Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='filodendron']No to się zdecyduj - szpital, sytuacja losowa czy "czasem nie ma Cię w domu". Bo jest różnica.

a co to za różnica tak naprawdę? Akurat Tobie nie muszę się tłumaczyć dlaczego akurat podczas tego spaceru nie mogłam z nim wyjść. Dla mnie nie ma różnicy dlaczego nie mogłam, nie mogłam bo nie i tyle.Co nie zmienia faktu, że mając takiego psa nie życzę sobie podbiegaczy i tyle.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Moi znajomi mieli TTB nie przepadającego za innymi psami.
Zdarzało się, że musieli wyjechać na 2-3 dni. Z psem nie wychodził ani nastoletni syn, ani teściowa, wychodził z nim zaprzyjaźniony facet, który był w stanie utrzymać go bez problemu. Specjalnie przyjeżdżał trzy razy dziennie z innej dzielnicy.

Posted

Różnica jest zasadnicza. W szpitalu jest się raz na jakiś czas. Poza domem - dość często, zważywszy że z psem trzeba wyjść trzy razy dziennie. Nie lubię spotykać zwiewnych kobietek trzymających na smyczy dużego psa tylko umownie - bo jak pies się wkurzy, to one się wywrócą.
Podbiegaczy można sobie nie życzyć, jasna sprawa, ale nie życzyć sobie, bo komuś np. psują pracę nad problemem, a nie życzyć sobie, bo w razie czego pies przeciągnie właściciela po glebie, to są dwie różne sprawy.

Posted

filodendron napisał(a):
Różnica jest zasadnicza. W szpitalu jest się raz na jakiś czas. Poza domem - dość często, zważywszy że z psem trzeba wyjść trzy razy dziennie. Nie lubię spotykać zwiewnych kobietek trzymających na smyczy dużego psa tylko umownie - bo jak pies się wkurzy, to one się wywrócą.
Podbiegaczy można sobie nie życzyć, jasna sprawa, ale nie życzyć sobie, bo komuś np. psują pracę nad problemem, a nie życzyć sobie, bo w razie czego pies przeciągnie właściciela po glebie, to są dwie różne sprawy.


no wlasnie.

i ja np. uwazam, ze takie psy stanowia wieksze zagrozenie dla moich psow niz podbiegacze, ktore najczesciej nie maja zlych zamiarow.

a zdarzylo mi sie juz mijac z pania, ktora miala na dlugich smyczach dwa psy wielkosci owczarka kaukaskiego i trzymala sie niwielkich rozmiarow drzewka, aby nie odfrunac, a do mnie darla morde "gdzie masz smycz?" podczas gdy moje psy biegly dosc daleko laka i nawet nie spojrzaly w kierunku tej brygady.
i dla mnie to nie jest normalna sytuacja. uwazam, ze ta kobieta nie powinna wychodzic z tymi psami, bo to niebezpieczne.

a np kolo mojej siory mieszka pani, ktora ma dwie rasowe kaukazice. wyprowadza je na spacery i nie ma problemu, zeby minac sie z innymi psami na sciezce. a nawet zeby usadzic psy, kiedy wwidzi, ze ktos sie boi przejsc.

