Soko Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Ja teraz szkolę agresywnego ONka, chodzimy razem z właścicielem. On też na początku był zdania, że by te psy dały się jego psu poustawiać i byłoby po krzyku :roll: dopiero teraz dotarło, że pies wcale psów nie potrzebuje. Pan super otwarty, więc idzie jak z płatka, ale na początku jego teorie (przez pół roku chodził do dwóch treserów typu "kolczatka i równaj!") były powalające :lol: natomiast akurat nie jest chamskim psiarzem, może sobie myśli co tam myśli, ale psa trzyma na lince i bez zgody drugiej strony nie puszcza. Teraz już w ogóle. Quote
evel Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 rozi napisał(a):Ja mam teraz dwa yorki (całkiem przypadkiem, nie jestem fanką mikrusów), które biegną sobie koło mnie, nie zaczepiają, a kiedy mijamy dużego psa to każdy normalny właściciel jednak skraca smycz, bo zdaje sobie sprawę z tego, że niechcący może zrobić krzywdę. To widać nie jestem normalna :lol: bo nie skracam smyczy swojemu psu jaki mijamy jakieś 'luzaki'. Po prostu się mijamy i już, napinanie smyczy nie jest fajnym sygnałem, to raz, a dwa - jeśli coś do nas podbiega to właściciel chyba liczy się z tym, że ja albo mój pies możemy jednak zareagować i to nie do końca przyjaźnie. rozi napisał(a):Sama przywoływałam do nogi swoje duże, absolutnie nie agresywne psy na widok malutkiego, mnie się to wydaje oczywiste, nawet jeśli taki malutki się sadził. A mnie się to nie wydaje oczywiste ani trochę. Pies to pies. Każdego psa obowiązują te same prawa. Jeśli jakiś pies (niezależnie od wielkości) idzie luzem przy nodze właściciela i nie zwraca na nic innego uwagi, to mnie to zwisa i powiewa. Ale jak do nas podbiega to naprawdę w poważaniu mam to, czy on jest mały i ja powinnam uważać, bo mam większego - bo wcale nie uważam, że właściciele większych psów mają swojego psa brać na barana albo pod pachę, skoro podbiega do nich mikrus. Podbiegacz to podbiegacz. LadyS napisał(a): To, czy pies jest duży, czy mały, nie ma znaczenia - kazdy ma takie same prawa. [...] Natomiast jak mikrus sam podchodzi, to nie widze powodu, aby hamować swojego psa, odciągać czy nagle zmieniać plany spacerowe, bo "on taki mały, mój taki duży, małemu coś się może stać, jak mój machnie łapą". Skoro ktoś puszcza psa luzem, to chyba się z tym liczy, czyż nie tak? O właśnie. Sybel napisał(a):My ostatnio mieliśmy troszkę dziwną sytuację, nie doszło do spięcia, ale nie rozumiem zachowania dziewczyny. Szła z malamutem, pies na luźnej smyczy, my z przeciwka z moimi. Wiem, że Filip jest głupi, więc go bęc pod pachę, a TZ Fela na smycz i przy nodze, bo to jest taka trasa, że nie ma jak skręcić. Dziewczyna swojego w ogóle nie skróciła, pies, jak nas zobaczył, zesztywniał, zjeżył się i zaczął mi psy wystawiać. A pańcia... nic. Zero korekty, reakcji, czegokolwiek, smsa wysyłała.. My poszlismy maksymalnie możliwie po łuku, odgradzając psy nami, więc poszło ok, ale brak reakcji dziewczyny mnie zaniepokoił. Haha, proszę Cię - ostatnio prawie wlazła we mnie para nastolatków pod sklepem, przyciągnięta ze swoją dużą suką. Ja siedziałam z Zu nieruchomo od jakiegoś czasu, widzieli mnie z daleka, a suka praktycznie ich przyholowała do nas, musiałam się odsunąć i zwrócić uwagę jaśnie państwu, że może do cholery byliby łaskawi nie przechodzić nam po głowach :cool1: Amber napisał(a):No i chcąc nie chcąc zaczęłam ludziom z drogi schodzić. Jakoś tak uważam, że posiadając dużego psa, powinnam zwracać na otocznie większą uwagę i ustępować. Dlaczego? Quote
