ada89 Posted February 5, 2007 Posted February 5, 2007 aha, okazuje się że w necie nic nie ginie :multi: , nawet jak strony umierają... więc, pare osób zna już tą historię a ja ją przytoczę tyle co znalazłam... o mojej znienawidzonej chodofffli ARKADIA z woj. zachodnio-pomorskiego! 3 października 2006 Mój pies - Ramzes trafił do mnie 13 VIII tego roku z 'dobrej' hodowli w zachodnio-pomorskim (jeżeli ktoś chce znać nazwę to poszuka sobie w moich postach). Bardzo długo szukałam mojego wymarzonego pieska, jednak w moich okolicach nigdzie nie było hodowli DONów. We wszystkich innych hodowlach wszędzie pozostawały suki i bardzo trudno było znaleźć psa... Aż w końcu trafiłam na stronę hodowli Ramzesa. Długo rozmawiałam z hodowczynią o piesku, na początku miał to być też długowłosy ale z Niemiec(po krótkowłosych rodzicach), ale ona nie wiedziała, czy przyjedzie tego wieczoru do niej wiec powiedziała, ze jak coś to się odezwie. Następnego dnia napisała mi maila, zamieszczam wybiórczo: Cytat:Witam! W nawiazaniu do naszej rozmowy wczorajszej telefonicznej-sytuacja się nieco zmieniła. Otóż piesek z Niemiec,o którym Pani mówiłam nie przyjechał. Przywieźli mi tylko suczkę.Ale z kolei podjeliśmy z mężem decyzję o kupnie dorosłego psa-reproduktora z Niemiec.W związku z tym, możemy zaproponować Pani szczeniaka,którego wybraliśmy dla siebie,z myślą o pozostawieniu go w hodowli. [...] Jeżeli jest Pani nim zainteresowana,proszę o szybką decyzję i odpowiedź,ponieważ mam dać znać jeszcze 2 osobom. W przyszłym tygodniu mąż jedzie do Mławy,to chyba niedaleko Pani, więc może go Pani tam przywieźć, mały skończy już 7 tygodni. Ramzes jest 3 razy odrobaczony,zaszczepiony Vanguardem Plus,posiada rodowód międzynarodowy ACE. No i co najważniejsze-jest pięknym kudłaczem,co widać zresztą na zdjęciach. Byłam bardzo ucieszona z tego powodu i zadecydowałam wraz z rodzicami, że bierzemy psiaka... Ale że nie mamy samochodu z Mławy miała go odebrać pewna kobieta, której wcześniej zawierzyliśmy wyszukanie psa ale ja byłam szybsza. Nadszedł ten piękny, choć nie do końca dzień (moja kotka miała operację dzień przed i byłam bardzo zmartwiona) i Ramzes przyjechał do mnie. Oczywiście kobieta która go odbierała (ponoć zajmuje się szkoleniem psów od 20 lat) podała mu w swoim domu (!) kaszę gryczaną.,. Szczerze, to nie wiem co on robił u niej w domu... Miał od razu trafić do mnie. Zresztą ta kobieta od dawna mi się nie podobała, bo jakąś wiedzę miała, no ale przywiezienie psa to nie sztuka. Jak już do mnie dotarł okazało się, że ma biegunkę (przy okazji trochę nabrudził tej kobiecie w aucie ). Wezwałam weterynarza, ponieważ w odchodach pojawiła się krew i w ogóle psiulek był straszliwie chudy. Zadzwoniłam jeszcze do hodowcy i powiedziałam o tej biegunce i chudości, a ona mi powiedziała, ze on w zeszłym tygodniu strasznie podrósł i dlatego to taki szkielet. Kiedy przyszedł weterynarz (mam bardzo fajnego i dobrego weterynarza - zawsze wszystko ładnie tłumaczy i co najważniejsze super podchodzi do swojej pracy - po prostu widać, ze kocha to, co robi) pogadałam z nim dosyć długo... Bo ze strony tej kobiety padło poderzenie, że ma parwowiroze co okazało się totalnym bezsensem, jak już mówiłam - kompletnie nie zna się na psach. Wet powiedział, ze to bardzo możliwe, że dlatego jest biegunka iż psiak zmienił otoczenie, jest po długiej podróży i ta kobieta mu coś podała. Powiedział mi również, ze to niemożliwe, zeby pies tak wyrósł i był taki chudy, musiał mieć już wcześniej te biegunki. Zadzwoniłam do hodowcy i