sleepingbyday Posted October 14, 2009 Posted October 14, 2009 mala czarna, weź mi jak krowie na rowie wytłumacz, o co chodzi, bo nie pokapowałam związku między jednym a drugim :oops:. zdarza się, mózg juz nie ten :evil_lol: Quote
szokusia Posted October 14, 2009 Posted October 14, 2009 Beti jest juz w domu,co do badan ma wykonanych kilka i tyle mi one daja ,jutro jade na zastrzyki na razie musi je brac ,zalatwia sie ladnie ,jesc chce,pic to normalka u niej ile by sie nie dalo to wypije ale od dzis ma ograniczenia ,dieta nadal.sunia jak mnie zobaczyla to sie cieszyla mam nadzieje ze nie tylko dlatego ze bylam ale tez rozumie ze te meczenie jej jest dla dobra jej ,zreszta nadal wchodzi na zastrzyk bez smyczy.WBC jesli ktos sie zna to najbardziej ukazuje ze zle jest 35.3 norma 9-10. Quote
mala_czarna Posted October 14, 2009 Posted October 14, 2009 sleepingbyday napisał(a):mala czarna, weź mi jak krowie na rowie wytłumacz, o co chodzi, bo nie pokapowałam związku między jednym a drugim :oops:. zdarza się, mózg juz nie ten :evil_lol: To nie o Twój mózg chodzi tylko o moje luźne skojarzenia ;) Chodziło mi o to, że niektórzy lekarze zabierają się za leczenie, o którym nie mają zielonego pojęcia. Wet, o którym pisałam wcześniej, rozpoczął leczenie chemią bez uprzedniej biopsji węzła chłonnego, rozpoznanie wziął z sufitu, po czym wyjechał na urlop. Wiele psów spisuje się na straty tylko z tego powodu, że niektórym lekarzom nie wypada przyznać się do nieznajomości problemu, bądź odesłania do odpowiedniego fachowca. Quote
3 x Posted October 14, 2009 Posted October 14, 2009 mala_czarna napisał(a):To nie o Twój mózg chodzi tylko o moje luźne skojarzenia ;) Chodziło mi o to, że niektórzy lekarze zabierają się za leczenie, o którym nie mają zielonego pojęcia. hmm, u michała jeden wet rozpoznał powiększone serce na podstawie badania usg po czym przypisał mu lek na serce - vetmedin suma sumarum okazało się ze michal miał guza na sledzionie a dawkę vetmedinu to hmm, za przeproszeniem, mógł sobie w d*pe wsadzić, skutecznośc byłaby taka sama jakby łykał do jego wagi powinien brac 3-5 x większa dawkę, wiec gdyby miał faktycznie chore serce to uż by go raczej nie było badania usg nie udało nam się uzyskac od lekaraa gdyz je wyrzucił :crazyeye: (chcieliśmy je zabrac bodajze po 2 tych od wizyty, bo nie wiedzieliśmy ze nikt nie zabrał wyników usg) Quote
sleepingbyday Posted October 15, 2009 Posted October 15, 2009 no nie, co wy mi tu opowiadacie dziewczyny.... jak wyrzucił usg to spokojnie możesz rządac kolejnego albo zwrotu pieniędzy. i abch skarga do izby wet. co to cholera jest, kwitek za naprawę butów, czy twoja własność -wynik badania lekarskiego? ręce opadają.... Quote
3 x Posted October 15, 2009 Posted October 15, 2009 sleepingbyday napisał(a):no nie, co wy mi tu opowiadacie dziewczyny.... jak wyrzucił usg to spokojnie możesz rządac kolejnego albo zwrotu pieniędzy. i abch skarga do izby wet. co to cholera jest, kwitek za naprawę butów, czy twoja własność -wynik badania lekarskiego? ręce opadają.... nam tez opadały ale było to 1. jak byliśmy na urlopie a Michał na wakacjach powiedzmy u "dziadków" 2. 440 km od Warszawy gdzie docelowo Michał z nami przebywa naszą reakcją na inf ze Michał jest chory było przyjęcie do wiadomości co zostało zrobione - inf od "dziadków" Michała po czym jak pojechaliśmy zabrac Michała poszlismy do weta ale po zapas tabletek, bo do głowy nam nie przszyło, ze wyniki badan mogą byc nieodebrane oświeciło nas w warszawie jak zapisywałam michała do kardiologa (bo przeciez chore serce zostało rozpoznane) ze jak bedziemy mieli wynik usg poprzedniego badania to zawsze lepiej, bo jakas podstawa jest itd no i oszczedzamy czas bo w koncu nie musimy powtarzac wszystkich badań no i niestety jak się okazało: na odebranie było juz za późno bo "lekarz" je wyrzucił w sumie przypuszczam, ze Michał niekoniecznie miał u niego nawet założona kartę ale logicznie