Ty$ka Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 A może by tak im podesłać parę książek, artykułów, notatek i czasopism o tym jak prawidłowo powinno dbać się o psa? Można postraszyć (w tych notatkach) chorobami (najlepiej z jakimiś rozpiskami nt kosztów leczenia), wynikającymi z nieprawidłowej opieki nad psem. Wiem, że bywają tacy ludzie, z którymi ciężko się samemu dogadać, ale gdyby im coś podesłać... przestraszyliby się nieco wydatków i może by to poskutkowało ;). U mnie ta metoda niejednokrotnie pomogła. Hmm... a może Ciebie niezbyt poważnie traktują? Gdyby tak kilka psiarzy się zgadało i zaczęło rozmawiać z tymi właścicielami o tym, co to znaczy opieka nad psem i dlaczego ich pies jest zagrożeniem dla otoczenia, i takie tam... to może by otworzyliby oczy. W końcu, gdy parę osób coś mówi to chyba jest coś na rzeczy ;). Ewentualnie możesz pokazać koleżance jak fajnie jest na spacerach z psami, jak fajnie mieć psa i prawidłowo się nimi opiekować, np. zrobić pokaz sztuczek Twojego psa. Koleżanka widząc jak fajnie mieć psa, może zacznie o niego dbać... a jak stwierdzi, że nie ma czasu to może zaproponuj swoją pomoc ;). No... sama nie wiem... to takie moje gdybanie :D Quote
Victoria Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 Dobry pomysł z tymi artykułami :) Jak coś znajdę to u nich przypadkiem zostawię ;P Wyciągałam ja na spacer z psem, za kazdym razem przychodzila bez niego albo z nim ale bez smyczy (wtedy ja swoją na rece ;/), jednak przewaznie bez niego. Sztuczki tez miala okazje widziec (a w przypadku yorka jest ich duuuzo). To ściągnęło tylko ukąśliwe komentarze typu, że 'lansuję się po mieście z yorkiem pod pachą" :lol:. Było to cztery albo pięć lat temu Myślę, że 'masowe' namawianie ich też byłoby skuteczniejsze niż moje gadanie, ale u mnie psiarzy jest tyle co kot naplakał. Osobiście znam chyba tylko jedną dziewczynę, która poważnie interesuje się swoim psem. A czlowieka popierającego r=r chyba żadnego... Ten temat szczególnie chciałabym zostawić komuś innemu, bo sama słysząc cos w stylu "a co mnie obchodzą jakieś szczeniaki. Przecież to nie moja suka", zupełnie tracę cierpliwość. Quote
Ty$ka Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 Skoro było to 4-5 lat temu to jest szansa, że coś się dziewczynie w rozumowaniu pozmieniało ;). Może zaproponuj jej spacer, ale psy obowiązkowo na smycz. Tylko wiesz... spacer pełen atrakcji. Najlepiej by było coś, co Twoją koleżankę interesuje i to będzie taki mały dodatek do spaceru. Np. jeśli lubi modę możesz jej pokazać, że pies nie psuje jej wizerunku, wręcz przeciwnie - nadaje szyku i klasy. Nie chodzi tu o to, by psem się lansować, ale o to, by zaczęła o niego dbać :). Sama znam ten ból co Ty - moi znajomi nie chodzą z psami na spacer. Pokupowali hasiory i trzymają na łańcuchach, w kojcach, tylko na ogrodzie... Przez moje prośby, pytania i męczenia zostałam ochrzczona "wariatką" i "psychopatką", a oni się ode mnie odwrócili. W szkole jestem sama jak palec, bo cóż... wieści szybko się rozchodzą, a ludzie nie chcą zadawać się z nienormalną osobą, co bredzi o tym jak opiekować się psem., a jeszcze jak wspomni o r=r to w ogóle jest sensacja na całą szkołę, że przestałam brać leki psychopatyczne :D albo jakie licho. Choć... poznałam kilka osób w szkole, co myślą podobnie jak ja i przyznały mi rację, że to ja im otworzyłam oczy... ;) Moje godzinne wykłady jednak nie spełzły na niczym, choć oni nie pomagają mi "naprawiać świat" - działają po cichu. Poza tym nie patrzę teraz na innych, a wręcz przeciwnie: robię krok dalej. Zgłaszam te osoby, co znęcają się nad zwierzęciem bez względu na to czy to moja dawna