Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='sachma']Nie wiem czy to odniesienie do mnie - [/QUOTE]

Nie chodziło o Ciebie, absolutnie! :) Ani o nikogo innego na tym forum :) Po prostu chodziło mi o ogólną tendencję do rozumowania, że jeśli na psa z problemem agresji nie działają nagrody, to nadaje się do uśpienia (bo przeciez kar innych niż odmowa pozytywnego wzmocnienia pozytywni trenerzy nie stosują). Nie będę się już więcej rozpisywać, bo to nie miejsce na to ;)

Przepraszam raz jeszcze, jesli odniosłaś wrażenie, że to dotyczyło Ciebie.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

No i mamy efekty biegania agresywnych psów... Mój Jax (8miesiecy) dziś na spacerze się zaparł i nie chciał iść dalej, zaczął się telepać - co mu się praktycznie nie zdarza. Rozglądam się i widzę psa, starszego, jamnikowatego. Ostatnio ten pies właśnie wyskoczył zza nas, zza krzaków i próbował urąbać Jaxa w dupsko, a gdy natknął się na moją nogę (Jax schował się za mną, a ja chciałam nogę przytrzymać tego psa), próbował ugryźć mnie. Właściciel na to "trzeba było nie chodzić tędy", jego syn, spotkany kilka później - to samo. Więc jak dziś zobaczyłam reakcję Jaxa na tego psa, to tak bardzo się wkur*iłam, za przeproszeniem, bo zdenerwowaniem tego nazwać nie można, że przysięgam - wyślę tego psa do schroniska, jak tylko będzie okazja, a na pewno będzie, bo zwykle pies jest wypuszczany na spacer sam, bez obroży nawet. I - choć zawsze staram się unikać przemocy w stosunku do jakiegokolwiek psa - przysięgam, że jak podejdzie do Jaxa, to w trybie natychmiastowym poleci w kosmos.

Posted

(bo przeciez kar innych niż odmowa pozytywnego wzmocnienia pozytywni trenerzy nie stosują)


Stosują przecież P- poza R+.

Ja z moim psem pracuję metodami pozytywnymi. Mam ten komfort, że mogę. Uważam, że metodę należy dobrać oczywiście do psa, niemniej NIE ZROZUMIEM nigdy ludzi, którzy sięgają po awersję, nie próbując wcześniej wszelkich rozwiązań pozytywnych...

Posted

[quote name='ladySwallow']No i mamy efekty biegania agresywnych psów... Mój Jax (8miesiecy) dziś na spacerze się zaparł i nie chciał iść dalej, zaczął się telepać - co mu się praktycznie nie zdarza. Rozglądam się i widzę psa, starszego, jamnikowatego. Ostatnio ten pies właśnie wyskoczył zza nas, zza krzaków i próbował urąbać Jaxa w dupsko, a gdy natknął się na moją nogę (Jax schował się za mną, a ja chciałam nogę przytrzymać tego psa), próbował ugryźć mnie. Właściciel na to "trzeba było nie chodzić tędy", jego syn, spotkany kilka później - to samo. Więc jak dziś zobaczyłam reakcję Jaxa na tego psa, to tak bardzo się wkur*iłam, za przeproszeniem, bo zdenerwowaniem tego nazwać nie można, że przysięgam - wyślę tego psa do schroniska, jak tylko będzie okazja, a na pewno będzie, bo zwykle pies jest wypuszczany na spacer sam, bez obroży nawet. I - choć zawsze staram się unikać przemocy w stosunku do jakiegokolwiek psa - przysięgam, że jak podejdzie do Jaxa, to w trybie natychmiastowym poleci w kosmos.[/QUOTE]

Spokojnie, policz do dziesięciu i cierpliwie poczekaj do pierwszego stycznia. Od nowego roku będziesz mogła zrobić z tym psem co tylko zechcesz, możesz go nawet osobiście zagryźć i nic Ci za to nie będzie, bo puszczony wolno pies do tego agresywny stwarza zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Tak więc łyknij sobie coś na uspokojenie i cierpliwie zacznij odliczać dni.:D

Posted

Super! W końcu będzie można bezkarnie psa skatować, a nawet zagryźć! Ulżyło mi, bo już myślałam, że to w drugą stronę pójdzie... uff.