zmierzchnica Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 [quote name='Victoria']zmierzchnica zgadzam się, ale tak w sumie.. gdzie tu rownouprawnienie jak wlasciciele duzych psow ktore sa puszczone luzem nie reaguja na prosby o zabranie ich albo nawet secjalnie puszczaja widzac małego psa na smyczy. Nie mowie ze wszyscy (chociaz u mnie to jakies 95%) Jak ma się traktować każde psy tak samo to w obie strony. I żeby nie było - mam małe psy które zawsze chodzą na smyczy ;) Oj, ale mnie też na widok dużych, nieodwoływalnych psów luzem szlag trafia! Moje duże też nie podbiegają, no ogólnie kurczę - żaden nie powinien podbiegać bez pytania. Odganiałam się już od wielkiego pseudolabradorowatego psa, który upatrzył sobie moją sukę i było to okropne, bo na nic nie reagował, nawet na darcie się właściciela... No i ja nigdy nie puszczam psów, żeby się broniły ani nie popuszczam smyczy. Jeżeli moje na takiego podbiegacza reagują warknięciem, spięciem, zdenerwowaniem to nie ma zmiłuj, jest bezwzględnie siad albo "spójrz na mnie". Ale zwykle takie małe pieski-ujadacze są witane przez moje pozytywnym zdziwieniem, raczej "ojej, a czemu to małe szczeka?". I tylko wtedy pozwalam im "załatwić swoje sprawy", kiedy wiem, że są w porządku, a i pies jest raczej ujadaczem, a nie faktycznie psem o niekontrolowanej agresji, który kąsa. Nie wiem jak w waszym przypadku, ale u moich psów spięcie smyczy = złe nastawienie. Jeżeli podbiega do nas agresywny york (co się nagminnie zdarza), a ja zacznę moje spinać czy szarpać do siebie to zaczną ujadać i odganiać delikwenta. O wiele lepiej poluzować im smycz i słownie zaznaczyć "nie wolno", a jeśli mikrus nie odpuszcza, unieruchomić psy komendą "siad". Jeżeli na widok psów zacznę moje ściągać do siebie, schodzić im z drogi, skupiać je usilnie na sobie, dostaję efekt odwrotny - psy bardziej się pobudzają na widok innych. To zauważyłam u Frotka. Najgorzej, jak nie pozwolę mu patrzeć na psa, który do nas podchodzi. Czuje się wtedy zagrożony i jeżeli taki podejdzie, zbliży się, Frotek zareaguje bardzo gwałtownie. Jeżeli poluzuję mu smycz, powiem "spokojnie, jest ok, to piesek, piesek" to nawet jeżeli tamten podejdzie naburmuszony, Fro najwyżej warknie czy szczeknie. Generalnie czy duży, czy mały pies - to właściciel jest zobowiązany pilnować swojego zwierzęcia. Mały też może zrobić krzywdę, poharatać nogę, rozwalić mięsień, ścięgno, jakąś żyłę. Czy psu, czy człowiekowi - nieważne. Duży pies za to ma większą siłę i większy zasięg, ale bywa mniej zwrotny od małego. Ja całe życie miałam duże psy, a teraz mam małe i zawsze pilnuję, zeby nie zaczepiały obcych. Tego wymaga też kultura. No i to jest motto dyskusji, na które chyba wszyscy się tu zgodzimy... Quote
