behemotka Posted July 10, 2011 Posted July 10, 2011 ladySwallow napisał(a):Dziewczyny, załóżcie sobie może nowy wątek, co? I tak poprosce moda, żeby przekleił posty.Czekałam na interwencję i nie mogłam się doczekać. Więc rzeczywiście założyłam i na dalsze posty odpowiadam w temacie: Człowiek a pies - wartość życia i dylematy moralne Quote
behemotka Posted July 10, 2011 Posted July 10, 2011 sleepingbyday napisał(a):nie łudźmy się, nic się nie zmieni, skoro nikt nie widzi związku pomiędzy traktowaniem przez ludzi swoich własnych zwierząt i ludzkimi tragediami przez skrzywione zwierzęta powodowanymi. fakt i superekspres zrobia poczytną wierszówkę raz na jakiś czas i tyle, jeśli chodzi o dziennikarstwo. a potwory potem są zabijane. tak, tak, powinny, bo nie da się ich w wielu przypadkach naprawić, wiem - ale czy to czyści nasze sumienia?Niektórym niestety czyści :shake: Bestie zaatakowały, bestie poszły do piachu, ludzi pogłaskano po główce i przytulono do piersi - i wszystko wraca do normy. Do następnego razu. Z zacytowanej strony (język tak nienawistny, że aż bije po oczach...): Zwierzę to zwierzę. Sra, szcza, żre, śmierdzi. Co w tym takiego fascynującego?! Co w tym takiego wspaniałego, żeby się nad tym rozwodzić?!No i co? Normalne. To przecież TYLKO zwierzę - zdanie, które usłyszymy i od dogomaniaków. Quote
Litterka Posted July 10, 2011 Posted July 10, 2011 HelloKally napisał(a):http://hejter.eu/moj-kotek-jest-taki-slodki/ A nie sądzisz, że to tylko marna prowokacja? Taki jakiś po onetowemu znajomy styl pisania. Quote
Vesper Posted July 10, 2011 Posted July 10, 2011 Strona którą przytoczyła Hello... jak dla mnie bełkot p*****tych dzieciaków, które nie mają gdzie się wyżyć. Nawet czytać się tego nie chce- nie wiem po co została przytoczona? Chyba żeby pokazać degenerację polskiej młodzieży :D chociaż bynajmniej mnie to nie śmieszy... I język rzeczywiście- mocno naciągany, mający na ceju wywołanie prowokacji- dziecko to zauważy. szkoda że są idioci, którzy to łykają i opisują z jaką rozkoszą np torturują myszy... A strona nazywa się "hejt"- od "hate", czyli z ang. "nienawiść"- chyba wszystko jasne... Quote
filodendron Posted July 10, 2011 Posted July 10, 2011 arielka186 napisał(a): Jednak jeżeli chodzi o tamto zdarzenie- czy można nazwać odpowiedzialnym RODZICA, który w mieszkaniu, gdzie są małe dzieci, trzyma mieszańca amstaffa szczutego na ludzi i kierowanego na agresywne zachowanie? Pies całymi dniami siedział w łazience. Co do policji- facet pewnie poniesie jednek jakieś konsekwencje, jednak sprawa jest w toku i nie ujawnia się publicznie szczegółów więc na tę chwilę nic nie wiadomo-podobno ma jednak stanąć przed sądem. Oczywiście, że nie można go nazwać odpowiedzialnym i sądzę, że jednak sprawa będzie miała ciąg dalszy. Gorzej dla dziecka, że w tym wypadku nie ma komu wytoczyć sprawy cywilnej, żeby odebrać kasę za leczenie. Quote
Vesper Posted July 10, 2011 Posted July 10, 2011 filodendron napisał(a):Oczywiście, że nie można go nazwać odpowiedzialnym i sądzę, że jednak sprawa będzie miała ciąg dalszy. Gorzej dla dziecka, że w tym wypadku nie ma komu wytoczyć sprawy cywilnej, żeby odebrać kasę za leczenie. No nie ma, ale że pogryziona była buzia dziecka, to z tego co wiem państwo powinno refundować oszpecenia twarzy z ubezpieczenia zdrowotnego... W końcu nawet korektę przednich zębów refundują- myślę więc że twarz tym bardziej... Quote
