a_niusia Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 aby nikt nie skopal mojego psa, nie pozwalam mu podbiegac do innych psow. to jest oczywiste. babka nie musiala wiedziec, ze to jest szczeniak. mogla natomiast nie zyczyc sobie jej towarzystwa. my znow mialysmy mila przygode z dwoma niezwykle milymi owczarkami niemieckimi, do ktorych wlascicielki zwracaja sie po niemiecku chyba w celu podkreslenia ich wysmienitego wyszkolenia. mloda spotkala swojego oddanego przyjaciela bobka. ganiali sobie po lace, kiedy nagle podbiegl wielki samiec ON. w ogromnym kagancu. i z tym zelaztwem prosto na mojego psa, ktory jest maly i chudy. nawet nie zdazylam zarreagowac. mloda w pisk. ale bobek to maly terier-waleczny, wiec ruszyl kobiecie z pomoca. w ogole sie nie bal:)) pani bobka zywotna staruszka zdjela drewniaka, zamachnela sie w owczara, on uciekl, bobka szybko wziela na rece, bo byl strasznie rozjuszony:))) wszystko to trwalo doslownie chwilke. oczywiscie nagle z pod ziemi wylazly babki od ona i do pani bobka z watami. ona jednk byla rozjuszona bardziej niz jej jack russel i stwierdzila, ze nastepnym razem wyceluje w lep i zeby raczej sobie poszly i zabieraly kundla, bo nie wytrzyma. wiecie co...to byla mila, kulturalna staruszka. jej pies jest zadziorny, ale bardzo grzeczny. zwierzyla mi sie, ze specjalnie chodzi w drewniakach w celach obronnych, bo jej kolezanka miala gaz, ale nie podzialalo. Quote
filodendron Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='arielka186'] Brzmi to tak, jak gdybym to "kobietę" przeciĄgnęła po ziemi, skopała, i co tam jeszcze. Nie- ona po prostu została odepchnięta- fakt że mocno ale ważyła swoje więc musiałam siły użyć... A że się potknęła- no cóż... Jeszcze raz napiszę- ona nie zasłaniał nogą, odsuwała, czy odpychała Ariel- po prostu cenralnie próbowała jej zapodać kopa w nos:shake:... To chyba przekracza ochronę pudelka- który swoją drogą był zadowolony z towarzystwa... Moj reakcja była taka, jak podejrzewam większości z was, gdyby chciano SKOPAĆ- nie odsunąc, nie odgonić nogą- Waszego psa, szczeniaka w dodatku. Jest duża różnica pomiędzy odsunięciem nogą psa-bez używania podeszw-a tym drugim. [/QUOTE] Czyli ostatecznie nie kopnęła, tylko próbowała - de facto - machała nogą w powietrzu? To naprawdę miałaś szczęście, że kobieta nie wezwała policji, bo wtedy nie byłoby tłumaczenia, że się pani sama potknęła. A gdyby tak przy tym upadła nieszczęśliwie i np. złamała biodro, to by Cię puściła z torbami - sprawa byłaby i karna, i cywilna. Mnie się wydaje, że jednak większość w takiej sytuacji leci po psa, łapie go ręce, może i krzyczy do tego, który próbuje kopnąć, ale jednak nie posuwa się do użycia siły. Niektórzy zresztą nawet tego nie robią. Przypomniała mi się sytuacja z czasów, gdy jeszcze nie mieliśmy psa. Męża przyatakował mały agresor, rzucał się do nogawek, szczekał, kłapał zębami. Ciężko się schylić z rękami do takiego kłapiącego psa, więc mąż właśnie tak machał nogą, jakby chciał psa kopnąć a nie mógł się zdecydować. Wszystkiemu przyglądała się stojąca obok właścicielka psiny - starsza taka babulina. I po dłuższej chwili tej szamotaniny pokiwała wreszcie głową dobrotliwie i powiedziała - "pan to by nie potrafił psa kopnąć, widać dobry z pana człowiek...". Poczuliśmy się jak obiekt jakiegoś eksperymentu. Quote