A tak na poważnie, to weszłam tu, żeby małego offa zrobić :)
Poszukuję kogoś do przeprowadzenia wizyty przedadopcyjnej w Bielsku Białej dla kaliskiej Otylii.
Kliknij!

Posted

W kwestii naszego konfliktu z sąsiadem. Zreflektował się i przeprosił. Potem tak się złożyło, że spotkali się z moim TŻ i rudym w garażu. Poznali się bliżej i sąsiad stwierdził, że rudy to bardzo łagodny pies. Nadal omijam ich szerokim łukiem, bo rudy chce mnie przed nim bronić.

Posted

[quote name='engelina_88']Super! W końcu będzie można bezkarnie psa skatować, a nawet zagryźć! Ulżyło mi, bo już myślałam, że to w drugą stronę pójdzie... uff. [/QUOTE]

No niestety, sami psiarze podpisali taką petycję, głównie ci miłośnicy wolno biegających piesków, puszczanych bez kontroli. Rzucili się do podpisywania jak opętani, bez dokładnego przeczytania, przemyślenia i przeanalizowania petycji, bo głoszono wszem i wobec, że będzie zakaz strzelania do psów i kotów. No i podpisali wyroki na własne psy.Ale czego innego oczekiwać od nierozgarniętych ludzi, którzy mają poważny problem z upilnowaniem własnego czworonoga?
Chyba teraz zacznę takim pajacom podsuwać do podpisania wyroki na nich samych, a będę głosić wszem i wobec, że to darmowa przepustka do wiecznego szczęścia.
Naprawdę uwierzyliście w to, że cały świat będzie kochał Wasze pieski?
Ja tej petycji nie podpisałam. Z tego co pamiętam to pojawiły się na tym forum głosy, żeby nie podpisywać tak pochopnie, bo są haczyki, wiele spraw jest niewyjaśnionych i owianych tajemnicą, ale nikt nie słuchał.

Posted

[QUOTE] bo puszczony wolno pies do tego agresywny stwarza zagrożenie dla ludzi i zwierząt. [/QUOTE]
i tak jest naprawdę , nie oszukujmy się , nigdy nie wiadomo co psu siedzi w głowie , obojętnie jakie sygnały by wysyłał to i tak nie wolno mu do końca wierzyć , bo nie wiadomo jakie my wg niego wysyłamy sygnały
miałam w życiu jedną taką sytuację kiedy w obronie swojego syna stanęłam między nim a psem
Najstarszy syn zaczął właśnie chodzić do szkoły. Była piękna słoneczna jesień , więc każdego dnia wracaliśmy ze szkoły na piechotę robiąc sobie przy okazji spacer. Nasza ulica ma kształt wydłużonego „T”. Żeby dojść do domu musimy skręcić pod kątem prostym w lewo.
[SIZE=3] [SIZE=2]Szliśmy powoli z synem rozmawiając na jakiś „bardzo ciekawy” temat nie przeczuwając niczego. Byliśmy już przed zakrętem i nie wiem dlaczego, ale nagle spojrzałam w głąb ulicy. To a , w zasadzie kogo tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach. W naszą stronę biegł wielki kudłaty owczarek niemiecki. Przez moją głowę myśli zaczęły przebiegać w zawrotnym tempie. W jakimś odruchu zasłoniłam sobą syna myśląc przy tym że nie na wiele się to zda, bo przecież i tak oboje ucierpimy w starciu z tą „bestią”, pomyślałam „może zaczniemy biec” ale to mogło by bardziej zdenerwować psa, a zresztą i tak zbyt szybko nie podbieglibyśmy...... [/SIZE][/SIZE]
[SIZE=2]....Cały czas obserwowałam psa. W którymś momencie wokół nas zrobiło się cicho, zbliżający się pies przesuwał się w jakby zwolnionym tempie. Jakoś przestałam się bać. Nagle zdałam sobie sprawę, że obojętnie co bym zrobiła i tak nie uniknę ataku psa. [/SIZE]
[SIZE=2]Był coraz bliżej, wiedziałam tylko że muszę zasłonić syna i w jakiś sposób go ochronić. Odległość między nami a psem zmniejszała się. I... nagle w momencie, w którym już wiedziałam ze nastąpi atak... pies zmienił kierunek, dwa metry od nas zatrzymał się, odbił w bok i pobiegł dalej nawet na nas nie patrząc...[/SIZE]


