Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='asiak_kasia']
I o ile rozumiem, że pies po operacji i tu jest walka o jej zdrowie, o tyle coś za często widze uzywanie gazu bez myślenia, bo to w koncu taka "mało szkodliwa i bezpieczna" metoda. Są uzasadnione przypadki, jak Twój, ale coś zbyt modne się to ostatnio zrobiło.
Ale w sensie, że spotykasz się z tym na co dzień tam, gdzie bywasz z psem, czy tylko na dogo?
Bo osobiście przez 7 lat nigdy nie widziałam w realu, żeby ktoś użył gazu do odstraszenia psa, sama - choć noszę - też go nigdy nie użyłam (tylko postraszyłam, że użyję). Na dogo się o tym czyta, owszem, ale to w końcu są newsy zebrane z całej Polski i nie tylko.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted (edited)

Już nie mieszkam w Poznaniu, wiec tylko tam bywam i powiem szczerze, na terenach, które odwiedzamy w ramach wycieczek, dość często widuje straszenie gazem i faktycznie go stosowanie. Głównie w lasku marcelińskim. Na ogół przez paniusie z joreczkami, maltasami i innymi małymi. Profilaktycznie, bo duży pies się mniejszym zainteresował...I niekoniecznie widze stosowność takiego uzycia. Tym bardziej, że tam psy latające luzem są niejako wpisane w krajobraz.

Dogo to ja dziele przez 4, bo to co ludzie tutaj pisze, czesto się mija z prawda, wiec niekoniecznie jest to wykładnik. NAtomiast tak jak wspomniałam, czesto coś ostatnio ten gaz w uzyciu jest. Kiedyś nawet miałam pogadankę na ten temat z kolezanką. Dwa razy jej pies dostał po oczach, bo na WYBIEGU dla psów podszedł do innego, a ma kawał byka, jakiegos miksa z benkiem, pies ciapa, także nie było podstaw. Paniusia się wystraszyła, że jej to "bydle" zeżre pieska :roll:

W Poznaniu, ogólnie jest mała kultura u psiarzy. Każdy widzi czubek swojego nosa, i niestety nie-myślenie jest na porządku dziennym.

a_niusia- jasne, są sytuacje, kiedy trzeba ogon podkulić i to przepraszam powiedziec, ale to tyczy dwóch stron. I powiem po raz kolejny, w Twojej sytuacji uzycie tego gazu miało podstawy. Gdyby ktoś mi psa wypryskał tylko dlatego ze ja nie zdarzyłam dobiec wczesniej i odwołać, to już sory, ale lekkie nadużycie.

Co innego jak piesek samopas, albo właściciel wdupiemajacy, ale jeżeli ktoś po prostu spóźnił się z odwołaniem ,albo zwyczajnie nie zdarzył psa dorwać przed dobiegnieciem do drugiego pieska, walenie gazem po oczach jest juz przesadą. (pomijam psy agresywne, bo takie jeżeli się nie ma nad nimi kontroli, nie maja prawda biegac luzem)

Edited by asiak_kasia
Posted

[quote name='asiak_kasia']
W Poznaniu, ogólnie jest mała kultura u psiarzy. Każdy widzi czubek swojego nosa, i niestety nie-myślenie jest na porządku dziennym.[/QUOTE]
Chyba wszędzie tak jest i nie tylko dotyczy to psiarzy. Ludzie ogólnie mało szanują się nawzajem.
Choć muszę przyznać, że u mnie nie tylko gazu w użyciu nie widziałam, ale też nie widuję paniuś z wychuchanymi, słitaśnymi jorczusiami, które trzeba bronić przed wszystkim co się rusza. Nawet całkiem fajne jorki mamy w okolicy - wolę je znacznie bardziej niż tutejsze labradory.
Może jedno z drugim (tzn. brak gazu i brak paniuś z joreczkami) jakoś się łączy, nie wiem :)

Posted

[quote name='filodendron']Chyba wszędzie tak jest i nie tylko dotyczy to psiarzy. Ludzie ogólnie mało szanują się nawzajem.
Choć muszę przyznać, że u mnie nie tylko gazu w użyciu nie widziałam, ale też nie widuję paniuś z wychuchanymi, słitaśnymi jorczusiami, które trzeba bronić przed wszystkim co się rusza. Nawet całkiem fajne jorki mamy w okolicy - wolę je znacznie bardziej niż tutejsze labradory.
Może jedno z drugim (tzn. brak gazu i brak paniuś z joreczkami) jakoś się łączy, nie wiem :)[/QUOTE]

