Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Co do dwóch gwałcących sie suczek ;)
W pewnej stajni dwie klacze - nierozłączne przyjaciółki - zawsze próbowały siebie pokryć. Dodatkowo nie mogły być oddzielone na dalej, niż sięgał ich wzrok. Skończyło się na tym, że w pożarze stajni 14 lutego nie dały się wyprowadzić, a jedna przeskoczyła ze swojego boksu do boksu drugiej i spłonęły razem.
Oczywiście nie interpretuję zachowania suczek jako tak samo wielkiej przyjaźni bo nie wiem jak to tam jest w innych kwestiach, ale zawsze może to oznaczać duże zaufanie w ich realcji ;) lub, po prostu ochotę na co nieco :P

Happy lubiła gwałcić moją nogę, teraz jej nie pozwalam ;)

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

zaginiona sara napisał(a):

Znajomych suczka gwałciła poduszki i pluszaki.
W jakim celu? Dlaczego?


Rozładowanie emocji, frustracji. Niekoniecznie z podtekstem seksualnym.

Posted

evel napisał(a):
Rozładowanie emocji, frustracji. Niekoniecznie z podtekstem seksualnym.

wiem, ze zaraz na mnie posypią się gromy, ale to w koncu watek o chamstwie innych psiarzy, więc na miejscu bedzie ;)
ja tak nie uważam, za długo mam psy, mam ich też kilka, a nie jednego.
To "gwałcenie" to dla mnie element dominacji. No cóż - jestem zwolenniczką dominacyjnej teorii dziejów. I dominacji w psio-ludzkim stadzie. Odkąd moja sucz nie jest "szefową" (wcześniej to ona 'gwałcila") to ją "gwałci" jej syn i drugi samiec. Co prawda Ona nadal próbuje jeszcze zdominowac ktoregos z samców, ale bez jakiegoś głębszego efektu.
Przy 3 psach to nie jest na pewno rozładowanie frustracji czy emocji - mają czas i sposobnośc aby to zrobić na długaśnych spacerach w pola. A co wiecej - na tych spacerach suka jest wręcz traktowana przez własnego syna jak worek treningowy - łapie ja za kark, przygniata do ziemi i poddusza. Wszystko jest oczywiście bezkrwawe, ale dla niewtajemniczonego ogladacza moze wygladac na atak. Po takiej sesji z podduszaniem sucz jest cała upaprana w ziemi, po chwili dalej biegają w wielkiej radości.

a czemu gwałcą pouduszki i pluszaki? hmmm, nie wiem....

Posted

evel napisał(a):
Czym innym są ruchy kopulacyjne między psami, a czym innym jest "gwałcenie" zabawek, poduszek, kocyków ;)

no dlatego napisalam, ze na poduszkach i pluszakach się nie znam.... Moje nigdy niczego takiego nie robiły. (tak w ogóle od 2 lat mocno obserwuję swoje psy i im mocniej to robie to tym bardziej nie lubię ludzi...)

Posted

panbazyl napisał(a):
no dlatego napisalam, ze na poduszkach i pluszakach się nie znam.... Moje nigdy niczego takiego nie robiły. (tak w ogóle od 2 lat mocno obserwuję swoje psy i im mocniej to robie to tym bardziej nie lubię ludzi...)


Dlatego też evel pisała wyłącznie o zabawkach i poduszkach. Obie macie rację - moim zdaniem :)

Posted

Na wczasach mieszkaliśmy w domkach jednorodzinnych w lesie - kilka domków obok siebie na ogrodzonym terenie. Jakimś cudem, mój pies zaprzyjaźnił się z sąsiadem, Seterem. Pewnego dnia bawili się w najlepsze przy ścieżce. A tu idzie jakaś starsza parka. Zaznaczam, że oba psy nigdy nie były agresywne do ludzi.
No więc skaczą sobie, bawią się ładnie i w pewnym momencie zaczęli na siebie podszczekiwać. A baba we wrzask, facet się drze na cały ośrodek "Zabierzcie te psy!". A futrzaki stoją i nie wiedzą co począć. No to poszliśmy, zabraliśmy. A facet dalej swoje i jeszcze do właściciela Setera zaczyna pyskować. :shake:

Jak ktoś się tak panicznie boi psów to mógł by z łaski swojej pojechać gdzieś, gdzie z psami nie przyjmują.

