Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 504
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

farmerka63 napisał(a):
CZYNASTY zobowiązuje... Też mam dzisiaj peszka , ale ofiarą padło jedynie 59 słoików jogurtu :(


jej... jak to?

w sumie to też się mogę podpiąć pod czynasty bo przeszedł nam koło nosa fajny przetarg :( że o Dżordżykowym kłopocie nie wspomnę... a nawet nie pokojarzyłam tego...

Posted

Ano - wczoraj do Poznania pojechała partia towaru, ale niestety nie wprost do sklepu, tylko kierowca zaparkował gdzieś pod chmurką. Twarogi jakimś cudem się wybroniły, natomiast jogurty zamieniły w lądolód - po prostu lody jogurtowe :( Dzisiaj rano dostałam informację od właściciela sklepu, że coś z tymi jogurtami nie halo, i czy nie zmienią struktury po rozmrożeniu...

Niezrażona niepowodzeniem ( nie czułam się winna ) przystąpiłam do wyprodukowania kolejnej partii - miałam włączyć grzałki w termostacie na moment, żeby dogrzać kąpiel słoiczkom....i poszłam sobie zapomniawszy o wyłączeniu. Po dwóch godzinach temp. doszła do 80 st. C - no takiej temperatury najświętsza bakteria nie zniesie... Tym razem ewidentnie mea culpa :(



....biedna Grace... :(


A co Dżordżykowi stało się ???

Posted

farmerka63 napisał(a):


A co Dżordżykowi stało się ???


zropiało mu po kastracji :( czegoś takiego jeszcze nie widziałam kurde biaduś malutki, tyle już wycierpiał i jeszcze to ... i teraz codziennie jeździć będziemy na zastrzyki i musi w kloszu chodzić


ale szkoda jogurtów... a pewnie pychota są...

Posted

O Dżordżu biedny... Babel jakoś się wylizał po kastracji, aczkolwiek też patrzyłam z niepokojem, czy coś się niepokojącego nie kluje .

Marako - a pazur zagoi się Grace i nie będzie śladu ?

Posted

no i niestety do wczorajszych pechów muszę dołączyć zamarzniętą rurę :mdleje: wieczorem skończyła się woda :mdleje: i nie ma :cry: ale bez sensu kurcze bo przetrwało -30 a zamarzło teraz jak na dworze było jakieś -8

Posted

farmerka63 napisał(a):

Marako - a pazur zagoi się Grace i nie będzie śladu ?


Niestety nie wiemy tego, czy nie będzie śladu, ale na pewno będziemy tego pilnować. Już miała jeden palec amputowany po tym, jak trafiłam na niedoświadczonego lekarza, który przez miesiąc powtarzał, że to nic takiego, że wygląda coraz lepiej, jeszcze poczekajmy i dajmy kolejny antybiotyk.
Nasz wet uratował jej już 2 razy kolejne palce, bo ona ma tendencje do rozwarstwiania pazurów, pękania i łamania. Teraz będzie może lepiej, bo to ten boczny z przedniej łapy, a na nim nie chodzi.

Posted

Faktycznie jakiś pechowy dzień. Ale trzeba filozoficznie podejść do życia i się cieszyć ,ze wszyscy żyją.
marako , podeślij mi na PW swoje konto , bo chcę wpłacić kasę za bazarek na dziewczynki.

Posted

Byliśmy z Grace u weta z tym pazurem, bo niestety dziś przez cały dzień kuleje i jest nieswoja. Znów kolejny antybiotyk, opatrunek i uważać, żeby nie zamokło i żeby nie zdjęła i nie lizała.

A co do Bravy/Poli, to już zdecydowanie odwozimy ją w sobotę.
I serce mi pęka, bo Pani całkiem szczerze napisała, że gdyby nie warunki mieszkaniowe, to by ich nie rozdzielała, bo jej żal bardzo Costy i rozstania suniek. Chyba miałam dobre przeczucia, że trzeba pokazać jej obie sunie, jakie są fajne i niekłopotliwe, a Costa to przytulaśna, spokojna i kochana WYJĄTKOWO. No, ale dzień po operacji nie będę biedaczki męczyć.

Myślę, że nie do końca o warunki mieszkaniowe chodzi, o czym niezręcznie się mówi. I też mi ciężko na duszy, a nawet główkuję, jak to delikatnie zrobić, żeby jednak one tam razem były. Costy nie sposób nie pokochać. (Brava też milutka, ale taka jak szczeniaczek, rozbrykana, trochę dzika i nieobliczalna, jak wpada w amok to nie można być niczego pewnym, rzuca się np. do dużych psów).

Poker, wysyłam pw.

