zmierzchnica Posted October 3, 2012 Posted October 3, 2012 moni12 doskonale przypasowała się do tego wątku :evil_lol: Quote
sleepingbyday Posted October 3, 2012 Posted October 3, 2012 [quote name='omry']Oj, chyba się troszkę zagalopowałaś. Serio, nie wiem, czym różni się siedzenie na chamstwie od siedzenia w galeriach :evil_lol: Ale spoko, miałaś w sobie nadmiar jadu, to go wylałaś, you're welcome :lol:[/QUOTE] dokładnie, wątek służy do zrzucenia pary. prawdziwej i nie ;-) Quote
Tessi&Tola Posted October 9, 2012 Posted October 9, 2012 wariatkowo - wariat wariata wariatem pogania:crazyeye: miło zajrzeć czasem i się pośmiać:eviltong: Quote
Iwonaaa Posted October 10, 2012 Posted October 10, 2012 Szłam z moją małą i koleżanka na spacer. Zwykle idziemy pod drodze do sklepu, no to ja wchodzę a ona zostaje z psiakiem. Jak wychodzilam ze sklepu, zobaczylam jak jakaś dziewczyna podbiegła do psa podstawiła rękę pod pysk zadarła się " JAKII FAJNNNYYY" i poleciała sobie gdzieś. Nie wiem w sumie czy to taki przykład chamstwa, ale gdyby pies ją uchlał... Quote
engelina_88 Posted October 15, 2012 Posted October 15, 2012 Mam strachliwego psa. Na pewno nie lubi podbiegających dzieci, a takie właśnie dziś spotkałyśmy. Dziewczynka (na oko 5 lat) podbiegła do Bajki z łapkami wyciągniętymi od razu do pyska. Baja jak to Baja, ogon pod siebie i chowa się między moimi nogami, a naszym wózkiem, a mała dalej pcha ręce prosto do psich zębów. Zdążyłam powiedzieć, żeby uważała, kiedy pojawiła się szanowna mamusia, z pouczeniem, że "ona do każdego psa musi podbiec". Do czasu, aż jakiś ją chapnie i szanowna mamusia narobi histerii. I po raz pierwszy doceniłam to, że Baja na taką sytuację reaguje ucieczką. Ja bym pogryzła. Quote
evel Posted October 15, 2012 Posted October 15, 2012 Ja miałam taki sam przypadek, tyle, że moja suka raczej z frakcji używającej uzębienia. Mamusia radosnym trelem poinformowała mnie, że "córka to do każdego psa leci!". Życzyłam więc powodzenia na przyszłość i trafiania na tylko takie psy, które nie odgryzą małej pół twarzy na przykład :roll: Quote
Iwonaaa Posted October 15, 2012 Posted October 15, 2012 jestem mega złośliwa, i ogolnie to nie lubię ludzi ... jak szłam sobie po tym wydarzeniu to mamrotałam na głos do koleżanki i psa że dziewczynka mogła go czymś zarazic... niby nic sie nie stalo ale jestem wredna z natury :oops: trzeba sie oduczyc Quote
Bogarka Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 Ja tez nie lubie jak dziecko podbiega do psa bez zapytania sie czy moze podejsc. Z nami to sie zdazyło dwa razy na szczescie w obu przypadkach rodzice byli normalni. Wczoraj przechodziłam koło ogrodzonego wybiegu wielkosci przecietnego placu zabaw. Stał tam facet z wyzłem. Facet tylko stał a wyzeł sam sie zajał obszczekiwaniem psów przechodzacych obok latajac wzdłuz płotu wybiegu. Nie słyszałam zeby psa skarcił. Quote
Sybel Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 Dwie akcje: 1. ostatnia sobota, stoję z psami i wózkiem na chodniku i czekam na TZ, który robi zakupy. Piękny dzień, Felek tarza się w trawie, Filip węszy, Młody śpi, a ja cieszę się słońcem. Nagle widzę kontem oka, że coś różowego pełznie powoli i dyskretnie ku nam. Obiekt okazał się być mniej więcej pięcioletnią dziewczynką, która nagle wystartowała z łapami do moich psów. Zatrzymałam ją ostrym STOP i powiedziałam, że najpierw należy zapytać, czy można psa pogłaskać. Speszyła się, ale zaraz zapytała, więc jej powiedziałam, ze czarnego nie (Filip jest nieprzewidywalny wobec obcych), a blondyna owszem, o ile do niej sam podejdzie, bo nie lubi, jak obcy podchodzą nagle do