiedział dr Marciński. To musiał być naczyniako- mięsak, że to się rozrosło w tak zatrważającym tempie... :( Quote
mala_czarna Posted February 3, 2011 Posted February 3, 2011 [quote name='MiK-Jozefow']Ja nie zrobiłam badania, ale tak jak mówił chirurg, tak i powiedział dr Marciński. To musiał być naczyniako- mięsak, że to się rozrosło w tak zatrważającym tempie... :([/QUOTE] Bardzo mi przykro z powody straty psiaczka, wiem jak to bardzo boli :( Tak, rzeczywiście, czasem nie da rady już zrobić badania, bo niczego to nie zmieni. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.