Rinuś Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 [quote name='Greven']Uśmiech, kulturalna wymiana zdań, zapoznanie psów - o ile nie wykazują agresji - owszem, bardzo chętnie, ale nie w sytuacji, gdy drugi właściciel psa nie panuje nad swoim zwierzęciem, lub nie reaguje na prośby o zapięcie go. Pies poza kontrolą może być zagrożeniem dla mnie, dla moich psów, bądź sam dla siebie - gdy wejdzie w ich zasięg. Większość ludzi dysponuje głosem wystarczająco donośnym, żeby podczas spaceru porozumieć się z nadchodzącym z naprzeciwka innym użytkownikiem parku / lasu / polnej drogi i dowiedzieć się, jakiej płci jest pies i czy psy mogą się bezpiecznie skonfrontować. Wierzę też, że większość populacji kraju nie ma problemów ze słuchem, uniemożliwiających im dosłyszenie prósb o zapięcie psa, bo mój pies jest lękliwy / agresywny / chory / ma cieczkę. Tu nie o problemy ze słuchem chodzi, a o problemy z rozumem i kulturą. i ja się z tym zgadzam,tez nienawidzę jak ja mam psa na smyczy i podbiega do nas nieznajomy pies,bo nigdy nie wiadomo co z tego wyniknie... [quote name='akodinka']nie chce sie czepiac, ale przeciez kiedys sama pisalas, ze nie lubisz, czy że to Cie śmieszy czy coś podobnego, że jak Brutus podbiega to ludzie zabierają małe psy na ręce jakby Twój pies biegł je zezrec czy cos pobobnego, zreszta jest roznica, gdy pies chodzi pomiedzy nieznajomymi bez smyczy a tym, kiedy biega ze znajomymi i to trzeba zaznaczac, bo my tu glownie piszemy, o takich ludziach ktorych nie znamy (no moze z widzenia) a oni puszczają swojego psa na nas i nie potrafią go odwołać i nie zawsze tez wiadomo jakie zamiary ma ten pies Na osiedlu u mnie mieszka Pani,która małego Yorka...kiedyś ich spotkałam na spacerze,to Brutus był akurat spuszczony,więc Pani jak nas zobaczyła to wzięła malucha na ręce,jednak nie zaczęła uciekać czy coś w tym stylu tylko uklęknęła,ja złapałam Brutusa i podeszłam do niej i mały York z rąk Pani powąchał się z Brutuskiem z zadowoleniem i poszliśmy dalej.Nie każde spotkanie z małym psem musi się zakończyć jadką. Quote
Rinuś Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 [quote name='karjo2']No dobrze, wiec jeszcze raz. Trawnik przed blokiem nie jest wlasnoscia pojedynczego mieszkonca tegoz bloku, chyba ze wykupi teren, ogrodzi i tam wypuszcza psa, wtedy ok. Mocz psi smierdzi tak samo, jak ludzki, zwlaszcza, gdy takich pupilkow wyprowadzanych na maly kawalek "trawy" jest xxx (sprawdzone, nie sposob latem bylo posiedziec na balkonie na parterze). A to niby gdzie Twój pies siusia? do pojemniczka ? Quote
Greven Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 W mieście najlepszym sposobem na problem obsikiwania trawników, jest nauczenie psa sikania nad kratkami ściekowymi, studzienkami. Quote
Rinuś Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 [quote name='Greven']W mieście najlepszym sposobem na problem obsikiwania trawników, jest nauczenie psa sikania nad kratkami ściekowymi, studzienkami. haha dobre :evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol: tylko pamiętajmy ucząc małego szczeniaczka żeby nie wpadł między kratki :diabloti: lepiej żeby mój pies się załatwiał pod moim oknem niż pod oknem innych ludzi. Quote