zaczeliśmy myslec za poźno jak juz sie sytuacja na tyle uspokoiła, ze wiedzielismy ze Michał jest juz pozapisywany do specjalistów ze tak powiem na miejscu no i jeszcze dochodzi do tego fakt ze inf nam przekazywane nie pochodziły bezpośrednio od weta i mogły być, choć nie sadzę zeby były, lekko zmodyfikowane a na pewno zabarwione emocjolalnie bo "dziadkowie" też mają słabość do Michała ;) wyszło jak wyszło, dobrze ze tutaj trafiliśmy na panią Kasię :) jutro mamy znac wyniki histopatologii no i badamy kontrolnie krew :) a jeszcze tak napisze, ze juz tutaj na miejscu ta sama klinika ale inna wet nam się trafiła (współwłascicielka ale nie ma to chyba znaczenia) nie dostaliśmy od niej zadnego wydruku co podała, zalecenia podała słownie itd a od pani Kasi zawsze dostawalliśmy wszystko, jedynie wyniki krwi zatrzymywała do porówniania dlatego tez jutro jedziemy na badanie krwi bo wiemy ze ona ma dyzur :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Quote
mala_czarna Posted October 15, 2009 Posted October 15, 2009 3 x napisał(a):hmm, u michała jeden wet rozpoznał powiększone serce na podstawie badania usg po czym przypisał mu lek na serce - vetmedin suma sumarum okazało się ze michal miał guza na sledzionie a dawkę vetmedinu to hmm, za przeproszeniem, mógł sobie w d*pe wsadzić, Mnie tak załatwił kiedyś lekarz w malutkiej przychodni na Woli. Po chemii, kiedy moja niunia niemal całkowicie wyłysiała, na grzbiecie zaczęła jej się robić brzydka ciemna plama. Taki placek jakby, który szybko się powiększał. Akurat tego weta miałam najbliżej, poszłam, obejrzał to i stwierdził, że na jego oko to grzyb, ale ooda jeszcze zeskrobinę do badania. Nadmieniam, że lekarz został uprzedzony, że suczka jest w czasie chemioterapii. Czekałam na wyniki ponad 7 dni. Mało, że wyników nie dostałam (ale zapłaciłam za nie), to lekarz poinformował mnie, ze własnie dzwonili z ambulatorium i jest to taki, a taki rodzaj grzyba. Dostałam baterię leków, ale coś mnie tknęło i pojechałam z Wiki do mojego lekarza prowadzącego, onkologa. Obejrzał ten niby grzyb, leki jakie zalecił podawać wet, a później postukał się w czoło i stwierdził, że to reakcja alergiczna na wkłucie podczas chemii, a przepisane lekarstwa byłyby dla suczki w czasie chemioterapii zabójcze. Ot i cała historia :roll: Quote
3 x Posted October 16, 2009 Posted October 16, 2009 wiecie co, te wasze kciuki to ... to ja nie wiem jak to się stało ale w badanych wycinkach guza nie stwierdzono komórek nowotworowych :multi::multi::multi::multi::multi: Quote
mala_czarna Posted October 17, 2009 Posted October 17, 2009 3 x napisał(a):wiecie co, te wasze kciuki to ... to ja nie wiem jak to się stało ale w badanych wycinkach guza nie stwierdzono komórek nowotworowych :multi::multi::multi::multi::multi: No to super!!:multi: Quote
sleepingbyday Posted October 19, 2009 Posted October 19, 2009 :eviltong: no i o to chodzi, o to chodzi :multi: Quote
Kinia1984 Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 Wczoraj bylam Z moim Bobkiem na kontrolnym USG po wycieciu guza wraz ze śledzioną...Operacja byla w marcu a dzis... jest przerzut na wezeł chłonny , neo 20mm:-( a myslalam ze bedzie dobrze... Quote
3 x Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 a guz był badany histopatologicznie? ten wycięty Quote
Kinia1984 Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 własnie nie... tuz przed operacja guz sie rozlał... Quote
3 x Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 Kinia1984 napisał(a):własnie nie... tuz przed operacja guz sie rozlał... i ani jednego wycinka nie dalo sie pobrac? czy po prostu lekarz założył ze to nowotwór i tyle? ps. Michała guz był peknięty ale wycinki poszły do badania Quote
Kinia1984 Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 nikt tego nie zaproponowal...a ja nie wiedzialam...tzn nie pomyslalam chyba wtedy o tym bylam strasznie w tamtym czasie załamana...narazie Bobek czuje sie dobrze nawet bardzo...ale co bedzie dalej to nie wiem...strasznie sie boje znowu... Quote