niego i zaczynają go głaskać. Felek podszedł, a potem chciał iść wąchać dalej, a panienka za nim. W takiej sytuacji Felek zaczął si,ę wycofywać szybciej, ja go przywołałam do siebie, a różowa sobie poszła, aby... wrócić zaraz z młodszą siostrą. Obie ruszyły na Felka, głuche na moje uwagi, ze pies nie chce być głaskany, więc pies pokazał zęby. Wtedy wyszła ich babcia z tekstem "no co wy, dziewczyny, wiecie, że wszystkie psy się was boją, macie swojego, a te zostawcie". No i tu opadły mi ręce... 2. Przed chwilą szłam z psami na spacer, a zza rogu wyskoczyła młoda, żółta suka, która zawsze szczeka na nas, jak idziemy pod jej oknem. Suka była luzem, przeleciała przez ulicę i rzuciła mi się na Filipa. Gość, z którym była (jeden z licznych gachów właścicielki suki), przegonił ją lejąc smyczą, a na mój opieprz, ze jak jej nie weźmie na smycz, wzywam straż miejską, zwiał, aż się za nim kurzyło. Jejku, jeszcze jestem wściekła. Quote
engelina_88 Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 Sybel napisał(a): "no co wy, dziewczyny, wiecie, że wszystkie psy się was boją, macie swojego, a te zostawcie". No i tu opadły mi ręce... Jeśli wszystkie z ich własnym włacznie, to... biedny psiak. Ja generalnie nie mam nic do tego, zeby dzieci głaskały Bajkę, ona jest spokojna, pod warunkiem że i dzieciaki są spokojne, a takich na szczęście spotykamy znakomitą większość :) No ale wczoraj, to nie była spokojna dziewczynka, tylko jakiś perszing. Dzieci to temat rzeka. Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja z ostatnich dni, kiedy szłam z Bają jedną z parkowych alejek, gdzie na ogół chodza głównie psiarze i spuszczają swoje psy. Traf chciał, ze całą trasę nie spotkałam nikogo, dopiero pod koniec widzę z daleka babkę z psem i rowerem, coś sobie śpiewała czy gadała pod nosem a za chwilę zwróciła mi uwagę, ze pies powinien być na smyczy. No ok, i tak już ją miałam zasmyczyć, bo wchodziłyśmy głębiej w park, powiedziałam babce, że spoko, a ta jak zaczęła się wydzierać, że biegiem, że mnie zaraz w dupę kopnie, że zdzira jestem... Normalnie zamarłam. Nic nie powiedziałam tylko wyjęłam telefon i udawałam, że dzwonię na policję. Babsko uciekło, ale nerwy mnie trzymały jeszcze długo. Byłam z dzieckiem, dookoła nie było nikogo, cholera wie, co takiej wariatce strzeli do głowy. Quote
Tessi&Tola Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 No ja na szczęście nie mam takich przebojów... nikt się nie rwie z łapskami do moich psów. Do Toli może by i mieli ochotę, ale Tessi ma coś takiego w spojrzeniu, że szacun jest...:evil_lol: A nienormalne babska też mi do tej pory nie wyskakiwały, bo ja mam chyba coś takiego w spojrzeniu jak Tessi:diabloti: Pytanie do właścicieli więcej niż jednego psa - czy u Was psy są dzielone między rodzinę? Bo u mnie wiadomo - Tessi jest "moja" a Tola męża. Quote
Sybel Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 U mnie oba psy są wszystkich, Felek głównie tego, kto go wpuści do łózka :D Quote
motyleqq Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 Tessi&Tola napisał(a): Pytanie do właścicieli więcej niż jednego psa - czy u Was psy są dzielone między rodzinę? Bo u mnie wiadomo - Tessi jest "moja" a Tola męża. psa mam jednego, ale za to 5 kotów i każdy ma swojego :lol: Quote