[SIZE=2]nigdy do końca nie wierzyłam psom , choć całe życie są ze mną , ale nigdy nie zaufam im do końca i zawsze będę wiedziała że to jednak zwierzę , i nieraz instynkt jest silniejszy od niego , że jego zęby stanowią dla mnie zagrożenie , że nie wiem jak bardzo bym się starała to i tak do końca nie zrozumiem wysyłanych przez niego sygnałów
[/SIZE]
[SIZE=2]w wieku 4 lat zostałam pogryziona przez sukę stojącą przy budzie na łańcuchu , było to bardzo dawno temu ( 38 lat temu:)) rodzice byli ze mną ja jakiejś rodzinnej komunii , oni się bawili a ja puszczona samopas podeszłam do psa ,
[/SIZE]
[SIZE=2]Suka ugryzła mnie w twarz , rozerwała górną wargę do nosa , pamiętam ból , wierzchołki drzew widziane od dołu , jazdę karetką do szpitala i mój krzyk na stole zabiegowym " nie przywiązujcie mnie" pamiętam , choć byłam naprawdę mała , to w zasadzie moje pierwsze świadome wspomnienie , zmiany opatrunków , jedzenie podawane przez słomkę ...[/SIZE]
[SIZE=2]gdyby działo się to dzisiaj , prawdopodobnie byłabym wzmianką w mediach "pies znowu pogryzł kilkuletnie dziecko pozostawione bez opieki"[/SIZE]
[SIZE=2]nie wiem czy to przez to co mi się zdarzyło ,ale nawet swoich dzieci nie zostawiałam nigdy bez nadzoru w obecności własnych psów , z ostrożności , z niewiary w to że nie zrobią sobie nawzajem krzywdy
[/SIZE]
[SIZE=2]i dlatego nigdy nie zrozumiem , nigdy nie zaakceptuję i nie pogodzę się z niefrasobliwością właścicieli psów , którzy puszczają je luzem
[/SIZE]
[SIZE=2]i obojętnie czy to pies mały duży średni , łagodny , posłuszny .... nie ... to tylko pies
[/SIZE]

Posted

W pełni zgadzam się z tym, co pisze [B]Lilk_a[/B]. Pies to zwierzę, w dodatku drapieżne - zachowania agresywne należą do szerokiego systemu komunikacyjnego, jakim się posługuje. To, co w świecie psów jest zwykłym upomnieniem, dla dziecka może zamienić się w traumę, więc groźna nie musi być tylko agresja sensu stricte. Niestety znam przypadki ciężkich pogryzień przez psy, które przez całe lata nie dawały żadnych powodów do niepokoju - aż przyszedł taki moment, że z jakichś przyczyn, poczuły konieczność użycia tego, co im matka natura dała - zębów. Jak mawia moja sąsiadka - pies to bydlę - i nie ma wtedy na myśli łagodnego przeżuwacza. Znając jej nienaganny stosunek do jej własnej suńki, mojego i innych sąsiedzkich psów, uważam to za przejaw zdrowego rozsądku i życiowej mądrości :)

