motyleqq Posted September 24, 2012 Posted September 24, 2012 pomysł fajny, ale tak jak mówi gops- raczej to nie będzie respektowane. fajnie byłoby móc przywiązać sobie taką wstążeczkę, a przede wszystkim widzieć takie na czyichś psach :) ale powiem Wam, że rzadko mi się zdarza, że podbiega do nas pies, gdy bardzo się staram, by do tego nie doszło. ludzie widzą, że robię coś z psem i starają się nas minąć. jak pies biega luzem to staję między nim a swoją suką, przodem do swojego psa i niemal zawsze rezygnują Quote
PaulinaBemol Posted September 24, 2012 Posted September 24, 2012 Wszystko co robisz w przestrzeni publicznej wpływa na innych przepraszam bardzo ale wykorzystany cytat ni jak się ma do sytuacji a_niusi. Porównywanie dziewczyn z traumą spowodowaną pogryzieniem z babką szwędającą się z agresywnymi psami nad którymi nie panuje i wyżywającą się na właścicielu psów bezproblemowych w oddali jest delikatnie rzecz ujmując nie trafiony. Zwłaszcza że dziewczyny nie wylatują od razu z atakiem tylko z prośbą/pytaniem by psa zapiąć. Babka mogła się zapytać czy psy na pewno nie podejdą i popodziwiać wychowane zwierzaki a nie wylatywać z pretensją. Miałam psa próbującego zjeść inne (niektóre psy) i wstyd był mój i mój problem żeby nad nim zapanować. Chamstwem by było jakby suki a_niusi próbowały podejść albo też zaczęły się rzucać a ona by ich nie odwołała a tak to rozsądne nie zbliżać się i nie podjudzać agresora i tyle. Quote
Szura Posted September 24, 2012 Posted September 24, 2012 Trafiłam na takie babsko, że to szczyt wszystkiego. Jej pies luzem zaatakował mojego na smyczy, bo mój z daleka szczeknął na niego zabawowo (zresztą nawet jakby się rzucał na smyczy w jego kierunku, to to nic w historii nie zmienia), a ona, że psa nie zabierze, bo to koło jej bloku (!) i pies może se latać. A w ogóle to wina mojego psa, bo szczeknął. Jak piąty raz odkopałam jej psa coraz mniej kulturalnie nalegając, żeby jednak psa łaskawie zabrała, to mi jeszcze wyskoczyła z tekstem "jeszcze raz kopnij tego psa, to..." No nie wytrzymałam, bluzgi poszły i sama jej powiedziałam, co się stanie, jak tego psa nie weźmie. Szczęście w nieszczęściu, że okazało się, że jej pies bardziej kozaczył niż chciał gryźć, mojemu nic nie jest, nawet się o dziwo nie zestresował za bardzo. Quote
Onomato-Peja Posted September 24, 2012 Posted September 24, 2012 ciekun - masz komiczne podejście :lol: Gdyby moja suka była wychowana tak jak opisuje swoje psy a_niusia to w dupie bym miała czy jakaś baba mota się w dwa czy dwadzieścia psów. :lol: Nie byłaby to moja sprawa absolutnie. Tak samo ja mając psa który raz kiedyś wybuchnie z pyskiem nie egzekwuję od innych, żeby swoje łapali na smycz. No chyba, że w jednej sytuacji, kiedy pies do nas podbiega pomimo tego, że moja już zaczęła się kotłować. Co innego tez gdy ktoś zapyta, lub poprosi o złapanie psa na smycz, wtedy zawsze ulegam a jak nie na smycz to chociaż złapię za obrożę, szelki. Quote
sleepingbyday Posted September 24, 2012 Posted September 24, 2012 Sybel, babka słusznie "zrobiła histerię" przeciw kolcom na gołebie. cholera nas bierze na trucie psów za kupy na chodniku? to dlaczego dziurawe, poranione skrzydło i powolna śmierć równie zywego ptaka nas nie rusza?? czy to odpowiednia kara za zachowanie typowe dla gatunku? a wystarczyło zainstalować kolce, ale z kulkami na końcach - gołąb nie usiadzie, ale i się nie nadzieje, nie porani. to rozwiązanie wciąż można zastosować- zresztą TOZ popiera, nie dam głowy, czy nie certyfikuje, będziecie mieć błogosławieństwo organów za przeproszeniem i babce zamknie gębę. i juz