Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Ostatnie podrygi wakacji, to i chamskich sytuacji więcej. Idę z suczą na flexi (tu akurat ważne). Z naprzeciwka idzie dziewczynka lat ok. 7 (już raz o niej pisałam, że sama chodzi i zwracałam jej tacie uwagę) z dość dużym mixem ONka. Onek przeszarpał dziewczynkę do Mikry, na jej CSy nie zareagował i radośnie splątał smycze, pakując jej nos w tyłek. Dziewczynka prawie się przewróciła, więc wrzasnęłam "Trzymaj!" i puściłam flexi, przywołując Mikrę. Zadziałało. Psy się rozdzieliły, znowu powiedziałam dziecku, żeby sama z takim dużym psem nie chodziła. Odpowiedź "A bo on jest taki głupiutki". Mówię: "Tak, ale w końcu cię przewróci i będzie nieszczęście". Nie widziałam jeszcze od tego czasu rodziców ani dziecka, ale wątpię, żeby trafiło... Może jak dziewczynka rozbije kolano, to coś się zmieni... :(

Posted

Upomnienie, może mandat. Może dadzą rodzicom do myślenia, że to co robią nie jest w porządku?

Uważasz, że lepiej nie reagować, tylko poczekać aż psu czy dziecku stanie się krzywda?

Posted

Ja z kolei mam stary problem który pojawił się dzisiaj w nowym świetle.

Pisałam o agresywnym amstaffie z naprzeciwka, puszczanym bez kontroli, z dzieciakami, atakującym. Musiałabyć jakaś awantura o to bo psa ostatnio w ogóle nie widziałam, a jak już zobaczyłam to na smyczy. Zastanawiam się kiedy go wyprowadzają bo czasami tygodniami ich z nim nie widać, to bardzo dziwne biorąc pod uwagę to, że okna mam na ich stronę i zwykle widuję okolicznych psiarzy często na spacerach, ich prawie wcale.
Ale nie w tym rzecz, rano wracając ze spaceru z moim labem zobaczyłam jak gówniarz (chłopaka znam, 16 lat ma) wyprowadza go na smyczy. Jednak byłam zszokowana tym co zobaczyłam. Pies szedł na tej smyczy przestraszony, z ogonem pod sobą, szedł przykurczony do ziemii łapczywie ją wąchając ale cały czas obserwując jednym okiem chłopaka. Nagle nie mam pojęcia za co oberwał z całej siły smyczą. Ten pies jest bardzo zastraszony, nie trzeba być specjalistą by to zobaczyć. Nie wiem co mu robią ale na pewno go biją, i to za nic, pewnie się wyżywają. Jednak nigdy nie był połamany, ranny ani zagłodzony. Czy z czymś takim da się coś zrobić? w moich oczach to znęcanie się ale w oczach prawa?

Posted

Moja labka też nie jest w 100% odwoływalna. Zresztą - chyba takich psów nie ma.
Zawsze mi głupio, jak gdzieś podbiega, a mi uda się ją zawrócić dopiero w połowie drogi.. Nie dobiega tam, gdzie chce i zawsze to lepiej niż gdyby leciała na oślep mając mnie w dupie, no ale..

Ktoś tu pisał, że nie zna labów, które są ogarnięte i nie lecą z rozmachem na wszystko co się rusza - zapraszam do mnie. :)
Zmora umie się zachować przy małych pieskach, nie idzie z łapami, delikatnie stara się je obwąchać. Ostatni tydzień spędziła m.in z 5miesięczną cavalierką i mogły biegać razem bez problemów, bo Zmora uważała, żeby cavisia nie podeptać.


Co do kopania - nie przetłumaczycie, że to nie kop z glana, tylko coś, co psa otrzeźwia.. Obecnie mieszkam pod Poznaniem i mam problem, gdy Zmora ma cieczkę. Pełno psów naokoło.. zwykle chodzę z dwoma smyczami - na jednej mam psa, drugą odganiam natrętów. Zwykle wystarczy groźna postawa i tupanie, ale czasem zdarzyło mi się taką grubą materiałową smyczą trzasnąć gdzieś po zadzie..