Posted

[quote name='filodendron']W pełni zgadzam się z tym, co pisze [B]Lilk_a[/B]. Pies to zwierzę, w dodatku drapieżne - zachowania agresywne należą do szerokiego systemu komunikacyjnego, jakim się posługuje. To, co w świecie psów jest zwykłym upomnieniem, dla dziecka może zamienić się w traumę, więc groźna nie musi być tylko agresja sensu stricte. Niestety znam przypadki ciężkich pogryzień przez psy, które przez całe lata nie dawały żadnych powodów do niepokoju - aż przyszedł taki moment, że z jakichś przyczyn, poczuły konieczność użycia tego, co im matka natura dała - zębów. Jak mawia moja sąsiadka - pies to bydlę - i nie ma wtedy na myśli łagodnego przeżuwacza. Znając jej nienaganny stosunek do jej własnej suńki, mojego i innych sąsiedzkich psów, uważam to za przejaw zdrowego rozsądku i życiowej mądrości :)[/QUOTE]
Ja swoim psom ufam i zawsze tak było. Chyba, że chodzi o kontakt z innym człowiekiem, nigdy nie wiadomo, co ta osoba zrobi, jak się zachowa.
Ostatnio mój facet dostał zębem za wtrącanie się między 2 walczące miniaturki. Niestety zrobił to nieumiejętnie i odruchowo dostał gryza. Tak jak piszesz dostał upomnienie, bo omyłkowo/odruchowo został wzięty za psa.
Wierzcie albo nie ale rana nie wygląda jak zrobiona przez miniaturkę. W takich momentach okazuje się, jak bardzo duży pies mógłby skrzywdzić człowieka.
Moje psy nie wychowywały się razem od początku i czasem mają naloty, że ani jeden ani drugi nie chce ustąpić i zdarzają się walki przy podkradaniu jedzenia, im nic się nie dzieje bo je rozdzielam, nigdy mnie nie uszkodziły, ani siebie wzajemnie, wiem w jaki sposób je rozdzielić.
Pies jest psem i jeśli coś mu nie pasuje stosuje swoje środki perswazji, my często o tym zapominamy i myślimy, że pies jest jak człowiek.
Pies to zwierze, reaguje tak a nie inaczej i na niektóre zachowania trzeba umieć reagować.
Tylko raz ugryzł mnie mój pies, już nieżyjący, jak miał mleczne zęby i nie trafił na patyka, którego trzymałam w powietrzu, czyli przypadkowo, ale bolało.

Nie wyobrażam sobie nie ufać swojemu psu. Lub bać się go. A niestety często się to zdarza.
Trzymałam kilka psów do zabiegu weterynaryjnego, bo właściciel się bał (może trzeba pluszowego zakupić?), raz jak pies był tydzień u nowych właścicieli i musiał przejść zabieg ratujący życie, rzucał się z zębami, ale wiedziałam jak go trzymać. Panikował trochę, ale już właściciele się przekonali, że można się z nim obejść :).
Pies ważył 25kg i wnosiłam go na stół, wyjmowałam z auta i wnosiłam. Mina właścicieli i weterynarza bezcenna.
Drugi raz pies ok.60kg, którego znam od szczeniaka, właściciel nie wiedział jak go przytrzymać do szczepienia ( o_O), pies miał ochotę na potrawkę z weterynarza, ale odrobina siły do przytrzymania psa i się udało.

Nigdy nie przestanie mnie dziwić, jak można bać się własnego psa, tym bardziej, jeśli nie dał nam ku temu powodów.

Posted

[quote name='zaginiona sara']
Nigdy nie przestanie mnie dziwić, jak można bać się własnego psa, tym bardziej, jeśli nie dał nam ku temu powodów.[/QUOTE]
Między strachem a świadomością, że to tylko zwierze wyposażone w zęby, jest bardzo dużo miejsca :)

Posted

[quote name='filodendron']Między strachem a świadomością, że to tylko zwierze wyposażone w zęby, jest bardzo dużo miejsca :)[/QUOTE]
Wiem, rozumie szacunek dla zwierzęcia ale nie rozumie jak ktoś się boi przytrzymać własnego psa do szczepienia...
Albo jak ktoś się boi przejść koło własnego psa...
Ja wiem, jakie pies ma zęby, jakie kości potrafi zmiażdżyć, ale jeśli pies jest zdrowy psychicznie i dobrze wychowany to za darmo nas nie skrzywdzi.