3 x Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 Kinia1984 napisał(a):nikt tego nie zaproponowal...a ja nie wiedzialam...tzn nie pomyslalam chyba wtedy o tym bylam strasznie w tamtym czasie załamana...narazie Bobek czuje sie dobrze nawet bardzo...ale co bedzie dalej to nie wiem...strasznie sie boje znowu... a powiedzieli ci jakie sa rokowania ? bo jesli to ten zlosliy co się rzuca na wszystko potem (czyli ZAWSZE daje przerzuty) to rokowania są średni - 6 miesięcy szkoda ze nie był guz zbadany nic by to nie zmieniło ale miałabyś świadomość co was czeka a niezbadany zawsze daje nadzieję, tylko ja osobiście wolę wiedziec niż się łudzic Quote
mala_czarna Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 Zaraz będzie, że reklamę tym dwóm lekarzom robię, ale w sumie mam do w d... Kinia, zapychaj do Jagielskiego lub Micunia. Jeden i drugi to onkolog. Jeden i drugi szczery do bólu. Może chemioterapia potrzebna, jeśli rokowania będą niezłe. Quote
mala_czarna Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 3 x napisał(a):a powiedzieli ci jakie sa rokowania ? bo jesli to ten zlosliy co się rzuca na wszystko potem (czyli ZAWSZE daje przerzuty) to rokowania są średni - 6 miesięcy Z ta średnią przeżywalnością też rożnie bywa, serio. Moja sznupkowa miłość miała chłoniaka limfoblastycznego - generalnie rokowania złe, złośliwe cholerstwo do bólu. Lekarz powiedział nam tyle: daję rok, może mniej, reszta w rękach boga. Może ktoś nad nią czuwał, bo z chłoniakiem żyła niemal 3 lata. Ja wiem, że każdy nowotwór jest inny, ale póki są nawet minimalne szanse na podjęcie leczenia to nie wolno się poddawać. Quote
Kinia1984 Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 Powiedzieli tylko ze mozna ciac ,dac guz do badania hist-pat i przy okazji ciachnac jajka bo prostata jest bardzo powiekszona 40-45 mm i sa na niej torbieliki (poczatki zapalenia). Ale jesli to przerzut z tego guza ktory sie rozlal to znaczy ze tamten byl zlosliwy i wyciecie tego na wezlach nie spowoduje ze za chwile guz nie pojawi sie gdzie indziej...A gdzie ci dwaj lekarze przyjmuja? Troche boje sie kolejnej narkozy..mimo ze podobno serce Bobus ma silne... Quote
3 x Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 mala_czarna napisał(a):Z ta średnią przeżywalnością też rożnie bywa, serio. (...) wiem, jeden będzie żył kilka miesięcy drugi 3 lata jakos im statycznie wychodzi te 6 miesiecy przynajmniej jak u Michala były podejrzenia tego najgorszego niedobrzelca to nam tak mówiła pani wet. Kasia (która swoj a droga, przez długi czas była "prawa ręką" dr. Jagielskiego ;)) a wydaje mi sie ze dr. Jagieslki przyjmuje m.in w przychodni na Białobrzeskiej Quote
mala_czarna Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 Jagielski przyjmuje na ul. Białobrzeskiej (Ochota) i na SGGW. Micuń w Elwecie ( Al. Niepodległości). Quote
mala_czarna Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 3 x napisał(a): nam tak mówiła pani wet. Kasia (która swoj a droga, przez długi czas była "prawa ręką" dr. Jagielskiego ;)) Kasia teraz w Wawrze przyjmuje. Będę jej wdzięczna do końca życia. Przeprowadziła moja Wikunię za TM u mnie w domu, nie wiozłam malutkiej po klinikach :sad: Quote
3 x Posted October 27, 2009 Posted October 27, 2009 mala_czarna napisał(a):Kasia teraz w Wawrze przyjmuje. Będę jej wdzięczna do końca życia. Przeprowadziła moja Wikunię za TM u mnie w domu, nie wiozłam malutkiej po klinikach :sad: wiem, bo jezdzimy do niej z Michałem :loveu: marysin wawerski to sie chyba nazywa po pracy dojazd potrafi nam zająć poltorej godz ale jestem bardzo zadowolna z jej podejscia do zwierzaków tylko ceny mgliby mieć ciut niższe dle bezśledzionowców :oops: Quote
