Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

rozi napisał(a):
A czemu nie należy brać na ręce w sytuacji zagrożenia? Takiego malucha, co nie urośnie i nigdy sobie z żadnym psem nie poradzi.
Kulka nie boi się psów, podnoszę ją, kiedy coś na nią pędzi, albo kiedy widzę, że właściciel to tylko drugi koniec smyczy, zajęty czym innym.


Wiesz, nikt nie mówi, ze nie należy - oczywiście, gdy okazuje się, że to jedyne wyjście, to trzeba wziąć. Ale branie psa za każdym razem, bo biegnie pies, kończy się zazwyczaj (wg moich obserwacji) psem, który na takie sytuacje + zdenerwowanie ze strony właściciela zaczyna reagować darciem ryjka z rąk właściciela.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

A nie no całkiem glupia to ja nie jestem, biorę kiedy coś jej grozi.
Myślałam, że jest jakaś teoria dodatkowa, bo kiedyś właściciel startującego psa mi pokrzykiwał, że nic dziwnego, że startuje, skoro mała na rękach.

Posted

rozi napisał(a):
A nie no całkiem glupia to ja nie jestem, biorę kiedy coś jej grozi.
Myślałam, że jest jakaś teoria dodatkowa, bo kiedyś właściciel startującego psa mi pokrzykiwał, że nic dziwnego, że startuje, skoro mała na rękach.


A to też fakt. Kilkukrotnie spotkałam się z tym, że pies do psa stojącego na ziemi po prostu podchodził i np. pokazywał mową ciała swoją pozycję "wyżej", a potrafił tego samego psa zaatakować, gdy ten był na rękach. Ale niestety nie wiem, z czego to wynika - widziałam to jedynie kilka razy u rozmaitych psów, wiec nie ma mowy, że jeden tak miał.

Posted

Też mi się tak wydaje. Tylko po jaką cholerę pies wielkości ONa potrzebuje pokazywać swoją wyższoś przy dwukilowej yorczce, w dodatku suczce.

Posted

rozi napisał(a):
Też mi się tak wydaje. Tylko po jaką cholerę pies wielkości ONa potrzebuje pokazywać swoją wyższoś przy dwukilowej yorczce, w dodatku suczce.


Wątpię, aby pies rozpatrywał, czy będzie pokazywał to akurat na 2 kg suczce, raczej chodzi o zachowanie psa i właściciela, typ psa.

Posted

U nas na osiedlu jest facet który ma małego kundla tak z 10kg. Oczywiście zawsze puszczony. Gdy idę z moim 3 kilogramowym psem, i ten startuje do mnie z zębami pies jest brany na ręce a właściciel mówi mi że jakbym nie wzięła na ręce to by się nic nie stało. Zawsze tak mówi, jak raz mnie zaskoczył, był już przy mnie i prawie złapał mi psa w locie jak został podniesiony na szelkach.. Wtedy też oczywiście tekst "Jakby pani nie wzięła go na ręce to mój by się przywitał". Ręce opadają.

Posted

rozi napisał(a):
Też mi się tak wydaje. Tylko po jaką cholerę pies wielkości ONa potrzebuje pokazywać swoją wyższoś przy dwukilowej yorczce, w dodatku suczce.

i znowu wypowiedź sprowadza się do duży pies/ mały pies. A po jaką cholerę rosły facet naparza filigranową żonę ?
Odpowiedzi masz wiele, ale wszystkie sprowadzają się do tego , że my jako ludzie bierzemy za nasze psiury odpowiedzialność i tyle

Posted

Tak tak, oni zawsze mówią, że ich piesek nic nie zrobi. Jedna sąsiadka też tak zawsze mówi, ale kiedyś sama złapała moją Kulkę na ręce w ostatniej chwili, więc chyba jednak nie jest przekonana o nieszkodliwości swojego. A sprawdzanie, czy rzeczywiście nic nie zrobi, to igranie z życiem, ja się nie podejmuję.

Posted

rozi napisał(a):
Tak tak, oni zawsze mówią, że ich piesek nic nie zrobi. Jedna sąsiadka też tak zawsze mówi, ale kiedyś sama złapała moją Kulkę na ręce w ostatniej chwili, więc chyba jednak nie jest przekonana o nieszkodliwości swojego. A sprawdzanie, czy rzeczywiście nic nie zrobi, to igranie z życiem, ja się nie podejmuję.


dokładnie. Ryzykować i ufać na ślepo takim ludziom nie ma co.

