Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Co do małych psów, miałam takiego psiaka, ale szczerze nigdy więcej :) ale to dlatego że ja ogólnie kocham wielkiee psy, mimo że obecnie tez nie posiadam dużego :)
u nas też sporo małych szczekaczy, ale na całe szczęście sa na smyczy :) ostatnio miałam jakiś dziwny okres, że wszyscy schodzili nam z drogi... :) i gdy widzialam kobietę która nadchodziła z naprzeciwka z małym białym pieskiem, maltańczyk/bischon nie wiem... przeszła na drugą stronę ulicy, więc sobie myśle "a no tak bo moja go pewnie połknie!" ale okazało się że gdy się tak mijałyśmy, między nami była ulica to mały psiak zaczął szarrzować, warczeć i szczekać ;) więc bardzo miło ze właścicielka sama zeszła nam z drogi, wiedziała co się święci.. z strony jej psiaka ;)

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

filodendron napisał(a):
A jak jadę do ojca na wieś, to tam z kolei ujadające mieszańce wszelkiej maści i bramy posesji otwarte na oścież, że nie wiadomo czy iść spokojnie, czy uciekać, czy się szykować do kopa. Ogólnie jest niezbyt dobrze.
Generalnie pod względem odpowiedzialności za psa, tudzież empatii...

Mam do Ciebie pytanie- czy zawsze jak biegnie do Ciebie obcy pies szykujesz się żeby mu zapodać kopa?:shake:Nawet tego nie skomentuję- bo jeżeli masz takie podejście, to...: WTF:-to chyba Dogomania, ???

Posted

Martens napisał(a):
No tak, właściciele większych psów mają pewnie wywozić swoje w klatce na kółkach, żeby nie zakłócić sielanki właścicieli rozwydrzonych zaczepiających maluchów :evil_lol:

Sama zapędziłaś się w kozi róg - dlaczego tylko od właścicieli dużych psów wymaga się cudów? Duży pies ma mieć anielską cierpliwość i nie reagować na jawne zaczepki - a mały co, jest tak tępy, że nie da się go nauczyć nawet tego, żeby po prostu pierwszy nie podbiegał i nie zaczepiał? :razz:

I widać, że sama nie miałaś psa po przejściach - oduczenie go negatywnej reakcji na psy to praca na wiele miesięcy, skutecznie rujnowana przez właścicieli podbiegających bez kontroli psów :roll: i koło się zamyka.

Nie bardzo widzę gdzie tu się zapędziłam- jak nie ogarniasz szerszego punktu widzenia, tego że nie wszystko jest czarno-białe, to już nie mój problem:evil_lol:
Pokaż mi gdzie pisałam że małego psa nie da się niczego nauczyć, gdzie pisałam że jest tępy???:crazyeye:
No i psycholog z Ciebie kiepski- tak się składa, że mam schroniskową sunię, ma 12 lat i została u rodziców, z nią miałam problemy, nie z agresją, ale poważne...
Drugą schroniskową sunią którą sama wyprowadziłam "na psa" była Nutka-miałam ją w zimie na DT. Ma na Dogo... wątek-może ktoś ją pamięta:eviltong: Nutka była b. wycofana, praca z nią zajęła mi 2 m-ce, żeby doprowadzić ją do stanu w którym normalnie wychodziła na spacer, nie siusiała w domu i zaufała na tyle, że sama do mnie podchodziła... Po tym czasie mogła iść do DS.
Tak więc nie osądzaj-bo jak widzisz możesz się pomylić.

edit: i widzę tu kolejną osobę która lubi kopać małe psy... Raz jedna taka pani chciała kopnąć małą Ariel- stafficzkę-szczeniaka. Cóż-w obronie mojego psa musiałam interweniować i sama skończyła na ziemii. ;) Tak więc liczcie się z tym, że właściciel tego kopniętego psa może nie stać bezczynnie i nie wołać o pomoc...

Posted

arielka186 napisał(a):

edit: i widzę tu kolejną osobę która lubi kopać małe psy... Raz jedna taka pani chciała kopnąć małą Ariel- stafficzkę-szczeniaka. Cóż-w obronie mojego psa musiałam interweniować i sama skończyła na ziemii. ;) Tak więc liczcie się z tym, że właściciel tego kopniętego psa może nie stać bezczynnie i nie wołać o pomoc...