Posted

Mam nadzieję ,ze z rozstaniem nie będzie źle.A może nawet dla starszej suni domek , w którym będzie sama będzie lepszy , bo młoda nie będzie z nią konkurowała i Costa będzie bardziej dopieszczona.
Przelałam 70 zł na dziewczynki.

Posted

marako napisał(a):


Jakoś Stonka 1125 od kilku dni milczy, może wyjechała (w czwartek wysłałam dane do wizyty pa). Mam nadzieję, że zajrzy na dogo, odczyta pw i do wizyty dojdzie na dniach.



Marako wysłałam Ci pw i podałam nick osoby wizytującej, od niej dzisiaj sie dowiedziałam że to nieaktualne. Sama pisałaś ze Pani ma w weekend jakieś rodzinne uroczystości to Zuza nie zawracała jej głowy, dzisiaj jest środa a wizyta miała być umawiana na jutro.

Posted

Ach napisałam przedwczoraj w mailu, że jesli nawet nie uda się wolontariuszce z Jarocina znaleźć czasu na wizytę, to nie jest to konieczne, jesli ja sama odwożę psa i mogę sama naocznie stwierdzić w jakich warunkach będzie. Tak czy owak, umówiłam się na przywiezienie psa w najbliższą sobotę.

Nie sądziłam, że Pani pomyśli, że wizyta jest nieaktualna, pisałam, że w tej sytuacji nie jest konieczna. Inaczej byłoby, gdyby to pies był odbierany z dt i wizyta ma potwierdzić, że dane o domku są wiarygodne. Wczoraj przez wiele godzin, prawie do dziś nasza wieś była pozbawiona prądu, nie zaglądałam ani tu, ani do poczty. Nie wiem więc na czym stanęło.

Posted

Tak naprawde po rozmowie z Panią Zuza tez stwierdziła ze wizyta byłaby tylko formalnością :) Jak sunia bedzie zawieziona przez Ciebie to jeszcze lepiej :) Mogę obiecać że poadopcyjną z przyjemnością zrobimy jak będzie potrzeba.

Posted

Wpłynęło 70 zł od Poker, z bazarku i dalsze 20 zł od Nikaragui, też z bazarku. Dziękuję za wsparcie.
(czekam na decyzję modów, i pewne ustalenia u mnie w pracy - może będę miała trochę fantów na bazarek - na pewno kilka kudłaczy by skorzystało, bo fantów byłoby trochę...)

Dzięki, stonka za tę informację. Z przyjemnością skorzystam kiedyś z wizyty poadopcyjnej. Może ludzie dojrzeją do Costy...

Byłam dziś u weta z Grace (pazur najechany krzesłem) i Bravą (ten niby-guz, a właściwie tak naprawdę twarde wybrzuszenia w okolicy szwów). Chciałam zawieźć tam sunię zdiagnozowaną, o której wszystko wiadomo, żeby nie było niespodzianek.

Po kolejnych dokładnych oględzinach i kolejnym usg lekarz stwierdził, że na 99% wygląda to jednak na odczyn na szwy, ale nie te, które szyły skórkę, ale te, które zszywały powłokę brzuszną lub nawet te najgłębsze, bo są tam 3 warstwy szwów! Powiedział, że tak niektóre psy mają, że są wrażliwsze i dopiero po 2 miesiącach, kiedy następuje całkowite rozpuszczenie szwów tych wewnętrznych to znika. Nawet być może w kilku miejscach tych szwów zewnętrznych nastapi w ciągu kilku dni wyciek, a może i kawałeczek szwa wyjdzie, bo tak są jakby wybrzuszone w 3 miejscach, jakby miało coś pęknąć i wydostać się na zewnątrz.

No i decyzja bardzo ważna - przełożyliśmy operację Costy na poniedziałek, żeby się z nią przejechać do domku dla Bravy. Nie będzie mnie wtedy męczyło, że tego nie zrobiłam i z tego powodu zmarnowała się jakaś szansa na wspólny dla nich domek.

Posted

bardzo dobra decyzja z przeniesieniem na poniedzialek. i nie bedzie stresu wielkiego dla costy ze straty corki i jakiegos dyskomfortu po operacji.
a domek bravy wie o tym zgrubieniu?
pamietajcie co pisalam, jedne suni ropa wychdozila i wychodzila i zaden antybiotyk nie pomagal, az trzeba bylo robic operacje, wyczyscic jej to i wtedy sie juz zagoilo i zroslo pieknie wszystko. oby brava nie musiala tego nigdy miec, ale trzeba to brac pod uwage. domek musi wiedziec i byc w stanie to oplacic, a nie oddac ja za 2 mce.