Posted

Nam, z racji wielkości mojego psa, zbyt często się spotkania z podbiegaczami nie zdarzają, bo właściciele z reguły od razu łapią swojego pimpusia i schodzą nam z drogi. Ale jeśli takiej pańci za bardzo nie zależy na swoim psie i idzie sobie kilkanaście metrów dalej gwiżdżąc to muszę sobie sama radzić z podbiegaczem. Biorę sukę za siebie i staram się odgonić natręta tupiąc i patrząc mu w oczy, ale że to często nie działa, bo pimpuś stara się mnie obiec albo czeka aż mi się znudzi, więc czekam aż podejdzie blisko do mojej suki, która stoi sobie przy mnie i wtedy luzuję całkowicie smycz ( a smycz mamy długą :evil_lol: ) i sucz przegoni parę metrów pimpka (bez gryzienia) przy okazji trochę go depcząc lub przygniatając i natręt ucieka do swojej pańci. ;-)
A co do poglądów rozi, to tak, byłoby pięknie gdyby wszystkie psy były podobnej wielkości, wszystkie byłyby wychowane, miały odpowiedzialnych właścicieli i wtedy mogły by sobie wesoło biegać bez smyczy socjalizując się ze sobą, ale niestety życie jest inne i trzeba przede wszystkim chronić swojego psa, ale też szanować problemy innych. ;-)
I od razu mówię, że nie przeszkadzają mi ani psy wszelakiej wielkości chodzące luźno, ale nie zaczepiające innych ani nawet psy które przyjdą przywitają się, powąchają i pójdą w swoją stronę. Ale okrążania, obszczekiwania oraz podbiegania i uciekanie nie zamierzam tolerować.

Posted

ludzie mają z psami różne problemy i niezależnie od tego, jakie one są, to każdy z nas ma prawo do normalnego spaceru. nie wiem, jak można tego nie rozumieć, ale wydaje mi się, że niektóre rzeczy stają się bardziej jasne, jak ma się takiego problemowego psa. ja ze swoją to mam to wszystko w nosie, jak coś do nas podbiegnie i nawet jej się nie spodoba, to mam nad nią kontrolę. wiadomo że to tylko pies i nie powinno się pisać, że nikomu krzywdy nie zrobi, więc na 99,99% nie zrobi ;)
natomiast miałam 'przyjemność' poznać życie z naprawdę problemowym psem, który bał się wszystkiego, nawet własnego cienia. to nie była ani jego wina, ani moja. nieważne, czy drugi pies był mniejszy od niego, czy większy, wpadał w totalną panikę. i szczerze, nawet gdyby podbiegł do nas szczeniaczek yorka, to odleciał by do szanownej pańci w trybie natychmiastowym. bo jak wychodzi się z psem, dla którego sam spacer jest na maksa stresujący, to się na ma chęci na spotykanie takich piesków, a te lękliwe też gdzieś sikać muszą. i jak do nas podleciał pies, który na pewno nie miał złych zamiarów, ale to bez znaczenia, to dostał kopa, a potem puściłam swoją sukę i ta go skutecznie pogoniła. właściciel się nie pojawił. i wiecie, wychodzenie z dwoma skrajnie różnymi psami-jeden sporawy i pobudliwy, a drugi mały i lękliwy jest wystarczająco trudne i nie potrzeba do tego urozmaiceń w postaci niewychowanych piesków.

Posted

[quote name='rozi']Pies ma być "grzeczny"/pod kontrolą niezależnie od sytuacji. Niedopuszczalne jest, żeby duży pies, który atakuje i może wyrządzić krzywdę, znajdował się wśród ludzi i innych zwierząt pod opieką osoby, która nie da rady go utrzymać.

A co w sytuacji gdy ktoś ma psa dopiero od niedawna? Psa który ma dajmy na to agresję lękową?
W kilka dni nie wypracujesz zachowania polegającego na olewaniu podbiegaczy i byciu grzecznym cokolwiek to znaczy.
Co taka osoba ma zrobić Twoim zdaniem?


Miałaś kiedykolwiek psa z agresją lękową?


Co do reszty sie zgadzam.

Posted

[quote name='klaki91']A co w sytuacji gdy ktoś ma psa dopiero od niedawna? Psa który ma dajmy na to agresję lękową?
W kilka dni nie wypracujesz zachowania polegającego na olewaniu podbiegaczy i byciu grzecznym cokolwiek to znaczy.
Co taka osoba ma zrobić Twoim zdaniem?


Miałaś kiedykolwiek psa z agresją lękową?


Sama nie, ale znam takiego psa, właściwie sukę, mix dobermana zresztą. Życie w mieście to była dla niej męka, teraz już mieszka w domu z ogrodem, na obrzeżu niewielkiego miasteczka, na spacery wychodzi w pola, jest szczęśliwa wreszcie.