Miałam tez sytuacje jak OGROMNY w stosunku do mojej labki DONek rzucił się na nią z zębami.. Moja miała cieczkę, ale DON miał to wyraźnie w dupie.. Po moim huknięciu samiec się zdziwił, ale byłąm gotowa machnąć go smyczą bez skrupułów. Właściciel "spokojnie, spokojnie, pani mu nic nie robi..!'
na co ja cała roztrzęsiona 'jak się nie od*ierdoli, to nie gwarantuje!"
I facet uparcie, cały czas z agresywnym do innych psow i suk samcem chodzi bez smyczy.. :/

Posted

Jezu, dziewczyny, chyba każda z nas ma (ma?? ;)))) mózg po to by go używać? I nie generalizować z tym kopaniem czy czym tam jeszcze.

Prince, ogólnie się z tobą zgadzam, ale raz skopałam cudzego psa i szczerze, było mi obojętne, czy mu coś zrobię czy nie. To było wiele lat temu, szłam w nocy z moją starutką sznaucerką miniaturą koło domu, na ostatnie siku. Nagle przez otwartą furtkę u sąsiadów wybiegła suka, mieszanka ONa. Bardzo znana ze swojej agresji wobec małych psów. Moja w pisk, nie zdążyłam jej podnieść, tamta ja dopadła, krew się polała. Nie mogłam tamtej odciągnąć za obrożę bo jej nie miała, gdy spróbowałam moją wyciągnąć spod agresorki, dostałam zębami po dłoni. Nie wiedziałam nawet, czy moja suka jeszcze żyła, ale dopiero skopanie ONce, i to solidne, dupska dopiero ją jakoś otrzeźwiło. Puściła a ja wtedy natychmiast porwałam nieprzytomnego psa i biegiem do domu.
Sprawa miała taki koniec, że moja sznaucerka przeżyła, szyliśmy ją z zaprzyjaźnionym wetem do rana. Do końca życia miała problemy z wypróżnianiem, bo tamta rozerwała jej odbyt. Pokiereszowała cały grzbiet, naruszyła warstwy mięśni. A trauma... kolejne lata i każdy spacer to przerażony pies koło mnie albo na moich rękach. Nie mogłyśmy tamtędy nawet przejść, musiałam do własnego domu się skradać. A jak nie daj Boże zobaczyła tamtą nawet przez płot, zaczynała kwilić i uciekała do domu tak, że często wpadała na oślep na zamknięte drzwi. Do dziś mnie szlag trafia, jak sobie przypomnę i żałuję, że tamten pies przeżył spotkanie ze mną. Potem pogryzł jeszcze wiele okolicznych psów, mimo, że za szycie i leczenie mojej sznaucerki jej właścicielka zapłaciła naprawdę słono a i wizytę Policji jej sprezentowałam.
Teraz pańcia ma kolejnego, samca tym razem i jest dokładnie tak samo agresywny, jak poprzednia suka. Kretyński widok - idzie to babsko, na szpilkach, w kapelutku na łbie, z psem, a jak widzi innego psa, łapie się drzew, latarń czy co tam jeszcze się nawinie. Proponowałam jej pomoc w wychowaniu psa, tego i poprzedniego. Kierowałam na szkolenie. Nic... baba jest jak beton, pies jej broni i już. Taki ma być "wilczur". Nie mam już psów, nie mieszkam tez już tam (bywam u rodziców jedynie) więc mi to już obojętne.

Podsumowując, nie jestem dumna z siebie, że tak potraktowałam psa, ale też nie zamierzam przepraszać - ratowałam życie mojego psa. Moim zdaniem tej kobiecie powinno się odebrać jej obecnego "wiluczura" i sądownie zakazać posiadania zwierząt. Dla ich dobra.
Bo właśnie taki rodzaj chamstwa u innych psiarzy jest najgorszy - totalna zlewka na to, co ich rozwydrzone, niebezpieczne i agresywne psy robią. A potem płacz i żale do wszystkich wokół.

Posted

Drugi post, ale tak chyba czytelniej jednak będzie...