przyjaciółka czy np. ciocia... Zgłaszam anonimowo. Szczerze? Jeszcze nikt nie zainterweniował, nikt nie przyszedł, nie podjechał, ale obiecałam sobie,że tak sprawy nie zostawię. Będę drążyć ten temat aż psy będą żyć w godziwych warunkach. Ostatnio mam tendencję do tego, że podchodzę praktycznie do każdego właściciela psa (najlepiej szczeniaka) i z nimi zaczynam rozmowę (oczywiście jeśli nie ma ochoty to miło się żegnam i odpuszczam). Dopytuję, polecam książki (podsyłam też kilka), umawiam się z nimi na spacery, zapraszam na fora itd itd itd. Wychodzę z założenia, że skoro pofatygowali się wyjść z psem na spacer na smyczy (u nas to często jest dość rzadki widok) to może uda się coś im wbić do głowy. I choć często jestem odsyłana z kwitkiem to jednak parę osób wzięło rady nastolatki do serca albo chociaż wysłuchało w spokoju :). I to naprawdę cieszy. I wiesz co? Coraz częściej spotykam młode osoby, które wyprowadzają psy na spacer. I choć nie życzą sobie, by nasze psy się spotykały (co rozumiem i szanuję) to jednak wyprowadzają swoje psy, i często pytają mnie o parę spraw dot psów właśnie. Nota bene: ostatnio idąc na spacer z psem wpadłam na pomysł założenia bloga lub strony o moim psie, gdzie będę chciała propagować opiekę nad psem oraz pokazywać, że spacery mogą być fajne. Czyli opisać życie z psem w sposób ciekawy, konkretny, oczami nastolatki... tak, by moim rówieśnikom pokazać, że prawidłowa opieka nad psem wcale nie jest męczarnią i nie oznacza utraty przyjaciół (o czym ja zapomniałam :P) - że można się dobrze bawić, ale jednocześnie spowodować, że pies będzie miał szczęśliwe życie. Moim celem jest wyrobienie "mody" (moda to złe słowo... raczej takiego nawyku) na opiekę nad własnym psem, ale tak w sposób delikatny i jednocześnie edukacyjny (by ludzie nie kupowali byle gdzie psa). Tylko pytanie czy ktoś podchwyci temat. Mam nadzieję, że tak :). Quote
zaginiona sara Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 Victoria napisał(a):Nie są to warunki zagrażające jego życiu. Mieszka tam już parę ładnych lat Puszczanie psa samopas bardzo zagraża jego życiu. Widziałam kiedyś jak biegały sobie luzem pieski szczeniak i dorosły, zaczęły się bawić i maluch wybiegł na ulicę, starszy się odsunął, z małego została miazga... Konał jeszcze chwilę... Quote
Victoria Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 Ty$ka - fajny pomysł ;) U mnie też nie czesto mozna zobaczyc psa na smyczy.. Wyciagne ja na spacer, moze wezmie psa, zobaczymy. Ale to dopiero za jakiś miesiac. Tak, to jest zagrozenie zycia, ale mi chodzilo o cos typu smierc głodowa, badź od pobicia Quote
evel Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 Victoria napisał(a): Nie są to warunki zagrażające jego życiu. Mieszka tam już parę ładnych lat I z uporem maniaka... TAK, TO ŻE PIES SOBIE BIEGA SAM TO WŁAŚNIE SĄ WARUNKI ZAGRAŻAJĄCE JEGO ŻYCIU. Jak go strzeli samochód, to piesek się podniesie, otrzepie i pójdzie dalej? Ba, puszczanie psa luzem to nieodpowiedzialność do kwadratu - bo taki pies nie tylko sam jest zagrożony, ale jest zagrożeniem dla innych. Szlag mnie trafia jak z własną suką nie mogę normalnie wyjść na dwór, tylko się muszę opędzać od psów, którym "przecież nic się nie dzieje" i które sobie same wychodzą na dwór. Takie psy mają pewne przyzwyczajenia - moja suka nie ma i nie będzie mieć cieczki, bo jest kastratką, a takie psy niejednokrotnie za wszelką cenę próbują ją kryć! Czy myślisz, że ja się dobrze czuję, jak takiego playboya muszę straszyć kamieniami albo zasadzić mu kopa, żeby się wreszcie odczepił i przestał gwałcić mi sukę, która i tak ma niezbyt dobre podejście do obcych psów, m.in. właśnie przez takie nachalne futrzaki? A myślisz, że nie ma człowieka, który ma nie-halo z głową i nie zatłucze takiego psa na śmierć, jak pies np. go zaczepi z zębami? A tak w ogóle - jak coś zgłaszasz do służb i nie ma efektów, to poproś o nazwisko i numer służbowy przyjmującego zgłoszenie i zgłaszaj coraz wyżej. W końcu się może przyłożą do roboty :roll: Quote
