Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja też się nie cackałam z moją suką gdy mi fazowała przed ruchem ulicznym albo wsiadaniem do tramwaju. Na chama ją wciągałam do autobusu/tramwaju. Teraz sama wskakuje i traumy nie ma.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='omry']
To, że pies przeżywa wcale nie znaczy, że dzieje mu się coś strasznego.[/QUOTE]

może w Twoim mniemaniu się nie dzieje, ale w psim już tak, inaczej by się nie bał. dla mnie ważniejsze są psie emocje niż nasze postrzeganie rzeczywistości, ale każdy ma swoje priorytety

Posted

[quote name='motyleqq']może w Twoim mniemaniu się nie dzieje, ale w psim już tak, inaczej by się nie bał. dla mnie ważniejsze są psie emocje niż nasze postrzeganie rzeczywistości, ale każdy ma swoje priorytety[/QUOTE]

Sory, bla bla bla bla.
Może jestem zmęczona, jeszcze poprawiny mnie zaraz czekają, ale na mnie takie gadanie nie działa. Iwan miał problemy z wieloma sprawami, serio, łatwo nam nie było i cackanie się z nim to nie byłaby dobra metoda.
Co innego jeśli chodzi o psa realnie lękliwego, wtedy pozytywne wzmocnienie, ale Iwan to nie ta bajka.

Posted

metoda pod psa a nie pies pod metodę.
Są psy nad którymi nie można się telepać, a ich uczucia mieć głęboko w d. bo się nie ruszy z miejsca ;) a są takie, którym robi się serialną krzywdę olewając uczucia. co pies to charakter. są te gruboskórne i te delikatne. Lab znajomych skończył by z traumą do tramwajów, mój pudel był odczulany w podobny sposób co Iwan ;) po prostu Lenny należy do tych panikujących bez przyczyny i najlepszy sposób na niego to pokazać, że nie ma po co panikować, czyli np wciągnięcie go na pomost, czy wrzucenie do łodzi - tak też uczyliśmy bojącego wody psa pływać - wyrzuciliśmy go z łodzi, za nim wskoczył mąż i pomagał. Teraz pies sam skacze do wody - traumy brak ani wody się nie boi, ani łodzi, ani pomostu, ani zaufania do nas nie stracił - na pomosty sam wbiega do łodzi sam wskakuje, wodę kocha i może siedzieć w niej godzinami aportując czy po prostu płynąć za mężem ;) ważne to znać swojego psa i wiedzieć na ile można sobie pozwolić ;)

Posted

ja nie rozmawiam o metodach, tylko o szanowaniu psich emocji. nie wrzuciłabym psa do wody, bez względu na to, czy przyniosłoby to w przyszłości dobry skutek, bo uważam za zbędny taki stres. jest go wystarczająco dużo w środowisku, takiego, którego nie da się uniknąć. nie widzę powodu, by pies doznawał dodatkowo stresu, w imię tak błahej sprawy, jak umiejętność pływania. też bym nie chciała, by ktoś mi tak zrobił. moja Etna długo nie umiała pływać, brodziła tylko w płytkiej wodzie, potem pływała jak sierota machając łapami i rozchlapując wodę. do niczego jej nie zmuszałam, dziś jest świetnym pływakiem.

Posted

[quote name='motyleqq']ja nie rozmawiam o metodach, tylko o szanowaniu psich emocji. nie wrzuciłabym psa do wody, bez względu na to, czy przyniosłoby to w przyszłości dobry skutek, bo uważam za zbędny taki stres. jest go wystarczająco dużo w środowisku, takiego, którego nie da się uniknąć. nie widzę powodu, by pies doznawał dodatkowo stresu, w imię tak błahej sprawy, jak umiejętność pływania. też bym nie chciała, by ktoś mi tak zrobił. moja Etna długo nie umiała pływać, brodziła tylko w płytkiej wodzie, potem pływała jak sierota machając łapami i rozchlapując wodę. do niczego jej nie zmuszałam, dziś jest świetnym pływakiem.

ale plywanie to troche co innego niz jazda autobusem czy np. chodzenie do weterynarza.
jak moj pies boi sie weterynarza, a sika mu z lapy krew i trzeba zaszyc, to mnie nie interesuje, ze sie boi, tylko po prostu ide z nim do lekarza.
jak nadmiernie panikuje to dostaje ostra (zeby dotarlo) komende waruj i musi czekac az pan dktor przyjdzie i da zastrzyk oraz zaszyje. trudno.

