evel Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 [quote name='Amber']Życzyć to sobie możesz, ale codzienność jest inna. Nie chciałabym aby mój pies kiedykolwiek zrobił krzywdę innemu, słabszemu od siebie. Podbiegacz też pies. Poza tym pozwalanie na "obronienie się" wcale nie robi dobrze na psychę. Dlatego schodzę z drogi, nie dopuszczam do konfliktów. Jeżeli jedna strona nie ma mózgu, to dobrze by było żeby chociaż druga go miała ;) Też bym nie chciała, ale co mają moje chęci do tego, że właściciel podbiegacza właściwie ma w dupie mnie, mojego psa, swojego psa i cały świat, bo to ujma na honorze psa na smycz zaczepić? Quote
LadyS Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Amber napisał(a):Życzyć to sobie możesz, ale codzienność jest inna. Nie chciałabym aby mój pies kiedykolwiek zrobił krzywdę innemu, słabszemu od siebie. Podbiegacz też pies. Poza tym pozwalanie na "obronienie się" wcale nie robi dobrze na psychę. Dlatego schodzę z drogi, nie dopuszczam do konfliktów. Jeżeli jedna strona nie ma mózgu, to dobrze by było żeby chociaż druga go miała ;) Oczywiście, że to nie pies powinien bronić, tylko właściciel. Dlatego też nie puściłabym własnego psa (nawet duzego), aby odgonił podbiegacza, tylko sama bym w tej kwestii zadziałała. Jakkolwiek, aby podziałało. Quote
Amber Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Nie, ale po to są kagańce, żeby w razie czego się małemu podbiegaczowi nic nie stało. Najgorsze co można zrobić to popuścić smycz i "niech się dzieje wola nieba". Trzeba unikać konfliktu jak tylko się da. Mało który podbiegacz jest na tyle dzielny, by gryźć na serio. Zwykle to tylko dziamganie. Oczywiście, że to nie pies powinien bronić, tylko właściciel. Dlatego też nie puściłabym własnego psa (nawet duzego), aby odgonił podbiegacza, tylko sama bym w tej kwestii zadziałała. Jakkolwiek, aby podziałało. Z tym się zgadzam w 100%. Quote
LadyS Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Myślę, że w przypadku psa takiego jak mój mniej może zrobić pies bez kagańca niż mój but. Quote
Guest wolfheart Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Co mnie denerwuje to pańciostwo małych jazgoczących piesków,którym wydaje się,że ich pupilkom wszystko wolno, bo ledwo od ziemi odrastają.Denerwuje mnie,że ludzie puszczają swoje nieokrzesane,często nadpobudliwe i mało przyjazne psy, luzem tam gdzie powinny iść na smyczy.Wkurza mnie też ,jak ktoś nie sprząta po psie ,bo ja to robię,a przypadkiem wdeptałam w czyjeś g***o!:angryy: Quote
Amber Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Tego nie wiem, po prostu nie rozumiem postawy evel typu: Ja to rozumiem trochę inaczej. Jeśli jesteś OK w stosunku do przepisów w danym mieście to nikt nic Ci nie może zrobić - przykładowo masz psa na smyczy, coś podbiegnie, zostanie nadgryzione, no cóż - nie jest to Twoja wina przecież i wg prawa jesteś czysta. Tu nie chodzi o to czy ktoś mi coś zrobi czy nie, ale zwykła ludzka dbałość, żeby się nikomu nic nie stało i nic nie zostało "nadgryzione". Tym bardziej, że w przypadku dużego psa (a takiego evel planuje), chowanie go plecy i załatwianie sprawy samemu jest praktycznie niemożliwe. Quote
