obca_zolza Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 agresja zawsze wywoluje agresje ( pamietajmy ze jest aktywna i pasywna-:P)....wiec wszystko jedno czy na nas szczekaja, czy my sie - odszczekujemy. ...I jeszcze... nigdy nie ma winy po jednej wyłącznie stronie. Ja tam wole zejsc z drogi, mam większy szacunek dla siebie i swoich psów. Quote
zmierzchnica Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 obca_zolza napisał(a):agresja zawsze wywoluje agresje ( pamietajmy ze jest aktywna i pasywna-:P)....wiec wszystko jedno czy na nas szczekaja, czy my sie - odszczekujemy. ...I jeszcze... nigdy nie ma winy po jednej wyłącznie stronie. Ja tam wole zejsc z drogi, mam większy szacunek dla siebie i swoich psów. Nie zgodzę się z twierdzeniem, żeby moją winą było to, że inne psy atakują mojego. I nie zgodzę się z tym, że powinnam się w takim przypadku kajać - robiłam tak wcześniej, i jak widać - sytuacja nie uległa zmianie, wręcz problem się nasilił. Mówię o opisanym przeze mnie przypadku i konkretnych psach. A teraz pewnie babcia wielce urażona na mój widok będzie zapinać swojego psa, o co właśnie mi chodziło. Niektóre sytuacje trzeba rozwiązywać w ostrzejszy sposób, skoro "na miło" nie pomaga :) Quote
evel Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 obca_zolza napisał(a):Ja tam wole zejsc z drogi, mam większy szacunek dla siebie i swoich psów. Ale ile razy można schodzić z drogi, prosić, błagać i co tam jeszcze? Niestety, ja podobnie jak zmierzchnica nie zamierzam fruwać i teleportować się tylko dlatego, że ktoś ma kisiel zamiast mózgu ;) Quote
Litterka Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 A ja wręcz przeciwnie - mam ochotę takiego małego podbiegacza złapać za fraki (obrożę, szelki, skórę) i odpowiednio widowiskowo rzucić o ziemię (ale tak, żeby wyglądało brutalnie, a psu się nic nie stało ;)) i odejść. Przynajmniej na mój widok psy będą brane na ręce. Bo mam dosyć użerania się z bachorami nie panującymi nad yoreczkami na flexi. Mam wrażenie, że ktoś dzieciakom nie wytłumaczył, po co są te guziki z przodu automatu :/ Quote
zmierzchnica Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 york + flexi to temat rzeka... ten sam spacer, co wcześniej opisany - idę parkiem. Naprzeciwko rodzina 5 osobowa + york na flexi. Biorę Frotka na drugą stronę, mijam ich - cała rodzina woła: Bobik, chodź tu, Bobik, nie idź do pieska, Bobik, chodź, no chodź. Guzika nie użyli, pies dobiegł do mojego na te 5 metrów, bez CSów totalnie, no i zaczął się na końcu szarpać. Fro warknął, że sobie nie życzy - york gwałtownie pofrunął do tyłu, a za plecami słyszę: "ten to by go mógł nawet zjeść..." Jestem taka miła, że nie skomentowałam :p Quote
obca_zolza Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 zmierzchnica, Litterka----:) nic dodac, nic - ujęć--przemawia przez Was tylko nienawiść i agresja.:))) A może kiedys zastanowicie sie co czuje ta, druga osoba?... To jest forum Dziewczyny ( czuje , ze bardzo młode) ... i każdy ma prawo na wyrażenie wlasnego poglądu. Pozdrawiam-:))) Quote
obca_zolza Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 [font=arial black]pies na dogomani domu nie znajdzie! By znaleźć psu dom trzeba go ogłaszać!!![/font] Quote
