Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

U mnie był hit miesiąca.
Na spacer szliśmy do lasu, by się zrelaksować po męczącym dniu, za nami w tym samym czasie szedł dresiarz. W pewnym momencie naprzeciwko znalazł się beztroski blabladorek (oczywiście bez obroży), który zaczął biec w naszą stronę. I usłyszałam za sobą słowa dresiarza:
- Brutus, chodź tu do pana.
Po czym bardziej zapytał niż powiedział:
- Brutus czy to Ty?
:mdleje:
Jak można nie rozpoznawać swojego psa? :mdleje: No witki mi opadły. :mdleje:
Psa jednak odwołał, więc myślę sobie "OK, jeden normalny w okolicy". Gdzie tam! Jak tylko za zakrętem zniknął mu właściciel, labcio szczęśliwy nakierował się na nas. Co gorsza, właściciel miał w dupie swojego psa, bo się po niego nie wrócił: czy coś go przejedzie, czy ktoś go ukradnie? Co to za problem? Był jeden lab, to się kupi i drugiego... Ostatecznie spacer przemienił się w koszmar, bo labek polazł za nami do lasu wytaplał się w błocie, po czym od razu na mnie skoczył (brudny lab to kochany lab), następnie co rusz wszczynał awantury z moim psem (a on to oaza spokoju, ale ma swoje granice wytrzymałości), jak biegał to tratował mojego małego kundla, a na sam koniec kilkakrotnie skakał na mnie z zębami. Efekt? Zamiast się zrelaksować wróciliśmy wkurzeni, mój pies wrócił wystraszony, ja mam zniszczone (pobrudzone i podarte) spodnie doszczętnie i piękne rany na rękach. No żyć, nie umierać. Bo przecież laby są takie kochane, a mądrość wysysają z mlekiem matki...

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Chyba bym zabiła tego labradorka... U nas regularnie spierdzielał ludziom jeden egzemplarz, a oni zamiast go szukać, zostawiali go na dzielni luzem i jechali do pracy :mdleje: Labiszonek miał tendencję do gwałcenia psów, ludzi i w ogóle wszystkiego... Na mnie próbował wskoczyć tylko raz, bo mu przekazałam, że to NIE jest najlepszy pomysł, ale tak na serio - ja bym sobie na Twoim miejscu kupiła normalnie gaz pieprzowy.

Posted

[quote name='filodendron']Z wiekiem/płcią faktycznie jest coś na rzeczy. Z wiekiem jakoś coraz łatwiej funkcjonuje się w społeczeństwie - jeden z nielicznych plusów starzenia się, choć też do czasu, bo staruszkowie mają często nie mniej przechlapane niż nastolatki.
Co do płci, to nawet SM chętniej, szybciej i bez popędzania wlepia mandaty starszej pani z jamniczkiem bez smyczy, niż dresowi z astem bez tejże :diabloti:[/QUOTE]
oczywiście że jest.
pies mojej matki był często drażniony,bo tak pies śmiesznie wyglądał-takie małe,a jak ząbki pokazuje,a jak miski pilnuje.haha.
ile ja razy płakałam,żeby tego psa zostawili w spokoju...
ale ja miałam kilkanaście lat,kto by gówniary słuchał?
i ta ciągła konfuzja-czemu ten pies słucha się tylko mnie?