evel Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Amber napisał(a):Nie, ale po to są kagańce, żeby w razie czego się małemu podbiegaczowi nic nie stało. Najgorsze co można zrobić to popuścić smycz i "niech się dzieje wola nieba". Trzeba unikać konfliktu jak tylko się da. To ja Ci powiem, jak to wygląda ze strony pana Stefana i jego radosnego podbiegacza. Dzień jak co dzień, pan Stefan sobie wychodzi ze swoim Piesiuńciem, bez smyczy oczywiście, bo powszechnie wiadomo, że tylko durne psy chodzą na smyczy, a że Psiuńcio jest mądry (ma to po matce) no to nie potrzebuje. Pan Stefan odpala sobie fajeczkę i cieszy się spacerem, patrząc w niebo, Psiuńcio w tym czasie sra sobie komuś pod oknem, sika na świeżo odnowioną elewację pobliskiego bloku i również cieszy się nieskrępowanym spacerem wolnego psa. Nagle na horyzoncie pojawia się jakiś pies. Teraz scenariusz może przebiegać różnie, zależnie od płci pieska. Jeśli to suczka, to pan Stefan powie: spokojnie, mój nic nie zrobi, nie pogryzą się, bo to suczka! I nawet, gdy owa suczka wyciera Psiuńciem chodnik, pan Stefan jest szczęśliwy, albowiem piękna to zabawa dla Psiuńcia, Psiuńcio tak kocha suczki! Na kąśliwą uwagę odnośnie braku smyczy powie, że no owszem, może by się przydała, hehe, no ale jakoś tak wyszło, no przecież się bawią i nic się nie dzieje, więc po co robić aferę? Gorzej, gdy to pies-pies. Wtedy pan Stefan czuje lekkie ukłucie niepokoju, no bo przecież Psiuńcio odważny - co prawda bohatersko ruszający z rykiem na wroga - może sobie zrobić krzywdę, co tu zrobić... Pan Stefan krzyczy więc: Psiuńcio! Do nogi! Psiuńcio, co ja mówię?! - ale widząc, że przybysz jest odgradzany przez właściciela, odciągany i ogólnie ograniczany, tak, by Psiuńciowi włos z głowy nie spadł, jest spokojny, bo znowu się udało. Zapala więc następną fajeczkę i nieśpiesznie udaje się w kierunku domu, coby Psiuńcio, gdy już skończy obskakiwać przybysza, poczuł, że musi za nim podążać w poczuciu dobrze spełnionego poranka. Jaki z tego morał? Amber napisał(a):Tu nie chodzi o to czy ktoś mi coś zrobi czy nie, ale zwykła ludzka dbałość, żeby się nikomu nic nie stało i nic nie zostało "nadgryzione". Tym bardziej, że w przypadku dużego psa (a takiego evel planuje), chowanie go plecy i załatwianie sprawy samemu jest praktycznie niemożliwe. Więc mam sobie zarzucić 30kg psa na plecy, żeby oszczędzić podbiegacza? Mhm, ok. Quote
Amber Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Tego wszystkiego można uniknąć schodząc z drogi lub zmieniając trasę spaceru. Ja też kiedyś szłam w zaparte i się nie przejmowałam. Jednak po czasie uznałam, że tak jest lepiej dla wszystkich. Idąc twoim tokiem myślenia sprawa skończyłaby się tak, że podbiegacz został by uszkodzony (albo i zagryziony), przyjechałaby SM lub Policja, byłby dym - jeżeli nie było świadków, to idzie słowo przeciw słowu i nie robi się przyjemnie. Sprawa w sądzie, koszty, dojazdy, czas. Jeżeli pan by nie wezwał służb, to pies by cierpiał, za to twój pies by się nauczył, że najlepszą obroną jest atak i któregoś pięknego dnia wystartuje ci sam do psa. Quote
evel Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Amber napisał(a):Tego wszystkiego można uniknąć schodząc z drogi lub zmieniając trasę spaceru. Ja też kiedyś szłam w zaparte i się nie przejmowałam. Jednak po czasie uznałam, że tak jest lepiej dla wszystkich. Idąc twoim tokiem myślenia sprawa skończyłaby się tak, że podbiegacz został by uszkodzony (albo i zagryziony), przyjechałaby SM lub Policja, byłby dym - jeżeli nie było świadków, to idzie słowo przeciw słowu i nie robi się przyjemnie. Sprawa w sądzie, koszty, dojazdy, czas. Jeżeli pan by nie wezwał służb, to pies by cierpiał, za to twój pies by się nauczył, że najlepszą obroną jest atak i któregoś pięknego dnia wystartuje ci sam do psa. Nie zamierzam zmieniać trasy spacerów, bo terroryzuje mnie pan Stefan i Psiuńcio. Sama się nie wpycham w wąskie przejścia, nie wchodzę obcym