Czy Ty zwyczajnie lubisz siać ferment? Bo naprawdę nie rozumiem o co Ci chodzi. Czy ja gdzieś napisałam, że lubię kopać małe psy? Małego psa kopnęłam może 3 razy w ciągu kilkunastu lat, za każdym razem, gdy ów pies atakował (próbował ugryźć, nie tylko szczekał) mojego psa, który nie mógł lub nie umiał się bronić, a jego właściciel nie reagował. Żadnego z tych psów nie kopnęłam mocno, żeby stała mu się krzywda - chciałam je zniechęcić do ataku. Działało, żaden jakoś nie chodził potem w gipsie, wszystkie żyją i mają się dobrze :roll:
Naprawdę nie widzisz różnicy między kopaniem szczeniaczka, który podchodzi się pobawić, a kopnięciem dorosłego jazgota, który skacze po Twoim szczeniaku i próbuje złapać go zębami za kark, i to wcale nie na żarty, a właściciel stoi i się gapi? Gdyby w takiej sytuacji właściciel psa jeszcze pruł do mnie z łapami, to dostał by gazem po oczach i oby tylko tyle. Ciesz się, że Ty nie dostałaś. Bo ja na pewno nie będę przepraszać nikogo za to, że chcę spokojnie przejść przez osiedle.
Przykre też, że nawet wychowywanie dwóch psów po przejściach nie nauczyło Cię empatii w kwestii tego, jak podbieganie obcych psów psuje pracę z psem, który ma problem agresji wobec innych psów - moja pomyłka, bo w życiu bym nie pomyślała, że osoba mająca doświadczenie z takimi psami może być tak ślepa na pewne aspekty ich układania :roll:

Co do psychologa to do wizyty chyba jak najbardziej kwalifikuje się taka podwójna moralność - ty jak pospolity bandzior potarzałaś po ziemi obcą kobietę w obronie swojego pieseczka, na którego ona pomajtała nogą jak podbiegł - a bronienie szczeniaka który jest gryziony przez obcego kundla tak ostro potępiasz... Żałosne. A jak klimat dogomanii Ci nie odpowiada, to nikt Cię tu siłą nie trzyma.

Posted

Martens napisał(a):
Czy Ty zwyczajnie lubisz siać ferment? Bo naprawdę nie rozumiem o co Ci chodzi. Czy ja gdzieś napisałam, że lubię kopać małe psy? Małego psa kopnęłam może 3 razy w ciągu kilkunastu lat, za każdym razem, gdy ów pies atakował (próbował ugryźć, nie tylko szczekał) mojego psa, który nie mógł lub nie umiał się bronić, a jego właściciel nie reagował. Żadnego z tych psów nie kopnęłam mocno, żeby stała mu się krzywda - chciałam je zniechęcić do ataku.
Naprawdę nie widzisz różnicy między kopaniem szczeniaczka, który podchodzi się pobawić, a kopnięciem dorosłego jazgota, który skacze po Twoim szczeniaku i próbuje złapać go zębami za kark, i to wcale nie na żarty, a właściciel stoi i się gapi? Gdyby w takiej sytuacji właściciel psa jeszcze pruł do mnie z łapami, to dostał by gazem po oczach i oby tylko tyle. Ciesz się, że Ty nie dostałaś. Bo ja na pewno nie będę przepraszać nikogo za to, że chcę spokojnie przejść przez osiedle.
Przykre też, że nawet wychowywanie dwóch psów po przejściach nie nauczyło Cię empatii w kwestii tego, jak podbieganie obcych psów psuje pracę z psem, który ma problem agresji wobec innych psów - moja pomyłka, bo w życiu bym nie pomyślała, że osoba mająca doświadczenie z takimi psami może być tak ślepa na pewne aspekty ich układania :roll:

Co do psychologa to do wizyty chyba jak najbardziej kwalifikuje się taka podwójna moralność - ty jak pospolity bandzior potarzałaś po ziemi obcą kobietę w obronie swojego pieseczka, na którego ona pomajtała nogą jak podbiegł - a bronienie szczeniaka który jest gryziony przez obcego kundla tak ostro potępiasz... Żałosne. A jak klimat dogomanii Ci nie odpowiada, to nikt Cię tu siłą nie trzyma.

