Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Też mamy taką... Zwyzywała mamę od wariatek, bo jej wielka mastifka potrafi lecieć całe pole do moich kundli, jak je zobaczy, po czym staje i warczy, a waży z 70 kg, a moje razem 25. I mama się dowiedziała, ze czego tu łazi, jak nad psami nie panuje - jeden na smyczy (szczekacz), a drugi, mały, luzem, za nogami mamy. A jej suka leci na nas i to moja mama ma tam nie chodzić. Ludzie są takimi kretynami, ze aż boli.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ewa&Duffel napisał(a):
A my dziś mieliśmy 'uroczą' przygodę na porannym spacerze :roll: Idziemy sobie przez pole, z daleka widzę babkę z rottweilerem, wiem, że to samiec, więc schodzę z psem na bok, jakoś z 15 metrów odchodzimy, rzucam mu śnieżki, czekamy, aż przejdą. W końcu jak są na naszej wysokości, to zatrzymują się, babka staje, pies też. Pies luzem, bez kagańca. Babka się pyta o płeć mojego, odpowiadam, że pies. No i zaczyna się: że po co ja tu chodzę, jak widzę, że ona idzie, że mogłam zmienić trasę, że ona swojego psa nie utrzyma, że ona tu mieszka (niedaleko pola są domki jednorodzinne) i nie może nawet spokojnie iść na spacer, bo całe osiedle tu chodzi:roll: Cóż, chyba się paniusi coś pomyliło, odpowiedziałam spokojnie, ze jak nie panuje nad swoim psem, to niech z nim nie wychodzi, trzeba było sobie yorka kupić:roll: Zresztą co to w ogóle za stwierdzenie, że jak ktoś mieszka w pobliżu danego miejsca, to tylko on może tam chodzić na spacery :roll: Brak słów po prostu, jeszcze na koniec zaczęła mnie wyzywać od debilek, przypomniało mi się powiedzenie "Nie dyskutuj z idiotą, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem", więc dałam spokój. Szczerze mówiąc nie rozumiem, po ona się tak pluła, jej pies stał grzecznie obok niej i patrzył na nas, więc jakichś specjalnych problemów z utrzymaniem go nie miała :roll:


:crazyeye: Czytając niektóre opowieści naprawdę docien:crazyeye:am swoje miejsce zamieszkania. Mogłabym postawić się na miejscu tej kobity- też mieszkam "w polu" i mogłabym mieć pretensje do całego osiedla, bo wszyscy wyprowadzają tam swoje psy. Jest dog niemiecki- super usłuchany i w dodatku przepiękny, labradory sztuk 2, co najwyżej się przywitają i idą za panciami, mały kundelek zapatrzony w opiekunkę jak w obrazek, i jamnik- jak to jamnik- może niezbyt posłuszny, ale całkowicie nieszkodliwy. Tylko jeden pseudomegagolden dostaje piany jak widzi psa, w dodatku wyprowadza go 10 letni gówniarz, który go szuje na inne psy, ale oni chodzą gdzie indziej. Parafrazując klasyka "na moje pole nie wlata" ;) I jeszcze husky, którego Bajka się boi, bo zdarza się, że leci na nas jakby zaraz miał wzbić się w powietrze, ale zatrzymuje się kilkanaście metrów przed nami i zaraz zawraca... :niewiem:
Jakby ktoś miał dosyć tego typu sfrustrowanych pań, to zapraszam.

Posted

Też mamy takiego mega wielkiego goldena-nie goldena, białego. Piękny jest, ale... Gwałci wszystko, co się rusza, a państwo stoją z piwkiem i się cieszą. Kiedyś dziewczyna stanęła okrakiem nad swoją ONką i ją na smycz zapinała, a ten bydlak na nie skoczył, przewrócił i gwałci obie piętrowo. A pańciostwo co? Cieszą się. Byłam z innymi psiarzami, więc ruszyliśmy stadnie na pomoc. No masakra jakaś. Dziewczyna była drobniutka, moze 50 kg, a ten pies ważył tyle, co ona...