Posted

[quote name='a_niusia']ale plywanie to troche co innego niz jazda autobusem czy np. chodzenie do weterynarza.
jak moj pies boi sie weterynarza, a sika mu z lapy krew i trzeba zaszyc, to mnie nie interesuje, ze sie boi, tylko po prostu ide z nim do lekarza.
jak nadmiernie panikuje to dostaje ostra (zeby dotarlo) komende waruj i musi czekac az pan dktor przyjdzie i da zastrzyk oraz zaszyje. trudno.[/QUOTE]

tak jak napisałam: jest wystarczająco dużo stresu, więc nie ma potrzeby dokładać tego zbędnego. wrzucanie do wody jest zbędne, zszycie łapy jest niezbędne. nie da się żyć w całkowicie bezstresowym środowisku, ale po co go dokładać? wchodzenie do autobusu również nie uważam za aż tak istotne, by tak postępować.

Posted

[quote name='motyleqq']może w Twoim mniemaniu się nie dzieje, ale w psim już tak, inaczej by się nie bał. dla mnie ważniejsze są psie emocje niż nasze postrzeganie rzeczywistości, ale każdy ma swoje priorytety[/QUOTE]

No oczywiście. jak ktoś ma możliwość stopniowego przyzwyczajania to super. Są jednak miejsca w których nie ma możliwości np. stopniowania psu natężenia ruchu ulicznego i co wtedy?

Posted

[quote name='klaki91']No oczywiście. jak ktoś ma możliwość stopniowego przyzwyczajania to super. Są jednak miejsca w których nie ma możliwości np. stopniowania psu natężenia ruchu ulicznego i co wtedy?[/QUOTE]

wiesz, wychodziłam na spacery z psem, dla którego opuszczenie mieszkania już było ekstremalnie przerażające, a co dopiero wyjście z klatki i jakoś sobie poradziłam bez walenia go w łeb, gdy dostawał ataku paniki :) no, ale mały był. jak się ma psa dużego, jak np rottek, to nie ma pewnie innej opcji, jak walić w łeb. co kto uważa za słuszne.

Posted

Ja swojego kundla wrzuciłam do wody na chama 9 lat temu, pies do wody nie wejdzie do dziś za nic w świecie, natomiast Lary za młodu brodził w wodzie, lekko mu pomogłam wpaść do glębszej wody i od razu mu się spodobało :lol: Trzeba znać swojego psa i wiedzieć co przejdzie a co nie, dzisiaj takiego Ajsa do wody bym nie wrzuciła.

Posted

[quote name='motyleqq']no, ale mały był. jak się ma psa dużego, jak np rottek, to nie ma pewnie innej opcji, jak walić w łeb. co kto uważa za słuszne.[/QUOTE]

Mam też psa małego i nawet bardzo małego. Ten niespełna 2 kg też czasem dostanie w łeb, jak np. ma ochotę zagryźć rowerzystę. Możesz mi wierzyć, przez ponad rok była szczuta na rowery i pieszych przez dziadka i muszę dużo wcześniej zauważyć rowerzystę, by odwrócić jej uwagę. Jeśli nawalę i ogarnę się za późno to już żadna korekta nie działa, a moje korekty naprawdę potrafią być konkretne nawet jeśli chodzi o tak małego psa.
Co do dużego to też nie walę go zawsze, wszędzie i za wszystko. Najpierw korekta słowna, jak nie działa to szarpnięcie, a pacnę w łeb dopiero, gdy pałka się zegnie. Tak to wygląda w sumie w przypadku wszystkich trzech psów 40, 8 i 1,6 kg.

Posted

[quote name='omry'] Jeśli nawalę i ogarnę się za późno to już żadna korekta nie działa, a moje korekty naprawdę potrafią być konkretne nawet jeśli chodzi o tak małego psa.


dobrze zrozumiałam? jeśli Ty nawalisz, to wtedy pies dostaje w łeb? to fajnie, ale że posłużę się Twoimi słowami: na mnie takie teksty nie działają.

Posted

Mam psa dominanta, którego "zmuszam" do robienia rzeczy, których nie chce huknięciem. Suczkę wylęknioną też leczyłam obojętnością na jej strach, często spinałam z psem, który się nie bał. Skutecznie, bo teraz sucz boi się coraz mniej, a pies wie, że nawet jeśli jemu się coś nie podoba to może mi ufać.