Posted

rozi napisał(a):
Tak tak, oni zawsze mówią, że ich piesek nic nie zrobi. Jedna sąsiadka też tak zawsze mówi, ale kiedyś sama złapała moją Kulkę na ręce w ostatniej chwili, więc chyba jednak nie jest przekonana o nieszkodliwości swojego. A sprawdzanie, czy rzeczywiście nic nie zrobi, to igranie z życiem, ja się nie podejmuję.

Problem tkwi w świadomości ludzi, ja osobiście w takich sytuacjach informuję dosadnie że pies jest niebezpieczny i proszę zabrać swojego, z drugiej strony jeżeli boicie się o swoich podopiecznych to zgłaszajcie takie przypadki dzielnicowemu i tyle, bo jak same piszecie sąsiedzi są niereformowalni, więc jak nie pomaga Wasze proszenie to może ubytek kasy w portfelu pomoże :)

Posted

A czy Wy nie macie języków i nie potraficie powiedzieć "Zabierz pan/pani swojego psa, bo sobie nie życzę, żeby mi tu podlatywał i następnym razem dostanie kopa/gazem po oczach, jak będzie próbował <się przywitać>"?

Posted

LadyS napisał(a):
A czy Wy nie macie języków i nie potraficie powiedzieć "Zabierz pan/pani swojego psa, bo sobie nie życzę, żeby mi tu podlatywał i następnym razem dostanie kopa/gazem po oczach, jak będzie próbował <się przywitać>"?

Niektórym to można mówić i tysiąc razy a i tak nie dociera.

Posted

myślisz że nie odpowiadam? Odpowiadam i to dosadnie. Ale to nie działa. On zawsze swoje. Kopie (bardziej odrzucam nogą) zawsze, bo zanim właściciel łaskawie podejdzie i go zabierze, on mnie obszczekuje i na mnie skacze, zawsze dostaje kopa.

Posted

No ja też mówię, i nie mam z podbiegaczami problemów. Ale mówię + sugeruję, że przejdę do bezpośredniego działania. Np. jak ktoś nie reaguje na prośbę o zabranie psa, to dzwonię na SM - wówczas nagle smycz się znajduje. Jednej pani kilkukrotnie machałam telefonem, gdy widziałam jej psa luzem, a ją samą kroczącą parę metrów dalej - łapała psa na szczupaka i do tej pory nas omija.

Posted

Ja wchodziłam w psi światek jako zahukana właścicielka niewielkiego kundelka, totalnie nieasertywna i nieśmiała. Niestety, zapłaciła za to moja kundliczka, której nie umiałam bronić przed napastliwymi psami, agresywnymi sukami czy powalonymi ludźmi (w tym nachalnymi dziećmi). Do dziś jest nadwrażliwa, łatwo ją przerazić, wpada czasem w histeryczną agresję - choć odkąd ma swoje stado większych psów, znormalniała i złagodniała. No i wiek zrobił swoje, ma już te osiem lat...

W każdym razie, jak zaczynałam być właścicielką psa to byłam miłą, dobrze wychowaną, niepyskatą osóbką :diabloti: Zmieniło mi się już po pół roku. A po roku stałam się skrajnie asertywna, czasem agresywna, upierdliwa i nieprzejmująca się innymi... Niestety, tego mnie nauczyli inni ludzie, zazwyczaj dorośli, którzy wykazywali zupełny brak kultury i ogromne chamstwo, przy czym mieli agresywne i niebezpieczne psy. Większość z tych psów, które wówczas były moją zmorą, już albo nie żyje albo się postarzały na tyle, że nie są problemem. Ale wtedy uczyłam się życia w "psiej dżungli" i wyniosłam jeden wniosek: mojego psa muszę bronić za wszelką cenę, zarówno przed psami, jak i przed ludźmi. I niestety, biedne, podbiegające agresorki mnie nie wzruszają i na pewno nie będzie mi ich żal. Takie maluchy doprowadziły do eskalacji agresji u Frotka, gryzły na serio i do krwi. Nie mogę być pewna, że podbiegający piesek nie zaatakuje na serio. Dlatego trudno mi czuć współczucie do yorka, który nagminnie rzuca się na moje psy...

