Dardamell Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Moja koleżanka została ugryziona przez yorka w udo. Nie wystarczył plasterek. Było szycie rany i goi się jej od kilku miesięcy i boli przy chodzeniu. Na policji nie zgłosiła. Quote
filodendron Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Ale przeszczepu skóry z pupy na ubytek jej nie robili, nie? Skoro była w szpitalu lub skorzystała z pomocy ambulatoryjnej, to widnieje w statystykach. Nawet tych z trzema nogami :) To nie policja prowadzi takie statystki. To lekarz ma obowiązek poinformować sanepid o pogryzieniu człowieka. Quote
kelsisko Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 (edited) [quote name='Dardamell']statystycznie rzecz biorąc to policjant i pies będąc razem na patrolu mają po trzy nogi. Ile osób zgłasza pogryzienie przez małego psa? Przecież to wstyd być pogryzionym przez knypka...[/QUOTE] Dokładnie. Reakcja ludzi na opowieść, że mały pies zaatakował dużego też wygląda podobnie. "taki mały może zrobić krzywdę takiemu dużemu? przecież to niemożliwe". Zresztą sami właściciele takich małych wychodzą z tego samego założenia. Mój jak był malutki w trakcie zabawy szpilkami robił mi krwawe szramy i darł wszystko co w pysk złapał. Teraz przypadkiem jak się zdarzy mu przejechać to zero śladu. Teraz jest już bardziej kwestią tego, że posiada bardzo dużo siły i jakby zacisnął pysk na kości to by ją złamał. Trzeba pamiętać, że niektórzy właściciele właśnie psów nie uczą od szczeniaka reagować na komendę "puść" etc bo uważają, że pies z wiekiem sam przestanie. No i tak dodam ogólnie do tematu statystyk, że najczęściej przypadki pogryzień spowodowane są przez psiego członka rodziny, psa sąsiadów lub znajomych. Edited September 18, 2012 by kelsisko Quote
PaulinaBemol Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 (edited) a oprócz szycia i ran rozległych jest jeszcze ważny aspekt psychiczny. Znam dwie dziewczyny panicznie bojące sie psów miały problem żeby czuć się sobodnie w jednym pomieszczeniu z moim obecnym psem (10kg ok.7 miesięcy) bo zostały kiedyś tam kilka razy zaatakowane przez male upierdliwe dziamgacze i rany nie były duże ale strach i świadomość bólu została... PS: mieszkałam w Wołominie teraz mieszkam niedaleko i miksów astów bylo sporo, do łagodnych nie należały ale nigdy nie spotkałam żadnego luzem...panowie wożą się z nimi na krótkich smyczach i mają je przy sobie jak przesiadują na ławeczce etc. większość dnia(a moda trochę przeszła i teraz wysadują z jorczkami i innymi małymi kundelkami niby swoich dziewczyn). Problem był już na obrzeżach gdzie było sporo rotków i Onków jako psy podwórkowe a barma otwarta. I tu co jakiś czas dochodziło do jakiś wypadków. Edited September 18, 2012 by PaulinaBemol Quote
ajeczka Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Nie lubię uogólniać, więc do znudzenia wypowiadam się o sobie. Zajmuję się mixem asta ze schroniska (nie znam jego przeszłości), labradorką uratowaną z pseudo, czasem astką rozpuszczoną przez właścicielkę, alano znanym od szczeniaka. Z całą stanowczością twierdzę, że nie każdy nadaje się na właściciela psa, a nie tylko pita czy asta. Mój rudy był psem nadpobudliwym, dominującym, niezbyt miłym dla psów większych od niego. Od czasu pogryzienia przez labradora ma ochotę go zjeść (tylko tego konkretnego). Po roku pracy z nim mogę