panbazyl Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 [quote name='zaginiona sara']Nie dość, że okrutna to jeszcze perfidna hahaha :D, nie dość, że psy na kury posyła i później rosół robi to jeszcze zachwala karmy psie jako dieta cud dla kur, żeby psy tym darmo pokarmić ;) Masz megatolerancyjnych sąsiadów bo na naszych wsiach to by śrutami częstowali. Ale przemyślne te psy, że najpierw czarne wybrały... Moje maluchy czasem lubią kury popłoszyć. Ale jakby kwoka atakowała to by wiały i musiałabym ratować :) raczej sąsiedzi maja głupie kury które lubią moje podwórko albo zęby moich psów. Na podwórku maja pozwolenie na polowanie (nie lubię grzebiących potomków dinozaurów wśród warzyw i kwiatów), ale juz poza szlaban, ktorego nie bardzo chca przestrzegać. Pracuje z nimi mocno nad tym. Efekty różne. a co wychodzenia z psami na smyczy, taki widoczek z jednej wsi zabitej dechami (może nizbyt widoczne, ale pies jest na smyczy!!!!!) Quote
zaginiona sara Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 Znając wieś to i tak sąsiedzi mają pretensje o kury, mimo, że na Twoim terenie. Ja też po wsi na "śnurkach" z psami chodzę i budzę zdziwienie, nawet moja koleżanka była w szoku, o co jej nie podejrzewałam :D Quote
panbazyl Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 na mojej wichurze widok kogos z psem na smyczy to norma - to zdjecie powyżej z innej gminy, nie z mojej wichury. U mnie nie tylko "obcy' chodza ze swoimi psami na smyczach, juz i miejscowi ruszaja w pola na spacery na smyczach, w szelkach, na flexi.... No moda jakaś. Albo po ulicy paraduja - co jest dośc przyjemnym widokiem, a ulica i tak w lesie sie konczy, więc zbyt wiele samochodow tu nie jeździ. Quote
poker1 Posted November 15, 2011 Posted November 15, 2011 Dziękuje Wam bardzo ! Sposób z gazem pomógł, kilka razy dostał "psika" i odczepił się od mojego psa. Oczywiście "wlaściciel" rzucił się do mnie z niewybrednymi komentarzami, ale troche się zdziwił, bo Poker stanął w mojej obronie i był dość wkurzony - Pan się odczepił. Nie dość, że jego pies trzyma się z daleka to jeszcze on sam omija mnie szerokim lukiem :evil_lol: W końcu mam spokój na wieczornych spacerach z psem :) pozdrawiam gorąco ;] Quote
strix Posted November 16, 2011 Posted November 16, 2011 poker1 napisał(a):Dziękuje Wam bardzo ! Sposób z gazem pomógł, kilka razy dostał "psika" i odczepił się od mojego psa. Oczywiście "wlaściciel" rzucił się do mnie z niewybrednymi komentarzami, ale troche się zdziwił, bo Poker stanął w mojej obronie i był dość wkurzony - Pan się odczepił. Nie dość, że jego pies trzyma się z daleka to jeszcze on sam omija mnie szerokim lukiem :evil_lol: W końcu mam spokój na wieczornych spacerach z psem :) pozdrawiam gorąco ;] No to świetnie! Gaz noś na wszelki wypadek, bo pies po jakimś czasie może spróbować znowu, ale to się nie zdarza często. Niestety, wygląda na to, że póki co pies jest naszym najlepszym przyjacielem, a najlepszym przyjacielem naszego psa jest nasz gaz :/ Miejmy nadzieję, że to się zmieni. :) Quote