PS. Z tego względu uważam za skrajnie nieodpowiedzialną głupotę dawanie psów dzieciom do wyprowadzania. Dziecko może być w 100% odpowiedzialne, bardziej niż niejeden dorosły, ale co z tego, skoro jakiś powalony kundel zafunduje mu traumę do końca życia? Nie mówiąc o dzieciach z kotami na smyczy...

Posted

Tyle, że czasami prośby i groźby nie pomagają. Ostatnio zmorą osiedla jest dobermanka puszczana nie tylko luzem ale wogóle puszczana ot tak...Właściciele zostawiają ją i idą do domu. Ostatnio puścili ją jak miała cieczkę, wróciła po tygodniu. Wszyscy panicznie się jej boją bo suka wyrosła już z okresu szczenięctwa i stała się niebezpieczna. Właściciele to skrajna patologia - grupa dresów skłotujących jedno małe mieszkanie. Na każdą uwagę, próbę odgonienia ich suki reagują skrajną agresją.
Drugi "aparat" to koleś z astem - dorastającym młodzieńcem. Ja się nie boję bo mam suki ale moja koleżanka ze swoim psem (samcem) ucieka w podskokach. Ast sadzi się do psów a koleś ciągle utrzymuje, że on się tylko bawi i jest kompletnie niereformowalny. Nie muszę dodawać, że ast nie reaguje na żadne komendy.

Posted

U mnie pod blokiem ONek wyskoczył z auta i zagryzł 10 letniego mieszańca jamniczka. Maluch był na spacerze na smyczy, z 70-cio letnią właścicielką. :-( ONek oczywiście z tych z serii "on nic nie zrobi". :shake:

Posted

Ludzie są głupi i mściwi. Trzykrotnie ktoś niszczył mi lusterka boczne (Corolla, drogie lusterka) i był to zapewne ktoś, z kim miałam scysję na temat psa. A tak naprawdę jak ktoś się uprze zemścić, to będzie mi trzy razy dziennie wzywał SM do łażącej luzem Kulki, bo pies to pies, prawo jest jednoznaczne.

Posted

To i ja się dołączę :diabloti:

Znam dwóch, może trzech właścicieli idiotów :roll:
Zacznę od tego że mieszkam w Niemczech i tutaj zwykle każdy pies ładnie słucha, na środku miasta w centrum ludzie chodzą nawet z Berneńczykami bez smyczy, psy bardzo usłuchane. A jak nie słuchają to są na smyczy, jednak znam kilka innych przypadków, na nieszczęście w Mojej okolicy.

1. Babka, z kundlem, (włochaty, czarny podpalany, około 50 cm. w kłębie :diabloti: ), jeszcze NIGDY nie widziałam by pies był na smyczy, zwykle się odwoływał jak Babka darła mordę na całe miasto, albo usiadł na dupę i czekał aż go złapie. Jednak kilka razy rzucił się na Mojego Astra. Raz od tyłu, Astro nie wiedział co się stało, a ja zauważyłam tego kundla dopiero jak 'przetrącił' Mojego. Mój pies się przewrócił ( tamten na niego skoczył ), ale jak mój wstał to ten kundel uciekł do właścicielki, która widząc wszystko nie raczyła ani ruszyć dupy by kundla zabrać, ani przeprosić. Ok, raz się zdarzyło.
Następnym razem babkę spotkałam w lesie, jej kundel widząc nas od razu przybiegł -.- Postraszyłam go, pokrążył w okół nas i uciekł. Za trzecim razem także spotkałam krowę w lesie, kochany kundel oczywiście musiał przybiec, tym razem było trochę inaczej :diabloti: Astro się na niego rzucił, złapał za kark i pojechał jak ze szmatą :diabloti: Trzymał go za skórę na karku aż mu musiałam otwierać paszczę :diabloti: Od tamtej pory pies trzymał się od nas z daleka :lol: Jedynie ostatnio na spacerze jak już wracałam podbiegł od tyłu, właścicielka rzecz jasna 50 metrów dalej i drze ryja, ale jak zobaczył Astra szybko zawrócił :diabloti:

Babka jest nienormalna, pies jest mega agresywny, miała jeszcze jakiegoś szczeniaka, psy siedziały na dworze i jak ktoś przechodził to szczeniak się cieszył a kundel biegał od lewej do prawej z jazgotem i gryzł szczeniaka :angryy: Baba oddała szczeniaka jakiejś sąsiadce, zawsze jak rano idę z psem to widzę jak ciągnie ją na smyczy, jak parowóz, a Baba nic z tym nie robi.

