Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 594
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ja wczoraj dotykałam obróżki Meli......

Morusku, wspomnienia o was sa bolesne ale i tak bardzo piękne.I tak bardzo chciałoby sie, żeby nie były wspomnieniami tylko czasem realnym.

Posted

Szarotko od smierci Areska mineło ponad 13 miesięcy a mimo to jego miseczka nadal stoi na swoim miejscu zarówno w kuchni jak i w pokoju rodziców. Stoi tak jak stala kiedy Aresek jeszcze żyl na czystym ręczniczku, smyczka nadal leży w przedpokoju gotowa do użycia, nie mam areska ulubionych zabawek poniewą dalam mu je aby zabrał w miejsce do którego wyruszył 20 grudnia 2006 r. - pewne rzeczy sie nigdy nie zmienią niezaleznie od czasu jaki uplynie.

Posted

[quote name='szarotka11']Morusie, wczoraj musiałam pogrzebać w koszu ze starociami i wzięłam do rąk Twoje posłanie. To duże legowisko otoczone wałkiem z gąbki. Trzymam je nie wiem po co. Ale wiem, że nie mogę tego na razie wyrzucić. Oczywiście ogarnęły mnie znowu wspomnienia. Widziałam znowu Twoje oczy, kiedy leżąc już sparaliżowany na tym posłaniu, wodziłeś za mną wzrokiem. Byłoa tam czysta miłość i całkowite oddanie. I znowu serce mi się rozrywa na kawałki.
Morusku, taki ładny dziś dzień, poszlibyśmy na długi spacer do lasu....


Szarotko powiem CI, że ja nadal mam Sary legowisko. Nie wiem po co je trzymam. Przecież jak będę miała drugiego psa kupie mu nowe. tak samo jak Ciebie zawsze ogarniają mnie wspomnienia. Zawsze jak zobaczę coś co mi ja przypomina. I za każdym razem oczy robią się szkliste od łez.J nigdy się inie pozbędę rzeczy Sarci.

Posted

Morusku, mój przystojniaku ;), masz powodzenie.
Oczywiście Moniu, że się nie gniewam. Może te zdjęcia pomogą właścicielowi chorego pieska na podjęcie decyzji o wózku i ułatwieniu mu zycia, a nie o ......
Na wózku też można być szczęśliwym.
Ale teraz za TM to na pewno jest pełnia szczęścia. Ani śladu po chorobie, słońce, wspaniałe towarzystwo.
Tylko nam tu na ziemi tak bardzo żal ściska serce.... ale nic to....

Posted

Eh Szarotko, chciałabym Ci powiedzieć coś co złagodzi ból, jednak czy jest coś takiego???
Ja również nie towarzyszyłam mojemu psiakowi przy jego śmierci. Było to już... o Boże, 8 lat temu. Ależ ten czas leci...

Dexter był (prawie :cool3:) jamnikiem. Trafił do nas zupełnie przypadkiem, do tej pory w naszym domu była totalnia kociarnia. A tu nagle bach - pies. Mały szczeniaczek, który chodzi i zostawia za sobą ciepłe kałóżki ;) jednak szybko okazało się, że coś jest nie tak. Był chory, już taki chyba do nas trafił, jednak na poczatku nie było tego widać. Parwowiroza i 2 tygodnie walki o życie. Dosłownie, walki. Wstawania w środku i nocy, bo pies ledwo dyszy i wymiotuje żółcią w kącie pokoju... Mały miał max 4 miesiące, był jeszcze mały i słaby, szczeniaki są duże bardziej narażone na najgorsze... Jednak przeżył. Do cholery, przeżył! I tak wygrana walka dużo szybciej zbliżyła mnie do niego i pokochałam go całym sercem.