Posted

[quote name='Ty$ka']U mnie był hit miesiąca.
Na spacer szliśmy do lasu, by się zrelaksować po męczącym dniu, za nami w tym samym czasie szedł dresiarz. W pewnym momencie naprzeciwko znalazł się beztroski blabladorek (oczywiście bez obroży), który zaczął biec w naszą stronę. I usłyszałam za sobą słowa dresiarza:
- Brutus, chodź tu do pana.
Po czym bardziej zapytał niż powiedział:
- Brutus czy to Ty?
:mdleje:
Jak można nie rozpoznawać swojego psa? :mdleje: No witki mi opadły. :mdleje:
Psa jednak odwołał, więc myślę sobie "OK, jeden normalny w okolicy". Gdzie tam! Jak tylko za zakrętem zniknął mu właściciel, labcio szczęśliwy nakierował się na nas. Co gorsza, właściciel miał w dupie swojego psa, bo się po niego nie wrócił: czy coś go przejedzie, czy ktoś go ukradnie? Co to za problem? Był jeden lab, to się kupi i drugiego... Ostatecznie spacer przemienił się w koszmar, bo labek polazł za nami do lasu wytaplał się w błocie, po czym od razu na mnie skoczył (brudny lab to kochany lab), następnie co rusz wszczynał awantury z moim psem (a on to oaza spokoju, ale ma swoje granice wytrzymałości), jak biegał to tratował mojego małego kundla, a na sam koniec kilkakrotnie skakał na mnie z zębami. Efekt? Zamiast się zrelaksować wróciliśmy wkurzeni, mój pies wrócił wystraszony, ja mam zniszczone (pobrudzone i podarte) spodnie doszczętnie i piękne rany na rękach. No żyć, nie umierać. Bo przecież laby są takie kochane, a mądrość wysysają z mlekiem matki...[/QUOTE]

Ja bym złapała i zatelefonowała do odpowiednich służb, ze psa porzuconego znalazłam :diabloti: Do nas ostatnio spory czarny labkek, samies przybiegł. Mój facet stanął między mną a Larym i tym psem, bo wiedziałam że miłości z tego nie będzie. Facet od tego psa sobie szedł, pisał smski, wiedział co sie dzieje, mój krzyczy by zabrał psa a tamten nic... W pewnym momencie pies się zjeżył i zaczął na nas jazgotać, wtedy panu zawołał psa. Facetowi miałam ochotę strzelić, najlepiej tym telefonem prosto w łeb albo wsadzić mu go tam, gdzie światło nie dochodzi.

Posted

Dzisiaj miałam maleńkie spięcie...a właściwie mój pies z suczką...
Wczoraj byłam na spacerze i mój pies witał się z suczką. Była niechętna, bo mój zaczął ją obwąchiwać w wiadomym miejcu. Jej właściciel powiedział: "A to pewnie dlatego, że ma cieczkę". No dobra, to wzięłam psa i się pożegnaliśmy, żeby nie było spięć między czworonogami.
Ja dzisiaj patrzę a do mojego psiura podbiega ta sama sucz, bez smyczy. Sytuacja się powtarza i jeden wielki jazgot. :roll:

Kto puszcza suńkę luzem jak ta ma cieczkę, ja się pytam... A potem tragedia bo ta gdzieś zwiała i albo się pożarła z innym psem, albo nagle się okazuje, że będą szczeniaki... Dżizas...

Posted

wczoraj piekna pogoda poszłam z moim psem (staffik) kuzynką i jej dzieckiem na spacer bardziej po mieście więc pies był prawie ciągle na smyczy , szliśmy spokojnie , chodnik był długi i koło domków w pewnym momencie się kończyły domki i był taki róg że nie było widać czy nikogo tam nie ma .
na wszelki wypadek skróciłam psa wzięłam w drugą ręke i miałam dobre przeczucie ... za rogiem wyskoczył na nas cane corso bydle nie pies , dawno tak dużego psa nie widziałam , był na smyczy ale jak nas zobaczył przeciągnął swojego właściela do nas dobre 3m , facet dorosły normalnej postury nie potrafił utrzymać swojego psa .(po co komu taki pies jak nie jest się w stanie nad nim zapanować choćby fizycznie?) .
próbowałam się jako cofać ale mój pies się nie da i też szarpał na tego psa z zębami ,skończyło się na szczęście tylko wielką mordą kłapiącą kolo mojejego uda i mojego psa i facet jakoś się ogarnął .
właściel sie nawet nie odezwał , widać było że był dumny ze swojego agresywnego psa , oczywiście o przeraszam nie było mowy .
moja kuzynka się bardzo wystraszyła oni nie mają psa i nie zna takich akcji , dziecko zaczęło płakać .
przepiękne zakończenie miłego spaceru ...