Nie wiem, co ja bym zrobiła, ja po prostu nie wzięłabym takiego psa do miasta.

Posted

rozi napisał(a):
Sama nie, ale znam takiego psa, właściwie sukę, mix dobermana zresztą. Życie w mieście to była dla niej męka, teraz już mieszka w domu z ogrodem, na obrzeżu niewielkiego miasteczka, na spacery wychodzi w pola, jest szczęśliwa wreszcie.

Nie wiem, co ja bym zrobiła, ja po prostu nie wzięłabym takiego psa do miasta.


Czyli uważasz, że ten, kto bierze danego psa, zawsze na 100% wie, jak ten będzie się zachowywał po kilku dniach? A nawet po miesiącu, kiedy już przyzwyczai się do otoczenia? A gdybyś wzięła psa, który wg kogoś byłby kochany i w ogóle, a w domu okazałby się po jakimś czasie lękowy czy agresywny lękowo, to byś go oddała rozumiem?

Posted

nie rozumiem tej dyskusji, psy nie powinny podchodzić do innych psów bez wyraźnej zgody właściciela. Myślałam, że to jest jasne. Niektórzy chcieliby żyć w jakimś utopijnym świecie, w którym wszystkie psy są tego samego rozmiaru i tak samo dobrze wychowane.

Posted

LadyS napisał(a):
Czyli uważasz, że ten, kto bierze danego psa, zawsze na 100% wie, jak ten będzie się zachowywał po kilku dniach? A nawet po miesiącu, kiedy już przyzwyczai się do otoczenia? A gdybyś wzięła psa, który wg kogoś byłby kochany i w ogóle, a w domu okazałby się po jakimś czasie lękowy czy agresywny lękowo, to byś go oddała rozumiem?


zalezy jakiego psa.
ja tam mojego drugiego psa zabralam na spacer juz po dwoch dniach i normalnie spuscilam ja ze smyczy.

to zalezy, czy to jest szczenie z hodowli czy pies po przejsciach.

Posted

LadyS napisał(a):
Czyli uważasz, że ten, kto bierze danego psa, zawsze na 100% wie, jak ten będzie się zachowywał po kilku dniach? A nawet po miesiącu, kiedy już przyzwyczai się do otoczenia? A gdybyś wzięła psa, który wg kogoś byłby kochany i w ogóle, a w domu okazałby się po jakimś czasie lękowy czy agresywny lękowo, to byś go oddała rozumiem?


no właśnie? czy jak ktoś np bierze psa z interwencji to powinien być wróżką i przewidzieć, że ten konkretny pies będzie miał problemy z życiem w mieście?
poza tym, czy dom z ogrodem na wsi gwarantuje, że nie będziemy spotykać podbiegaczy? bo np mojej suki nikt nie pogryzł w mieście, a na wsi-owszem. kawałek za własnym domem z ogrodem.

Posted

filodendron napisał(a):
Nie lubię spotykać zwiewnych kobietek trzymających na smyczy dużego psa tylko umownie - bo jak pies się wkurzy, to one się wywrócą.


Ja się z tym nie zgadzam, takie twierdzenie jest niesprawiedliwie i prawdę mówiąc głupie, ponieważ jak pies +50kg będzie chciał się wyrwać to i dorosły mężczyzna go nie utrzyma. Jeśli nad takim psem nie panujesz psychicznie to nie panujesz wcale, chyba, że jesteś Pudzianem. ;) Na przykład u mnie w rodzinie tylko ja wychodzę z psem, bo w razie czego rodzice go po prostu nie utrzymają. Ja mam 160cm w kapeluszu, i ważę tyle samo co moja suka (55kg) i chociaż nie jest super zrównoważona to przez 2 lata nigdy mi się nie wyrwała, może z raz w życiu mnie przewróciła jak była szczylem i zapomniała, że jest smycz. :eviltong: Natomiast gdy mój ojciec wyszedł z nią na spacer, a ona zobaczyła mnie w oddali to tata (90 kg wagi) fruuuuuuunął jak laleczka ku uciesze przechodniów, a na koniec i tak się wyrwała. :lol: Więc ja po prostu jak widzę, że ktoś się szarpie z dużym psem, obojętnie czy kobieta czy facet to wybieram inną drogę.

