Klauzunka Posted May 17, 2012 Posted May 17, 2012 a ja wczoraj w nocy wybiegałam psy na ogrodzonym placu zabaw dla dzieci. A jak to się stało: wracałam z psami po nocnym spacerze do domu drogę zagradza nam jakiś piesio i zaczyna szczekać, piesio duży, nawet bardzo (jakieś ponad 40 kilo na bank miał). Szczeka, niech sobie szczeka ale zrobiłam dwa kroki do przodu i nagle ten zaczyna warczeć. Byłam na wysokości placu zabaw, niewiele myśląc (sama byłam wystraszona, bo moje psy nie dały by rady a Teq już leżała na grzbiecie), otworzyłam furtkę i wtargnęłam na plac zabaw z psami. I się zaczęło.... Ja na placu zabaw z dwoma labami a wokół biega rozsierdzony piesio - warczy, gryzie siatkę ogrodzenia. Moje psy totalnie nim nie zainteresowane a ten ma jazdy. Ja bez telefonu, zero ludzi bo późno było, słuchajcie modliłam się, żeby ktoś wyjrzał zza okna i mnie zaczął ochrzaniać...a tu nic. Nocna fizjologia zajmuje moim psom jakieś 40 - 50 minut to ostatni nasz spacer, do domu wróciłam po 1,5 godziny - czyli jakieś 40 minut spędziłam na palcu zabaw zanim piesio sobie nas nie odpuścił.... Quote
strix Posted May 17, 2012 Posted May 17, 2012 [quote name='Klauzunka']a ja wczoraj w nocy wybiegałam psy na ogrodzonym placu zabaw dla dzieci. A jak to się stało: wracałam z psami po nocnym spacerze do domu drogę zagradza nam jakiś piesio i zaczyna szczekać, piesio duży, nawet bardzo (jakieś ponad 40 kilo na bank miał). Szczeka, niech sobie szczeka ale zrobiłam dwa kroki do przodu i nagle ten zaczyna warczeć. Byłam na wysokości placu zabaw, niewiele myśląc (sama byłam wystraszona, bo moje psy nie dały by rady a Teq już leżała na grzbiecie), otworzyłam furtkę i wtargnęłam na plac zabaw z psami. I się zaczęło.... Ja na placu zabaw z dwoma labami a wokół biega rozsierdzony piesio - warczy, gryzie siatkę ogrodzenia. Moje psy totalnie nim nie zainteresowane a ten ma jazdy. Ja bez telefonu, zero ludzi bo późno było, słuchajcie modliłam się, żeby ktoś wyjrzał zza okna i mnie zaczął ochrzaniać...a tu nic. Nocna fizjologia zajmuje moim psom jakieś 40 - 50 minut to ostatni nasz spacer, do domu wróciłam po 1,5 godziny - czyli jakieś 40 minut spędziłam na palcu zabaw zanim piesio sobie nas nie odpuścił....[/QUOTE] Nieźle. Zapamietam sobie tę historię na wypadek, gdyby mi się znowu nie chciało szukać komórki przed nocnym spacerem. Dobrze, że nic się nie stało. Quote
omry Posted May 17, 2012 Posted May 17, 2012 Wczoraj byliśmy na wieczornym spacerze nad rzeką. Wracamy, Iwan już padnięty, ale wącha sobie trawkę trochę metrów od nas. Avril za nim krok w krok. Nagle podbiegł do nich średniej wielkości kundel, najpierw powąchał się z Avril, a jak Iwan do niego podszedł, to ten rzucił mu się do gardła. Iwan nie wiedział, co ma zrobić, warczał, ale starał się wycofać, jak zawsze. Pies nie przestawał, co chwilę rzucał się na Iwana. To była chwila, ale bardziej martwiłam się o Avril, niż o Iwana, bo biegała wkoło tego psa jak głupia. Iwan wciąż warcząc odwrócił się i chciał biec do nas, gdy ten pies złapał go paszczą za tylną łapę. Porządnie go złapał. Byłam w szoku, pies dwa razy mniejszy i trzy razy lżejszy, do tego już raczej niemłody rzuca się zawzięcie na rottka.. Myślami już widziałam jak Iwan robi z niego sieczkę, ale on na szczęście tylko odwinął się, kłapnął mu zębami przed pyskiem i znowu zaczął do nas biec. My już byliśmy blisko i myślę, że dlatego pies zrezygnował z dalszego ataku. Za tym psem był jeszcze jeden, ale jego widzę tam zawsze i on tylko obserwował, za to tego widziałam pierwszy raz. Jeśli znowu będzie podobna sytuacja to pójdę do tego domu, pod którym siedziały i zapytam, czy to ich pies. Z łapą na szczęście wszystko w porządku, ale przestraszyłam się masakrycznie. Quote