Martens Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 No teraz padłam - nigdy nie ma winy po jednej stronie? Jak na mojego psa wypadł z zębami podhalan z otwartej na oścież bramy to gdzie w tej pełnej agresji sytuacji była moja wina? Że tamtędy szłam? Tym bardziej, że przez x lat pies zawsze był wtedy w kojcu? Taka sama logika, jak ta, że zgwałcona dziewczyna jest sama sobie winna, bo się patrzyła albo miała za krótką spódniczkę... Dziś chamstwo psiarzy czy chyba wręcz osób pomagających psom mnie powaliło... Mam zaraz obok osiedla malutki skwerek "ziemi niczyjej" na który często chodzę wybiegać psy, kiedy mam mało czasu. Po raz drugi w ciągu ostatnich tygodni znalazłam tam reklamówkę (!) pełną zepsutych kości. Kości schabowe, zbrązowiałe aż ze starości - a takie kości w takich ilościach kupują tylko osoby dokarmiające bezdomniaki. Co to miało mieć wspólnego z pomocą zwierzętom nie mam pojęcia, bo mało który bezpański pies zjada taką kość w całości - za to przez najbliższe długie tygodnie mój spacer w tamto miejsce, jedyne tak blisko gdzie mogę puścić psy, będzie polegał na stawaniu na rzęsach, żeby mi pies tego kitu nie zeżarł, bo kości będą rozwleczone po całym skwerku... Jedyne co mi przychodzi do głowy na taką "mądrość" to zostawić na drzewie kartkę, że osobę wywalającą tam te odpady zobliguję do pokrywania kosztów leczenia zatrucia mojego psa... Rozumiem nakarmić bezdomniaka, rozumiem, że coś się popsuło, ale wielka siata takiego syfu wywalona ot tak na środek...? W dodatku razem z torbą - folię też psy i koty mają zjeść...? Quote
Kasi i Lena Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 U nas to samo, duży kawał ziemi niczyjej i wiecznie coś tam jest wysypane:shake: Jak nie kości, to suchy spleśniały chleb. Kiedyś moja psica wynalazła tam świńską żuchwę. Quote
omry Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 A ja się dzisiaj ze wstydu spaliłam. I to dwa razy. Doksa ma cieczkę - Iwan stracił rozum. Nie słucha się kompletnie. Myślałam jednak, że tylko koło niej, a nie również na drugim końcu miasta. Rozdzieliliśmy się - mój chłopak poszedł do sklepu po picie, a ja miałam iść dróżką 'dla psiarzy' dookoła i później mieliśmy się spotkać. Iwan był luzem. Wyciągam portfel z torebki i słyszę bardzo nieprzyjazne warczenie i szczekanie. Oglądam się za Iwanem - nie ma go! Nie dopilnowałam go, wiem o tym. Biegnę tam, gdzie ten okropny warkot. Dobiegam i widzę rottweilerkę gryzącą w kark Iwana. Za nimi właściciel suczki, a jeszcze dalej facet ze sznaucerem łapiący go w górę za obrożę przyduszając, bo rottweilery się gryzą. Gryzą? A gdzie tam, to sunia gryzła. Iwan się tylko cieszył. Przepraszałam jak głupia, ale facet powiedział, że zdarza się i żebym się nie przejmowała. Zdarza się? Może, ale nie powinno. Nie lubię podbiegaczy, a Iwan właśnie dzisiaj nim był. Ile sierści mu wyrwała ta sunia z karku, to byłam w szoku. Jaki ośliniony był, to masakra. Normalnie gryzła go w kark, a on się cieszył. Zapięłam go na smycz i poszliśmy. Kilkadziesiąt metrów dalej puściłam go ze smyczy, żeby sobie zszedł na dół i napił się wody z rzeki. Wypluskał się i wyszedł. Już chciałam do złapać na smycz, już ręce wyciągam, a on mi ucieka. Drę się, żeby wracał, a on nic. Ma mnie gdzieś. Dopiero po chwili zrozumiałam, że biegnie do jakiegoś faceta, bo myśli, że to mój chłopak. Stanął metr przed facetem i POSŁUSZNIE zawrócił do mnie, bym zapięła go na smycz. Oczywiście krzyczałam facetowi, że on go z kimś pomylił etc. Od niego też nie usłyszałam nic przykrego, choć nie zdziwiłabym się, jakby tak było. Domyślam się, co musi czuć większość ludzi, gdy biegnie do nich nieodwoływalny rottek. Mężczyzna pozachwycał się tylko trochę Iwanem, że pierwszy raz widział, by taki pies nie 'oddał', gdy drugi konkretnie ma ochotę go zagryźć. Postanowiłam i kropa - nie spuszczam już Iwana tam, gdzie widać jakiegoś człowieka. Quote