katlis Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 zmierzchnica napisał(a): Mam dwa duże psy i dwa małe. I uważam, że bezwzględnie należy ukrócić prawa małym psom, a nie wymagać od właścicieli dużych, żeby schodzili z drogi, skakali po drzewach i robili wszystko, by zadziornego malucha ich pies nie dorwał zmierzchnica napisał(a): Prawo jednakowo definiuje psa, nikt nie dzieli na "małe" i "duże". Jeżeli dajemy przywileje yorkom, należą się one i dużym psom. Pewnie połowa dogomaniaków mnie za to zechce zjeść, ale rada jest jedna - po prostu nie pozwalajcie swoim małym psom atakować dużych. Moje nie mają prawa, a jeżeli mam mijankę w wąskim miejscu z dużym psem, to i małe suki idą na smycz, mimo że "nic nie zrobią". Kobieto o jakim zjedzeniu mówisz, popieram Twoją wypowiedź w 100%! Mam sukę w typie on-ka, odłowiona z lasu, agresor masakryczny, zatem na spacerach stosuję wszystkie środki bezpieczeństawa, co by innym użytkownikom chodnika, skwerku nic się nie stało. Przykład starszej pani ode mnie z osiedla - fakt kobiecina chodzi ze swoją suczą na smyczy, ale cyrk, który odstawia na widok mnie z moją suczą jest niemiłosierny. Mijamy się w odległości ok 10m, skupiam uwagę mojej Negry na sobie co by nie rozpoczęła polowania na psicę sąsiadki. Pani zamiast minąć nas spokojnie zaczyna drzeć gębę wniebogłosy, że mój pies zaraz ją pogryzie bo nie ma kagańca, moja sucz konsternacja bo nie wie o co chodzi,przez wrzaski pani sąsiedzi w oknach bo pani po chwili to już drze się tak jakby była rzeczywiście pogryziona. Tłumaczę jej że pies jest pod kontrolą, że nic jej się nie stanie, że grzecznie proszę żeby poszła sobie z psem i nie tworzyła dziwnych sytuacji, nic nie pomaga. Kulturę w stosunku do starszej pani zachowałam do 3 spotkania, przy 4 wykrzyczałam, że jeżeli jeszcze raz będzie darła się pod blokiem, że mój pies ją pogryzł, to mimo wieku przeciągnę ją po sądach z oskarżeniem o pomówienie. Poskutkowało, mijamy się w milczeniu i jest cacy. ps: uwieżcie mi starałam się być naprawdę miła, ale ileż można Quote
Amber Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 evel napisał(a):Dlaczego? Bo mają w ręku psa, który w razie czego zrobi większe szkody, należy zwracać na otoczenie baczniejszą uwagę. Oczywiście jeśli ktoś ma psa, który nawet zaczepiany nie odgryzie się, to można sobie chodzić na pewniaka. Ale chciałabym uniknąć sytuacji w której mój pies robi drugiemu krzywdę. Opowieści o yorkach przegryzających tętnice... No są trochę na wyrost. Na mojego psa się już rzucał pudel i sznaucer miniatura i śladów walki jakichkolwiek brak ;) Choć też się bałam czy mu czegoś nie zrobiły. katlis napisał(a):Pani zamiast minąć nas spokojnie zaczyna drzeć gębę wniebogłosy, że mój pies zaraz ją pogryzie bo nie ma kagańca, moja sucz konsternacja bo nie wie o co chodzi,przez wrzaski pani sąsiedzi w oknach bo pani po chwili to już drze się tak jakby była rzeczywiście pogryziona. Tłumaczę jej że pies jest pod kontrolą, że nic jej się nie stanie, że grzecznie proszę żeby poszła sobie z psem i nie tworzyła dziwnych sytuacji, nic nie pomaga. A tak się tylko zapytam. A czemu właściwie twoja suka nie ma kagańca? Quote
katlis Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Amber napisał(a): [quote name='Amber']A tak się tylko zapytam. A czemu właściwie twoja suka nie ma kagańca? Ma nylonową tubę, tylko, że starsza pani ma wizję ciężkiego metalowego kagańca i za nic nie da sobie przetłumaczyć, że to co pies ma na pycholu też jest kagańcem:shake: Quote
