Saite Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 [quote name='Rinuś']hm...ale to była sytuacja gdzie OBYDWA psy były luzem...ponieważ Goldka znam z widzenia to wiem , że jest to pies łagodny...widząć, że Pan nie zapinał swojego psa ja również swojego nie zapięłam bo jestm 100% pewna, że jak powiem "nie wolno" to Brutus nie podejdzie do psa.a nawet jak tamten podbiegłby do Brutusa to nic by się nie stało...mam nieagresywnego psa, tamtego znam z widzenia więc nie miałabym nic przeciwko...jednak obydwa psy są odwoływalne... No nie wiem..może ja mam dookoła mądrych właścicieli i jeśli oni wiedzą, że ich pies może zaatakować to mają psy na smyczy,a jeśli wiedzą że nie zaatakuje to idą luzem....taka jakby zasada... nie liczę wyskoku ONka moich znajomych...ale inny temat. nie wiem czy w tym poście chodziło Ci o ludziach po przejściasch ale idących bez psa?bo jeśli widzę takowych to nie zapinam psa ponieważ Brutus olewa każdego człowieka chyba, że ten zrobi mu "ciupu ciupu jaki ładny piesek" ,a potem piesek skacze i brudzi..ale to juŻ ich sprawa...nikt nie karze wołać obcego psa. O tym już była mowa, że jeśli obie strony wyrażą chęć, by ich psy się razem np. pobawiły, czy w ogóle miały kontakt to ok, nie mieszajmy jednak spraw. Z Twoich postów wyraźnie wyłania się przede wszystkim to, że : 1.Twój pies jest odwoływalny, 2. jesteś pewna jego posłuszeństwa na 100% (osobiście mnie to bawi, 100% zaufania do psa), 3. jest nieagresywny, więc może chodzić luzem i np. wywoływać (nawet jeśli irracjonalny to mają do niego prawo) strach wśród ludzi, którzy psów się boją, bo Ty wiesz lepiej i psa nie zapniesz, żeby czuli się komfortowo do czego też mają prawo, 4. Twój chodzący "wolno" pies ma prawo skakać na osobę, która zwróciła jego uwagę, przywołała go etc. wspominając o tym jakoś nie dodałaś, czy go wtedy odwołujesz,wydajesz komendę "nie wolno" wnioskuję, że nie skoro wg. Ciebie "to już ich sprawa" a co, gdy pies przewróci z radości np. dziecko, albo starszą osobę? To wtedy też będzie to sprawa kogoś tam, tak? W ogóle dla mnie skaczący pies, szczególnie na obcych ludzi, nie może uchodzić za posłusznego, dobrze ułożonego. I wychodzę z założenia, że to właściciel jest odpowiedzialny za reakcje psa, bo je zna, a obca osoba nie musi wiedzieć, co ją spotka nawet, gdy nieproszona, sama wchodzi w interakcję z obcym sobie psem. Taki już nasz-właścicieli psów los. Mnie nie przekonują absolutnie Twoje argumenty o jakiejś zasadzie, że jak człowiek ma psa, o którym wie, że innego nie zaatakuje, to może sobie ów pies być bez smyczy,a ten co ma psa irytującego się na widok innych psów, ma go trzymać na uwięzi. Po raz kolejny postuluję, by psy bez względu na rasę były w miarę możliwości w miejscach publicznych na smyczach, mnie nie obchodzi procentowy stopień czyjegoś tam zaufania do swojego psa, ja chcę jedynie, aby nie było dyskryminacji i aby niepotrzebnie nie wywoływać między psami konfrontacji, podczas, których mogą ucierpieć także ludzie, bo o to naprawdę przy obecnym zagęszczeniu ludzi i psów nie tak trudno. Chociaż może niektórych z tymi łagodnymi, bezsmyczowymi pieskami przekona dopiero taki argument, gdy jakiś agresywniejszy psi osobnik, nie lubiący towarzystwa obcych psów, które naruszają jego przestrzeń,a będący na smyczy rozprawi się z takim o to idealnym odwoływalnym psiakiem i wtedy tacy właściciele pojmą dlaczego powinni swoje przemiłe, łagodne psy także mieć na smyczach, czasem atak to naprawdę kwestia ułamka sekundy, różnicy "paru" centymetrów odległości. I jeszcze jedna rzecz: absolutnie każdy pies w pewnych okolicznościach może stać się agresywny, może sobie kochać cały świat i trafić w końcu na innego psa, z którym wejdzie w konflikt. Dlatego nie ma co się pysznić i wyrzekać smyczy. Quote
