Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted


Poszukuję leków na zbicie ciśnienia Stoję z Suczą - waga 6,5 kg, trauma poschroniskowa, boi się innych psów - pod sklepem, czekam na kumpelę. Podbiega do nas coś dość dużego, onkowatego i młodego. Oczywiście, zachęcanie do zabawy, skakanie po grzbiecie, nos w tyłku i chyba wszystko naraz było zrobione, bo psina szybka była. Mnie wmurowało. Jakaś babka, 100 metrów dalej na pseudołączce sunię odwołała. 2 minuty, sunia z powrotem przy nas. Babka po kolejnej minucie się zorientowała, że jej psica zwiała, znowu woła. Psica pobiegła do babki. Ale mi się cierpliwość skończyła - wygarnęłam, co myślę o puszczaniu psa bez smyczy, jeśli odbiega i do tego biegnie przez ulicę Ale co się Mikra strachu najadła to już jej...


Nie szkoda pracy, jaką wkłada się w psa z lękami...? Nie szkoda zaufania do przewodnika, które pies traci po takim spotkaniu? Wymagajmy wiele od naszych psów, wymagajmy spokoju przy spotkaniach z innymi futrami, wymagajmy obojętności wobec nich. Ale do jasnej Anielki - my musimu zapewnić im poczucie bezpieczeństwa! Skoro chcę być przewodnikiem dla mojego psa, moim obowiązkiem jest dać mu pewność, że nie dopuszczę do tego, by czuł się przy mnie choćby niekomfortowo z powodu innego psa (albo człowieka), nie mówiąc o tym, by zrobił mu jakąś krzywdę. Nie mam żadnych oporów - każdy pies który chce bez kontroli podejść do mojego, zostanie odesłany w diabły - wszystko jedno, czy wystarczy presja psychiczna, czy będę musiała mu sprzedac kopa. Jeśli nie zadbam o to, będę sie czuła dupą wołową, nie przewodnikiem.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

yamayka napisał(a):
Nie szkoda pracy, jaką wkłada się w psa z lękami...? Nie szkoda zaufania do przewodnika, które pies traci po takim spotkaniu? Wymagajmy wiele od naszych psów, wymagajmy spokoju przy spotkaniach z innymi futrami, wymagajmy obojętności wobec nich. Ale do jasnej Anielki - my musimu zapewnić im poczucie bezpieczeństwa! Skoro chcę być przewodnikiem dla mojego psa, moim obowiązkiem jest dać mu pewność, że nie dopuszczę do tego, by czuł się przy mnie choćby niekomfortowo z powodu innego psa (albo człowieka), nie mówiąc o tym, by zrobił mu jakąś krzywdę. Nie mam żadnych oporów - każdy pies który chce bez kontroli podejść do mojego, zostanie odesłany w diabły - wszystko jedno, czy wystarczy presja psychiczna, czy będę musiała mu sprzedac kopa. Jeśli nie zadbam o to, będę sie czuła dupą wołową, nie przewodnikiem.

Może i masz rację. Ale młode było tak nadaktywne, że nie mogłam trafić z kopem. Oczywiście na tupanie nie reagowało... Wrzeszczeć nie chciałam, bo moja Sucz boi się wrzasków.

Posted

Klauzunka napisał(a):
nie kopie się psów !!!!!!!!!!!!!

Teoretycznie nie. Praktycznie - co mam zrobić, skoro tupanie i odganianie w sposób bez użycia siły zawiodły, a pies mi ze strachu szaleje, gryzie, warczy, pluje i nieomal sika pod siebie?

Posted

Klauzunka napisał(a):
nie kopie się psów !!!!!!!!!!!!!