Posted

Ja na szczęście też nie mam źle na co dzień ;) Tamto pole jest kawałek od nas, chodzę tam na dłuższe spacery. Koło domu mamy polanę, na która przychodzi większość psiarzy z osiedla i nigdy żadnych problemów nie było. Każdy się uśmiecha, wita się, wiemy, które psy są przyjazne, a które raczej nie przepadają za innymi czworonogami. Na osiedlu jakoś też mamy odpowiedzialnych psiarzy, sporo psów chodzi luzem i wiadomo, że się przywitają grzecznie, jak jakiś pies jest agresywny, to na smyczy, w kagańcach też sporo psiaków chodzi. Jak rano wracaliśmy przez osiedle, to pan z agresywnym DONem zszedł na bok, żebyśmy mogli spokojnie przejść i uśmiechnął się. Bardzo lubię takich ludzi :) A że za dobrze nie może być, to czasem dla równowagi spotyka się kogoś takiego jak owa paniusia z rottkiem :roll:

Posted

widzę że wiele z Was ma przykre doświadczenia z psami na spacerach... ;-(
Ja 2 godziny temu wróciłam ze spaceru z moimi psami i Shilla ( ok. 40kg) i Seth ( ok. 50kg) na smyczach, w kagańcach koło mnie. Naprzeciwko nas idzie kobieta z rękoma w kieszeni a obok niej labek wariuje... jak tylko ich zobaczyłam stanęłam z moimi psami i czekam aż raczy wziąć psa na smycz, aż nagle .... już sięga do kieszeni, ja szczęśliwa że smycz wyciąga a ona telefon, bo akurat do niej ktoś dzwoni... i dalej bez smyczy idzie na nas....brak słów!!!
Drę się do niej aby wzięła psa na smycz, a ona tylko machnęła ręką i dalej swoje.... wiem, że za chwilę będzie jatka, bo mój samiec nie toleruje żadnych dużych psów, a suka mimo iż opanowana to idzie jak w dym za Sethem... jestem w stanie je utrzymać jeśli żaden delikwent do nas nie podejdzie, możemy się minąć i jest w miarę oki, fakt Seth się rzuca, ale nie było sytuacji aby mi się wysmyknął z rąk... i nagle labek na nas zrobił rurę, już nawet nie wiedziałam czy dla zabawy czy do potyczek z moimi, zdarzyłam jedynie jednym ruchem ściągnąć swoim kagańce, widziałam tylko wszystkie zęby Setha i jego kark, to mi wystarczyło... drę się do kobiety, a ona NIC!!! żeby chociaż raz zawołała do swojego psa... no i się zaczęło ( mój jest kastratem i niekiedy psy traktują go jak sukę czego wprost nienawidzi) !!! Momentalnie lab wskoczył na Setha, ten furia, no i mamy efekt ja z dwoma bydlakami na smyczach i kotłujący się z nimi lab... reakcja właścicielki - pisk !!! Że moje potwory zagryzą jej psa!!! Nie wytrzymałam nerwowo!!! Krzycząc odwołałam moje psy sama wskakując i przygniatając laba do ziemi!!! Efekt lab pysk zakrwawiony, ja ręka załatwiona, tylko krople krwi na śniegu ( lab mnie ugryzł) moje psy z boku stoją i tylko sapią wściekle ( na szczęście nic im się nie stało) kobieta w końcu podbiegła do swojego i go zapięła....i co robi pyskując odchodzi od nas... o nie moja droga panno - tak nie będzie wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po policję że zostałam zaatakowana z moimi psami przez agresywnego psa, który był bez kagańca i bez smyczy, do tego agresor!!! Babka uciekła ( wiem przynajmniej gdzie mieszka) policja przyjechała spisała zeznanie zobaczyli moją rękę i masę krwi na śniegu, pytali czy wiem gdzie ona mieszka? No i podeszliśmy pod jej blok... pokazałam gdzie, zapytałam czy mogę odejść, bo jadę na pogotowie... oczywiście powiedzieli że nie ma problemu i że będą ze mną w kontakcie.... ciekawa jestem jak to się zakończy????