Posted

mój pies ugryzł mnie nie raz, i się go nie boję ;)
przy rozdzielaniu jak się gryzła dostałam od własnego psa po ręce, raz zaatakowała nogę bo nie mogła dosięgnąć psa , raz u weta pomyliła rękę jak ściągnęła kaganiec .
ale nie boję się jej , wiem że zawsze rozdzielę psy jak się będą gryzły ,zawsze przytrzymam psa , nie mam z tym problemu , to jest mój pies jestem za niego odopwiedzialna .
widziałam u weterynarza panią z westikiem który chciał pogryźć weta a ona bała się go złapać za pyszczek żeby założyć kaganiec " bo mnie ugryzie" i weterynarz sam musiał psa przytrzymać siłą i założyć .

Posted

[B]gops[/B], ale zauważ, że to za każdym razem były sytuacje "przez przypadek" - Twoja sunia nie miała na celu ugryźć Ciebie. Ja też kiedyś miałam zmiażdżony palec u ręki przez mojego psa, kiedy chciałam go przytrzymać za obrożę, gdy szczekał zjeżony na przechodzącego obok nas DONka i po prostu "szczeknął" mi na rękę. Ale też się go nie boję. I nie będę, bo moim zdaniem taka jest istota posiadania psa. Pies wyczuwa lęk i doskonale ten lęk potrafi wykorzystać, zwłaszcza jeśli chodzi o własnego właściciela.

Biegający już za TM jamniś mojego TŻta nienawidził weterynarzy i podczas jego paraliżu, kiedy musieliśmy jeździć do lecznicy na zastrzyki/masaże codziennie była tragedia. Rzucał się na wszystko, na weterynarzy, na nas. Z bólu, ze złości, sama nie wiem. Ale również nie wykazywałam lęku, bo to na pewno by nie pomogło w danej sytuacji. Dlatego zgadzam się z gops i zaginioną sarą.