macie zmienjszenie problemu obesranego wszystkiego -ale nie kosztem cierpienia zwierząt - bądź co bądź układ nerwowy posiadających... dokarmianie też oczywiście bez sensu, bo powoduje wiele z tych chorób. Bo kto dokarmia ziarnem? nie, wszyscy zapleśniały chleb walą, dokładając syfu tym gołebiom, dając pożywienie zepsute, z grzybem. a mojej mamy ciotka, elegancka pani wtedy w trzecim wieku, dostała kiedys w podzięce za coś kurę ze wsi. zapowiedzieli się, przyjechali z wielką pompą i z - owszem - żywą kurą. elegancka pani z saskiej kępy, typ przedwojenny, kury zabić ani nie umiała, ani nie chciała. no i spacerowała z tą kurą na smyczy, jakoż i ze swoim jamnikiem. kura nabrała nawyków psa i np spała z łapami do góry na kanapie, oraz w chwilach grozy (inne psy na ulicy), leciałą do jamnika po ratunek. ale niestety nie była w stanie jakos nauczyć się kontrolowania defekacji ;-). więc z wielką pompą została odwieziona znajomym z zupełnie innej częsci polski, też na wieś. myślę, że cotka wypierała świadomośc, ze kura pójdzie do garnka. w każdym razie pewnej letniej niedzieli ciotka zawiozła kure na wieś, na podwórku została ona wypuszczona no i jak kury wyczuły obcą, to się na nią rzuciły. A kura nauczona, że zawsze bronił ją pies (wspomniany jamnik ciotki) oczywiście w te pędy wskoczyła psu do budy, chcąc ratowac zycie. powiecie - błąd. i niby błąd, bo był to standardowo łańcuchowy pies - właśnie z powodu duszenia kur. ale jak owa miastowa kura wbiegła mu do budy i sie przytuliła, to zaczął skomleć ze strachu, no bo to panie armagedon jakiś, że kura leci do niego - musi jakaś ostra sztuka. w każdym razie ciotka miała już purpurę królewską na twarzy, ale nic. kury się jakoś uspokoiły, miastowa przyjezdna kura też, zatem zapraszamy szanowną elegancką ciotunię z wielkiego miasta na obiad. niedziela i lato, drzwi na oścież, duży pokój przysposobiony, lepsza zastawa wyciagnięta, kulturalny obiad, az tu nagle w środku obiadu do salonu wchodzi kto? kura. wchodzi dostojnym krokiem, wskakuje sobie na kanape, wywala nogi do góry i zasypia.... ciotka szybko wyejżdżała, a kura to chyba dopiero po egzorcyzmach została spożyta. takie prosze państwa jest życie niesamowite. Quote
omry Posted September 24, 2012 Posted September 24, 2012 [quote name='sleepingbyday']Sybel, babka słusznie "zrobiła histerię" przeciw kolcom na gołebie. cholera nas bierze na trucie psów za kupy na chodniku? to dlaczego dziurawe, poranione skrzydło i powolna śmierć równie zywego ptaka nas nie rusza?? czy to odpowiednia kara za zachowanie typowe dla gatunku? a wystarczyło zainstalować kolce, ale z kulkami na końcach - gołąb nie usiadzie, ale i się nie nadzieje, nie porani. to rozwiązanie wciąż można zastosować- zresztą TOZ popiera, nie dam głowy, czy nie certyfikuje, będziecie mieć błogosławieństwo organów za przeproszeniem i babce zamknie gębę. i juz macie zmienjszenie problemu obesranego wszystkiego -ale nie kosztem cierpienia zwierząt - bądź co bądź układ nerwowy posiadających... dokarmianie też oczywiście bez sensu, bo powoduje wiele z tych chorób. Bo kto dokarmia ziarnem? nie, wszyscy zapleśniały chleb walą, dokładając syfu tym gołebiom, dając pożywienie zepsute, z grzybem. a mojej mamy ciotka, elegancka pani wtedy w trzecim wieku, dostała kiedys w podzięce za coś kurę ze wsi. zapowiedzieli się, przyjechali z wielką pompą i z - owszem - żywą kurą. elegancka pani z saskiej kępy, typ przedwojenny, kury zabić ani nie umiała, ani nie chciała. no i spacerowała z tą kurą na smyczy, jakoż i ze swoim jamnikiem. kura nabrała nawyków psa i np spała z łapami do góry na