BeataG Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Saite, zastanów się, co piszesz. Miejscem publicznym jest każde miejsce, do którego ma dostęp nieograniczona liczba ludzi. Czyli według Ciebie nie powinno się spuszczać psa w pustym parku, na pustej łące etc. No to chyba jakaś paranoja! Owszem, ktoś może się bać psa, ale jeśli ktoś się boi psa, który bawi się 50 metrów od niego, to to już jest fobia, a fobię się leczy. Ja się mogę np. bać idącego z naprzeciwka faceta, czy to znaczy, że on ma z tego powodu chodzić w kajdankach? No sorry, ale przegięłaś. :angryy: Quote
Berek Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Może nie w kajdankach a w ochraniaczu... na wiadome części... :lol: :evil_lol: Quote
WŁADCZYNI Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Wyglądam (chyba) na nieszukającą atrakcji, dlatego nie rozumiem stawania kilkadziesiąt metrów ode mnie i puszczania swojego psa luzem, żeby się pobawił z pieskiem, bo jemu pewnie jest przykro, że biega sam. Dlatego ja jestem coraz bliżej zrobienia sobie jaskrawo pomarańczowej/zielonej koszulki z napisem PRACUJE i szelek z takim napisem dla Su. Może wtedy poszukiwacze towarzystwa pójdą...sobie. A już za szczyt bezczelności uważam pretensje do mnie że czyjś pies się nie słucha - bo ja się bawie z Su i jego pieska to rozprasza. :angryy: I nie, jego pies nie potrzebuje zabawek bo jest duży i on woli się bawić z innymi psami, na pytanie dlaczego więc pies podbiega pan właściciel nie raczył odpowiedzieć tylko odszedł urażony:mad: SM nie kradną zabawek, są dobrze ułożeni:cool3: Quote
Juliusz(ka) Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 WŁADCZYNI - a jednak zostało Ci trochę wiary w ludzi:diabloti: zakładasz, że Pan/Pani, do którego/której nie dociera, że ma zabrać psa pomimo próśb, gróźb a nawet brutalnego przegonienia jego/jej zwierzaka - potrafi czytać? :evil_lol: Więcej nawet - przeczyta, ZROZUMIE i się ZASTOSUJE? Ty daj znać, czy u Ciebie się sprawdzi:evil_lol: - jak będziesz miała efekty, to ja natychmiast szyję sobie taką samą :D Quote
Saite Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 BeataG, co ma pusta łąką do tego? Świat niestety nie składa się tylko z pustych łąk.Tak ciężko pojąć sens mojej wypowiedzi? Ja nawiązywałam zresztą do poprzedniej, może stąd ta niejasność, jeśli się wszystkiego nie przeczytało. Cała kwestia opiera sie na tym, że nie każdy może sobie życzyć, aby w jego otoczeniu biegał pies bez smyczy. Ja np. mam dość opędzania się od "nieagresywnych" psów, którym właściciele na to pozwalają, albo "mają czas" na reakcję. Ludzi z różnymi fobiami jest sporo i póki co przymusowego leczenia nie wprowadzono, ja szanuję to, że ktoś może się bać dużego zwierzęcia, nie dyskryminuję takich osób i tyle i nie czuję, abym przegięła, bo nie mieszkam na łące ani w parku, a psy biegają sobie same, właściciel gdzieś tam z tyłu idzie z przekonaniem, że jakby co to swojego psa odwoła, biegają te psy gdzie chcą i tak być nie powinno. Teraz jaśniej mam nadzieję się wyraziłam. Ja się odnoszę do tego, co mam na co dzień, do realiów życia w dużym zapsionym mieście, a nie komfortu biegania po olbrzymiej łące. I nie rób ze mnie jakiegoś paranoika, bo trochę inaczej niż miałam w zamyśle zinterpretowałaś mój przekaz i wysnuwasz taką ocenę. Quote
Berek Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Jest jeszcze pytanie gdzie biegaja te psy, co de facto robią i w jakiej odleglości od chodnika / ścieżki się znajdują. Odmawiam opcji "skuwajmy wszystkim ręce kajdankami bo a nuż kto zlodziej". :lol: Quote