Zawsze i wszędzie? A jak kilka lat temu pewien ast chciał odgryźć głowę psu mojej rodziny, to miałam na to patrzeć, czy co robić? Walenie z pięści w łeb przez dwóch sporych chłopów nie zdawało rezultatów. Postaw się w tej sytuacji :)

Posted

Skąd ja to znam. Ja na serio miałam problem z tą biszkopciarą z avatarku - Lolą. Nie wiem jak Twoja psica ale może jakiś wzmożony aspekt smakołykowy zadziała. Ja wypychałam kieszenie pokrojonymi parówkami. One bardzo pachną. Podbiegacz i Lola dostawali. Emocje opadały.

Omry ok - ja za swoimi psami w ogień, ale Litterka pisze o młodym psiaku. Ja nie jestem weekendową pańcią - to nie są moje pierwsze psy - teraz te moje psy to maksymalne ciapy. Miałam sytuacje podbramkowe. Ale tu chyba nie o zagrożenioe życia chodziło.

Posted

Klauzunka napisał(a):
Skąd ja to znam. Ja na serio miałam problem z tą biszkopciarą z avatarku - Lolą. Nie wiem jak Twoja psica ale może jakiś wzmożony aspekt smakołykowy zadziała. Ja wypychałam kieszenie pokrojonymi parówkami. One bardzo pachną. Podbiegacz i Lola dostawali. Emocje opadały.


Gorzej, jak podbiegacz postanawia się poczęstować a nasz własny pies postanawia bronić żarcia. Wtedy to już odlot totalny. I nie zgodzę się z tym, że nie kopie się psów - czasem po prostu nie ma wyjścia. Bardzo lubię psy, ale swojego psa bardzo kocham i nie będę z niego robić szmatki, bo "psów się nie kopie". Psów się też nie puszcza wolno, zwłaszcza jak mają właściciela w zadzie, psów się nie "socjalizuje" na chama mając w pupie cały świat, psy się szkoli tak, aby były bezpieczne względem otoczenia i normalne. Tylko jakie to ma przełożenie na rzeczywistość?

Posted

Hmm... zawsze wychodziłam z założenia, że mój kopniak dla psa jest dużo mniej groźny od spotkania I stopnia z paszczęką mojej suki. Zwłaszcza, że moja suka do małych psów nie należy....

Posted

Mi ciocia podpowiedziała pomysł, że jak podbiega dziecko, czy mały, nieagresywny piesek, to trzeba po prostu na ręce wziąć tego upierdliwca a swojego psa faszerować nagrodami. Dla mnie to lepsze rozwiązanie, bo H. i nasz towarzysz są w małej odległości, ale nie ma bezpośredniego starcia między nimi, więc mogę ją przyzwyczajać do różnego typu sytuacji.

Posted

Soko w wypadku mojej suki byłoby to najgorsze z możliwych rozwiązań - nie pozwala obcym psom do mnie podejść... Już prędzej będzie spokojna jak psiak próbuje ją sprowokować niż jak obcy pies będzie leciał do mnie lub mojego dziecka.
Swoją drogą po wieeelu przebojach z charakterkiem mojej dziewczynki i ponad 3 latach pracy obecnie jest cięta tylko na 2 psy - sukę jamnika od sąsiadów, która kiedyś wbiegła do MOJEGO mieszkania i rzuciła się na Birmę oraz pewnego niedużego kundelka, który chciał mi zaatakować syna. Cała reszta psów po za bezpośrednim kontaktem [gdzie co najwyżej kończy się warczeniem, ale i to powoli co raz rzadziej] jest mniej lub bardziej ignorowana. Jestem z tego dumna, bo po wzięciu ze schroniska kudłata chciała zagryzać wszystkie podchodzące do niej psy.

Posted

Ok. Ja tylko poddałam propozycję. Nie wiem czy się zrozumiałyśmy - sytuację odczytałam tak: mam psa z problemami , podbiega nachalny młodziak. Mój pies ma fatalne problemy behawioralne - panicznie boi się, a skoro pies to młodziak, przyjmuję, że nie jest agresywny tylko nachalny, nie stwarza zagrożenia życia mojego psa - to właśnie próbuję zgody.
Bonsai_88 jeśli Twój kopniak ma uratować życie nachalniakowi to kop.
I żeby nie było (evel) - w sytuacji zagrożenia życia własnego psa - własnozębnie przegryzę gardziel napastnikowi!