Posted

[QUOTE]Między strachem a świadomością, że to tylko zwierze wyposażone w zęby, jest bardzo dużo miejsca :smile:[/QUOTE]
i właśnie o to chodzi nie boję się psów , ani swoich ani cudzych , przez psy w tym jednego własnego byłam pogryziona 3 razy , pierwszy raz był tragiczny , , o nim pisałam wcześniej dwa następne to raczej nieumiejętne użycie przez psa zębów w zabawie z dzieckiem
chodzi o tą świadomość że psy to nie zabawki , że też czują , mają swoje dobre i złe dni , czegoś nie lubią, czegoś się boją
świadome posiadanie psa to nie zakucie go przykładowo w kaganiec i zapięcie na krótką smycz , to nie bezwzględne egzekwowanie wyuczonych komend , to nie karanie go za każde przewinienie
dla mnie moja suka jest tak naprawdę moim czwartym dzieckiem , i tak samo traktowałam wszystkie swoje psy , piszę swoje , nie licząc tych , które posiadali moi rodzice
jest bardzo posłuszna , i inteligentna , ale posłuszna powiedziałabym nawet mądrzej niż my od niej tego oczekujemy nieraz dziwi nas swoim rozsądnym zachowaniem
poświęciliśmy jej bardzo dużo uwagi , wyprowadziliśmy z wielkiego strachu i nieufności przed nieznanym , była psychicznym malutkim wrakiem kiedy do nas przyszła
nigdy , u żadnego psa nie widziałam też tak ogromnego brzuszka wypełnionego robalami , nigdy nie spotkałam się z tym że pies zjada ziemię ,
spała tylko z nami , wtulona w szyję człowieka jak niemowlę , kiedy znikaliśmy jej z oczu to był dla niej koniec świata , bała się psów , ludzi , wszelkie domowe odgłosy były dla niej końcem świata , wciskała się w swój bezpieczny kącik i nie było już psa , była kulka strachu i przerażenia
uczyliśmy ją wszystkiego , uczyliśmy się jej i udało się
jesteśmy z nią bardzo związani uczuciowo
mówi się że człowiek ma w życiu tylko jednego psa który głęboko zapada mu w serce
to właśnie Fisia jest dla mnie takim psem tym jedynym psem
ale mimo tego wszystkiego , mimo tego że wiem że zrobiłaby dla nas wszystko , to i tak mam świadomość jej zębów , jej humorów i jej "psiejstwa"
wiem że potrafi wytarzać się w smrodku zdechłej myszy czy innym ścierwie , wiem że spokojnie pochłonie zaschniętą dżdżownicę , wiem że gdyby mogła to zagryzie kota , że potrafi zabić kosa czy gołębia , czy szczekać i buldoczyć się na przechodzącego człowieka za ogrodzeniem
wiem także że nigdy nie nauczy się posługiwać nożem i widelcem , że nie zrobi sobie herbaty ,
ale udało się nam , z uwagi na sport jaki uprawia ;) nauczyć ją komend kierunkowych
dla jej dobra wypracowaliśmy komendę "przywitaj się "
mimo tego wszystkiego w dalszym ciągu pozostała psem , psem kochanym do granic możliwości , śpiącym z nami w łóżku i rozpychającym się na kanapie , ale zwierzęciem , zwierzęciem z zębami , z wszystkimi atawistycznymi zachowaniami , z instynktem zamiast rozumu , istotą , która inaczej niż my , ludzie komunikuje się z otaczającym ją światem

Posted

[quote name='pinczerka_i_Gizmo'][B]gops[/B], ale zauważ, że to za każdym razem były sytuacje "przez przypadek" - Twoja sunia nie miała na celu ugryźć Ciebie. Ja też kiedyś miałam zmiażdżony palec u ręki przez mojego psa, kiedy chciałam go przytrzymać za obrożę, gdy szczekał zjeżony na przechodzącego obok nas DONka i po prostu "szczeknął" mi na rękę. Ale też się go nie boję. I nie będę, bo moim zdaniem taka jest istota posiadania psa. Pies wyczuwa lęk i doskonale ten lęk potrafi wykorzystać, zwłaszcza jeśli chodzi o własnego właściciela.
.[/QUOTE]
to prawda, ale pewnie nie jeden przeciętny właściciel by się wystraszył i zaczął się bać .

Posted

Moja suka prawie mi zdjęła paznokcia w lecie - zacisnęła szczęki na frisbee, a tam jakoś znalazł się mój palec, ups :) Właśnie mi paznokieć odrósł na tyle, że mam tylko małą ciemną kropkę pod spodem, a miałam krwiaczka prawie pod całym paznokciem. Czasem jej się zdarzy zapomnieć i broni przede mną kości (na początku to był duuuży problem, ale ciągle nad tym pracujemy i jest znaczna poprawa, ale ostatnio był problem przy super pysznej kości szpikowej ;)). Czasem bywa, że na mnie warczy, jak robię coś "okropnego" wg niej, np. jak przez długi czas musiałam jej zapuszczać krople do uszu, czy robić zastrzyki przy zapaleniu pęcherza.