No ja nie wiem, może mam takiego pecha, albo jakoś wybitne złe godziny spacerowe wybieram, ale dość często trafialm na takie plastik-fantastik z ich pieseczkami. I ogólnie byłam w kilkunastu miastach w PL tak na dłużej, ale takiego chamstwa jak w P-ń nie widzialam nigdzie.
Najlepiej mi się żyło w Szczecinie z pieskami, 3 tyg i cud miód i orzeszki. Ludzie jacyś tacy, bardziej wyluzowani. A byłam wtedy z agresorem i moja suką, która nie jest happy-go-lucky ;)

Posted

Ja na widok jorasków łapie psa i idę w drugą stronę, bo nie daj borze Lary podbiegnie się przywitać (miniatur nie atakuje) to jest raban że bydle połamie pieseczka, może jest parę normalnych osób które pozwalają się Laremu przywitać z ich psem i do rozlewu krwi nie dochodzi :roll:

Posted

Wczoraj zdębiałam .Stoję z moją sucz i rozmawiam z chłopakiem i jego bratem .Z daleka zobaczyłam ok 10-12 chłopca którego pies wyprowadza na spacer .Gdy podeszli na tyle blisko abym mogła zobaczyć że też ma sukę .Poprosiłam go aby nie podchodził do mnie z swoim psem .Zaczął się głupio uśmiechać i nie zmienił kierunku .Prosiłam go z 3 razy i nic .Gdy na niego krzyknęłam to lekko się odsunął i stał tak z 6 min (z tym głupim uśmiechem na twarzy ) ...........

Posted

[quote name='zaba14']Evel a nie lepiej Ci unikac babki? Jak ja widzisz to idz w inna strone .. Coz pies jest na smyczy wiec nic nie zrobisz po co sie stresowac i szukac wiekszych problemow

Od ponad pół roku jej schodzę z drogi, zmieniam kierunek, włażę w zasrane trawniki podblokowe, bo księżna idzie. Ale uznałam ostatnio, że mam w dupie, bo niby dlaczego ma tak być? Niech zabiera swojego kundla, nad którym mimo smyczy nie panuje, albo niech go komuś odda, jak jest jej taką kulą u nogi. Nie będę się odwracać na pięcie i okrążać osiedla dookoła idąc już w kierunku domu, bo ona ma kaprys iść prosto na nas.

[quote name='zaba14']Sory ale jak dla mnie szukacie dziury w calym ... Pies z innymi sie dogaduje tak pisala evel , z jej suka nie .. Coz trudno wasze psy nie maja antypatii? [..]A to ze jakis pies sie jej boi to nie moj problem ja wiem gdzie ide i nie zmienie trasy owszem suka jest na krotkiej smyczy ...

zaba, nie wiem, czy muszę Tobie akurat tłumaczyć "zasady działania" ttbów. Chyba nie. To nie jest antypatia. Ten pies bez żadnego mruknięcia wgryzł się w mojego. Gdybym nie zareagowała szybko, gdyby Zu nie była na smyczy tylko odbiegła gdzieś tam dalej (rzecz się działa na łąkach), gdybym jej akurat dzień wcześniej ścięła futro z kryzy (a miałam!) to być może nie miałabym już czego zbierać. Szukam dziury w całym? Możesz sobie tak uważać. Ale ta pinda jest przyciągana każdorazowo przez tę sukę nam pod nos, stoi parę metrów od nas (my w trawniku, na ulicy, w błocie, gdziekolwiek z boku), suka się bzdyczy i fuka, a my czekamy aż łaskawie suka się znudzi i jednak pójdzie dalej. I nie, to nie jest tak, że ten piesek się lubi ze wszystkimi, tylko nie z Zu - ten pies rzuca się do psów i do ludzi, a bawi się tylko z wybranymi osobnikami, zwykle są to mikrojoreczki i nic ponadto. Tak, mój pies nie jest święty. Ale do cholery nad nim panuję. Tamta baba zupełnie nie. I wiesz, niby mogłabym dalej jej schodzić z drogi a ona by myślała, że wszystko spoko, ale zastanawiam się po prostu głośno, co trzeba mieć w głowie, żeby tak robić? Bo chyba nie mózg.

I fajnie, że Twój pies chodzi na smyczy i umiesz ją skrócić w razie potrzeby. Zu też chodzi przy nodze jak mijamy inne psy i jakoś korona mi z głowy nie spadła, dalej się trzyma całkiem nieźle :diabloti: Ba, potrafi nawet opieprz zebrać jak ma jakieś głupie pomysły. A często spotykam ludzi zachowujących się jak zombie - idą tam, gdzie chce pies, zupełnie nie reagują jak pies się sadzi, albo - co chyba jest jeszcze gorsze - niuniają i ciumkają. Ręce mi czasem opadają po prostu na coś takiego. Ostatnio przykładowo stara DONka nielubiąca psów po drugiej stronie ulicy darła japę, skakała i ogólnie robiła wioskę a pańcia ją głaskała i mówiła "ciiiiicho, no już, cichuuuutko" :loveu::loveu::loveu:

Ogólnie to mi to zwisa i powiewa, jak ktoś układa swojego psa, ale jeśli pies stwarza realne zagrożenie dla innych jak ta astka, to chyba coś jest nie halo.