Posted

[quote name='motyleqq']tak jak napisałam: jest wystarczająco dużo stresu, więc nie ma potrzeby dokładać tego zbędnego. wrzucanie do wody jest zbędne, zszycie łapy jest niezbędne. nie da się żyć w całkowicie bezstresowym środowisku, ale po co go dokładać? wchodzenie do autobusu również nie uważam za aż tak istotne, by tak postępować.[/QUOTE]

Dla niektórych wchodzenie do autobusu jest niezbędne. Co w przypadku, gdy zepsuł się samochód, a do weta trzeba dojechać? Choćby na kontrolę, szczepienia, cokolwiek. O, a co, gdy tego samochodu w ogóle nie ma?
Oczywiście, że jest dużo stresu, tylko czy za wszelką cenę trzeba go unikać? Nie wykąpać psa, bo boi się wody? Nie zabierać go do parku, bo boi się samochodu/autobusu, a spacerem za daleko? Uważam, że są psy, którym taki "mocny bodziec" (czyli chociażby mocniejsze pociągnięcie smyczą, krzyk czy wrzucenie/wciągnięcie gdzieś na siłę) nie zaszkodzi, a także takie, dla których jest to zbyt drastyczna metoda.
Generalizacja jest zła. Mówienie "tak się nie robi, bo mój Pimpuś i x psów, które widziałam, się po tym załamały" jest śmieszne; każdy pies jest w pewien sposób inny, pomimo czterech łap i pyska. Jeśli właściciel dobrze zna swojego psa i wie, że takimi metodami nie zrobi mu krzywdy, a wręcz przeciwnie, to czemu ich nie zastosować?

Uważam, że ciumkanie i kochanie w pewnych wypadkach jest jeszcze gorsze niż takie "wciągnięcie psa do autobusu". Pamiętam sytuację, w której wchodząc na klatkę, mały pies sąsiadki złapał mnie za nogawkę. W porządku, wystraszył się, wyszłam nagle, nic się nie stało, więc nie ma sprawy. Za to właścicielka zaczęła głaskać psa po głowie i ciumkać do niego "no, Misiu, puść już panią, przecież tak nie wolno"...

Szybki edit, bo chcę coś dodać: Dzieciom moda na bezstresowe wychowanie zdecydowanie zaszkodziła. Więc patrząc na to, co spotykam na ulicach czy w supermarketach, uważam, że pewna ilość stresu nikomu krzywdy nie zrobi.

Posted

Instant, jak już przeczytasz ze zrozumieniem, co napisałam, to wypowiedz się jeszcze raz. bo nie pisałam nic o wszelkim unikaniu stresu(a wręcz napisałam, że to niemożliwe), ani nie napisałam niczego w stylu 'tak się nie robi bo inny pies się załamał'.

a ciumkanie w sytuacji którą opisałaś, to jest zupełnie co innego niż to, o czym pisałam ja.

Posted

Napisałaś, że nie uważasz, że wchodzenie do autobusu jest aż tak ważne, by stresować tym psa. A dla niektórych właścicieli może być. I oczywiście, że fajniej by było oswajać, przyzwyczajać i odczyniać inne cuda, ale czasami się NIE DA.

Posted

wyobrażam sobie sytuację, w której całe życie psa woziliśmy go autem, nagle ono się psuje dokładnie wtedy, kiedy musimy znaleźć się u weta. okazuje się, że nasz pies wpada w panikę, gdy chcemy wejść do autobusu. wcześniej nie próbowaliśmy, toteż nie wiedzieliśmy, że taka będzie reakcja, ale fakt- nie mamy wyjścia, więc zmuszamy psa. natomiast skoro już wiemy, że tak jest, to może do następnej takiej sytuacji, zdążymy nauczyć psa, że nie ma czego się bać. albo może należy myśleć wcześniej o takich rzeczach. nie twierdzę, że nie ma sytuacji, które wymagają od nas dołożenia stresu.

Posted

Zawsze można wziąć psa pod pachę i wsadzić do tramwaju/autobusu, ja tak na początku robiłam z moim labkiem, potem zam zakumał że w sumie może sam wskoczyć. Dla psa najczęściej przerażające jest samo wsiadanie, a nie ma przecież czasu na zachęcanie bo nikt nie będzie na psa czekał. Ale nie wyobrażam sobie strzelić psu w łeb za strach przed wsiadaniem.

Posted

Tylko co masz pod pojęciem "nauczyć psa"? Bo w pewnych okolicznościach, przy niektórych psach, takie dokładanie stresu, któremu on sprosta, jest formą uczenia go, że nie ma czego się bać. Dla niektórych nieczułe czy okrutne, ale właściwie zastosowane - skuteczne.

Fauka, nikt nie pisał o strzelaniu psa w łeb za to, że nie chce wsiąść do autobusu...

[quote name='"omry"']Eeee.. Tym oto właśnie sposobem nauczyłam 10 letniego wtedy rotta wchodzenia do autobusu. Przyjaźnie się nie dało, warczał, w pewnym momencie nawet mi się odwinął (grubszy temat jeśli chodzi o jego psychikę), ale już za trzecim razem wskoczył sam. I tak, jak mi się odwinął to dostał w łeb.