Do tego ten kundel to niby pies do TERAPII o.O Ma baba samochód, i tam są jakieś naklejki i piszę że zajmuję się zwierzęcą/psią terapią, z tego co zauważyłam sama pracuje jako Weterynarz ew. jakiś pomocnik -.-


2. Facet z czarnym kundlem, pies rzuca się na wszystko co żywe, jest na szeleczkach i czerwonej flexi -.- Facet mu oczywiście na wszystko pozwala.

Raz szłam z psem wieczorem na spacer, moja kotka czasami chodzi z nami - gdzieś z boku, powoli. Facet szedł w drugą stronę, kundel zobaczył naszego kota, zaczął szarpać faceta, normalnie go ciągnął, prawie mi złapał kota a facet nic :crazyeye: Idzie Sobie i nie zwraca na nic uwagi ! Miałam ochotę mu dać w mordę, i bym to zrobiła, powiedziałam tylko żeby uważał na tego Swojego kundla -.-

Drugim razem wychodziłam akurat z lasu ( taka droga, gdzieś z 3 metry szerokości ), i widzę idzie ten facet z kundlem, myślałam że pójdzie w inną stronę, a ten idiota nas widzi i pcha się z tym kundlem tam gdzie ja wychodzę o.O Pies się szapie, szczeka, kłapie mordą, ja Mojego przytrzymałam, mało go za mordę nie złapał. No facet chyba chory na łeb o.O

3. Chodzi taka babka z psem, ala Basset ale 3 razy większy. Oczywiście chcę by jej pies poznawał wszystkie pieski po drodze, chodzi bez smyczy, oczywiście jej nie słucha. Z Moim psem akurat nie ma problemu, mój go nawet lubi. Ale raz musiałam rano wyjść i jechać do innego miasta, i Babka akurat wychodziła z lasu, pies bez smyczy, a z drugiej strony szła starsza kobieta, z dzieckiem, oraz suczką na smyczy, jak zauważyła tamtą to prosiła by zapięła psa na smycz, bo jej suczka nie lubi innych psów, była ślepa na jedno oko, widać że już stara, a baba 'on nic nie zrobi' i puściła tego psa dalej o.O Suczka kobiety szarpie, kobieta trzyma psa, dziecko w szoku, podszedł kundel i oczywiście suczka go pogryzła i dopiero wtedy głupiej Babie się przypomniało że ma smycz -.-

Aż mi się ciśnienie podnosi w takich chwilach i miałam ochotę na głupią Babę nawrzeszczeć ale bym się spóźniła na Autobus :shake:

Nie którzy ludzie to idioci .

Posted

Mój rudy był kruszynką w porównaniu do suki, która go atakowała. Latała luzem po terenie ośrodka i polowała na mojego psa, poza właścicielem nikt nad nią nie panował. Dopiero jak wróciłam do domu i omacałam psa zauważyłam, że ma kilka ran. Pracuję ciężko nad moim psem żeby nie atakował innych. Takie akcje niepotrzebnie budzą w nim instynkt walki. To ttb więc zdecydowanie tego nie chcę.
U nas rudy jest przyjacielski, bawi się z małymi psami - yorkami, sznauceram miniaturkami, małymi kundlami. Na szkoleniu bawił się ze szczeniakiem cziłki. Jego kumpel to grzywacz chiński. Gorzej z dużymi psami, które chcą nad nim dominować, ale kilka go atakowało.

Posted

rozi napisał(a):
Ale to nie chodzi o prawo, tylko o zwierzątko, które naiwnie podbiegło - nie szkoda ci go?


Nie. Całego świata nie zbawię, jak piesek podbiega to wchodzi w moją sferę osobistą. Tak, jak ja nie wyciągam komuś dziecka z wózka ani nie podchodzę obmacywać jakiegoś przystojnego kolesia, mimo że jest naprawdę niezły ;), tak sobie nie życzę, żeby ktokolwiek bez mojego pozwolenia wchodził w bliższe interakcje ze mną i/lub moim psem/psami, zwłaszcza, jeśli jest to natrętny upierdliwiec albo agresor. Nie interesuje mnie, że "zwierzątko naiwnie podbiegło". Po to ma właściciela, a właściciel mózg, żeby nie podbiegało. Niestety, to piękna utopijna wizja, bo zwykle w przypadkach j/w (upierdliwiec bądź agresorek) trzeba wrzeszczeć, walić z kopa albo gazem.