kanapie, oraz w chwilach grozy (inne psy na ulicy), leciałą do jamnika po ratunek. ale niestety nie była w stanie jakos nauczyć się kontrolowania defekacji ;-). więc z wielką pompą została odwieziona znajomym z zupełnie innej częsci polski, też na wieś. myślę, że cotka wypierała świadomośc, ze kura pójdzie do garnka. w każdym razie pewnej letniej niedzieli ciotka zawiozła kure na wieś, na podwórku została ona wypuszczona no i jak kury wyczuły obcą, to się na nią rzuciły. A kura nauczona, że zawsze bronił ją pies (wspomniany jamnik ciotki) oczywiście w te pędy wskoczyła psu do budy, chcąc ratowac zycie. powiecie - błąd. i niby błąd, bo był to standardowo łańcuchowy pies - właśnie z powodu duszenia kur. ale jak owa miastowa kura wbiegła mu do budy i sie przytuliła, to zaczął skomleć ze strachu, no bo to panie armagedon jakiś, że kura leci do niego - musi jakaś ostra sztuka. w każdym razie ciotka miała już purpurę królewską na twarzy, ale nic. kury się jakoś uspokoiły, miastowa przyjezdna kura też, zatem zapraszamy szanowną elegancką ciotunię z wielkiego miasta na obiad. niedziela i lato, drzwi na oścież, duży pokój przysposobiony, lepsza zastawa wyciagnięta, kulturalny obiad, az tu nagle w środku obiadu do salonu wchodzi kto? kura. wchodzi dostojnym krokiem, wskakuje sobie na kanape, wywala nogi do góry i zasypia.... ciotka szybko wyejżdżała, a kura to chyba dopiero po egzorcyzmach została spożyta. takie prosze państwa jest życie niesamowite.[/QUOTE] Poległam :grin: Ja kocham kury. Gołębie zresztą też, więc zgadzam się z Tobą jak najbardziej. Quote
kopra Posted September 25, 2012 Posted September 25, 2012 sleepingbyday przecudna historia! =) dawno czegoś tak śmiesznego i tak fajnie napisanego nie przeczytałam =D Quote
LadyS Posted September 25, 2012 Posted September 25, 2012 Ja też kocham gołębie, o ile są daleko od mojego miejsca zamieszkania - gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami, wywołały u mnie akurat nawrót alergii i ataki astmy, trudno jest mi więc darzyć je jakimkolwiek uczuciem. Quote
a_niusia Posted September 25, 2012 Posted September 25, 2012 ja nienawidze golebi, bo sa ohydne, wytwarzaja puder i wszedzie sraja. u mnie na osiedlu nie ma jakiegos problemu z golebiami, ale i tak ludzie wywalaja resztki oknem, zeby sobie golabki pojadly. a najlepsza jest taka stara babka, ktora ma nieco niezbyt rowno, ale i tak ja dosyc lubie. ona wystawia dla golabkow wanny. robi je z plastikowych pojemnikow, do ktorych wklada kamienie i ustawia je pod jednym z drzew budujac dla tyh golebi prawidziwy aquapark. nie musze chyba mowic, ze moje psy maja zakaz podchodzenia do tego drzewa ze wzgledu na moje obrzydzenie do golebi. ale ta babka latem podeszla do mojej suki i zapytala ja "czy to ty wypijasz wode dla moich golebi?" a pies oczywiscie nie wiedzial, o co chodzi:))) no to babka jeszcze kilka razy zadala jej kilka pytan w tym stylu, wiec w koncu pies jej odpowiedzial swoim tekstem "luuuluuuuuu", ktorym zawsze odpowiada, kiedy nie kuma czego od niej ktos chce. przetlumaczylam to babce "mowi, ze to nie ona" i od tej pory ta pani bardzo polbila mojego psa i zawsze chve z nim rozmawiac o tych golebiach i jak nie mam czasu rano i ja widze, to szybko idziemy do domu, bo czasem to naprawde bardzo duzo uwag ma ta pani do przekazania o tych swoich golebiach:)))) Quote