Potem długo wszystko było w porządku, Dexio był u nas już ponad rok czasu i nic nie wskazywało, że coś się stanie. Jednak stało się. Dexio zginął śmiercią nagłupsza z możliwych - wpadł pod samochód. I też do końca życia sobie nie daruję, że nie było mnie wtedy przy nim...
Miałam wtedy 12 i byłam po prostu dzieciakiem który chodził jeszcze do podstawówki. Pamiętam doskonale ten dzień - był to 8 marca, dzien kobiet.W szkole miał być jakiś tam teatrzyk z udziałem mojej klasy i z kilkoma osobami ćwiczyliśmy przed tym w domu koleżanki. Nagle zadzwonił mój ojciec i powiedział, żeby wracała do domu, bo stało się coś strasznego. Nie powiedział co, ale ja już wiedziałam...

Nie zapomnę tego nigdy. Wchodzę do domu, a na posłaniu Dexterka leży on. Tak, leży. Ale zimny i martwy...
To był szok, szok największy jaki mogłam wtedy przeżyć jako 12 letnie dziecko. Ja po prostu nie wierzyłam, że on nie żyje. Że już nie wstanie, nie zamacha ogonem, nie szczeknie... Nie pamiętam już ile czasu siedziałam przy nim i głaskałam jego głowkę. Choć był już martwy...

Szarotko, wierz mi, że potrafię zrozumieć Twoje rozczarowanie zachowaniem Twojego męża. Choć moja sytuacja była nieco inna, to jednak wyobrażam sobie, jaki ból czułaś, gsy ktoś kogo kochasz zabrał Ci twoją największą psią miłość. Choć Morusek był chory, więc i tak niewiele czasu mu zostało to jednak... Ale ja czułam się chyba jeszcze gorzej. Młody, ledwo połtoraroczny ukochany psiak, wyrwany z pazurów choroby.
Wygraliśmy taką batalię o niego, tyle wysiłku i łez przy jego leczeniu. Wygraliśmy ją, choć wydawało się, że nie ma szans. Wszystko bylo już okej, gdy nagle umiera najbezsensowaniejsza smiercią!! Psa na spacer wyprowadził mój ojciec...
Mówiłam mu z mamą sto razy - nie puszczaj go zes smyczy przy domu. Mieszkamy przy ruchliwej dwupasmowej ulicy prz wyjeździe z miasta - kierowcy naprawdę grzeją tutaj nieźle. A do tego była wiosna -
wiadomo, suczki pachną... On jednak miał to gdzieś...

I tak zakończył się żywot Dexia, mojego kochanego słoneczka...

A najbardziej bolało mnie to, że ojciec WCALE sie tym nie przejął. Pamiętam doskolnale jego słowa "a tam, to przecież tylko pies"...
I to było wszystko, co powiedział w tym temacie. Ani przepraszam, ani słowa skruchy. On to naprawdę miał głeboko w dupie. To był pierwszy i nieostatni raz gdy ojciec mnie tak zawiódł (dziś nie mam z nim już prawie żadnego kontaktu, i napradwę - nie żałuję), ale to był ten najgorszy raz. Nie chciał nawet pomóc mnie i mamie go pochować. To był dla nas straszny szok... Śmierć psa a potem coś takiego... :mad::angryy::mad::angryy:

Dexia pochowałam razem z mamą, na totalnym pustkowiu. Był to taki ponury dzień. Deszcz padał od kilku godzin, a my stałyśmy w ty deszczu i kopałyśmy dół dla mojego największego słoneczka...
Pochowaliśmy go razem z jego zabaweczkami, ulubionym kocykiem. Nie wiem czemu tak, dziś pewnie chciałabym zostawić sobie coś po moim kochanym psiaku. Jednak wtedy byłam przekonana, że jemu to będzie koniecznie potrzebne, przecież to jego ulubiona piszczałeczka, on musi ją ze sobą zabrać...

I to wszystko. Tak się skończyło którkie życie Dexiunia, za krótkie...