Posted

[quote name='Fauka']Zawsze można wziąć psa pod pachę i wsadzić do tramwaju/autobusu, ja tak na początku robiłam z moim labkiem, potem zam zakumał że w sumie może sam wskoczyć. Dla psa najczęściej przerażające jest samo wsiadanie, a nie ma przecież czasu na zachęcanie bo nikt nie będzie na psa czekał. Ale nie wyobrażam sobie strzelić psu w łeb za strach przed wsiadaniem.[/QUOTE]

można pójść np na pętle autobusową i sobie ćwiczyć wsiadanie na długo przed odjazdem ;) nie każdego psa da się wziąć pod pachę.

[quote name='Instant']Tylko co masz pod pojęciem "nauczyć psa"? Bo w pewnych okolicznościach, przy niektórych psach, takie dokładanie stresu, któremu on sprosta, jest formą uczenia go, że nie ma czego się bać. Dla niektórych nieczułe czy okrutne, ale właściwie zastosowane - skuteczne.[/QUOTE]

wiem, że dla niektórych cel(tutaj:wejście do autobusu) uświęca środki(np walnięcie w łeb), ale dla mnie nie.

Posted

[quote name='motyleqq']można pójść np na pętle autobusową i sobie ćwiczyć wsiadanie na długo przed odjazdem ;) nie każdego psa da się wziąć pod pachę. [/QUOTE]
Też racja, chociaż czasami z kierowcami bywa różnie, parę razy czepiali się że takie bydle wożę :roll: Niestety nie jestem zmotoryzowana i musimy korzystać z kominikacji, nawet Larego po narkozie trzeba było wsadzać do tramwaju i nieść potem do domu.

Posted

[quote name='motyleqq']
wiem, że dla niektórych cel(tutaj:wejście do autobusu) uświęca środki(np walnięcie w łeb), ale dla mnie nie.[/QUOTE]

Hm. Nie jestem pewna, czy "walnęłabym w łeb", ale nie widzę przeszkody chociażby w pociągnięciu za smycz czy obrożę gdy pies nie chce gdzieś wejść, a musi. Z różnych powodów, do różnych miejsc.

Posted (edited)

kurde jak ja mam psa odwrażliwić jak mi piesek który już raz próbował mojego zjeść codziennie przyciąga Pancię swą pod moją bramę i skacze po niej i się drze...właśnie przed chwilą Kryś biegał po podwórku słyszę że drze sie jak zarzynana świnia, panika dzika. Wyleciałam przerażona wołam, biegnę a na bramie wisi ON pańcia próbuje utrzymać się na nogach a mój pies w dzikiej panice. Dopiero jak go odciągnęłam, zasłoniłam sobą i udało mi się go opanować to Pańci udało się swojego psa zabrać. ale do k...nędzy tamten ON nie mial kagańca przecież ta kobieta całkowicie nad nim nie panuje a jak nie będzie ogrodzenia to co się stanie z jakimś psem?

PS: co do wyjść siłowych to no cóż do wody bym nie wrzucała (niby dlaczego pies musi pływać jak się przekona to się przekona na to czas zawsze jest) no ale do weta jak trzeba to trzeba i żadna panika moim psom nie pomoże i z pociągiem było podobnie bo choćby do weta czasem trzeba dojechać a pociąg nie będzie czekała aż ja przekonam pieseczka żeby łaskawie wszedł.Mam samochód ale zawsze może się coś stać a akurat mogę nie mieć pod ręką samochodu.. I jak zawsze zależy od psa bo są i takie co robią szopki od dla zasady:roll: i wiadomo że jak się da bez użycia siły to zawsze lepiej

Edited by PaulinaBemol
Posted

[quote name='Fauka']Też racja, chociaż czasami z kierowcami bywa różnie, parę razy czepiali się że takie bydle wożę :roll: Niestety nie jestem zmotoryzowana i musimy korzystać z kominikacji, nawet Larego po narkozie trzeba było wsadzać do tramwaju i nieść potem do domu.[/QUOTE]

nie wiem jak jest w Łodzi, ale w Warszawie kierowca nie może się czepiać, że pies jedzie, bo jest to zgodne z regulaminem. no ale wiadomo, że ludzie są różni ;) ja też mieszkając w Wawie musiałam korzystać z komunikacji

[quote name='Instant']Hm. Nie jestem pewna, czy "walnęłabym w łeb", ale nie widzę przeszkody chociażby w pociągnięciu za smycz czy obrożę gdy pies nie chce gdzieś wejść, a musi. Z różnych powodów, do różnych miejsc.[/QUOTE]

jasne, są takie momenty, że trzeba gdzieś przyciągnąć psa. a mówiłam o dokładaniu zbędnego stresu, jak np wrzucanie do wody. pływanie to nie jest jakiś wymóg dla psa...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...