Szarik Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Albo zwyczajne wyprowadzanie psa na siusiu na najbliższa łąkę lub niezabudowane bliżej pole. Gdzie mieszkańcy nie będa zmuszeni na wąchanie oparów moczu. Greven, nigdy nie myslałam o nauczeniu psa siusiania nad kanałami sciekowymi, ale może to i dobre wyjście... A co do rozgrywającej sie tu od paru stron dyskusji, to każdy z Was ma trochę racji. Rinuś ma trochę takie sielankowe podejście do psa. I jesli to się sprawdza w Jej okolicy, to ok. Psiaki podbiegaja do siebie, bawią się, wszyscy się uśmiechają, psiaki są grzeczne i miłe, przybiegają na zawołanie. Jesli tylko tak jest, to naprawdę zazdroszczę Ci dzielnicy, u Nas nie jest źle, ale napewno nie aż tak. Z drugiej strony ktoś zawsze może kupić sobie psiaka, lub zaadaoptowac, który nie bedzie chciał towarzystwa innych lub właściciel owego towarzystwa nie bedzie sobie życzył. Wtedy podobno zabierasz psa, albo wogóle nie dopuszczasz do spotkania. To dobre, o ile naprawdę tak jest. I naprawdę nie podoba mi się tu taki najazd na właścicieli odchodzących nieco od ideału, każdemu zdarzy się wpadka, ale wtedy uśmiech, 'przepraszam' i świat od razu jest lepszy ;) O ile oczywiście nie skonczy się tragedią. Mój psiak ostatnio podbiegł do Owczarka Niemieckiego na smyczy i chciał się z Nim bawić. Podbiegłam szybko do pana i zaczełam go przepraszać, a on na to: 'nie szkodzi, to ja przepraszam, ze nie mogę spuścić psiaka, ale niedawno miał szczepienia i się trochę boję'. No to ja zaczełam mu tłumaczyć, że nie powinnam pozwolić, zeby mój pies podbiegł, bo wiem jak to jest niewygodnie szarpać się z psem na smyczy w trakcie gdy inny usilnie chce się bawić. On znów powtórzył, że absolutnie nie ma za co. I od razu robi się człowiekowi lepiej. I odeszliśmy oboje ze swoimi psiakami z uśmiechami na twarzy. Oczywiście inaczej byłoby, gdyby jego pies okazał sie agresywny, ale Szarik by poprostu uciekł, także narazie mam taki komfort. Oczywiście każde takie zdarzenie uczy mnie wiele i staram się, by do czegos takiego nie dochodziło powtórnie. Reasumując, chcę podkreślić, że oprócz tego, że jesteśmy dogomaniakami, to jeszcze zwykłymi ludźmi ;) Quote
Chandler Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 [quote name='Rinuś']i ja się z tym zgadzam,tez nienawidzę jak ja mam psa na smyczy i podbiega do nas nieznajomy pies,bo nigdy nie wiadomo co z tego wyniknie... Na osiedlu u mnie mieszka Pani,która małego Yorka...kiedyś ich spotkałam na spacerze,to Brutus był akurat spuszczony,więc Pani jak nas zobaczyła to wzięła malucha na ręce,jednak nie zaczęła uciekać czy coś w tym stylu tylko uklęknęła,ja złapałam Brutusa i podeszłam do niej i mały York z rąk Pani powąchał się z Brutuskiem z zadowoleniem i poszliśmy dalej.Nie każde spotkanie z małym psem musi się zakończyć jadką. Ja już się gubię Rinuś, co Ty lubisz, czego nie lubisz, co akceptujesz, a czego nie...:roll: Zastanów się może chwilkę - piszesz, że nie chciałabyś spotkać Dogomaniaków, którzy nie chcą być zmuszani do zapoznawania się z każdym napotkanym psem i właścicielem, to znowu przytakujesz, że się zgadzasz z takimi wymogami, żeby psa odwoływać... A odnośnie sytuacji z yorkiem, o której napisałaś - ja nie wezmę trzech psów na ręce, nie będę też klękała przed każdym napotkanym właścicielem, żeby pieski się powąchały...:shake: Uciekać też nie będę, ale nie każcie mi się chociaż uśmiechać w takiej sytuacji dla mnie "bez wyjścia"...;) Quote
pauli_lodz Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 co do sikania to no coz, kultura wymaga by pies sikal [no bo musi], w jakichs w miare dozwolonych miejscach [czyli nie samochody, czyli nie odnowione elewacje domow etc]. a co do podejscia psiarzy do psow. przypomniala mi sie jedna "scenka" rodzajowa. tak z drugiej strony troche ;) rzecz miala miejsce kilka tygodni temu. bylam w parku, niewielkim gesto zapsionym parku. znajoma z widzenia wlascicielka podrostka goldena zrobila awanture na pol parku wlascicielowi AST'a [tego samego z ktorym moj pies sie nienawidzi prawdziwa nienawiscia]. wlascicielka goldena miala ogromne pretensje o to, ze AST jest agresywny i jako pies-morderca stanowi zagrozenie dla jej luzem biegajacego, totalnie nieopanowanego, nieodwolywalnego podrostka goldena [rozmiar doroslego psa, zachowanie malego szczeniora], ktory latal wokolo AST'a ignorujac wolania wlascicielki i ignorujac jakby ataki psa. twierdzila ze z takim psem w ogole nie powinien sie pokazywac. AST byl bez kaganca ale na smyczy i pod kontrola. golden - bez kaganca bez smyczy zero kontroli. i wlasnie o takich rozszalalych nieopanowanych goldenach i ich wlascicielach ktorzy nad psem nie panuja jest ten temat. choc AST byl wyraznie agresywny, to wlasciciel mial go pod kontrola. Quote