filodendron Posted July 10, 2011 Posted July 10, 2011 arielka186 napisał(a):No nie ma, ale że pogryziona była buzia dziecka, to z tego co wiem państwo powinno refundować oszpecenia twarzy z ubezpieczenia zdrowotnego... W końcu nawet korektę przednich zębów refundują- myślę więc że twarz tym bardziej... [SIZE="1"]Niestety to nie jest takie proste - to co oferuje NFZ nijak się ma do tego, co można, jeśli ma się na to pieniądze. Jak zawsze i jak ze wszystkim. W ramach ubezpieczenia, to pozszywają lepiej lub gorzej - zależy, kto jest na dyżurze, jak się zdarzy wypadek - bardziej lub mniej zdolny chirurg. Jeden ma rękę, a drugi zszyje "na zakładkę" - zdarza się. Potem przepiszą jakieś plasterki - bywa, że całkiem od czapy, bo na oddziałach chirurgii plastycznej to głównie siedzą spece od poparzeń, a nie od pogryzień. A leczenie i prowadzenie blizn to inna bajka - trwająca co najmniej rok - i całkiem sporo zależy od tego, ile przez ten rok można wydać na ten cel. Inaczej jeśli potrzebne są rekonstrukcje części twarzy - wtedy jest czas na zebranie ekipy, bo tego nie robi się ad hoc - trzeba przygotować wszystko do przeszczepu skóry. No ale rekonstrukcje to dopiero jest dramat, więc może jednak większe szczęście to zszycie choćby i "na zakładkę" - jeśli jest co zszywać. Tak czy siak - to nie grypa - i bez pieniążków jest bardziej pod górkę. Tego się nie da zrefundować - można jedynie ograniczać skutki w miarę finansowych możliwości. Quote
Arwilla Posted July 11, 2011 Posted July 11, 2011 Martens napisał(a):Z tego co wiem, policja przynajmniej raz przyjechała, pouczała. Czy dali mandat nie wiem; tak czy siak efekt interwencji jest zerowy. Im więcej interwencji, tym większa szansa na wszczęcie postępowania... Więc za każdym razem wzywajcie policję, albo się chłop po kilku szarpnięciach za kieszeń otrząśnie, albo będzie miał większe nieprzyjemności... Niestety nie wiem, czy postępowanie może policja wszcząć "sama", czy jednak musi wystąpić o nie osoba cywilna... Coś mi się wydaje, że i policja może, ale pewna nie jestem... Jeśli nikt się nie wypowie, to zasięgnę języka... ;) I na koniec, bo doczytałam, że wielu sąsiadów wzywało policję... Nie wiadomo, czy policja spisała wtedy protokół z zajścia... może tylko przyjechali, a może i to nie... Oficer dyżurny, ma obowiązek się nam przedstawić - wtedy wiemy już kto przyjmował zgłoszenie - my takiego obowiązku nie mamy, więc możemy być anonimowi... Quote
evel Posted July 11, 2011 Posted July 11, 2011 Arwilla napisał(a): Niestety nie wiem, czy postępowanie może policja wszcząć "sama", czy jednak musi wystąpić o nie osoba cywilna... Coś mi się wydaje, że i policja może, ale pewna nie jestem... Mnie dzielnicowy tłumaczył w ten sposób, że oni podejmują interwencję i zajmują się sprawą, jeśli dojdzie np. do pogryzienia człowieka (w moim przypadku chodziło o puszczanie luzem psa, który atakuje inne czworonogi, suka złapała się z moją "na poważnie") a jeśli chodzi o spięcia na linii pies-pies czy puszczanie psów luzem to mogę sobie sama założyć sprawę w sądzie, jeśli mam ochotę :roll: Tu jednak dochodzi wręcz do terroryzowania okolicy przez jedną rodzinkę, więc policjanci powinni coś zrobić. Quote