[quote name='Luzia']nie chodziło mi o samą sytuacje a o to że ten wasz cudowny gaz nie jest taki nie szkodliwy jak się większości wydaje

Nie lubisz swoich psów czy coś? Bo ja, jak coś mi próbuje zagryźć psa to jakoś tak mam odruch, że mam ochotę napastnika roznieść na części pierwsze, nie patrząc na to czy wypada czy nie. I nie mówię o jakimś tam jamniczeniu czy podbieganiu "on chce się tylko pobawić", bo takiego pieska można odstraszyć na sto sposobów bez użycia gazu. Mówię o realnej sytuacji zagrożenia życia psa.

[quote name='a_niusia']wole, zeby kundel mial ropne zapalenie spojowek niz zeby moj pies zostal w wieku niespelna dwoch lat kaleka do konca zycia.
i tyle w temacie.

Tudzież został zagryziony, bo amstafeczka NIE LUBI nosić kagańca :loveu:

Posted

[quote name='evel'] I nie mówię o jakimś tam jamniczeniu czy podbieganiu "on chce się tylko pobawić", bo takiego pieska można odstraszyć na sto sposobów bez użycia gazu. Mówię o realnej sytuacji zagrożenia życia psa.
[/QUOTE]

weź pod uwagę że w naszym kraju 99% ludzi nie zna kompletnie psychiki psów. Wiec wielu idiotów zastosuje gaz nawet w stosunku do psa który podchodzi w jak najlepszych zamiarach, CSując tak że ślepy kret by to zobaczył.
Miałam już różne przygody z agresywnymi psami, różnych wielkości, w kagańcach i bez, jakoś nigdy nie widziałam potrzeby użycia gazu ( nawet but rzadko idzie w ruch).
I nie bronię tu właścicieli którzy nie panują nad psami, bo takich najchętniej ku przestrodze w lepiej widocznym miejscu bym wieszała, ale psów których jedyną winą jest to że za właścicieli mają idiotów.

Klatkę dalej mieszka babsztyl którego suka wiecznie chodziła bez smyczy, podbiegając i rzucając się na wszystko, łącznie z moją starą suką, raz puściłam Funię, w celu demonstracji pańci, że mój piesek mimo że posłuszny z jej czekoladki może zrobić wycieraczkę. Pani zareagowała momentalnie, podbiegła z morda i ze smyczą na MOJEGO psa, udało się jej tylko musnąć grzbiet Funi tą smyczą, zaraz dostała chlapa w ryj i pięknie przytuliła trawę. Od tamtej pory czekolada chodzi na smyczy, a jak pańcia nas widzi to pięknie ją skraca do nogi :loveu: Jej psa w całej sytuacji nawet małym palcem nie tknęłam.

Posted

Ja nie dyskutuję, że to nie wina psa, bo to jasne - co pies winny, że jego właściciel się nie zgłosił w kolejkę do bozi po rozumek, nie? Tylko zastanawiam się, co mam zrobić, drzeć japę, oflagować się, czy strzelić w blond czuprynę raz a porządnie :evil_lol:

Posted

[quote name='evel']Ja nie dyskutuję, że to nie wina psa, bo to jasne - co pies winny, że jego właściciel się nie zgłosił w kolejkę do bozi po rozumek, nie? Tylko zastanawiam się, co mam zrobić, drzeć japę, oflagować się, czy strzelić w blond czuprynę raz a porządnie :evil_lol:[/QUOTE]

zdecydowanie stawiam na ostatnią możliwość :grins:

Posted

[quote name='Luzia']Pani zareagowała momentalnie, podbiegła z morda i ze smyczą na MOJEGO psa, udało się jej tylko musnąć grzbiet Funi tą smyczą, zaraz dostała chlapa w ryj i pięknie przytuliła trawę.
Uderzyłaś kobietę?

Posted

[quote name='Luzia']No raczej nie inaczej :lol:[/QUOTE]
Trudno powiedzieć, ludzie często konfabulują co nieco w takich kwestiach.
Szczególnie, że to jednak na ogół kończy się w sądzie.