Posted

Te 3 zgrubienia na szwie zewnętrznym są takie mikroskopijne - kilka mm średnicy, że nawet, jakby coś wychodziło (tj. ropa), to symbolicznie, jak z małego strupeczka i nie ze środka jamy brzusznej. Nawet wet powiedział, że jakby to pękło, może być widać nitkę, wtedy żeby delikatnie ją wyjąć i zdezynfekować, to się zasklepi, bo tę nitkę właśnie chce (skóra?) wyrzucić na zewnątrz.

Posted

ee jak to takie malutkie to spoko - to co miał teraz Dżordż to była masakra :( własnie mu się ropień zrobił po kastracji - ale ropień - mega ropień :( okropność...

u suczek widziałam już kilka razy takie własnie zgrubienia - ale nie wychodziło im nic, tylko pod skórą było zgrubienie/odczyn zapalny i to znikało z czasem samo ładnie

Posted

marako napisał(a):
I co z Dżordżem, tj. ropniem robiliście?


jemu urosła wielka bania w 5 dobie po kastracji i pękło, wylała się ropa :( jeszcze nie miałam czegoś takiego... rosło w oczach i to oczywiście w niedzielę wieczorem, w poniedziałek rano do weta i antybiotyki, ale było niby lepiej, ale taksobie nadal, więc wczoraj mu to wetka oczyszczała z tej ropy, przepłukiwała w środku czymś i wyszedł razem z ropą jeden szew wewnętrzny, nadal ma antybiotyk, ale mam nadzieję, że najgorsze już za nami bo to było coś koszmarnego - on taki biedny i jeszcze to go spotkało

Posted

malawaszka napisał(a):

u suczek widziałam już kilka razy takie własnie zgrubienia - ale nie wychodziło im nic, tylko pod skórą było zgrubienie/odczyn zapalny i to znikało z czasem samo ładnie


czasem to nawet nie tyle stan zapalny tylko to co zostalo zszyte pod skora sie tak uklada. Jedna z moich suk wlasnie takie jakby "gulki" po sterylce miala i okazalo sie ze szew wewnetrzny tak wlasnie skora zlapal (co innego jak pies lezy i go szyja a co innego jak na 2 dzien sie juz rusza). Dopoki sie nie saczy to nic zlego.
Pozniej jak szwy zejda to mozna masowac zeby sie nie tyle wchlonelo co ułożyło

Posted

No i już mamy tylko jedną sunię. Brava/Pola trafiła bardzo dobrze - będą dbały o nią aż trzy osoby, w tym dwie niepracujące. Miałam już telefon o tym, że trochę popłakiwała przez pierwszą godzinę, ale później poszła na spacer, pobawiła się, pojadła i zasnęła. Przysłali też zdjęcie, jak się bawi z nimi piszczącą świnką. Ludzie nic na siłę nie próbują, dają jej czas, żeby sama się ośmieliła i już po paru godzinach zaczęła podchodzić, układać się w nogach do spania, nastawiać do głaskania.

Początek był taki, że biegała i poszczekiwała przez kilkanaście minut. Bardzo była zaniepokojona i poruszona. Natomiast Costa od razu oczyska skierowała na nową panią, usiadła i łapką prosiła o głaskanie. Chodziła za nią krok w krok. Gdyby nie fakt, że już umówione było, że zostaje Brava, to chyba woleliby Costę. Niestety dwa psy nie wchodzą w rachubę (jak przypuszczałam, chyba boją się, że w przypadku jakichś zawirowań, chorób nie podołaliby udźwignąć - ich sznaucerek bardzo chorował przez ostatnie lata i długo leciał na kroplówkach, zanim odszedł). Na pewno Pola będzie miała dobrze, dobra karma, zabawki, opieka, miłość, długie spacery, w razie chorób leczenie. Ludzie odpowiedzialni i ciepli.

Mają w rodzinie kogoś bardzo psiolubnego, kto stracił niedawno psa (oni też pół roku temu stracili 15-letniego sznaucerka mini) i przypuszczają, że gdyby ta osoba zobaczyła Costę, to ona ujęłaby ją tym swoim miłym i spokojnym charakterem i potrzebą kontaktu z człowiekiem i jakimś takim trochę żałosnym spojrzeniem. Wiedzą, że niedosłyszy i że nie jest młoda, a powiedzieli, że tym bardziej tamtą osobę by to skłoniło do jej wzięcia. Kto wie, może jak wydobrzeje, to będzie dla niej już wtedy domek...

Ale teraz jednak boję się o nią, co będzie z jej zdrowiem, czy zdążymy powycinać wszystko na czas, jak zniesie kolejne narkozy. Teraz wygląda o wiele lepiej niż miesiąc temu, lepiej chodzi, jest silniejsza i żwawa. Apetyt jej dopisuje. Mamy więc nadzieję, że poradzi sobie i wszystko przebiegnie pomyślnie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...