Rozpacz po nim była wielka. Dosłownie - rozpacz. Były to dni, kiedy człowiek tylko chodził i ryczał. Bo już nawet nie płakał - ryczał. A jednak mojemu ojcu ani razu nie popłynęła nawet łezka... :-(

Nie pamiętam już, ile to trwało, ale na pewno nie więcej niż 2 miesiące, kiedy podjęliśmy decyzję o tym, że trzeba coś zrobić, bo bez psa żyć sie nie da. Choć miałam wyrzuty sumienia, ze tak szybko, że to będzie wyglądało tak, jakbyśmy o Dexiu już zapomnieli. Że to będzie wyglądać tak, że skoro "zepsuła" się starazabaweczka to trzeba szybko kupić nową. Może to brzmi absurdalnie, ale tak właśnie wtedy czułam...

Dziś mam już 20 lat. Niewiele pozostało we mnie z tamej 12latki co wtedy. Jednak jest jedno co pozostanie na zawsze - pamięć o Dexiu. Choć też często mam wyrzuty sumienia, że za rzadko o nim myślę... I też zawsze będę się winić za to, że nie byłam przy nim, gdy w bólu umierał... Jednak cóż mogę zrobić? Jestem jednak pewna, że on wie, jak bardzo go kochałam. I kocham przecież nadal...

Uff, teraz kiedy to wszystko napisałam i jak zwykle poryczałam się, przy wspominaniu tamtych chwil, wiem, że nie jestem sama. Za chwile pójdę i przytulę się do mojego słoneczka - Dexia II... Tak, nazwaliśmy go tak samo. I jest z nami już 8 lat. Jest taki sam, tak samo prawie jamnik, tyle, że ten jest czarny, a tamten był rudy. Wtulę załzawioną twarz w jego ciepłe futerko i wiem, że on będzie wszystko rozumiał... Bardzo często widzę w nim naszego pierwszego Dexiunia. To samo zachowanie, takie "minki". I jestem pewna, że gdy przytulam go, tamten również czuje to, mimo, że jest tam daleko, za tęczowym mostem... Choć wiem, że przecież nie musiało tak być. Mógł być z nami po dziś dzień. Jednak stało się inaczej i nie wiem, może jest w tym jakis sens. Nie wiem jaki, nie wiem, ale może jest...

I czasem też nachodzi mnie myśl, że przecież i Deterek II kiedyś odejdzie... Jednak nie boję się o niego, bo wiem, że będzie tam na niego czekał jego wspaniały poprzednik...

Dlatego Szarotko tak ważne jest, by pozwolić sobie pomóc. I nie tylko przecież sobie... Bo kto tak pomoże po stracie psa jak nie inny pies. Inne maleństwo którym będziemy mogli się zaopiekować, dać mu kochający dom, i znów zobaczyć tą psią wdzięczność w jego oczkach... Bo to nie chodzi o nasze szczęscie, abyśmy to my z nimi byli szczęsliwi. Tak oczywiście też jest, ale nie to jest celem. Celem jest to, aby to im, tym małym stworzeniom, dać szczęście.

Tym naszym psim aniołom....




PS: to mój pierwszy post, mimo że czytuje to forum już od dawna, to dopiero teraz sama postanowiłam sie wypowiedzieć. Chciałabym podziękować wam z całego serca za to, że jesteście tak wspaniałym ludźmi, że macie tyle ciepła i miłości dla naszych zwierzaków...
Naprawdę, jesteście wielcy...
I dopiero teraz zauwazyłam, że dziś są urodzinki Dexia II. Żyj nam długo moje słonko, jak najdłużej... :loveu: Życzę Ci 100 psich lat!!!! :multi:
Dziś również jednak zmarł też pies mojej koleżanki. Po 11 latach odeszło najwierniejsze jej stworzenie... ['] dla Małego... :-( Śpij dobrze, aniołku...


A Moruskowi i Dexterkowi obiecuję za całego serca, że zawsze będziemy o nich pamiętać. I zawsze kochać...