zaba14 Posted September 25, 2012 Posted September 25, 2012 Wczoraj miałam bardzo "miły" spacer ;) umówiłam się z kumpelą, żeby psy się wybiegały oba TTB, nigdy nie spuszczam swojego psa w miejscu publicznym, ona tym bardziej bo to samiec, więc i większy i bardziej cięty... Zaparkowałam samochód przed polaną. Czekam.. widzę że idzie ;) i nagle w tą samą uliczkę skręca samochód, baba na nasz widok zawróciła obok mojego auta i zatrzymuje się, auto brudne, w środku z 5 psów skaczących po fotelach i ujadających na nasze psy... baba otwiera okno (koleżanka już stała obok) i z mordą bo ona w ogóle miła nie była :) że przez nasze psy, ona nie może wybiegać swoich... :o pole wielkie... ale wątpie aby ona miała smycze dla tych psiaków... koleżanka zdębniała i mówi że jak wyprowadzi swoje psy na smyczach to nic się nie stanie... baba zgasiła samochód i wyszła, stanęła przed nami i dalej drze morde, gdzie te psy mają kagace... (oba siedziały i ani nie warczały w ogóle dziwne że miały tą sytuację gdzieś.. ) Koleżanka już nie wytrzymała i mówi kobiecie aby spuściła troszkę z tonu, że psy są na smyczy i nic się nie stanie jeśli i jej będą. No to kobieta pojechała po całości, że ona nie wierzy że koleżanka utrzyma swoje psa, jeśli jakiś by do niej podbiegł... bo rzeczywiście jest szczuplutka waży z max 45kg :) ale co to zmienia... baba odjechała z groźną że przyjedzie z policją.. byłyśmy tam jeszcze godzinę nikt do nas nie przyjechał, ale fakt że psy nie pobiegały bo według prawa muszą być w kagańcach i na smyczy, ale cholera jasna, wielkie pole, nie ma tam nic... i nikogo, więc kurde gdzie ja mam spuścić psa?! tylko w ogródku? to chore... zresztą jak i ja tak i ona unika miejsca zapsionych.... :/ Nie powiem, bo gdyby jej psy podbiegły do naszych to oba by pewnie pokazały zęby, ale unikam takich sytuacji, zawsze zapinam psa gdy ktoś idzie z psem czy bez niego... mimo że rzadko to się zdarza bo staram się unikać takich miejsc... przykre to że ludzie mogą być tacy popieprzeni... :/ :/ Quote
xmila Posted September 25, 2012 Posted September 25, 2012 mi się pomysł z wstążką bardzo podoba, ale szczerze powiedziawszy nie wierzę że ktoś kto teraz nie rozumie problemu, zrozumie go dzięki wstążce mam psa z problemem, pies duży bo to suka briarda - pies zawsze na smyczy i w kantarku, bo nie chcę ryzykować problemów są psy, które ackeptuje, ale większość niestety nie biegam z psem, ćwiczymy rally, bierzemy udział w zawodach dogtrekkingowych, przygotowujemy się do Pt2, pracujemy nad zachowaniem z behawiorystą - kosztuje mnie to dużo czasu, nieukrywam że pieniędzy też - dlatego do szłu doprowadzają mnie właściciele psów spuszczonych ze smyczy, którzy nie potrafią odwołać swojego psa bo niszczą mi moją pracę, a przy psie z ugruntowanym nieprawidłowym zachowaniem, każda kolejna sytuacja wzmacnia negatywne zachowanie i tak się kręcimy wkółko a do nagminnych należą sytuację gdy proszę żeby ktoś zapiął psa, a osoba woła a pies wogóle nie reaguje, podbiega do mojego, ona wyskakuje z zębami i jeszcze mi się obrywa bo jak usłyszałam "powinnam w domu z psem siedzieć a nie w miejsca publiczne z nią wychodzić" - no ręce opadają dodam, że nie chodzę w miejsca w moim mieście - które od lat są znane jako wybiegi dla psiaków, gdzie wiadomo że psy są spuszczane i mogą się wybiegać - na to dla mojej jest jeszcze za wcześnie - mówię o sytuacjach w parkach, na osiedlach, czy też w lasach - gdzie wogóle pies nie powinien być chyba spuszczany ( ze względu na ogromne ilości dzików). Widząc psa bez smyczy staram się zachować bezpieczną odległość, skupić psa na sobie, nie podchodzę ale zawsze to mi się oberwie - bo to moja wina że ktoś nie umie odwołać psa i musi potem biegać za swoim psem jak kretyn, a tenma go w dupie dlatego nieukrywam, że od jakiegoś czasu po prostu dzwonię na straż miejską bo innego wyjścia nie mam, chcesz spuszczać psa ze smyczy - żaden problem - ale panuj nad nim Quote