Posted

Nie wiem jak ludzie, ja jestem przeczulona na punkcie moich kundli :)

A co do sądu to jeszcze mi się nie zdarzyło, jej mąż do mnie raz tylko wystartował z ryjem ale powiedziałam mu co myślę o nim, o jego żonie i psie ;)
Teraz jak się mijamy grzecznie mówi mi dzień dobry :loveu:

Posted

Luzia, uderzyłaś kobietę, aż ta upadła i zaryła w trawnik? :-o A potem co? Pani wstała, otrzepała się, grzecznie zapieła pieska na smycz i gnąc się w ukłonach oddaliła się lekkim krokiem? A potem zawsze na twój widok miała psa na krótkiej smyczy? I oczywiście pani nic się nie stało?
Poważnie ktoś dał się spoliczkować na ulicy i nie reagował? Naprawdę masz powód do dumy i do chwalenia się na forum publicznym....
:shake:

Posted

Nie wiem, co napisać - czy to jest więcej Twojego szczęścia niż rozumu, czy też na kobietę spłynęła nagła nirwana w sprawie traktowania cudzych psów.
W przyszłości na to drugie nie liczyłabym jednak w jakimś statystycznym ujęciu.
To jest działanie podpadające pod kodeks karny. Gdyby kobieta zaliczyła krawężnik zamiast trawy, mogłabyś dostać wyrok bez zawiasów.

Posted

[quote name='N&N']Luzia, uderzyłaś kobietę, aż ta upadła i zaryła w trawnik? :-o A potem co? Pani wstała, otrzepała się, grzecznie zapieła pieska na smycz i gnąc się w ukłonach oddaliła się lekkim krokiem? A potem zawsze na twój widok miała psa na krótkiej smyczy? I oczywiście pani nic się nie stało?
Poważnie ktoś dał się spoliczkować na ulicy i nie reagował? Naprawdę masz powód do dumy i do chwalenia się na forum publicznym....
:shake:

Dałam jej w twarz z liścia i odepchnęłam od swojego psa, to że nie ma koordynacji to i się wywaliła to już nie mój ból.
I tak wstała otrzepała się i zapięła psa na smycz, wtedy zaczęła do mnie jechać z morą. Jak dotąd nie zdarzyło się bym widziała tą sukę luzem ;)
I tak mam powód do dumy bo przynajmniej żadne dziamoczący czekoladowy kundel nie rzuca się na moje psy ;)

Posted

[quote name='filodendron']Nie wiem, co napisać - czy to jest więcej Twojego szczęścia niż rozumu, czy też na kobietę spłynęła nagła nirwana w sprawie traktowania cudzych psów.
W przyszłości na to drugie nie liczyłabym jednak w jakimś statystycznym ujęciu.
To jest działanie podpadające pod kodeks karny. Gdyby kobieta zaliczyła krawężnik zamiast trawy, mogłabyś dostać wyrok bez zawiasów.[/QUOTE]

Może tak, może nie, od tamtej sytuacji minęło już sporo czasu, jak dotąd nie dostałam żadnego zawiadomienia z prokuratury ;)

Ciężko o krawężnik na środku łączki :)

Posted

Jak można dać pobić się na ulicy, nie bronić się, nie wzywać Policji czy chociażby pomocy TŻta? Dla mnie to niepojęte. Bandytyzm w czystym wydaniu.

Posted

[quote name='N&N']Jak można dać pobić się na ulicy, nie bronić się, nie wzywać Policji czy chociażby pomocy TŻta? Dla mnie to niepojęte. Bandytyzm w czystym wydaniu.[/QUOTE]

Lepiej jak bym stała z boku i patrzyła jak baba leje mojego psa? :cool3:

Posted

Nie wiem, czemu się uśmiechasz. Rozumiem, że broniłaś psa, ale dobrze jest też wiedzieć, jakie są konsekwencje prawne takich sytuacji. Nie musi być krawężnik. Może być kamień, paskudnie rozbita butelka, pani ze świeżo zrośniętą kością lub zwykły fatalny upadek powodujący np. złamanie biodra.
Osobiście poszukałabym prawnika, który przeczołgałby Cię tak, że musiałabyś sprzedać pół mieszkania ;) ;)
(Nawet zakładając, że mój pies zrobiłby coś skrajnie głupiego.)
Czasem można tak trafić. Gorzej - czasem można trafić na żonę prawnika. Wziętego prawnika :) I wtedy jest naprawdę pod górkę.
Tak tylko ostrzegam na przyszłość, bo życie lubi płatać figle.

Posted

Pewnie i masz rację, ale gdyby taka sytuacja się powtórzyła na pewno nie wahała bym się stanąć w obronie mojego psa. Ot i tyle w tym temacie ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...