Posted

Hill wybacz, ale dla mnie reakcja tych ludzi jest całkiem na miejscu.
Każdy ma prawo się bać psów, a właściciel ma obowiązek trzymać psa na smyczy w miejscach gdzie mogą być inni ludzie

Posted

Litterka napisał(a):
Ale dzikie wrzaski na widok bawiących się psów to lekka przesada.

tylko, że są ludzie, którzy nie odróżniają bawiących się psów od walczących, zwłaszcza jeśli któryś z tych psów (a niedajboże oba) zawarczą albo zaszczekają

Posted

[quote name='Hill.']
Jak ktoś się tak panicznie boi psów to mógł by z łaski swojej pojechać gdzieś, gdzie z psami nie przyjmują.
O to jakoś coraz trudniej. Wolny rynek. Kryzys. I te rzeczy. Trochę więcej trzeba zapłacić za taki luksus - a za czyje? Bo przecież z opłaty za psy ściąganych z psiarzy, jeśli z łaski swojej zapłacą, nie dofinansują.

Posted

a ja myślę, że Hill ma rację - ja z zasady nie lubię ludzi, którym po prostu wszystko przeszkadza, jakby nie były to psy, a dzieci to też by było coś nie tak. wiele ośrodków wypoczynkowych psów nie przyjmuje i jak ktoś się ich boi to rzeczywiście może sobie do takiego pojechać. oczywiście,że jest obowiązek trzymania psów na smyczy, ale hm... moim zdaniem to czasem psy też muszą się wybiegać. ja mieszkam na wsi i nie mam takiego problemu, ale wcześniej mieszkałam w bloku i miałam jamnika, który od małego wychodził bez smyczy, nie był szkolony, ale odwoływalny i po prostu pilnował się nas. w bloku mieliśmy tylko jedną bokserkę, z którą się nie lubili i tylko raz przy windzie mieliśmy spotkanie 3 stopnia, a tak to chyba nie ma problemu się rozejrzeć i zobaczyć, że ktoś idzie z większym psem, zmienić trasę, przepuścić itd itp teraz mieszkam na wsi i mam dwa duże psy, zazwyczaj wyprowadzam je oddzielnie i puszczam w miejscu gdzie nie spodziewam się ani psów ani ludzi, czyli w dalszej części lasu. psy są odwoływalne, zawsze mam kieszenie wypchane smakołykami w razie czego, dajemy sobie radę. raz tylko spotkałam owczarka i ostatnio dziewczyne z shi-tzu, która pewnie też mogłaby o mnie napisać coś niemiłego, bo akurat jak ją mijaliśmy to Elza pociągnęła mnie, a laska wzieła maluszka na ręce. z tym, że mój pies nie jest agresywny do innych, zawsze chce się bawić, ale szanuję to, że inne psy nie chcą. mamy też w sąsiedztwie leonbergerke, która nie lubi mojej suczy - jak ją widzimy, to zmieniamy trasę, tak samo jak za nami człapie się jakiś mały Pimpuś albo biega inny pies w oddali - na smycz i tyle. raz tylko miałam u siebie taką akcję, że szłam z TŻtem, tym razem z dwoma psami i z bramy wylatuje maleństwo jakieś czarne pod nogi mojego psa, Demon chce go zeżreć, a właściciel stoi w furtce i się patrzy, ale hm... tylko grzecznie poprosiłam o zebranie psa, niestety to wieś, ludzie sami nie wiedzą po co mają psy i dla nich oba moje(nowofundland i leonberger) to kaukazy :)
myślę, że wszelkie przypadki pogryzień powinny być po prostu zgłaszane na policje i tyle. tu raczej nie chodzi o wychowywanie małych piesków, ja swojego specjalnie jakoś nie szkoliłam, ale po prostu o szacunek do innych. dzieci mają plac zabaw, żeby się wyszaleć, niektóre psy muszą się wybiegać i ja nie jestem za bezwzględnym nakazem chodzenia psa na smyczy, bo niektórzy ludzie nie lubią psów - ja mojego psa zawołam, jak będzie taka potrzeba, ale też nie widzę powodu by skracać smycz za każdym razem jak przechodzi człowiek, bo niektórym się wydaje, że są wielką personą. tak samo jak nie jestem za tym, żeby łagodne psy nie mogły się pobawić z innymi, bo non stop są na smyczy, co to za problem zapytać drugiego właściciela co on na to.
mnie najbardziej wkurzają psy latające luzem, a właściciele... siedzą sobie w ciepłym domku. na wsi to plaga i ciągle są to te same pieski, w Warszawie też miałam taką staruszkę w bloku obok, której jamniczek sobie chodził samopas i niedługo przeprowadzam się też do bloku i tam też biega sobie po osiedlu piesek, bo właścicielom trudno się ruszyć z domu.
i wkurza mnie też to, że duże psy(o ile nie są labkami), nawet jak są spokojne są postrzegane jako krwiożerczy mordercy - właściciele małych piesków nawet nie próbują ich socjalizować z tymi dużymi. moja ciocia ma jamnikopodobna sunie i jak przyjeżdża do nas na święta to jak moje psy zbliżą się do niej chociaż na metr to ujada jak opętana, a moje patrzą się na nią jak na kosmitę.
podobną sytuację miałam u weterynarza i w sumie mile się zaskoczyłam, bo drugiego, swojego psa niekoniecznie jestem pewna. w sumie to nawet nie miałam okazji tego sprawdzić, bo ludzie się go zwyczajnie boją, ale usiadłam sobie w kąciku i nagle poczekalnia zaczęła się wypełniać. kot w transporterku, dzieci, szczeniak, do którego się trochę wyrywał i nagle wchodzą dwie panie z chłopczykiem i dwoma spanielami, które się jeżą na mojego psa, mój w sumie tylko łeb podniósł i zrezygnował, ale miny oburzone, jeden piesek na ręce, drugi na kolanka - nie wyobrażam sobie, żeby w takiej sytuacji swojego psa nie skarcić. z takimi ludźmi nie warto gadać.