Greven Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 [quote name='pauli_lodz']wlascicielka goldena miala ogromne pretensje o to, ze AST jest agresywny i jako pies-morderca stanowi zagrozenie dla jej luzem biegajacego, totalnie nieopanowanego, nieodwolywalnego podrostka goldena [rozmiar doroslego psa, zachowanie malego szczeniora], ktory latal wokolo AST'a ignorujac wolania wlascicielki i ignorujac jakby ataki psa. twierdzila ze z takim psem w ogole nie powinien sie pokazywac. AST byl bez kaganca ale na smyczy i pod kontrola. golden - bez kaganca bez smyczy zero kontroli. i wlasnie o takich rozszalalych nieopanowanych goldenach i ich wlascicielach ktorzy nad psem nie panuja jest ten temat. choc AST byl wyraznie agresywny, to wlasciciel mial go pod kontrola. Czasem mam wrażenie, że aby stać się społecznie akceptowaną jednostką, powinnam pozwolić jakiemuś niedużemu kundelkowi zagryźć swoje psy (pitbull i bullterier), a następnie kupić goldena, labka, albo yorka ;) * dodam, że nic nie mam do żadnej z tych ras, ale moda na nie, sprawiająca, że co drugi pies to golden, albo york, wiele złego wyrządziła Quote
Rinuś Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Nie wiem jak wy,ale ja nie wyobrażam sobie aby mój pies nie mógł się wysiusiać przez 10 min będąc na spacerze dopóki nie dojdziemy do łąki :shake: Co mam psa przenieść na rękach do tej łąki?żeby tylko się nie wysikał na trawie pod blokiem bo to jest straszne okropne i w ogóle tfu tfu :shake: Macie psy a zachowujecie się jak zrzędliwe Panny. Quote
Tilia Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Szarik napisał(a):Albo zwyczajne wyprowadzanie psa na siusiu na najbliższa łąkę lub niezabudowane bliżej pole. Gdzie mieszkańcy nie będa zmuszeni na wąchanie oparów moczu. Greven, nigdy nie myslałam o nauczeniu psa siusiania nad kanałami sciekowymi, ale może to i dobre wyjście... A co do rozgrywającej sie tu od paru stron dyskusji, to każdy z Was ma trochę racji. Rinuś ma trochę takie sielankowe podejście do psa. I jesli to się sprawdza w Jej okolicy, to ok. Psiaki podbiegaja do siebie, bawią się, wszyscy się uśmiechają, psiaki są grzeczne i miłe, przybiegają na zawołanie. Jesli tylko tak jest, to naprawdę zazdroszczę Ci dzielnicy, u Nas nie jest źle, ale napewno nie aż tak. Z drugiej strony ktoś zawsze może kupić sobie psiaka, lub zaadaoptowac, który nie bedzie chciał towarzystwa innych lub właściciel owego towarzystwa nie bedzie sobie życzył. Wtedy podobno zabierasz psa, albo wogóle nie dopuszczasz do spotkania. To dobre, o ile naprawdę tak jest. I naprawdę nie podoba mi się tu taki najazd na właścicieli odchodzących nieco od ideału, każdemu zdarzy się wpadka, ale wtedy uśmiech, 'przepraszam' i świat od razu jest lepszy ;) O ile oczywiście nie skonczy się tragedią. Mój psiak ostatnio podbiegł do Owczarka Niemieckiego na smyczy i chciał się z Nim bawić. Podbiegłam szybko do pana i zaczełam go przepraszać, a on na to: 'nie szkodzi, to ja przepraszam, ze nie mogę spuścić psiaka, ale niedawno miał szczepienia i się trochę boję'. No to ja zaczełam mu tłumaczyć, że nie powinnam pozwolić, zeby mój pies podbiegł, bo wiem jak to jest niewygodnie szarpać się z psem na smyczy w trakcie gdy inny usilnie chce się bawić. On znów powtórzył, że absolutnie nie ma za co. I od razu robi się człowiekowi lepiej. I odeszliśmy