Wzywajcie policję czy SM, nawet jeśli myślicie, że oleją sprawę. Choćby po to, by potem, w razie pogryzienia czy innej paskudnej sytuacji, była już u nich dokumentacja, że pies sprawiał wcześniej kłopoty. Zawsze to dodatkowy powód, by ostrzej potraktowali takiego właściciela.
Co do bitego amstaffa - ja bym spróbowała to zgłosić, zaznaczając, że u tej rasy takie zachowanie może w końcu wywołać agresję psa w stosunku do człowieka. Takie tłumaczenie może (nie musi, niestety) podziałać na SM i ich jakoś zmobilizować. W każdym razie - warto zawsze reagować.

Posted

bouvcia.
Na twoim miejscu zareagowałabym tak samo.
Miałam podobną sytuację, ale byłam w 4podstawówce i niewiele mogłam zrobić.
Szlam z moja 5kg suczką na smyczy i rzuciła się na nas agresywna, wielka, zapasiona suka [a jej pan kilka metrów dalej podziwiał widowisko]. Suka bez smyczy, zupełnie niekontrolowana.. Rzuciła się na moje maleństwo, które na szczęście miało dość luźno zapiętą obrożę więc się wywinęła i uciekła do domu.. Z dziurą w karku.. i guzami z wodą na biodrach, które zostały jej do końca życia. Nie zdążyłam nawet zareagować..
Potem miałam kolejną sytuację z tą suką, ale moja uciekła [na flexi 10m], za dom, a ja stałam między ścianą domu i płotem i blokowałam sukę cięższa ode mnie..
Policja nie pomogła, płacenie za poharatanie mojej też nie.. W końcu ktoś mu tę sukę otruł..

I myślę, że gdyby to zdarzyło mi się teraz, to nie wahałabym się użyć butów i nie miałabym wyrzutów sumienia.

Posted

netheter napisał(a):
Moja labka też nie jest w 100% odwoływalna. Zresztą - chyba takich psów nie ma.
(...)
Ktoś tu pisał, że nie zna labów, które są ogarnięte i nie lecą z rozmachem na wszystko co się rusza - zapraszam do mnie. :)


Koniecznie musimy się nawzajem odwiedzić :evil_lol:

Co do 100% odwoływalności - to nie jest kwestia tylko posłuszeństwa psa, ale i naszego ogarnięcia. Nie twierdzę, że odwołam mojego psa, kiedy będzie już żarł się z innym, nie twierdzę, że odwołam moją sukę w momencie, kiedy obca babcia będzie ją karmić ciastkami (choć całkiem możliwe, że by mi się udało, ale nie jestem pewna na 100%) - ALE jak puszczam psy ze smyczy, mam oczy dookoła głowy i w momencie, gdy sytuacja może stać się niepewna, odwołuję psy W PORĘ, kiedy wiem że na pewno mnie posłuchają. Odwołuję je, kiedy zobaczę kilkanaście metrów dalej kogoś z psem, a nie kiedy już do niego podbiegły czy biegną; odwołuję jak widzę nadmierne zainteresowanie czy jakieś obawy ze strony przechodniów, a nie jak już moje psy do nich podejdą czy wystraszą. I to w praktyce jest właśnie 100% odwołanie - część pracy nad posłuszeństwem psa, część własnego wysiłku włożonego w kontrolowanie sytuacji na bieżąco.

Posted

nas wczoraj zaatakowała suka pudla królewskiego (koło 25-30kg), dość duża agresywna suka i 6 letnie dziecko to nie jest dobre połączenie ;) nie utrzymało dziecko psa , moja suka w kagańcu i na smyczy wiedziałam że nie zdąże zdjąć kagańca a nie pozwolę żeby moja suka znowu była pogryziona więc puściłam smycz żeby mogła się bronić jakoś , moja suka jest agresywna także i potrafi się gryźć także potrafi wykorzystać kaganiec, więc po max 20sec pudlica leżała na chodniku a moja waliła ją kagańcem , sąsiedzi w oknach bo pudlica piszczała jakby ją zarzynali mimo że moja nie dotknęła jej zębami bo ciągle w kagańcu, dziecko płacze , oczywiście mój pies został nazwany agresorem i mordercą który atakuję bezbronne pudle z małymi dziećmi , norma .
gdybym nie puściła mojego psa to pewnie wet byłby konieczny więc uważam że dobrze zrobiłam .
a od matki dziecka która od razu wyszła do okna nie usłyszałam przepraszam tylko wyzwiska w moim kierunku i groźby , pewnie gdyby to ich pies pogryzł mojego byliby zadowoleni .