Posted

Beatrx napisał(a):
tylko, że są ludzie, którzy nie odróżniają bawiących się psów od walczących, zwłaszcza jeśli któryś z tych psów (a niedajboże oba) zawarczą albo zaszczekają


Moje psy jak się rozochocą w zabawie, to wydają takie dźwięki, że rzeczywiście może to brzmieć jak walka. I dlatego właśnie bawią się i przestają na komendę :D Zawsze mam ubaw jak stoją i się gapią na mnie, ja mówię 'buuuu' i w jednej sekundzie mam kotłujace się i warczące sierściuchy przed sobą. Myślę, że ktoś, kto nigdy nie miał psa rzeczywiście mógłby się przestraszyć.

Poza tym, są na świecie ludzie, którzy np. byli pogryzieni przez psa albo byli świadkami ataku (jak moja Babcia, na oczach której SS-man zaszczuł psem na śmierć jej pięcioletnią koleżankę...) i mają traumę. Takie osoby też mają prawo czuć się komfortowo na spacerach.

Posted

strix napisał(a):
Moje psy jak się rozochocą w zabawie, to wydają takie dźwięki, że rzeczywiście może to brzmieć jak walka. I dlatego właśnie bawią się i przestają na komendę :D Zawsze mam ubaw jak stoją i się gapią na mnie, ja mówię 'buuuu' i w jednej sekundzie mam kotłujace się i warczące sierściuchy przed sobą. Myślę, że ktoś, kto nigdy nie miał psa rzeczywiście mógłby się przestraszyć.

Poza tym, są na świecie ludzie, którzy np. byli pogryzieni przez psa albo byli świadkami ataku (jak moja Babcia, na oczach której SS-man zaszczuł psem na śmierć jej pięcioletnią koleżankę...) i mają traumę. Takie osoby też mają prawo czuć się komfortowo na spacerach.

właśnie ... ja byłam pogryziona i nie powiem że boję się psów , ale czuję przed nimi respekt , rozumiem ludzi bojących się a nawet wręcz wpadających w panikę na widok zbliżającego się do nich psa , każdy ma jakieś przeżycia , każdy ma jakieś fobie , trzeba zrozumieć takich ludzi , tak jak rozumiemy ludzi z lękiem wysokości , cierpiących na klaustro czy agora fobię ,
ja wyznaję zasadę , jeśli będę szanować innych (zarówno ludzi jak i zwierzęta) , odwdzięczą mi się tym samym

