filodendron Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 [quote name='Kirinna']co do dzieci, zgadzam się że pies pod sklepem nie powinien być sam przywiązany, ale wielokrotnie był już ten temat wałkowany. wiele dzieci podbiega do psów, nawet tych co są na smyczy i w kagańcu i co wtedy jest wina właściciela jak pies zareaguje? nawet jak chce polizać taki blablador to ktoś może odebrać to jako atak i co wina właściciela? [/QUOTE] Nie no, przecież nikt nie pójdzie do sądu z powodu zaślinienia rękawa - bez przesady :) Ale jak jest obdukcja, to sprawy się komplikują. Temat był wałkowany, jasne, ale tym razem chodzi o to, żeby zniechęcić do zostawiania psa pod sklepem (czy gdzie tam) bez opieki przez ukazanie spektrum ryzyka, jakie się ponosi. Prawo jest, jakie jest - i jak ktoś zostawia psa dla idei, bo uważa że mu wolno, bo kamery, bo ludzie itd., no to ryzykuje - tak długo nic się nie stanie, aż się stanie. Nie mówiąc o tym, że jak nie ma właściciela przy psie a coś się wydarzy, to - przy braku świadków - poszkodowany może wymyślić każdą historię. Przecież pies nie powie, jak było. Quote
rozi Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 [quote name='filodendron']Wszystko się zgadza. I to powinno zniechęcać (wprawdzie trochę per analogiam ;)) do przywiązywania psów pod sklepem :p [/QUOTE] Oraz do jazdy samochodem, dopóki choć jeden rowerzysta jest na wolności :) A na chodniku często w panice odskakuję przed rozpędzonym rowerzystą. Nie cierpię ich. Mój syn i synowa dużo jeżdżą na rowerach i też nie cierpią. Quote
zmierzchnica Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 Może zacznijmy przywiązywać dzieci do słupów, żeby nikogo nie denerwowały, zakażmy psów i kotów w miastach, bo są brudne i niebezpieczne, koniecznie wybijmy ptaki, bo srają, zakażmy jeździć na rowerach - bo to głupota i niepotrzebnie zajmują chodniki, aut też zakażmy w sumie, zanieczyszczają środowisko... Koniecznie rośliny wyrwijmy i wytnijmy drzewa, bo psują infrastrukturę, niszczą chodniki, gałęzie spadają i mogą kogoś zabić... Będziemy żyć w cudownym świecie :loveu: Mam wrażenie, że na dogomanii są sami haterzy ostatnio ;) Quote
LadyS Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 [quote name='zmierzchnica']Może zacznijmy przywiązywać dzieci do słupów, żeby nikogo nie denerwowały, zakażmy psów i kotów w miastach, bo są brudne i niebezpieczne, koniecznie wybijmy ptaki, bo srają, zakażmy jeździć na rowerach - bo to głupota i niepotrzebnie zajmują chodniki, aut też zakażmy w sumie, zanieczyszczają środowisko... Koniecznie rośliny wyrwijmy i wytnijmy drzewa, bo psują infrastrukturę, niszczą chodniki, gałęzie spadają i mogą kogoś zabić... Będziemy żyć w cudownym świecie :loveu: Mam wrażenie, że na dogomanii są sami haterzy ostatnio ;)[/QUOTE] E, poza dogomanią też nienawidzę większości rowerzystów - od dawien dawna :lol: Quote
Kirinna Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 [quote name='zmierzchnica']Może zacznijmy przywiązywać dzieci do słupów, żeby nikogo nie denerwowały, zakażmy psów i kotów w miastach, bo są brudne i niebezpieczne, koniecznie wybijmy ptaki, bo srają, zakażmy jeździć na rowerach - bo to głupota i niepotrzebnie zajmują chodniki, aut też zakażmy w sumie, zanieczyszczają środowisko... Koniecznie rośliny wyrwijmy i wytnijmy drzewa, bo psują infrastrukturę, niszczą chodniki, gałęzie spadają i mogą kogoś zabić... Będziemy żyć w cudownym świecie :loveu: Mam wrażenie, że na dogomanii są sami haterzy ostatnio ;)[/QUOTE] trzeba znaleść złoty środek ale większość polaków uwaza jest ważniejsza od innych. w polsce nawet jak ktoś wjedzie na ciebie rowerem, potrąci cię nie usłyszysz słowa przepraszam a w takim Londynie(rdzenni anglicy) jakoś można mi naprawdę nie przeszkadzają rowerzyści którzy nie łamią przepisów, psiarze którzy pilnują psów, dzieci które nie podbiegają do psów, sama staram się życ tak żeby nie utrudniać tego innym i tego od innych oczekuje, Quote
