Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted (edited)

[FONT=Verdana]Mówię o przypadkach w okolicach przeciętnej. Chcesz powiedzieć, że trudne przypadki są bardziej normą teraz?[/FONT]

nie chodzi o normę a o to że psy z "prawdziwymi" problemami również są i również muszą wychodzić na spacery..... kiedyś lądowały na wsiach, w krajach "bardziej cywilizowanych" często są usypiane by nie psuć tej normy....
Puki właściciele panują nad nimi by nie mordował, jak dla mnie spoko. Nie każdy pies musi się bawić i kochać inne...

Edited by PaulinaBemol
  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Zmierzchnica, ja już wiem, czemu nie możesz ze mną rozmawiać normalnie. Nie możesz, bo mam yorki. Mądre, posłuszne yorki, tylko że Ty sobie tego w ogóle nie wyobrażasz.

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
nie chodzi o normę a o to że psy z "prawdziwymi" problemami również są i również muszą wychodzić na spacery..... kiedyś lądowały na wsiach, w krajach "bardziej cywilizowanych" często są usypiane by nie psuć tej normy....



No i pod tym względem mogę się z rozi zgodzić- teraz więcej problemowych psów byc może jest na ulicach, powodów jest wiele. Choćby to, że co raz więcej ludzi się decyduje na czworonoga.

Psy agresywne, tak jak pisze PaulinaBemol, trafiały na wieś do pilnowania podwórka. Czyli siedziały w kojcu albo na łańcuchu. Miałam okazję poznać sporo takich przypadków, bo dorastałam na wsi. I nawet mój pierwszy pies skończył w ten sam sposób.


Z kolei na zachodzie ponoć (bo nie wiem ile w tym prawdy- sugeruję się info od koleżanki) pies agresywny jest usypiany. U nas gdy wyjdzie na jaw fakt usypiania psów w schroniskach z uwagi na ich agresję zaraz pojawia się wielkie oburzenie. No bo kto ma oceniać czy pies nieadopcyjny czy adopcyjny? Wg jakich kryteriów, na jakiej podstawie?

Podobnie zresztą z tego co mi "doniesiono" jest z psami, które w schroniskach (czy raczej tzw psich hotelach) przebywają "długo", daje się często określoną ilość czasu na wyadoptowanie takiego psa/odnalezienie jego właścicieli, a po upływie tego czasu pies jest usypiany.

No i psy sprzedawane są w sklepach zoologicznych, co u nas na szczęście nie ma miejsca. I za psa ze schroniska płaci się niewiele mniej niż za szczeniaka z akwarium.

Posted

rozi napisał(a):
Zmierzchnica, ja już wiem, czemu nie możesz ze mną rozmawiać normalnie. Nie możesz, bo mam yorki. Mądre, posłuszne yorki, tylko że Ty sobie tego w ogóle nie wyobrażasz.


Ależ ja staram się normalnie pisać, tłumaczę Ci co i jak, grzecznie. I wzywam do rozsądku, opisując przypadek mojego psa, dla którego podbiegający york oznaczał panikę. Ale po Tobie to spływa, i mówisz, że psa można sobie podporządkować pewnością siebie. Mojego się nie dało! Opanowałam go ciężką pracą, a nie postawą przewodnika. To miękki, strachliwy pies, choć robi dużo cyrku i burczenia. A "pewność siebie" go przerażała, nie mogłam być ostra, bo się zamykał w sobie. A jak nie byłam, to znowu świrował na widok psów ze strachu. Szlag mnie z nim nieraz trafiał. I mówię Ci, że mały piesek może komuś zepsuć pracę, nawet jeśli jest łagodny, dlatego NIE powinno dochodzić do kontaktu psów bez zgody właścicieli, koniec kropka.

Znam posłuszne yorki. Ostatnio mijałam takiego w parku. Moje psy luzem, york luzem, był z państwem z wózkiem. Podbiegł do nas na odległość 3 metrów. Państwo go odwołali. Pies poszedł za nimi, moje się nie zainteresowały. Był luzem, był yorkiem - da się! Obeszło się bez kontaktu. I taki pies sobie może latać luzem ile chce, bo bez pozwolenia nie podbiegnie do innych. Super, jeśli Twoje takie są, ale pisałaś, że raczej nie i że uważasz, że jak Twój podbiegnie to jest ok i inne psy powinny na niego uważać, a nie on na nie. Z czym się nie zgadzam zupełnie.