Martens Posted July 11, 2011 Posted July 11, 2011 evel napisał(a):Mnie dzielnicowy tłumaczył w ten sposób, że oni podejmują interwencję i zajmują się sprawą, jeśli dojdzie np. do pogryzienia człowieka Czyli gonienie rowerzystów, obszczekiwanie osób bojących się psów i łapanie zębami za torbę z zakupami to za mało, musi polać się krew? :mdleje: Polska :razz: Quote
evel Posted July 11, 2011 Posted July 11, 2011 Najwyraźniej :roll: A później nagłówki o psach mordercach i takie tam... Ja bym może na miejscu sąsiadów poszła ze sprawą do jakichś lokalnych gazet niezbyt wysokich lotów - oni zwykle się podejmują tematu ;) Quote
psiarz880 Posted July 11, 2011 Posted July 11, 2011 Martens napisał(a):Czyli gonienie rowerzystów, obszczekiwanie osób bojących się psów i łapanie zębami za torbę z zakupami to za mało, musi polać się krew? :mdleje: Polska :razz: O ile dobrze wiem to szczucie psem (a za coś takiego uważam nie reagowanie właściciela na agresję psa) też się kara. Skoro dzielnicowy nie chce podjąć się "tematu" może warto zgłosić problem gdzieś wyżej np. do komendanta. Dobrze, jeśli będą jeszcze jacyś inni świadkowie niż ty. Quote
filodendron Posted July 11, 2011 Posted July 11, 2011 evel napisał(a):Mnie dzielnicowy tłumaczył w ten sposób, że oni podejmują interwencję i zajmują się sprawą, jeśli dojdzie np. do pogryzienia człowieka (w moim przypadku chodziło o puszczanie luzem psa, który atakuje inne czworonogi, suka złapała się z moją "na poważnie") a jeśli chodzi o spięcia na linii pies-pies czy puszczanie psów luzem to mogę sobie sama założyć sprawę w sądzie, jeśli mam ochotę :roll: Musi być jakaś podstawa prawna do interwencji także w przypadku spięć pies-pies, bo gdy suczka znajomej została pogryziona, to sprawa szła z automatu do sądu grodzkiego i była grzywna dla właściciela agresora. Znajoma tylko złożyła zeznanie i później już nawet do tego sądu nie jeździła. No, ale miała życzliwego dzielnicowego. Wynika z tego, że możliwości najwyraźniej są, tylko woli czasem brak. Quote
Martens Posted July 12, 2011 Posted July 12, 2011 psiarz880 napisał(a):O ile dobrze wiem to szczucie psem (a za coś takiego uważam nie reagowanie właściciela na agresję psa) też się kara. No niestety, w świetle prawa to nie jest szczucie. Najwyżej niedopilnowanie. W przypadku szczucia, czyli ataku na komendę, sprawa jest poważna, bo traktowana jak użycie broni wobec drugiego człowieka - w przypadku, kiedy pies atakuje sam, jest tak jak widać... Świadkiem wielu sytuacji jest moja mama, ale ona zgłaszała sprawę anonimowo; boi się, bo tak jak pisałam, facet jest z nieciekawego środowiska, a co gorsza, moja matka szuka pracy, a jego matka kieruje naszym PUPem... Ja osobiście żadnej poważniejszej sytuacji nie widziałam ani nie byłam obiektem ataku, bo ja bym się nie bała skarżyć - ale mojej matki nie zmuszę do zeznawania z podaniem danych, etc. choć mówiłam jej, że powinna, chyba że woli poczekać, aż pies jej tyłek wygryzie... Wiele razy chodziłam tamtędy i suka się do mnie nie pruje; obstawiam, że wybiera osoby, które pokazują, że boją się przejść. Quote