saJo Posted October 29, 2009 Posted October 29, 2009 Nie mialam odwagi wczesniej pisac, ale 9-go pazdziernika rowniez dowiedzialam sie, ze moj 11-sto letni ONek ma guza na sledzionie. Zaczelo sie wszystko tydzien wczesniej.Po poludniu bylismy na spacerze, a poznym wieczorem ostre wzdecie brzucha i bardzo duza bolesnosc, nie dal mi sie omacac. Juz mialam wizje skretu zoladka, ale sprobowalam wziasc sie w garsc, dokladnie go obserwowalam i w koncu poszlo ku dobremu. Rano poczul sie znacznie lepiej, brzuch troche bolesny, ale juz miekki, poszedl na spacerek, pobiegal z pilka. Wieczorem oslabienie, ale temperatura ok, siku normalne, bez bladosci, moze zbyt duzo pozwolilam mu pobiegac, caly dzien nie jadl. Rano bez zmian. Lecimy do lecznicy, krew na badanie, chirurg omacal brzuch, nic nie wyczul. Bez wynikow prawie bylam pewna, babeszjoza. Druga w tym roku. Watroba i nerki ok, czerwone krwinki obnizone, ale bez tragedii, lekko obnizone rowniez plytki krwii, w rozmazie widac pasozyty. Komplet lekow i cala noc wlewy z furosemidem, zeby plukac nerki. W poniedzialek jest lepiej, czul sie ok, nawet apetyt mial calkiem ok, wprawdzie swojego proplana lososiowego nie bardzo chcial, ale wysokoenergetyczna karme Gnojka zjadl z reki w ilosci calkiem przyzwoitej. Jak na niejadka jest dobrze. We wtorek rano jest jeszcze lepiej, i okolo poludnia nagle pogorszenie, goraczka, pomimo ze od poczatku choroby temperature mial w normie. Jedziemy znowu na poliklinike, Bols wyglada zle, przez kilka dni wprawdzie nie schudl znaczaco, ale wygladal jak bardzo chory pies, taki "zapadniety". Zmieniamy dotychczasowy antybiotyk na tetracykline i pobieramy krew na morfologie i rozmaz, podejrzenie erlichii. Morfologia jest leprza, czerwone krwinki sie odnawiaja ale za to podwyzszone biale. Na drugi dzien wyniki rozmazu pocieszajace, uklad czerwonokrwinkowy sie odnawia, pasozytow nie znaleziono, ale nie wiadomo skad podwyzszone biale. Wracamy do domu z kolejna porcja lekow. Betamox nie dzialal, za wczesnie na wyrazna poprawe po tetracyklinie, czekamy. Bols czuje sie lepiej, jest strasznie slaby, ale widac ze humor mu wraca, proboje podbiegac sobie po kawalku, wacha trawke, juz sie nie zalatwia pod klatka tylko proboje wytrzymac i dojsc do naszej "toalety" po drugiej stronie ulicy. Kolejne pogorszenie, w piatek rano znowu na poliklinice. Cos musi mu dolegac oprocz babszjozy, robimy usg. Nawet nie musialam slyszec diagnozy. Na monitorze najpierw widzimy wodobrzusze, potem pojawia sie na ekranie zmieniona sledziona i duzy, 10 cm guz na ogonie sledziony. Mniejszy z drugiej strony. 10 minut pozniej usg oglada chirurg. Prawie na sile wepchalam mu sie do gabinetu, bo twierdzil, ze nie ma czasu, ale ja chcialam, zeby to wlasnie on operowal. Nie ma wolnej sali chirurgicznej, ale zgodzil sie po poludniu operowac w lecznicy u wspolnej znajomej. EKG wzorcowe, mozna znieczulac bezproblemowo. Pluca, watroba, nerki czyste bez przerzutow. O 19 zeszlam do sali pozabiegowej, Bols spokojnie wybudzal sie w namiocie tlenowym z podlaczonym juz wlewem krwii. Chyba bylam jedna z niewielu osob, ktore cieszyly sie z babeszjozy. Gdyby nie zachorowal, jeszcze kilka miesiecy nie wiedzialabym co sie dzieje (kontrolne usg planowane bylo na przelomie roku). Myslalam, o konsultacji z Jagielskim, ale...bez przekonania, bo nie bylam przekonana do chemioterapii. Moj pies kocha biegac, kocha pracowac (wkrotce wracamy do treningow tropienia), nie zabiore mu tej radosci meczaca chemia. Wiadomo, moze ja zniesc dobrze, ale moze ja tez zniesc bardzo zle, a ja nie chce go na to skazywac, chce zeby cieszyl sie zyciem, nawet jesli przez moja decyzje bedzie zyl troche krocej, bo on nie ma tej swiadomosci. Zreszta kiedys podjelam juz taka decyzje i nie zaluje. Grozil mu paraliz, ale wbrew zaleceniom neurologow, ktorym naprawde ufam, nie zrobilam z niego kanapowego pieska, ktory chodzi na spokojne spacerki na smyczy. No a teraz....teraz o chemioterapii juz nie mysle, bo w badaniu histopatologicznym komorek nowotworowych NIE ZNALEZIONO!! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.