sabusia Posted November 17, 2011 Posted November 17, 2011 arielka186 napisał(a):Victorio- czy naprawdę kanapki dzieci z wędliną nafaszerowaną chemikaliami i przyprawami czy może i nutellą to jest jedzenie odpowiednie dla psa? Rozumiem że los psiaka nie jest Ci obojętny- inaczej nie zajmowałabyś się w ogóle sprawą. Napiszę Ci, że ja widzę to tak, że pies jest po prostu cholernie zaniedbany...:roll: To nie jest OK, że mu dobrze bo karmią go obcy ludzie. Tyle na Dogo czyta się o tragediach gdzie człowiek skrzywdził- w sensie pobił, zranił, czy nawet w końcu zabił psa. Nastolatki- szczególnie kiedy wypija- mają debilne pomysły (oczywiscie nie wszyscy, ale swoje widziałam :sad:). Pies oprócz tego że sam stanowi zagrożenie bo atakuje obce psy, sam może stać się ofiarą- chociażby wypadku drogowego. Po prostu zniknie któregos dnia. Czy ktoś go będzie szukał?...Sama sobie odpowiedz. Z drugiej strony, jezeli zamierzasz działać- musisz mieć plan działania-chyba że psa bierzesz do siebie. Warto by za w czasu pomyśleć, co będzie z psiakiem po zabraniu go jego-jakby nie było- prawnym opiekunom. A propos- czy on ma ważne szczepienie na wściekliznę? Jezeli nie, zaczęłabym od tego- jeżeli chcesz ratować psa, po prostu weź go do lecznicy i zaszczep. Koleżanka nie musi wiedzieć, możesz później kopię takiego zaświadczenia szczepienia (oryginał lepiej jest zostawic) wysłać jej rodzicom- może to będzie dla nich sygnał, że ludzie widzą co sie dzieje? Jeżeli mają choć trochę ambicji, powinni zacząć zajmować się psem. Bo łatwo zamknąć psa w schronisku- trudniej go wyciagnąć do dobrego domu :sad: Oczywiście ta sytuacja trwać nie moze. Idzie zima- mrozy. Czy wtedy pies pozostawiony sam sobie poradzi sobie z ciągłym przebywaniem na dworze? Czy będzie miał co jeść? Pić? Nie patrz na koleżankę wcale. Pomijając to, że kończycie szkołę, to czy właśnie takimi ludźmi chcesz sie otaczać? Koleżanka juz dawno pokazało jak głęboko gdzieś ma swojego psa. edit: Doczytałam o Twojej wizycie u koleżanki... Marchewka to nie jest jedzenie dla psa! Może być cennym dodatkiem, ale do tego powinno być mięso-pies to stworzenie mięsożerne- i nawet jakiś "wypełniacz", czyli ryż, makaron, nawet kasza... wiesz moze w tej marchewce byl makaron tylko pies wyjadl makaron mieso i marchewke zostawil?gdy daje moim suczom makaron z gotowana marchewka i gotowana nozka z kury to saba tak celnie jakby przez sitko wylawia kurczaka a reszta zostaje,nawet rozciapkane widelcem nie zjada cwaniara. moja kumpela tez puszczala psa samoppas przez kilka lat potem auto ja rozwalilo na glownej ulicy a ona nastepnego sobie wziela i pies kwitnie na lancuchu. Quote
Victoria Posted November 26, 2011 Posted November 26, 2011 Dla tych, którzy się upierają, żeby koniecznie gdzieś zadzwonić już teraz: Sytuacja z dzisiaj. Spotkałam małą psinkę będąc na mieście. Zadzwoniłam na SM - powiedzieli, że mają ważniejsze sprawy niż zagubione pieski. Stwierdzili, że jeśli się zgubilł (miał kółeczko od adresówki przy obroży) i ktoś go szuka, to go prędzej czy później znajdzie, a jeśli się nie zgubił tylko ktoś go wyrzucił, to co oni mogą zrobić, właściciela mu szukać nie będą. Na tym się rozmowa skończyła. Potem zadzwoniłam do TOZu. Pani powiedziała, że jest sobota, więc się psami nie zajmują. Wkurzyłam się, już nawet miałam zamiar tego psa osobiśie na policję zaprowadzić.. Na szczęście za kilkanaście minut pani oddzwoniła, z wiadomością, że mam psa pilnować, bo właśnie dzwoni do dyrektorki schronu w Celestynowie, ale ta nie odbiera. Nie wiem, co z psem zrobili, ale w końcu na szczęście ktoś po niego przyjechał. Z tego wniosek, że nawet jesli toz by sie sprawa zaiteresowal, to sm bedzie to miala gdzies. Jesli nie obchodzilo ich to ze po miescie błaka sie zgubiony pies, bez opieki, trzęsący się i głodny, to tym bardziej nie przejmą sie psem mającym właściciela z czyms innym w misce, niż by chciał i powinien mieć. A toz nic sam nie zrobi Quote