Moje psy są normalne, dobrze ułożone, grzeczne. Nie atakują, nie są socjalizowane "na chama". Nie szczekają, nie warczą - pacyfistość wynika z ich natury. Stąd moje pierwsze skojarzenia odnośnie porozumienia między psami. Reszta j/w.

Posted

I właśnie o to chodzi. Jeśli masz wspaniałe, w pełni odwoływalne psy pod kontrolą - wielkie gratulacje! Niemniej, jeśli trzeba, to pora użyć siły dostosowanej do psa napastującego. A ja już nie mam siły na kolejne miesiące ćwiczeń zmarnowane przez jedno głupie zdarzenie. Chcę, żeby moja sucz czuła się ze mną pewnie i jeśli muszę - tak, kopnę, tak, tupnę, tak, wrzasnę. Nie mam wyrzutów sumienia. Może jest mi trochę przykro, bo że pies niewychowany to nie jego wina. Ale czasem mam wrażenie, że taki zamarkowany chociaż kopniak lepiej otrzeźwi właściciela niż największa pyskówka.

Posted

Nie przesadzajmy z tym kopnięciem, nie o to chodzi, żeby połamac psu żebra. I jeśli podziała coś innego, nie zastosuję przemocy. Ale zdarzają się bardzo chamowate psy, kompletnie nie liczące się z człowiekiem. I wtedy potraktowałabym kopa jako (poza zapewnieniem bezpieczeństwa mojemu psu) skuteczną korektę wychowawczą ;) - dla psa, że niekoniecznie przyjemnie jest zaczepiać inne "stado", może zapamięta i oszczędzi kłopotu innym spacerującym, bądź mi w przyszłości. No i dla właściciela - prawdopodobnie nie tak często będzie puszczał bez kontroli psa, "by sobie pobiegał".

mam psa z problemami , podbiega nachalny młodziak. Mój pies ma fatalne problemy behawioralne - panicznie boi się, a skoro pies to młodziak, przyjmuję, że nie jest agresywny tylko nachalny, nie stwarza zagrożenia życia mojego psa - to właśnie próbuję zgody.


Klauzunka, pozwalasz chamowatemu psu narzucać się swojemu, który "panicznie sie boi"??? Przyjmujesz, ze skoro młody, to nie będzie agresywny..? Z tego co zrozumiałam to nie był 3 miesięczny poddańczy szczeniaczek. Interweniujesz dopiero w sytuacji zagrożenia życia??? Nie wierze... Co to znaczy, ze "próbujesz zgody"? Czekasz jak sytuacja się rozwinie? Ja wychodzę z załozenia, że 90% psów wokól to psy niezrównoważone, więc nie będę ryzykowała.

Posted

Dziewczyny. trochę mnie przerażacie. Na dogomanii takie porady??:crazyeye: Żeby kopać podbiegającego szczeniaka?:crazyeye: Jeśli się ma przerażoną sunię ze schroniska to może na poczatku trzeba unikać miejsc, w których na pewno prędzej czy później spotkamy inne psy - u mnie pod sklepem o każdej porze i godzinie stoją przeróżne psy i czekają na swoich właścicieli, robiących właśnie zakupy. Nigdy nie wzięłabym psa pod sklep, zwłaszcza takiego z traumą. Takiego psiaka trzeba powolutku oswajać ze światem a sklep to nie jest najlepsze miejsce. Poza tym tylko Wasze psy się dla Was liczą? To, że jakiś pies jest źle wychowany to NIE jest jego wina. Nie spodziewałam się na dogo takich "porad"...:shake:

Posted

Prince napisał(a):
Dziewczyny. trochę mnie przerażacie.na dogomanii takie porady??:crazyeye: Żeby kopać podbiegającego szczeniaka? Jeśli się ma przerażoną sunię ze schroniska to może na poczatku trzeba unikać miejsc, w których na pewno prędzej czy później spotkamy inne psy - u mnie pod sklepem o każdej porze i godzinie stoją przeróżne psy i czekają na swoich właścicieli, robiących właśnie zakupy. Nigdy nie wzięłabym psa pod sklep, zwłaszcza takiego z traumą. Takiego psiaka trzeba powolutku oswajać ze światem a sklep to nie jest najlepsze miejsce. Poza tym tylko Wasze psy się dla Was liczą? To, że jakiś pies jest źle wychowany to NIE jest jego wina. Nie spodziewałam się na dogo takich rad...


A może przeczytaj dokładnie, o czym piszą dziewczyny? Czasem, żeby uniknąć miejsc, w których są inne psy podbiegające, trzeba by nie wychodzić na dwór... A trauma schroniskowa nie trwa miesiąc czy dwa - u niektórych psów trwa całe życie. Kilkukilogramowy pies nie ma szans w starciu z dużym psem, który "przybiegł się przywitać", a gazu czy żelu pieprzowego nie zawsze zdążysz wyjąć...

Posted

Mam trzy psy. W tym dwa przygarnięte już jako dorosłe osobniki. Z różnymi traumami. I nigdy nie musiałam kopać innych psów w ich obronie. A także moje psy nie były kopane. Mieszkam w dużym mieście a jednak jakoś udaje mi się żyć w zgodzie z innymi, nie narażając własnych psów. Sytuacja o której mowa w powyższych postach zdarzyła się pod sklepem, "atakującym" był szczeniak. Jedyne rady jakie macie dla dziewczyny to kop dla tego szczeniaka? Mnie to przeraża po prostu.

Posted

Poza tym tylko Wasze psy się dla Was liczą?


He... Mój pies tak samo dostanie po ryju jeśli spróbuje fikać do innego futra. Taka jestem zła pańcia! Ale właśnie dlatego, że wymagam spokoju, muszę zapewnić mu komfort i bezpieczeństwo przy sobie.

Posted

Prince napisał(a):
Mam trzy psy. W tym dwa przygarnięte już jako dorosłe osobniki. Z różnymi traumami. I nigdy nie musiałam kopać innych psów w ich obronie. A także moje psy nie były kopane. Mieszkam w dużym mieście a jednak jakoś udaje mi się żyć w zgodzie z innymi, nie narażając własnych psów. Sytuacja o której mowa w powyższych postach zdarzyła się pod sklepem, "atakującym" był szczeniak. Jedyne rady jakie macie dla dziewczyny to kop dla tego szczeniaka? Mnie to przeraża po prostu.


Nie, jeszcze gaz pieprzowy. I telefon do SM. I gruntowne opieprzenie właścicielki. Jeśli dwa ostatnie nie działają, a pierwszego nie mamy, to co robić? Patrzeć, jak słitaśny szczeniaczek skacze po naszym psie?

Posted

Nie zabierać psa z traumą pod sklep? Umówmy się, sklep to nie jest dobre miejsce do socjalizacji i odczulania. Jeśli chodzi o szczeniora to pewnie spróbowałabym przekierować jego uwagę na mnie, ewentualnie wzięłabym swoje 6,5 kilo szczęścia pod pachę i odeszła z nim zaraz po pierwszym "ataku" a nie czekała na to co nastapi dalej. A koleżance w sklepie posłałabym sms-a ;)

Posted

Prince napisał(a):
Nie zabierać psa z traumą pod sklep? Umówmy się, sklep to nie jest dobre miejsce do socjalizacji i odczulania. Jeśli chodzi o szczeniora to pewnie spróbowałabym przekierować jego uwagę na mnie, ewentualnie wzięłabym swoje 6,5 kilo szczęścia pod pachę i odeszła z nim zaraz po pierwszym "ataku" a nie czekała na to co nastapi dalej. A koleżance w sklepie posłałabym sms-a ;)


A, czyli co - chodzić krzakami?