powiedziałam jej co wet mówił, a ona się zaparła i mówiła, że to absolutnie nieprawda, ze ona nie miała by żadnego celu aby psa oddawać w takim stanie... No cóż, uwierzyłam jej, bo czemu by nie... Przecież wet nie śledził sprawy od początku. Kiedy Ramzesowi biegunka nie przechodziła, znowu przyjechał wet i tym razem oprócz elektrolitów dostał antybiotyk. Po jakimś czasie wydawało się, ze się uspokaja, ale znowuż kobieta w zoologiku sprzedała mojemu ojcu podwędzaną kość, on ją zjadł bardzo szybko i znowu miał biegunki... Szok... :crazyeye: Byłam strasznie zła... Na dodatek nie przybierał prawie w ogóle na masie... Bardzo długo miał tą biegunkę aż wet zapytał czy są one jasne, śmierdzące i sekwencyjne... Odpowiedziałam, że w sumie tak... To wtedy on wysnuł tezę, że może miec niedoczynność trzustki, a więc nie wchłaniać całego tłuszczu z pokarmu... I kiedy trafiają mu sie bardziej obtłuszczone partie po prostu przelatują przez niego... Zakupiliśmy karmę o obniżonej zawartości tłuszczu, którą wet nam polecił i dawaliśmy, ale żadnych zmian. Po tym przypuszczeniu Ramzes miał mieć badania, zeby ostatecznie potwierdzić tą niedoczynność. W międzyczasie dostawał jeszcze probiotyk, a podczas podawania antybiotyu lakcid. Później jeszcze raz dostawał antybiotyk. Niestety w czasie badań mnie nie było... Byłam na wycieczce i moi rodzice zajmowali się psinką. Kiedy wróciłam były już wyniki badań i okazało się że... jest STRASZLIWIE ZAROBACZONY !!!!!!! Wyniki badań: Cytat:W próbce kału stwierdzono jaja glist z rodz. Toxocara sp. I Toxascaris sp. oraz jaja nicieni jelitowych z rodziny Ancylostomatidae. Kobieta wykonująca badanie, spytała sie weta, czy ten pies jest z jakiegoś bidulca przypadkiem bo nigdy nie widziała tak zarobaczonego zwierzaka Nikt nigdy nie przypuszczał, że pies, który był 3 razy odrobaczany może być tak fatalnie zarobaczony... Jeszcze rozumiem, gdyby był tylko raz, to tam w dużej hodowli może sie zdarzyć, ze pies wypluje tabletke lub coś i nikt tego nie zauważy... Ale to było 3 razy! Istniała też teza (ktoś pisze prace magisterską na ten temat), że w hodowlach w których podaje się wciąz te same środki, robaki uodparniają się na nie... Ale nawet gdyby to był strasznym chudzielcem i biegunke miał nie od kiedy do mnie przyjechał ale już wcześniej. Ramzes jest pod stałą opieką weterynarza, ciągle dostaje elektrolity, bo wszysto przez niego dosłownie przelatuje, więc trzeba to jakoś uzupełniać. Jutro jedzie z wetem na nasz Uniwersytet (dobrze, że mamy weterynarię) do profesora, który bardzo dokładnie zajmuje się układem pokarmowym i pasożytami, jest to wręcz jego hobby, najprawdopodobniej zrobią psiulowi gastroskopię, żeby już dokładnie wszystko roztrzygnąć, gdyż istnieje teza, że oprócz tego silnego zarobaczenia ma także problemy z wchłanianiem. Po antybiotyku który dostawał 2 razy (synulox) i tyrozynie, biegunka powinna w ciągu 3 dni zniknąć... A tu żadnych zmian. Będzie wiadomo już wszystko w najbliższym czasie. Nie wiadomo czy Ramzes przeżyje (choć mam taką głęboką nadzieję), ponieważ już w tym momencie ma straszliwe braki w rozwoju i kośćca i w ogóle. Aktualnie waży 11 kg (!) a ma trochę ponad 15 tygodni... Bodajże nenemuscha pisała, ze psiak powinien ważyć mniej więcej tyle ile ma tygodni +/- 1 kg. Jak widać mój nie trzyma się tej normy a należy zauważyć iż jest to samiec i w dodatku długowłosy (które są większe). Jestem załamana stanem rzeczy mojego 'rasowego' psa z 'dobrej' hodowli. Nigdy więcej nie kupie tak psa. Najpierw obejrzę w kilku hodowlach, pogadam itepe itede. Wiem, że to po części moja wina, ale ten piesek i tak by do kogoś trafił i nie wiadomo czy ten ktoś zajął by się nim tak samo jak my. Mimo tego, to i tak nie usprawiedliwia hodowców którzy sprzedają takie psy. Dziękuje tym którzy dotrwali do końca tego postu... Nie wiem jakie jest jego przesłanie, po prostu uważajcie I trzymajcie kciuki za mojego Ramzesa... 