Vesper Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 A ja ostatnio miałam bardzo niemiłą przygodę. Wracałam od przyszłych Teściów przez w-wską Pragę na skróty- przez bramy itd. W pewnej chwili zobaczyłam samotnie biegającego amstaffa- ale że nie wyglądał groźnie, szłam dalej. Jak się później okazało, właścicielka stała w bramie i spożywała procenty (a przynajmniej tak to wyglądało). Dochodziłam już do owej bramy, i nagle pies na mnie skoczył- nie z wrogimi zamiarami, ale szczerze mówiąc przestraszyłam się, bo to był szok... I z tego szoku wrzasnęłam na tą kobietę, żeby zabierała psa- na co dostałam odpowiedź której nie przytoczę bo nie wypada. Ogólnie bardzo lubię bullowate, ale ten- młody, niespełna roczny, martwi mnie- jest po prostu w nieodpowiednich rękach... Jak się okazało, kobieciną-właścicielką była...pani sprzątająca u mnie w pracy :D Od tamtej pory udaje że mnie nie widzi- nawet nie potrafi normalnie podejść, przeprosić- żenada po prostu... A może myśli że jej nie poznałam? edit: druga sprawa- dzisiaj już któryś raz z rzędu widziałam właśnie w okolicach mojej pracy mężczyznę- no cóż- opóźnionego w rozwoju. Jest to niegroźny człowiek, chodzi po śmietnikach i szuka puszek. Chodzi z sunią- i to mnie martwi. Sunia ma prawdopodobnie złamaną, niczym nieopatrzoną łapkę. Dzisiaj pierwszy raz udało mi się nawiązać kontakt- łapka podobno zwichnięta, ale jak zapytałam dlaczego nie związana, pan powiedział że suczka sobie odwiązuje opatrunki. Powiedziałam że są kołnierze (mogę mu nawet taki dać) ale podobno też sobie zdjęła, co jednak podważyło moją wiarę że pies w ogóle był u weta... Do tego zaawansowana nużyca. Z drugiej strony widzę, że ta para ma ze sobą dobry kontakt- czuję się bezbronna, ten człowiek nie chce pomocy, ciężko się z nim porozumieć, a psinka cierpi... I pytanie- co robić? Ja nie umiem opatrzyć ani zdiagnozować zwichnięcia czy złamania- nie wiem nawet jak to opatrzyć teraz- bo uraz jest przetrwały :(. Pieniędzy panu na weta nie dam, bo tam nie dotrze, a psa on mi nie da... I co byście zrobili w takiej sytuacji? Quote
KarinaK83 Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 kavala napisał(a):Do mojego psa wszyscy na ulicy wyciągają łapy, nawet przechodząc, tak żeby go tylko musnąc. Ciekawa jestem czy zachowywaliby się tak samo gdyby to był owczarek niemiecki. no z tym wyciąganiem rąk to dziwna sprawa, mój Roki często chodzi na spacery w kagańcu (ma plastikowy kaganiec ze względów zdrowotno alergicznych, podjada na dworze ostro śmieciuchy, a nie wolno mu). Jak jest w kagańcu i chce do niego podejść jakieś dziecko to rodzice od razu ostro reagują "nie rusz bo ugryzie", a przecież jeśliby miał wogóle kogokolwiek gryźć to właśnie w kagańcu nie ugryzie. A jak z kolei idziemy bez kagańca, to rodzice wogóle nie zwracają uwagi, że ich dziecko wyciąga ręce do obcego psa, a przecież teoretycznie to właśnie bez kagańca może ugryźć (chociaż akurat bez kagańca to mój pies jest mocno zainteresowany gryzieniem, ale śmieci :cool3:) Quote