Posted

Na bezpańskie latające luzem psy noszę gaz w żelu. Działa. Robię to dla ich dobra, bo moje "malutkie" kundelki mogłyby zrobić z nich pasztet w obronie suczki.

Posted

[quote name='Koszmaria']oczywiście że jest.
pies mojej matki był często drażniony,bo tak pies śmiesznie wyglądał-takie małe,a jak ząbki pokazuje,a jak miski pilnuje.haha.
ile ja razy płakałam,żeby tego psa zostawili w spokoju...
ale ja miałam kilkanaście lat,kto by gówniary słuchał?
i ta ciągła konfuzja-czemu ten pies słucha się tylko mnie?[/QUOTE]
U mnie było podobnie tylko, że gówniarz znajomy to robił, opierdziel nic nie pomagał więc psiak wziął sprawy w swoje małe ząbki. Kilka ugryzień i skończyły się głupawe zabawy. Teraz już wiem co robić - walę po łapach jakby głupi pomysł się pojawił skoro cham nie rozumie to nastolatek był ale o mózgu gówniarza. I opierdziel ostry i już głupawe pomysły wyparowały ale co się owkurzałam i mój sierściuszek to nasze.

Posted

evel, szczerze? To w tamtej chwili szukałam po kieszeniach czegoś, czym mogłabym zadźgać psa :diabloti: W końcu muszę zainwestować w ten gaz, ale wcześniej faktycznie sobie "miło" porozmawiam z właścicielem laba. Na szczęście to moja okolica, więc zrobię rozeznanie wśród znajomych i wtedy wybiorę się do domku blabladorka, by ostrzec jego właścicieli, że skończył się Dzień Miłosierdzia i już taka sympatyczna dla ich psa nie będę...
Tak czy inaczej, moja i mojego kundla nienawiść do labów wzrosła lawinowo.

Eh, zrobiło się ciepło, to idioci zaczęli wychodzić z domu i wypuszczać swoje psy.

Posted

Zmierzchnica

Ja bym tam chciała, żeby oni tylko na mnie patrzeli i powstrzymywali się od komentarza ;-) Dziś przechodziłam przez ulicę z psami w miejscu bez pasów, a w drugą stronę szli ludzie też przez ulicę i zaczęli mi cmokać i gwizdać na psy. Nie wiem, może koniecznie chcieli, żeby zaczęły do nich ciągnąć, wyjechałoby auto i nas wszystkich zabiło? :diabloti: Po prostu głupota mnie dobija


E, jak widza moje psy tez sa komentarze.... ;) Ludzie to debile he he he

Posted

zaginiona sara napisał(a):
U mnie było podobnie tylko, że gówniarz znajomy to robił, opierdziel nic nie pomagał więc psiak wziął sprawy w swoje małe ząbki. Kilka ugryzień i skończyły się głupawe zabawy. Teraz już wiem co robić - walę po łapach jakby głupi pomysł się pojawił skoro cham nie rozumie to nastolatek był ale o mózgu gówniarza. I opierdziel ostry i już głupawe pomysły wyparowały ale co się owkurzałam i mój sierściuszek to nasze.

ależ ten pies gryzł.
pies gryzł i jego pilnowanie zasobów było coraz bardziej obsesyjne i energiczne.
ja płakałam i błagałam żeby psa zostawić w spokoju,ale przecież gównażerię się ignoruje,nie?
dzieci i ryby...
od lat powtarzam,że gdyby ten pies ważył choćby i 10kg więcej,to dawno by poszedł pod igłę,za agresję.
no ale że 'gówienko' nawet 5kg nie waży...

Posted

Koszmaria napisał(a):
ależ ten pies gryzł.
pies gryzł i jego pilnowanie zasobów było coraz bardziej obsesyjne i energiczne.
ja płakałam i błagałam żeby psa zostawić w spokoju,ale przecież gównażerię się ignoruje,nie?
dzieci i ryby...
od lat powtarzam,że gdyby ten pies ważył choćby i 10kg więcej,to dawno by poszedł pod igłę,za agresję.
no ale że 'gówienko' nawet 5kg nie waży...