Większość yorków U MNIE (choć z opowieści innych wydaje się, że wszędzie tak jest) to agresywne psy, strasznie hałaśliwe, a co najgorsze - ich właściciele nie próbują nad nimi panować. Zdarzają się fajne yorki i takie są ok. Nie wina psów, że są kupowane przez idiotów, ale rasa jest oceniana już pod kątem doświadczeń z nią, a te u większości ludzi są kiepskie.

Posted

[quote name='ajeczka']U nas bawią się maluszki z olbrzymami na psiej łące. Jedne uważają na drugie i jest ok. Staramy się przekonać właścicieli nowych psów na osiedlu żeby do nas przychodzili i poznawali się z naszym stadem. Dzięki temu mamy coraz więcej wspólnie bawiących się psów. Niestety, są też takie, które były od początku separowane i teraz są szarpiącymi się na smyczy szczekaczami - ogromna szkoda.



przepraszam Cie, o jakich olbrzymach piszesz ? Ciekawam tych olbrzymow ;)

Posted

zmierzchnica napisał(a):

Większość yorków U MNIE (choć z opowieści innych wydaje się, że wszędzie tak jest) to agresywne psy, strasznie hałaśliwe, a co najgorsze - ich właściciele nie próbują nad nimi panować. .

A większość psów "z odzysku" U MNIE (choć z opowieści innych wydaje się, że wszędzie tak jest) to agresywne psy, szarpiące się na smyczach, a co najgorsze - ich właściciele nad nimi nie panują, tłumacząc że to psy po przejściach.

Samo życie, prawda?

Posted

rozi napisał(a):
A większość psów "z odzysku" U MNIE (choć z opowieści innych wydaje się, że wszędzie tak jest) to agresywne psy, szarpiące się na smyczach, a co najgorsze - ich właściciele nad nimi nie panują, tłumacząc że to psy po przejściach.

Samo życie, prawda?


I jeśli Ci ludzie nic z tymi psami nie robią, to niczym nie różnią się od tych nieodpowiedzialnych właścicieli yorków. Czas spojrzeć najpierw na siebie, a dopiero później komentować innych. Pilnować swojego psa, nie pozwalać mu na bycie podbiegaczem, a później wymagać od reszty.

Posted

to może mi cos poradzicie ?
może to jakieś chamstwo nie jest ale ja mam z tym zgryz :( mam dwie suki , małe ,lękliwe ale niereagujące agresją :) i teraz mam dwa pieski na osiedlu a jeden w mojej klatce :( sympatyczny psiak do ludzi ale innych psów nie toleruje :( i teraz za każdym razem kiedy wchodzę do windy ,klatki i się z nim spotkam jest jeden wielki jazgot ze strony tego psa :( w czym problem ? otóż właścicielem jest pan około 65lat a piesek jest sporym owczarkiem niemieckim bez kagańca :( jak widzę te szarpanie się pana z psem to niestety dopadają mnie czarne wizje :( pies kiedyś się mu wyrwie a moja 6,5 kg suka nie obroni się :( ostatnio miałyśmy kłopot z wejściem do windy po tym jak kilka razy ten psiak z niej wyskoczył:( mała uciekała na schody i ewidentnie to wina tego psiaka :( kiedyś dałam do zrozumienia temu panu ,że może kaganiec uzyskałam odpowiedz ,że psiak tak ma i ona go utrzyma :( drugi psiak to taki podbiegacz -taran :( podbiega i robi sobie murawę z moich suk :( zdaniem właścicielki on sie tak bawi :( mnie krew zalewa ,omijam go z daleka ale pani jak nas zobaczy nie odpuści :(

Posted

mówiłaś że takie zabawy nie odpowiadają twoim suką i ich sobie nie życzysz??