Posted

Zapraszam do Poznania :D
Zmora ładnie CSuje i reaguje na CSy, chociaż.. lubi gnębić szczeniaki czy małe psy, które się boją.. ale na to ja nie pozwalam i ogarniam ją jak tylko zauważę takie zapędy.

W takim razie, jeśli to jest tak, jak piszesz - to mój pies jest odwoływalny (no.. nad tymi ciastkami to bym się zastanowiła.. :lol:).

gops, tya.. takie sytuacje są przegenialne. -.- Przecież to Twój pies jest agresywny i to Twoja wina.. oO [a że Ty o tym wiesz i masz suke w kagańcu, to już przecież nieważne - w końcu Twoja sucz to potwór bo nie da sie pogryźć bezczynnie, tylko sama sobie daje radę.. i to bez uzycia zębów :D]

Posted

hi :) to u nas też podobnie było kiedyś, jeszcze jak sąsiadka miała poprzedniego yorka (yorka jazgota), to były moje początki z Rokim, sąsiadki pies jak mijaliśmy się na schodach zaczynał jazgotać, podbiegał do Rokiego i gryzł go w łapy i Roki wtedy jeszcze dosyć mocno lękliwy, łapami przebierał jak na szczudłach, żeby ugryzienia uniknąć i zwiewał na górę, a ta jeszcze się cieszyła, że jej york się czuje pewniej, bo pierwszy tu zamieszkał. No i raz Roki się zdenerwował i jak york go capnął w łapę to go przewrócił na plecy i przycisnął kagańcem (plastikowym) do podłogi :mad: Idiotyczne komentarze sąsiadki się skończyły (obraziła się na parę miesięcy, a Rokiego od tamtej pory traktuje jak powietrze, raz też słyszałam jak się wypowiadała do kogoś, że ona takich dużych psów - jak mój - to nie lubi) i york też już mijał Rokiego spokojnie :)

Posted

gops, ale przy takim podejściu to Twój pies nigdy nie przestanie być agresywny, raczej będzie coraz gorzej... Kup sobie gaz pieprzowy, nawet dwa dla pewności, jak idzie na Was agresywny pies to bierz sukę za siebie i pacyfikuj agresora. Za każdym razem, kiedy puszczasz ją, żeby sama sobie poradziła z napastnikiem, jej agresja się tylko utrwala i pogłębia.

Posted

[quote name='Martens']gops, ale przy takim podejściu to Twój pies nigdy nie przestanie być agresywny, raczej będzie coraz gorzej... Kup sobie gaz pieprzowy, nawet dwa dla pewności, jak idzie na Was agresywny pies to bierz sukę za siebie i pacyfikuj agresora. Za każdym razem, kiedy puszczasz ją, żeby sama sobie poradziła z napastnikiem, jej agresja się tylko utrwala i pogłębia.
najczęściej nosze gruby dławik w kieszeni i rzucam psu pod nogi , niestety w tym przypadku nie miałam czasu zaregowac odpowiednio , nie zdażyłabm wyjąć go i rzucić.
zazwyczaj także biorę psa za nogi a podbiegającego agresora kopne ale przy większym psie niż mój to ciężkie do zrealizowana a tą sukę już znam i wiem że kopy jej nie zatrzymują.
ja sobie zdaję sprawę jakiego mam psa dlatego nosi kaganiec prawie zawsze a ze smyczy pod blokiem jej nie puszczam , tylko co z tego że ja to robię jak znajdzie się 5 kolejnych osób z agresywnymi psami które mają to gdzieś niestety a moja suka była pogryziona już kilka razy , sama też święta nie jest ale nie pozwolę żeby jakikolwiek pies znowu ją pogryzł .
oczywiście wiem że masz rację w tym co piszesz, niestety bywa różnie.