rozi Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='zaba14']Wczoraj psy nie pobiegały bo według prawa muszą być w kagańcach i na smyczy, ale cholera jasna, wielkie pole, nie ma tam nic... i nikogo, więc kurde gdzie ja mam spuścić psa?! [/QUOTE] No właśnie o to mi chodziło, kiedy się zastanawiałam czemu ktoś bierze TTB, zwłaszcza do miasta, do bloku. Przy pechowych układach pies jest bezustannie szykanowany, co to za życie dla niego. Quote
a_niusia Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 kuuurde ttb to sa IDEALNE psy miejskie. uwazam, ze wlasciwie trudno sobie wyobrazic lepszego. Quote
kelsisko Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='Beatrx']trzeba zdawać sobie sprawę, że dwa 50-60kg agresywne psy, prowadzone przez kogoś kto nad nimi nie panuje i musi używać elementów krajobrazu żeby zapobiec tragedii mogą wzbudzić w osobie postronnej strach lub zdenerwowanie. skoro ktoś ma gdzieś to, jak ja się poczuje widząc agresora bez kagańca, z którym ktoś sobie nie radzi to z jakiej racji ja mam myśleć, co sobie ten ktoś poczuje widząc mojego psa luzem?[/QUOTE] Mój pies np. ma większość psów "pod ogonkiem", ale czasami jest wyjątek i na spacerze potrafi się zatrzymać i próbować podejść do innego - szczególnie jeśli ten jeszcze zaczyna podbiegać i szczekać. Po to go prowadzę na lince, żeby takie wyjątki się nie zdarzały. W takich przypadkach nie interesuje mnie czy pies tej drugiej osoby waży 5kg czy 80kg i też wole żeby był na smyczy, ale w zasadzie tylko dlatego, że w większości przypadków właściciele nie panują nad tymi biegającymi luzem. Argument, że pies jest mały i dlatego puszcza się go luzem bo duży może go zjeść do mnie trochę nie przemawia. Bo jeśli osoba z małym psem ma prawo zakładać, że duży to agresor - to ja mam prawo zakładać, że mały to wściekły podbiegacz. Dodam, że absolutnie mi nie przeszkadzają psy biegające luzem dopóki właściciel nad takim panuje i go obserwuje - problem w tym, że mało takich. A wstążka to dobry pomysł tylko, że jeśli będzie zbyt mało reklamy to i tak spotkam na mieście maksymalnie jedną osobę z czymś takim. Plakat w internecie to zdecydowanie zbyt mało. Quote
Beatrx Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='kelsisko'] Argument, że pies jest mały i dlatego puszcza się go luzem bo duży może go zjeść do mnie trochę nie przemawia. Bo jeśli osoba z małym psem ma prawo zakładać, że duży to agresor - to ja mam prawo zakładać, że mały to wściekły podbiegacz. [/QUOTE] w opisanym przypadku nikt nie zakładał, ze duży pies jest agresywny, bo to był po prostu fakt... Quote
LadyS Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 Z wstążką ja to się obawiam, że właśnie więcej osób bedzie podchodzić do takiego właściciela i psa, żeby zapytać, co to jest :diabloti: Quote
Beatrx Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='LadyS']Z wstążką ja to się obawiam, że właśnie więcej osób bedzie podchodzić do takiego właściciela i psa, żeby zapytać, co to jest :diabloti:[/QUOTE] albo ktoś będzie podchodził do pieska, piesek nieładnie się zachowa a potem pretensja do właściciela, że przecież piesek nie miał wstążeczki to powinien być grzeczny i chętny do kontaktów z całym światem:evil_lol: Quote