sleepingbyday Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 [quote name='filodendron']......Przedwczoraj pod Stokrotką widziałam uwiązanego posokowca. Suka jak marzenie. Na dodatek do każdego uchachana od ucha do ucha. Jaki chlupot mózgu trzeba mieć, żeby takiego psa zostawić pod sklepem? Pewnie nie czytali ogłoszeń na tablicy w tym samym sklepie - o zaginionym yorku, też przywiązanym na czas zakupów......[/QUOTE] moja siostra miała wyżełkę węgierską, swego czasu było tego jakies kilka sztuk w polsce. przestała zostawiac pod sklepem, jak po wyjściu ze sklepu zobaczyła ją odprowadzaną przez pana anonimowego w siną dal.... Quote
omry Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 Myślałam, że dzisiaj stracę kurę.. Tak się cieszyłam, że zabieramy kurę wreszcie na rower. Dopiero dwa dni temu ściągnęliśmy szwy po sterylce, więc pies ma w sobie mnóstwo energii. Ale co tam ja - jak ona się cieszyła. Przebiegła sobie koło 400 metrów, jak mijaliśmy dwa rzucające się psy za płotem. Kto by się przejął? Niestety dziesięć metrów dalej coś wielkiego do nas dobiegło od tyłu i złapało kurę w zęby. To coś wielkiego to jak dla mnie mix bernardyna, suka. (Ciekawostka, której dowiedziałam się później - według właścicielki to kaukaz, a do tego przeznaczony do rozrodu. Szkoda, że im to hodowanie nie wypaliło, naprawdę..) Wiecie.. To naprawdę okrutne uczucie, gdy pies 50-60 kg rzuca sobie twoim małym kundlem jak zabawką, a ten piszczy z bólu i z szoku, bo nawet nie zdążył zauważyć, że coś za nim biegło.. Obydwoje momentalnie się zerwaliśmy, TŻ złapał tego psa za głowę, ja za fafle.. Może to i niemądre, ale kto w takiej sytuacji myśli o sobie? Suka w miarę szybko puściła, ale najgorsze się nie skończyło.. Kura nie przestając przeraźliwie piszcząc nie oglądała się nawet i biegła z powrotem w stronę domu TŻ.. Przed nią od tego miejsca 100 metrów polną drogą i jakieś 300 przy wylotówce z miasta, gdzie co trzeci samochód to tir.. Biegłam za nią, ale nie było szans, bym mogła ją dogonić. Słyszałam tylko jak się drze i widziałam jak znika na tej drodze, a zaraz potem trąbienie.. TŻ oddał psa córce właścicielki i pojechał za kurą, wyprzedził mnie i złapał Avril dopiero pod furtką. Pieprzone szczęście w nieszczęściu, że dobiegła do domu. Kura dalej się darła i w szoku zaczęła gryźć TŻ po rękach. Dopiero, gdy ja dobiegłam i wzięłam ją na ręce uspokoiła się momentalnie. Kuleje na prawą przednią łapę, TŻ suka ugryzła w dłoń i w nogę, ale nic poważnego się nie stało. Mamy zaświadczenie o szczepieniu suki, zrobiliśmy prześwietlenie oczywiście na koszt właścicieli i nic na szczęście nie wykazało. Dla pewności pojedziemy jeszcze z tym zdjęciem do naszego weta. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ja się bałam. Jaka malutka i bezsilna się czułam, gdy ona biegła drąc się prosto pod samochody, a ja nawet nie wiedziałam, czy jest cała.. Tu ostrzeżenie dla tych, którzy są zawsze pewni swoich psów na 100%. TO JEST ŚMIESZNE. Mój pies jest we mnie wpatrzony jak w obrazek, mojego TŻ też bardzo kocha, ale w szoku nie reagowała na moje krzyki, choć ma idealne przywołanie. Nie reagowała na nic, po prostu biegła, a jak mój TŻ ją złapał, to po prostu zaczęła go gryźć. Pies tak samo jak człowiek, w wielkim szoku może zwyczajnie nad sobą nie panować i sobą nie być, o czym się niestety dzisiaj przekonałam.. Quote