Martens Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='filodendron'] Mnie się wydaje, że jednak większość w takiej sytuacji leci po psa, łapie go ręce, może i krzyczy do tego, który próbuje kopnąć, ale jednak nie posuwa się do użycia siły. Niektórzy zresztą nawet tego nie robią.[/QUOTE] Dziamgot o którym ostatnio pisałam raz przeze mnie potraktowany butem też nie jest odciągany ani ratowany, ani ja bluzgana za odganianie - jak jest daleko od pana. Jak pan stał z dziamgotem praktycznie w wejściu do mojej klatki a ja schodziłam z psem, mały zasadził się do ataku na moją Baryłę, a jego własny pan zasadził mu takiego kopa na uspokojenie, że tamto moje straszne "kopnięcie" się schowało :roll: Quote
Gdarin Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='ewtos']Ja też nie, ale gdyby zaistniała taka sytuacja to myślisz, że ja, albo ktoś z autorów powyższych postów skopałby jakiegokolwiek psa tak,że trzeba by było założyć watek na dogomanii z prośbą o ratunek?[/QUOTE] Te panny które się szczycą kopaniem rozjuszonych amstaffów itp., niech się liczą z tym, że to raczej ktoś w ich imieniu będzie prosił o ratunek (dla nich rzecz jasna). Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji. Quote
omry Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Te panny które się szczycą kopaniem rozjuszonych amstaffów itp., niech się liczą z tym, że to raczej ktoś w ich imieniu będzie prosił o ratunek (dla nich rzecz jasna). Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji.[/QUOTE] Ta panna (ja) miała trzynaście lat, nie interesowała się kynologią i wyobraź sobie, że nie wiedziała, że akurat powinna ciągąć psa na nogi.. Wyobraź sobie też, że na zastanawianie się, co powinnam teraz zrobić czasu nie miałam i cholernie dumna jestem z tego, że zrobiłam co zrobiłam, bo nie wiadomo, jakby się to skończyło. Tyle z mojej strony. Quote
motyleqq Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Te panny które się szczycą kopaniem rozjuszonych amstaffów itp., niech się liczą z tym, że to raczej ktoś w ich imieniu będzie prosił o ratunek (dla nich rzecz jasna). Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji.[/QUOTE] nie zauważyłam żadnego szczycenia się kopaniem... natomiast w Twoim poście zauważam wyolbrzymianie ;) wyobraź sobie, że czasem właściciele mają głęboko co robi ich pies i są hen hen daleko i nim by łaskawie podeszli zabrać swojego psa, to ten pewnie by już nieźle poturbował drugiego. Quote
Arwilla Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji. Tylko do tego, jak do tanga - trzeba dwojga... Niedawno miałam sytuację właśnie z amstaffem, szłam sobie z moim zasmyczowanym psem, kiedy od tyłu napadł na niego pies tej rasy (lub w typie)... Bez ostrzeżenia, bez warknięcia, rzucił się na mojego i zaczęło się... Mój jest karny, na "zostaw" kończy bójkę, ale co z tego, jak tamten dalej się rzuca... Drugi raz w życiu miałam nieprzyjemność kopnąć psa. Nie wyobrażam sobie stać i patrzeć, jak jakiś pies atakuje mojego... :angryy: Gdybym w tej sytuacji była jeszcze z moim dzieckiem, to dla właściciela tego psa mogłoby się to skończyć tragicznie, bo gdyby moje dziecko znalazło się między kotłującymi się psami i coś by jej się stało, to chyba bym nogi z odwłoka powyrywała... A tak skończyło się na dwóch kopniakach i "pogawędce" z właścicielem, którego to sama musiałam odszukać...:angryy: Te panny które się szczycą kopaniem rozjuszonych amstaffów itp., niech się liczą z tym, że to raczej ktoś w ich imieniu będzie prosił o ratunek (dla nich rzecz jasna). Owszem, istnieje pojęcie agresji przeniesionej - w tym przypadku na człowieka, ale to rzadkość... pies w konfrontacji z człowiekiem zazwyczaj odpuszcza... Gdybym jednak kiedyś spotkała się z takim psem, to o ratunek prosić będzie jego właściciel, bo ugryzienie/pogryzienie człowieka to już grubsza sprawa... Quote