Amber Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 kavala napisał(a):Mnie się wydaje, że jednak do owczarków, rotków, dobermanów, itp to ludzie czują jednak większy respekt. Bo owczarki, szczególnie długowłose nie kojarzą się zbyt agresywnie... zapewniam, że do dobermana mało kto wyciaga ręce i całe szczęscie też zdecydowana wiekszośc osób jak nas widzi to zapina swoje pupilki na smycz. Czasem tak gwałtowanie i z histerią jakby Jari już do nich leciał z rykiem :evil_lol: Oczywiscie są same plusy tej sytuacji, gorzej z chamskimi komentarzami na temat psów morderców, ale na to już nie ma rady, ciemnota jest i bedzie. Quote
filodendron Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 [quote name='Amber']zapewniam, że do dobermana mało kto wyciaga ręce i całe szczęscie też zdecydowana wiekszośc osób jak nas widzi to zapina swoje pupilki na smycz. Czasem tak gwałtowanie i z histerią jakby Jari już do nich leciał z rykiem :evil_lol: Oczywiscie są same plusy tej sytuacji, gorzej z chamskimi komentarzami na temat psów morderców, ale na to już nie ma rady, ciemnota jest i bedzie. Uwierz, że to cena, którą warto zapłacić :) Są chwile, w których żałuję, że nie mam amstafa, pita czy coś tam. Głównie o podbiegające, nie zawsze przyjazne psy mi chodzi, bo z dziećmi jakoś nie mamy problemu. Quote
Vesper Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 Paulina516 napisał(a):Może go tam zawieść z psem? To wygląda tak, że przychodnia wet. jest jakieś 3 przystanki dalej- ale jak już pisałam człowiek jest chory- po prostu opóźniony- i ciężko jest mu zrozumieć że pies potrzebuje pomocy... Zaawansowana nużyca (pół grzbietu jest łyse) no i ta łapka. Po drugie nie ma pieniędzy jeżeli zbiera puszki- mogłabym jakoś za opatrzenie łapy uzbierać żeby zapłacić- ale ten człowiek nie pojedzie- on nie chce dać znać że zaniedbał psa czy ja tak to odbieram.. Pewnie boi się że go zabiorą... A leczenie nużycy jest długie i skomplikowane- nie wiem czy da sobie z tym radę, nawet mając leki... Następna sprawa, że nużyca to choroba postępująca i za jakiś czas pies po prostu będzie łysy... A nawet gdybym go przekonała na weta nie mam auta żeby ich tam zawieść... No pomysłów mi już brakuje. Quote
Paulina516 Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 Zadzwoniłabym po straż miejską/schroniska oni by się tym zajęli, dla mnie najważniejsze byłoby dobro psa, a panu wytłumaczyłabym, no przynajmniej próbowała wytłumaczyć dlaczego tego psa zabierają. Quote
Vesper Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 Paulina516 napisał(a):Zadzwoniłabym po straż miejską/schroniska oni by się tym zajęli, dla mnie najważniejsze byłoby dobro psa, a panu wytłumaczyłabym, no przynajmniej próbowała wytłumaczyć dlaczego tego psa zabierają. I kolejny pies trafiłby do schroniska? Tam z pewnością psina nie miałaby lepiej, a straciłaby człowieka którego kocha- i ten niepełnosprawny człowiek straciłby pewnie jedynego przyjaciela... Jeszcze wybadam sprawę, bo znam chłopaka z ulicy tam gdzie ich spotykam, może będzie ich znał, może pomoże mi pogadać z gościem... Nie mam sumienia nasyłać SM na człowieka który widzę że kocha psa, dba o niego tak jak umie- tzn pies nie jest chudy, widać że mają dobry kontakt... W schronie ten psiak by się załamał, a to też ma wpływ na leczenie nużycy, więc niczego nie rozwiąże... Ewentualnie poproszę o pomoc znajomą fundację, która by kontrolowała zdrowie czworonoga- tak żeby mógł zostać w domu... Quote