Posted

Mieszkam w okolicy domków jednorodzinnych i tutaj wiele osób posiada psy. Jest tu wysyp labradorów, które biegają luzem "koło właściciela". Jeszcze kiedy pół roku temu miałam psa (odszedł na nosówkę), bardzo często miałam niemiłe spotkania z panem pewnego labka...

Otóż pan nie zabiera nawet smyczy na spacer, gdyż uważa, że jego piesek jest święty i nic nikomu nie zrobi. Podczas spacerów lab podbiegał do mojego Norisa (mix dobermana) i udawał ruchy kopulacyjne (próbował go zdominować). Oczywiście mój pies nie dawał sobie w kaszę dmuchać, kłapał zębami i warczał, a ja drobna młoda dziewuszka :roll:, nie miałam co poradzić...
A pan powiedział: "niech pani go puści, psy załatwią to po swojemu". Facet po pięćdziesiątce, a kompletnie głupi. Myśli, że pozwolę na to by psy się pogryzły?! Głupota chyba nie zna granic... :angryy:

Posted

P&Rubi napisał(a):
Ja się z tym nie zgadzam, takie twierdzenie jest niesprawiedliwie i prawdę mówiąc głupie, ponieważ jak pies +50kg będzie chciał się wyrwać to i dorosły mężczyzna go nie utrzyma. Jeśli nad takim psem nie panujesz psychicznie to nie panujesz wcale, chyba, że jesteś Pudzianem. ;) Na przykład u mnie w rodzinie tylko ja wychodzę z psem, bo w razie czego rodzice go po prostu nie utrzymają. Ja mam 160cm w kapeluszu, i ważę tyle samo co moja suka (55kg) i chociaż nie jest super zrównoważona to przez 2 lata nigdy mi się nie wyrwała, może z raz w życiu mnie przewróciła jak była szczylem i zapomniała, że jest smycz. :eviltong: Natomiast gdy mój ojciec wyszedł z nią na spacer, a ona zobaczyła mnie w oddali to tata (90 kg wagi) fruuuuuuunął jak laleczka ku uciesze przechodniów, a na koniec i tak się wyrwała. :lol: Więc ja po prostu jak widzę, że ktoś się szarpie z dużym psem, obojętnie czy kobieta czy facet to wybieram inną drogę.

Zgadzam się. Moje psy mają w zadzie TZ a ze mną są grzeczniutkie jak trusie. Jestem taką panienką - 52 kg. 173 wzrostu i do tego długowłosa blondzia. U mnie na osiedlu baba nie panuje fizycznie nad swoimi burkami po 10 kg każdy a wystarczyłoby tak niewiele.

Posted

rozi napisał(a):
Sama nie, ale znam takiego psa, właściwie sukę, mix dobermana zresztą. Życie w mieście to była dla niej męka, teraz już mieszka w domu z ogrodem, na obrzeżu niewielkiego miasteczka, na spacery wychodzi w pola, jest szczęśliwa wreszcie.

Nie wiem, co ja bym zrobiła, ja po prostu nie wzięłabym takiego psa do miasta.


Tylko problem w tym, że tego nie widać bardzo często. Przynajmniej u schroniskowców, bo u tych z DT to wychodzi raz dwa.

Moja suka w schronisku zachowywała się inaczej, biegała po boksie z innymi młodymi psami i się z nimi bawiła. Po przyjeździe do mnie z kolei przypuszczała atak na praktycznie każdego mijanego psa. A miała zaledwie 7 miesięcy. W dodatku reagowała agresją podszytą strachem na co drugiego człowieka na ulicy, rzucała się na własny cień, nie potrafiła przejść obok progu spowalniającego na ulicy.