motyleqq Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 obca_zolza napisał(a):zmierzchnica, Litterka----:) nic dodac, nic - ujęć--przemawia przez Was tylko nienawiść i agresja.:))) A może kiedys zastanowicie sie co czuje ta, druga osoba?... To jest forum Dziewczyny ( czuje , ze bardzo młode) ... i każdy ma prawo na wyrażenie wlasnego poglądu. Pozdrawiam-:))) to może najpierw ta druga osoba też się zastanowi co czują inni? dlaczego mamy myśleć za wszystkich? za babcie mające pretensje, że się przechodzi obok, a ich psy ujadają i próbują gryźć? ja nie mam takich sytuacji, ale na pewno zgadzam się z Zmierzchnicą i Litterką... Quote
Litterka Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 obca_zolza napisał(a):zmierzchnica, Litterka----:) nic dodac, nic - ujęć--przemawia przez Was tylko nienawiść i agresja.:))) A może kiedys zastanowicie sie co czuje ta, druga osoba?... To jest forum Dziewczyny ( czuje , ze bardzo młode) ... i każdy ma prawo na wyrażenie wlasnego poglądu. Pozdrawiam-:))) Tak, wiem, co czuje ta druga osoba - bezmyślność. Ile razy tłumaczyłam, że flexi można skracać, że psa, zwłaszcza tak małego jak york nie wolno puszczać, aby wpadł komuś między nogi, bo o nieszczęście nietrudno - nie wiem, wiem, że zostałam za to zwyzywana przez rodziców siedmioletniej dziewczynki od idiotek i chamów. Przykro mi, ale JA CHCĘ MIEĆ WRESZCIE ŚWIĘTY SPOKÓJ! Staram się, aby Mikra była jak najmniej uciążliwa dla otoczenia, więc mam chyba prawo wymagać tego od innych? Inna sprawa to wypuszczanie 5-, 6-, 7-mioletnich dzieci samych z psami. Takie dzieci nie myślą jeszcze właściwie, pies, nawet najmniejszy i najspokojniejszy może uciec, coś zbroić... Nie mówiąc o tym, że już kilka razy przeganiałam kilkulatków z boiska pod moim oknem. Nie dlatego, że hałasują i piłką od kosza walą po ogrodzeniu tegoż boiska, bo to rzecz normalna. Tylko za to, że najczęściej do kraty pod koszem uwiązany jest pies, który drze mordę, bo się ciągle mu latającej nad głową piłki i hałasu jaki ona robi po prostu boi. No, ale najważniejsze, że rodzice mają święty spokój, nie? Quote
engelina_88 Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 [quote name='obca_zolza']zmierzchnica, Litterka----:) nic dodac, nic - ujęć--przemawia przez Was tylko nienawiść i agresja.:))) A może kiedys zastanowicie sie co czuje ta, druga osoba? A niby dlaczego miałyby się zastanawiać, skoro "ta druga osoba" często gęsto ma w zadku, co czują dziewczyny? omry znam Twój ból. Baja co prawda, nie ucieka, ale tym co zrobiła ostatnio pobiła na łeb największych uciekinierów. Siedziałam sobie nad strumyczkiem w pareczku, psica pluskała się w wodzie, nie zapinałam jej smyczy. Przyszło dziecko z mamą (pomijam fakt, że dziecko musiało pobawić się akurat tam, gdzie ja byłam z psem), mama miała w ręce woreczek z truskawkami i co chwila wkładała jedną dziecku prosto du buzi. Mojej Bajce tak się to spodobało, że wyszła z wody, przedreptała po błotku, chcąc zobaczyć co ta pani tam ma, zostawiła na jej białej spódnicy dwie czarne łapy... Dziewczyny wierzcie mi, że myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Byłam pewna suni, że nie zrobi nic złego, bo nie ma nawyku skakania na ludzi, a tu proszę. Przepraszałam panią jak tylko potrafiłam, zaproponowałam nawet, że oddam za pranie, ale odmówiła. Wstydu się za to najadłam za wszystkie czasy. Quote