Tessi&Tola Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 motyleqq napisał(a):psa mam jednego, ale za to 5 kotów i każdy ma swojego :lol: haha, z tego co pamiętam - jak jeszcze miałam koty, to z nimi jest tak, że to one sobie wybierają, kogo mają na własność:P z psami jest prościej, można je kupić -Tessi kupuje się mięsem, a Tolę piłką... obie sprzedajne są jak nie wiem:) oczywiście tylko nam! Chodziło mi raczej o to, czy zauważyłyście, że psy dostosowują się do Waszych charakterów? Bo u mnie jest tak, że jeden jakby małpuje mnie, a drugi jakby męża... podlizują się nam w ten sposób i świetnie im wychodzi. Tessi doskonale wie, że ja lubię jak ona "udaje twardzielkę", więc często taka jest - zachowuje dystans wobec obcych, gardzi innymi psami na spacerze, lekceważy drażliwe sytuacje (czy ja opowiadam o sobie?) a Tola wręcz przeciwnie, jak mój mąż - zaczepia innych, odszczekuje się psom (mój mąż często odszczekuje ludziom), wariuje na widok ulubionej zabawki... A braliśmy je obie carta blanca - to u nas dokonał się ten podział, bo są z nami od drugiego miesiąca życia. Quote
Gezowa Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 Jeśli chodzi o dzieciaki to na szczęście jeszcze nie spotkaliśmy się z sytuacją, żeby jakiś wyleciał na nas z łapami... chociaż raz była sytuacja, że idę na spacer i widzę w oddali stado dzieciaków i jedna kobieta, rozmawiająca przez telefon. Dzieciaków było może 6, albo 7 + jedno na rękach kobiety. Zeszłam na bok, czekałam aż przejdą, ale nie zamierzały. Cała chmara podleciała do nas, ja już się szykowałam do bronienia młodego przed łapskami namolnych, małych ludzi, ale nie... na szczęście zatrzymali się niedaleko nas i zapytali: "Czy on gryzie?", nie znam tych dzieci, więc skłamałam: "Tak, ale tylko niegrzeczne dzieci" :razz:. Później już padło to wymarzone, grzeczne pytanie: "A można pogłaskać?". Oczywiście, że się zgodziłam, młody też nie miał nic przeciwko pomimo faktu, że cała siódemka zechciała głaskać szczeniaka... w tym samym czasie :lol:. Przynajmniej socjal się udał, młody był zachwycony. Co do charakterów to nie wiem, chociaż słyszałam podobną teorię... Jestem ciekawa jak to będzie u mnie, w przyszłości z dwoma psami :) Quote
motyleqq Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 Tessi&Tola napisał(a):haha, z tego co pamiętam - jak jeszcze miałam koty, to z nimi jest tak, że to one sobie wybierają, kogo mają na własność:P z psami jest prościej, można je kupić -Tessi kupuje się mięsem, a Tolę piłką... obie sprzedajne są jak nie wiem:) oczywiście tylko nam! Chodziło mi raczej o to, czy zauważyłyście, że psy dostosowują się do Waszych charakterów? Bo u mnie jest tak, że jeden jakby małpuje mnie, a drugi jakby męża... podlizują się nam w ten sposób i świetnie im wychodzi. Tessi doskonale wie, że ja lubię jak ona "udaje twardzielkę", więc często taka jest - zachowuje dystans wobec obcych, gardzi innymi psami na spacerze, lekceważy drażliwe sytuacje (czy ja opowiadam o sobie?) a Tola wręcz przeciwnie, jak mój mąż - zaczepia innych, odszczekuje się psom (mój mąż często odszczekuje ludziom), wariuje na widok ulubionej zabawki... A braliśmy je obie carta blanca - to u nas dokonał się ten podział, bo są z nami od drugiego miesiąca życia. ostatnio też myśleliśmy o tym dostosowywaniu się psa do właściciela. doszliśmy do wniosku, że nasz pies jest taki stuknięty, bo jesteśmy skrajnie różni i się jej wszystko pomieszało :lol: Quote