go puszczać na lince i odwołać od psa. Jeśli jakiś jest wobec niego niemiły prezentuje swoją siłę, ale nie rzuca się i nie gryzie. Mam świadomość jego siły, ale w porównaniu z mixami labradorów to kruszynka. Ostatnio mój M był w hotelu w Bydgoszczy. Wyszedł wieczorem na spacer, a po ulicy biegały luzem dwa rottki wypuszczone z posesji. W takiej sytuacji nawet ja mam obawy czy mogę spokojnie przejść. Większość bulowatych, które znam to psy pod kontrolą, ale niestety nie wszystkie. Czasem przez źle pojętą miłość do psa. Quote
filodendron Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='PaulinaBemol']a oprócz szycia i ran rozległych jest jeszcze ważny aspekt psychiczny. Znam dwie dziewczyny panicznie bojące sie psów miały problem żeby czuć się sobodnie w jednym pomieszczeniu z moim obecnym psem (10kg ok.7 miesięcy) bo zostały kiedyś tam kilka razy zaatakowane przez male upierdliwe dziamgacze i rany nie były duże ale strach i świadomość bólu została... Ale przynajmniej nie zostały blizny, które mogą człowiekowi przerąbać całe życie. Quote
rozi Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Nie lubię dyskusji o astach, czy tam pitbullach, ogromnie mi się te psy podobają, chciałabym mieć i nie mogę odżałować, że są, niestety SĄ śmiertelnym zagrożeniem dla innych psów. Widziałam dwa ataki, zamiarem nie była bójka, tylko zabicie. Jeden z tych psów, słysząc drepczącego po podwórku pieska, wystartował ze środka pokoju, wyskoczył oknem (wysoki parter) i w sekundę dosłownie rozszarpał tego staruszka. No nikt mi nie powie, że jakiś onkowaty, czy labkowaty psychol wykonałby aż taki numer. Bezgłośnie, bez ostrzeżenia, szybko i sprawnie. Drugi chciał zeżreć moje psiuchy, nagle usłyszałam szelest i nad dwumetrowym parkanem wystrzeliła głowa asta -chwała Bogu właściciel był tuż obok i ściągnął psa za nogi. Też nie było nawet warknięcia ostrzegawczego, od razu skok, mało zawału nie dostałam. Obydwa te psy były spokojne, kiedy szły na spacerze, nie szarpały się na smyczy, nie próbowały atakować. Quote
cienkun Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 :D Bo niektóre psy po prostu lubują się w polowaniu na inne. To bardziej ma związek z popędem łowieckim niż popędem do dominacji. Mój mały szatan też się w tym lubował. Trzeba było go ciągle pilnować żeby czegoś nie zmalował. Quote
PaulinaBemol Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Ale przynajmniej nie zostały blizny, które mogą człowiekowi przerąbać całe życie. niby tak, ale ja nie bardzo sobie wyobrażam tak żyć one boją się przejść jak widzą psa a jak nie daj boże jest luzem to zmieniają trasę w najlepszym przypadku przechodzą na druga stronę ulicy z bijącym sercem że jednak pies się nimi zainteresuje. W naszym kraju bardzo trudno się tak żyje, podejrzewam że one muszą codziennie przeżywać chwile grozy. Jedna z nich naprawdę serio uważa że wszystkie "kundle" powinny być wybite i ja nie przekonują ani małe urocze pieseczki nawet szczeniaki bo i tak wyrosną na potwory :roll: a pies nawet najlepiej wychowany jest nieobliczalny w końcu coś mu odbije i zagryzie właściciela. Wiem skrajny przykład no ale jednak.. Quote