Paulina516 Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 Też dobry pomysł z tą fundacją może być ;) Quote
bonsai_88 Posted July 28, 2011 Posted July 28, 2011 Kumpel ma psiaka. Psiak ma 6 miesięcy, potrafi być baardzo kłopotliwy z powodu rozbestwienia i ogólnie pomagam jako tako go wychować w ramach tego co sama umiem. Maluch jest niesamowicie inteligntny, więc idzie nam nieźle, ale nadal wszelakie rozproszenia są nieporządane. Poszliśmy na spacer co by maleńki się załatwił, przy okazji rozmawiamy nt. ciągnięcia do wszelakich mijanych psów, samochodów, ludzi, drzewek... no, ogólnie całego niezwykle interesujacego świata. Nagle na chodniku pojawia się pani z spuszczonym psem i woła z daleka "To suczka, ona łagodna". Odpowiedź mojego spokojnego, łagodnego kumpla powaliła mnie na kolana "Ku*wa, a to obojniak, zagryza wszystko co spotka na swojej drodze"... Może i lekko to chamskie, ale miny kobieciny i pytania "Naprawdę?" zadanego pełnym zdumienia głosem to ja długo nie zapomnę :D. Quote
Paulina516 Posted July 29, 2011 Posted July 29, 2011 Ale odpowiedział, rozwaliło mnie:laugh2_2: Quote
Vesper Posted July 29, 2011 Posted July 29, 2011 Paulina516 napisał(a):Też dobry pomysł z tą fundacją może być ;) Może... ale dzisiaj byłam w pracy a pana ani śladu... Quote
asiunia Posted July 30, 2011 Posted July 30, 2011 Ana04 napisał(a):Mam sukę w typie donka i nie wydaje mi się by budziła jakiś szczególny respekt. Zdecydowana większość reakcji to właśnie cmokanie i wyciąganie rąk. Szkoda tylko, że pytań czy można jest bardzo mało... Widocznie mój Paco wygląda aspołecznie,bo do niego nikt nie cmoka,ciumka i nie wyciąga rąk:evil_lol: Quote
ewtos Posted July 30, 2011 Posted July 30, 2011 Nigdy nie pisałam o problemach na spacerach ,z psami, ich właścicielami, bo ich po prostu nie miałam,...... do dzisiejszego południa. Wracam do domu po spacerze z psem przez osiedle i widzę yorczka bez obroży, smyczy, biegającego od straganu do straganu, (rząd budek dawniej warzywnych, obecnie przerobionych na np, alkohole świata, prasa książka ruch ,piekarnia itp). Wszędzie zaglądał, ewidentnie widać,że się zgubił. A,że w pobliżu ulica i innych psów dużo, uwiązałam swego przy barierce i udało mi się złapać yorka. Okazało się ,że to sunia. Razem z psem stałam na środku placyku a potem zaglądałam do wszystkich budek, sklepów pytając o właściciela. Zostawiłam w dwóch swój numer telefonu i po 40 minutach stania i rozglądania się postanowiłam iść do domu. Nie zdążyłam odwiązać swego psa jak dopadła mnie właścicielka i z obrażoną miną oznajmiła, -.... gdybym jej nie wzięła na ręce to by sunia poszła do domu, bo jej pies tak zawsze robi. Szczęka mi opadła i tyle. Poczułam się jak złodziejka polująca na osiedlu na modne pieski. Quote
Amber Posted July 30, 2011 Posted July 30, 2011 Miałam kiedyś podobną sytuację, będąc z jamnicami na przy osiedlowym trawniku usłyszałam klakson - trąbił samochód, który prawie rozjechał małego pieska chcącego przebiegnąć na drugą stronę ruchliwej jezdni. Też się przejęłam, próbowałam złapać psa, ale się nie dało. Po 20 min. berka, przyszły jakieś dzieciaki, również w celu złapania psa - dowiedziałam się, że to pies ich sąsiadki i on tu często tak biega samopas. Im się udało go złapać całe szczęście. Teraz czasem widuję tę babkę z tym psem, całe szczęście zawsze na smyczy. Ale też poczułam się idiotycznie jak sobie przypomnę jak ganiałam za jej psem po trawniku, bo inaczej niechybnie by go coś rozjechało, a ona miała to najwyraźniej gdzieś. Quote