BeataG Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Saite napisał(a):Ja się odnoszę do tego, co mam na co dzień, do realiów życia w dużym zapsionym mieście, a nie komfortu biegania po olbrzymiej łące. Ja też. Mieszkam w centrum Warszawy, więc chyba jednak większego i bardziej zapsionego miasta w Polsce nie ma. I nie widzę powodu, żeby w mało uczęszczanych parkach karne, nieagresywne i będące pod kontrolą właścicieli psy nie mogły być spuszczane ze smyczy, bo ktoś się boi psa bawiącego się w odległości kilkudziesięciu metrów. Mówisz o miejscach publicznych, a takim jest każde, do którego ma dostęp nieograniczona liczba ludzi, dlatego zaprotestowałam. I jak najbardziej jestem za tym, żeby na smyczy były psy podbiegające bez pozwolenia do ludzi lub innych psów, psy agresywne, psy, których właściciel nie jest w stanie w każdej chwili przywołać i zapiąć na smycz. ALE NIE WSZYSTKIE PSY BEZ WYJĄTKU! Zgadzam się z Berek. A jeśli Ty się nie zgadzasz, to pierwsza załóż sobie kajdanki, bo przecież Tobie też może odbić i możesz chcieć kogoś okraść, zadźgać nożem albo udusić i ja mam w myśl Twoich słów dokładnie takie samo prawo obawiać się ataku z Twojej strony, jak Ty ze strony moich psów! :angryy: Quote
Saite Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Widzę BeataG, że jesteś mistrzynią interpretowania cudzych słów totalnie po swojemu, nie wiem skąd u Ciebie to ciągłe wspominanie o tych kilkudziesięciu metrach, to nie moja wstawka, ale jak tak bardzo są Ci te metry bliskie, to policz ile psu zajmuje ich pokonanie. O parkach też nic nie wspominałam, a Ty notorycznie się do tego odnosisz, natomiast wspomniałam w jednym z postów, że nie mam nic przeciwko psom biegającym np. za aportem, jeśli właściciel w porę na widok innego psa, swojego zapnie, jakoś zareaguje, choćby profilaktycznie- na to kluczowe stwierdzenie już uwagi nie zwróciłaś, widać czytasz/zapamiętujesz wybiórczo. Jeśli się z kimś dyskutuje/ kogoś krytykuje, to wypada się odnosić konkretnie do słów tejże osoby, a nie interpretować po swojemu i dokładać. Ja się niczyich psów nie obawiam (szczególnie, gdy mam przy sobie swoje:diabloti: ). Chodzi mi jedynie o pewien ład, o którym wiele osób- posiadaczy psów zapomina i wydaje im się, że są jedyni na świecie, a psy są absolutnie przewidywalne. Dla uściślenia są miejsca, gdzie psy nie mają się nawet jak minąć szerszym łukiem i istnieją tacy właściciele, którzy nawet w takich okolicznościach zapominają o tym, do czego służy smycz i o takie przypadki głównie mi chodziło, bo są miejsca, gdzie psy biegać bez smyczy nie powinny i już, jeśli Ci się moje zdanie nie podoba, Twoja sprawa. A tak na marginesie przeżyłam atak dwóch dogów niemieckich, rzuciły się na mnie, bo miałam ze sobą szczenię, ich właścicielka dłuuugi czas była przekonana, że nad psami panuje i dlatego mogą chodzić bez smyczy, psy przeszły szkolenie i były nieagresywne, zaatakowały praktycznie na mojej posesji, gdyby nie moja przytomność umysłu i pomoc rodziny, nie wiem co by było, bo właścicielka nie bardzo wiedziała co robić, stała z boku i się darła. Nie zostawiło to we mnie urazu, ale od tamtego momentu wiem jedno, że zapewnieniom właścicieli ufać nie można do końca, a nieagresywne psy mogą stać się agresywne, kwestia okoliczności. Porównywanie smyczy z kajdankami jest grubą przesadą, żeby nie powiedzieć nonsensem. A Twój wywód na temat tego, co mi może odbić jest po prostu nietaktowny i niesmaczny, porównywanie człowieka z psem zresztą też jest nie na miejscu w tym przypadku. Quote
Ania&Psy Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Ja nic nie mam do psów spuszczonych ze smyczy, ale odwoływalnych; psów, które właściciele mają pod kontrolą. A mi się cały czas rozchodzi właśnie o psy, które mają swoich właścicieli gdzieś i ci właśnie właściciele nie widzą nic złego w puszczaniu ich luzem. Quote