Takiego psa można bez problemu wyprowadzić na prostą i dostosować do życia w mieście. Tylko potrzeba czasu i cierpliwości. Problem w tym, że podbiegające na spacerach psy bardzo spowalniają resocjalizację, nawet gdy nie mają złych zamiarów. Pies z agresją lękową woli zaatakować zanim inny pies zrobi mu krzywdę i nawet zwykłe podejście innego czworonoga w celu przywitania się odbierze jako atak. Najpierw trzeba mocno przepracować kwestię zaufania takiego sfiksowanego psa do przewodnika a dopiero potem stopniowo pokazywać, że inne psy nie stanowią zagrożenia.

To wszystko trwa długo, ja nawet uważam, że z takim psem pracuje się całe jego życie, i na pewnym etapie szkolenia na prawdę łatwo wszystko schrzanić jednym zabawowym pieskiem, którego właściciel zapomniał co to jest smycz. Pól biedy jak właściciel normalny, przeprosi, wykaże jakieś zrozumienie dla sytuacji zamiast się pultać że jego pies został zaatakowany.

Posted

Rozi, powiem Ci co ja (właścicielka kundlicy z agresją lękową :diabloti: [i yorka, ale teraz nie o niej]) bym zrobiła jakby Twój pies do nas podszedł, i co prawdopodobnie zrobilby mój pies (10kilo)
Nie czytałam dyskusji od początku, piszę to żebyś miała świadomość jak wyglądają spacery z agresywnym dominującym i niepewnym siebie psem zarówno ze strony jego właściciela jak i właściciela podbiegacza

sytuacja kiedy ja albo nie dostrzegam w porę Twoje psa, albo wyskakuje on niespodziewanie zza zakrętu:
nie odkopałabym go bo mój pies by się zdenerwował, popuściłabym smycz tak, żeby nie była napięta (zalecenia behawiorysty - negatywna reakcja suki na napiętą smycz) i czekałabym idąc cały czas za psem tak, żeby jak już mówiłam smycz luźno zwisała. Wszystko to póki nie ma ewidentnej walki. A mój pies?? Nie wiem.. albo by zaatakowała, albo nie :grins: tu już wszystko zależy od jej nastroju i postawy drugiego psa.
bo nie mam zamiaru brać swojego psa na ręce z każdym podbiegaczem, Twojego też bym nie wzięłą, bo chyba musiałabym najpierw sukę do drzewa przywiązać.. :lol:
a po prostu nie zawsze mogę zawołać żeby ktoś psa zabrał (często nawet nie ma kogo prosić :lol: )

Także nie zdziw się kiedyś jak spotkasz osobę z agresywnym psem która nawet nie ściągnie smyczy kiedy jej pies będzie się czaił na Twojego z irokezem po całej linii. I nie każdy ma chęć krzyczeć przez cały spacer "mój pies jest agresywny!!" szczególnie że nie zawsze jest czas na poproszenie o odwołanie psa, więc na wszelki wypadek właśnie wypadałoby się tak drzeć ;P

Posted

klaki91 napisał(a):
Tylko problem w tym, że tego nie widać bardzo często. Przynajmniej u schroniskowców, bo u tych z DT to wychodzi raz dwa.

Moja suka w schronisku zachowywała się inaczej, biegała po boksie z innymi młodymi psami i się z nimi bawiła. Po przyjeździe do mnie z kolei przypuszczała atak na praktycznie każdego mijanego psa. A miała zaledwie 7 miesięcy. W dodatku reagowała agresją podszytą strachem na co drugiego człowieka na ulicy, rzucała się na własny cień, nie potrafiła przejść obok progu spowalniającego na ulicy.

Takiego psa można bez problemu wyprowadzić na prostą i dostosować do życia w mieście. Tylko potrzeba czasu i cierpliwości. Problem w tym, że podbiegające na spacerach psy bardzo spowalniają resocjalizację, nawet gdy nie mają złych zamiarów. Pies z agresją lękową woli zaatakować zanim inny pies zrobi mu krzywdę i nawet zwykłe podejście innego czworonoga w celu przywitania się odbierze jako atak. Najpierw trzeba mocno przepracować kwestię zaufania takiego sfiksowanego psa do przewodnika a dopiero potem stopniowo pokazywać, że inne psy nie stanowią zagrożenia.