Tusia&NN Posted May 18, 2012 Posted May 18, 2012 [quote name='darunia-puma']kochana Ty jesteś z Wałbrzycha? No super to mnie rozumiesz ;-) jakie masz psiurki że takie kg ciągniesz na smyczach ? ;-)[/QUOTE] Całe życie mieszkałam w Wałbrzychu, ale w końcu nie wytrzymaliśmy i się przeprowadziliśmy na wieś pod Wałbrzych :multi: tam jest znacznie lepiej - w prawdzie wszyscy muszą podchodzić pod płot sobie pooglądać pieski (co im się wybitnie nie podoba), ale poza tym przekonanie jest takie, że pies na wsi musi być, najlepiej duży, żeby pilnował. No i ma oczywiście szczekać, więc jak naszym się zdarzy, to nikt nie ma pretensji. Póki co nawet komentarzy na temat spania takich dużych psów w domu nie słyszałam, to już w ogóle super ;) A moje pieski to dog niemiecki, wilczarz i borzoj, więc maleństwa :evil_lol: Quote
gops Posted May 18, 2012 Posted May 18, 2012 do nas wczoraj radośnie podbiegł border z ząbkami na wierzchu a pani mi tłumaczyła że on się tylko tak uśmiecha :) nie zaatakował tylko próbował dominować, sztywno chodził w koło mojej suki, chciał kłaść na niej łape , oba podobnej wielkości wiedziałam że moja zaraz nie wytrzyma i mu wpieprzy(zdziwiłam się że nie zrobiła tego od razu jak zwykle w takich sytuacjach) więc podeszłam złapała bordera za obroże i zaprowadziłam właścicielce , mina tej kobiety bezcenna . nie była raczej na mnie zła, bardziej zdziwiona , powiedziałam jej że moja by zaraz nie wytrzymała i tylko by kłaki fruwały i chyba zrozumiała. Quote
Bogarka Posted May 18, 2012 Posted May 18, 2012 Dzisiaj rano musiałam uciekac przed psem z którym Hadar sie kiedys prawie pogryzł, i jesli dobrze pamietam wtedy sie nie bardzo słuchał swojej pani. Tym razem pani nie widziałam tylko psa który sie patrzył w strone Hadara ale na szczescie nie podszedł. Pania znalazłam gdzie indziej - jesli to była jego pani widziałam tylko pania z sama smycza bez psa - tam gdzie przed jej psem uciekłam. Quote
Klauzunka Posted May 18, 2012 Posted May 18, 2012 do nas wczoraj radośnie podbiegł border z ząbkami na wierzchu a pani mi tłumaczyła że on się tylko tak uśmiecha :smile: padłam :diabloti: Quote
strix Posted May 18, 2012 Posted May 18, 2012 [quote name='gops']do nas wczoraj radośnie podbiegł border z ząbkami na wierzchu a pani mi tłumaczyła że on się tylko tak uśmiecha :) [/QUOTE] :eek2: Najlepszy tekst, jaki do tej pory słyszałam! Quote
Soko Posted May 18, 2012 Posted May 18, 2012 Może po prostu tacy właściciele czytują ten wątek i próbują być bardziej kreatywni, coby nam się podbiegacze nie znudziły? Quote
marmara_19 Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 uwielbiam gdy ktos puszcza agresywnego kundla do moich zasmyczonych psow... Dziwne, z ekudnel odrazu z zebami startuje.. a moj poczwar dostaje luz(na 8m flexi) aby mogl sie obronic. Ja dostaje opiernicz za to, ze intruza odganiam a swojego nie skracam;/ A jak chce go puscic to niech pusczze.. to moj tamtego pewnie pogryzie.. Nosz... 2 dni temu zostalam okrzyknieta agresywna wlascicielka bo ogdganialam agresywnego psa.. Przeciez to takie normalne, ze pies atakuje mojego owczara bedacego na smyczy.. i dziwne jest to, ze nie uciekam ze swoim ani nie sciagam go na smyczy.. A moj biedny pies tylko uniki robil.. to jakas c..a musi z niego byc skoro odchodzi przed agresorem polowe mniejszym od niego.. Az zaluje, ze pies mi sam pod noge nie podszedl.. Ciekawe co by wtedy zrobili. Dzownili na SM, ze im psa skopalam? kiedy to ja musialam bronic swoje psy przed agresorem?;/ Quote