Co do owczarka to o tak to kolejna cudowna przypadłość U Mnie zaraz po mały podbiegaczach. U mnie wychodziła dziewczynka z takim psem poskutkowała rozmowa z rodzicami na szczęście ale doszło już do delikatnego poturbowania innych psów (2 razy). Faceta pewnie nie ma kto zastąpić a jakby pokazać mu halti i żeby prowadzał psa na dwuch smyczach? Osobiście nie lubię tego ustrojstwa ale łatwo na nim utrzymać nawet dużego psa...Tylko sam właściciel najpierw musi zauważyć problem. Może jest jeszcze ktoś komu to przeszkadza zawsze bys miała większą "siłę rażenia"

Posted

[quote name='zmierzchnica']Ja już na to odpisywałam, więc nie skomentuję ;)

Dziś mnie znowu właściciele yorków radośnie doprowadzili do szewskiej pasji (choć połknęłam gorzkie słowa, bo wiem, że to nie typ ludzi do dyskusji). Zaginęła u nas w mieście sunia, rozwieszałam ogłoszenia na jej temat. Mijam starsze państwo z dziamającą jorką. Jak minęłam ich z Fro i Herą, jorek hop na całą długość flexi i drze się niemiłosiernie na moje futra. Właściciele patrzą (czy może raczej "paczą", bo to nie było inteligentne patrzenie), co się stanie. A że nic się nie stało, olali sprawę. Wieszam ogłoszenie na drzewie 10 metrów dalej. Dochodzą do mnie. Stają. Jorka znowu na całą długość flexi i drze ryjka. Hera już podenerwowana, ale dostała zakaz ruszania dziamacza, no to nie rusza. Ludzie - nic. Zero reakcji na agresję ich psa.
Odchodzę znowu i wieszam ogłoszenie kolejne, ale w takiej alejce daleko od ulicy. Niewygodnie wieszać z dwoma psami na smyczach, no to je na moment spuszczam, wąchają trawkę przy mnie. Dochodzą ludzie od jorki (pies już luzem, z daleka się drze na moje) i... stają jak wryci :diabloti: No bo moje złe kundle luzem. I co zrobią z ich kochanym pieseczkiem! Przebierają nogami, podchodzą, odchodzą, kątem oka widzę takie typowe zachowanie pieniaczy "podszedłbym i ją opieprzył, ale w sumie nie wiem..." ;) Moje psy olały sprawę, trwało to krótką chwilę, ogłoszenie powiesiłam, poprosiłam kundle żeby wzięły smycze w ryjki i poszliśmy dalej, zaraz je zapięłam.

Ciekawe, czemu nie przeszli obok mnie, pozwalając joreczce rzucać się na moje psy? :diabloti: Chyba w ich główkach jednak świta jakaś nikła, maleńka świadomość, że jednak ich pies prowokuje inne do ataku... Tylko czemu nic z tym nie robią? NAPRAWDĘ nie rozumiem, jak można mieć na końcu smyczy psa, którzy rzuca się na inne i nic nie próbować z tym zrobić. Cieszę się tylko, że po moich futrach to spływa...
ooo jak miło :diabloti: nie robią NIC bo mają na końcu smyczy psa o wadze 3kg, gdyby mieli psa o wadze 30kg to pewnie zaczęliby coś z tym robić...
Dla mnie to paranoja mieć takiego psa i pozwalać mu się drzeć i rzucać na wszystko co się rusza....
Tam gdzie mieszkałam poprzednio miałam taką babeczkę młodą na osiedlu z dwoma joreczkami:p zawsze chodziły na flexi, jak te psy zobaczyły Brutusa, który bał się ich i nie miał w ogóle zamiaru do nich podchodzić to obkręcały się tymi flexi dookoła swojej pańci :evil_lol: widok był przekomiczny, bo ona musiała tak stać związana własnymi psami do momentu aż Brutus nie zniknie im z oczu :diabloti:

Posted

To ja chętnie opowiem historię, kiedy jeden jedyny raz ktoś wyprowadził mnie z równowagi.

Zajmowałam się psem (suką) mojego sąsiada, pies 30 kg. skrzyżowanie boksera z jakimś gończym. Byłam raz świadkiem jak sunia zabiła innego psa w walce, nie miałam szans żeby go uratować. To tak na wprowadzenie.