Szkoda psa :( Moja znajoma miała sukę, ważyła z 8 kg, i dzieci sąsiadów radośnie jej tupały pod drzwiami, zaczepiały psa. Potem nad życie nienawidziła dzieci i się nie dziwię. Właśnie czytam na facebooku dyskusję o tym, jak to dzieci to święte istotki i trzeba je chronić i mi się bebechy przewracają - czy tylko ja tak mam? Dzieci są nieostrożne, bezmyślne, często okrutne i fakt, że przez to są narażone na o wiele więcej niebezpieczeństw niż dorośli ludzie. Tylko czy to świętość? Może ja akurat byłam takim kiepskim dzieckiem, ale od innych dzieci wiele złego zaznałam i jakoś nie wierzę w słodkie i niewinne istotki :diabloti: Część tak, jasne, to naprawdę fajne dzieciaki, ale część jest bardzo wyrachowana... I to nie zawsze od rodziców zależy, znam świetnych rodziców, a w dziecko jakby diabeł wstąpił :evil_lol:

PS. Opolski dodatek Wyborczej wydrukował mój list o "kartach psiego obywatela"! :multi: Tylko co z tego, skoro to nic nie zmieni - co najwyżej zaostrzą się przepisy w sprawie kagańców :roll:

Posted

myślę, ze tam działa coś podobnego jak i w każdej dziedzinie życia. wystarczy przejrzeć dogomanię chociażby, tu też niejeden (nawet miłośnik psów) się złapie za głowę czytając niektóre wątki czy wypowiedzi i tak samo będzie w sprawach dzieci. znajdzie się parę osób pozwalającym "słodkim aniołkom" na wszystko, zaczną ze sobą rozmawiać, nakręcać się nawzajem i już powstaje obraz takich a nie innych rodziców.

Posted

Beatrx napisał(a):
myślę, ze tam działa coś podobnego jak i w każdej dziedzinie życia. wystarczy przejrzeć dogomanię chociażby, tu też niejeden (nawet miłośnik psów) się złapie za głowę czytając niektóre wątki czy wypowiedzi i tak samo będzie w sprawach dzieci. znajdzie się parę osób pozwalającym "słodkim aniołkom" na wszystko, zaczną ze sobą rozmawiać, nakręcać się nawzajem i już powstaje obraz takich a nie innych rodziców.


Masz rację ;) Tak samo mi się przewraca w brzuchu, kiedy słyszę, że pieski są dobre i kochane i zawsze jakikolwiek kłopot czy złe zachowanie to wina właściciela. Nie zawsze, zależy od psa. Zabezpieczenie psa zależy oczywiście od właściciela tylko i wyłącznie, ale rzecz jasna, są psy które z natury są reaktywne i mają problemy z behawiorem mimo prób i starań. Wydaje mi się, że tutaj można to samo odnieść do dzieci i w przypadku żadnej istoty żywej nie można generalizować, czy to "psy", "dzieci", "koty", "łysi", "wysocy" ... :evil_lol:

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Tak samo mi się przewraca w brzuchu, kiedy słyszę, że pieski są dobre i kochane i zawsze jakikolwiek kłopot czy złe zachowanie to wina właściciela.

albo przypadkowej osoby, bo jest złym człowiekiem i pieseczek to wyczuł i dlatego np. ugryzł:evil_lol:

Posted

Właściciela - niekoniecznie. Ale zawsze człowieka.
Jakiekolwiek psy niestabilne psychicznie biorą się z tego, że były źle traktowane, albo urodziły się w pseudo i są po maksymalnie agresywnych rodzicach, itp. itd.
Ja wychodzę z tego założenia ;)

Posted

Soko napisał(a):
Właściciela - niekoniecznie. Ale zawsze człowieka.
Jakiekolwiek psy niestabilne psychicznie biorą się z tego, że były źle traktowane, albo urodziły się w pseudo i są po maksymalnie agresywnych rodzicach, itp. itd.
Ja wychodzę z tego założenia ;)