kavala Posted July 31, 2011 Posted July 31, 2011 Dlatego bardzo ważne jest, żeby pies miał nr telefonu przy obroży, można wtedy szybko rozwiać wszelkie wątpliwości. Quote
zmierzchnica Posted July 31, 2011 Posted July 31, 2011 Ja też miałam sytuację, że piesek biegał ze smyczą po ulicy. Ładny, zadbany, kojarzyłam, że od takiej staruszki. Wchodzę do najbliższego sklepu i pytam, czy ktoś nie widział właściciela tego psa itd... nagle wybiega rozjuszona babcia i krzyczy, że mam zostawić psa, że on tak zawsze, mam się nie wtrącać! Ekspedientka popatrzyła na mnie (?) krzywo i nic nie powiedziała, pewnie uznała, że dręczę biedną staruszkę... Cóż, psa i pani nie widuję już, nie wiem, czy jednak mu się coś nie stało. Quote
Bogarka Posted July 31, 2011 Posted July 31, 2011 Od wczoraj nie moge spuscic Hadara bo na wybiegu jacys ludzie namiot sobie rozbili i psa tez maja Quote
Kasi i Lena Posted July 31, 2011 Posted July 31, 2011 Bogarka napisał(a):Od wczoraj nie moge spuscic Hadara bo na wybiegu jacys ludzie namiot sobie rozbili i psa tez maja Ciekawy sposób spędzania wakacji:evil_lol: Oni rozbili się z biwakiem na psim wybiegu?:crazyeye: Quote
ewtos Posted July 31, 2011 Posted July 31, 2011 kavala napisał(a):Dlatego bardzo ważne jest, żeby pies miał nr telefonu przy obroży, można wtedy szybko rozwiać wszelkie wątpliwości. Pies w ogóle nie miał obroży , a jego pani wolnej ręki do prowadzenia psa, bo wyszła ze sklepu z trzema siatkami. Quote
omry Posted August 1, 2011 Posted August 1, 2011 Wczoraj spacer z Iwanem standardową trasą. Musimy przejść przez należący do szkoły park, by dojść na łąki. Do teg parku można swobodnie wchodzić. Jest tu sporo psów, ale żaden nie jest zsocjalizowany z psami i po prostu, gdy widzimy tam psa, to idziemy drugą stroną. Wczoraj jednak było dwóch dorosłych facetów z dzieckiem, że ślicznym, dużym kundelkiem, który biegał z dziaciakiem a ogon nie przestał mu się cieszyć nawet, gdy nas zobaczył. Pies na flexi, więc podchodzimy. Facet od razu do nas, czy Iwan jego psa nie zagyzie. My, że nie, że to misiek taki i że chętnie by się pobawił. W momencie, kiedy facet zaczął mówić, że jego pies też i luzować mu smycz, ten zaczął się wścielke rzucać na Iwana. No nic, pożegnaliśmy się. Jakieś piętnaście metrów dalej podbiega do nas ten pies ciągnąć za sobą smycz i rzuca się Iwanowi na kark. Iwan pierwszy raz w życiu odpowiedział na atak, chyba dlatego, że był to pierwszy tak poważny atak, ale tylko odwrócił łeb ukazując sporą szczękę i w tym czasie mój chłopak wszedł tak jakby między nie, unosząc rękę z palcem do góry w geście 'wioo!' oraz krzyknął i pies się wycofał. Tak po prostu. Chłopak złapał go za smycz i odprowadził do właściciela. Facet ten nawet nie ruszył się z miejsca, ani przepraszam, ani dziękuję, ani pocałuj mnie w dupę, tylko skierował się do psa piskliwym głosikiem 'oj, niedobry ty.. niedobry taki'. Witki nam opadły, ale poszliśmy dalej nawet się nie odzywając. Teraz, przyznam, jestem trochę spokojniejsza, bo wiem, że w razie co Iwan może by się bronił przed atakiem agresora. Do wczoraj nawet w to nie wierzyłam. Quote