filodendron Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='PaulinaBemol']niby tak, ale ja nie bardzo sobie wyobrażam tak żyć one boją się przejść jak widzą psa a jak nie daj boże jest luzem to zmieniają trasę w najlepszym przypadku przechodzą na druga stronę ulicy z bijącym sercem że jednak pies się nimi zainteresuje. W naszym kraju bardzo trudno się tak żyje, podejrzewam że one muszą codziennie przeżywać chwile grozy.[/QUOTE] To prawda, bardzo trudno w naszym kraju pod tym względem. Ale z poważnymi bliznami na twarzy lub zmiażdżonym ramieniem jest jeszcze trudniej - masz to samo plus widok w lustrze albo zrujnowane plany zawodowe. Ta studentka weterynarii, której mix asta zafundował wielokrotne otwarte złamanie z przemieszczeniami, pewnie wolałaby tylko bać się dziamgających piesków. Quote
klaki91 Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 U mnie też był straszny przypadek, w dodatku zaraz u sąsiadów. Przyjechała do nich na wczasy rodzina z małym chłopcem panicznie bojącym sie psów. Chłopiec miał wtedy jakieś 7 lat, jako że ja byłam wówczas niewiele starsza od niego (może z 11 lat miałam?) to wpadał do mnie się bawić. Moja suka wtedy była młoda, ale ona od zawsze jest dzieciolubna i dzięki niej przekonał sie, że nie ma co się bać dużych psów, bawił się z nią, miział, przytulał. I to był szczerze mówiąc błąd...bo potem u sąsiada chciał przytulić jego mieszańca ONa, który do wyrozumiałych psów nie należał...pies dorwał mu się do twarzy, prawie wyrwał policzek...mnie wtedy nie było w domu, ale kuzynki opowiadały, że takiego wrzasku to nigdy nie słyszały, jeszcze ci ludzie, którzy wpadli w panikę i dodatkowo chłopca zestresowali swoimi krzykami.... To jak ten chłopak musi teraz być oszpecony....wtedy, te kilkanaście lat temu medycyna była na takim poziomie na jakim była, więc wątpie, żeby blizny były jakies mało widoczne. A uraz psychiczny do końca życia.... Znam jednego małego chłopca, który panicznie sie psów boi mimo że nie ma drastycznych wspomnień. Może jako mały brzdąc widział szczekającego psa i się wystraszył i stąd ten lęk? Chłopiec nie jest w stanie przejść koło ogrodzenia, za którym szczeka niewielkich rozmiarów pies, a co dopiero jakiś olbrzym... Nie wiem jak inni, ale ja moje suki zawsze łapię czy to za obroże czy biore je na smycz, gdy widzę zbliżającego się człowieka. Mimo, że wiem, że przynajmniej teoretycznie nic nie zrobią- po prostu rozumiem, że ktoś się może panicznie bać psa, a taki biegający luzem wywoła 10 razy większy lęk. I szczerze współczuję ludziom, którzy się tak bardzo psów boją. Ja mimo że też kilka razy zostałam pogryziona czy zaatakowana psy kocham od kołyski i poszarpana bluza czy spodnie tego nie zmieniły :) Quote
evel Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='filodendron']Ta studentka weterynarii, której mix asta zafundował wielokrotne otwarte złamanie z przemieszczeniami, pewnie wolałaby tylko bać się dziamgających piesków.[/QUOTE] Jeśli myślimy o tym samym przypadku, to kim trzeba być, żeby nie rozumieć ostrzeżenia umieszczonego na klatce psa na obserwacji, który wcześniej już pogryzł ludzi? Dziewczyna na studiach jak mniemam czytać powinna umieć. Quote
ajeczka Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Te bulowate, które znam kochają ludzi. Pies, który ludzi (w tym dzieci) nie lubił, większość psów najchętniej rozszarpałby na strzępy, a koty zabijał był dalmatyńczyk. Nie mógł biegać po ogrodzie, bo przeskakiwał lub przechodził przez płoty. Za swoją rodzinę oddałby życie, ale życie z nim nie było łatwe. Quote