Nie uwzględniasz mutacji genetycznych, genów warunkujących niepohamowaną agresję, nadreaktywność wynikającą z podłoża biologicznego (geny, hormony itd), chorób (guzy, hormony, urazy mechaniczne)? To trochę jakby ignorować biologię psów i uznać je tylko za samą psychikę, którą można dowolnie kształtować... Ogólnie, samo istnienie psów można uznać, że to "wina człowieka" (choć z tym można polemizować) i do tego sprowadza się chyba Twoja wypowiedź. Ale znowu pseudohodowca też jest pseudohodowcą, bo został niedoedukowany, źle wychowany jako osoba nieempatyczna i tak dalej i tak dalej... Więc może pojęcie "winy" jest tu w ogóle nieużyteczne ;)

Co nie zmienia faktu, że nie uważam, że psy są świętymi i niewinnymi istotami i tak samo z dziećmi. "Niewinność" to też pojęcie bardzo abstrakcyjne. Kiedy w ogóle można mówić o odpowiedzialności za swoje czyny? No ale za bardzo filozofuję ;)

Posted

Soko napisał(a):
Jeśli agresja jest spowodowana hormonami czy chorobą to nadal nie jest to wina psa ;)


Już pisałam, że kryterium "winy" jest w ogóle mgliste ;) Hormony i choroby to nie "wina" ale w tym momencie to coś, co "wychodzi od psa". Więc tutaj zadziałać można lecząc lub usypiając, nie ma opcji obwiniania człowieka, co na psich forach często się zdarza.
Agresję wielu ludzi uznajemy za ich właściwość, wsadzamy do więzienia, a często jest spowodowana nadmiarem testosteronu, nadmiernym pobudzeniem.. Czy to ich "wina"? A jednak te zachowania wychodzą od nich, są niebezpieczne, co oznacza, że takie osoby powinny być izolowane. No i ze zwierzakami tak samo: dla nas nie ma znaczenia powód, zwierzę naprawdę niebezpieczne, niezależnie jak skrzywione, nie powinno mieć miejsca w społeczeństwie. (Nie mówię o sznaucerach obszczekujących rower, tylko o prawdziwej agresji ;))

Posted

Ja bym rozwinęła Twoje zdanie:
....niezależnie jak skrzywione, nie powinno mieć miejsca w społeczeństwie CHYBA że są warunki do tego (człowiek z doświadczeniem, stała pomoc behawiorysty itp.), aby w bezpiecznym miejscu (jakieś odludzie, obrzeża miast) pozwolić mu się poczuć komfortowo i albo dać mu tam dożyć do końca swoich dni, albo w wypadku sukcesów zacząć wprowadzać go między ludzi.

Posted

Cóż, masz najpewniej rację, tylko ja zawsze się zastanawiam: czy naprawdę warto walczyć o skrzywione psy, jeżeli bezdomnych jest tak dużo zwierząt bezproblemowych? Czy naprawdę warto wydać ogromną kwotę na ratowanie jednego niepewnego i trudnego zwierzęcia, jeżeli ta sama kwota mogłaby pomóc kilku lub kilkunastu innym, o lepszym charakterze i bardziej stabilnych?

Tutaj nie ma dobrej odpowiedzi. Wydaje mi się, że to zależy od tego człowieka, który decyduje się pomóc takiemu zwierzęciu. Tylko, znowu filozofuję, w imię czego? Weźmy agresywnego psa, który potrafi ugryźć swojego człowieka. Możesz uprzeć się, że mu pomożesz, wydasz mnóstwo pieniędzy na szkolenia i behawiorystów, weterynarzy. W imię odpowiedzialności, litości czy miłości, zwał jak zwał. Doskonale wiemy, że zwierzę się nie odwdzięczy, bo nie ma świadomości, że się dla niego "poświęcasz". Jest niebezpieczne dla Ciebie, prawdopodobnie Ci nie ufa. Możemy uznać, że pomoc takiemu psu to szczyt moralności albo szczyt głupoty - za te pieniądze możesz adoptować świetnego i kochanego psa i wspomóc kilka innych zwierząt w potrzebie. Więc czy warto? Nie wiem, ale znając siebie, pewnie bym walczyła o takiego psa. Chociaż rozum podpowiada, że to głupie w czasach nadmiernego zapsienia i kilkudziesięciu psach przypadających na jednego chętnego.