Szura Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Taak, następnym razem poczekam, aż pies złapie i zacznie gryźć mojego, zamiast zareagować tuż przed konfrontacją. :happy1: A później pociągnę go za nogi, i przeciągnę po trawie z moim w pysku. ;) Ja mam jakąś szansę z dużym psem, mały pies jej nie ma. Poza tym - odpowiadam za swojego psa i zrobię wszystko, żeby nie został zaatakowany/żeby atak przekierować na siebie. Quote
evel Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Te panny które się szczycą kopaniem rozjuszonych amstaffów itp., niech się liczą z tym, że to raczej ktoś w ich imieniu będzie prosił o ratunek (dla nich rzecz jasna). Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji. Nie zauważyłam, żeby ktoś się szczycił, ale poczułam się wywołana do tablicy, jako, że zdarzyło mi się kopnąć psa, nie jestem z tego wybitnie dumna, po samym fakcie było mi raczej przykro, nie odczuwam z tego powodu satysfakcji. Aczkolwiek cieszę się, że mój pies żyje i ma się całkiem dobrze i nie jest przedziurawiony w żadnym niepożądanym miejscu. Według Ciebie miałam sobie postać i poczekać, aż dobka złapie moją sukę (która dobki złapać nie mogła, ponieważ była na smyczy i w kagańcu) i dopiero wtedy ją ściągać? A może wygłosić jej orędzie i pogrozić paluszkiem? Nie mogę na psy wrzeszczeć, odstraszać tupaniem i takie tam, bo moja suka się włącza do ataku (hurra, mordobicie! :roll: staram się to wygaszać, ale jest to chyba za bardzo samonagradzalne...). Mogę ewentualnie grzmotnąć łańcuchem pod łapy, albo gazem po oczach. Pech chciał, że akurat nie miałam ze sobą żadnego z "narzędzi zbrodni" :roll: Ponawiam pytanie - co zatem powinnam zrobić? Dobka dostała kopniaka w żebra, nic jej nie odpadło, nic jej nie złamałam, nie krwawiła, nie rzuciła mi się do aorty, wywołało w niej to jedynie wybicie z ataku, pogapiła się chwilę i poszła do domu. Quote
Brezyl Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Te panny które się szczycą kopaniem rozjuszonych amstaffów itp., niech się liczą z tym, że to raczej ktoś w ich imieniu będzie prosił o ratunek (dla nich rzecz jasna). Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji.[/QUOTE] Czy Ty myślisz, że latamy po ulicach i patrzymy, któremu astowi dołożyć ? Jest to najczęściej wybór mniejszego zła i nieraz pies dostał kopa lub smyczą, choć rzeczywiście miałam znacznie większą chęć przywalić ich debilnym właścicielom. Choć np: jeżeli rzucił się do mojego psa ast w kagańcu, to został tylko złapany i odprowadzony do właściciela. Ale jeżeli ktoś stoi i nie jest w stanie powstrzymać swojego psa, to nie widzę żadnego powodu, aby nie zrobić porządku za niego. W największą modę na asty miałam kaukaza i dopóki parę psów tej rasy nie wyleciało w powietrze jakoś cięzko było wytłumaczyć ich właścicielom, że nie życzę sobie pokazowych walk. Tym bardziej, że po samodzielnym rozdzieleniu kaukaza i doga niemieckiego, obiecałam sobie że nigdy nie będę przeszkadzać mojemu psu, jeżeli ktoś go zaatakuje. A tak, pies dostawał rozkaz siad, ja szłam do przodu i przejmowałam asta i zapewniam Cię, że żaden nawet nie warknął. za to właściciele nauczyli się schodzic mi z drogi, co poniektórzy na drugą stronę ulicy. Akurat rasy stworzone do walk, mają to do siebie, że kiedy mają w zasięgu wzroku innego psa, są na działania człowieka dość znieczulone. Większość ras psów będzie w takim przypadku przejawiało agresję