Gezowa Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 (edited) [quote name='klaki91']Nie wiem jak inni, ale ja moje suki zawsze łapię czy to za obroże czy biore je na smycz, gdy widzę zbliżającego się człowieka. Mimo, że wiem, że przynajmniej teoretycznie nic nie zrobią- po prostu rozumiem, że ktoś się może panicznie bać psa, a taki biegający luzem wywoła 10 razy większy lęk. I szczerze współczuję ludziom, którzy się tak bardzo psów boją. Ja mimo że też kilka razy zostałam pogryziona czy zaatakowana psy kocham od kołyski i poszarpana bluza czy spodnie tego nie zmieniły :)[/QUOTE] U mnie to samo... Raz jako 5cio letnią gówniarę ugryzł mnie pies wujka. Później w wieku ok. 7miu lat zostałam pogryziona przez psa sąsiada, który latał luzem. Nie pamiętam czy z własnej winy, bo pies nigdy nie rzucał się do ludzi, możliwe, że to przez to, że dzieciaki sąsiadki ciągle go przez płot drażniły i pies stwierdził, że ja jestem takie samo zło jak tamte... Rzucił mi się do ręki, krwi trochę było, brudne ubranie, ale tak to nic się nie stało. Najlepsze, że sąsiad siedział wtedy w ogrodzie i po prostu na to patrzył z tekstem: "on chciał się tylko pobawić" :roll:. Matka zrobiła taką aferę jak nic... A mimo tego uwielbiam psy. Nie boję się właściwie żadnego jeśli nie mam ku temu powodów. Jeśli pies jest ostry to oczywiście nie pcham się do niego z łapami :lol: ale też nie odczuwam jakiegoś strachu czy paniki, że muszę uciec od tego psa jak najszybciej, bo zaraz mnie zje (edit: ciekawe czy mówiłabym to samo jakby pies był luzem... :lol:). Jak widzę, że idą inni ludzie na naszym zadupiu, czy jadą na rowerach to po prostu zgarniam młodego na bok, sadzam na tyłku i czekamy. Skupiam go na sobie, a przynajmniej staram się. Robię tak dlatego, że on nie jest jeszcze do końca wychowany... najchętniej podbiegłby do każdego człowieka, czy dużego, czy małego i zalizał na śmierć ;) Dziwne jest to, że w mieście, gdzie ludzi jest na pęczki wcale na nich nie reaguje. Chyba, że do nas coś mówią... :D Za to moja kuzynka ma teraz 7 lat i panicznie boi się psów. Może inaczej... ona je lubi, ale się boi. Jakie tu były afery i histerie to lepiej nie pytajcie... :roll: Z tego co wiem nigdy żaden pies jej krzywdy nie zrobił... Do młodego przyzwyczaiła się, bo tutaj zadziałała metoda, że po prostu nie będzie do nas przyjeżdżała jak nie przestanie "fisiować" . Ona go bardzo lubi, ale po prostu boi się, zaczęła wymyślać, że ją gryzie kiedy on ją ledwie nosem dotknął... dwa razy go nawet uderzyła :shake: Teraz jest dużo lepiej, bo i pogłaszcze, a młody nie jest taki dziki jak miesiąc temu, że obskoczyłby, przewrócił i tak dalej... Edited September 18, 2012 by Gezowa Quote
filodendron Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='evel']Jeśli myślimy o tym samym przypadku, to kim trzeba być, żeby nie rozumieć ostrzeżenia umieszczonego na klatce psa na obserwacji, który wcześniej już pogryzł ludzi? Dziewczyna na studiach jak mniemam czytać powinna umieć.[/QUOTE] Pewnie o tym samym, ale w naszym ukochanym mieście wypadków z astami było niestety więcej. W tym jeden bardzo, bardzo poważny w wykonaniu psa, którego znałam i uważałam za świetnie zsocjalizowanego (dwie operacje plastyczne). Ale ja nie o umiejętności czytania w zasadzie - tylko o skali obrażeń wynikających, że tak powiem, z kalibru, jaki miał zastosowanie - bo o tym była mowa w kontekście dziamgających małych piesków. Quote