evel Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 Zastanawia mnie czasem ten paradoks. Nasz pies się nie broni - ale z niego lama, nie? Nasz pies się broni - zamknąć agresora, zakagańcować i w ogóle najlepiej do klatki na kółkach i pod prąd. Zidiociali ludzie. Quote
Soko Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 Idę z Werą na spacer i widzę jak z daleka jakaś pani łapie panicznie bokserkę na smycz. Następnie wychodzę z Happy, spotykam ją znowu i muszę się drzeć, że proszę zabrać tego psa. :lol: Quote
PaulinaBemol Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 dziś poranny spacerek psiul w kagańcu, luzem. Widzę przed nami jakaś dziewczyna coś łowi więc wołam psa i zapinam na smycz. Podchodzimy śliczny młody seter jeży się trochę raczej ze strachu ale próbuje podchodzić. Pytam czy możemy podejść dostaję zgodę ale widzę że z wahaniem i wtedy pada pytanie "bo pies nie jest agresywny prawda?no bo kaganiec" rozśmieszyło mnie to bo mój zero agresji przejawił w sumie nawet nie był za bardzo zainteresowany a seterek najeżony :diabloti: ale wiadomo jak ktoś psa spuszcza w kagańcu to na pewno agresywny :roll: Quote
zaginiona sara Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 Co do uśmiechania mój mix dalmata tak robił :D, oczywiście na widok domowników a nie obcych psów. Quote
strix Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 [quote name='evel']Zastanawia mnie czasem ten paradoks. Nasz pies się nie broni - ale z niego lama, nie? Nasz pies się broni - zamknąć agresora, zakagańcować i w ogóle najlepiej do klatki na kółkach i pod prąd. Zidiociali ludzie.[/QUOTE] Moje się nie bronią. Faust się nie broni, bo taką ma naturę. Kiedyś wszczynał bójki głównie ze strachu, teraz jest pacyfistyczny do przesady. Bruno, bo mu nie pozwalam - ma duże szanse wygrać dużą część takich konfrontacji i jest prawie pewne, że mu sie spodoba i sam zacznie prowokować. Stąd się właśnie biora agresywne podbiegacze - część to psy socjalizowane na siłę, które właściciele zmuszali do kontaktów z psami. Były albo gryzione albo dominowane (a część właścicieli uważa, że na tym polega psia 'zabawa') i teraz same bronią się poprzez atak. Tak mi podpowiada doświadczenie, bo widzę, co wyrosło z psów sąsiadów, które były zmuszane do kontaktów ze wszystkimi bez wyjątku psami jako szczeniaki. Quote
strix Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 [quote name='zaginiona sara']Co do uśmiechania mój mix dalmata tak robił :D, oczywiście na widok domowników a nie obcych psów.[/QUOTE] Mój Faust też tak robi ale się nie jeży tylko podbiega machając ogonem z opuszczoną głową i uszami w tył. Quote
omry Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 evel, mi Iwana zwyzywali kiedyś, że to dupa wołowa i takie tam, bo nie odpowiedział na zaczepkę ONka. To przykre trochę. Nie dlatego, że śmiali się z mojego psa, ale dlatego, że byli dumni ze swojego, który kłapał Iwanowi paszczą przed oczami. Quote