Posted

Jak widzę dużą przestrzeń pełną trawy(gdzie nie ma psów), to puszczam psa żeby sobie pobiegał, i tak się gonimy, ale jak widzę jakiegoś zbliżającego się/przechodzącego właściciela z psem ona też to zauważy i podbiega do niego to próbuje ją złapać z tym że ona się nie daje, i mam problem, bo na smyczy się nie wybiega.

Posted

Prince napisał(a):
Mam trzy psy. W tym dwa przygarnięte już jako dorosłe osobniki. Z różnymi traumami. I nigdy nie musiałam kopać innych psów w ich obronie. A także moje psy nie były kopane. Mieszkam w dużym mieście a jednak jakoś udaje mi się żyć w zgodzie z innymi, nie narażając własnych psów. Sytuacja o której mowa w powyższych postach zdarzyła się pod sklepem, "atakującym" był szczeniak. Jedyne rady jakie macie dla dziewczyny to kop dla tego szczeniaka? Mnie to przeraża po prostu.


No to gratulacje.
Mam cztery psy. W tym cztery przygarnięte, z traumami, lękami. I były sytuacje, gdy nachalny młodziutki samiec naskakiwał mi na sukę i NIC, zupełnie nic nie pomagało - miał mnie gdzieś, suka była przerażona, ja tupałam, on mnie omijał i dalej na nią naskakiwał. Domyślacie się, co podziałało. I naprawdę nie obchodzi mnie w takim momencie, że to młody psiak i że to nie jego wina że taki jest. Nie wina mojej suki, że się na nią napalił, a mój obowiązek to uchronić ją przed takim wariatem. Na szczęście sucz dojrzała i swego czasu, gdy podbiegł do mnie napalony mieszaniec rotta i zaczął gwałcić... mnie, to suka go ugryzła w tyłek i mieliśmy po kłopocie.

Nie lubię i nie popieram kopania. Ale nawet szczyl mógłby ode mnie dostać, jeżeli wprowadza mojego psa w stan histerii, lęku i psuje miesiące pracy. Zrozummy się - taki kop to nie jest coś, co łamie psu żebra, zwykle nawet pies nie piśnie. Ma go otrzeźwić, bo na napaleńca nic innego nie działa, no ewentualnie łańcuch rzucony pod łapy - ale tego nie zawsze się zdąży wyciągnąć.

Jestem cięta na posty pt. "mi się nic nie stało, więc na pewno da się tego uniknąć!". Jeśli ktoś miał spokój i nie miał nigdy problemów - gratulacje, super, zazdroszczę. Ale zdarzają się sytuacje podbramkowe, są różne psy i różne reakcje. Więc nie można jedną miarą wszystkich mierzyć.

Pamiętam, jak moja koleżanka miała mnie za trochę nie teges, bo strasznie pokłóciłam się z jej sąsiadem o jego laba - pogryzł mi psa. Potem powiedziała owemu sąsiadowi, że "no, ona nie jest zła, tylko trochę przesadza"... Zmieniła zdanie, jak dwa tygodnie później dwa małe psy jej sąsiadki dorwały jej psa i go pogryzły. Potem tylko na widok psów luzem się denerwowała, wołała żeby ludzie zapinali psy na smycz, omijała psy luzem itd... Wszystko zależy od punktu siedzenia.

Paulina516 napisał(a):
Jak widzę dużą przestrzeń pełną trawy(gdzie nie ma psów), to puszczam psa żeby sobie pobiegał, i tak się gonimy, ale jak widzę jakiegoś zbliżającego się/przechodzącego właściciela z psem to próbuje ją złapać z tym że ona się nie daje, i mam problem, bo na smyczy się nie wybiega.