przeniesioną ale u astów czy pittów w takich momentach praktycznie ona nie występuje. Co do ciągnięcia za tylne nogi, przy astach nie jest to takie proste. Po pierwsze do tanga trzeba dwojga, a przeciez dlatego musisz bronić własnego psa, że właściciel drugiego nie współpracuje, po drugie to sprawdza się bardziej w rasach, które nie trzymają, lecz uderzają raz po raz. Robiłam to dwa razy z psami w typie asta i raz trzeba było rozwierać szczęki, a drugi raz trzasnełam obrożą elektryczną po jajach, bo jeszcze chwila a psa by zadusił. Quote
behemotka Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji.Aby rozdzielić walczące psy być może (choć też nie zawsze, dużo zależy choćby od stylu walki czy od różnicy rozmiarów). Ale żeby odstraszyć/zniechęcić do ataku niebezpiecznego, nieprzyjaźnie nastawionego psa, który atakuje bez prowokacji? O co Ci chodzi w ogóle? Że jeśli obcy pies rzuca się na naszego, mamy spokojnie zaczekać, aż się w niego dobrze wgryzie, a potem chwycić zwierza (naszego) za tylne łapy i wyrywać z paszczy agresora? Zauważ, że w większości omawianych sytuacji tak zwani "opiekunowie" agresorów, nawet jeżeli widnieją łaskawie na horyzoncie, nie kwapią się jakoś do interwencji :roll: Quote
Gdarin Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Chodzi o to, że jeżeli mamy do czynienia z nieznanym amstaffem, który zachowuje się bardzo agresywnie możemy założyć, że coś nie tak jest z właścicielem, który do tego dopuścił i nie możemy wykluczyć, że pies był uczony także agresji wobec ludzi. Niestety jakiś procent amstaffów czy innych ras uważanych za grożne (także różnych miksów) trafia w ręce osób, które uczą je ataku na ludzi. W takim wypadku kopnięty pies może zaatakować człowieka, co może się skończyć tragicznie. Pomyślcie też o swoim zdrowiu a nie tylko o swoim psie! Quote
omry Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Pomyślcie też o swoim zdrowiu a nie tylko o swoim psie![/QUOTE] Chyba źle trafiłeś z forum. Obawiam się, że dla wielu osób (w tym dla mnie) na tym forum jest ważniejsze właśnie zdrowie psa. Szczególnie, gdy może z tego nie wyjść nie wyobrażam sobie stać i nic nie robić, wybacz. Tu nie ma w ogóle chwili zawahania i rozmyślania. Trzeba działać, zanim będzie gorzej. Agresywny pies sam nie odpuści. Quote
evel Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='omry']Chyba źle trafiłeś z forum. Obawiam się, że dla wielu osób (w tym dla mnie) na tym forum jest ważniejsze właśnie zdrowie psa. Szczególnie, gdy może z tego nie wyjść nie wyobrażam sobie stać i nic nie robić, wybacz.[/QUOTE] Ano właśnie. Podobnie jak omry - nie wyobrażam sobie stać i patrzeć na to, jak inny pies robi z mojego własnego mielonkę. Quote
Szura Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Aha, powiedz to samo matce dziecka, które zaatakuje doberman. Powodzenia. ;) Quote
behemotka Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Chodzi o to, że jeżeli mamy do czynienia z nieznanym amstaffem, który zachowuje się bardzo agresywnie możemy założyć, że coś nie tak jest z właścicielem, który do tego dopuścił i nie możemy wykluczyć, że pies był uczony także agresji wobec ludzi. Niestety jakiś procent amstaffów czy innych ras uważanych za grożne (także różnych miksów) trafia w ręce osób, które uczą je ataku na ludzi. W takim wypadku kopnięty pies może zaatakować człowieka, co może się skończyć tragicznie. Pomyślcie też o swoim zdrowiu a nie tylko o swoim psie![/QUOTE]Znaczy mam hipotetycznemu astowi pozwolić zeżreć mojego kundla (duży jest, ale