Sybel Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 Wiecie, jak mi w psa stary dziad przykopał, bo pies śmiał iść jego stała drogą, a potem bronią mi chciał po raz drugi już grozić, to owszem, jego agresja zrodziła moją. I to jest fakt, ale w tym wypadku, podobnie, jak w tych opisanych wyżej z babuszkami, wina jest zdecydowanie po jednej stronie. Jaka to wina? Kompletny brak wyobraźni i podejscie "ja tu mieszkam 60 lat i to jest MOJE osiedle!" Bardzo popularny argument, przynajmniej w moich okolicach. Zawsze żądam wtedy okazania dowodu zakupu niniejszego osiedla. Dobija mnie doszukiwanie się winnego w osobie, która po prostu idzie, a ma prawo iść, jeśli w danym miejscu wytyczona jest ścieżka. Obca_zouza, wiek nie ma nic do rzeczy, każdy z nas tak samo zasługuje na szacunek, na prawo do spokojnego spaceru z psami, na SPOKÓJ w miejscu publicznym. Dodam, ze oragnicznie nienawidzę dziada, który kopnął mojego psa, dwukrotnie groził mi bronią, a jak się dowiedziałam, obmacywał moją znajomą emerytkę (bardzo elegancką kobietę) i groził bronią kilku innym. Tak, to wzbudza agresję, obrzydzenie. Podobnie, jak osoby, które uważają, ze mają wszelkie prawo robić to, co akurat uznają za stosowne. Mam [rawo takich osób nie cierpieć. Nie ma w tym nic złego. W miłości, jak w serze, muszą być dziury, inaczej miłość stała by się płaska i nudna jak produkt seropodobny. Ludzie, chyba jednak mam dziś udar cieplny... Quote
zmierzchnica Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 obca_zolza napisał(a):zmierzchnica, Litterka----:) nic dodac, nic - ujęć--przemawia przez Was tylko nienawiść i agresja.:))) A może kiedys zastanowicie sie co czuje ta, druga osoba?... To jest forum Dziewczyny ( czuje , ze bardzo młode) ... i każdy ma prawo na wyrażenie wlasnego poglądu. Pozdrawiam-:))) A ja czuję, że ktoś tu jest trollem forumowym :) I ode mnie tyle na ten temat, bo nie widzę partnera do dyskusji. Quote
murakami Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 Sybel napisał(a):Wiecie, jak mi w psa stary dziad przykopał, bo pies śmiał iść jego stała drogą, a potem bronią mi chciał po raz drugi już grozić, to owszem, jego agresja zrodziła moją. I to jest fakt, ale w tym wypadku, podobnie, jak w tych opisanych wyżej z babuszkami, wina jest zdecydowanie po jednej stronie. Jaka to wina? Kompletny brak wyobraźni i podejscie "ja tu mieszkam 60 lat i to jest MOJE osiedle!" Bardzo popularny argument, przynajmniej w moich okolicach. Zawsze żądam wtedy okazania dowodu zakupu niniejszego osiedla. Dobija mnie doszukiwanie się winnego w osobie, która po prostu idzie, a ma prawo iść, jeśli w danym miejscu wytyczona jest ścieżka. Obca_zouza, wiek nie ma nic do rzeczy, każdy z nas tak samo zasługuje na szacunek, na prawo do spokojnego spaceru z psami, na SPOKÓJ w miejscu publicznym. Dodam, ze oragnicznie nienawidzę dziada, który kopnął mojego psa, dwukrotnie groził mi bronią, a jak się dowiedziałam, obmacywał moją znajomą emerytkę (bardzo elegancką kobietę) i groził bronią kilku innym. Tak, to wzbudza agresję, obrzydzenie. Podobnie, jak osoby, które uważają, ze mają wszelkie prawo robić to, co akurat uznają za stosowne. Mam [rawo takich osób nie cierpieć. Nie ma w tym nic złego. W miłości, jak w serze, muszą być dziury, inaczej miłość stała by się płaska i nudna jak produkt seropodobny. Ludzie, chyba jednak mam dziś udar cieplny... Ale jak pięknie się to objawia!:lol: Sybel, nic dodać, nic ująć. Obrzydzenie mnie bierze baaardzo często, agresja jeszcze nie, bo jestem z gruntu osobą spokojną i opanowaną. Ale piszesz tak jakbyś na moim osiedlu mieszkała. Quote
engelina_88 Posted May 30, 2011 Posted May 30, 2011 Sybel :crazyeye: zgłosił ktoś tego dziadyge gdzieś? Toż to rozbój w biały dzień- i to w dosłownym znaczeniu. :shake: Quote