zmierzchnica Posted October 23, 2012 Posted October 23, 2012 Tessi&Tola napisał(a):haha, z tego co pamiętam - jak jeszcze miałam koty, to z nimi jest tak, że to one sobie wybierają, kogo mają na własność:P z psami jest prościej, można je kupić -Tessi kupuje się mięsem, a Tolę piłką... obie sprzedajne są jak nie wiem:) oczywiście tylko nam! Chodziło mi raczej o to, czy zauważyłyście, że psy dostosowują się do Waszych charakterów? Bo u mnie jest tak, że jeden jakby małpuje mnie, a drugi jakby męża... podlizują się nam w ten sposób i świetnie im wychodzi. Tessi doskonale wie, że ja lubię jak ona "udaje twardzielkę", więc często taka jest - zachowuje dystans wobec obcych, gardzi innymi psami na spacerze, lekceważy drażliwe sytuacje (czy ja opowiadam o sobie?) a Tola wręcz przeciwnie, jak mój mąż - zaczepia innych, odszczekuje się psom (mój mąż często odszczekuje ludziom), wariuje na widok ulubionej zabawki... A braliśmy je obie carta blanca - to u nas dokonał się ten podział, bo są z nami od drugiego miesiąca życia. Mi się wydaje, że to jest na odwrót - pies wybiera tego, kto mu bardziej odpowiada :) Mam cztery psy. Dwa z nich są raczej miękkie - sunia Luka to taka typowa psia histeryczka-księżniczka, której nie można nadepnąć na łapkę, bo panika, jakby ktoś ją zarzynał. Frotek to impulsywny terrierowaty postrzał, ale bardzo bojaźliwy i miękki z charakteru, wystarczy krzyknąć, a się kuli. Najlepsza korekta u niego to spojrzeć twardym, nieruchomym wzrokiem, zaraz mu mijają wszelkie świry. I te dwa psiaki wolą moją mamę, która jest osobą raczej dziubdziającą, nagradzającą za byle pierdołę smakołykiem, jak babcia wobec wnuków. Oczywiście, słuchają się mnie bardziej, ale preferują ją, gdy przybiegają do nas na spacerze albo gdy trzeba poprosić o rzucanie piłki. Wiadomo, jak się pieskowi nie chce już, to mama pójdzie i podniesie, a ja bezwzględnie wymagam, żeby piłka trafiła do mnie w psim pysku ;) Dwa kolejne psy są twarde - suka Chibi, która ma mocny charakter, mimo że jest bojaźliwa względem huków czy ludzi i najmłodsza Hera, która jest silnie dominująca, odporna na ból czy krzyk, niewrażliwa na ostre spojrzenia. One wybierają mnie. Chibi na spacerze z mamą jest non stop przestraszona i wyłączona, ze mną szaleje, biega, bawi się - czuje, że ma oparcie. Hera od początku była okropnym dzikusem, nie dawała się dotykać, ale uznała mnie za "szefa sfory" i tak jej zostało, jest "najmojsza" z moich psów. Wszystkie psy szkoliłam, wychowywałam, uczyłam ja, mama mi pomaga w spacerach i ogólnie jest z nimi w domu przez większość czasu. Taki podział się pojawił raczej samoistnie, ale to faktycznie ciekawa obserwacja :) Quote
Okamia Posted October 24, 2012 Posted October 24, 2012 Co do tej obserwacji to u mnie jest tak: Prośka postrzał nad postrzały - we mnie widzi przywódce stada i ja jestem jej bogiem, słońcem itp itd. Beze mnie w domu nie zaśnie :diabloti: Moją mame ubóstwia bo jest od smaków, dawania jedzenia i w ogóle. Ale nie czuje wobec niej jakiejś powinności bycia grzeczną. Mojego TZta za to traktuje jak kumpla do zabawy, siostry też. Ogólnie olewka jeżeli chodzi o jakiekolwiek podporządkowanie się. Kelly znów jest w stosunku do mnie usłuchana ale traktuje to jak zło konieczne :diabloti: za to moją mamę ubóstwia. Mimo, że ja przy niej robię praktycznie wszystko, w stosunku do mojej rodzicielki jest bardziej potulna i kochana. I wbrew pozorom moja mama nie jest osobą dziubdziającą ani nic z tych rzeczy. Po prostu nie stawia Kelly żadnych wymagań co widocznie jej się podoba... A kocur chyba woli mnie bardziej od swojej właścicielki :evil_lol: W sumie ze mną się bawi, szkoli i miziany jest, wiec może dlatego :cool3: Quote
ajeczka Posted October 25, 2012 Posted October 25, 2012 Bardzo w temacie. Byliśmy na weekendzie enduro na podlaskiej wsi. Ośrodek super, chętnie witają gości z psami. Wyszliśmy z samochodu, nasze dwa psy na smyczy. Podbiegły do nas miejscowe: pies wielkości ON, ale biały i suka w typie kaukaza. Obwąchały się i było ok, po chwili suka rzuciła się na rudego. On przy niej to kruszynka i na smyczy. W końcu udało nam się ją odgonić, ale Rino miał ranę na boku. Suka czatowała na niego pod drzwiami domku w którym nocowaliśmy. Jak wyszliśmy na poranny spacer przybiegła i znowu się na niego rzuciła. Ciężko było je rozdzielić. Rino miał kolejną ranę, tym razem na karku. Potem, zanim wyszliśmy z budynku, prosiliśmy żeby ją zamknąć. Na kolejnym spacerze musiałam uciekać z Rino do baru, bo znowu się do na niego sadziła. Trochę to było stresujące, ale większość czasu spędzaliśmy poza ośrodkiem i dobrze się bawiliśmy. Quote