stroosia83 Posted July 12, 2011 Posted July 12, 2011 filodendron napisał(a):Musi być jakaś podstawa prawna do interwencji także w przypadku spięć pies-pies, bo gdy suczka znajomej została pogryziona, to sprawa szła z automatu do sądu grodzkiego i była grzywna dla właściciela agresora. Znajoma tylko złożyła zeznanie i później już nawet do tego sądu nie jeździła. No, ale miała życzliwego dzielnicowego. Wynika z tego, że możliwości najwyraźniej są, tylko woli czasem brak. Gdy mojego psa pierwszy raz zaatakował inny pies sprawa też miała finał w sądzie grodzkim. Do sądu jednak kierowane są takie sprawy, gdy właściciel psa odmawia przyjęcia mandatu, a nie z automatu. Ja również złożyłam tylko zeznania, a potem byłam już informowana pisemnie o przebiegu sprawy. Quote
filodendron Posted July 12, 2011 Posted July 12, 2011 stroosia83 napisał(a):Gdy mojego psa pierwszy raz zaatakował inny pies sprawa też miała finał w sądzie grodzkim. Do sądu jednak kierowane są takie sprawy, gdy właściciel psa odmawia przyjęcia mandatu, a nie z automatu. Ja również złożyłam tylko zeznania, a potem byłam już informowana pisemnie o przebiegu sprawy. Słusznie, tyle że z relacji Evel wynika, że u niej nikt nawet nie miał zamiaru wystawić mandatu - to jest przykre, bo skoro jest podstawa do reagowania, to powinni to robić. Quote
stroosia83 Posted July 12, 2011 Posted July 12, 2011 Widać zależy na jakiego człowieka się trafi. Evel miała pecha spotkać takich, którym nie chciało się przykładać do swojej pracy i obowiązków służbowych (bo bzdetami typu pies ugryzł psa zajmować się nie będą). W takiej sytuacji można by chyba tylko spisać sobie nazwisko osoby, która nie chciała podjąć działania i zgłosić to (najlepiej pisemnie) do jego przełożonych, czy do komendy. Szkoda tylko, że człowiek musi robić sobie tyle zachodu, bo panu policjantowi się "niechce". Quote
evel Posted July 12, 2011 Posted July 12, 2011 filodendron napisał(a):Słusznie, tyle że z relacji Evel wynika, że u niej nikt nawet nie miał zamiaru wystawić mandatu - to jest przykre, bo skoro jest podstawa do reagowania, to powinni to robić. U mnie w chwili obecnej nie ma nawet komisariatu na osiedlu, wszelkie interwencje podejmują policjanci jadąc z sąsiedniej wsi około 45 minut :razz: Także już w ogóle odlot... stroosia83 napisał(a):Widać zależy na jakiego człowieka się trafi. Evel miała pecha spotkać takich, którym nie chciało się przykładać do swojej pracy i obowiązków służbowych (bo bzdetami typu pies ugryzł psa zajmować się nie będą). W takiej sytuacji można by chyba tylko spisać sobie nazwisko osoby, która nie chciała podjąć działania i zgłosić to (najlepiej pisemnie) do jego przełożonych, czy do komendy. Szkoda tylko, że człowiek musi robić sobie tyle zachodu, bo panu policjantowi się "niechce". Ja od razu powiedziałam, że nie zamierzam się wybierać do sądu osobiście, bo nie mam na to ani czasu ani pieniędzy. Pan zanotował. Skończyło się na upomnieniu, wizycie policjanta w domu zgłoszonych właścicieli suki, suka jest teraz wiązana albo siedzi w garażu, nie biega luzem, a przynajmniej nie widziałam, żeby biegała. Gdyby było inaczej to bym zgłaszała sprawę wyżej. Trochę mnie to irytuje, bo w takich przypadkach jak u mnie czy Martens policja macha ręką, bo przecież nic się nie dzieje, a dopiero jak jest tragedia to wszyscy się dziwią, że jak to? Przecież piesek był zawsze grzeczny, a że sobie biegał po wsi/miasteczku luzem, cóż - nikomu przecież nie przeszkadzało :roll: Quote
Martens Posted July 12, 2011 Posted July 12, 2011 Ja swoją drogą podziwiam odwagę właścicieli psa - podobno suka jest taaaka kochana i cudowna... Ja bałabym się puszczać samopas swojego psa, którego tak boją się i nie cierpią sąsiedzi - ze strachu, że ktoś zrobi mu krzywdę albo gdzieś go wywiezie. I obawiam się, że jak suka wreszcie naskoczy na tego, na kogo nie powinna, skończy się to właśnie w ten sposób. Quote