Żałosne jest to, że nie znając całej historii oceniasz. Mój pies był owym szczeniaczkiem o którym piszesz- rasy staffik- który kopnięty mógł zapamiętać to na całe życie i miałabym staffika który reaguje np agresją lękową-na ludzi. Co Ty na to?
Bronienia szczeniaka nie potępiam- i nie mam problemu z moralnością- z tym że jak zrozumiałam Ty już nie masz szczeniaka... Jeżeli Twoja suczka jest po przejściach- współczuję. Trochę jestem na tym tle przewrażliwiona, bo większość osób które mają problemy z psami tłumaczy to że pies jest po przejściach- i niestety nic z tym nie robią- co nikomu nie pomaga...
Nie rozumiem tej wstawki "że mam się cieszyć że ja nie dostałam" za to że mój pies podbiega do jakiegoś szczeniaka...? Gdzie ja coś takiego napisałam? Moje psy, niestety , w liczbie 4-ech sztuk, chodzą na smyczkach- jedno, że są to psy określonych ras/charakterów, a drugie, że jak biorę wszystkie- a nie zawsze mam czas żeby wyjść dwójkami- zwyczajnie bym towarzystwa mogła nie upilnować (tak dla wiadomości są to 2 chihuahua, stafficzka i westik). No i moje psy nie podlatują do obcych psów- mają swoich "znajomych", z którymi się bawią i lubią- psy są wybiegane, właściciele zadowoleni. Niestety tak różowo nie jest, i Arielki-stafficzki- nie mogę puszczać z resztą- staffiki inaczej się bawią niż sznaucery, bassety, czy beagle.
OK, w jednym miejscu- po przemyśleniu, przyznam Ci rację- że rzeczywiście jedno zajście może cofnąć całą pracę z psem. Jednak nic z tym nie zrobisz, dopóki będą ludzie kupujący psy jak zabawki i mający je w d...pie na spacerach.

Dotąd pisałam, że u mnie nie ma problemu yorków z dziećmi- na szczęście tak jest. Ale wczoraj byłam na Pradze, u przyszłych Teściów- przez 10 min zobaczyłam coś, co głęboko mnie zastanowiło :D. Pierwszy przykład- trójka dzieci w wieku lat 7ok., chłopiec ze szczenięciem yorka. Zapytałam ile ma pies. 2 miesiące.Zapytałam czy nie jest za mały żeby wychodzić-jest, dlatego go noszę. Psiak szarpany przez kolegów chłopca, przerażony- pewnie nabytek na wakacje żeby dzieciak się nie nudził. Ale druga historia to już nie wiedziałam czy coś mi się nie ..... w oczach. Dziewczynka 10 letnia, odpicowana jak 20-stka, z yorkiem pod pachą. Dodam że york miał: sukienkę, bluzeczkę, ciemne okulary-i oczywiście był trzymany pod ramieniem "właścicielki". I teraz zadaję sobie pytanie- których yorków jest więcej- czy tych które zobaczyłam z tymi dziećmi wczoraj, czy "normalnych" jakie znam i spotykam? Bo mam dziwne podstawy uważać, że te wychowywane przez dzieci to mogą być te, o które Wam tu chodzi. Pocieszę Was, że dla mnie wczoraj to naprawdę był szok- a przecież widuję dużo psów, chociażby dlatego że mieszkam w dużym mieście...:roll:

Posted

Arielka, w ostatnim poście nie napisałaś o tym, że Twój pies podleciał, ale w innym, kiedyś tam, napisałaś, że Twój szczeniak podbiegł do jakiegoś psa i kobieta chciała go kopnąć... sądzę, że do tego odwołuje się Martens