mańka_ Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 O kurcze, straszna sytuacja. Nawet nie chcę sobie wyobrażać co czuliście. Dobrze że suma sumarum dobrze się skończyło.... Quote
N&N Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 (edited) [B]Omry[/B], współczuję. Zrób sobie i TŻtowi gorącej czekolady. Co za historia. :-( A propo luzem biegających psów. Mi radosny, młody labrador, radośnie skoczył, wywalił i stratował dziecko, a na prośbę o zabranie właścicielka ........ się oburzyła :-o i nawrzeszczała, że to młody pies i tylko się bawi. :shake: I o co mi w ogóle chodzi? Pewnie jestem złym człowiekiem i nie lubię piesków. To nic, że "pieseczek" wywalił, wybrudził i masakrycznie wystraszył małą dziewczynkę (wtedy jeszcze nie mieliśmy psa i moja córeczka bardzo się bała, unikała wszelkich psiaków). Ciekawe [U]jak[/U] miała zacząć je lubić? :angryy: Edited November 6, 2012 by N&N Quote
vege* Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 [quote name='omry']Myślałam, że dzisiaj stracę kurę.. Tak się cieszyłam, że zabieramy kurę wreszcie na rower. Dopiero dwa dni temu ściągnęliśmy szwy po sterylce, więc pies ma w sobie mnóstwo energii. Ale co tam ja - jak ona się cieszyła. Przebiegła sobie koło 400 metrów, jak mijaliśmy dwa rzucające się psy za płotem. Kto by się przejął? Niestety dziesięć metrów dalej coś wielkiego do nas dobiegło od tyłu i złapało kurę w zęby. To coś wielkiego to jak dla mnie mix bernardyna, suka. (Ciekawostka, której dowiedziałam się później - według właścicielki to kaukaz, a do tego przeznaczony do rozrodu. Szkoda, że im to hodowanie nie wypaliło, naprawdę..) Wiecie.. To naprawdę okrutne uczucie, gdy pies 50-60 kg rzuca sobie twoim małym kundlem jak zabawką, a ten piszczy z bólu i z szoku, bo nawet nie zdążył zauważyć, że coś za nim biegło.. Obydwoje momentalnie się zerwaliśmy, TŻ złapał tego psa za głowę, ja za fafle.. Może to i niemądre, ale kto w takiej sytuacji myśli o sobie? Suka w miarę szybko puściła, ale najgorsze się nie skończyło.. Kura nie przestając przeraźliwie piszcząc nie oglądała się nawet i biegła z powrotem w stronę domu TŻ.. Przed nią od tego miejsca 100 metrów polną drogą i jakieś 300 przy wylotówce z miasta, gdzie co trzeci samochód to tir.. Biegłam za nią, ale nie było szans, bym mogła ją dogonić. Słyszałam tylko jak się drze i widziałam jak znika na tej drodze, a zaraz potem trąbienie.. TŻ oddał psa córce właścicielki i pojechał za kurą, wyprzedził mnie i złapał Avril dopiero pod furtką. Pieprzone szczęście w nieszczęściu, że dobiegła do domu. Kura dalej się darła i w szoku zaczęła gryźć TŻ po rękach. Dopiero, gdy ja dobiegłam i wzięłam ją na ręce uspokoiła się momentalnie. Kuleje na prawą przednią łapę, TŻ suka ugryzła w dłoń i w nogę, ale nic poważnego się nie stało. Mamy zaświadczenie o szczepieniu suki, zrobiliśmy prześwietlenie oczywiście na koszt właścicieli i nic na szczęście nie wykazało. Dla pewności pojedziemy jeszcze z tym zdjęciem do naszego weta. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ja się bałam. Jaka malutka i bezsilna się czułam, gdy ona biegła drąc się prosto pod samochody, a ja nawet nie wiedziałam, czy jest cała.. Tu ostrzeżenie dla tych, którzy są zawsze pewni swoich psów na 100%. TO JEST ŚMIESZNE. Mój pies jest we mnie wpatrzony jak w obrazek, mojego TŻ też bardzo kocha, ale w szoku nie reagowała na moje krzyki, choć ma idealne przywołanie. Nie reagowała na nic, po prostu biegła, a jak mój TŻ ją złapał, to po prostu zaczęła go gryźć. Pies tak samo jak człowiek, w wielkim szoku może zwyczajnie nad sobą nie panować i sobą nie być, o czym się niestety dzisiaj przekonałam..