psom pod nos, a przynajmniej bardzo się staram, bywa, że ustępuję, schodzę, skracam psu smycz, ale czasem bywa tak, że trzeba się minąć - dlaczego mój pies ma mieć ograniczany komfort psychiczny, który powinnam mu zapewnić jako jego przewodnik, dlaczego mój pies ma być traktowany niesprawiedliwie, dlaczego mój pies ma być poskramiany i wstrzymywany? Tylko dlatego, że ktoś jest chamem? Nie zgadzam się na coś takiego, bo to tylko chamów utwierdza w przekonaniu, że właściwie wszystko jest OK i są bezkarni. I może powściągnij swój tok myślenia, bo jak na razie mój obecny pies się nie rzuca na inne, czego nie można powiedzieć o Twoim. Nigdzie nie napisałam, że zamierzam swoje psy puszczać luzem i patrzeć, jak zjadają wszystkie nieposłuszne, biegające luzem pieski. Ale są granice. Quote
Amber Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Któregoś pięknego dnia po prostu się dochodzi do wniosku, że robi się kłopot samemu sobie, a nie innym. Prowokowanie sytuacji w której twój pies może zostać zaatakowany przez innego psa jest dla mnie głupotą. Ale każdy sobie sam rzepkę skrobie :) I może powściągnij swój tok myślenia, bo jak na razie mój obecny pies się nie rzuca na inne, czego nie można powiedzieć o Twoim. Mój pies się rzuca tak samo jak i twój. W realu. Nie na dogo. Quote
sacred PIRANHA Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 punkt widzenia zależy od punktu siedzenia;-) Ja mam teraz małe psy, więc wolałabym aby nikt nie zdzielił z buta mojego 2kg psa za to że podbiegł (nie zdarza mu się to bo jest odwoływalny, ale załóżmy że by mu akurat odwaliło i zanim bym go sprowadziła na ziemie, to zdążyłby podbiec do kogoś tam z duzym psem na smyczy). Natomiast kiedyś miałam dużego samca nie przepadającego za innymi pieskami i miałam sytuacje kiedy broniąc podbiegacza musiałam swojego później zszywać... szłam ze swoim psem na smyczy i w kagańcu, podleciał pudelek i nie miał zamiaru odejść, mój pies się zagotował, różnica wielkosciowa była taka że kagańcem by raz szurnął i byłoby po pudelku, wiec trzymałam swojego psa krotko, trzymając jego głowe wysoko zeby nie mogl dosiegnąć pudelka...po chwili szarpania i wiązance w kierunku włascicielki, wreszcie zdecydowała się zabrać pieseczka...jemu nic, a z moim na szycie brzucha pojechałam od razu... Ja miałam to szczęście mieć w swoim życiu i duże psy i małe, i te pozytywne do całego wszechswiata i te łaskawie mijające psy/ludzi z pogardą i warkotem w gardzieli;-) Nauczyło mnie to baaaardzo wiele;-) Quote
evel Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Wychodzi na to, że czasem samo wyjście z domu jest "prowokowaniem sytuacji". No ale co kto uważa ;) Quote
LadyS Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Amber napisał(a): Mój pies się rzuca tak samo jak i twój. W realu. Nie na dogo. Hihihi, tak donieśli Ci Twoi szpiedzy - wrony? :diabloti: Quote
Amber Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Nie. Po prostu widząc psa bez smyczy, albo podbiegacza namyślającego się aby podbiegnąć mam się na baczności. Do momentu w którym trzymam swojemu psu głowę w kagańcu myślę, że nie dojdę. Niektórych sytuacji nie da się też zwyczajnie uniknąć - jak podbiegacz pojawia się zupełnie znikąd. Ale chodzenie "na czołowe" też nie jest w moim stylu. [quote name='LadyS']Hihihi, tak donieśli Ci Twoi szpiedzy - wrony? Nie, postawiłam tarota :diabloti: Quote
LadyS Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Amber napisał(a): Nie, postawiłam tarota :diabloti: No to musisz się jeszcze poduczyć :diabloti: Quote