Posted

Chyba to nie koniec naszej przygody z pekińczykopodobnym stworkiem... :roll: Ostatnio na nas zaszarżował ze swoją panią na drugim końcu smyczy (sic!) a jak przed nim zwiałyśmy (przy czym mój pies dostał ostrą korektę, żeby stworka nie zeżreć) to pańcia porwała pieszczoszka na raczki i zaczęła go niuniać, a patrząc na nas nie omieszkała chlapnąć jęzorem: a to wstrętne psisko... Tak, szarpnęła mi nerwa i się nie powstrzymałam od odpowiednio chamskiego komentarza, ale cóż... :diabloti:

Wczoraj moja siostra idąc z suką spotkała się prawdopodobnie z tym potworkiem, tym razem prowadzonym na flexi przez dziecko w obecności tatusia. Piesek zobaczył sukę i zaczął holować dziecko w jej kierunku, dziecko z wrzaskiem i głośnym tupaniem zaczęło biec za nim, a tatuś ograniczył się do pokrzykiwań "Wracaj, wracaj!". Siostra z nabzdyczoną suką zrobiła więc w tył zwrot i oddaliła się prędko. Ja rozumiem, że od tej pory będziemy ich unikać, bo to my mamy problem (powiedzmy), ale chyba się tak nie da zawsze i kiedyś się wreszcie psy zetną... Już nie mówiąc o tym, co będzie, jak dziecinka podbiegnie z buczącym potworkiem do któregoś z naprawdę agresywnych psów, bo później nastąpi kolejny żenujący artykulik o tym, jak to pies morderca zakatował małego pieszczoszka... :roll:

Posted

arielka186 napisał(a):
Żałosne jest to, że nie znając całej historii oceniasz. Mój pies był owym szczeniaczkiem o którym piszesz- rasy staffik- który kopnięty mógł zapamiętać to na całe życie i miałabym staffika który reaguje np agresją lękową-na ludzi. Co Ty na to?


W dwóch sytuacjach, kiedy kopnęłam małego psa, ów mały pies atakował mojego staffika szczeniaczka. Nie podbiegł, nie szczekał, tylko skoczył na niego z zębami, a właściciel miał to głeboko w poważaniu. Mój stafficzek pogryziony mógł zapamiętać to na całe życie i rok później takie podbiegnięcie malucha mogłoby skończyć się skręceniem mu karku przez dorosłego już staffika. Dzięki temu, że interweniowałam, staffik potrafi zignorować szczekające na niego maluchy, a nawet zaatakowany przez takiego zazwyczaj po prostu gapi się na niego nieprzyjaźnie i idzie ze mną w swoją stronę.
Ale według Ciebie jestem sadystką, która lubi kopać małe psy :evil_lol:

arielka186 napisał(a):
Bronienia szczeniaka nie potępiam- i nie mam problemu z moralnością- z tym że jak zrozumiałam Ty już nie masz szczeniaka... Jeżeli Twoja suczka jest po przejściach- współczuję. Trochę jestem na tym tle przewrażliwiona, bo większość osób które mają problemy z psami tłumaczy to że pies jest po przejściach- i niestety nic z tym nie robią- co nikomu nie pomaga...


Mój pies jest po przejściach - po dwóch atakach boksera, ataku podhalana, i niezliczonych podbiegnięciach, które psuły mi pracę z psem...
I o dziwo jeśli przeczytałaś uważnie, dopóki jej nie zwolniłam, nie zareagowała nawet na szczekacza, który dojadał jej z odległości metra, kiedy sikała. Ani ja tego psa nie kopnęłam. Zwolniłam ją, pozwalając jej go odstraszyć.

arielka186 napisał(a):
Nie rozumiem tej wstawki "że mam się cieszyć że ja nie dostałam" za to że mój pies podbiega do jakiegoś szczeniaka...? Gdzie ja coś takiego napisałam?


Napisałaś, że tamta kobieta spotkała się z glebą, bo próbowała kopnąć Twojego szczeniaka - jak rozumiem nawet tego nie zrobiła. Napisałaś o tym z dumą godną podwórkowego dresa. Ciekawe, czy byłoby Ci tak do śmiechu, gdyby z bloku na przykład wyszedł mąż tej pani, i zrobił z Tobą to samo, co Ty z nią...
Ona przesadziła, ale to Twój pies pobiegł i chwalenie się czymś takim w takiej sytuacji jest po prostu żenujące...