szeol74 Posted May 19, 2012 Posted May 19, 2012 My zazwyczaj mamy spokój bo na końcu smyczy rottweiler:) Lagodna, ponadpiecioletnia sucz. Nauczona tego, zeby nie reagowac na dziamgacze i podbiegacze, ale widomo, swoja wytrzymalosc ma. Generalnie ludzie w wiekszosci zabieraja psy na sam nasz widok. ALe mamy na osiedlu CC, w typie CC aczkolwiek ladna sucz. Atakuje strasznie, chodzi na flexie. Staramy sie omijac z daleka, ale .... jakis czas temu, wieczorem, dosc ciemno wyszlam na spacer - i nagle przez pol podworka i trawniki pedzi CCtka z ujadaniem i piana na pysku, a za nia dziewczyna na drugim koncu flexy. Zaslonilam moja, wydarlam sie, a dziewczne nieskruszone ze ona jej nie moze utrzymac i o co mi chodzi.... nie no, o nic. Jej pies zatrzymal sie na mnie, moja sucz juz wsciekla, ja trzymam swoja i jej za obroze, ale o nic mi nie chodzi. Blond na glowie i zafundowala bez farby przez te kilka minut stresu:/ Quote
zaginiona sara Posted May 20, 2012 Posted May 20, 2012 [quote name='strix']Mój Faust też tak robi ale się nie jeży tylko podbiega machając ogonem z opuszczoną głową i uszami w tył.[/QUOTE] Dokładnie i bez warczenia :), goście wchodząc z nami byli bardzo zdziwieni, że pies szczerzy na nas kły :D Quote
ajeczka Posted May 20, 2012 Posted May 20, 2012 Moje ttb uśmiecha się pełnym pyskiem. Znajomi to wiedzą i lubią, ale nikomu obcemu nie chciałabym fundować widoku rozpędzonego amstaffa z pełną klawiaturą na widoku ;-) Nasze psy spotykają się się wieczorem na psiej łące i bawią w kilka sztuk różnej wielkości. Ostatnio doszedł do tego towarzystwa długowłosy onek. Pan chodził z nim na smyczy, wczoraj udało się go namówić na puszczenie młodziaka. Po dostosowaniu się do stada, bawił się w najlepsze. Niestety ostatnio pętają się tam też wsiowe burki. Jeden chodzi w odwróconej kolczatce. Szczerze mówiąc, wkurza mnie to, bo te psy podchodzą do naszych, a ja nic o nich nie wiem (szczepienia, odrobaczanie, pchły). Nie wiem czyje to burki, ale jak się mieszka na wsi to tak jest. Dobrze, że nie są nastawione konfrontacyjnie. Quote
PaulinaBemol Posted May 22, 2012 Posted May 22, 2012 dziś rano z Bemolem na spacerze "przyatakowały" nas dwa jamniory, zawsze bez smyczy zawsze luzem. Bemol miał je w głebokim poważaniu a ja tylko obserwowałam żeby nie podeszły za blisko żeby ugryźć. Jamnory w sumie za mną stały i ujadały a Bemol wąchał coś na długiej smyczy przed nami. Trwało to chwilę Pani psiaków doszła w końcu do nas i pełna zdziwienia stwierdza że łał jaki nie agresywny pies, że uwagi nie zwraca,że rzadko się zdarza i że możemy iść ona teraz popilnuje żeby nie poleciały za nami. Czy ja powinnam tej Pani podziękować? Bo nie podziękowałam. Quote
Olson Posted May 22, 2012 Posted May 22, 2012 Myślę, że to akurat wątek, w którym mogę to napisać. Może akurat ktoś miał podobną sytuację i mi pomoże... Przez płot mam sąsiada (znaczy moja działka, kolejna szeroka na jakieś 30m, i jego działka), który półtora toku temu (a może nawet i nie?) kupił sobie sznupa olbrzyma, oczywiście psa. Dawniej (2, może 3 lata do tyłu) uśpił również podobne czarne kudłate coś - był to również chłopak (jego zdaniem to też był sznaucer olbrzym - ja nie wiem, wtedy jakoś mało mnie to interesowało) - piesek miał bodajże 11 lat, nie mógł chodzić, były z nim problemy - uśpił. Sytuacji nie znam, więc nie oceniam. Jednak problemem jest to, co dzieje się z obecnym sznupkiem. Młody ma kojec 2,5mx1,5m z czego połowę zajmuje buda, na podłodze stoi stary zielony zdarty emaliowany garnek, w którym pies dostaje jeść. Gość wypuszcza go 3 razy w tygodniu za każdym razem na jakieś 4-5 minut (dosłownie! nie przesadzam) - pies po wyjściu z kojca biega jak oszalały w koło domu, w pysk chwyta najczęściej co mu wpadnie pierwsze "pod łapę" - zdarza się, że jest to kawałek drewna ułożonego na stosie, butelka plastikowa czy coś takiego. Na jedno skinięcie ręki sąsiada