To wszystko trwa długo, ja nawet uważam, że z takim psem pracuje się całe jego życie, i na pewnym etapie szkolenia na prawdę łatwo wszystko schrzanić jednym zabawowym pieskiem, którego właściciel zapomniał co to jest smycz. Pól biedy jak właściciel normalny, przeprosi, wykaże jakieś zrozumienie dla sytuacji zamiast się pultać że jego pies został zaatakowany.

Muszę sprostowanie napisać: oczywiście, że miałam psa z agresją lękową!
Olek był taki, jakoś ostatnio się rozmawiało o dużych psach i mi się nie skojarzył.

Olek startował do psów większych od niego (tylko do większych) jeśli podbiegły. Spokojnie mijające nas nauczył się ignorować, był też jak najbardziej odwoływalny, póki słyszał. Trafił do mnie dziesięcioletni, po ciężkim schronie. Tylko że ja w ogóle nie myślałam w ten sposób, to znaczy nie "stwierdziłam u psa agresji lękowej" i nie "pracowałam z nim" - zwyczajnie w trymiga trzeba było go nauczyć życia w mieście, no to nauczyłam. Inna rzecz, że on mi zaufał dosłownie od pierwszego wejrzenia, mądry był i już, a na moje (duże) suki tylko warczał, kiedy podchodziły, ze trzy miesiące to chyba trwało, zanim i do nich przywykł.

Posted

No bo prawda jest taka, że agresja lękowa też ma różny stopień natężenia ;)

Moja suka zanim ją nauczyłam olewania innych psów i przechodzenia koło nich nawet ze szczotą na grzbiecie i wybitnie grożącą postawą, ale bez darcia mordy i rzucania się a' la wygłodniały tygrys, głuchła na wszelkie próby reakcji z mojej strony- po prostu ryczała z wściekłością nawet jak pies był 200 m od nas, jakby ją z psiego psychiatryka wypuścili ;) możesz się domyślać co się działo jak się trafił jakiś Bogu ducha winny podbiegacz. Ile ja się niemiłych rzeczy nasłuchałam od właścicieli innych psów,które do nas podbiegały. Ile razy wytykano nas palcami na ulicy bo ruda robiła scenę pt. "ta butelka co tam leży na trawie jest straszna i na pewno chce mnie zaatakować". I z dnia na dzień co raz gorzej dopóki się ostro za nią nie wzięłam. W międzyczasie sporo postępów psuły nam właśnie podbiegacze..

Posted

[quote name='klaki91']I z dnia na dzień co raz gorzej dopóki się ostro za nią nie wzięłam. W międzyczasie sporo postępów psuły nam właśnie podbiegacze..
No ja się za Olka wzięłam chyba ostro od razu ;)
I w dodatku nie wiedziałam, że podbiegacze psują, podbiegacze były podbiegaczami, a Olek miał się zachowywać porządnie i kropka. Oczywiście mówię o zwykłych podbiegaczach, nie o takich, które podbiegają z zębami w podłych zamiarach.

Posted

[quote name='rozi']No ja się za Olka wzięłam chyba ostro od razu ;)
I w dodatku nie wiedziałam, że podbiegacze psują, podbiegacze były podbiegaczami, a Olek miał się zachowywać porządnie i kropka. Oczywiście mówię o zwykłych podbiegaczach, nie o takich, które podbiegają z zębami w podłych zamiarach.

I w jaki sposób to porządne zachowywanie się Olka wyrabiałaś?