Posted

Ale co to za problem w ogóle z tymi psami w ośrodku? Przecież psy nie muszą się bawić w przejściu ("przy ścieżce"), bo być może będzie szedł ktoś, kto się psów boi, czy ma koszmarne uczulenie, czy wreszcie po prostu sobie nie życzy, żeby jakiś pies go obskakiwał (wiadomo jak jest czasem). Jak byłam z suką nad morzem to wybiegiwana była albo gdzieś, gdzie nie było zbyt dużo ludzi, czyli na dzikich plażach, albo na terenie ośrodka z piłką (czyli maksymalnie kilka minut to zajmowało). Jak widziałam, że ktoś idzie to odwoływałam psa i zabierałam, bo nie każdy ma obowiązek się stykać z moim psem i ja jestem tego świadoma, choć byliśmy w baaardzo pro-psim ośrodku. Trochę empatii na pewno by przeciętnemu psiarzowi, bezkrytycznie podchodzącemu do swojego pupilka, nie zaszkodziło :roll:

[quote name='karolajn']
i wkurza mnie też to, że duże psy(o ile nie są labkami), nawet jak są spokojne są postrzegane jako krwiożerczy mordercy - właściciele małych piesków nawet nie próbują ich socjalizować z tymi dużymi. moja ciocia ma jamnikopodobna sunie i jak przyjeżdża do nas na święta to jak moje psy zbliżą się do niej chociaż na metr to ujada jak opętana, a moje patrzą się na nią jak na kosmitę.

Fajnie, tylko nie zawsze jest to możliwe. Ja np. w swojej okolicy spacerowej znam z pięć normalnych dużych psów, do których się nie boję spuścić swojej suki (która też ma tendencję do rzucania się z jadaczką, ale już jest o niebo lepiej), reszta ma zryte berety.

[quote name='karolajn']podobną sytuację miałam u weterynarza i w sumie mile się zaskoczyłam, bo drugiego, swojego psa niekoniecznie jestem pewna. w sumie to nawet nie miałam okazji tego sprawdzić, bo ludzie się go zwyczajnie boją, ale usiadłam sobie w kąciku i nagle poczekalnia zaczęła się wypełniać. kot w transporterku, dzieci, szczeniak, do którego się trochę wyrywał i nagle wchodzą dwie panie z chłopczykiem i dwoma spanielami, które się jeżą na mojego psa, mój w sumie tylko łeb podniósł i zrezygnował, ale miny oburzone, jeden piesek na ręce, drugi na kolanka - nie wyobrażam sobie, żeby w takiej sytuacji swojego psa nie skarcić. z takimi ludźmi nie warto gadać.

Skarcić za co? Za wyrażanie niepewności, lęku w stosunku do innego psa? A myślisz, że jak pies przestanie wyrażać lęk, to coś w jego głowie się zmieni, czy uzna właściciela za kretyna, który mu zabrania się komunikować?

Ja też biorę sukę zazwyczaj u weta pod pachę albo na kolana i doprawdy nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Zwłaszcza jak w poczekalni są inne psy, bo Zu ma dziwne pomysły czasem, więc to dla obopólnego bezpieczeństwa. Już nie mówiąc o przypadkach, kiedy ludzie są przeciągani przez swoje psy przez cały korytarz prosto do nas, bo piesek "musi powąchać". No super, ale ja sobie nie życzę, żeby mi berneńczyk zaglądał "pod spódnicę" jak trzymam na ręku swoją sukę, albo żeby mi dog niemiecki kładł głowę na kolana, bo jest ciekawy, co trzymam :roll:

Posted

[quote name='evel']Ale co to za problem w ogóle z tymi psami w ośrodku? Przecież psy nie muszą się bawić w przejściu ("przy ścieżce"), bo być może będzie szedł ktoś, kto się psów boi, czy ma koszmarne uczulenie, czy wreszcie po prostu sobie nie życzy, żeby jakiś pies go obskakiwał (wiadomo jak jest czasem). Jak byłam z suką nad morzem to wybiegiwana była albo gdzieś, gdzie nie było zbyt dużo ludzi, czyli na dzikich plażach, albo na terenie ośrodka z piłką (czyli maksymalnie kilka minut to zajmowało). Jak widziałam, że ktoś idzie to odwoływałam psa i zabierałam, bo nie każdy ma obowiązek się stykać z moim psem i ja jestem tego świadoma, choć byliśmy w baaardzo pro-psim ośrodku. Trochę empatii na pewno by przeciętnemu psiarzowi, bezkrytycznie podchodzącemu do swojego pupilka, nie zaszkodziło :roll:
dokładnie. a potem ludzie się dziwią, że z psami nie chcą nigdzie wpuszczać, a to psiarze sami robią sobie taką 'reklamę'.