Posted

Wczoraj pojechaliśmy na boisko koło zakładu karnego, gdzie jest zawsze kilku psiarzy. Spotkaliśmy faceta, który puścił swojego psa (mix ONka), by ten się z Iwanem pobawił. No to my też Iwana spuściliśmy, psy poskakały minutę, po czym tamten zaczął się na Iwana rzucać. Iwan nabuzowany, ale dał się odwołać i olał psa. A my co usłyszeliśmy? 'Aaaa, bo on ostatnio jakoś się rzuca na psy. Szczególnie na takie małe jak ten york!'. Wtedy zdębiałam. Tori jakieś 5 metrów dalej wąchała sobie śnieżek i jak pomyślałam, że w pewnym momencie on by do niej podleciał i złapał ją w zęby to zbierałam swoją szczenę z ziemi.
Uciekliśmy na drugi koniec boiska, gościu poszedł do domu, a tam z samochodu wysiada sunia mix asta i samiec czekoladowy lab. Oczywiście pędem do moich. Moje psy nie wiedziały, co mają zrobić, bo te biegały od jednego do drugiego kładąc się im pod pyskami i liżąc je. Pańcie w tym czasie starały się odwołać psiaki. Z marnym skutkiem, oczywiście. Iwan trochę się pobawił, Tori starała się unikać tych natrętów. Po około 10 minutach pobiegły do innego psa.

Posted

Darunia, polewaj rękę wodą utlenioną.
Ja raczej jak miałem dużego i ciętego psa, to na dzieńdobry pryskałem gazem wszystkie podchodzące psy, a jak nie zdążyłem, to pozwalałem mu samemu wstępnie załatwić sprawę. (mój nigdy nie chodził w kagańcu).

Posted

cienkun ja również często - gęsto się zastanawiam nad zakładaniem moim psom kagańców, robię to ponieważ niektórzy byli oburzeni tym że mam dwa duże psy i są TYLKO na smyczy! No a w domu rośnie mały Ast samiec, więc nie wiem jak to będzie ? Mam nadzieję że na widok trzech psów, z czego jeden to Ast będą zapinali swoje psy na smycze.
Ręka strasznie mnie rwie, sądzę że nie jest do szycia, ale wygląda paskudnie.... muszę się dowiedzieć czy tamten psiur miał szczepeinia.... bo inaczej.....

Posted

darunia-puma napisał(a):

Ręka strasznie mnie rwie, sądzę że nie jest do szycia, ale wygląda paskudnie.... muszę się dowiedzieć czy tamten psiur miał szczepeinia.... bo inaczej.....

Jak to "sądzisz"? Idź do lekarza, niech on osądzi. Rany po psie potrafią się paprać. Standardowo też po pogryzieniu podaje się szczepienie przeciwtężcowe, chyba że masz aktualne. Z tego co pamiętam, lekarz ma obowiązek zgłosić pogryzienie do sanepidu, a sanepid żąda obserwacji psa - niezależnie od tego, czy był szczepiony, czy nie. Obserwacja jest płatna i obciąża, rzecz jasna, właściciela psa.

Posted

darunia-puma napisał(a):
cienkun ja również często - gęsto się zastanawiam nad zakładaniem moim psom kagańców, robię to ponieważ niektórzy byli oburzeni tym że mam dwa duże psy i są TYLKO na smyczy! No a w domu rośnie mały Ast samiec, więc nie wiem jak to będzie ? Mam nadzieję że na widok trzech psów, z czego jeden to Ast będą zapinali swoje psy na smycze.
Ręka strasznie mnie rwie, sądzę że nie jest do szycia, ale wygląda paskudnie.... muszę się dowiedzieć czy tamten psiur miał szczepeinia.... bo inaczej.....

straszne co napisalaś powyżej. Masz pewnie psy z ogonami do góry zawiniętymi?
Lab tez ma zęby - pisałam o tym dość niedawno. ech...
I o durnych wlaścicielach.
Z ręką do lekarza lepiej idź - niech zobaczy co i jak. W końcu to rana.
Nie zazdroszczę przeżycia i takiej niezbyt rozgarnietej sąsiadki.