evel Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Tyle, że to nie mój pies jest agresywny ;) Quote
LadyS Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 No tak, pozostaje Ci się jedynie obawiać :lol: Odnośnie podbiegaczy, dziś przybiegły do nas na spacerze 4 border collie. O ile dwa się przywitały normalnie, a jeden był szczeniaczkiem i szalał z Jaxem, o tyle ostatni próbował chyba coś mojemu psu pokazać, bo szczekał na niego uparcie cały czas, do tego stopnia, ze młody aż pokazał zęby. Na szczęście, właściciel szybko opanował sytuację - jednym słowem. Jeśli każdy by tak panował nad swoimi psami, to dla mnie wszyscy mogą chodzić z nimi luzem. Quote
Amber Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Oj evel... Twój własny post z innego wątku... http://www.dogomania.pl/forum/threads/234304-PIES-ZAATAKOWA%C5%81-DZIECKO-w%C5%82a%C5%9Bcicielowi-pozwolili-po-prostu-odej%C5%9B%C4%87?p=19886623#post19886623 [quote name='evel']Ano właśnie. Ja mam psa lękliwego, któremu zdarza się wydrzeć mordę czy upozorować atak, zwykle na inne zwierzątka. Bywało, że ktoś bardzo małoletni ;-) chciał psa głaskać - NIE WOLNO działa cuda, tak na psa, który się w tym momencie zastanawia, czy już szurnąć czy jeszcze nie, jak również na dziecko. Czasem używamy kagańca, a na osiedlu między blokami pies jest zawsze na smyczy. Korona mi z głowy nie spada z tego powodu. Zdrowy rozsądek jeszcze nikomu nie zaszkodził - ani rodzicom, ani właścicielom psów. Co to znaczy "upozorować atak", "szurnąć się na dziecko?" Masz bogate słownictwo, umiesz z niego korzystać, ale nie ty jedna... A jak te słówka wyglądają w praktyce to każdy z tego wątku nie raz miał się okazję przekonać. Nie żebym się czepiała, ale nie ja zaczęłam. Quote
Gezowa Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Czytam sobie tą dyskusję z czystej ciekawości i chyba muszę wtrącić swoje mało znaczące trzy grosze :diabloti: U mnie agresorów nie ma, a przynajmniej nie spotkałam żadnego (prócz jamników sąsiadki) ale są podbiegacze, które zazwyczaj są przyjaźnie nastawione. Czasami mnie to wkurza, bo kiedy pracuje z psem, którego łatwo rozpraszają inne psy (a pracuje właśnie nad tym, żeby nie zwracał na nie uwagi), a tu nam podbiega uchachany, czekoladowy labek i chce się bawić to żyłka trochę skacze. Nie mniej nie drę się do właściciela, bo i mnie zdarzają się wpadki. Przykładowo wypadnie mi smycz z ręki, albo nie zauważę biegnącego człowieka, bo przecież dwie minuty temu się odwracałam i nikogo nie było... Wtedy to mi jest wstyd, bo mam szczeniaka pozytywnie nastawionego do wszystkiego tak właściwie. Strasznie kontaktowy, więc kiedy widzi, że biegnie do niego albo obok niego jakiś człowiek to musi się przywitać. Nie chciałabym, żeby mi dzieciaka ktoś skopał mimo wszystko, bo sobie podbiegł. Fakt, moja wina, że nie zauważę, albo że mi smycz wyleci, ale wtedy po prostu przepraszam ze sto razy i jeszcze więcej. Spotkałam się do tej pory tylko z jedną reakcją: "nic się nie stało, też mamy pieska, który lubi witać się z każdym". W ciągu trzech miesięcy jak na razie zdarzyły mi się trzy takie sytuacje, teraz się bardziej pilnuję. Tak samo żeby nauczyć młodego omijania ludzi i psów, to ja schodzę z drogi, bo przecież to ja mam "problem" z psem (jakby nie patrzeć - podlatywanie do każdego z zamiarem wylizania czy obskoczenia jest problemem, bo nie każdy sobie tego życzy) i moja w tym głowa, żeby ten problem zniknął, a nie się pogłębiał. Niby on z tego wyrośnie, ale to nie upoważnia mnie do pozwalania mu na to. Nie wiem, ja zawsze myślałam, że to kwestia kultury i grzeczności. Jedzie ktoś na rowerze, a jest wąska dróżka - schodzę na bok z psem, nawet w krzaki. Idzie kobieta z wózkiem - schodzę na bok. Biegnie człowiek - schodzę na bok. Idzie ktoś z psem - schodzę na bok. I przy tym staram się skupić dzieciaka, ale to już inna bajka... :). Quote