5 października 2006 Ramzesik był wczoraj na Uniwersytecie u profesora i gastroskopii nie było... Pobrali mu krew (ponoć wył niemiłosiernie - niestety nie mogło mnie być przy tym). Wyniki badania krwi były prawieże zaraz i jest dobrze... Znaczy nie ma to na 99 % nic wspólnego z wątrobą ani trzustką. Zawieźliśmy też kał do badania bo doktorowi przyszło na myśl, że może być jeszcze włosogłówka (taki pasożyt, który wymaga 100% większej dawki środka odrobaczającego) albo pierwiotniaki. Wyniki przyszły dzisiaj, niestety doktor nie mógł długo rozmawiać, ale są to pierwotniaki. Jestem szczęśliwa. Dostaje narazie antybiotyk, który podaje się normalnie ludziom przy... bólu zęba. Pierwotniaki są pasożytami przede wszystkim drobiu i mój wet jeszcze nie spotkał się z przypadkiem u psa... Aha... Moja mama dzwoniła do hodowcy wczoraj, bo ja nie chciałam z nią rozmawiać. Zadzwoniła, nie po to żeby ją oskarżyć, ale żeby zapytać się jak rozwijają się pozostałe psinki z miotu, czy też przypadkiem nie mają takich samych problemów. Kobiecie było bardzo przykro, że coś takiego się nam zdarzyło. Mówiła, że to był naprawdę najładniejszy psiak z miotu, którego mieli sobie zostawić ale zdarzyła się okazja z Niemiec, żeby zakupić już dorosłego reproduktora. Mówiła, że może to przez jakieś ciało obce... Bo szczeniaczki co chwila coś jedzą... Gdyby to było to faktycznie to mały by już dawno nie żył. Prosiła też żeby ją na bierząco informować o stanie psa. Powidziała także, że gdyby doszło do najgorszego... to ona byłaby w stanie sprezentować nam drugiego psa za darmo. Nie wiem na ile to by się spełniło i narazie o tym nie myślę, i chyba nie będę musiała. Mama mówi, że z tego jak z nią rozmawiała to naprawdę było jej przykro... Nie wiem z tego wszystkiego co ona mówiła ile jest w tym prawdy i nigdy się nie dowiem, po prostu narazie się raduje, że to da się wyleczyć... Gorzej ze stratami jakie Ramzes ma w tej chwili... Przecież on nic praktycznie nie wykorzystywał z jedzenia. Jak już wytępimy to całe paskudne towarzystwo, to będzie jadł surowe rybki... Ponoć najlepszy sposób żeby podtuczyć psiaka, ta cała chemia sie nie równa. Naprawdę jest mi dużo lżej z świadomością, że to da się wyleczyć i to szybko... Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze dalej i że damy rade nadgonić stracony czas. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za wszystko. 6 października 2006 Dziś Ramzes czuje się nieco gorzej i nie wiem czym to jest spowodowane, może zbyt szybko się ucieszyłam... Wet będzie u nas jak tylko będzie mógł to może dowiem się czegoś więcej... Narazie nie wiem co o tym myśleć w ogóle. Gorsze samopoczucie dzisiaj najprawdopodobniej spowodowane jest podaniem środka odrobaczającego... Oprócz tego, że organizm walczy z tymi pierwotniakami i robalami, to zabijając je zostawia toksyny i najważniejsze by organizm z nimi sobie poradził. Ramzesik jutro jedzie na prześwietlenie, gdyż mojej mamie nie daje spokoju to, że mógł faktycznie coś połknąć. Kolejna teza jaka powstała to taka, że w tych wszystkich hodowlach rozwijają się bakterie i inne takie rzeczy co przed paroma laty było nie do pomyślenia. Wszystko