an1a Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Problem tylko jest taki: jak poznać z daleka czy pies jest odwoływalny czy nie? Gdyby były inne przepisy mówiące o tym, że owszem, właściciel może puszczać psa, ale wyłącznie na własną odpowiedzialność i byłoby to przestrzegane to ok, dla mnie może ktoś nawet z tygrysem przechodzić jeśli jest odwoływalny, a właściciel ma olej w głowie i umie zapanować nad swoim pupilem w sytuacji, gdy ten nagle się wyrwie. Ja ze swoim chodzę bez smyczy, w kagańcu (zawsze!) i nie wyobrażam sobie teraz sytuacji, w której musiałabym prowadzić go non stop na smyczy... Quote
Ania&Psy Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Po tym, że właściciel nie dopuszcza do sytuacji, kiedy jego pies podbiega do mojego/moich. I tyle, dla mnie przynajmniej. ;) Quote
Martens Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 [quote name='Ania&Psy']Ja nic nie mam do psów spuszczonych ze smyczy, ale odwoływalnych; psów, które właściciele mają pod kontrolą. A mi się cały czas rozchodzi właśnie o psy, które mają swoich właścicieli gdzieś i ci właśnie właściciele nie widzą nic złego w puszczaniu ich luzem. Dokładnie. Ja puszczając psa luzem zawsze staram się nie tylko o to, by swojego psa w porę odwołać, ale też by inne osoby znajdujące się w pobliżu (kilkadziesiąt m) widziały, że ja nad psem panuję. Widząc nadchodzące osoby, także z psami, jeszcze w dalszej odległości, wołam psa kilkakrotnie, zajmuję go czymś, żeby było widać, że ja z tym psem pracuję, panuję nad nim, a nie tylko stoję jak kołek, a pies robi swoje i w każdej chwili może podbiec. Chociaż nawet posłuszeństwo psa może być powodem do obaw :roll: Miałam sukę luzem na mało uczęszczanej drodze pod lasem. Za nami podjechała na rowerze jakaś pani. Pies wąchał krzaki i było mnóstwo miejsca, żeby przejechała spokojnie. Niemniej jednak zatrzymała się i powiedziała zaczepnym tonem, żebym wzięła psa na smycz. Bez komentarza zawołałam sukę i zapięłam. Pani była w szoku, wyraźnie nie wiedziała co powiedzieć, ale w końcu wymyśliła. Mojejmu psu dostało się od "wyszkolonych morderców" :evil_lol: Quote
BeataG Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 A ja widzę, Saite, że jesteś mistrzynią generalizowania i wkładania wszystkich do jednego worka. Dlatego taki, a nie inny ton mojej wypowiedzi. Bo Ty nie domagasz się, żeby na smyczy chodziły psy agresywne, podbiegające, nieodwoływalne, tylko WSZYSTKIE PSY. Nie widzę powodu, dla którego miałabym zapinać na smycz (jak Ty to piszesz "profilaktycznie") mojego biegającego za aportem psa na widok innego psa. Jeśli mój pies biega za aportem, to ma w d... inne psy, zresztą w ogóle ma je w d... i nawet ze znajomymi zrobi grzecznościowe kółeczko, a potem wymownie wpatruje się w moją kieszeń z miną "no niech on już sobie idzie, a ty dawaj piłkę". W ogóle nie widzę powodu do jakichkolwiek reakcji na widok w oddali obcego psa, dopóki on do moich nie podbiega. Moje nie nie zainteresują się nim na pewno. A jak on podbiegnie, to go przegonię, jeśli będzie bardzo upierdliwy, to każę właścicielowi go zabrać i tyle. Koło mojego psa zostawionego na siad lub waruj mogą biegać psy, mogą mu skakać nad głową i on się nie ruszy. Jeśli posadzę go i pójdę 100 m dalej opieprzyć beztroskiego właściciela rozkosznego pieseczka, to on nie zmieni pozycji, dopóki go nie przywołam albo do niego nie wrócę. Mam tak samo jak Ty serdecznie dosyć podbiegających psów, ale również mam serdecznie dosyć właścicieli, prowadzących swoje psy na smyczy w odległości kilkudziesięciu metrów od moich psów i drących się do mnie, żebym zapięła psy na smycz. A niby z jakiej racji? Jeśli ktoś nie wychował psa i boi się go puścić w miejscu, gdzie jest to DOZWOLONE, to ja i moje psy mamy przez to cierpieć? W imię solidarności? :cool3: Quote