evel Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Wydarcia ryja w momencie, gdy coś sukę podnosi niemal do góry, wkładając jej głowę pod brzuch, nie uważam za agresję. Moja suka potrafi się minąć na wąskim chodniku z innym psem, nie zwracając na niego uwagi. Jestem w stanie z nią wejść w grupę innych psów, dowolnej płci, bez rozlewu krwi. I wprowadzić obcego psa do nas do domu. Bez kagańców, kolczatek i spinania. Jeśli to samo możesz powiedzieć o Jarim - nie było tematu. Quote
Amber Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Mam szukać innych postów? Bo takich widziałam mnóstwo, w których opisujesz zachowanie Zu. "Szuranie" się na dziecko uważasz, za brak agresji? Ale to chyba nie wątek na to. Nieagresywnym psem to jest moja Finka. Obcy dzieciak może jej wkładać rękę do gardła, a ona nic. Sprawdzone. I mam prawo o tym trąbić na dogo i gdybym była zadufaną w sobie panienką jak wasza "poległa w boju" 3 koleżanka to bym łaziła i upominała innych. Mając psa takiego jak Zu i wytykać agresję psów innym użytkownikom to dość hm... użyję swojego bogatego słownictwa... kontrowersyjne. Quote
LadyS Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Amber napisał(a):Mam szukać innych postów? Bo takich widziałam mnóstwo, w których opisujesz zachowanie Zu. "Szuranie" się na dziecko uważasz, za brak agresji? Ale to chyba nie wątek na to. Nieagresywnym psem to jest moja Finka. Obcy dzieciak może jej wkładać rękę do gardła, a ona nic. Sprawdzone. I mam prawo o tym trąbić na dogo i gdybym była zadufaną w sobie panienką jak wasza "poległa w boju" 3 koleżanka to bym łaziła i upominała innych. Mając psa takiego jak Zu i wytykać agresję psów innym użytkownikom to dość hm... użyję swojego bogatego słownictwa... kontrowersyjne. Nie rozumiem części Twojej wypowiedzi, ale to nieistotne - rozumiem w takim razie, że mając takiego psa, jak Jax, mogę wytykać agresję u Jariego? Quote
evel Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 Amber napisał(a):Mam szukać innych postów? Bo takich widziałam mnóstwo, w których opisujesz zachowanie Zu. "Szuranie" się na dziecko uważasz, za brak agresji? Ale to chyba nie wątek na to. Nieagresywnym psem to jest moja Finka. Obcy dzieciak może jej wkładać rękę do gardła, a ona nic. Sprawdzone. I mam prawo o tym trąbić na dogo i gdybym była zadufaną w sobie panienką jak wasza "poległa w boju" 3 koleżanka to bym łaziła i upominała innych. Mając psa takiego jak Zu i wytykać agresję psów innym użytkownikom to dość hm... użyję swojego bogatego słownictwa... kontrowersyjne. Tak, Zu jest agresywnym bydlakiem, nad którym nikt nie panuje. Tak naprawdę chodzi w kolcach, OE, kagańcu, a czasem wozimy ją w klatce na kółkach i pod prądem. Dla poprawy humoru codziennie sobie zagryza jakiegoś pieska. Albo kotka. Jak nie ma piesków albo kotków, podrzucamy jej świeże niemowlęta. Myślę, że to dlatego, że jest po prostu trudnej rasy i miała ciężkie dojrzewanie. EOT. Quote
motyleqq Posted October 29, 2012 Posted October 29, 2012 evel napisał(a): Myślę, że to dlatego, że jest po prostu trudnej rasy i miała ciężkie dojrzewanie. EOT. albo ma ukryte jajka :cool3: na dogo to się łatwo ocenia innych, a właściwie obce psy. to już w sumie przestaje być śmieszne :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.