Posted

Ja od pewnego czasu jestem w stanie wojny z kobietą z sąsiedniego bloku :roll: Babka chodzi na spacery z około 10-letnim kundelkiem średniej wielkości. Mimo wieku jest to chyba najbardziej energiczny pies na osiedlu :cool3: Pani zawszę puszcza go luzem i idzie jakieś 5 metrów za nim. Pies jest totalnie nieodwoływalny. Podbiega do każdego psa i zaczepia, robiąc kółka i obszczekując. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji gdy jej pies drażnił innego psa, często psy się wkurzały, właściciele musieli je uspokajać, a ona przystawała i krzyczała ''Kajtek, do mnie''. Oczywiście Kajtek ma to głęboko gdzieś :cool3:. O dziwo nigdy nie był zainteresowany Tamlinem, a i Tamlin nim, więc jako tako się dogadywałyśmy, wymieniałyśmy uprzejmości, zawszę pytała jak tam mój ''medalista'' itp. Jazda zaczęła się gdy Kajtek wyczaił Baldura. Baldur nie lubi bawić się z innymi psami ( nie w tym sensie, że je atakuje ), po prostu chodzi swoimi drogami na spacerze, trzyma się mnie lub bawi z Tamlinem ( którego uwielbia ). Inne psy nie są mu do szczęścia potrzebne ;) Gdy jakiś podejdzie, on odchodzi albo powącha i straci zainteresowanie. Jedynym wyjątkiem są obskakująco-obszczekujące psy. Gdy Baldur widzi nadciągającego na niego z prędkością i warkotem na pysku psa, Baldur od razu odbiera to jako sytuację zagrożenia. No i oczywiście Kajtek podleciał, zaczął skakać wokół nas i ujadać. Baldur się zjeżył i spróbował odgonić woofaniem natręta. Właścicielka oczywiście jak zawszę stała parę kroków dalej i przyzywała psa, bezskutecznie, zamiast po prostu podejść i go zabrać. W pewnym momencie Kajtek wyrwał w stronę pyska Baldura ( Kajtek tak robi, doskakuje i odskakuje, przy czym nie gryzie ). Baldur też wyrwał do przodu i go uszczypnął. Piszę uszczypnął bo to naprawdę tak wygląda :lol: Nie rzuca się całą paszczą, tylko przednimi zębami tak przyszczypuje. Tak jak niektóre psy ciągną za koszulkę. Oczywiście krwi nie było, Kajtek nawet się nie przejął, tylko dalej robił swoje. Właścicielka wreszcie podbiegła, zapięła psa i z japą na mnie :diabloti: że ona wszystko widziała, że mój pies chciał pogryźć jej psa itp. Stwierdziła, że skoro on gryzie to powinien chodzić w kagańcu, że ona to zgłosi. Odpowiedziałam, że proszę bardzo, że z chęcią poinformuję SM, że Kajtek lata luzem i bez kagańca, że zaczepia inne psy i właścicielka nie panuje nad psem. Mam na to wielu świadków. Kobieta odeszła, mamrocząc coś pod nosem. Jak mnie wkurzają takie baby. No ale oczywiście według niej Baldi powinien chodzić w kagańcy, żeby jej piesek mógł spokojnie drażnić mojego bez żadnych konsekwencji i żeby mój był bez możliwości obrony :shake:

Posted

Fatalny okres na wychodzenie z psem... Idę sobie spokojnie chodnikiem z Psicą. Za nami idą sobie starsi państwo, tacy bardzo dystyngowani z "yorkiem, takim widzi pani, rasowym, nie, nie ma rodowodu". Oczywiście jorasek bez smyczy. Podleciał do Mikry raz - oburczała go, więc odszedł. Podbiegł drugi raz - warknęła porządnie, odszedł, państwo już jakieś komentarze o niemiłych psach rzucają, ja grzecznie proszę o zabranie psa na smycz - "Nie mamy". No, to kiedy pies po raz trzeci podbiegł, a Mikra prawie piany na pysku dostała - zamarkowałam kopa. Pomogło! Znalazła się smycz i obroża i okazało się, że nie trzeba za nami łazić! Alleluja, zaczynam wierzyć w cuda! ;)