przyjaźnie nastawiony do prawie wszystkich czworonogów, więc mocno wątpię, żeby sobie poradził ze zdecydowanym, zaprawionym w bójkach, silnym psem), bo mnie MOGŁOBY coś się stać? :crazyeye: Mam inne priorytety. Jeżeli dopuszczę do starcia, a ast złapie mojego wyżłowatego za gardło albo kark, Kazan może stracić życie; nawet w mniej krwawej wersji pewnie nabawi się traumy, co biorąc pod uwagę kruchość jego psychiki cofnie nas w pracy o całe mile. Jeżeli zainterweniuję - nawet tym nieszczęsnym kopniakiem, choć wcale nie uśmiecha mi się podobna perspektywa :shake: - istnieje duże prawdopodobieństwo, że pies ucieknie lub odejdzie. W najgorszym razie rzuci się na mnie; tylko że ja mogę zasłonić się choćby ręką, więc mając do wyboru gardło mojego psa (za zranienie którego opiekun psa nie poniesie najprawdopodobniej żadnej odpowiedzialności) i moją rękę (której pogryzienie skończy się dla tego człowieka co najmniej spotkaniem z policją) - owszem, wybieram poświęcenie kawałka zdrowia w obronie mojego psa. Quote
filodendron Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin']Chodzi o to, że jeżeli mamy do czynienia z nieznanym amstaffem, który zachowuje się bardzo agresywnie możemy założyć, że coś nie tak jest z właścicielem, który do tego dopuścił i nie możemy wykluczyć, że pies był uczony także agresji wobec ludzi. Niestety jakiś procent amstaffów czy innych ras uważanych za grożne (także różnych miksów) trafia w ręce osób, które uczą je ataku na ludzi. W takim wypadku kopnięty pies może zaatakować człowieka, co może się skończyć tragicznie. Pomyślcie też o swoim zdrowiu a nie tylko o swoim psie![/QUOTE] Ja się z tym akurat mogę zgodzić, że w wypadku ataku psa na psa interweniując przyjmujemy na siebie ryzyko. Nie daleko mnie był taki przykry wypadek - ast zaatakował boksera przywiązanego pod sklepem. Właścicielka boksera wybiegła i próbowała go bronić - została pogryziona. Trochę ta akcja trwała, zdążyła przyjechać policja i niestety - zastrzeliła asta. Tyle, że nie jestem do końca przekonana, że to ma związek z rasą, bo znam też bardzo przykry w konsekwencjach wypadek przekierowanej agresji u ONka. To niestety jest możliwe - każdy, kto staje w obronie swojego psa musi się liczyć z takim obrotem sprawy. No ale jak nie bronić, no jak? W przypadku tej pogryzionej kobiety od boksera dość szokujące były dla mnie opinie osób zwiazanych z organizacjami prozwierzęcymi (w mediach), że to wina tej pani, bo się wmieszała w konflikt między psami i że gdyby tego nie zrobiła, to ast być może nie zostałby zastrzelony (pomijam kwestię zostawienia psa pod sklepem - bo to inny temat). Ale osobiście nie bardzo sobie wyobrażam w takiej sytuacji stać i patrzeć z daleka. Mówię jednak o sobie, bo gdyby dziecko mi się wplątało w taką awanturę, to jeśli nie pies, to ja bym jej zrobiła krzywdę. Także na pewno punkt widzenia - jak zawsze - zależy od punktu siedzenia. Quote
omry Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='filodendron']Ja się z tym akurat mogę zgodzić, że w wypadku ataku psa na psa interweniując przyjmujemy na siebie ryzyko.[/QUOTE] Jeżeli wiemy, że nasz pies sobie z napastnikiem nie poradzi i może stracić życie, to jest to chyba jedyne mądre rozwiązanie. Moim zdaniem. Quote
filodendron Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='omry']Jeżeli wiemy, że nasz pies sobie z napastnikiem nie poradzi i może stracić życie, to jest to chyba jedyne mądre rozwiązanie. Moim zdaniem.[/QUOTE] Oczywiście. Tylko nie należy lukrować ewentualnych konsekwencji - bo prawdą jest, że mogą być różne. To nie tak prosto rozdzielić prawdziwie walczące psy. Quote