Saite Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 BeataG Ja Cię bardzo proszę, jeśli mamy prowadzić sensowną wymianę poglądów, a widać, że nie są one w gruncie rzeczy aż tak rozbieżne, to wczytaj się uważniej w to, co napisałam. Pies dobrze wyszkolony, a pies, który w mniemaniu właściciela ma prawo sobie biegać luzem i zaczepiać inne psy, bo np. należy do rasy powszechnie uznanej za "nieszkodliwą", to dwie różne rzeczy. Skoro się nie czujesz/ nie jesteś taką oto właścicielką, takiego oto psa to o czym mowa? Większość z tego, co wcześniej napisałam odnosiła się do konkretnych przykładów, szczególnie do goldenów chodzących niczym święte krowy w mojej okolicy, a właściwie to do ich właścicieli, którzy mimo posłuszeństwa tych psów pozwalają im na zbytnie spoufalanie z innymi psimi użytkownikami trawnika, co może być niewskazane. Nigdy nikomu nie zwróciłam uwagi na to, że nie ma psa na smyczy, jeśli ten pies nie wykazywał zainteresowania moimi psami, albo natychmiast zawracał na komendę. Wszystko, co zostało napisane przeze mnie zanim zaczęłaś to komentować, było pod tym właśnie kątem pisane i w odpowiedzi na słowa innej użytkowniczki, jeśli nie było to zauważalne, to mi przykro. To nie ja generalizuję, piszę o swoim poglądzie na sprawę, a ten pogląd zbudowałam na tym, co mnie otacza, być może w innym miejscu jest lepiej, inaczej itd. Mam jednak prawo żyjąc w takim, a nie innym miejscu, z ograniczoną przestrzenią do tego stopnia, że pies prawie chodzi po psie oczekiwać, że inni też będą przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa, bo jak wiadomo im większe zagęszczenie osobników w danym miejscu, tym wzajemna agresja wzrasta. No i mam też prawo wyrażać swoje zdanie tutaj, a to, że ktoś to niewłaściwie odbierze/zrozumie, cóż tak to już jest ze słowem pisanym. Quote
prittstick08 Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Ja kiedys, jak moja pies był szczeniakiem bałam się wychodzic do parku. autentycznie. czułam starch, bylam poddenerwowana, wciąz sie rozgladałam (co pewnie tez udzielało sie psu). Pies był starchliwy i to bardzo, musiałam duzo nad tym pracowac. czemu się bałam? Bo prawie na każdym spacerze podbiegały do nas szalone labki lub goldki, bigielki i inne kochane słitasne buzi buzi piesecki, ktore chciały sie rpzywitac i pobawic z tym sliczniusim sceniackiem co ma takie fajusie skarpetecki (berneńczyk). Nie raz moj pies był "gwałcony' przez inne psy, (a kiedy moj pies sie kładł i pokazywał brzuch drugi wchodził na jego głowe i go gwałcił), wkładany pod łapy, ja wracałam niemalże ze łzami w oczach, bo musiałam ratowac psa od zabawowych misiaczków. ja rozumiem, ze mam słabego psa i ten drugi osobnik musi pokazac swoja siłę, po przeciez "one musza sie poustawiac, ale nic moj nic nie zrobi", albo "oh jak ładnie sie bawią'. Ale, na litośc boską, te psy nie tworza stada, i moj pies wcale nie musi miec ochoty bawic sie z 40kg labkiem. Nie lepiej było by zapytac, czy psy sie moga pobawic? powąchac? ja jak widze innego psa, zawsze odwołuje psy, zapinam na smycz lib rpzytrzymuje, jak widze szczeniaka, pytam sie czy moge podejsc, mowie, ze mam psa pod kontorolą, ze nic nie zrobi, niech szczeniaczek sie socjalizuje w taki sposob. teraz juz mam ok psa, znalazlam sobie godziny gdzie nie wychodzi polowa psiarzy i ich psy nie kotłują sie miedzy górkami. czesto tez jak pracuje z psem, bawimy sie we frisbee jakis kochany piesek podbiegnie sie przywitac. a walsciciel pojawia sie :za jakis czas". moj pies ma go w dupie, ale marnuje swoj czas, pies jest podkrecony, gapi sie na frisbee, skacze