Posted

Serdeczne pozdrowienia dla Pana, którego terriery szkockie zaatakowały mojego psa :diabloti: Jako, że jestem "niemyślącą babą, która nie wiadomo gdzie się pcha z tym kundlem" następnym razem nie będę podduszać swojego psa na obroży trzymając jego pysk z dala od atakujących agresorów tylko pozwolę mu załatwić sprawę wewnątrzgatunkowo :p

Posted

Litterka napisał(a):
Fatalny okres na wychodzenie z psem... Idę sobie spokojnie chodnikiem z Psicą. Za nami idą sobie starsi państwo, tacy bardzo dystyngowani z "yorkiem, takim widzi pani, rasowym, nie, nie ma rodowodu". Oczywiście jorasek bez smyczy. Podleciał do Mikry raz - oburczała go, więc odszedł. Podbiegł drugi raz - warknęła porządnie, odszedł, państwo już jakieś komentarze o niemiłych psach rzucają, ja grzecznie proszę o zabranie psa na smycz - "Nie mamy". No, to kiedy pies po raz trzeci podbiegł, a Mikra prawie piany na pysku dostała - zamarkowałam kopa. Pomogło! Znalazła się smycz i obroża i okazało się, że nie trzeba za nami łazić! Alleluja, zaczynam wierzyć w cuda! ;)


no i widzicie, oto przykład, że z niektórymi nie da się inaczej, jak kopem.
mój pies nie ma problemów z innymi psami, ale to nie znaczy, że inne nie mają i nie muszę się tym przejmować :shake: szkoda, że tak wielu właścicieli otwiera oczy dopiero, gdy ich pupilek kończy w zębach większego pobratymca...

awaria napisał(a):
Serdeczne pozdrowienia dla Pana, którego terriery szkockie zaatakowały mojego psa :diabloti: Jako, że jestem "niemyślącą babą, która nie wiadomo gdzie się pcha z tym kundlem" następnym razem nie będę podduszać swojego psa na obroży trzymając jego pysk z dala od atakujących agresorów tylko pozwolę mu załatwić sprawę wewnątrzgatunkowo :p


skoro tak powiedział, było puścić swojego 'kundla' i zobaczyć, jak zmienia się reakcja... :p

Posted

Szura napisał(a):
Bo Ty z wilkiem po ulicy chodzisz i myślisz, że Ci wszystko wolno... :evil_lol:


No kurczę racja, nie pomyślałam :evil_lol: Chyba muszę się wyprowadzić na jakiś step daleki, z tą moją ''dziczą'' :evil_lol:

Posted

Dziś usłyszałam ofertę nie do odrzucenia:roll:
Podzszedł do mnie pewien pan i zaczął mi słodzić, jakiego mam świetnie wyszkolonego, wychuchanego i ślicznego pieska. Już wiedziałam co facet ma na myśli... Zaczął snuć historyjkę o jego "wybitnym wilczurze", aż w końcu doszedł do sedna: "piękne szczeniaczki by wyszły po pokryciu z tą suką, ludzie by takie kupili". Trochę się rozczarował, jak się dowiedział, iż Kleo jest po sterylce. "Przecież suka musi mieć szczeniaczki!" Postaliśmy 2 minutki, wytłumaczyłam, czemu suka jest po zabiegu, dlaczego nie chciałam szczeniaków. Zaskoczyłam się jak pan rzekł, że mam rację "w końcu dużo psów przez to trafia do schronisk". Tak też powiedziałam, że może dlatego moja sucz znalazła się w schronie. Może zrozumiał, o co mi chodziło:lol:
Co prawda, nie było to chamskie ze strony faceta, tylko jego brak wiedzy na temat psów i staromodne myślenie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...