teraz sie tak mutuje, że szok. Np. te pierwotniaki... przecież to było pare lat temu charakterystyczna przypadłość dla drobiu... I ogólnie nie żyją w organizmach psów, ale widocznie znalazły sobie jakąś niszę, albo poprostu sie dostosowały. Jest także możliwość, że Ramzes jako jedyny z miotu ma jakieś zmutowane geny, które były nieaktywne, ale w wyniku np. jakiegoś lekkiego schorzenia, tak jak np. te robaki, gen ten się uaktywnił, co byłoby kiepskim rozwiązaniem, gdyż miało by to w tym przypadku coś wspólnego z wchłanianiem i psina miałaby mizerne szanse. Nie wiem nic na pewno. To czego się dowiaduje teraz jest dla mnie czymś tragicznym ponieważ jest bardzo wiele nowych schorzeń i będzie ich coraz wiecej... Taki mamy świat. Mam nadzieję, że wszystko się jak najszybciej wyjaśni, bo to mogą być nie tylko pierwotniaki. Strasznie dziwne to wszystko... Chwilami nie wszystko ogarniam co się dzieje i o co chodzi w ogóle z tym wszystkim. tylko tyle znalazłam, jest to jedna strona z forum, drugiej nie ma... :shake: a na trzeciej już nic praktycznie istotnego nie ma to już i tak bardzo przybliża całą sprawe i ciesze sie ze choc tyle znalazłam... Quote
ada89 Posted February 5, 2007 Author Posted February 5, 2007 zespół złego wchłaniania jest po gastroskopi - w dwunastnicy: zastój chłonki w kosmkach w okrężnicy: ostre zapalenie nieżytowe błony śluzowej był na kortyzonach - skutki uboczne to osłabiona odporność=nużyca, później pentasie - nie działa jak powinna, a teraz przechodzimy na kortyzony niewchłaniające się jest na specjalistycznej karmie i chyba do końca już na takiej będzie... jest to wada genetyczna - gen recesywny żyje, ma się dobrze, czasem gorzej no i cierpi choć po nim nie widać... często ma biegunki - na to doxycyklina więc prawie non stop jakieś leki przyjmuje :shake: Quote
zuziaM Posted February 9, 2007 Posted February 9, 2007 ada89 napisał(a):zespół złego wchłaniania jest po gastroskopi - w dwunastnicy: zastój chłonki w kosmkach w okrężnicy: ostre zapalenie nieżytowe błony śluzowej był na kortyzonach - skutki uboczne to osłabiona odporność=nużyca, później pentasie - nie działa jak powinna, a teraz przechodzimy na kortyzony niewchłaniające się jest na specjalistycznej karmie i chyba do końca już na takiej będzie... jest to wada genetyczna - gen recesywny żyje, ma się dobrze, czasem gorzej no i cierpi choć po nim nie widać... często ma biegunki - na to doxycyklina więc prawie non stop jakieś leki przyjmuje :shake: Matko kochana (!) - jedno malenkie cialko tyle zlego doswiadcza.... Biedne malenstwo ! Jedyne dobro, ktore go spotkalo - to tak wspanialy i odpowiedzialny czlowiek, do ktorego trafilo to biedactwo. Strach pomyslec, co by bylo, gdyby komu innemu .... nie odpowiadal ! (Pamietacie przypadek psiaka odeslanego poczta do hodowcy :placz: :angryy: ?!) Powodzenia kochany psiaku. :loveu: Quote
ada89 Posted February 9, 2007 Author Posted February 9, 2007 ja pamiętam... to był bodajże mały labrador ze zgrubieniem na ogonie wysłany przez lekarzy... nie odpowiadał przez ten ogon bo miał być na wystawy... :shake: idioci...!! Zapamietałam że lekarze bo przecież to ludzie ratujący życie i takie coś ehhh Quote
elapieczus1 Posted January 9, 2008 Posted January 9, 2008 witam w końcu was znalazłam teraz potrzebuję czasu na przeczytanie waszej historii pozdrawiam i do przeczytania za jakiś czas:) przeczytałam nie wiedziałam że tylko tyle nastawiłam się na więcej;pozdrawiam życzę powodzenia i zdrowia życzę Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.