behemotka Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='filodendron']Oczywiście. Tylko nie należy lukrować ewentualnych konsekwencji - bo prawdą jest, że mogą być różne. To nie tak prosto rozdzielić prawdziwie walczące psy.[/QUOTE]Tutaj akurat mowa o jednostronnym ataku. Ale masz rację: podobnie jak w przypadku walki, trudno odgonić zdecydowanego na zrobienie komuś kuku, silnego, pewnego siebie psa. To może się skończyć źle również dla interweniującego. Tym niemniej w obronie stworzenia, które się kocha, wypada chyba zrobić coś więcej niż krzyczeć "sio!" do napastnika... Quote
Yorkomanka Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Ja dzisiaj byłam w wielkim szoku, obok nas mieszka taki facet z owczarkiem belgijskim agresywna bestia z niej :roll: pan nad nią panuje, jak już jest spuszczona ze smyczy to tylko w kagańcu no i ten pan spuszcza tą suke pod swoim blokiem (ja tam zawsze chodze psa wysikać z rana) jak już się spotkamy to ona nawet bez smyczy co najwyżej się popatrzyła bo bawi się ze swoim panem jakimś kamolcem czy innym patykiem. Tak też było i dzisiaj idziemy sobie na poranne siq, pan się bawi z tą swoją psiną i nagle psina wystartowała na mojego psa wołania pana mając w dopie głęboko. Jako że ona waży przynjmniej 20x więcej niż moja pchełka i mogła by go tym kagańcem albo nawet łapą uszkodzić to pchełka wylądowała na rękach. Suka poszczekała, poskakała wokół mnie (na szczęście dla niej [SIZE=2]nie na mnie) trochę się nastałam zanim pan ruszył dupe po sukę i w końcu ją odciągnął od nas no ale można mu to czekanie wybaczyć ma chorą nogę:evil_lol: Quote
Balbina. Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Filodendron-jak dla mnie w opisanym przypadku najlepszym wyjściem byłoby uśpienie psa i tyle.Nie da się uratować wszystkich agresorów a prawdopodobieństwo ,ze taki ast zrobi to samo na innym psie jest naprawdę duże.A skazywać go na dożywocie w schronie bez psów,bez ludzi?Chyba już lepiej dać mu dobrą śmierć. denerwuje ratowanie wszystkich ttb które pogryzły,zagryzły innego psa bo każdy psiak ma swoją szanse.Tylko taki pies który jest w stanie zabić i ma do tego zapędy no przepraszam bardzo ale nie powinien poruszać się wśród ludzi,dzieci,psów.Wyobrażacie sobie jakby taki pies oderwał łapę waszemu psu czy zmasakrował twarz dziecku?Bo przecież ma szanse.... Quote
sleepingbyday Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 odniose się to waszych odpowiedzi sprzed kilku stron - to prawda, male jazgoczące podbiegające maja wielu fanów, ale... sa tak po prostu od szczeniaka wychowywane (podejrzewam, z eprzez wzmacnianie róznych bzdur w dobrej wierze). a zaadoptowac takiego, co to sie nie łasi do ciebie, tylko pół dnia musisz sztuczki z żarciem wykonywac, zeby cię nie dzabnął o, to juz inna sprawa. co do kopania walczących psów - sama tak kiedyś kopłam jedna choelrę, która mi zośkę bez zdania racji i od tyłu zajadle zaatakowała. bez sensu, głupota, ale to jest tak, jak z poślizgiem samochodowym - pierwszy odruch, to hamulec do podłogi, co jeszcze sprawe pogarsza. nawet wiedząc to, trzeba umiec opanowa odruch, a bez ćwiczeń się nie da. a ile razy w końcu nasze psy sa poważnie, naprawde powaznie atakowane, żeby miec okazję do ćwiczeń? na szczęscie - niewiele. a z łapaniem za tylne nogi to jest bardzo dobry motyw - trzeba złapać tak, jakby sie łapało taczkę, na wyproście i do góry - pies musi ogarnąć równowagę i po prostu odciąga to jego uwagę od walki. niestety jest szkopuł - one sie tak wiją, że trudno do tych nóg dolecieć, bo sie biega w kółko. próbowałam kiedyś ;-). jest wyjście - nie łapiemy sowjego psa, tylko umawiamy się zdrugim właścicelem, że łąpiemy psy za nogi, który nam tam pod ręce podleci. ale jeszcze musi być do tego ten drugi właściciel ;-). Quote