LadyS Posted November 26, 2011 Posted November 26, 2011 Victoria - dzwonić, owszem, gdy pies jest agresywny, to mają obowiazek coś zrobić. Ale nie wystarczy zadzwonić i powiedzieć, że tutaj sobie piesek biega, tylko trzeba wziąć dodatkowo nazwisko pana przyjmującego zgłoszenie - wtedy ich skuteczność wzrasta o jakieś 90% ;) Quote
Victoria Posted November 26, 2011 Posted November 26, 2011 Koleżanka z facetem gadała, nie ja, bo ktoś musiał psiaka trzymać. Ja tylko słuchałam rozmowy. No o nazwisko nie zapytała, chociaż ja do tego namawiałam. Quote
zaba14 Posted November 26, 2011 Posted November 26, 2011 Ja raz interweniowałam w sprawie psa, była zima i to dobrze na minusie z 15 stopni, okropnie było :( a w śniegu przebywał starszy piesek, czekał na suczkę ;) ale mróz był taki że zadzwoniłam do schroniska ale o tak wczesnej porze nikogo nie było, odebrała jakaś kobieta i zaproponowała aby dzwonić na policje, a ona jakby co później przekaze informacje dalej, Zadzwoniłam na komisariat odebrał bardzo miły pan, wysłuchał mnie, o co chodzi, ze zimno, że pies wiekowy, ze zamarznie, kazał czekać... oddzwaniał do mnie z kilka razy ;) niestety nie mogłam psa złapać, bardzo się bał, wiec nie podeszłam do niego, schronisko było kilka razy w podanym miejscu, ale wiadomo zwierzęta się przemieszczają, pan oddzwonił poraz ostatnio , aby jednak spróbować złapać psiaka jak się pojawi, bo tak to strasznie ciężko ;) one to chyba przeczuwają... pies przeżył zimę i czasami go widywałam.. wszystko zależy na jakiego człowieka się trafi... Quote
Wulkan Posted November 26, 2011 Posted November 26, 2011 Ja już przez kilka lat od kąd wychodzę z moimi psami mam tę samą sytuację :mad:. Zazwyczaj około 12:00 wychodzę z psami, żeby poaportowały. Jednak z tego powodu, że mieszkam na głównej ulicy chodzę na trawiaste boisko koło mojej szkoły. Jest duże, puste- cud miód i orzeszki :loveu: Kilkanaście metrów za nim są bloki, a w bloku razem ze swoimi pieseczkami mieszkają pewne panie. Ja zazwyczaj codziennie muszę się na nie natknąć, ponieważ, żeby je wybiegać 3-4 godziny trzeba porzucać, a panie ze swoimi psami na siusiu przecież muszą wyjść i chyba nic poza tym. Kiedy ją tam spotkam, psy zostają spuszczone i widać, że chyba nigdy nie biegają (po prostu nie umieją biegać i po chwili dyszą jakby skończyły maraton). Już nie raz słyszałam komentarze pod swoim adresem, typu "przecież one się męczą, sama tak sobie pobiegaj", "daj im spokój, przecież ledwo dyszą". A chciałabym zaznaczyć, że one nie dyszą, to ja muszę kończyć zabawę, ponieważ jeśli one są nakręcone na piłkę, to trudno to "odkręcić". Często widzę jak coś mruczą sobie pod nosem i na mnie spoglądają, a ja mam ochotę zrobić to: :eviltong:! Quote
evel Posted November 27, 2011 Posted November 27, 2011 Ja to zawsze trafię na jakiegoś debila :roll: Idę z TŻtem i suczą późnym wieczorem, wiatrzysko dmie tak, że wszystko fruwa dookoła, chcę przejść między dwiema siatkami, bo tak jest najbliżej do domu, nagle widzę, że stoi między ogrodzeniami nieduży pies i drze japę. Zatrzymaliśmy się, czekamy, wypatrując właściciela... Dostrzegam dziadka za jedną z siatek. Nasz dialog wyglądał mniej więcej tak: evel: proszę zabrać psa. dziadek: aaaale łon nic nie zrobi, proszę się nie bać. e: nie interesuje mnie to, proszę zabrać psa. d: aaaale łon poszczeka i zaraz przestanie! e: PROSZĘ ZABRAĆ PSA, CHCIAŁABYM PRZEJŚĆ. TŻ: może by pan zabrał psa normalnie? d: Dingo! Dingo! Proszę się nie bać, on zaraz przestanie! e: czy ja mówię po chińsku?! PROSZĘ ZABRAĆ PSA! Oczywiście, technika zdartej płyty nie podziałała, więc postawiłam na życiową mądrość szczekającego