badmasi Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Nie jestem rozżalona jak mi jedna osoba sugerowała, jestem przerażona. Kilka lat temu zaatakował moją collie rotteweiler, atak przebiegał tak samo jak w przypadku amstaffa - cicho i szybko bez żadnej prowokacji ze strony moich psów. Wtedy wrosłam w ziemię, zbyt się bałam aby coś zrobić, całe szczęście właściciel psa zreagował wyjątkowo szybko - suka rotka nie dała się odciągnąć i musiał ją zdzielić grubą gałęzią. Wczoraj byłam w szoku ale wiedziałam, że jeśli nie wybronię mojego psa to zostanie on zagryziony. Naraziłam się na wielkie niebezpieczeństwo - przekierowanie ataku ale jak zobaczyłam, że ast puścił nogę mojego psa i złapał małą za szyję to wiedziałam, że od tragedii dzielą nas sekundy. Kocham moje psy, szkolę, pracuję z nimi, jesteśmy rodziną i nie pozwolę aby jakiś zafajdany ast zrobił któremuś krzywdę. Nie sądzę aby atak jorczka czy cziłki wzbudził we mnie taki strach. Nie rozumiem niestety tej wielkej miłości do twardych ras, jestem za tym aby takie psy lądowały wyłącznie w rękach prawdziwych miłośników rasy a nie zwykłych zjadaczy chleba. W Polsce prawo jest pod tym względem zbyt liberalne. Nie rozumiem dlaczego mam chodzić opłotkami bo na moim osiedlu kilku kretynów z astami, rotteweilerm i dobermanem zawłaszczyło sobie przestrzeń. Oni oczywiście poprzez dawanie swoim psom możliwości podejmowania decyzji okazują swoją miłość. Dlaczego ludzie nie mogą sięgać po rasy prostsze w obsłudze? Moj przyjaciel ma rodowodowego asta - ten pies jest prowadzony twardo i stanowczo. Nie ma takiej opcji aby odganiał sie od małych ujadaczy, on ma je koncertowo olewać. Kolega zawsze twierdzi, że stosuje do swojego psa zasadę ograniczonego zaufania nie ze względu na charakter psa ale jego rasę. Filodendron - moja córka ma koleżankę, dziewczynka kilka lat temu na naszym osiedlu przeżyła atak amstaffa. Pies ten rzucił się na nią jak zadzwonił jej telefon, dziewczynka ma połowę twarzy wyglądającą jakby część jej skóry się rozpłynęła. Usta, nos, oko - wszystko jest zniekształcone. Część twarzy została odgryziona. Rekonstrukcja nie wypadła zadawalająco. Ladys - nie spotkałyśmy się na spacerzy więc twoje marzenie się spełniło :) Tak na marginesie. Dzisiaj mój szetland już odzyskał wigor, nie ma śladu traumy. Byłam na frisbee i mimo pogryzionej nogi mała całkiem fajnie śmigała za talerzami. Quote
Uranoe Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 rozi, no ja niestety znam uroki pieska do którego trzeba sercem :). Niedawno ostrzej swojego, osobistego zawołałam, bo chciał zobaczyć czy łabędź sfrunie do wody czy nie, to pod koniec dystansu, który miał pokonać w drodze do mnie, zaczął się czołgać, kulić uszy i patrzeć zbolałym wzrokiem. Biedny, biedny ten mój piesek, co za zwierzątkami pobiegać nie może (tzn. może, ale jak nie ma ludzi :D). Quote
omry Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 To ja tak dla odmiany ku pokrzepieniu serc ;) Wczoraj w nocy jechałam po głównej ulicy w moim mieście, a na środku drogi stał radiowóz na sygnale. Przyjrzeliśmy się i zobaczyliśmy, że przed radiowozem leży pies, a jeden z policjantów z jakąś kobietą go reanimują :) Przyjechaliśmy pod koniec, pies zaczął oddychać i policjanci szybko zawieźli go do weta, a kobieta, która go potrąciła pojechała z nimi. Nie wiem, jak ta historia się skończyła, ale bardzo zaskoczyło mnie to, że w ratowanie tego psa bardzo zaangażowany był policjant, który jest ogólnie chłodnym służbistą. Quote