i szczeka, w efekcie mamy krotszy trening. na prawde czasem ma ochote kopnac takiego przybysza i to byloby najlepsze rozwiazanie, ae jestm za miękka. Moje psy biegaja bez smyczy w parku, najpierw badam sytuacje, czy s ajkies psy, jak jakis sie nagle zjawi to odwołuje. znaja komende "do mnie" bardzo dobrze. nie pozwalam podchodzic do ławek, do ludzi. szczeniak czasem chce, ale w okolicach ławek i ludzi prowadze go na smyczy, lub przy nodze w ramach cwiczen. raz mialam mala niekontorlowana awarie jakis miesiac temu, kiedy szczeniak "zaatakował" spiacego na górce, brudnego, wytatuowanego, piajnego rumuna, skaczac mu na twarz z zachwytu i zalizujac. ten sie przebudzil poglaskal, zabralam, przeprosilam, ale chyba znaim uslyszal to zasnął:evil_lol: Pani od RR(nie pamietam teraz nicku)- przywołanie nie jest wtedy kiedy pies stoi i czeka az pani do niego podejdzie. To on ma do Pani podejsc bezwzględnie. i prosze nie liczyc, ze teraz czeka a niedługo zacznie podchodzic. nauke tego zaczyna sie od wlasnie rpzychodzenia do Pani. a nie "o jak super, czeka az podejde i go zapne, za miesiac juz bedzie sam podchodzil"- prosze na to nie liczyc. Ale jesli to "stój" działa, to ok. Tylko nie jest to przywołanie. BeataG- widze ladnego belga w twoim avatarze. I to, ze mieszaksz na powislu. ja mieszkam na Nowym Świecie, moze sie znamy z parku, chociaz nie kojarze. Gdzie chodzisz z psami?:) Quote
BeataG Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 [quote name='prittstick08']BeataG- widze ladnego belga w twoim avatarze. I to, ze mieszaksz na powislu. ja mieszkam na Nowym Świecie, moze sie znamy z parku, chociaz nie kojarze. Gdzie chodzisz z psami?:) Dzięki. :) Oprócz belga mam jeszcze mixa (trochę maliniaka, trochę charta i trochę nie wiadomo czego ;) ). Wygląda tak: Chodzę najczęściej na skwer nad tunelem na Wisłostradzie, czasem do parku przy zbiegu Książęcej i Kruczkowskiego, czasem na skarpę nad Rozbrat (właśnie stamtąd wróciłam po prawie 3-godzinnym spacerze ze znajomym belgiem i psy szczęśliwie wreszcie padły). Tyle, że pory spacerów mam czasem dość osobliwe - np. 1 w nocy, 4 rano, w południe (jak nie ma upału). Staram się generalnie wychodzić w porach, gdy w parku jest mało psów albo wcale - w dzień, żebym mogła coś z psami porobić, w nocy, żeby mogły sobie poszaleć w gonitwie po całym parku. Uwielbiam patrzeć, jak moje psy się ścigają i cały park jest ich, ale na coś takiego mogę im pozwolić tylko w środku nocy. Quote
prittstick08 Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Śliczny:) lubie brązowe z czarna maską:) Ale nigdy Was nie spotkałam. Gdzie jest tunel przy Wisłostradzie? A to chodzisz w niemoje rejony. na Ksiazeca chodze tylko do kliniki wet, a tamtejszych parków nie lubie- nie wiem czemu:) Ja racezj góra- Park Saski, skwer Wodiczko przy Akademi Muzycznej(pod moim domem), Dynasy, park na tyłach UW. Uwielbiam tez park na tyłach Nowego Miasta przy Wisłostradzie.Ale tam mam troche drogi, no i wracamy sobie Starym Miastem. W ogole te rejony sa przepiekne i duzo parków mamy:) tez wychodze w nocy ok 1szej. tzn raczej moi rodzice, wtedy trzy psy sobie szaleja i cały park jest ich. Są gonitwy i zabawy:) W coagu dnia ma raczej stałe pory- 9 rano- i do 15tej. I na siusiu o 19tej:)ale nie zawsze pozdrawiam:) Quote