Czy boję się mojego psa? Myślę, że nie. Po prostu mam świadomość, że to takie a nie inne zwierzę, że też ma prawo odczuwać niepokój, dyskomfort. Że ma zęby, nie papierowe, nie gumowe, że może ich użyć, jeśli to właśnie uzna za stosowne. Staram się ograniczać jej dyskomfort związany z różnymi zabiegami, skojarzyłam jej pozytywnie np. obcinaczki do pazurów (kiedyś to było rodeo dopiero). Mamy ustalone zasady, których się nie przekracza. Mojemu psu wolno bardzo dużo, jednak równie dużo od niego wymagam. A jeszcze więcej staram się wymagać od siebie jako od przewodnika psa. Wiadomo, że pojawiają się zgrzyty, jak to w życiu bywa, ale wypracowałyśmy pewne sposoby działania odpowiadające nam obu. I jest OK :)

Posted

lilk_a, co do Twojego drugiego przykładu: gdzie tu wina psa i kwestii ufania mu lub nie? samo to, ze był na łańcuchu a nie puszczony luzem świadczy o braku całkowitego zaufania do niego. Ty podeszłaś do niego, nikt Cię z nim samą nie zostawił ani nie kazał się bawić. ja też kiedyś taką głupotę zrobiłam, chciałam pogłaskać pieska babci, który jadł. wszyscy mi kładli do głowy, że do psa się nie podchodzi jak je, bo może ugryźć. ale ja, jako dziecko myślałam sobie w ten sposób: Szariczek taki kochany, bawię się z nim i na spacery chodzę to nic mi nie zrobi. i gdyby nie łańcuch to pewnie nie miałabym palców u rąk. przynajmniej niektórych.
a co do pierwszego przykładu: skąd pomysł, ze ten pies biegł was zaatakować? może uciekł komuś z podwórka, a ten ktoś ma dziecko w wieku Twojego synka (ówczesnym) i pies zobaczył was z daleka i myślał, że jesteście jego pańciostwem i do was biegł? rozumiem, można się wystraszyć jak duży pies biegnie na nas z nieznanymi zamiarami, ale tak od razu stwierdzać, ze to miał być atak? sama powiedziałaś, że nie wiadomo co psu w głowie siedzi...

ja tam wolę nie ufać ludziom niż psom i gdybym miała wybierać, czy być zamknięta na np. 24 godziny z obcym człowiekiem albo obcym psem to bez wahania wybrałabym psa.

Posted

Współczuję pogryzionym, bo później trauma zostaje.
Ja też zawsze się pchałam do psów, kuzynkę kundelek na wsi ugryzł mnie nie, może mnie lepiej znał. Oczywiście winny był pies a nie dziecko które wtargnęło na jego teren, uwiązany był na łańcuchu....
Ja obcym psom nie ufam, tylko swoim i tym, które dobrze znam.
Zadziwia mnie też jak ludzie mogą się znęcać nad psami, gdyby taki owczarkowaty np. się wkurzył i postanowił obronić to taki ograniczony typ mógłby zostać kaleką do końca życia. Pies może nawet zabić, jeśli odpowiednio trafi.

Posted

[quote name='Beatrx']lilk_a, co do Twojego drugiego przykładu: gdzie tu wina psa i kwestii ufania mu lub nie? samo to, ze był na łańcuchu a nie puszczony luzem świadczy o braku całkowitego zaufania do niego. Ty podeszłaś do niego, nikt Cię z nim samą nie zostawił ani nie kazał się bawić. ja też kiedyś taką głupotę zrobiłam, chciałam pogłaskać pieska babci, który jadł. wszyscy mi kładli do głowy, że do psa się nie podchodzi jak je, bo może ugryźć. ale ja, jako dziecko myślałam sobie w ten sposób: Szariczek taki kochany, bawię się z nim i na spacery chodzę to nic mi nie zrobi. i gdyby nie łańcuch to pewnie nie miałabym palców u rąk. przynajmniej niektórych.
a co do pierwszego przykładu: skąd pomysł, ze ten pies biegł was zaatakować? może uciekł komuś z podwórka, a ten ktoś ma dziecko w wieku Twojego synka (ówczesnym) i pies zobaczył was z daleka i myślał, że jesteście jego pańciostwem i do was biegł? rozumiem, można się wystraszyć jak duży pies biegnie na nas z nieznanymi zamiarami, ale tak od razu stwierdzać, ze to miał być atak? sama powiedziałaś, że nie wiadomo co psu w głowie siedzi...