psa. Wzięłam Zuza pod pachę i szybkim krokiem zdecydowanie szłam prosto na Dingo, gapiąc mu się w oczy. Entuzjazm darcia mordy jakby spadł, pies zaczął się wycofywać, ciągle poszczekując, (w tle dziadek: Dingo! Dingo! coraz ostrzejszym tonem). Przeszliśmy, a ten karakan leci za nami i doskakuje do nas, oczywiście jak jesteśmy do niego zwróceni tyłem :roll: Więc się odwróciłam i ryczę WON!!! Bo przyznam szczerze, że już się zagotowałam :angryy: Nawet jakiś przechodzień bluznął sobie na dziadka i jego psa, bo nijak przejść nie mógł. Dingo na szczęście okazał się dość rozumny i chyba przyswoił, że wcale nie żartuję. Czy to naprawdę taki problem, wychodzić z psem na smyczy, choćby na flexi? :roll: Coś czuję, że jeszcze nie raz się spotkamy... Chyba powinnam psiknąć gazem najpierw psa, a potem dziadka :roll: Quote
Merrick Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Ja miałam dłuższy czas spokój, ale nic co piękne nie trwa wiecznie :roll: Moje psy mają 3 długie spacery i jeden 20-minutowy, przed spacerem nocnym. Zazwyczaj na ten króciutki chodzę z każdym psem osobno, żeby się tylko załatwiły i ładnie czekały w domku na spacer ''właściwy'' ;). Po 18 zgodnie z hierarchią wyszłam z Tamlinem. Chodzimy spokojnie po parku, mamy już wracać do domu gdy kogo widzę ?? ''Kochane psisko'', o którym pisałam nie raz, i dzięki któremu miałam szytą nogę :diabloti:. Dawno go nie spotkaliśmy i postanowił odnowić znajomość. Podleciał pod nogi Tamlina, zaczął tę swoją ''trzęsawkę'', wyszczerzył małe kły i wpadł w dziki jazgot. Zatrzymałam się i pozwoliłam, żeby linka Tamiego była luźna. Kiedyś w takich sytuacjach trzymałam Tamlina za obrożę, żeby nie odgryzł się intruzowi, ale od jakiegoś czasu mam to gdzieś :diabloti: Mam psa na smyczy, nie jest prowodyrem, smycz ma 2 metry, jeśli jakiś wredny kundel, dogryza mojemu psu, to niech nie przekracza tej granicy. Z taką też myślą patrzyłam na tę dwa razy mniejszą od Tamiego bestyjkę, a niech go ugryzie, może w końcu przestanie nas atakować. Nagle na ścieżce pojawiła się 9-letnia córka właścicieli bestyjki. W jednej ręce trzymała na smyczy coceropodobną suczkę, obok latał luzem drugi pies. Dziewczynka zaczęła odwoływać bestyjkę, ale pies miał to gdzieś, więc popatrzyła na mnie i sobie poszła. Ja zawróciłam i dzielnie skierowałam się w stronę domu. Bestyjka szedł za nami jeszcze 5 minut, oprócz niego dołączył drugi pies, który szedł z dziewczynką. Przyznam, że nic jej nie powiedziałam tylko dlatego, że bałam się że zrobię krzywdę dziecku, jak stracę nad sobą panowanie :mad:. Przy okazji dowiedziałam się, że zamiast jednego, mają teraz 3 psy. Ja zwariuję :placz: Żeby tego było mało, ledwie się uspokoiłam, wyszłam na spacer z Baldurem :cool3: I znów gdy już wracaliśmy do domu...niespodzianka :diabloti: Baldur wąchał trawę, gdy nagle z krzaków wypadło coś czarnego, małego i strasznie szybkiego, co zaczęło zataczać wokół nas kółeczka. Ja prawie dostałam zawału ( o tej porze już jest ciemno, a ja się nie spodziewałam ''ataku'' ). Za chwilę wyłonił się młody mężczyzna i zaczął wołąć ''Sara,Sara'', i tak w kółko. Sara oczywiście, jako że radosnym, bezproblemowym psem jest, olała pancia i dalej gwałtownie próbuje zmusić Baldura do zabawy. Ponieważ nie byłam przygotowana, nie zdążyłam uspokoić Baldiego, więc ten wpadł w szał :shake: Po pierwsze nie lubi natrętów i obojętne mu czy to pies czy suka. Po drugie jest płochliwy jeśli ktoś coś gwałtownie robi. Zaczął się szarpać, żeby odgonić się od suki. A ta...wskoczyła mu na grzbiet :angryy: Baldur jak ma w zwyczaju przy pierwszym kontakcie uszczypnął ją za tyłek. Suczka pisnęła, po czym jeszcze bardziej się nakręciła ( zresztą zauważyłam taką zależność, im więcej Baldur podszczypuje suczki, tym chętniej się z nim bawią, wbrew jego wyrażanym całym sobą protestą :cool3: ). Po kolejnych dwóch minutach, suczka w końcu się znudziła i pobiegła za swoim panciem w dal :shake:. Udało mi się przywrócić Baldurowi jaki taki komfort psychiczny i zawędrowaliśmy do domu. Czemu dziś ani razu się nie odezwałam do właścicieli psów ? Miałam chyba ochotę na jeden dzień ciszy, bo gdybym się odezwała boję się, że tym razem na pewno pękłaby mi żyłka w mózgu :diabloti: Quote
Soko Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Na szybko się wypowiem na razie co do karmienia psa przez dzieci w szkole (sprawa Victorii) - przepraszam, a jak będzie czekolada, czy cokolwiek, co może psa zabić? Faktycznie, pies ma co jeść, ale w takim razie rownie dobrze można karmić go trutką na szczury, jak się nie wie co je i może się otruć, to co za rożnica? A, tak - świadome zabijanie a nieświadomość tego, co pies je.. Dopiero jak im się otruje, to przy następnym psie właścicielom się oczy otworzą? Quote
panbazyl Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 a mnie po prostu rozwalają własciciele malych szczekaczy - podbiega to pod nogi - zazwyczja od tylu, drze ryja i próbuje dziabnąć, na co wlasciciel zwykle - Pikus, Misiuuuuu, on przeciez nie gryzie..... Kuźwa mac - nic tylko powinnam wtedy miec swoje futra i puścić na Pikusia i Misia - przynajmniej bym oszczędziła ze dwa dni na barfie :diabloti: Quote
Beatrx Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 to mi się przypomniało jak mała jeszcze byłam i mieszkał u mnie w bloku taki starszy pan z ratlerkopodobnym pieskiem Amorkiem. Amorek lubił podbiegać i szczekać na ludzi i pewnego dnia podbiegł do takiego chłopaka przechodzącego przez nasze podwórko. chłopak się zamachnął nogą i chciał psa odpędzić, a Amorek odwinął się i chłopaka użarł w łydkę. Dziadek w tym czasie próbował odwoływać Amorka, no ale nie wyszło. chłopak ze łzami w oczach mówi: pana pies mnie ugryzł, a na to mu dziadek: to po co mu przed nosem nogą machałeś? z resztą było nie chodzić po naszym podwórku to by cię nie ugryzł:diabloti: Quote
lawendowa Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Generalnie małe krzykacze mnie nie ruszają może dlatego że mój pies całkowicie ignoruje szczekanie psów. Jeśli nawet jakimś jest zainteresowany a ten na niego szczeknie, pies się odwraca i traci zainteresowanie, czy jak kto woli sie wycofuje. Gorzej z psami które nie tylko sobie szczekają ale i atakują ... i zawsze to samo "on nic nie zrobi" ile razy słyszałam że pies nic nie zrobi po czym jakaś dziamba wisiała na ogonie psa :roll: I jeszcze zdziwienie, bo przecież to mały piesek wiec nie pogryzie dotkliwie dużego psa...może i owszem wielkiej rany by z tego nie było, ale nie oznacza to że mam się godzić na to żeby co dwa kroki jakiś nieywchowany pies sobie pogryzal mojego, bo to przecież nic wielkiego. Przyznaje się nawet, że pewnego razu nie wytrzymałam i kopnęłam psa, całkiem z premedytacją, ale jakby w odruchu. Jest mi wstyd za to i nie czuje się z tym dobrze, mam wyrzuty sumienia do dziś mimo iż to było ze dwa lata temu... Stałam z psem przed sklepem, takim osiedlowym samoobsługowym. Do sklepu przyszła również jakaś pani i jak to ludzie mają w zwyczaju, ide do sklepu wiec wezmę psa na spacer... jamnikowata, spaciona suka bez obroży, smyczy czegokolwiek przyszła z panią. Pani weszła do sklepu suczydło zostało przed. W znacznej odległości od nas. Pies jej nie zaczepiał, leżał spokojnie, nawet na nią nie patrzył, a ta nagle zrobiła jakiś dziwny doskok i rzuciła się psu do pyska, ten zdziwiony i