Juliusz(ka) Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 prittstick08 napisał(a):Ja kiedys, jak moja pies był szczeniakiem bałam się wychodzic do parku. autentycznie. czułam starch, bylam poddenerwowana, wciąz sie rozgladałam (co pewnie tez udzielało sie psu). Pies był starchliwy i to bardzo, musiałam duzo nad tym pracowac. czemu się bałam? Bo prawie na każdym spacerze podbiegały do nas szalone labki lub goldki, bigielki i inne kochane słitasne buzi buzi piesecki, ktore chciały sie rpzywitac i pobawic z tym sliczniusim sceniackiem co ma takie fajusie skarpetecki (berneńczyk). Nie raz moj pies był "gwałcony' przez inne psy, (a kiedy moj pies sie kładł i pokazywał brzuch drugi wchodził na jego głowe i go gwałcił), wkładany pod łapy, ja wracałam niemalże ze łzami w oczach, bo musiałam ratowac psa od zabawowych misiaczków. ja rozumiem, ze mam słabego psa i ten drugi osobnik musi pokazac swoja siłę, po przeciez "one musza sie poustawiac, ale nic moj nic nie zrobi", albo "oh jak ładnie sie bawią'. Ale, na litośc boską, te psy nie tworza stada, i moj pies wcale nie musi miec ochoty bawic sie z 40kg labkiem. Nie lepiej było by zapytac, czy psy sie moga pobawic? powąchac? ja jak widze innego psa, zawsze odwołuje psy, zapinam na smycz lib rpzytrzymuje, jak widze szczeniaka, pytam sie czy moge podejsc, mowie, ze mam psa pod kontorolą, ze nic nie zrobi, niech szczeniaczek sie socjalizuje w taki sposob. teraz juz mam ok psa, znalazlam sobie godziny gdzie nie wychodzi polowa psiarzy i ich psy nie kotłują sie miedzy górkami. czesto tez jak pracuje z psem, bawimy sie we frisbee jakis kochany piesek podbiegnie sie przywitac. a walsciciel pojawia sie :za jakis czas". moj pies ma go w dupie, ale marnuje swoj czas, pies jest podkrecony, gapi sie na frisbee, skacze i szczeka, w efekcie mamy krotszy trening. na prawde czasem ma ochote kopnac takiego przybysza i to byloby najlepsze rozwiazanie, ae jestm za miękka. Moje psy biegaja bez smyczy w parku, najpierw badam sytuacje, czy s ajkies psy, jak jakis sie nagle zjawi to odwołuje. znaja komende "do mnie" bardzo dobrze. nie pozwalam podchodzic do ławek, do ludzi. szczeniak czasem chce, ale w okolicach ławek i ludzi prowadze go na smyczy, lub przy nodze w ramach cwiczen. raz mialam mala niekontorlowana awarie jakis miesiac temu, kiedy szczeniak "zaatakował" spiacego na górce, brudnego, wytatuowanego, piajnego rumuna, skaczac mu na twarz z zachwytu i zalizujac. ten sie przebudzil poglaskal, zabralam, przeprosilam, ale chyba znaim uslyszal to zasnął:evil_lol: :multi::loveu::D Boshe... czy można Cię sklonować? PROOOSZĘ!!! Mam w duszy jak brzmi powyższe:diabloti:! Jakby tylko takich psiarzy zostawić - świat byłby rajem! Do fragmentów się odnosić nie będę - całość mnie pozytywnie rozbroiła:multi: Gratuluję podejścia, świadomości i ODPOWIEDZIALNOŚCI! BRAWO! Quote
BeataG Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Tunel biegnie od Karowej do Jaracza. I nad tym tunelem jest skwer przecięty Tamką. Czyli jedna część skweru jest na tyłach BUWu, a druga od Syrenki do Teatru Ateneum. Ja bywam na obu, ale częściej w tej drugiej, bo mieszkam przy Jaracza. Parku Saskiego z kolei ja nie lubię, lubię natomiast trochę dalszy Ogród Krasińskich, koło którego przez wiele lat mieszkałam i mam sentyment. Quote
prittstick08 Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 hehe, dzieki:evil_lol: ale na prawde nie ma nic barziej dzialajacego mi na nerwy niz 40kg labek, ktory chce sie pobawic z moim psem w 'gryziemy i kopulujemy":D Albo jakis słodziasty psiak, ktory wpieprza mi sie miedzy mnie i psa jak z nia trenuje. No chodzeie rpzy nodze sportowe, ogolnie obi a tu w tyłek mojego psa wchodzi jakis zabawowy towarzysz. Duza nie reaguje, kaze jej usiasc, i olewamy psa, czekamy az odejdzie. Ale szczeniak (6miesiecy-border) pogoni z zebami i łapie za tyłek:D dopoki pies nie znjadzie sie 10 metrow od nas. takie zastapienie mojego kopniaka.:evil_lol: tez nie jestem idealna, pare razy mi sie zdazylo nie odwołac, kiedys. czasem w ogole nie odwoluje, jak psa znam w swoim parku, ale moje psy nie lubia kontaktow z innymi psami, na prawde nie lubia bawic sie z obcymi psami. jestem mila dla ludzi, w moich rejonach nigdy nie spotkalam agresywnego psa, ktory by sie rzucil mojemu do gardla i nie byl odwolywalny do tego. Wiekszosc to 'przyjazne" miski, ktore maja w doopie swoich wlascicieli. ostatnio pewna Pani miala żale, bo labradorka(samica alfa wsrod naszych suk) zaatakwola 3 szetlandy lecaace na nasze psy. odgonila je, i jednemu troche futerka skubnęła. I jak on sie na wystawie pokaze. Wystarczylo jedno slowo i labradorka odpuszczala, na szelciaki nic nie dzialalo. ups:evil_lol: Quote