Posted

pinczerka_i_Gizmo napisał(a):
Dlatego też evel pisała wyłącznie o zabawkach i poduszkach. Obie macie rację - moim zdaniem :)

moim tez :) :) :)
Hill. napisał(a):
Na wczasach mieszkaliśmy w domkach jednorodzinnych w lesie - kilka domków obok siebie na ogrodzonym terenie. Jakimś cudem, mój pies zaprzyjaźnił się z sąsiadem, Seterem. Pewnego dnia bawili się w najlepsze przy ścieżce. A tu idzie jakaś starsza parka. Zaznaczam, że oba psy nigdy nie były agresywne do ludzi.
No więc skaczą sobie, bawią się ładnie i w pewnym momencie zaczęli na siebie podszczekiwać. A baba we wrzask, facet się drze na cały ośrodek "Zabierzcie te psy!". A futrzaki stoją i nie wiedzą co począć. No to poszliśmy, zabraliśmy. A facet dalej swoje i jeszcze do właściciela Setera zaczyna pyskować. :shake:

Jak ktoś się tak panicznie boi psów to mógł by z łaski swojej pojechać gdzieś, gdzie z psami nie przyjmują.

hmmm.. juz tyle tu napisano - jak chcesz dobrze wypocząć z psem to jedź do sprawdzonego miejsca gdzie juz byli znajomi psiarze. A jeśli jedziesz w nowe miejsce to zostaw po sobie takie wrażenie aby innych potem z psami chciano przyjmować.
Ja mam dość otwarty dom, często u mnie goszczą ludzie z psami, czesto też jakoś szkolę psy znajomym, mam na chwilowych tymczasach, ale kiedyś byla u mnie osoba z psem (wystawowy) ktora nic sobie nie robila z tego, ze jej pies chodził i za przeproszenie, szczał mi po ścianach.... Jakby to bylo takie normalne. We mnie się zagotowało, bo choc lubie zwierzaki,a le lubię miec też czysty dom. Od tamtej pory juz tak lajtowo nie podchodzę do nie moich psów....

Posted

Ja tam wyznaję zasadę, że do ośrodka psa średnio zabierać, chyba, ze do sprawdzonego. No i pies, choćby najsłodszy pimpuś na świecie, w ośrodku na smyczy i już. Dlatego staram się z psami jeździć np. na kwaterę psolubną (gdzie jest np. ogrodzony ogródek trawiasty i psa można puścić, choć my nasze mamy i tak na smyczy), a jeśli ze znajomymi, to wynająć domek z ogrodem i wtedy pies może latać luzem, bo domki wybieramy ogrodzone osobno.
Pies może się wybiegać na polach, na plaży, jeśli ludzi nie ma - jeździmy w drugiej połowie sierpnia, więc nad morzem wieczorami spokój, tam, gdzie jeździmy, są tylko dzikie plaże, więc psy szaleją. Jak ktoś idzie, od razu na smycz i z głowy, bo a to konno ktoś jedzie, a to na rowerze, a to np. ekipa z trzema akitami.
Jeśli psy się z jakimś psem zapoznają, to razem latają, ale generalnie zakładam, że to, że ja uwielbiam psy nie musi oznaczać, ze cały świat musi mieć na ich tle hopla.
Wolność moich psów kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność przechodnia - tak bym to ujęła, o ile wiecie, o co mi chodzi ;)