Posted

macie rację dzwoniłam do męża czekam aż przyjedzie i jedziemy na pogotowie niech to zobacz y lekarz.... mam nadzieję że kobieta za to odpowie.
Szkoda mi tego psa skoro za właścicielkę ma wariatkę niebaczącą o jego bezpieczeństwo. Naprawdę martwię się jak będę na wiosnę wychodziła z trzema psami.... brak słów co do nieodpowiedzialności innych

Posted

Spaceruję z moim ttb na smyczy lub lince. Ci co nas znają nie odwołują swoich psów, ale często spotykamy obcych psiarzy. Ci natychmiast zapinają swoje psy, biorą na ręce, idą w drugą stronę szybkim krokiem. Zdarzają się wyjątkowe przypadki, które ostrożnie podchodzą i pytają czy psy mogą się poznać. Potem są zachwyty jaki to miły i grzeczny piesek.

Posted

ajeczka ale widzisz tak jak piszesz ludzie w podświadomości mają że ttb to psy mordercy, niestety u mnie w okolicy również tak jest i uciekają na wasz widok.... możesz mi uwierzyć czasami mi tego spokoju brakuje jak idę z moimi, wszyscy zapiesi i niezapsieni wpychają łapska do moich psów z zachwytem " ooooo husky!!!!"
po pierwsze to nie husky, po drugie to nadal psy p ok. 50kg każdy i na koniec Seth znalazł się w schronisku bo pogryzł dziecko właścicieli i go wykopali z domu, czy ja wszystkim muszę swoją litanię wykrzykiwać na ulicy??? Obce psy nie są do głaskania i obściskiwania, ja nikomu nie miętoszę dziecka w wózku, niestety jak któryś użre to ja będę odpowiadała za nie..... aaa szkoda słów może faktycznie jak Carino będzie już z nami wychodził skończy się " jakie cudowne pieski"!!!!!??????

Posted

czyli twoje psy darunia mają ogony do góry zawiniete? Jak w typie "husky". Dlaczego o to pytam? Bo mój jeden lab nie trawi wszelkich psów ras pierwotnych zwłaszcza z ogonami wywinietymi do góry. Kiedyś zaatakował go malamut i to chyba po tym. Ja to wiem i wiem że nalezy się uwaga i to mocna jak w pobliżu jest pies "pierwotniak". Byc może lab tej kobiety tez miał starcie z jakimś "pierwotniakiem" a być może samce laby nie trawią tego typu ogonów? To jest gdybanie. W każdym razie kobieta zachowala się jak ostatnia niewychowana istota.

Posted

tak tak moje psiury, a zwłaszcza samiec ma mocno wygięty ogon... wiesz możliwe że właśnie tak jest jak piszesz, ja kompletnie nie jestem zła na labka ( lubię tą rasę, jak zresztą każdą) jestem zła na właścicielkę psa. Szkoda mi go, bo wyłapał za głupotę swojej pańci, wiesz zawsze dwa, trzy psy to już stado i mają większą szansę na przeżycie....
Aha mój mąż wrócił obejrzał moje łapsko i stwierdził iż nic mi nie będzie i się wygoi... dał mi tribiotik, owinął rękę bandażem i mamy zaczekać do jutra jak będzie nadal mocno opuchnięta pojedziemy na pogotowie....
Mój " mądry mąż " stwierdził iż jakby był na moim miejscu nie broniłby obcego psa ( ja na niego "wsiadłam" aby moje go jeszcze bardziej nie skrzywdziły tylko wtedy mogłam je odwołać - sądzę iż mogły wyczuć że panuję nad sytuacją ) tym bardziej że właścicielka miała go w d.... nie zgadzam się, bo wiem jakby się skończyło, albo zgonem, albo jakimś potwornym szyciem labka. Przecież nie on był problemem tylko ta KROWA! Mimo obrażeń zrobiłabym to ponownie....