prittstick08 Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 BeataG napisał(a):Tunel biegnie od Karowej do Jaracza. I nad tym tunelem jest skwer przecięty Tamką. Czyli jedna część skweru jest na tyłach BUWu, a druga od Syrenki do Teatru Ateneum. Ja bywam na obu, ale częściej w tej drugiej, bo mieszkam przy Jaracza. Parku Saskiego z kolei ja nie lubię, lubię natomiast trochę dalszy Ogród Krasińskich, koło którego przez wiele lat mieszkałam i mam sentyment. aha, juz wiem gdzie. bywam tam czasem. rozciagamy sie z suką tam, jak idziemy nad Wisłe pobiegac lub na rolkach pojezdzic. Park Saski jest dziwny. Wkurzaja mnie te rodzinki z dziecmi- rbia tłum. ale mają prawo:) Za to dalej od fontanny zaczyna sie park, a na koncu jest ladna gladka polanka trawiasta- idealna na frisbee. Zawsze mamy tłumy gapiów jak rzucam tam:D Ale teraz duzo młodych ludzi i bezdomnych spi na trwnikach w saskim. dzis bylam zsukami na tej polance, cwiczylysmy obi i odwracalam uwage szczeniaka z dorosłej suki na mnie i obidiensowe "do mnie" z nia robiłam. Na około nas pod krzaczkami 3 dziadziusiów spało:evil_lol: Ale mozna sie przyzwyczaic. ja tam łamię kamienna zasadę- nie puszczamy psów ze smyczy.... Ale moje lataja po trawnikach, puszczam je jak sie plac zabaw konczy, duza węszy a mała ja pasie, wiec mjaa wszystko w tyłku, do tego wystarczy 'do mnie". na prawde nie starsza ludzi. jak sie ludzi robi wieej to biore je na smycz. przechodzimy przez chodnik i idziemy na owa polankę:) ja lubie tam chodzic bo musze przejsc Krakowskie i plac Piłsudskiego. dobry socjal z hałasmi dla szczeniaka. osobiscie nigdy sie nie spotkalam z uwagami, zeby moje psy sprawialy komus dyskomfort, np w takim parku Saskim- nie dla psów. Jedno krzywe spojrzenie i zabieram. to sie widzi. psy nie podchodza do ludzi. Za to kazdy mowi 'pani da juz im spkoj, bo je pani zameczy", "no jakis lsiczny wyszkolony piesek". Wiec jest ok. Quote
BeataG Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 Heheh, no jak mój belg był jeszcze szczeniakiem (takim 3-4 miesięcznym, bo potem już nie wyglądał na szczeniaka), to ciągle słyszałam "po co pani go tak męczy, przecież on ma jeszcze na to czas". :evil_lol: Quote
uncanny Posted August 7, 2008 Posted August 7, 2008 prittstick08 napisał(a): Pani od RR(nie pamietam teraz nicku)- przywołanie nie jest wtedy kiedy pies stoi i czeka az pani do niego podejdzie. To on ma do Pani podejsc bezwzględnie. i prosze nie liczyc, ze teraz czeka a niedługo zacznie podchodzic. nauke tego zaczyna sie od wlasnie rpzychodzenia do Pani. a nie "o jak super, czeka az podejde i go zapne, za miesiac juz bedzie sam podchodzil"- prosze na to nie liczyc. Ale jesli to "stój" działa, to ok. Tylko nie jest to przywołanie. Nie liczę na to tylko nad tym pracuję. Dobranoc Quote
prittstick08 Posted August 8, 2008 Posted August 8, 2008 uncanny napisał(a):Nie liczę na to tylko nad tym pracuję. Dobranoc Ale nuaki przychodzenia nie zaczyna się od tego, ze pies na nasza komende stoi daleko i my go zapinamy, a potem zmniejszamy dystans, az w koncu pies podejdzie do nas. Mam nadzieje, ze nie tak uczysz:) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.