evel Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Amber napisał(a):Bo mają w ręku psa, który w razie czego zrobi większe szkody, należy zwracać na otoczenie baczniejszą uwagę. Ja to rozumiem trochę inaczej. Jeśli jesteś OK w stosunku do przepisów w danym mieście to nikt nic Ci nie może zrobić - przykładowo masz psa na smyczy, coś podbiegnie, zostanie nadgryzione, no cóż - nie jest to Twoja wina przecież i wg prawa jesteś czysta. Ja przez dłuższy czas bałam się w ogóle komuś zwrócić uwagę, że jego pies podbiega, a nie powinien, gdy psy się spinały, na pytanie, czy nic się nie stało, mówiłam, że nic, ale koniec tego dobrego - od jakiegoś czasu pracuję nad swoją asertywnością, bo to wszystko odbywało się kosztem mojego psa, a na dodatek właściciele utwierdzani byli w przekonaniu, że "psy się czasem gryzą" i że "nic się nie stało". Nie oznacza to oczywiście histerii na widok jakiegokolwiek psa, ale rozważne działania sprzeciwiające się idiotom. Natomiast ogólnie psiarze powinni zwracać trochę uwagę na świat, kiedy wychodzą z psem, a nie puszczać Pimpusia luzem i chodzić sobie z głową w chmurach, bo z tego wynikają głupie sytuacje i jeszcze głupsze tłumaczenia - a bo nie zauważyłam, a bo nie widziałam, a bo pani wyszła TAK NAGLE (no, na środku łysego pola, rzeczywiście, pojawiłam się jak spod ziemi :diabloti:). katlis napisał(a): Ma nylonową tubę, tylko, że starsza pani ma wizję ciężkiego metalowego kagańca i za nic nie da sobie przetłumaczyć, że to co pies ma na pycholu też jest kagańcem:shake: Kupcie sobie fizjologa. Nylonowa tuba nadaje się tylko do wizyty weterynaryjnej, gdzie pies ma ściśnięty pysk tak, żeby nikogo nie capnąć. Na co dzień ściśnięty pysk wzmaga frustrację psa, a poza tym w lecie można psa niechcący zabić. A jeśli nylonowa tuba jest na tyle rozluźniona, że pies może dyszeć to zazwyczaj nie spełnia swojego zadania, bo pies może kogoś ugryźć. Quote
Vailet Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 (edited) katlis napisał(a): Ma nylonową tubę, tylko, że starsza pani ma wizję ciężkiego metalowego kagańca i za nic nie da sobie przetłumaczyć, że to co pies ma na pycholu też jest kagańcem:shake: a nie lepiej kupić fizjologa? Bo tuba dla to jest męczarnia, szczególnie jeżeli pies jest aktywny na spacerze. Edited October 28, 2012 by Vailet Quote
katlis Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 evel napisał(a): Kupcie sobie fizjologa. Nylonowa tuba nadaje się tylko do wizyty weterynaryjnej, gdzie pies ma ściśnięty pysk tak, żeby nikogo nie capnąć. Na co dzień ściśnięty pysk wzmaga frustrację psa, a poza tym w lecie można psa niechcący zabić. A jeśli nylonowa tuba jest na tyle rozluźniona, że pies może dyszeć to zazwyczaj nie spełnia swojego zadania, bo pies może kogoś ugryźć. Nie dopuszczam do sytuacji konfliktowych, więc według mnie tuba wystarczy, ale każda rada dla mnie jest bardzo cenna więc czy mogę Cię evel prosić o linka do tego cudeńka? Quote
Vailet Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Jeżeli masz sukę ONka polecam z CHOPo ON suka sport (sport ma zaokrąglone boki co mi bardzo pasuje, bo uderzenie nie jest aż takie bolesne) - mam i polecam. Quote