Posted

arielka186 napisał(a):

edit: i widzę tu kolejną osobę która lubi kopać małe psy... Raz jedna taka pani chciała kopnąć małą Ariel- stafficzkę-szczeniaka. Cóż-w obronie mojego psa musiałam interweniować i sama skończyła na ziemii. ;) Tak więc liczcie się z tym, że właściciel tego kopniętego psa może nie stać bezczynnie i nie wołać o pomoc...

Brzmi tak, jakby to ta pani podbiegła do Ciebie i Twojego szczeniaka z zamiarem potraktowania go jak piłkę do nogi - wtedy Twoja reakcja byłaby uzasadniona.
Jeśli jednak było odwrotnie i Twój pies podbiegł do niej - to miała prawo się bać i reagować w sposób, który uznała za stosowny. A jeśli Ty ją w wyniku tej akcji przewróciłaś, to ciesz się, że nie wezwała policji, bo to była czynna napaść.

Posted

z calym szacunkiem, ale kazdy, kto ma nieodwolywalnego psa, ktory "leci sie przywitac" powinien liczyc sie z tym, ze drugi pies odgryzie mu kawalek tylka-w najlepszym przypadku, jesli nie bedzie mial chceci na "witanie sie".

kazdy kto ma takiego psa powinien sie tez liczyc z tym, ze wlasciciel psa, do ktorego podbiegnie, moze mu zasunac kopa lzej, zeby go odsunac (czesto dla jego wlanego bezpieczenstwa) lub mocniej (dla bezpieczenstwa wlasnego psa).

osobiscie nie przepadam za kopaniem zwierzat, ale kilka razy mi sie zdarzylo zapodac kopa: raz ponad rocznemu owczarkowi niemieckiemu (a to byl zdaniem wlasciciela szczeniaczek...), ktory podbiegl od tylu do mojej trzymiesiecznej wtedy suki z warkotem i po prostu wzial ja w zeby-mloda byla na smyczy, wracalymy juz do domu.
drugi raz znow owczarzyca . mloda nie byla na smyczy, ale zostala odwolana i byla tuz przy mojej nodze. tamta warkot i na nia. to ja z kopa. nie interesuje mnie, ze "te psy sie tak witaja". nie z moim psem, ja sobie tego nie zycze.

regularnie tez usuwam noga napalone 50kg napalone labradory, ktore natarczywie skacza w celach kopulacyjnych na mojego psa, co nie jest zbyt zdrowe dla jej psychiki oraz rozwijajacych sie jeszcze bioderek.

jesli zas chodzi o male psy i szczeniaki, to zupelnie nie rozumiem, czemu niektorzy slepo wierza, ze zaden pies tego nie ruszy.
wczoraj spotkalysmy z mloda mala yoreczke. troche sie dziewczyny poganialy, az u widze idzie suczka, ktora niekoniecznie lubi psie gnojki. mloda odwolana, siedzi i czeka az tamta przejdzie. yorasek natomiast w dluga to tamtej suki. suka sie wnerewila i probowala upolowac yoreczke. szla z panem i z pania. pan delikatnie odsunal mala butem-sorry, niekoniecznie musial miec chec na dotkanie obcego psa.
i...wybuchla awanturka na caly park:))))

Posted

Ja też kilka lat temu zadałam kopa astowi.. Błam w Krakowie u rodziny i wyszłam wieczorem na spacer z Filipem, średniej wielkości kundelkiem. Było już całkiem ciemno i ktoś jakieś siedem metrów dalej wjeżdżał na swój teren i brama była otwarta. Wyleciał ast i rzucił się na Filipa. Za amstaffem wyleciało dwóch pewnie dorsłych już chłopaków i zaczęli okładać psa po głowie pięściami, ale on nie puszczał. Ja miałam 13 lat, ale słysząc pisk Filipa nie wytrzymałam i kopnęłam amstaffa prosto w pysk, a buty miałam raczej potężne.
Pies puścił prawie od razu, a Filip wyszedł z tego z jedynie pogryzionym pyskiem.

Wcześniej bym nie powiedziała, że kopnę kiedyś psa. Są jednak takie sytuacje, że trzeba to zrobić i nie ma się nawet nad czym zastanawiać.