Co do tych kwater z miejscem dla psa - jest miejscowość Kopalino i obok Lubiatowo. Ładne lasy, piękna plaża, wiele kwater i ośrodków zaprasza z psami, drogo nie jest. My ostatnio płaciliśmy (bez psa) 30 zł za osobę w pokoju z łazienką, w domku z ogrodem, miejscem na ognisko, parkingiem i garażem na rowery (bo jeździmy z rowerami - znaczy jeździliśmy, w tym roku nie będzie wakacji, bo w czerwcu się pojawi nasz "pierwszy miot" ;) ). W pokoju obok mieszkała para z dwoma posokowcami. W domu jest na stałe malutka sunia z potwornym zgryzem i duży pies przy budzie, puszczany, jak mało ludzi i wieczorami, więc z nami wieczorem siadywał i gapił się na gwiazdy :D. Do plaży 2km przez ładny, grzybny las, do wioski z większym sklepem, bankomatem, lekarzem i weterynarzem jakieś 3km. Plaża piękna, szeroka, piaszczysta, oczywiście przy plaży bary, psy wpuszczają bez problemu. Jakby kto chciał, polecam.

Posted

No dobrze, ale chyba było by rozsądniej gdyby poprosili o zabranie psów, a nie darli się jakby ich niedzwiedz zaatakował. Nie mówiąc już o tym, że swoim zachowaniem mogli je tylko zdenerwować.

Nie wspomniałam też dość istotnej rzeczy - było to ośrodek typowo "psi". 3/4 osób tam było z psami, większość bez smyczy. Nie usprawiedliwiam się, może i mój powinien być uwiązany, ale nie zamierzam przyznać, że tamci zachowali się słusznie. Już nawet nie dodaje, że psy były cały czas zajęte sobą i podczas zabawy nawet na nich nie spojrzały.

Warto dodać, że to miejsce było dla nas zaskoczeniem. Mieliśmy jechać gdzie indziej, ale pańcie która miała nam wynająć dom się rozmyśliła "bo rodzina przjedzie" gdy bylismy juz prawie na miejscu '.' I przekierowala nas do 'znajomej' ktora ma domek w lesie.
Domek okazal sie osrodkiem - wiecej juz nie musze mowic. :angryy:

Posted

No wiesz, ludzie są różni. Mój sąsiad chciał wzywać policję na pięciolatka, syna innej sąsiadki (której nie cierpi "bo tak"), jak młody wołał pod oknem "mamo!" koło 14... Gość stuknięty, ze hej, ale już tak ma. Inny zawsze każe przestawiać samochód, bo mu się blokuje garaż, wystawia samochód, robi rundkę po najbliższym kwartale ulic i wraca do garażu, bo normalnie auta nie używa - tylko, jak ktoś na chwilę stanie przy jego garażu...

Posted

ale pamiętaj, ze ta 1/4 ludzi niekoniecznie musi się znać na psim behawiorze. A co więcej - część właścicieli psów też (oj wiem - zaraz się ktoś odezwie, ale jak mam przebywać z właścicielami jurków w jednym miejscu to wolę weekend w kamieniołomach - choć zmam kilka osób co mają jurki i sa normalne - ale to sa jedynie wyjątki ktore potwierdzają regółę).
Mnie tez denerwuje jak pies za scianą drze japę z byle powodu i nie daje spać.

Posted

Hill. napisał(a):
No dobrze, ale chyba było by rozsądniej gdyby poprosili o zabranie psów, a nie darli się jakby ich niedzwiedz zaatakował. Nie mówiąc już o tym, że swoim zachowaniem mogli je tylko zdenerwować.

Niestety doświadczenie uczy, że proszenie o zabranie psów jest zupełnie nieskuteczne. W 90% przypadków to walenie grochem o ścianę. Też było o tym wielokrotnie na tym wątku. Jak grzecznie poprosisz, to się zaczyna litania "ale on nic nie zrobi/nie gryzie", "ale on się tylko bawi", "ale on się chce tylko przywitać" i tak w nieskończoność.
Trzeba się wydrzeć i najlepiej od razu wyciągnąć gaz z kieszeni - dopiero wtedy jest reakcja. Przykre, ale tak jest.
Też jestem świeżo po pyskówce i mam serdecznie dość łagodnego proszenia, żeby ktoś przypiął swojego psa na smycz, bo jak zwykle reakcja była taka jak powyżej. A ja - w miejscu publicznym - mam święte prawo wymagać, żeby pies wielkości małego cielaka był na smyczy albo, żeby przynajmniej był odwoływalny. I guzik mnie obchodzi, że to golden.
Może więc trafiliście na kogoś, kto miał równie serdecznie dość, jak ja i coś w nim wreszcie pękło.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...