Zawiozłam psa do weterynarza, była po zabiegu sterylizacji miała małe komplikacje. Pies podenerwowany bo weta nie lubi, wracamy ale musimy 20 minut czekać w parku na busa. Sunia na smyczy, ma kaganiec ale za duży poza tym zdjęłam go jej na chwilę bo gorąco jak cholera- siedziałyśmy daleko od alejek i ludzi. Nagle w naszą stronę idzie sobie kobietka z haszczakiem na smyczy flexi i z dzieckiem. Podchodzi co raz bliżej, a ja ciągle naiwnie miałam nadzieje ze nas ominie. A ona mówi do mnie że ten haszczak ma mało kolegów:D i chce się tylko zaprzyjaźnić. Ja mówię że moja sobie nie życzy, ona na to że haszczak jej nic nie zrobi. A ja na to wymowne "Spierdal..." Odeszła.

Posted

rozi napisał(a):
Owszem, zaczyna, pod warunkiem że czuje, że Ty wiesz więcej i lepiej i bezdyskusyjnie.
Tak sądzę.


Cesar Millan w nadmiarze? :roll:
Serio, trochę mnie bawi takie podejście, bo o ile ze szczeniakiem to działa, to z psem problematycznym (a ja do tej pory tylko takie miałam) to już inna kwestia.

Dodatkowo, polecam popracować sobie z molosami, szczególnie takimi z krwi i kości, np kaukaz, CC, i wtedy możemy się wymienić spostrzeżeniami.

Posted

Klaudia M. napisał(a):
To ja chętnie opowiem historię, kiedy jeden jedyny raz ktoś wyprowadził mnie z równowagi.

Zajmowałam się psem (suką) mojego sąsiada, pies 30 kg. skrzyżowanie boksera z jakimś gończym. Byłam raz świadkiem jak sunia zabiła innego psa w walce, nie miałam szans żeby go uratować. To tak na wprowadzenie.

Zawiozłam psa do weterynarza, była po zabiegu sterylizacji miała małe komplikacje. Pies podenerwowany bo weta nie lubi, wracamy ale musimy 20 minut czekać w parku na busa. Sunia na smyczy, ma kaganiec ale za duży poza tym zdjęłam go jej na chwilę bo gorąco jak cholera- siedziałyśmy daleko od alejek i ludzi. Nagle w naszą stronę idzie sobie kobietka z haszczakiem na smyczy flexi i z dzieckiem. Podchodzi co raz bliżej, a ja ciągle naiwnie miałam nadzieje ze nas ominie. A ona mówi do mnie że ten haszczak ma mało kolegów:D i chce się tylko zaprzyjaźnić. Ja mówię że moja sobie nie życzy, ona na to że haszczak jej nic nie zrobi. A ja na to wymowne "Spierdal..." Odeszła.


No nie dziwię się też bym odeszła. Dodatkowo zniesmaczona. :roll:
Ja rozumiem, że można mieć psa problematycznego, i nie życzyć sobie kontaktu, ale takie odzywki świadczą o chamstwie. Twoim.
Czasami ludzie, z resztą jak widać w tym wątku, nie pojmują, że ktoś może nie chcieć kontaktu swego futra z obcym psem. Ale to nie jest powód, żeby takimi tekstami sypać.

Posted

Czyli moja metoda będzie działać na szersze grono ludzi, bardzo mnie to cieszy i muszę to zapamiętać. Nigdy nie miałam się za damę, i jak mówię zdecydowane NIE to, oznacza właśnie NIE. Nie zamierzam dorosłemu człowiekowi tłumaczyć dlaczego ktoś moze sobie nie życzyć kontaktu dwóch obcych psów. Nie zamierzam wchodzić z taką personą w zbędne dyskusje, nie szukam przyjaciół na spacerach i wychodzę z założenia ze chamstwo czasami jest najlepszą metodą na ludzki debilizm.