[/QUOTE] Matko aż się popłakałam czytając to :-( ważne, że nic poważniejszego się nie stało. Jacy to ludzie są nieodpowiedzialni, skoro mają takie psy to niech mają dobrze ogrodzone podwórko! Ja mam u taty 3 psy, nie lubią innych psów, tylko siebie nawzajem kochają, ludzi tak samo kochają, ale mamy tak zrobione ogrodzenie, że ani one nie mają prawa stamtąd wyjść, ani nikomu by się raczej nie udało przez te ogrodzenie przejść. Quote
Amber Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 Straszna historia, ale dobrze, że wszystko szczęsliwie się skończyło :) Nie ma psów w 100% odwoływanych i to jest właśnie jeden z takich wyjątków. Co do gryzienia, to Finka po potrąceniu też pogryzła TŻ ze strachu i bólu. To samo zdarza się czasem psom po głupim jasiu u weta - po prostu nie rozpoznają człowieka i głupieją. Quote
motyleqq Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 omry, współczuję Ci. dobrze chociaż, że właściciele tego agresora nie próbowali udawać, że to nie ich sprawa... Quote
filodendron Posted November 6, 2012 Posted November 6, 2012 Okropna historia :( Poniekąd na temat - bo choćbyśmy na rzęsach stawali, to czasem i tak nas życie zaskoczy. Quote
Mariusz1 Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 (edited) [quote name='omry']Mariusz1, następnym razem jak beztrosko puścisz swojego pieseczka do obcego psa na smyczy, to zastanów się nad tym, że ten pies może być najzwyczajniej w świecie agresywny i któremuś może się coś stać. Ja akurat nie mam problemu z takimi sytuacjami, bo moje psy są bardzo przyjazne i chętnie nawiązują kontakty, ale myślę, więc jestem w stanie zrozumieć, że ktoś inny już takich miłych psów mieć nie musi, lub zwyczajnie może sobie nie życzyć, by obce psy bez pozwolenia podbiegały do ich psów na smyczy i zawsze najpierw pytam. Zostawianie psów pod sklepem? Dla mnie głupota zwyczajnie i kompletna nieodpowiedzialność. Pies może zrobić krzywdę komuś obcemu, albo ktoś może zrobić krzywdę jemu. To podobne do puszczania psa samopas po osiedlu, bo pies musi się sam o siebie troszczyć + jest uwiązany i w razie potrzeby nie ma szans na ucieczkę. Później są tragedie, bo to dziecko w rączkę ugryzł, a bo to psa ukradli. A na kogo życzenie?[/QUOTE] No własnie może sobie nie życzyć ale powinien zareagować na to ze podbiega pies a tym bardziej młody do psa 2x większego z myślą o zabawie a nie trzymać rowerek bo jest ważniejszy,pies beztrosko nie był puszczony i ja go nie puściłem specjalnie by podbiegł do tego rowerzysty z psem ten rowerzysta z psem pojawił się nagle a moj pies juz biegał a ze zahaczył o nich to już pech i to był las a nie osiedle . współczując ci i twojemu psu widzisz masz psa pod czujnym okiem i nie wiesz co się stanie a właściciele nie reagują to samo było by z moim psem chociaż był puszczony luzem i to w lesie. [URL="http://www.dogomania.pl/forum/members/64713-Beatrx"][B]Beatrx[/B][/URL] Super ze masz nad nim pełna Kontrole spróbuj mieć kontrole nad psem który ma geny Huskiego a takiego psa nie jest łatwo wytresować jak owczarka . [quote name='evel']A ja "sram na to", że nie wychowałeś swojego psa. Gdyby Twój pies podbiegł do mnie i mojego psa, jak sobie jeździmy rowerem po lesie, to by po pierwsze dostał gazem, a gdyby nie odpuścił to bym mu jeszcze poprawiła kopniakiem, a zaraz potem Tobie. Jak pies się nie słucha i podbiega to chodzi