zaskoczony się spłoszył a suka poraz kolejny spróbowała swoich sił. Tak jak stałam tak się jej odwinęłam z buta a że była zima a ja chodzę w glanach to nie mogę powiedzieć, że było to lekkie odepchnięcie. Odrzuciło ją i zaskomlała. Poszła pod drzwi, czekała na panią. Straciłam panowanie nad sobą po prostu. Mój pies jest atakowany wielokrotnie, kilka razy był pogryziony, głównie przez owczarki niemieckie ktore oczywiście nic nie zrobia, które chodzą sobie na spacerki bez smyczy, kagańców i maja w dalekim poważaniu swoich właścicieli. Teraz wróciliśmy ze spaceru i jesteśmy po kolejnym starciu z owczarem...najlepsza była właścielka, która stwierdziła, że ona potrzyma mojego psa bo jest lżejszy a ja zebym odciągnęła jej psa ... :roll: paranoja jakaś. I jeszcze zdziwienie że mam pretensje do niej...oczywiście psy się poplątały, bo pierwszą reakcją mojego psa jest wycofanie a jak juz nie ma wyjścia ( a go nie ma jak jest na smyczy) to obrona ... Jestem po prostu maksymalnie zniechęcona do owczarków niemieckich. Znam tylko jednego który się tak po prostu nie rzuca na mojego psa, ale też za przyjaźnie nastawiony nie jest. Quote
Wulkan Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Szłam sobie dzisiaj spacerkiem rano z psami. Ja na drodze, a one biegały na łące i goniły ptaki. Przeszliśmy sobie w takim spokoju jeszcze kilka kilometrów, ale droga musiała w końcu dokądś prowadzić. A prowadziła do pewnej pani mającej trzy psy. Oczywiście wszystkie poza podwórkiem. Jeszcze kilkadziesiąt metrów przed ich domem zaczęły się nami interesować, a ja postanowiłam, że przejdę przez pole i pójdę dalej. Psiska oczywiście przyleciały i zaczęły się nachalnie wąchać. Stałam tam i czekałam, ale chwilę potem czarna suka chciała się rzucić na nie z zębami, a inne psy wzięły z niej przykład. Już się bałam, że się pogryzą, no i niestety dziabnęła mojego psa. Wpadłam w taka złość, że zaczęłam biec za tymi psami (nie wiedziałam, że jestem taka szybka :evil_lol:)Biegłam po prostu i nagle ten najmniejszy się zatrzymał i ja też. Zaczęły mi wszystkie trzy przed nosem szczekać, ale widać, że się bały. Pozbierałam kilka kamieni z pola i udawałam, że rzucam (koło nich). W końcu sobie poszły. Natomiast dzisiaj nie odpuściły sobie i zaczęły szczekać, jakby nienormalne jakieś były. Wystartowały do psów, ja schyliłam się po kamienie i nagle czuję ból. To mały, słodki pieseczek mnie ugryzł :angryy:. Myślałam, że go chyba kopnę, nie zrobiła tego, tylko sobie poszłam. Rana była bardzo dziwna. Siniak otoczony maleńkimi krwiakami- tak to wyglądało. A teraz sobie obiecuje, że jak nic kupie gaz pieprzowy i je 'zagazuję'. :mad: A wiecie, co jest najciekawsze? Że ich właścicielka, która raczej była w domu nic nie zrobiła. Nie chciało jej sie tyłka ruszyć, żeby psy zabrać. I jeszcze jedno, że za jej domem dalej jest piaskowa droga, prowadząca do innej wsi, a więc każdy, kto chce tam pojechać musi ominąć pieseczki...:-o Quote
Victoria Posted November 28, 2011 Posted November 28, 2011 Kurde, jak czytam wasze historie to mnie krew zalewa ;/ Na mojej drodze do szkoły mieszka maly labek, na ogrodzonym podwórku. Kiedyś wracając do domu zatrzymałam się, żeby mu fotkę cyknąć, a tuż za mną stanęły dwie dziewczynki. Jedna wyciągnęła kanapkę i dała psu, za chwilę wyjęła z plecaka coś innego. Usłyszałam głupie komentarze, że pieskowi z pewnością posmakuje, odwracam się i co widzę?? Czekoladę! Po moim niestety niecenzuralnym monologu na podniesionych tonach, biedaczki w biegu zbierały szczęki z chodnika. Ehh.. jakby to był mój pies, to musiały by zęby, albo nosy z ziemi zbierać:diabloti: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.