Posted

darunia-puma napisał(a):

Aha mój mąż wrócił obejrzał moje łapsko i stwierdził iż nic mi nie będzie i się wygoi... dał mi tribiotik, owinął rękę bandażem i mamy zaczekać do jutra jak będzie nadal mocno opuchnięta pojedziemy na pogotowie....

To niezbyt rozsądne. Skoro już zdecydowałaś się wezwać policję, należało zadbać o wyniki tzw. obdukcji. Nie mówiąc o tym, że jeśli krew lała się tak mocno, że aż śnieg był poplamiony, to naprawdę lekarz powinien to zobaczyć - nawet dwa, trzy szwy mogą znacznie wpłynąć na wygląd późniejszej blizny, na korzyść oczywiście.

Posted

wiem masz rację oglądałam wielokrotnie rękę i uważam że nie nadaje się do szycia, miałam wielokrotnie szyte ciało ( niestety) ... Mam znajomego ordynatora szpitala w moim mieście, muszę do niego dryndnąć i zapytać co w takiej sytuacji robić, pewnie powie jak Ty że przyda się papier. Jakby co jutro rano do niego podjadę ( jeśli jutro będzie) jeśli nie to w poniedziałek da mi zaświadczenie z dzisiejszą datą ....

Posted

darunia-puma napisał(a):
, albo zgonem, albo jakimś potwornym szyciem labka. Przecież nie on był problemem tylko ta KROWA! Mimo obrażeń zrobiłabym to ponownie....

Podziwiam Cię za Twoje dobre serce :)
Ja często leczyłem pogryzienia i zawsze dobrze robiło częste polewanie wodą utlenioną.

Posted

darunia-puma napisał(a):
wiem masz rację oglądałam wielokrotnie rękę i uważam że nie nadaje się do szycia, miałam wielokrotnie szyte ciało ( niestety) ... Mam znajomego ordynatora szpitala w moim mieście, muszę do niego dryndnąć i zapytać co w takiej sytuacji robić, pewnie powie jak Ty że przyda się papier. Jakby co jutro rano do niego podjadę ( jeśli jutro będzie) jeśli nie to w poniedziałek da mi zaświadczenie z dzisiejszą datą ....


Darunia, nie zazdroszczę sytuacji... Jakieś 2 lata temu późnym wieczorem wracałam ze spaceru ze swoim psiskiem i niestety zaatakował nas samiec akity... Jakoś tak odruchowo schowałam Sajana za siebie, w związku z czym to ja oberwałam - efekt: dwie rany szarpane na lewym udzie. Oczywiście od razu ludzie, którzy widzieli całe zajście, zadzwonili po pogotowie i policję (ja byłam w takim szoku, że nie bardzo kumałam, co i jak - nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji, a psów ogólnie się nie boję).

Opierając się na moim przypadku: takich ran po pogryzieniach się nie szyje, więc Twoja też tego nie wymaga, ALE powinnaś udać się do lekarza, bo to on wystawi zaświadczenie, że zostałaś pogryziona, więc w razie gdyby właścicielka psa wykręcała się sianem, to Ty masz na to dokument (u mnie całe szczęście właściciel akity pokrył całkowicie koszty leczenia, ale przezorny zawsze ubezpieczony...).
Po drugie: od lekarza dostaniesz też odpowiednie leki, których przyjmowanie jest obowiązkowe, lekarz powinien Cię również poinformować, że może być konieczność (jeśli nie ma 100% pewności, że pies, który Cię ugryzł, był szczepiony) podania serii bolesnych, niestety, szczepionek przeciw tężcowi.
No i po trzecie: tamta baba musi iść z psem do weta - pies powinien być pod obserwacją, o ile dobrze pamiętam, przez 2 tygodnie, żeby wykluczyć jakieś choróbsko ("mój" akita, mimo szczepień, był kilka razy u weta).