na smyczy/flexi/lince/czymkolwiek. I cieszysz się, że "zdążyłeś jak zwykle dobiec" - no rzeczywiście, radość w królestwie. A co będzie, jak Twój pies trafi na [B]naprawdę [/B]agresywnego dużego psa i nie zdążysz dobiec? Do kogo będziesz miał pretensje? A na okiełznanie tygrysa znalazłby się sposób, wygooglaj sobie rozi świątynię tygrysów ;)[/QUOTE] Tak tak dostał by gazem a ty bys dostał w mordę a nie kopał bym twojego psa tylko ciebie bo pies nie ma nic do tego. Mógł by to być bezdomny pies bez właściciela tez bys skopała psa i potraktowała gazem? no to zajebiste masz podejście do innych zwierząt żenada.. tez byś rower trzymała. Edited November 7, 2012 by Mariusz1 Quote
Victoria Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 Boszsz.. omry współczuję ;( aż mi łezki pociekły jak to czytałam. Nie wiem co bym zrobila jakbym byla na Twoim miejscu ale sadze ze nawet nie bylabym w stanie sie ruszyc. Trzymajcie sie, dużo zdrówka dla biednej Avril Quote
rozi Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 Mnie nic nie pociekło, ale współczuję i znam sytuację z autopsji. To jest właśnie przykład na różnicę między psem dużym, a małym, mały nie narobi takiej szkody. Nas zaatakował golden, pani z pitem na smyczy i goldenem luzem. Szłam z Olkiem jeszcze (na smyczy) i Kulką. Zaatakował tak "do zabicia", ruszył na Olka, zdążyłam stanąć pomiędzy, krzyknęłam na niego i jakoś wyhamował, ale nie odpuszczał, mowy nie było, żebym się mogła schylić i złapać na ręce, bo by go dopadł w trakcie i nie wiem, wyrwał mu łapę na przykład, więc stałam krzycząc nie rusz, stój, nie rusz, on szalał, a Kulka odbiegła i nawet nie miałam jak zobaczyć gdzie jest. Baba nie podchodziła, bo chyba się bała, że pit się włączy i pogorszy sprawę, no horror, trwało to parę minut. I własnie chodziło o dużą różnicę wielkości, Olek nie miał szans, dlatego to było takie straszne. Quote
filodendron Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 [quote name='Mariusz1']No własnie może sobie nie życzyć ale powinien zareagować na to ze podbiega pies a tym bardziej młody do psa 2x większego z myślą o zabawie a nie trzymać rowerek bo jest ważniejszy,pies beztrosko nie był puszczony i ja go nie puściłem specjalnie by podbiegł do tego rowerzysty z psem ten rowerzysta z psem pojawił się nagle a moj pies juz biegał a ze zahaczył o nich to już pech i to był las a nie osiedle.[/QUOTE] Mariusz, tu w ogóle nie ma o czym dyskutować. Twój pies był bez smyczy, Twój pies podbiegł. Może i pech, ale co z tego - tak samo można przejechać całkiem puste skrzyżowanie na czerwonym świetle a za zakrętem policja - no pech przecież - ale czy to zwalnia od odpowiedzialności? W końcu trafi na takiego, który pośle Ci psa na szycie - dopiero będzie pech. I nawet kasy za zabieg nie odzyskasz, bo j.w. - Twój pies bez smyczy, Twój pies podbiega. [SIZE=1]A poza tym, jak długo ten Twój Killer będzie jeszcze młody? Już rok temu pytałeś, czy w lesie pies musi nosić kaganiec po tym jak sadził się do psa rowerzysty i po tym jak dostałeś mandat za brak kagańca.[/SIZE] Quote
Handzia55 Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 Dlatego ja zawsze noszę gaz w kieszeni jak idę ze swoim na smyczy. Jak widzę latające luzem psy, biorę Filka na ręce.Przeżyłam już stratę psa w takich okolicznościach i nie chcę powtórki.Boję się tylko, że kiedyś może mi zza rogu albo z krzaków wyskoczyć agresor. Quote