Taśma 15-20 m i uczyć odwołania do skutku. Jeśli wiesz, że nie złapiesz psa, to go nie puszczaj, naprawdę to nie jest trudna filozofia.

Posted

W tej sytuacji co Litterka, pewnie po prostu złapałabym tamtego młodzika za obroże i poczekała aż pańcia po niego podejdzie - i co by się nasłuchała to jej :diabloti: Gdyby pies nie był na tyle szczeniakowaty i niegroźny, żebym nie bała się go sama złapać i nie zostac pogryziona, to niestety, but w ruch.\

Klauzunka, chętnie poznałabym Twoje laby i zobaczyła na własne oczy, że są jeszcze jakieś które jak taran nie biegną do każdego psa, nie rzucają właścicielem jak worem kartofil ani nie skaczą obcym psom i ludziom na plecy w przypływie radości... ;) Bo wierzę, że są, ale niestety nie dane mi było poznać; wszystkie w moim mieście przypominają dzieci po wychowaniu bezstresowym i są puszczane bez najmniejszej kontroli - bo to taka łagodna rasa.
A gdybym ja zrażała się do całej rasy po 2 niemiłych sytuacjach, to chyba już żadna by mi nie została z tych, które mam na swoim osiedlu :evil_lol:

Posted


Jak widzę dużą przestrzeń pełną trawy(gdzie nie ma psów), to puszczam psa żeby sobie pobiegał, i tak się gonimy, ale jak widzę jakiegoś zbliżającego się/przechodzącego właściciela z psem to próbuje ją złapać z tym że ona się nie daje, i mam problem, bo na smyczy się nie wybiega.




Paulina516, nie ten dział, zajrzyj na "wychowanie".

Posted

Czasami mam wrażenie, że większość osób uważa, że jak chcemy kopnąć innego psa w obronie własnego, to od razu ubieramy na nogi buty podkute metalem i będziemy kopać małe psiaczka z całej siły ;).

Swoją drogą jak czytam wasze teorie jak łatwo można sobie poradzić z podbiegającym nieagresywnym podrostkiem to aż mi się przypomniało pewne starcie z młodym [ponad rok, ale na 100% mniej niż 2 lata] przerośniętym DONkiem... Pies zobaczył moją sukę, przecwałował z 2 końca boiska w naszą stronę. Najpierw w cwale nie wyrobił i walnął w mojego syna [4 latka, wagowo ok. 20 kg... wyobraźnie sobie jak mocne musiało był to uderzenie dla Maciusia], następnie po odbiciu się od małego walnął we mnie [mi ledwie udało się na nogach utrzymać] i na koniec radośnie skoczył na kudłatą. Kudłata wystrzeliła wściekła z zębami wywalając mnie na kolana [nie zdążyłam jeszcze dobrze stanąć na nogach po uderzeniu psiaka]... A jaka była reakcja właścicielki? Z 2 końca boiska krzyknęła, że on chce się tylko bawić... Ja przy sobie miałam swoją wściekłą sukę i wielkie, radośnie rozbawione bydlę - dopóki DONek był przy mnie i Birmie, to nawet nie miałam jak podejść do własnego, płaczącego po wywalniu dziecka.

A teraz niech się zgłoszą te osoby, które w takiej sytuacji nie walnęły by psa porządnie smyczą przez grzbiet [wtedy radośnie pogalopował do pańci, krzyki na nim wrażenia nie robiły]. Swoją drogą właścicielkę dorwałam parę dni później, jak byłam bez moich potworów... Dowiedziałam się, że jej pies jest słodki, grzeczny i niewinny, a ja się po prostu czepiam jej aniołka. No i że jestem podła, zła i okrutna, bo jej aniołeczek nie dość, że się z moją suką pobawić nie mógł, to jeszcze śmiałam go uderzyć!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...