oboje ze swoimi psiakami z uśmiechami na twarzy. Oczywiście inaczej byłoby, gdyby jego pies okazał sie agresywny, ale Szarik by poprostu uciekł, także narazie mam taki komfort. Oczywiście każde takie zdarzenie uczy mnie wiele i staram się, by do czegos takiego nie dochodziło powtórnie. Reasumując, chcę podkreślić, że oprócz tego, że jesteśmy dogomaniakami, to jeszcze zwykłymi ludźmi ;) Otóż to- ja ostatnio w ciemnościach nie zauważyłam człowieka z psem (bez smyczy) idącego wśród zarośli. Zauważyłam tylko że moje psice dotąd coś wąchające parę metrów ode mnie do kogoś sie cieszą. Na szczęście reagują na polecenie "dziewczynki NIE WITAMY"- tracą zainteresowanie witanym obiektem i wracaja do mnie. Quote
Szarik Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 [quote name='Rinuś']Nie wiem jak wy,ale ja nie wyobrażam sobie aby mój pies nie mógł się wysiusiać przez 10 min będąc na spacerze dopóki nie dojdziemy do łąki :shake: Co mam psa przenieść na rękach do tej łąki?żeby tylko się nie wysikał na trawie pod blokiem bo to jest straszne okropne i w ogóle tfu tfu :shake: Macie psy a zachowujecie się jak zrzędliwe Panny. Sa na to bardzo proste metody, których uczy się już od szczeniaka. Np. gdy ja zaczynam biec, lub iść szybciej z moim psiakiem, to o on wie, że tu nie wolno i biegniemy do miejsca w którym zaraz mu pozwolę się załatwić, więc dzielnie wytrzymuje. Jeśli widze, ze przygotowuje się do załatwienia, to mówie stanowczo 'Szarik, nie wolno!' i zaczynam biec. Od samego początku, gdy tylko zrozumiał polecenie 'nie wolno' reagował na ta metodę. Oczywiście nie na każdym spacerze siusiu ląduje na niezabudowanej łączce, często Szarik załatwia się pod blokiem, ale wtedy, kiedy nie jest na tyle ciepło, by opary mogły udusić i kiedy nie ma śniegu, na którym pieknie maluja się żółte plamy. No, i kiedy mam na 7:30 do szkoły i wychodze z psem z zamkniętymi jeszcze oczami i nie mam siły biec na łąkę... :oops: To do mnie było z ta zrzędliwa panną? Myślę, ze za bardzo wymagająca nie jestem... :roll: Quote
Tilia Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 W zeszłym roku byliśmy z psami w Szwajcarii- byłam zachwycona, bo tam wszędzie prawie można wejść z psem, nikt się nie dziwi, nikt nie robi problemu. Nawet w małych wioskach stoją kosze z których można wziąć "doggy bag" i sprzątnąć kupkę. Dlaczego o tym piszę? Nasi znajomi tak nauczyli swoje psy, że nie sikały np na Starówce czy w innych tego typu miejscach. To tak a'propos- że można. Quote
Mokka Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Moderna napisał(a):No wlasnie... ale moze gdybysmy sie wiecej i czesciej usmiechali, zamiast burczec pod nosem, taka osoba nastepnym razem rowniez odpowiedziala tym samym i zapiela swojego psa szybko bez mrugniecia okiem ;) Ale ja cały czas odnoszę wrażenie, że cały problem tkwi właśnie w tym zapięciu psa. A jeśli ktoś się nie uśmiechnie, to już psa się nie zapina? ;) Odwołanie psa powinno być podstawowym odruchem, gdy spotka się innego, nieznanego psa, zwłaszcza niedopuszczalne (moim oczywiście zdaniem) pozwolenie na podbieganie do psa, który jest na smyczy. I nieważne, z jakich powodów ten psiak jest uziemiony. Gdybym była jednostką aspołeczną, to bym siedziała cicho, usmiechała się szeroko i pozwalała, aby mój niesocjalny burek kasował wszystkie żądne wrażeń i przygód pieski podbiegające niebacznie do niego. A że proszę, a następnie wręcz domagam się, aby psa zabrać, jestem prawdopodobnie postrzegana jako taki właśnie chamski właściciel, który nie pozwala, aby psy się poznały i pobawiły. Mój by się chętnie pobawił :mad:. Mój pies nie szczeka i właściwie nie warczy, tylko przyczai się, zamiera, po czym atakuje bez wydania jakiegokolwiek dźwięku. A przyłożyc potrafi, siła uderzenia jego kagańca może wyrządzić krzywdę, niestety. Tilia napisał(a):Na szczęście reagują na polecenie "dziewczynki NIE WITAMY"- tracą zainteresowanie witanym obiektem i wracaja do mnie. No ale Ciebie akurat na spacerach nie spotykam, wszyscy chętnie nas witają :evil_lol: Quote