dog193 Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Balbina, chyba jednak za szybko chcesz zabijać. My teraz mamy w schronie taką sytuację, opiekowałam się pewnym psem od jakiegoś czasu, nie wykazywał w stosunku do mnie żadnej agresji, jak mnie widział to nie mógł ze szczęścia usiedzieć, podawał mi piłki, żebym się z nim bawiła, a jak smycz miałam w ręku to już w ogóle radocha. Na spacerach idealny, biegał razem ze mną, troszkę komend poćwiczyliśmy, wszystkie wykonywał bez mrugnięcia okiem. Pies dodatkowo piękny (DONek), porobiłam mu ogłoszenia, ludzie się zainteresowali. No i wczoraj przyjechali do niego zainteresowani adopcją, Norton poszedl z nimi na spacer i jak dochodzili do bramy schroniska to... ugryzł faceta w rękę. Podobno bez żadnego powodu. Nie rozszarpał jej, ale zostawił siniaki. I pies ma tydzień czasu, potem idzie do uśpienia. Ja jestem załamana, pies dla mnie był idealny, wesoły, mądry, spokojny... Przywiązałam się do niego, a teraz grozi mu uśpienie. Nie wiem Balbina, czy ty kiedykolwiek zderzyłaś się z taką sytuacją, ale po twoich postach i lekkim stosunku do tematu chyba nie. To nie jest taka prosta sprawa, pozbawienie życia, niezależnie od powodów. Quote
Vesper Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 [quote name='Gdarin'] Aby rozdzielić walczące psy najlepiej ciągnąć psa za tylne nogi (najlepiej każdy właściciel swego), a nie kopać je czy bić po głowie, tak pobudza się je tylko do jeszcze większej agresji.[/QUOTE] Jest dokładnie tak jak piszesz- i dziwi mnie to, że tak mało osób- interesujących się kynologią- o tym wie. Sposób niemalże niezawodny. I czasami wystarczy odciągnąć w ten sposób tylko psa atakującego- drugi, jeżeli jeszcze nie jest w furii albo po prostu jest mniejszy,powinien sp...ać jak najdalej. Piszę o tym, bo najczęściej nie ma dwóch osób które by psy odciągnęły w przeciwne strony-niestety... [quote name='Arwilla']Owszem, istnieje pojęcie agresji przeniesionej - w tym przypadku na człowieka, ale to rzadkość... pies w konfrontacji z człowiekiem zazwyczaj odpuszcza...[/QUOTE] Cóż- jeżeli znasz się na piej psychice, wiesz również że istnieje coś takiego jak próg pobudliwości- niski lub wysoki. Z resztą, abstrahując już od rasy- byle rozjuszony burek w ferworze walki może po prostu "przez pomyłkę dziabnąć" pana/ią, dlatego nie wsadza się rąk- i nóg- jeśli chce ię je zachować całe- pomiędzy gryzące ię psy. A podnieść psa do góry za tylne łapy i odciągnąć- żadna sztuka, nawet w przypadku tych nienajmniejszych psów. Znacznie skuteczniejsze niż np lanie wodą o którym tu czytałam ;) Balbina- proszę Cię, poczytaj proszę choć trochę o bullowatych- to, że nie nie są przyjaciółmi obcych psów, nie oznacza, że to psy agresywne w stosunku do wszystkiego co się rusza! Normalny, nie szkolony na agresję amstaff czy bull powinien być w stu procentach podległy swojemu właścicielowi- te mity nt TTb powoli urastają do rangi sensacji, co bardzo mi się nie podoba... Co ciekawe, większość tych którzy są tak bardzo przeciwko ast-om i in nie mieli z nimi bliższego kontaktu. Nie są to psy dla każdego, ale nie demonizujmy ich!!! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.