Posted

Klaudia M. napisał(a):
Czyli moja metoda będzie działać na szersze grono ludzi, bardzo mnie to cieszy i muszę to zapamiętać. Nigdy nie miałam się za damę, i jak mówię zdecydowane NIE to, oznacza właśnie NIE.


nie to nieco inne slowo niz spier...

ja to w ogole nie kumam jak mozna przeklinac na ulicy.
jak tu czasem czytam, ze ktos wrzeszczy na psa "kuuur...cos tam", to zawsze mysle, ze to siara.

Posted (edited)

Napisałam, że słowo NIE niestety nie zadziałało. Więc użyłam innego, bardziej wymownego.
Siara by była, gdyby dwa duże psy pogryzły się w środku miasta. Zrobiłoby się nieprzyjemnie gdyby "moja" sunia w walce, przez przypadek ugryzła dziecko albo mnie. (co się mi już raz zdarzyło) Psina nie ma szczepień, bo sąsiad ma to w głębokim poważaniu. Więc konsekwencje byłyby nie małe. Czy wstyd mi że powiedziałam Sp...? biorąc pod uwagę co mogłoby się stać gdyby nie moja reakcja, to zdecydowanie nie.

Mnie też rażą wulgaryzmy w miejscach publicznych, ale znacznie bardziej doprowadzają mnie do szału nieodpowiedzialne matki a potem ich lament po fakcie.

Edited by Klaudia M.
Posted

Klaudia ja uważam że dobrze powiedziałaś nie zawsze człowiek ma dobry dzień i nie zawsze ma ochote się szarpać z psem na smyczy(np jeśli to jest już któryś raz w ciągu tego samego spaceru) ja również pare razy w ten sposób potraktowałam ludzi " bo on chce sie tylko przywitać " . skoro jedno NIE ZYCZE SOBIE nie starcza trzeba wytłuamczyć inaczej .

ja miałam wczoraj sytuacje nie chamską tylko właśnie bardzo miłą mam na dzielnicy chłopaka dorosłego który ma 2 pit bulle obie suki zawsze na smyczy , nigdy się nie rzucały na nikogo , natomiast moja suka nienawidzi ttb a suk to już w ogóle więc to moja suka stanowi problem bo się burzy na nie zawsze , one nie reagują .
wczoraj musieliśmy się minąć więc przeszłam na drugą strone ulicy , mój pies staffik młody zabawowy zaczał merdać ogonem i cieszyć się w ich strone , jedna z tamtych suk szarpnęła właściela który się tego nie spodziewał i puścił smycz , suka idzie merdając ogonem w nasza strone... moja wrze nie wiem co robić , jakby podeszła do suki to koniec jatka więc puściłam smycz psa i pozwoliłam podejść się przywitac w tym czasie podeszłam do osiedlowego pijaczka(znam go od dziecka) który stał 10m dalej i poprosiłam o potrzymanie suki mojej , tamten chłopak zdążył już podejść i złapać swoją smycz ale nasze psy nadal "bawiły się" na środku ulicy osiedlowej (mało uczęszczana ale jednak) przeprosił mnie , pogadaliśmy chwile i każdy poszedł w swoją strone .
jednak mieć 2 totalnie różne psy jest problemem , jakby te suki były samcami to pewnie byłoby na odwrót i to pies by się burzył a suka olała .

Posted

Dziękuje za zrozumienie:)

No widzisz, Ty umiałaś zareagować właściwie bo znasz swoje psy. A ja z obcym psem, po 25 h. zmianie w pracy, żar leje się z nieba... ja zmęczona , a sunia cała zestresowana. Podchodzi do nas jakieś babsko i chce się zaprzyjaźnić z psem który wygląda groźnie. Inni ludzie mijali nas na ulicy łukiem. Wiem, ze gdyby doszło do walki nie byłabym w stanie odciągnąć dwóch psów. Nie mam takiej siły w rękach.

PS: Przemyślałam to i jednak mam siłę. Raz odciągałam mixa doga z boxerem od pona. Ale oba psy dobrze znałam, miałam tylko pogryzioną rękę.

Posted

Ja na chamstwo niestety odpowiadam chamstwem.