Posted

Nie wiem. Ja się nie znam na szkoleniu, więc stosuję proste metody, należy do nich ostre "E!", albo ostre "Olek!" i pies natychmiast przestawał robić to, co robił, zanim krzyknęłam. Jeśli więc zobaczył psa i tężał do ataku, to moja reakcja przerwała proces, a potem już mogłam wydać polecenie "chodź tu do mnie", albo "siadaj" (nie siadał, ale stał w miejscu i zastanawiał się, czy usiąść, co go zajmowało :D ). Mogłam też odwrócić się i odejść szybkim krokiem, on się bardzo pilnował, najważniejsze dla niego było mnie nie zgubić.

Posted

rozi napisał(a):
Nie wiem. Ja się nie znam na szkoleniu, więc stosuję proste metody, należy do nich ostre "E!", albo ostre "Olek!" i pies natychmiast przestawał robić to, co robił, zanim krzyknęłam. Jeśli więc zobaczył psa i tężał do ataku, to moja reakcja przerwała proces, a potem już mogłam wydać polecenie "chodź tu do mnie", albo "siadaj" (nie siadał, ale stał w miejscu i zastanawiał się, czy usiąść, co go zajmowało :D ). Mogłam też odwrócić się i odejść szybkim krokiem, on się bardzo pilnował, najważniejsze dla niego było mnie nie zgubić.


No to widocznie nie miałaś ciężkiego przypadku, zazdroszczę. Mój pies po wielokrotnym pogryzieniu przez podbiegające psy, reagował na nie agresją graniczącą z paniką, ja to nazywałam cyrkiem. Skakał na wysokość ramion, owijał mnie smyczą, wrzeszczał, stawał na tylnych łapach, wymachując przed nimi, po prostu parodia - ale mi nie było do śmiechu. Było mi wręcz bardzo nie do śmiechu, a nieraz do płaczu, bo każdy podbiegający łagodny piesek włączał w Frotku reakcję obronną. Reagował tak na szczeniaki, na yorki, na malutkie psy, nawet jak kot szedł w naszą stronę to Frotek dostawał paniki połączonej z tym jego cyrkowaniem. Fakt, że jest strasznie słabym psychicznie psem, ale to nieważne.

W każdym razie, Frotek raczej by nie pogryzł takiego yorka, co by podbiegł. W jego świrach było więcej cyrku, żeby taki pies NIE podszedł. Pracowałam z nim intensywnie. Biegałam po lesie po kilka - kilkanaście kilometrów. Spacery to było non stop szkolenie, nauka mijania psów, budowanie zaufania do mnie i do tego, że inny pies mu nie zrobi krzywdy. No i potem podbiega radosny podbiegacz, przekonując Frotka - PSY MNIE ATAKUJĄ! No tak. On ucieka od nich, wrzeszczy jak podchodzą, robi co może, żeby nie doszło do kontaktu. A tutaj miły piesek chce się socjalizować i "nic nie zrobi". Panika, pies uwsteczniony na wiele kolejnych dni. Uważasz, że powinnam była go uśpić albo oddać do kojca, bo nie było dla niego miejsca w społeczeństwie?

Dopiero uratowała nas sroga zima, właścicielom nie chciało się czterech liter z psem ruszyć. Psów niewiele, więc mogłam spokojnie mu je dozować, szkolić w odpowiedniej odległości, byłam w stanie uciec, gdy widziałam właścicieli z psami luzem. I tak dalej i tak dalej, do teraz, kiedy nie mam z Frotkiem żadnych problemów, biorę go na psie festyny, robimy pokazy szkolenia w grupie psów, Fro ma pełno psich kumpli, a jak jakiegoś nie lubi, to burknie raz i już. Czasem aż się dziwię, kiedy przypominam sobie, co z nim przeszłam. I niestety, takie podbiegające, łagodne pieski bardzo mi utrudniały życie. Mi i mojemu psu, który nie był zły, tylko nie doznał od innych psów niczego innego poza atakami i musiał się przekonać, że psy nie mają zamiaru mu przegryźć gardła czy wygryźć dziury w zadzie na dzień dobry.