Szarik Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Chciałabym, żeby i u Nas można było z psami wszedzie wchodzić. I żeby władze pomyślały o pojemnikach na psie odchody, nie mówiąc już o woreczkach. No i żeby wszyscy właściciele czuli sie w pełni odpowiedzialni za swoich podopiecznych, ale chyba wykazuje sie tu zbyt dużą wyobraźnią... Quote
Mokka Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Tilia napisał(a):W zeszłym roku byliśmy z psami w Szwajcarii- byłam zachwycona, bo tam wszędzie prawie można wejść z psem, nikt się nie dziwi, nikt nie robi problemu. Nawet w małych wioskach stoją kosze z których można wziąć "doggy bag" i sprzątnąć kupkę. Dlaczego o tym piszę? Nasi znajomi tak nauczyli swoje psy, że nie sikały np na Starówce czy w innych tego typu miejscach. To tak a'propos- że można. Nie tylko w Szwajcarii, w paru innych krajach też. W Holandii można nawet z psem wejść do ZOO. Nie wiem, czy w każdym mieście, ale są takie na pewno. Tyle tylko, że kultura kynologiczna w tych krajach jest nieco inna. Tam nie ma akceptacji dla agresji, dla niepilnowania i puszczania luzem nieposłusznych psów itp, itd. Quote
Tilia Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Mokka, żeby nie było nieporozumień- ja odwołuję moje psy i nie podbiegają do nikogo bez pozwolenia- w tym przypadku człowiek z psem przeszedł tamtędy, gdzie one akurat stały. Polecenie najczęściej wydaję jak psy są NA smyczy i ktoś zaczyna do nich zagadywać lub cmokać. Quote
Mokka Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Tilia napisał(a):Mokka, żeby nie było nieporozumień- ja odwołuję moje psy i nie podbiegają do nikogo bez pozwolenia Jakie nieporozumienia? Ja Ci wierzę bez zastrzeżeń, szkoda tylko, że tacy właściciele nie są u nas standardem. Być może byłabym bardziej tolerancyjna, gdybym nie miała na końcy smyczy odbezpieczonej bomby, a wszystkie moje próby uniknięcia kontaktu są właściwie w trosce o bezpieczeństwo strony przeciwnej. ;) Quote
Tilia Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 ok Mokka nie zrozumiałam... a to co poza podbiegającymi do mnie psami (jak ja mam swoje na smyczach) mnie na spacerach denerwuje to ludzie ciumciający znienacka do moich suk... jak nie zdążę zareagować to czuję się faktycznie jak wiatrak Quote
Zuza i Noddy Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Ja w sumie z większym chamstwem się nie spotkałam. Chyba, że jak byłam z yorkiem na plaży to np. jak zrobił kupkę to zdarzały się takie przypadki, że ludzie coś mruczeli pod nosem, chociaż i tak oczywiście sie po nim sprzątał razem z warstwą piasku tak, ze nic nie zostawało. Quote
maciaszek Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 Zuza i Noddy napisał(a):Ja w sumie z większym chamstwem się nie spotkałam.No to masz szczęście, zazdroszczę... Ja wyszłam dziś na spacer z dwoma psami. Naszym DA, 56 kilo żywej wagi i tymczasowiczką z mojego podpisu. Bazyl robił siku, kiedy zza bloku wyszedł facet z rottkiem. Pisałam tu już kiedyś o tym bydlaku - zapasiony i agresywny (jeden i drugi zresztą :evil_lol:). Facet uważa, że jego pies to oaza spokoju i święta krowa. Ma na pieńku z całym osiedlem. Jego pies zagryzł kiedyś boksera. Na mnie sie rzucił, kilka innych osób przewrócił i poturbował. Facet jest byłym SBkiem i jest nie do ruszenia. To znaczy pewnie dałoby się coś z nim z tym zrobić, ale wszyscy musieli by zgłaszać sprawy na policję itd., a ludzie jak wiadomo (przynajmniej większość) unika kłopotów. A wracając do dzisiaj - skróciłam warczącego