I na koniec kilka zdjęć.
To Dexio I, z jego ulubioną gumową kiełbaską:



tu też on, jak patrzę na to zdjęcie i tą łapkę uniesioną to tak jakby on mi tam zza TM machał i mówił, że u niego wszystko dobrze...




a to Dexio II, jego godny nastepca. czy mi sie tylko wydaje, czy on się tu uśmiecha???? ;)





no, czas już wreszcie iśc spać... Ale po napisaniu tego czuję jakąś ulgę... nie umiem tego opisac, ale jednak...
I Ty śpij dobrze, mój Dexiu kochany ['] i biegaj radośnie po łąkach tęczowej krainy....

Posted

Samaro, dobrze, że możemy tutaj sie wygadać i wyrazić wszystkie nasze uczucia, które w "normalnym" świecie budzą co najmniej zdziwienie, jeśli nie politowanie i dwuznaczne uśmiechy..
Ja swojego pierwszego psa pamiętam do tej pory. To była piękna długowłosa, biała Aza. Miałam chyba z 5 lat (a wierz mi ,że to było b. dawno - kiedy dinozaury chodziły po ulicach - tam mówią moi synowie;)), kiedy na moich oczach przejechał ją samochód (garbata "Warszawa"). Płakałam strasznie, ale biegłam po pomoc do Taty, aby ją ożywił - bo myślałam, że wszystko może.
Do tej pory mam ten obraz przed oczami, jakby to było wczoraj....
Dexterek I ma cudne, mądre oczy. Myslę, że już z naszymi pieskami dawno się zaprzyjaźnił i biega szczęśliwy po tęczowych łąkach...
Dexter II naprawdę się filuternie uśmiecha...wie, że tam z góry ktoś się nim opiekuje.
Dla naszych przyjaciół

Posted

W sensie, że wzruszyłam się, bo to daje wiare, że ludzi którzy tak kochają zwierzęta jest wiele i tak bardzo długo o nich pamiętają. Ja kiedyś znajomego spytałam, czy myśli że zwierzęta idą za TM, to mnie wyśmiał, a jak mu powiedziałąm, że wziełam następne zwierzątko po tak długim czasie, by poprzedni piesek nie myślał, że o nim zapomniałam, to mi nawymyślał..

Posted

Oczywiście, że kochają, i to kochają aż do bólu...
Cóż, róznie postarzegane jest to przez ludzi. Jednych to śmieszy, jedni tym gardzą, inni popukają się w czoło. Albo i tacy, jak mój ojciec, który stwierdził, że przecież "to tylko pies", czym tu się przejmowac... :-(

Ja zwierzaki kocham całym sercem, wszystkie, choć faktycznie, najbardziej psiaki. I czasem jak patrze na tego mojego "małego obywatela" ;), to czuję, że naprawdę mogłabym oddać za niego życie. Takie przywiązanie jednak jest też bardzo bolesne, bo gdy pies odchodzi nie możemy się z tym uporać. Jednak przecież się nie da inaczej...

I choćbym miała się szarpać i wariować po odejściu naszych kochanych psów, to jednak wiem, że nie umiałabym i przedewszystkim NIE CHCIAŁABYM inaczej... Dla mnie to nie jest "tylko pies". Dla mnie jest on największą radością, miłością, wszystkim po prostu... I nigdy nie chciałabym nawet pomyśleć, że jest inaczej.

Tak to juz mamy, my, psiarze... ;))))

Posted

Samaro bo tak jest. Pies to najwierniejszy przyjaciel, członek naszej rodzniy, nasz powiernik, nasza radość, miłość itp.
Wyliczać można w nieskończoność. I póki zyjemy one na zawsze będa w naszym sercu i naszej pamięci.