AngelsDream Posted July 15, 2011 Posted July 15, 2011 Czasem nawet z pozoru nieszkodliwy pies, który chce się tylko bawić, potrafi człowieka wystraszyć, a jego zachowanie podnieść ciśnienie (zestresować, nie wkurzyć). Wczoraj wczesnym wieczorem wyszłam ze swoimi psami na krótki spacer fizjologiczny. Szły grzecznie, na jednej smyczy. Ja niosłam w prawym ręku woreczek z kupą, do kosza miałam, niestety, dłuższy kawałek. Nagle zza bloku, wypadł na nas seter. Miałam dosłownie ułamki sekund na decyzje. Seter nie wyglądał przyjaźnie, ujadał. Tuż za szerokim z pozoru chodnikiem mamy trawnik, potem ogromną, ruchliwą ulicę. Seter nas obiegł, szczeknął kilka razy, ja w tym momencie już puszczałam woreczek na chodnik, inaczej łapiąc smycz. Suka okazała się zapraszać moje psy do gonitwy, a jakże, w stronę jezdni. Moje, chyba też trochę zaskoczone, stanęły, bo tak im kazałam i stały. Pojawiła się właścicielka suki, zawołała ją po imieniu, dodatkowo wywrzaskując do zwierzaka: Co ty wyprawiasz? Suk się nie odwołała, raczej po prostu odbiegła od nas. Właścicielka jej nie zapięła, nie skinęła głową, nie przeprosiła, nic. Poszła sobie spacerkiem w swoją stronę, a seter pląsał radośnie po trawnikach, szukając okazji do wyładowania kłębiącej się w smukłym ciele energii. Nie miałam jak zwrócić kobiecie uwagi, bo musiałabym się drzeć... Stała tak daleko. Nie miałam jak wyjąć telefonu, bo potrzebowałam na wszelki wypadek obu wolnych rąk. Nie widziałam nawet sensu w tym wszystkim. Fajny, zadbany pies, a właściciel z zerową refleksją na temat ew. skutków. Gdyby moje psy wyrwały mi się z ręki, a mogłyby, bo są psami i tylko psami, cała trójka wylądowałaby na jezdni. W tak gwałtownej, niespodziewanej sytuacji odwołanie mogłoby nie zadziałać, choć powinno. Nie rozumiem, jak można puszczać luzem psa, który wykręca takie numery. Równie dobrze mogła polecieć do innych psów, na drugą stronę jezdni albo wbiec na nią za którąś z chmar ptaków. :( Nie myślałam o tym, czy ją kopać, odstraszać czy okrasić brzydkimi wyrazami - w sensie sukę, o właścicielce to i owo sobie pomyślałam. Chciałam tylko, żeby, jeśli ma zamiar wpadać pod samochód, zrobiła to bez udziału moich zwierząt, a najlepiej poszła sobie tak szybko jak się pojawiła. Na szczęście moje psy wiedzą, że pod blokiem nie ma zabawy z psami. Komendę stój, zwłaszcza na smyczy (wtedy chodzi o nie szarpanie się itp.) mają dobrze opanowaną. I niech ktoś mi powie, co robić z takimi sytuacjami? SM nie zareaguje na zgłoszenie, pani sobie przecież odeszła. Pani ma widać swoje standardy spacerowe (wiem, że ma - już kiedyś ta suka w nas wleciała), a ja mam tylko dwie ręce, jedne nerwy i chciałabym tylko, żeby moje psy były bezpieczne. Quote