Dlatego liczę na to, że przynajmniej na dogomanii znajdą się ludzie, którzy zrozumieją, że podbiegający pies do obcych może zepsuć ciężką pracę. Znam sporo psów poschroniskowych, które panikują na widok innych psów. Dlaczego w imię socjalizacji swojego psa, ktoś funduje innym traumę? Wystarczy psa na chwilę zapiąć, zatrzymać ręką (jeśli nie umie się słownie) i zapytać, czy może podejść. Mówię, ja morze łez ze wstydu i bezradności wylałam dzięki temu, że wszyscy wokół mieli gdzieś, że ciężko pracuję z moim psem i chcę go wyprowadzić na prostą. Życie miał przesrane i zasłużył na szansę, wykorzystał ją w pełni i jest świetnym zwierzakiem. Wszyscy się podniecają na metamorfozach, jak to pies się zmienił i jest fajny, ale te same osoby psują pracę innym, którzy właśnie takie trudne psy próbują wyprostować.

Posted

rozi napisał(a):
Nie wiem. Ja się nie znam na szkoleniu, więc stosuję proste metody, należy do nich ostre "E!", albo ostre "Olek!" i pies natychmiast przestawał robić to, co robił, zanim krzyknęłam. Jeśli więc zobaczył psa i tężał do ataku, to moja reakcja przerwała proces, a potem już mogłam wydać polecenie "chodź tu do mnie", albo "siadaj" (nie siadał, ale stał w miejscu i zastanawiał się, czy usiąść, co go zajmowało :D ). Mogłam też odwrócić się i odejść szybkim krokiem, on się bardzo pilnował, najważniejsze dla niego było mnie nie zgubić.


Tak jak pisze zmierzchnica, nie miałaś ciężkiego przypadku. Miałam podobnie z moją dziesięcioletnią wówczas yorczycą i podobnie jak Ty sobie z nią poradziłam w trzy dni. Wystarczyło wiedzieć jak przemówić do psa i po problemie.
Gorzej, jak pojawia się realna agresja, z którą już nie tak łatwo jest sobie poradzić. Wtedy może być naprawdę ciężko funkcjonować w społeczeństwie, gdzie yoreczki są puszczane luzem i śmiał podbiegają, bo przecież są malusie, słodziusie i muszą nauczyć się życia.
Trzeba się wzajemnie szanować i rozumieć to, że ktoś sobie może zwyczajnie nie życzyć podbiegaczy. A jeśli to nie jest wystarczający argument, to przynajmniej należałoby mieć na uwadze dobro swojego psa, kiedy to przez naszą naiwność i głupotę może mu się stać krzywda.

Posted

[quote name='filodendron']Różnica jest zasadnicza. W szpitalu jest się raz na jakiś czas. Poza domem - dość często, zważywszy że z psem trzeba wyjść trzy razy dziennie. Nie lubię spotykać zwiewnych kobietek trzymających na smyczy dużego psa tylko umownie - bo jak pies się wkurzy, to one się wywrócą.
Podbiegaczy można sobie nie życzyć, jasna sprawa, ale nie życzyć sobie, bo komuś np. psują pracę nad problemem, a nie życzyć sobie, bo w razie czego pies przeciągnie właściciela po glebie, to są dwie różne sprawy.
Wyobraź sobie, że uczyłam się jeszcze wtedy i bywały dni kiedy siedziałam w szkole cały dzień. Z psem wychodziła mama tylko i wyłącznie jak już MUSIAŁA, bo wiedzieliśmy czym to grozi.
A swoją drogą ja widząc psa w kagańcu na smyczy i w kolczatce albo na szkoleniowym łańcuchu wiem od razu, że pies albo sprawia problemy albo jest agresywny i nigdy bym nie pozwoliła swojemu psu podejść do takiego osobnika,ze wzgledu na zdrowie swojego psa jak i właściciela psa problemowego. Ale niestety nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę i traktując swoje pieseczki jak święte krowy mogą doprowadzić do tragedii. A spacerować nawet z trudnym psem mieszkając w mieście jakoś trzeba.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...