Najlepsze jest to, że planuję drugiego psa, dość dużego w sumie. I wiem, że będzie mi sto razy trudniej trzymać towarzystwo w ryzach, gdy co chwilę coś do nas będzie podbiegało "się tylko pobawić, bo jest szczeniaczkiem i ma dopiero dwa latka". Na przykład.

Posted (edited)

A ja "uwielbiam" sytuacje kiedy ci co normalnie trzymaja i wyprowadzaja psy cierpia za tych nieodpowiedzialnych i niemyslacych psiarzy. Ilestam miesiecy temu na takim super miejscu spacerowym zabronili spuszczac psów. Nie wiem, co sie stało ale podobno jakis człowiek doniósł na włascicieli psów które pogoniły jego podbiegacza, jak do nich podbiegł. A dzisiaj miałam starcie z dozorca jednago z bloku z jednej z sasiednich ulic. poniewa lał deszcz ze sniegiem chodziłam z Hadarem pod arkadami najpierw w swojej ulicy dopóki nie wyszedł na spacer jeden z nejwiekszych wrogów Hadara. Hadar oczywiscie chciał go zjesc wiec poszłam do tamtej ulicy pod arkady. Tam przed jedna brama dozorca zgarniał wode spod bramy i jak zobaczył mnie z Hadarem - idacym na smyczy i w kagancu grzecznie przy mojej nodze -wydarł sie na mnie ze to nie wybieg. Wyszłam wtedy z Hadarem spod arkadów na hodnik wtedy sie znowu wydarł ze to tez nie wybieg, na wybieg trzeba isc. Nie wytrzymałam i ja tez sie wydarłam ze przepraszam, ze nie umiem latac. On zaczał cos wykrzykiwac a ja wtedy sie zaytałam czy on zawsze jak kogos chce o cos poprosic robi to tak po chamsku (mozne przeciez kulturalnie powiedziec, przepraszam czy mogła by pani zabrac stad psa?)? Na co sie zapytał gdzie mieszkam a na moja odpowiedz ze nie powiem kazał mi sp.... Nie wiedziałam czego on chciał od posłusznego zasmyczonego i zakagancowanego psa, chodzacym po terenie publicznym,gdzie nie jest wypisane ze moga tam chodzic tylko ci którzy tam mieszkaja (a poza tym skad wiedział ze ja nie mieszkam własnie w tej klatce i nie ide do domu?). Dzisiaj wieczorem przyszło mi do głowy zew wielu miejscach spaceruje z Hadarem i czesto widuje niesprzatniete koopy nawet czasami na asfalcie. Kto wie czy sie nie stało to, ze czyjsc pies sie pod arkadami załatwił a włäsciciel nie sprzatnał i poszedł sobie a dozorca juz widział tlko koope i ja zostałam objechana jako pierwszy pojawiajajcy sie psiarz?

Edited by Bogarka
Posted

Nie. Całego świata nie zbawię, jak piesek podbiega to wchodzi w moją sferę osobistą. Tak, jak ja nie wyciągam komuś dziecka z wózka ani nie podchodzę obmacywać jakiegoś przystojnego kolesia, mimo że jest naprawdę niezły ;-), tak sobie nie życzę, żeby ktokolwiek bez mojego pozwolenia wchodził w bliższe interakcje ze mną i/lub moim psem/psami, zwłaszcza, jeśli jest to natrętny upierdliwiec albo agresor. Nie interesuje mnie, że "zwierzątko naiwnie podbiegło". Po to ma właściciela, a właściciel mózg, żeby nie podbiegało. Niestety, to piękna utopijna wizja, bo zwykle w przypadkach j/w (upierdliwiec bądź agresorek) trzeba wrzeszczeć, walić z kopa albo gazem.

Życzyć to sobie możesz, ale codzienność jest inna. Nie chciałabym aby mój pies kiedykolwiek zrobił krzywdę innemu, słabszemu od siebie. Podbiegacz też pies. Poza tym pozwalanie na "obronienie się" wcale nie robi dobrze na psychę. Dlatego schodzę z drogi, nie dopuszczam do konfliktów. Jeżeli jedna strona nie ma mózgu, to dobrze by było żeby chociaż druga go miała ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...