Posted

gdy mam wybor-usunac reka natreta i miec ja pogryziona przez obcego psa a odsunac psa noga w miare bezpiecznie...to chyba jasne ze zrobie to tak aby i pies nie ucierpial i moje nogi...
Nas wczoraj dopadly dwa szupy...Bez smyczy,bez obrozy a gosc sobie po prostu szedl dalej...
Dobrze ze negro jest w miare przyjazdy do psow i nie wszczyna awantur bo na 99 proc sznup mial na to ochote....
W takiej syt nie zastanawiala bym sie czy zasunac kopa sznupowi ktory atakuje mojego psa...
Chyba pomysle nad kupnem gazu kiedys bo beztroska wlascicieli innych psow mnie po prostu przeraza czasem;/

Posted

Gdarin napisał(a):
No nie wiem czy kopanie rozjuszonych amstaffów bez zastanowienia to taki świetny pomysł... No chyba, że ktoś ma naturę kamikadze.



ewentualnie nie ma wyjścia...

Apropo kopania/ odsuwania noga psa natreta.

U mnie na wybiegu ostatnio była sytuacja jak to pan chciał już wyjsc ze swoim psem (jakas duża rasa-samiec) sobie do domu iśc a inny pies tez dużej rasy husky strasznie napastował mu psa i pan nie mógł wyjśc jego pies juz wycofany itp i własnie nogą ODSUNAŁ psa natarczywego. w następnej sekundzie właściciel owego huskiego zmaterializował sie koło pana który chciał wyjść i walnął mu pięścią w twarz rozwalił łuk brwiowy i jak się przewrócił siła uderzenia to jeszcze go skopał :o
to tak tylko ku przestrodze

Posted

Gdarin napisał(a):
No nie wiem czy kopanie rozjuszonych amstaffów bez zastanowienia to taki świetny pomysł... No chyba, że ktoś ma naturę kamikadze.


Skąd, zawsze mogłam mu zostawić Filipa do rozszarpania, bo już zaczynał rzucać nim jak zabawką..

Posted

Wracając do wcześniejszych postów- pozwolę sobie wystąpić w obronie pinczerów. Te stworki, które w wiekszości widac na ulicy, to żadne pinczerki, ale takie "ratlerki polskie". Rasowy pinczer to pies owszem, dynamiczny, pobudliwy i energiczny, o silnych popędach, ale jednoczesnie zrónoważony i inteligentny. absolutnie nie strachliwy i nie histeryczny, czy agresywny.
Żeby nie było- mam rasową pinczerke i "podróbkę". Różnica jest kolosalna......
Lala jest całkowitym zaprzeczeniem małych, szczekliwych, wrednych podbiegaczy ;)

Posted

Saththa napisał(a):
ewentualnie nie ma wyjścia...

Apropo kopania/ odsuwania noga psa natreta.

U mnie na wybiegu ostatnio była sytuacja jak to pan chciał już wyjsc ze swoim psem (jakas duża rasa-samiec) sobie do domu iśc a inny pies tez dużej rasy husky strasznie napastował mu psa i pan nie mógł wyjśc jego pies juz wycofany itp i własnie nogą ODSUNAŁ psa natarczywego. w następnej sekundzie właściciel owego huskiego zmaterializował sie koło pana który chciał wyjść i walnął mu pięścią w twarz rozwalił łuk brwiowy i jak się przewrócił siła uderzenia to jeszcze go skopał :o
to tak tylko ku przestrodze


co też ci ludzie mają w głowach...

Posted

ulvhedinn napisał(a):
Wracając do wcześniejszych postów- pozwolę sobie wystąpić w obronie pinczerów. Te stworki, które w wiekszości widac na ulicy, to żadne pinczerki, ale takie "ratlerki polskie". Rasowy pinczer to pies owszem, dynamiczny, pobudliwy i energiczny, o silnych popędach, ale jednoczesnie zrónoważony i inteligentny. absolutnie nie strachliwy i nie histeryczny, czy agresywny.
Żeby nie było- mam rasową pinczerke i "podróbkę". Różnica jest kolosalna......
Lala jest całkowitym zaprzeczeniem małych, szczekliwych, wrednych podbiegaczy ;)


Na wystawie w Szczecinie na wybiegu pinczerów była istna masakra. Psy się gryzły, ciągle szczekały i ogólnie robiły zamęt. Deszcz lał, schowaliśmy się pod dachem centralnie przed ich ringiem i musiałam to trochę długo znosić. Nie mogłam się doczekać, kiedy stamtąd ucieknę. A uciekłam zanim jeszcze skończyło padać.