Victoria Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 O to mi się przypomniało jak ostatnio na PM naskoczyło na nas stado sadzących się cziłek czy czegos w tym typie. Prawie wszystkie toto w jakiś sukieneczkach, no widok przekomiczny szczególnie że waga żadnego nie przekraczała 2 kilo xd sześć - siedem chyba ich było tak nawiasem mówiąc. I w tym przypadku sama mając 10 kilo zachowałam się tak jak wyżej opisujecie - nie skróciłam smyczy pomimo, że mam psa raczej agresywnego. Na ręce też nie wzięłam, bo wsród tych pcheł chodzić się nie dało żeby nie zdeptać, musiałam wręcz szurać nogami po trawie :lol: a co dopiero z psem na rękach. no więc szanowna pani właścicielka raczyła do nas podejść i wszystkie myszy pozbierać po, jak na sytuację, dość długim czasie, ale nawet przeprosiła. Miała szczęście, że Nana stwierdziła, że warczące pchły to dla niej niegodni przeciwnicy. Po tej sytuacji myślę, że zrozumiałam posiadaczy dużych psów do których podbiegają sadzące się jorki. I szczerze mówiąc wolałabym znosić to na każdym spacerze niż zdychać ze strachu uciekając przed agresywnym 5 razy większym psem od mojego z irokezem od pyska do ogona, którego pan gada beztrosko przez telefon 'bo przecież nie ma co reagować.. on się chce pobawić' kolejna sytuacja z PM, która świetnie obrazuje myślenie właścicieli dużych psów: jakaś babka przylazła do nas ze swoim dużym psem na smyczy. Ja proszę, żeby psa zabrała, bo mój jest agresywny i chcę unikać sytuacji które mogłyby go prowokować, na co mądra pani "A co takie maleństwo mojemu może zrobić?" i jeszcze bardziej poluzowała smycz. Tacy ludzie patrzą tylko przez pryzmat swojego psa.... ;/ Quote
evel Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 [quote name='katlis']Nie dopuszczam do sytuacji konfliktowych, więc według mnie tuba wystarczy, ale każda rada dla mnie jest bardzo cenna więc czy mogę Cię evel prosić o linka do tego cudeńka? http://www.dogomania.pl/forum/threads/27389-kaganiec tutaj zobacz, a ogólnie fizjologi można kupić przez internet, no chyba, że mieszkasz w jakimś większym mieście, gdzie fizjologi są w sklepach stacjonarnych ;) Jest kilka rodzajów, chopo, maszer, różnią się trochę wykonaniem, trzeba zobaczyć co komu pasuje, ja mam chopo od paru lat i lepszego kagańca nie miałam :) Quote
katlis Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 [quote name='Vailet']Jeżeli masz sukę ONka polecam z CHOPo ON suka sport (sport ma zaokrąglone boki co mi bardzo pasuje, bo uderzenie nie jest aż takie bolesne) - mam i polecam. [quote name='evel']http://www.dogomania.pl/forum/threads/27389-kaganiec tutaj zobacz, a ogólnie fizjologi można kupić przez internet, no chyba, że mieszkasz w jakimś większym mieście, gdzie fizjologi są w sklepach stacjonarnych ;) Jest kilka rodzajów, chopo, maszer, różnią się trochę wykonaniem, trzeba zobaczyć co komu pasuje, ja mam chopo od paru lat i lepszego kagańca nie miałam :) dzięki cioteczki w poniedziałek lecimy szukać i przymierzać, Dzisiaj niestety jedyny zoologiczny w centrum handlowym otwarty a tam nas nie wpuszczą :( Quote
Vailet Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Victoria dokładnie. Też miałam identyczną sytuacje. Ostatnio byłam z psem na polach (średni kundel 25kg). Pies był na lince i w kagańcu widzę małego pieska z jakimś facetem, więc skracam linkę maksymalnie, i się mijamy. Mały piesek oczywiście bez smyczy podbiega, mój oczywiście już cały najeżony i szczeka, więc wołam do szanownego pana żeby wziął psa a on mi odpowiada że jego pies nic nie zrobi.. Ręce opadają. Quote
Vailet Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 katlis napisał(a):dzięki cioteczki w poniedziałek lecimy szukać i przymierzać, Dzisiaj niestety jedyny zoologiczny w centrum handlowym otwarty a tam nas nie wpuszczą :( Niestety fizjologów nie ma jeszcze w zoologicznych (chyba że Ci się poszczęści ;)), więc zostaje tylko mierzyć i zamawiać przez internet Quote