Martens Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 Litterka napisał(a): Inna sprawa to wypuszczanie 5-, 6-, 7-mioletnich dzieci samych z psami. U mnie wczoraj rekord, na oko 2-latek prowadzał na smyczy po placu zabaw 2-3 miesięcznego czarnego labradorka - opieka 2-latka siedziała z 30 m dalej na ławce pod blokiem. Dodam że labradorek jest nowiutkim nabytkiem rodzinki z bloku obok i już nie mogę się doczekać podwórkowej korridy i awantur, które nastąpią za kilka miesięcy kiedy będę wychodziła z Baryłą i kolejny rozmiłowany 30-kilowy Niuniuś będzie bez wstępu skakał jej na plecy... Quote
Sybel Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 engelina, nie nie zgłosiłam, bo powiedzmy, że po obu wyskokach to on miał większą traumę, bo baba mu się postawiła i baaaardzo dokładnie opisała, co zrobi z tym pistoletem, jeśli on spróbuje nim jakkolwiek zadziałać. Zatkało go i zwiał ;) Quote
kiniaaa Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 Nie wiem gdzie napisać więc piszę tu. Wy narzekacie na natarczywe yoreczki bez smyczy, a ja właścicielka yorka będącego zawsze na smyczy, który ma dużo psich kolegów też sobie ponarzekam :evil_lol: Idzie facet z pseudo miniaturką yorka. Na widok mojego normalnego rozmiarów jak na tą rasę psa(3kg) prawie gubił buty uciekając ze strachu. Mówi do psa zniechęcając go do kontaktu z moim, pies ogon w dole... na chwilę pozwolił się powąchać (maks 2 sekundy) i pies miał ogon w górze, merdał nim. Koleś chyba nie uznał to za znak radości, bo natychmiast zaczął szarpać psa w drugą stronę, dosłownie go przyduszał :roll: Sam wyglądał na totalnie zakompleksionego i wyobcowanego, chyba z psa chciał zrobił to samo... strasznie mi żal tego psa który nawet nie mogę obwąchać się z innymi, o zabawie już nie wspominając... no bo skoro zaczął uciekać na widok mojego yorka to co zrobi jak spotka amstaffa? psa na ręce i sprintem do domu?! A co do chamstwa, to mnie najbardziej wkurzają psy samopas, akurat u nas to tylko duże psy. Nie raz muszę wrzeszczeć do ludzi żeby zabrali swoje psy (zazwyczaj są to te same osoby). Co prawda jest też kilka psy biegających bez smyczy, ale totalnie przyjaznych i zawsze posłusznych. Szkoda tylko, że tych właścicieli yorków podgryzaczy, czy podbiegaczy, które opisujecie jest tak dużo, że istnieje pewnie stereotyp... Niemniej jednak ja na szczęście się do niego nie zaliczam, mam yorka i chow chowa i w sytuacjach spacerowych traktuję je tak samo, bo nieważne czy idę z dużym czy z małym psem-zachowuję się w taki sposób, w jaki chciałabym żeby zachowywali się inni psiarze. Oby normalniejszych właścicieli yorków przybywało, co by obalić ten paskudny stereotyp :eviltong: Quote
strix Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 obca_zolza napisał(a):agresja zawsze wywoluje agresje ( pamietajmy ze jest aktywna i pasywna-:P)....wiec wszystko jedno czy na nas szczekaja, czy my sie - odszczekujemy. ...I jeszcze... nigdy nie ma winy po jednej wyłącznie stronie. Ja tam wole zejsc z drogi, mam większy szacunek dla siebie i swoich psów. masz na myśli agresję czynną i bierną, rozumiem? Quote