Abrakadabra Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='omry'] bardzo zaskoczyło mnie to, że w ratowanie tego psa bardzo zaangażowany był policjant, który jest ogólnie chłodnym służbistą.[/QUOTE] Chciałam wciągnąć to przemyślenie na listę "złote myśli", ale po kilku sekundach zmieniłam zdanie ... Przyznaję kategorię "PLATYNOWE"... Quote
Soko Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Platynowe? Powiedziałabym że zgodne z rzeczywistością i obrazem, jaki rozpowszechniają o sobie policjanci - w większości ;) Quote
Abrakadabra Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='Soko']Platynowe? Powiedziałabym że zgodne z rzeczywistością i obrazem, jaki rozpowszechniają o sobie policjanci - w większości ;)[/QUOTE] A ilu znasz policjantów ? I jaką masz wiedzę o ich podejściu do zwierząt? Bo jesli chcesz rozmawiać o stereotypach - to mi się nie chce :) Quote
Soko Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Mój TŻ jest policjantem :) i sam uważa że prędzej zapłakałby po zwierzęciu niż po człowieku :) a mimo to wiem że większość policjantów, poza jednostkami, ma o ochronie praw zwierząt takie a nie inne zdanie.. Quote
omry Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 Abrakadabra, zazwyczaj szkoda mi czasu na Twoje.. komentarze, ale aż mnie korci, żeby napisać, że akurat tego człowieka znam osobiście jak i połowa mojej rodziny, więc wiem, o czym mówię, a te swoje durne teksty schowaj sobie do kieszeni :) Quote
Abrakadabra Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='Soko']Mój TŻ jest policjantem :) i sam uważa że prędzej zapłakałby po zwierzęciu niż po człowieku :) a mimo to wiem że większość policjantów, poza jednostkami, ma o ochronie praw zwierząt takie a nie inne zdanie.. Oooo :) jak miłusio :))) Podaj mi rękę dziewczyno! Mamy wspólny "zakres męskich zainteresowań "! I jeszcze często bywam w Toruniu :) Nic tak nie zbliża jak podobuieństwa ! A tak a propo's?? Jaka większość??? Większość kolegów Twojego TŻ-ta? Czyli w skali kraju jakiś nikły promilek... Daj spokój... Dobranoc ... Quote
rozi Posted September 18, 2012 Posted September 18, 2012 [quote name='Uranoe']rozi, no ja niestety znam uroki pieska do którego trzeba sercem :). Niedawno ostrzej swojego, osobistego zawołałam, bo chciał zobaczyć czy łabędź sfrunie do wody czy nie, to pod koniec dystansu, który miał pokonać w drodze do mnie, zaczął się czołgać, kulić uszy i patrzeć zbolałym wzrokiem. Biedny, biedny ten mój piesek, co za zwierzątkami pobiegać nie może (tzn. może, ale jak nie ma ludzi :D).[/QUOTE] Ależ ja też mam pokrzywione maleństwo po totalnych przejściach i nie chodzi mi o to, żeby ostrzej, tylko o to, żeby bez ciumkania. Znaczy generalnie chodzi mi o to, żeby nie traktować psa jak niedorozwiniętego, bo istnieje realne zagrożenie, że on się do tego dostosuje. Mam przynajmniej dwa przykłady naprawdę inteligentnych psów, które strugają niedojdy przy ciumkających właścicielach, a rozumieją doskonale normalny język i widać, że cieszą się, kiedy potraktuje się je po dorosłemu. Nawiasem mówiąc to samo można zaobserwować u dzieci. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.