Posted

Tak, to prawda...
Mnie wlasnie skonczyly sie ferie i znowu wyjechalam na studia. Studiuję w innym mieście. Czeka mnie dlugie rozstanie z moim psiuńkiem... Eh, jak ja nie lubię tych rozłąk :shake:

Czasem tylko strasznie się boję, że znów stanie się tak, że nie będę przy nim gdy...
Wiem, że to bez sensu, bo on NA PEWNO ma przed sobą jeszcze duuuużo czasu, ale czasem nachodzi mnie taka myśl i naprawdę się boję...
Chyba bym tego nie przeżyła :-(

Posted

Tak , za kazdym razem kiedy piesek inaczej stąpnie, kiedy inaczej zakaszlnie czy parsknie my juz czujnym okiem patrzymy czy to aby nie cos chorobowego, czy sie przypadkiem nie zadławił albo jeszcze coś innego .
I tak juz bedzie zawsze dopóki bedzie MIŁOŚĆ .
Witam Samaro :lol:

Posted

Samara napisał(a):
Dziś mam już 20 lat. Niewiele pozostało we mnie z tamej 12latki co wtedy.


Pozostało.I to wiele.
WRAŻLIWOŚĆ.UCZUCIOWOŚĆ.

w dzisiejszych czasach , kiedy życiem żadzą pieniądze, tel.komórkowe, ciuchy , niewiele jest czasu an iuczucia.
A TY z 12 letniego dziecka przez okres dojrzewania doszłaś do etapu dorosłej kobiety i nie zatraciłaś swoje wrażliwości, uczuciowości, empatii.
To cos zanczy.Znaczy wiele.
Jestes mądrą, młoda kobietą.
I nie zmieniaj się.

Posted

Monia70 napisał(a):
Pozostało.I to wiele.
WRAŻLIWOŚĆ.UCZUCIOWOŚĆ.

w dzisiejszych czasach , kiedy życiem żadzą pieniądze, tel.komórkowe, ciuchy , niewiele jest czasu an iuczucia.
A TY z 12 letniego dziecka przez okres dojrzewania doszłaś do etapu dorosłej kobiety i nie zatraciłaś swoje wrażliwości, uczuciowości, empatii.
To cos zanczy.Znaczy wiele.
Jestes mądrą, młoda kobietą.
I nie zmieniaj się.


Nie zamierzam ;) Ani ciuchy, ani tel. komórkowe ani inne tego typu bzdury mnie nie interesują. I zawsze już chcę w swoim życiu pomagać psiakom. Kiedyś marzyło mi się własne schronisko, lecz dziś już wiem, że to nie takie łatwe... Ale wiem, że ZAWSZE w moim domu będzie miejsce dla jakiegoś psa, szczególnie dla tych wyjątkowo potrzebujących, skrzywdzonych, poniżonych przez "ludzi"...
Na razie studiuję i mieszkam w akademiku - więc wiadomo, że nie mam warunków przygarnięcia jakiegoś psiaka. W domu został już jeden, tylko z mamą, a wiadomo, że nie wezmę teraz żadnego i nie zostawię jej jego, bo nie chcę jej obarczać dodatkowymi obowiązkami.... Ale kiedy już skończę studia, jakoś tam się ustatkuje i zacznę swoje życie to NA PEWNO będę miała psa, ba, może nawet psy.. ;) Nie wyobrażam sobie domu bez psa, życia bez psa...

Nic innego nie daje takiej radości, jak kochanie i pomaganie tym, którzy tej miłości i pomocy najbardziej potrzebują, czyli oczywiście bezdomne, niczyje psiaki....

Szarotko, a czy Ty myślałaś już czy nie otworzyć swojego domu dla kolejnego psiaka? Szkoda, żeby tyle miłości ile nosisz w sobie się zmarnowało... Myślę, że Morusek byłby z Ciebie dumny i na pewno by chciał, aby jakiś jego współtowarzysz psiej (nie)doli mógł znaleźć tak wspaniały dom, jaki Ty mogłabyś mu dać...

PS: dziękuję wam wszystkim za wasze wielkie serca ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...