strix Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 omry napisał(a):A ja się dzisiaj ze wstydu spaliłam. I to dwa razy. Doksa ma cieczkę - Iwan stracił rozum. Nie słucha się kompletnie. Myślałam jednak, że tylko koło niej, a nie również na drugim końcu miasta. Rozdzieliliśmy się - mój chłopak poszedł do sklepu po picie, a ja miałam iść dróżką 'dla psiarzy' dookoła i później mieliśmy się spotkać. Iwan był luzem. Wyciągam portfel z torebki i słyszę bardzo nieprzyjazne warczenie i szczekanie. Oglądam się za Iwanem - nie ma go! Nie dopilnowałam go, wiem o tym. Biegnę tam, gdzie ten okropny warkot. Dobiegam i widzę rottweilerkę gryzącą w kark Iwana. Za nimi właściciel suczki, a jeszcze dalej facet ze sznaucerem łapiący go w górę za obrożę przyduszając, bo rottweilery się gryzą. Gryzą? A gdzie tam, to sunia gryzła. Iwan się tylko cieszył. Przepraszałam jak głupia, ale facet powiedział, że zdarza się i żebym się nie przejmowała. Zdarza się? Może, ale nie powinno. Nie lubię podbiegaczy, a Iwan właśnie dzisiaj nim był. Ile sierści mu wyrwała ta sunia z karku, to byłam w szoku. Jaki ośliniony był, to masakra. Normalnie gryzła go w kark, a on się cieszył. Zapięłam go na smycz i poszliśmy. Kilkadziesiąt metrów dalej puściłam go ze smyczy, żeby sobie zszedł na dół i napił się wody z rzeki. Wypluskał się i wyszedł. Już chciałam do złapać na smycz, już ręce wyciągam, a on mi ucieka. Drę się, żeby wracał, a on nic. Ma mnie gdzieś. Dopiero po chwili zrozumiałam, że biegnie do jakiegoś faceta, bo myśli, że to mój chłopak. Stanął metr przed facetem i POSŁUSZNIE zawrócił do mnie, bym zapięła go na smycz. Oczywiście krzyczałam facetowi, że on go z kimś pomylił etc. Od niego też nie usłyszałam nic przykrego, choć nie zdziwiłabym się, jakby tak było. Domyślam się, co musi czuć większość ludzi, gdy biegnie do nich nieodwoływalny rottek. Mężczyzna pozachwycał się tylko trochę Iwanem, że pierwszy raz widział, by taki pies nie 'oddał', gdy drugi konkretnie ma ochotę go zagryźć. Postanowiłam i kropa - nie spuszczam już Iwana tam, gdzie widać jakiegoś człowieka. Masz nauczkę, że psu nigdy w 100% się nie ufa. Swoja drogą, to dlaczego go nie wykastrujesz? Dla psa napięcie seksualne to męczarnia, bo przeciez psy kieruja się wyłącznie instynktem i nie racjonalizują swoich przeżyć. Quote
Brezyl Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 omry napisał(a):Postanowiłam i kropa - nie spuszczam już Iwana tam, gdzie widać jakiegoś człowieka. A może mimo jego wieku weźmniesz się za szkolenie. Macie w Stargardzie super szkoleniowca, a doświadczenie zdobyte przy Iwanie, zwróci sie przy szkoleniu każdego nastepnego psa. Quote
omry Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 strix, Iwan ma już minimum dziewięć lat, nie wiadomo dokładnie. Podobno za późno już na kastrację. Brezyl, niestety nie mogę, ponieważ nie zarabiam i nie mam na to funduszy. Mój chłopak też nie. 'Przejęliśmy' Iwana i wydajemy pieniądze na jego jedzenie, na weterynarza, na pielęgnacje, na akcesoria, aczkolwiek na tresurę już nie mamy. Iwan jest bardzo pojętnym psem i nauczyliśmy go, że w domu się nie załatwia, że na zawołanie się przychodzi, że autobus nie groźny, samochód także itd. Jak na razie miałam tylko dwie sytuacje, że Iwan się nie odwołał, a tak to zawsze bez problemu. Polecisz mi jakiegoś stargardzkiego tresera? Quote
Sybel Posted May 31, 2011 Posted May 31, 2011 Omry, psa mojego faceta cięto, jak miał prawie 11 lat, w tym wieku warto szczególnie ze względu na duże szanse na raka prostaty. Alternatywą jest naprawde częste kontrolowanie psiej prostaty, bo naprawdę rak tego narządu jest dramatyczny. Sama musiałam uśpić mojego psa, bo rak go wykończył, a jak się połapaliśmy, ze coś jest nie tak, było za późno, bo guz był wielkości dużej pomarańczy, pies nie sikał bez cewnika, nie robił kupy, cierpiał. Teraz wszystkie kastrujemy, zeby tego uniknąć. Dwa znajome psy właśnie kastrowano w wieku 10-11 lat ze względu na początki cyrków z prostatą. Warto popytać lub trzymać rękę na pulsie. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.