zaba14 Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='rozi']No właśnie o to mi chodziło, kiedy się zastanawiałam czemu ktoś bierze TTB, zwłaszcza do miasta, do bloku. Przy pechowych układach pies jest bezustannie szykanowany, co to za życie dla niego.[/QUOTE] Nie mieszkam ani w wielkim mieście, ani w bloku ;) moje miasteczko ma 3 sklepy i jedną małą główną ulicę ;) a pola są za tym "miastem" i wiele jest takich miejsc, ale akurat to jest najmniej uczęszczane i mam do niego dość blisko samochodem... jednak a_niusia ma rację TTB nadaje się do życia nawet w małej kawalerce, szykanowanie może zdarzyć się każdemu posiadaczowi psa, fakt że ludzie boją się TTB, ale wystarczy troszkę kultury, gdyby kobieta powiedziała że to my mogłybyśmy pójść na koniec tego pola to byśmy poszły, nie widzę problemu, zresztą gdyby wypuściła stado psów z samochodu to i tak byśmy poszły tam gdzie by jej widać nie było ;) ale to rzeczywiście przykre że ludzie są tacy głupi... :/ Quote
Szura Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='rozi']No właśnie o to mi chodziło, kiedy się zastanawiałam czemu ktoś bierze TTB, zwłaszcza do miasta, do bloku. Przy pechowych układach pies jest bezustannie szykanowany, co to za życie dla niego.[/QUOTE] Bo TTB to psy wyjątkowe. :) I nie ma problemów, żeby wybiegać, brałam normalnie psa do parku na długiej lince i tyle (a jak ma odwołanie, to i linkę sobie można darować). Dopóki ma się psa pod kontrolą, to inni mogą nam nakichać co najwyżej, głupie komentarze najlepiej mieć gdzieś, a podskoczyć mało kto podskoczy, bo większość czepiających się się TTB boi. ;) Największy problem to inne agresywne psy biegające luzem. Ale to przy każdej rasie, nie tylko TTB. Quote
gops Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 nas się większość ludzi boi , mnie to wręcz śmieszy bo mój pies do każdego merda ogonem i mało mu się dupa nie urwie ze szczęścia ale sam nie podejdzie bez pozwolenia (a ludzie i tak się boją). a hitem spaceru był tekst od Pana z kundelkiem " mój pies się z pit bullami bawił nie będzie " :evil_lol: i dumny z siebie poszedł w drugą strone . no cóż ja się już powoli przyzwyczajam . Quote
Szura Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 Akurat z moimi ukochanymi staffikami to mnie śmieszy, bo IMO wyglądają jak przezabawne, lekko karykaturalne świnko-psy. :loveu: Quote
gops Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='Szura']Akurat z moimi ukochanymi staffikami to mnie śmieszy, bo IMO wyglądają jak przezabawne, lekko karykaturalne świnko-psy. :loveu:[/QUOTE] no własnie jak można się bać takiego śmiesznego ryjka :evil_lol: na dodatek tak nikczemnego wzrostu . Quote
ajeczka Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 Ja się zawsze śmieję, że pies, który ma różowy pysk (a Rino taki ma) nie może być "psem mordercą". Teraz mam pod opieką dodatkowo sukę amstaffa. Śliczna, acz troszkę rozpieszczona panienka. Rano byłam w lesie z moim "mordercami" na smyczy. Zobaczyłam na ścieżce panią z nowofundlandem. Znam ją z widzenia i wiem, że pies nie lubi innych pobratymców, ona drobniutka prowadzi go na cienkiej smyczy. Zeszłam jej z drogi głęboko w las, bo nie chcę ryzykować starcia z jej futrzakiem. Lubię te psy, bardzo mi się podobają, ale widziałam już jak pani leci za nim, a on robi co chce. Byłoby mniej zabawnie dla mnie gdybym zauważyła ją w ostatniej chwili. Quote
rozi Posted September 26, 2012 Posted September 26, 2012 [quote name='Szura']Bo TTB to psy wyjątkowe. :) I nie ma problemów, żeby wybiegać, brałam normalnie psa do parku na długiej lince i tyle (a jak ma odwołanie, to i linkę sobie można darować). Dopóki ma się psa pod kontrolą, to inni mogą nam nakichać co najwyżej, głupie komentarze najlepiej mieć gdzieś, a podskoczyć mało kto podskoczy[/QUOTE] Nie musi podskakiwać, wystarczy że policję wezwie parę razy. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.