Wiem, że czasami mógłbym wyluzować, ale jeśli wiem, że ja odciągam swojego psa, a właściciel drugiego nic nie robi z tym, żeby nie doszło do zatargów między psami to niestety dostaję białej gorączki i zaczynam krzyczeć na tego właściciela.
Jeśli wiem, że wina leży po mojej stronie to nic nie mówię tylko staram się robić.

Posted

Ludziom trudno czasem zrozumieć, że pies który wygląda niegroźnie może być groźny. Ja ostatnio bardzo często bywałam na klinikach wrocławskich z psem, bokserem Zeusem, problemowym z różnymi przypadłościami charakteru związanymi z "poprzednim" życiem. Zeus miał krwiaka i inne zmiany w jamie miednicznej więc był obolały i bardzo chudy, a w tylnej łapie miał niedowład... Wiadomo jak reagujemy na takiego psa, współczujemy i chcemy go pogłaskać żeby mu było lepiej. Zawsze w poczekalni siadałam w miejscu oddalonym od psów i ludzi, ale oni i tak podchodzili... To było dopiero stresujące dla psa, który bardzo ceni swoją intymność i nie lubi dotyku... Ja jestem bardzo wyczulona na to, ,może dzięki niemu, i cenię prywatność nie tylko ludzi-właścicieli, ale i samych psów. Mówiłam ludziom, że on jest obolały, że nie lubi pieszczot i że może ugryźć. Jedni to rozumieli inni nie, dlatego od ugryzienia dwa razy uratowałam te mniej rozumne osoby ja. W pierwszym przypadku swoją ręką gwałtownie odsunęłam rękę, która zmierzała w stronę Zeusa z zaskoczenia... Jedną osobą był Pan, który sam był z bokserką i wcale jakby nie usłyszał, że ja do niego właśnie powiedziałam że nie chcę aby go głaskał i wyciągnął rękę do leżącego Zeusa... Wiecie pies chory, nie chciałam go stresować dodatkowo kagańcem, szczególnie, że on sobie tylko leżał. Innym razem sąsiadka jak zabierałam się do wnoszenia Zeusa po schodach do domu też chciała pocieszyć go chyba i pogłaskać. Zapytała co jej jest, powiedziałam że to on i wytłumaczyłam czemu tak wygląda, odsunełam się dwa kroki w tył i powiedziałam, że musimy iść, bo Zeus długo nie może stać. Na to ona rękę do nas i tekst: No chodź malutka. Do psa, nie do mnie (ja malutka nie jestem :P). Oddzieliłam ich swoim okazałym ciałem ;) Zeus zdążył warknąć doniośle. Zeusek teraz już biega po niebieskich łąkach. Ostatnio sąsiadkę spotkałam w sklepie, pytała co z sunią. Powiedziałam, że Zeusa już nie ma. W każdym razie wiem, że Pani ta chciała dobrze we wszystkich swoich działaniach, jest przemiłą starszą Panią :)

Posted

rozi napisał(a):
A większość psów "z odzysku" U MNIE (choć z opowieści innych wydaje się, że wszędzie tak jest) to agresywne psy, szarpiące się na smyczach, a co najgorsze - ich właściciele nad nimi nie panują, tłumacząc że to psy po przejściach.

Samo życie, prawda?


I znowu odnosisz się tylko do tej części mojej wypowiedzi, która Ci pasuje. A co z tą pierwszą, w której Ci tłumaczę, dlaczego Twój podbiegający pies może skrzywdzić inne? Miałam Cię za lepszego rozmówcę, naprawdę.