BTW: niestety, taka rana po ugryzieniu przez psa bardzo boli:shake:, nawet jeśli jest pozornie niewielka...

Posted

Niestety w przypadku takich psów trzeba je samemu "wychowywać", bo właściciele cierpią na nieuleczalną głupotę.. wychowywać albo gazem pieprzowym, albo, jeśli ma się warunki, nauczyć psa że jest coś ciekawszego niż Twój pies.. np. u mnie pewna suka ONka ma w nosie Happy bo wie że zaraz jej porzucam patyk, albo nagrody itp. i mogę spokojnie poczekać aż do momentu, gdy właściciel raczy się pojawić. Co prawda jest usłuchana, ale sama metoda sprawdziła mi się też w przypadku kilku innych psów.

Posted

Ja dziś dzięki kulturze innych psiarzy zakończyłam spacer po 10 minutach :angryy: Mam średniej wielkości psiaka (takiego prawie do kolana). Szliśmy jak co dzień na popołudniowy spacerek. Tofik jeszcze na smyczy. Nagle z lasu wybiega kundel lekko ponad kolano z ciągnącą się za nim smyczą i bokserka. Mój przygotowany do ucieczki, no ale ma smycz, której nie zdąrzyłam odpiąć :shake: Jedyne wyjście? Schować się między panci nogi :cool3: Kundel z irokezem na grzbiecie, pokazujący kły. Bokserka skora do zabawy. Z lasu biegnie właścicielka bokserki i dziecko (może siedmioletnia właścicielka kundla). Bokserka, oczywiście w formie zabawy, skoczyła na mnie. W rezultacie leżałam w błocie po roztopach :angryy: Tofikowi starach minął jak ręką odjąć :cool3: Pogonił i kundla i bokserkę. :multi: Warcząc i kłapiąc zębami. Właścicielki dobiegły tłumacząc, że one tak się bawią. :mad: Jak by tego było mała bokserka wcześniej wytarzała się w odchodach (jak to jej pani stwierdziła ona tak czasem ma), co oczywiście w sposób widoczny i cuchnący widać było na moim ubraniu. No i panie skwitowały, żebym na następny raz się nie przejmowała, bo one lubią się bawić z innymi pieskami

Posted

a_niusia napisał(a):
dobra, odczep sie ode mnie i zajmij sie swoimi psami.
im rob analize osobowosci, je sobie trzymaj na linkach itd.


To może przeanalizuj swoje posty raz jeszcze i zobacz, kto sie do kogo przyczepił. :D Masz jakiś problem? Zapraszam na priv.

Posted

darunia-puma napisał(a):
cienkun ja również często - gęsto się zastanawiam nad zakładaniem moim psom kagańców, robię to ponieważ niektórzy byli oburzeni tym że mam dwa duże psy i są TYLKO na smyczy! No a w domu rośnie mały Ast samiec, więc nie wiem jak to będzie ? Mam nadzieję że na widok trzech psów, z czego jeden to Ast będą zapinali swoje psy na smycze.
Ręka strasznie mnie rwie, sądzę że nie jest do szycia, ale wygląda paskudnie.... muszę się dowiedzieć czy tamten psiur miał szczepeinia.... bo inaczej.....


Zgodnie zprocedurą, to powinnaś w te pedy iść do lekarza, który zgłosi ugryzienie do najbliższej stacji sanitarno-epidemiologicznej. Oni wyślą policję i sm do Ciebie i do tej idiotki od laba, zeby sprawdzić, czy miał szczepienia. Niezaleznie od tego, pies trafi na obserwację (14 dni). Nie bój się, nawet jeśli ma wściekliznę, co jest naprawdę bardzo mało prawdopodobne, wirus wścieklizny nie dociera do krwioobiegu tylko wolno wędruje w kierunku mózgu i jest czas na podanie Ci szczepionej zanim choroba się rozwinie (ten okres to nawet do roku u ludz!)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...