ja tam wolę nie ufać ludziom niż psom i gdybym miała wybierać, czy być zamknięta na np. 24 godziny z obcym człowiekiem albo obcym psem to bez wahania wybrałabym psa.[/QUOTE]
no widzisz , to nie o to chodzi , podałam przykłady z mojego życia , które nauczyły mnie nie ufać psom , tak z założenia
nie , faktycznie , nikt nie kazał mi podchodzić do psa ,który mnie ugryzł w twarz , masz rację , ale też nikt mnie nie pilnował , nieważne zresztą
i oczywiście masz rację że pies biegnący w naszą stronę również chciał się tylko przywitać , polizać po twarzy , pobawić i co tam jeszcze pies robi z radości .......
ale chodzi tu o coś zupełnie innego , chodzi o odpowiedzialność nas , ludzi mających zwierzęta , żeby zrobić wszystko by nie dopuszczać do takich sytuacji , żeby dzieci nie były pozostawione same żeby pies nie biegał luzem , żeby właśnie nie miał możliwości ucieczki z podwórka ,
ja nie wiem czy nie wiesz , czy nie chcesz wiedzieć że to od nas ludzi zależy czy stworzymy właśnie takie sytuacje
nikt , absolutnie nikt nie przekona mnie do tego że psu trzeba ufać .... widocznie dla mnie szklanka jest do połowy pusta
zastanów się ile mniej tragedii było by gdyby właściciele słodkich wielkich przytulanek , które tylko nieraz używają swoich zębów przewidzieli właśnie te nieliczne sytuacje , ile mniej pogryzionych dzieci , dorosłych , ile mniej pogryzionych lub zagryzionych psów
absolutnie nie obarczam winą psów , tylko ludzi, ludzi nieodpowiedzialnych , bez wyobraźni ,

Posted

Ja obcym psom nie ufam. Nie boję się, nie unikam, ale zwyczajnie nie ufam w pełni, no bo dlaczego miałabym ufać? To tak jak z obcym człowiekiem.
Za to co do swoich psów.. Ufam im, ale to chyba dlatego, że zwyczajnie ich się już nauczyłam. Wiem, jak się zachowują w poszczególnych styuacjach, jak reagują na różne bodźce, wiem, co lubią, a co im się nie podoba, wiem, czego unikać i wiem, co zrobić, by je wyprowadzić ze złego stanu.
Jeszcze do niedawna nie byłam pewna Iwana, ale osobiście uważam, że wystarczy psa poznać. Dobrze poznać, by mu zaufać.

Posted

Miałam taki okres, że się chwilami własnych psów bałam (chodzi o sytuacje z pilnowaniem jedzenia). Teraz też mam takie chwile, ale zamykam oczy i wyobrażam sobie, że nie ma tam psa, wyciągam rękę i śmiałym ruchem zabieram to co chciałam. Jeszcze mnie pies (specjalnie) nie ugryzł. Raz się zdarzyło, że Lusia (york) się na mnie rzuciła, ale to była moja wina, bo podeszłam do niej od tyłu, kiedy jadła. Jak widzi, że ja to ja, to daje sobie w misce grzebać. tylko czasami ma takie fazy, że warknie, ale nie ugryzie. Innym razem pomyliła mój palec ze szmatką. Miała coś ok pół roku. Nawet moje wrzaski nie sprawiły, że puściła, a nawet lepiej - zaczęła szarpać ;] Miałam paznokieć przedziurawiony i cały fioletowy..
A z Naną to nie wiem jak jest, bo nie warczy, tylko tak staje nad 'zdobyczą', jakby ją sobą chciała zasłonić. W takich momentach mam obawy przed wyciągnięciem ręki po przedmiot. Natomiast z michy mogłabym jej wszystko zjeść ;p Ale tylko ja, nikomu innemu nie pozwala sobie w jedzeniu grzebać.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...