Masz rację. U mnie jest podobnie z tymi psami po przejściach (ale przynajmniej chodzą na smyczy, mimo że się szarpią, to nie podbiegają). I co z tego? Dlaczego czujesz się urażona moimi wypowiedziami dotyczącymi yorków, skoro swoje uważasz za dobrze wychowane? Mój pies po przejściach był agresywny, wtedy sprawowałam nad nim maksymalną kontrolę, szelki, obroża, smycz, początkowo kaganiec, linka i taśma treningowa, flexi. Pracowałam z nim, jestem dumna z tego, że stał się cudownym psem, który już nie rzuca się na psy, ignoruje je, a ja mogę mu ufać i nie martwię się, że z naprzeciwka idzie pies i będę miała problem z przejściem.
Dlatego Twoja wypowiedź mnie nie rusza. Samo życie - właściciele yorków mają gdzieś, że ich psy są niewychowane i prowokują inne. Właściciele psów trudnych nic nie robią z problemami, bo uważają, że tak to już jest. Właściciele haszczaków olewają to, że ich psy im zwiewają, bo taka rasa. Właściciele labradorów i goldenów nie wychowują ich i puszczają je luzem, bo to taka łagodna rasa. Samo życie! Dlatego jest ten wątek. I dlatego wszyscy próbują Ci wytłumaczyć, że puszczając nieodwoływalnego psa, zaliczasz się do tego szacownego grona uprzykrzaczy życia.

Posted

Odnośnie małych podbiegaczy- miałam ostatnio bardzo niefajną sytuację i nie wiedziałam ( nie wiem wciąż) jak powinnam się zachować:
Byłam na spacerze z psami (oprócz swojego wyprowadzałam małą goldenkę), kończymy spacer, psiaki już na smyczach. Pojawia się babka z cavalierkiem, psiak podbiega (chociaż ja specjalnie się zatrzymałam żeby nie szarpać się na smyczach) no ale trudno. Właścicielka zero reakcji, jej psiak zachęca do zabawy. W końcu spuściłam swoje, zrobiły z małym dwa kółka i wracamy. Tu pojawił się problem. Babka znikła (tzn. kontynuowała spacer, tyle, że bez psa) a mały zaczął gwałcić mojego. Mango próbował wykonywać "równaj' i ignorować małego, ale nie dawał rady (nie dziwię się, ciężko zignorować to,że jest się gwałconym) w to wszystko wskakiwała jeszcze ,goldenka ('baaawimy się!!"):angryy: Byłam już nieźle wściekła, a babki jak nie było tak nie ma. Postałam jeszcze 10 min., przy wyjściu z parku i nic. Efekt był taki,że psiak odprowadził nas pod bramę. Szkoda mi tego cavaliera, bo biedak pewnie nie mógł później trafić do domu. No ale co mogłam zrobić w tej sytuacji ? Właścicielka nie odwracała się, nawet widząc,że jej pies idzie z nami,nie wołała, no zero zainteresowania. A ja na początku byłam pewna,że to zwykły zabawowy podbiegacz, który zaraz spieprzy do swojej pani.

Posted

[quote name='bdom']Odnośnie małych podbiegaczy- miałam ostatnio bardzo niefajną sytuację i nie wiedziałam ( nie wiem wciąż) jak powinnam się zachować:
Byłam na spacerze z psami (oprócz swojego wyprowadzałam małą goldenkę), kończymy spacer, psiaki już na smyczach. Pojawia się babka z cavalierkiem, psiak podbiega (chociaż ja specjalnie się zatrzymałam żeby nie szarpać się na smyczach) no ale trudno. Właścicielka zero reakcji, jej psiak zachęca do zabawy. W końcu spuściłam swoje, zrobiły z małym dwa kółka i wracamy. Tu pojawił się problem. Babka znikła (tzn. kontynuowała spacer, tyle, że bez psa) a mały zaczął gwałcić mojego. Mango próbował wykonywać "równaj' i ignorować małego, ale nie dawał rady (nie dziwię się, ciężko zignorować to,że jest się gwałconym) w to wszystko wskakiwała jeszcze ,goldenka ('baaawimy się!!"):angryy: Byłam już nieźle wściekła, a babki jak nie było tak nie ma. Postałam jeszcze 10 min., przy wyjściu z parku i nic. Efekt był taki,że psiak odprowadził nas pod bramę. Szkoda mi tego cavaliera, bo biedak pewnie nie mógł później trafić do domu. No ale co mogłam zrobić w tej sytuacji ? Właścicielka nie odwracała się, nawet widząc,że jej pies idzie z nami,nie wołała, no zero zainteresowania. A ja na początku byłam pewna,że to zwykły zabawowy podbiegacz, który zaraz spieprzy do swojej pani.[/QUOTE]

czarny podpalany?:)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...