Beatrx Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 [quote name='Mariusz1']Super ze masz nad nim pełna Kontrole spróbuj mieć kontrole nad psem który ma geny Huskiego a takiego psa nie jest łatwo wytresować jak owczarka ..[/QUOTE] to go prowadzaj na lince/smyczy jak nie masz nad nim pełnej kontroli, dla jego dobra. bo chwila nieuwagi i piesek będzie pogryziony/zastrzelony/skopany/psiknięty gazem etc. Quote
Steffy Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 Należy pamiętać o zachowaniu szczególnej ostrożności i trzymać przede wszystkim psa na SMYCZY. Wiele razy byłem świadkiem nieodpowiedzialnych zachowań - szanujmy się nawzajem, jeśli chodzimy z psem w miejscu, gdzie spaceruje wiele innych, pamiętajmy o podstawach! Quote
rozi Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 A ten gaz nie zrobi psu krzywdy? Wiele razy już chciałam kupić, ale jakoś się boję. Quote
dog193 Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 Mariusz, ale czemu ty dyskutujesz jeszcze? :) Sprawa jest prosta, twój pies był bez kontroli, a tamten na smyczy, winę za całe zdarzenie ponosisz tylko i wyłącznie ty. Tak trudno jest zrozumieć, że jak inny pies jest na smyczy, to twój pies nie ma zasranego prawa do niego podejść? Albo inaczej, ty masz zasrany obowiązek nie dopuścić do takiej sytuacji, żeby podszedł. I braku posłuszeństwa NIGDY nie zasłania się rasą psa, ja też nie mam owczarka i wyobraź sobie, że do innych psów bez mojego pozwolenia nie podbiega, a jeśli już się zdarzy taka sytuacja, to wtedy JA przepraszam właściciela psa na smyczy, a nie jeszcze mam pretensje. Mój pies podbiegł, moja wina. Po prostu nienawidzę takich nieodpowiedzialnych właścicieli, którzy radośnie spuszczają pieski, które podlatują do każdego psa, mimo że właściciele mogą sobie tego nie życzyć, bo np akurat pracują nad ignorowaniem psów... To, że ty masz gdzieś wychowanie twojego psa, to jeszcze nie znaczy, że inni myślą tak samo. Quote
Albinos Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 staram się zwracać uwagę, niestety chamstwo takuich ludzi jest tak olbrzymie że jeszcze cie wyzwą w skrajnych przypadkach policja Quote
Litterka Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 [quote name='omry']Myślałam, że dzisiaj stracę kurę.. Tak się cieszyłam, że zabieramy kurę wreszcie na rower. Dopiero dwa dni temu ściągnęliśmy szwy po sterylce, więc pies ma w sobie mnóstwo energii. Ale co tam ja - jak ona się cieszyła. Przebiegła sobie koło 400 metrów, jak mijaliśmy dwa rzucające się psy za płotem. Kto by się przejął? Niestety dziesięć metrów dalej coś wielkiego do nas dobiegło od tyłu i złapało kurę w zęby. To coś wielkiego to jak dla mnie mix bernardyna, suka. (Ciekawostka, której dowiedziałam się później - według właścicielki to kaukaz, a do tego przeznaczony do rozrodu. Szkoda, że im to hodowanie nie wypaliło, naprawdę..) Wiecie.. To naprawdę okrutne uczucie, gdy pies 50-60 kg rzuca sobie twoim małym kundlem jak zabawką, a ten piszczy z bólu i z szoku, bo nawet nie zdążył zauważyć, że coś za nim biegło.. Obydwoje momentalnie się zerwaliśmy, TŻ złapał tego psa za głowę, ja za fafle.. Może to i niemądre, ale kto w takiej sytuacji myśli o sobie? Suka w miarę szybko puściła, ale najgorsze się nie skończyło.. Kura nie przestając przeraźliwie piszcząc nie oglądała się nawet i biegła z powrotem w stronę domu TŻ.. Przed nią od tego miejsca 100 metrów polną drogą i jakieś 300 przy wylotówce z miasta, gdzie co trzeci samochód to tir.. Biegłam za nią, ale nie było szans, bym mogła ją dogonić. Słyszałam tylko jak się drze i widziałam jak znika na tej drodze, a zaraz potem trąbienie.. TŻ oddał psa córce właścicielki i pojechał za kurą, wyprzedził mnie i złapał Avril dopiero pod furtką. Pieprzone szczęście w nieszczęściu, że dobiegła do domu. Kura dalej się darła i w szoku zaczęła gryźć TŻ po rękach. Dopiero, gdy ja dobiegłam i wzięłam ją na ręce uspokoiła się momentalnie. Kuleje na prawą przednią łapę, TŻ suka ugryzła w dłoń i w nogę, ale nic poważnego się nie stało. Mamy zaświadczenie o szczepieniu suki, zrobiliśmy prześwietlenie oczywiście na koszt właścicieli i nic na szczęście nie wykazało. Dla pewności pojedziemy jeszcze z tym zdjęciem do naszego weta. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ja się bałam. Jaka malutka i bezsilna się czułam, gdy ona biegła drąc się prosto pod samochody, a ja nawet nie wiedziałam, czy jest cała.. Tu ostrzeżenie dla tych, którzy są zawsze pewni swoich psów na 100%. TO JEST ŚMIESZNE. Mój pies jest we mnie wpatrzony jak w obrazek, mojego TŻ też bardzo kocha, ale w szoku nie reagowała na moje krzyki, choć ma idealne przywołanie. Nie reagowała na nic, po prostu biegła, a jak mój TŻ ją złapał, to po prostu zaczęła go gryźć. Pies tak samo jak człowiek, w wielkim szoku może zwyczajnie nad sobą nie panować i sobą nie być, o czym się niestety dzisiaj przekonałam..[/QUOTE] O matko... Współczuję i Avril i Wam... Dobrze, że skończyło się tylko na szoku... Matko, jak można być tak nieodpowiedzialnym i wypuszczać agresywnego psa? Dobra, żadnego nie można wypuszczać, ale tu to już w ogóle dla mnie jest niepojęte. Mam nadzieję, że Avril szybko dojdzie do siebie... Quote
evel Posted November 7, 2012 Posted November 7, 2012 [quote name='Mariusz1']Tak tak dostał by gazem a ty bys dostał w mordę a nie kopał bym twojego psa tylko ciebie bo pies nie ma nic do tego. Mógł by to być bezdomny pies bez właściciela tez bys skopała psa i potraktowała gazem? no to zajebiste masz podejście do innych zwierząt żenada.. tez byś rower trzymała.[/QUOTE] Żenadą to jesteś Ty - chodzącą żenadą. Mój pies, który jest dla mnie - przykro mi - najważniejszym psem na świecie, stojącym ponad wszystkimi innymi psami, już został kilka razy pogryziony, obecnie ma dziurę w szyi, bo jakiś palant puścił swoją amstafkę luzem, a amstafka postanowiła sobie nas zaatakować, bo czemu nie? Nie liczę już, ile razy moja suka została poturbowana, bo jakiś większy pies "chciał się tylko pobawić". Co mnie to obchodzi, tak szczerze? Moja suka się bawić nie będzie, zwłaszcza z obcymi, kilkukrotnie większymi psami. I mam prawo wymagać, żeby właściciel panował nad swoim psem, tak, jak ja panuję nad swoim. I guzik mnie obchodzi, że pies jest huskym, czy że jest ze schroniska, czy że jest u którychś tam właścicieli z kolei, czy czy czy.... GUZIK mnie to obchodzi. Też mam psa ze schronu, wziętego jako dorosłego i jakoś mi korona z głowy nie spadła, że pies chodził na linie 10m, dopóki się nie nauczył odwołania, a w lesie nadal jest na uwięzi, właśnie dlatego, żeby nikogo nie napastował ani nie płoszył zwierzyny. Jak się nad psem nie panuje to się go nie puszcza luzem. Tyle. Z bezdomnymi psami raczej nie mam problemu, bo one, w odróżnieniu od psów takich buraków, którzy muszą puszczać psa "bo tak" i nad nim nie panują, dobrze rozumieją mowę ciała i wszelkie sygnały grożące. Ale tak - gdyby nas zaatakował bezdomny pies to by dostał gazem. Mój pies nie jest szmatą do wycierania podłoża ani gryzaczkiem. Gaz powoduje objawy podobne do silnych objawów alergicznych, podrażnia śluzówki, powoduje podpuchnięcie twarzy czy pyska w wypadku psa, działa od kilkunastu minut do pół godziny, przynajmniej taki standardowy. Krzywdy nie zrobi, a zazwyczaj skutecznie studzi mordercze zapędy. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.