drachena Posted August 1, 2011 Posted August 1, 2011 To przykre że chamstwo z braku niewiedzy można znaleźć i we własnym domu.. Pod koniec roku na świat przychodzi mój wyczekany przez 4 lata miot Borderów, zapewne nie musze pisać że to rasa dla której najważniejsza jest praca z człowiekiem. Z psem planuję agility, dog frisbee, no i sztuczki ;) Bardzo długo czekam na tego psa, rozmawiam z właścicielami, czytam fora polskie i zagraniczne, jeżdżę na wystawy, zawody, poznaję te psy na spacerach i słyszę od siostry: ,,Ty kupujesz tego psa tylko po to, żeby siedział w klatce i robił sztuczki" to aż się przykro robi... Szczególnie, że jest to osoba która nie jest wstanie zapewnić psu podstawowych potrzeb i wychodzi z psem na pierwszy spacer o 17... I zazwyczaj wygląda to tak, że ja z psem wychodzę (jej psem) bo nie moge patrzec jak on się wstrzymuję... A mogłabym sobie pospać. Quote
Soko Posted August 1, 2011 Posted August 1, 2011 Moja ulubiona odpowiedź, "ale mój nie gryzie" :D tylko co mnie to obchodzi, moja nie lubi innych psów? Gdy byłyśmy nad morzem, weszłyśmy z mamą do pobliskiego lasu i widzimy ok. 100m dalej psa, młodego owczarka (ściślej - sukę), którego w lesie czesze właściciel. Przechodzimy więc na luzie z daleka i już miałyśmy zniknąć im z widoku gdy widzę, jak biegnie do nas szczęśliwa i rozhahana suczka, mama staje przed nią, Happy się za mną chowa i na razie ani w głowie jej atak, wysyła sygnały uspokajające, ale koleżanka jest nachalna, więc w pewnym momencie Happy zaczęła na nią wściekle szczekać. Pewna jestem, że by się pobawiły, ale niestety charakterek mojej spanielki na to nie pozwala ;) całe szczęście, że ta suka była dość młoda i jej atakowanie polegało na okrążaniu nas, z tym że coraz bliższym - szczerzy kły, jeży się i słyszę jak facet woła "ale ona jest łagodna!", gdyby nie sytuacja, zaczęłabym się z niego śmiać. Na szczęście nie uciekała przed nim, więc ją szybko złapał i mogłyśmy spokojnie odejść. Gdyby zareagował szybciej, w ogóle by nie doszło do takiego spięcia, bo Happy nie miała najmniejszej ochoty na kłótnie. Niestety babcia jest osobą nietolerującą psów i kompletnie nic sobie nie robi z Happy. Gdy ona warczy, babcia stoi nad nią i wygraża jej palcem patrząc jej prosto w oczy i śmieje się z nas gdy mówimy, że to ją prowokuje ("co to, na psa nie można patrzeć, no co za ludzie"), a dziadek kompletnie nic sobie nie robi z jej sygnałów, z tym że on raz ją głaszcze, a raz okrzyczy. Dlatego sytuację w domu mamy niekoniecznie komfortową, bo tak to można by pozwolić sobie na o wiele więcej, np. ignorowanie jej szczekania i tego typu zachowań, ale nie można, bo zaraz jest wielkie halo. Quote
Bogarka Posted August 1, 2011 Posted August 1, 2011 [quote name='"Kasi i Lena"']Ciekawy sposób spędzania wakacji Oni rozbili się z biwakiem na psim wybiegu? Albo biwakuja albo bezdomni. Jesli to pierwsze to dziwne ze tam. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.