Posted

Martens, hihi, critters to bardzo dobra nazwa dla małych zajadłych podbiegaczy. osobiście znam takich ksywek więcej, bo jestem szczęśliwym DT takiego cuda pod tytułem "chłop żywemu nie przepuści" i naprawdę czasem się boję, ze mnie czeka wykluczenie społeczne :roll:.
lisław - zdzisław mieści się pod kaloryferem, a chodzi na smyczy i w kagańcu. spuszczam go tylko jak po horyzont na łące nikogo nie widzę, albo wśród znajomych psów, bo się już do jego żulostwa przyzwyczaiły i w doopie go mają. a do niektórych przyzywczaił się on i nie szczeka. im większy pies, tym większy dystans liśko jest w stanie przebiec, zeby takiemu naurągać. miałam kilka wpadek, to wiem... kaganiec zawsze miał ale co z tego?
a ksywek to ma sporo - kargul lub sołtys (jestem pewna, ze pilnował kiedyś obejścia na jakiejś wiosce i nawyki mu po prostu zostały, a że kilkulatek to trudno takiej nodze szkoleniowej je wyplenić),
a, jeszcze forfiter :diabloti:
ostatnio zębacy
ty buraku wioskowy :evil_lol:

ale generalnie to ja go polubiłam, choć jest super wkurzający na spacerach. aaa, ludzi tez potrafi dziabnąć.

i co, myslicie, ze znajdzie dom :cool3:?

Posted

Czemu nie ;) Ja tam lubię takie diabelstwa.....

Do określeń nalezy dodać: "małe jak palec, a złe jak padalec", "dziabąg", "gryzieżnik" (drapieżniki drapią, gryzieżniki gryzą).


Omry, na wystawie we Wrocku bywam regularnie i na ringu pinczerów z reguły jest ok ;)

Posted

sleepingbyday napisał(a):

i co, myslicie, ze znajdzie dom :cool3:?


Biorąc pod uwagę popularność tego typu stworków wśród panów po 50tce na moim osiedlu i ich diabelskim błysku w oczach, gdy ich istotki pędzą pożreć ONka czy pita, szanse na dom ma ogromne - tylko może niekoniecznie taki jak byś dla niego wymarzyła :evil_lol:

Posted

ulvhedinn napisał(a):
Omry, na wystawie we Wrocku bywam regularnie i na ringu pinczerów z reguły jest ok ;)


Nie wiem, czy tak jest zawsze, ponieważ była to pierwsza wystawa, jaką odwiedziłam, ale naprawdę byłam w szoku zachowania pinczerów, do których nigdy nic nie miałam.
Jednego krzykacza często nawet spotykamy na spacerach. Szczeka od razu, ale przychodzi się przywitać, obąchać z Iwanem i wraca do swojego pana już w ciszy :)

Posted

Saththa napisał(a):

Apropo kopania/ odsuwania noga psa natreta.

U mnie na wybiegu ostatnio była sytuacja jak to pan chciał już wyjsc ze swoim psem (jakas duża rasa-samiec) sobie do domu iśc a inny pies tez dużej rasy husky strasznie napastował mu psa i pan nie mógł wyjśc jego pies juz wycofany itp i własnie nogą ODSUNAŁ psa natarczywego. w następnej sekundzie właściciel owego huskiego zmaterializował sie koło pana który chciał wyjść i walnął mu pięścią w twarz rozwalił łuk brwiowy i jak się przewrócił siła uderzenia to jeszcze go skopał :o
to tak tylko ku przestrodze


I jak to się skończyło, policja? Niektórzy ludzie to mają za przeproszeniem nasrane w głowie :roll:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...