Bazyla (niestety nie kocha innych samców), Ziutkę też na wszelki wypadek przyciągnęłam do siebie, uspokoiłam swojego psa i czekam. Facet widzi, że czekam aż przejdzie z tą swoją gotującą się do ataku bestią, ale nic sobie z tego nie robi. W końcu jego pies też się trochę uspokoił. Ja dalej spokojnie czekam, a pan spokojnie pozwala pieskowi obwąchać trawniczek po czym - jak gdyby nigdy nic - idzie sobie w naszą stronę (zamiast iść w linii prostej do swojego bloku to postanowił sobie pójść na skos koło naszego). I nie byłoby w tym nic nienormalnego, gdyby nie to, że jego pies naprawdę jest bardzo agresywny. Na szczęście dzisiaj (wyjątkowo) był zapięty i w kagańcu. I co? Oczywiście to ja zmieniłam trasę, bo nie miałam zamiaru ew. szarpać się z dwoma psami i jeszcze kłócić z faciem (który jest chamem) :angryy:. Quote
Zuza i Noddy Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 To współczuję mieć takiego kogoś na osiedlu. Quote
patrycja_joko Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 ja to mam codziennie problem,bo teraz kupiliśmy labradorkę i sąsiadka z wielkim chamstwem rano,że wzięliśmy sobie dużego psa do domu...a co ją to interesuje nie trzymać dwa małe psy na łańcuchu,które jedzenie nie mają.Jeszcze stwierdziła,że będzie taki agresor jak nasz drugi pies a ja do niej,że co ja to obchodzi czy zazdrości czy co a że Pchła jest zbytnio nie wychowana to nasz problem i że nas stać na dobre dla psa jedzenie i specjalne szkolenie a nie tak jak ich biedne psy dostają raz na jakiś czas jedzenie.I jeszcze jej synek wtrącił,że się pozbędzie jednego psa,że jak mu kopa zasunie to padnie i że weźmie sobie wilczura a ja w śmiech i że nie stać ich na wyżywienie dwóch małych psów a co dopiero na wilczura...szkoda słów...Te psy to dokarmia najczęściej ich babka... Quote
maciaszek Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 patrycja_joko napisał(a):ja to mam codziennie problem,bo teraz kupiliśmy labradorkę i sąsiadka z wielkim chamstwem rano,że wzięliśmy sobie dużego psa do domu...a co ją to interesuje nie trzymać dwa małe psy na łańcuchu,które jedzenie nie mają.Jeszcze stwierdziła,że będzie taki agresor jak nasz drugi pies a ja do niej,że co ja to obchodzi czy zazdrości czy co a że Pchła jest zbytnio nie wychowana to nasz problem i że nas stać na dobre dla psa jedzenie i specjalne szkolenie a nie tak jak ich biedne psy dostają raz na jakiś czas jedzenie.I jeszcze jej synek wtrącił,że się pozbędzie jednego psa,że jak mu kopa zasunie to padnie i że weźmie sobie wilczura a ja w śmiech i że nie stać ich na wyżywienie dwóch małych psów a co dopiero na wilczura...szkoda słów...Te psy to dokarmia najczęściej ich babka...A nie pomyślałaś o tym, żeby to gdzieś zgłosić? Żeby odebrali im te psy? Quote
Szarik Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 maciaszek, gratuluję samokontroli. Z takimi gburami to nawet nie warto zaczynac, jeszcze są w stanie zrobić coś Twoim psiakom. Życzę wytrwałości w dalszym spotykaniu się z Nim na osiedlu... Quote
foxi Posted January 21, 2008 Posted January 21, 2008 cóż, wstyd się przyznać-ale jeśli spotykają mnie jaikeś dziwne sytuacje na spacerze-to przeważnie sama sobie jestem winna-cięty język mam więc, nie omieszkam nawrzucać sąsiadowi że cierpi na brak mózgu -pan ma według jego mniemania bardzo łagodną suńkę która bardzo lubi pieski, dlatego pan spuszcza ją bez kagańca-natomiast ta rzekomo bardzo łagodna suńka z całą zaciętością pragnie odebrać mojejmu pupilowi życie,pan jest starszy,swoje wie i żadne logiczne argumnety nie przekonowują go, nawet to że sunia pianą ze wściekłości pluje, natomiast ja jadem się rzucam na głupotę ludzką której zdzierżyć nie moge i tak zawsze dochodzi między nami do spięć Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.