bonsai_88 Posted July 17, 2011 Posted July 17, 2011 [quote name='behemotka'] I jeżeli ktoś z powodu spojrzenia albo koloru boi się, dajmy na to, spokojnego, ułożonego psa, to zdaniem pani Mrzewińskiej też mamy obowiązek zatrzymać się z boku i przepuścić daną osobę. Ponawiam więc: Czy wobec zaakceptowanej analogii między "posiadaczami psów, wyprowadzanych w publiczne miejsca" [nie tylko agresywnych, ale wszystkich] a "kierowcami na publicznych drogach" wszyscy kierowcy mają obowiązek zatrzymać się z boku i przepuścić mnie, która z jakichkolwiek powodów obawia się kierowcy/samochodu? W tym wypadku w 100% zgadzam się z panią Mrzewińską. Całe życie wychodziłam z założenia "mój pies, mój problem" i naprawdę często zdarza mi się sadzać Birmę na brzegu ścieżki [w lesie], żeby inni ludzie mogli spokojnie przejść/przebiec/przejechać na rowerze lub prowadzić ją trzymaną praktycznie za obrożę jak idziemy chodnikiem i widzę, że ktoś się jej boi. Równie często słyszę za to najzwyklejsze "Dziękuję", zwłaszcza od starszych pań bojących się psów lub ludzi biegających w lesie. Jakąś tak umiem zrozumieć, że ktoś ma prawo bać się KAŻDEGO psa [zwłaszcza biegacze/rowerzyści - sama biegam, ale widząc spuszczonego psa wolę przejść kawałeg bez czegoś próbującego mnie pogonić]. A tak wracając do tematu - parę dni temu w lesie niewiele mi brakowało, żeby walnąć kijem jakiemuś człowiekowi... Biegałam sobie grzecznie z Birmą [spuszczoną, przy nodze], kiedy nagle z bocznej ścieżki wystrzelił na kudłatą jakiś jorczek. Birma doskoczyła [ok. 2-2,5 m ode mnie] do malucha z hurgotem, więc stanowczo [rykiem wielkim ;)] kazałam jej wrócić na miejsce. W momencie, kiedy kudłata już była tyłem do psiaka, mniej więcej metr ode mnie to w naszą stronę poleciał dość spory kij rzucony przez stojącego kawałek dalej właściciela malucha! Dobra, rozumiem, że gość miał prawo bać się o swojgo psa, rozumiem, że chciał go bronić [Birma jest dużo większa od takiego maleństwa]... ale w takim razie dlaczego na litość boską widząc biegnącą osobę, która nie miała najmniejszych szans zauważyć jego psa [trawa zasłoniła - w lesie jest dość wysoka] nie przywołał malucha do siebie i najpierw radośnie patrzył, jak maluch idzie na nas z paszczęką? Własne osobiste pragnienia [przywalenie mu tym kijem i to porządnie - o mało ja i Birma nim nie zarobiłyśmy, a spory był] jakąś w sobie zdusiłam, a na jego pyskówkę standardową "tego psa powinno się uśpić" strzeliłam pogadankę o psich zachowaniach... tematem pogadanki było "jak twój pies atakuje i wyzywa do walki innego to inny może mieć gdzieś jego wielkość i wyzwanie przyjąć". No, a o fakcie, że jak kudłata leci robiąć "Grauuuu" bardzo groźnie to tylko przegania, a nie atakuje już mu nie powiedziałam - wystarczy mi moja własna cicha duma z wariatki, bo kiedyś od razu próbowałaby pieseczka zeżreć, a nie tylko przestraszyć. Żeby mi się nie nudziło to tego samego dnia, jak poszłam z dzieckiem [3 lata i 10 miesięcy] do sklepu to... młody został zaatakowany przez przywiązanego przed sklepem jorczka! Kurde, powiedzcie mi jeszcze raz, że to nie groźne psy to chyba kogoś pogryzę. Dla mnie może i niegroźne, ale dla mojego dziecka SĄ groźne i niebezpieczne! Mały szedł w krótkich spodenkach, psiaczek celował mu w nogi - wolę nie wiedzieć, co by było jakbym ja nie zdążyła szarpnąć dziecka do tyłu, a psiakowi nie skończyłaby się smycz. I tak miałam szczęście, bo Maciuś zazwyczaj biegnie z przodu, a jakąś wtedy wjątkowo szedł obok mnie trzymany za rękę [bez szarpnięcia psiak by go dosięgnął]. Wtedy już dobre wychowanie mi się ulotniło, do sklepu wpadłam jako wcielenie furii, a właściciel psiaka musiał się z tą furią zmierzyć. Ze sklepu wystrzelił baardzo szybko, przynajmniej przepraszając w przelocie... Za to właściciel sklepu się ze mnie do dzisiaj nabija, że u tak miłej i spokojnej osoby [tak, to podobno o mnie ;)] nie spodziewał by się takiej awantury od progu :P. Na zakończenie dodatm tylko optymistycznie, że po za tym jednym pechowym dniem pooowoooli widzę poprawę w opiece nad psem w mojej okolicy - co raz mniej podbiegaczy, jak ktoś niechętny do wspólnego spuszczanie psów to złapanie własnego psiaka i przeczekanie aż osoba przejdzie tudzież wykrzykiwane ustalania trasy z spaceru w lesie tak, żeby 2 nielubiące psiaki się nie mijały :). Quote