evel Posted October 26, 2012 Posted October 26, 2012 Trochę mnie przerażają takie wiejskie luzem latające burki, nigdy nie wiadomo, czy im się 'intruz' akurat spodoba czy nie :roll: A ja dzisiaj nabyłam gaz, po tym, jak zostałyśmy z Zu zaatakowane przez gówniarskiego terriera pod własną klatką. Miarka się przebrała. Quote
filodendron Posted October 26, 2012 Posted October 26, 2012 evel napisał(a):Trochę mnie przerażają takie wiejskie luzem latające burki, nigdy nie wiadomo, czy im się 'intruz' akurat spodoba czy nie :roll: To jest nieprzyjemne, bo one zazwyczaj są na "swoim terenie". Już raz chowałam się z psem w wiejskiej restauracji przed taką miejscową sforką. Ale one dość często reagują na markowany rzut kamieniem - czasem wystarczy się schylić i już zwiewają. Czasem. Quote
evel Posted October 26, 2012 Posted October 26, 2012 No tak. Gorzej, jeśli akurat nie reagują, albo jak to psy wychowywane "po miejsku", co się byle kamienia nie przestraszą. Nie wiem, czy w ciągu najbliższego stulecia się cokolwiek zmieni :roll: Quote
filodendron Posted October 26, 2012 Posted October 26, 2012 evel napisał(a): Nie wiem, czy w ciągu najbliższego stulecia się cokolwiek zmieni :roll: Chyba nie. Prędzej ktoś nas w końcu wyrzuci z psami z miast. Ostatnio zmieniłam godziny głównego spaceru z 12-13 na 15-16 - i trochę bardziej rozumiem osoby wypowiadające się w tym wątku. Quote
gops Posted October 26, 2012 Posted October 26, 2012 nas jakiś czas temu gonił jakiś burek , szłam do parku z psami i z ogródka wyskoczył na nas kundelek na oko 25kg ala mix onka. warczał i szedł na nas , młody mój w kagańcu bo żre wszystko i nawet by się bronić nie mógł , suka już wkurzona wiem że będzie nas bronić jak zaraz czegoś nie wymyślę i będę miała problem . nie chcę by się gryzły , nie chcę pozwalać dorastającemu ttb się bronić ( 9 miesięcy ma i ostatnio przestaje się poddawać), ani nie chce narażać suki na pogryzienie , w koło żadnego kamienia , nic czym mogłabym rzucić ogonić psa, ani żadnego słupka do którego mogłabym uwiązać psy i sama odgonić psa. tylko chodnik , ulica i ten ogródek , nie mam nawet gdzie się schować bo to jakby otwarta przestrzeń a nie wiem czy jak się odwróce i zaczne cofać to pies nie zaatakuję . miałam czas na zastanowienie się bo pies krążył zjeżony warcząc ale kawałek od nas ciągle ale jak tylko się ruszyłam szedł do nas , więc zdjęłam buta z nogi poszłam wprost na tego psa i rzuciłam w niego , wystraszył się! i wrócił na swój ogródek a ja mogłam jakoś łukiem przejść (buta odzyskałam). dawno się tak nie bałam , nie byłam pewna czy ten but go nie sprowokuję do walki ale na szczęście odszedł , innych pomysłów nie miałam . teraz noszę w kieszeni ciężki gruby dławik żeby w razie czego nie rzucać butami . Quote
Soko Posted October 26, 2012 Posted October 26, 2012 Mój dziadek poszedł na grzyby, wyleciał na niego prawie roczny ONek z sąsiedztwa, szczekacz, nerwus i generalnie czekam aż się na kogoś rzuci. Dziadek rzucił obok niego kamieniem, pies dał spokój, to właścicielka zaczęła go wyzywać i sama zaczęła w dziadka rzucać szyszkami i co jej w ręce wpadło.. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.