wchodzi do kojca i zostaje tam bez przerwy na kolejne 48 godzin z jednym spotkaniem z człowiekiem podczas gdy ten daje mu jeść. Mnie oczywiście serce boli, że ten bidulec musi siedzieć w tym kojcu jak skazaniec. Szczególnie jak moja Whisky bawi się gdzieś piłeczką albo zabawkami z tej strony podwórka to on wtedy wyłazi z budy, siada sobie i wbija wzrok w zabawki... Dodam tylko, że pies nie miał na szyi nigdy obroży, nie był w życiu prowadzony na smyczy - kiedy pojechali do fryzjera (póki co był raz, sąsiad wcale go nie czesze) to przyjechał autem transportowym, wsadził obrośniętego psa na pakę a potem przywiózł ogolonego na łyso szczyla. A co ja zrobiłam w tej sprawie, żeby chociaż bidulowi pomóc. Zapytałam się sąsiada dlaczego nie wypuszcza psa... Odpowiedź była prosta i oczywista (dla niego) - to jest pies, a pies obsikuje mu krzaczki w ogródku (!). Tylko dlaczego po raz kolejny popełnił ten "błąd" skoro przez 11 lat miał psa i też go nie wypuszczał bo oblewał mu krzaki? Dodam jeszcze, że gość ma kasę, poza tym ogródek ma wypielęgnowany, ciągle coś w nim dłubie, sadzi, plewi, kosi, etc. Kilka razy proponowałam mu, że dam psu jakieś zabawki skoro on nie chce mu kupować - ten ze śmiechem stwierdził, że to jest pies do obrony podwórka, a nie do zabawy zabawkami (ciekawa jestem jak on ma "bronić" tego podwórka w tym kojcu??). To tyle... Nie wiem co z tym zrobić. Trochę mi smutno jak patrzę na Mlodego - marnuje się.. Quote
Soko Posted May 22, 2012 Posted May 22, 2012 Ja mam identycznie z Werą. Po miesiącu gapienia się na szczeniaka na łańcuchu poszłam, zapytałam czy mogę wyprowadzać, odmówiłam pieniędzy (żeby im się nie odwidziało jak kiedyś nie będą mieli zapłacić). Powiedziałam, że dużo by mi to dało, że się tresurą interesuję, behawiorystyką, studia, itepe. Nic nie mówiłam o tym, że źli są bo psa na łańcuchu trzymają czy dlaczego, czy że powinni z nią wychodzić, spuszczać itp., tylko że ja mam prośbę i ja bym chciała i czy oni by mogli ;) Tak poza tym nie wiem czy są to warunki które jakaś służba uznałaby za niewłaściwe.. ale możesz próbować dzwonić, bo pies nie ma zapewnionej wystarczającej ilości ruchu, a taki jest przepis. Quote
strix Posted May 23, 2012 Posted May 23, 2012 (edited) Olson, zapytaj pana jak mu pies z kojca obroni to podwórko. I powiedz, że pies, który nie ma więzi z właścicielem będzie bronił siebie a nie właściciela. W sytuacji zagrożenia natomiast najprawdopodobniej zwieje. Cytuję tutaj najbardziej doświadczonego hodowcę i trenera psów obronnych na świecie - Eda Frawleya z hodowli Leerburg. Edited May 23, 2012 by strix Quote
bonsai_88 Posted May 23, 2012 Posted May 23, 2012 Pogadałabym z takim.... Mam od paru miesięcy psa, który spędził ok. 4 lata życia na łańcuchu "pilnując" domu - właściciela widział raz na tydzień [jeśli było dobrze], karmiła go sąsiadka. Spuszczany nie był, bo ucieka... Kiedy moja mama zaczęła go spuszczać [w sumie - ląduje na łańcuchu tylko jak ma zostać sam, bo inaczej leci za samochodem, a bramy na razie nie mamy] okazało się, że Rocki za cholerę nie chcie siedzieć na podwórku. Na początku zwiewał bardzo, teraz już prawie nie ucieka :). Po za tym na początku kładł się po za terenem podwórka i tam stróżował, dopiero po 2 miesiącach mu to przeszło.... Do dzisiaj pozwala absolutnie każdemu wchodzić, a złodziejowi pomógłby pewnie w niesieniu łupów ;). Za to zaczyna powoli bronić naszej rodziny, poprzedniego właściciela miał głęboko pod ogonkiem. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.