Guest Elżbieta481 Posted July 17, 2011 Posted July 17, 2011 Wpadłaś do sklepu i właściciel zareagował-Ja miałam mniej szczęścia.Równiez wpadłam do sklepu wściekła niewyobrażalnie.Przed sklepem zostawiona bez opieki-luzem młoda Pitbulka.Ja wiem czyj to pies!I co?W obronie właścicielki odezwali sie inni kupujący,,bo ona nic nie zrobi,,.a to,że lata bez opieki,skacze na ludzi to pryszcz!Jest silnym,młodym psem.Nie ułożona zupełnie..Musi dojśc do sytuacji jak ją albo ktos kopnie albo ona kogos ugryzie choćby w odpowiedzi na kopniaka,żeby sąsiadka oprzytomniała. Elżbieta Quote
evel Posted July 17, 2011 Posted July 17, 2011 A ja wczoraj miałam ochotę porwać i sklonować starszego pana z mocno starszym pieskiem - piesek, mimo tego, że ledwo człapał, został na nasz widok zapięty na smycz. Minęliśmy się po dwóch stronach trawnika, pełna kulturka, Zuz dresiarz się nabzdyczyła trochę po cichu, ale generalnie luz. Można? ;) Quote
Fauka Posted July 17, 2011 Posted July 17, 2011 Potrzebuję pomocy bo jest pewien problem. Bardzo się boję. Naprzeciwko mojej kamienicy jest inna, nieciekawa kamienica w której mieszka największy margines jaki sobie można wyobrazić, co drugą noc są awantury, wrzaski i burdy. Nie muszę chyba dodawać że roi się od dresiarzy. Jeden z tych dresiarzy a raczej cała rodzina ma amstaffa, kawał umięśnionego psa. Ten pies był bardzo bity, gdy jego prawowity właściciel który wyprowadza go raz na ruski rok krzyknie, to pies kładzie się na ziemii i śłucha, niestety reszty właścicieli niezbyt. Od jakiegoś czasu jest wyprowadzany przez dzieci, pies jest bardzo agresywny, wczoraj słyszałam pisk psa i wark, a później jak z bramy wychodzą dzieciaki z tym psem, aż strach pomyśleć co się stało, były to odgłosy walki. Ku mojemu przerażeniu pies ostatnio biega bez niczego, nie ma ani szelek, ani obroży, nie mówiąc o prowadzeniu go na czymś, biega kilkanaście metrów od dzieci które go "wyprowadzają" a one beztrosko idą za nim, bardzo cieszą się ze mają agresywnego amstaffa. Ja się boję, raz spotkałam tego psa bez smyczy po drugiej stronie, cały nabuzowany ruszył do mnie i mojego psa, na szczęście szedł z właścicielem któego się słucha, ten ryknął i pies zatrzymał się na środku ulicy, w połowie drogi od nas. Jestem przerażona, wiem że jak spotkam tego psa z dzieciakami bez smyczy i będę ze swoim to koniec, on na 100% zaatakuje mojego, ja ich nie rozdzielę. Doszło do tego że boję się wyprowadzać psa, kilka razy sprawdzam czy go nie ma, chyba zmienię trasę ale to paranoja. Co mogę zrobić? Quote
gops Posted July 17, 2011 Posted July 17, 2011 fauka dzwoń na policje/straż miejską koniecznie! najlepiej nagraj na komórkę jak pies biega bez smyczy , w końcu to agresywny amstaf myślę że zareagują! kilka mandatów jak dostaną to się nauczą prowadzać na smyczy ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.