evel Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Vailet napisał(a):Niestety fizjologów nie ma jeszcze w zoologicznych (chyba że Ci się poszczęści ;)), więc zostaje tylko mierzyć i zamawiać przez internet Czasem są, w centrach handlowych właśnie. Można wejść do takiego zoologa, czasem z ochroniarzem, a czasem poprosić pracownika z kilkoma kagańcami, żeby wyszedł przed sklep ;) Quote
rozi Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 evel napisał(a):Ja to rozumiem trochę inaczej. Jeśli jesteś OK w stosunku do przepisów w danym mieście to nikt nic Ci nie może zrobić - przykładowo masz psa na smyczy, coś podbiegnie, zostanie nadgryzione, no cóż - nie jest to Twoja wina przecież i wg prawa jesteś czysta. Ale to nie chodzi o prawo, tylko o zwierzątko, które naiwnie podbiegło - nie szkoda ci go? I powtórzę: moje nie podbiegają, nawet nie podchodzą, są przy mnie. Mały jeszcze chodzi na smyczy na ulicy, ale nie dlatego, że się oddala, czy nie słucha, tylko czasem siada i rozkminia coś, więc wolę pociągnąć za szelki, niż czekać aż rozkmini. A właśnie miałam kolejne spięcie z niewychowanym luzakiem śedniej wielkości, takim co kompletnie się nie słucha, skacze przez płotki i podbiega zjeżony i warczy. Na podwórzu. Właścicielka na jednym końcu (podwórza), on koło mnie na drugim. W ogóle się nie przejęła sytuacją, no bo co się mogło stać, najwyżej by poturbował moje pchełki, które też były bez smyczy, więc prawo jej nic nie zrobi. Gdybym szła z Kanarem, to by z kilometra leciała łapać swojego głupka. Taka to sprawiedliwość jeśli chodzi o mikrusy. Quote
LadyS Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 rozi, trochę nie czaję tego - ja też mam małego psa, może nie tak małego, jak Twoje, no ale ma 5 kg, wiec jednak większość spotykanych psów jest od niego większa. I mimo to ludzie zabierają swoje psy - po prostu niektórym właścicielom wystarczyło to powiedzieć, a innym pieskom sprzedać sugestywny znak, że mają się oddalić. Ja jestem zadowolona, bo rzadko zdarzają mi się podbiegacze obecnie. Jest dużo sposobów, żeby zadziałać na psa, kiedy nie da się na właściciela. Quote
rozi Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Mnie nie chodzi o to, żeby wreszcie zabrali (choć w końcu to jedyne, co mogą zrobić), tylko o to, żeby nie puszczali, jeżeli nie jest wychowany i posłuszny. Pies ma być POD KONTROLĄ. Nie mam nic przeciwko biegającym luzem psom pod warunkiem, że reagują na przywołanie. Druga rzecz to dwa pieski. Jeśli idziesz z jednym łatwo go choćby na ręce złapać, przy dwóch zawsze jest ten moment, kiedy jednego już masz bezpiecznego, a drugi przestraszony odejdzie dwa kroki i jest łatwym łupem, zanim dosięgniesz. Tu w sumie łatwiej jest, jeśli jednego masz na smyczce, no ale do cholery czemu mam trzymać na smyczy mądre zwierzątko tylko dlatego, że trzeba być przygotowanym na jakiś atak. Quote