Posted

Mam takiego psa.
Dzięki Happy zakładam własną szkołę dla psów, bezpłatnie doradzam, pomogłam już kilku psom. Nie uważam, żeby czas jej poświęcony był zmarnowany chociażby dlatego, że dowiedziałam się co chcę robić w życiu :) problemowe psy są ważną częścią społeczeństwa, czasami ludzie uświadamiają sobie na widok takiego psa, że np. nie są gotowi na bycie właścicielami jeśli wystąpi taki problem, itp. Uważam, że "nosić się" z bezproblemowymi psiakami i tym samym promować już uwiecznioną wizję, że pies sam się wychowuje i generalnie każdy sobie psa może mieć można będzie tylko wtedy, jakby wszystkie problemowe byłyby zlikwidowane (i wszystkie psy po agresywnych rodzicach nie wykazujące agresji - w końcu w którymś pokoleniu może to się pojawić, no nie? Tym samym kundle w schroniskach, bo nie wiadomo, po kim są) - żeby przypadkiem taki pies do kogoś nie trafił, bo ktoś będzie święcie przekonany, że jak każdy mijany na ulicy pies jest grzeczny to ten też będzie.
Im więcej takich psów (pod kontrolą oczywiście) będzie wychodzić na ulice, startować w zawodach itd. tym większa będzie świadomość społeczeństwa, tym mniej będzie kupowania psów dzieciom pod choinkę.

Posted

Dzisiaj ide sobie z psem, zaczal cos tam wachac pod blokiem sasiadow. No to czekam bo moze mu sie kupe chce czy cos.
A na parterze na balkonie stal facet i wywiazal sie dialog :P
-Bezczelnosc! Zeby tak z psem na trawnik przychodzic, zeby tu sral.
-A co to za roznica czy zrobi tu czy 5 metrow dalej skoro i tak sprzatam po swoim psie?
-Ja tez mam psa. W ktorym bloku mieszkasz, to pojde z nim i tez tam bedzie kupe robil, nie przeszkadzaloby?
-Gdyby Pan posprzatal to w czym mialoby mi przeszkadzac?
-pff, a pani sprzata? prosze sie nie osmieszac!
-mam pokazac worki czy jakies zaswiadczenie?
-zalosna!
usmiechnelam sie ladnie i odeszlam, ale jak wkoncu Frodo zrobil kupe to mialam ochote rzucic mu workiem w okno.
Najsmieszniejsze jest to ze nigdy nie widzialam u mnie na osiedlu(noo raz, ale to babka nie od nas, przynajmniej ja nie kojarze) zeby ktos sprzatal po swoim psie, wszystko jest tak zasrane ze przynajmniej co 2 dzien czyszcze buty. A nigdy nie widzialam tez zeby sie przyczepili jakiejs babci z burkiem czy faceta.
Albo moje ulubione sytuacje - pies robi kupe na trawniku, patrze na blok obok a tam przynajmniej w 3 oknach stoja i sie gapia czy napewno posprzatam. Gadki o tym ze tego nie robie sa na pozadku dziennym, a jak wyciagam worek i zaczynam sprzatac to okazuje sie ze tak naprawde tego nie robie, ale ze sie przyczepili to dlatego go wyciagnelam :roll: Nie sprzatasz zle, sprzatasz jeszcze gorzej.

Posted

katasza, to jest wielka mordęga miec takich sasiadow. Wielce Ci wspolczuje, bo wiem z czym to sie je... Sama mialam takich "sasiadów". Raz jeszcze wspolczuje. ...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...