LadyS Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 rozi napisał(a):Mnie nie chodzi o to, żeby wreszcie zabrali (choć w końcu to jedyne, co mogą zrobić), tylko o to, żeby nie puszczali, jeżeli nie jest wychowany i posłuszny. Pies ma być POD KONTROLĄ. Nie mam nic przeciwko biegającym luzem psom pod warunkiem, że reagują na przywołanie. Druga rzecz to dwa pieski. Jeśli idziesz z jednym łatwo go choćby na ręce złapać, przy dwóch zawsze jest ten moment, kiedy jednego już masz bezpiecznego, a drugi przestraszony odejdzie dwa kroki i jest łatwym łupem, zanim dosięgniesz. Tu w sumie łatwiej jest, jeśli jednego masz na smyczce, no ale do cholery czemu mam trzymać na smyczy mądre zwierzątko tylko dlatego, że trzeba być przygotowanym na jakiś atak. Nie wiem, nie znam sytuacji łapania własnego psa na ręce, bo nigdy tego nie robię (no, w 99% przypadków tego nie robię). Za to z natury nie jestem zbyt miła dla osób, które naruszają moją przestrzeń osobistą, a to dotyczy również puszczania psa do mojego - naprawdę potrafię się tak wydrzeć, że potem wszyscy łapią psy albo ich nie puszczają, bo kojarzą, że to "ta wariatka" :diabloti: Jeśli to ma być jedyny koszt tego, że nie będę miała wokół podbiegaczy - przeżyję :diabloti: Quote
rozi Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 LadyS, jeszcze jedno - też mały jest ten Twój, ale przypomnij go sobie jak był szczeniaczkiem, ważył kilogram z kawałkiem. I do tego dopasuj to, o czym ja mówię. Kulka jest takim wiecznym szczeniakiem, maciupna, pogodna, życzliwa wszystkim sunia, no a Miszka to dokładnie szczeniak. Łapiesz na ręce, to pierwszy odruch, są kompletnie bezbronne wobec ataku nawet pięciokilogramowego psa. Quote
LadyS Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 rozi napisał(a):LadyS, jeszcze jedno - też mały jest ten Twój, ale przypomnij go sobie jak był szczeniaczkiem, ważył kilogram z kawałkiem. I do tego dopasuj to, o czym ja mówię. Kulka jest takim wiecznym szczeniakiem, maciupna, pogodna, życzliwa wszystkim sunia, no a Miszka to dokładnie szczeniak. Łapiesz na ręce, to pierwszy odruch, są kompletnie bezbronne wobec ataku nawet pięciokilogramowego psa. No, mój jak był szczeniaczkiem, to tez nie był brany na ręce :diabloti: I nadal cieszy się do KAŻDEGO psa, do każdego człowieka, każdy się nim zachwyca i nad nim pieje :) Ja rozumiem, że york to york :diabloti:, moja przyjaciółka ma dwa - owszem, bierze czasem na ręce, ale do niej też psy nie podbiegają, bo zastosowała dwie techniki - miłą albo niemiłą - do właścicieli :) Quote
Soko Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Branie na ręce to kolejna dyskusja rzeka. Ja Happy nie brałam i teraz żałuję. Po prostu myślę, że nie jest to rozwiązanie każdej sytuacji, ale równocześnie wiem, że nie byłoby dzisiaj u nas problemu z psami. Jak ktoś stosuje to na trzeźwo, to czemu nie ;) Quote
rozi Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Soko napisał(a):Branie na ręce to kolejna dyskusja rzeka. Ja Happy nie brałam i teraz żałuję. Po prostu myślę, że nie jest to rozwiązanie każdej sytuacji, ale równocześnie wiem, że nie byłoby dzisiaj u nas problemu z psami. Jak ktoś stosuje to na trzeźwo, to czemu nie ;) A czemu nie należy brać na ręce w sytuacji zagrożenia? Takiego malucha, co nie urośnie i nigdy sobie z żadnym psem nie poradzi. Kulka nie boi się psów, podnoszę ją, kiedy coś na nią pędzi, albo kiedy widzę, że właściciel to tylko drugi koniec smyczy, zajęty czym innym. Quote
Soko Posted October 28, 2012 Posted October 28, 2012 Gdzie napisałam, żeby nie brać na ręce w sytuacji zagrożenia? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.