Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Przepraszam bardzo, ale gdzie ty żyjesz, w Krainie Elfów? Ludzie potulnie przepraszają, są przerażeni że krzyczysz i ze strachem czekają na SM

trudność zrozumienia napisanego tekstu się kłania, bądź w ogóle nie czytasz poprzednich postów wyskakując jak filip z konopi,mam specjalnie na PW przesłać ci pogrubione fragmenty?
Jak cię napadną na ulicy to rozumiem też nie wzywasz SM/policji bo :
Co im podam? Rysopis? To ten pan i ten pies? A dowód podam jaki?

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

grandit napisał(a):
trudność zrozumienia napisanego tekstu się kłania, bądź w ogóle nie czytasz poprzednich postów wyskakując jak filip z konopi,mam specjalnie na PW przesłać ci pogrubione fragmenty?
Jak cię napadną na ulicy to rozumiem też nie wzywasz SM/policji bo :


Czytam, baa! Nawet odnoszę się do cytatu :lol:
Napisałeś, że całe osiedle ze strachu zapina swoje psy na smycz, więc napisz może jakieś wersje dla sytuacji, którą ja Ci podałam? :razz:

Ano, jak mnie ktoś napadnie to i owszem wezwę - być może znajdą jakieś ślady.
Ale co z robią z psem? Zbadają DNA na podstawie sierści? :roll:
Napisałam Ci, jak u mnie reaguje SM. No chyba, że...

grandit napisał(a):
trudność zrozumienia napisanego tekstu się kłania, bądź w ogóle nie czytasz poprzednich postów wyskakując jak filip z konopi,mam specjalnie na PW przesłać ci pogrubione fragmenty?


:diabloti::diabloti::diabloti:

Posted

Napisałeś, że całe osiedle ze strachu zapina swoje psy na smycz, więc napisz może jakieś wersje dla sytuacji, którą ja Ci podałam?
nie całe,tylko jedna osoba z która miałem zatarg, nie wydzwaniam po SM gdy widzę spuszczonego psa ze smyczy, tylko gdy ten pies jest agresywny a co gorsza atakuje ludzi/inne psy

Co do tego jak reaguje SM, ludzi w niej pracujących jest wielu.Jeden służbista a drugi czeka aż mu się dniówka skończy. Trzeba było zwrócić uwagę ponowną dlaczego nie reagują, a potem poprosić o wylegitymowanie się. Ale nie, przecież lepiej podkulić ogonek i uciekać.

Posted

Ach, nie mówię o otruciu, aczkolwiek powoli to rozwiązanie nabiera kolorów, biorąc pod uwagę fakt, że teraz muszę sama wracać do domu w środy i czwartki, bo wszyscy się boją mnie podprowadzić po ostatniej akcji. Wystarczy, że facet nadal będzie wypuszczał, nie domykał bramki i te psy będą przychodzić pod mój dom o 3 nad ranem i o takich porach, gdy ich szczekanie utrudnia funkcjonowanie. Już raz prosiłam o 2 nad ranem w kapciach i szlafroku mojego sąsiada, żeby jednak opuścił tą wiatrówkę. U nas nawet SM nie ma, a jak zadzwoniłam na policję po pierwszym ataku, i w rozmowie zaznaczyłam, że wiem czyje to psy, i mam na to dowody, że te psy sobie biegały pod moją furtką będąc jakieś 600m od mojego domu miły pan aspirant życzliwym tonem stwierdził, że problem bezdomnych psów należy kierowac od gminy. Już nie raz było to zgłaszane, od jakichś 4 lat to próbujemy to załatwić pokojowo, a wystąpienie na drogę sądową też nic może nie dać, bo facet zawsze wszystkim naokoło wmawia, że jako właściciel jestem lekkoduchem, specjalnie zatrzymuję się pod ich ogrodzeniem, żeby psy denerwować, mój pies im kury dusi(a kur nie mają), i jest cały czas spuszczony. Czasem mi się śmiać chce, bo ja się psa boję w parku spuścić, a co dopiero w pobliżu ulicy po której jeżdżą tirówki. Nawet jak Batona pogryzł jego pies, to wydarł się na Klaudię, żeby cytuję "spieprzała z tym psem" i to takim tonem, jakby to ona była sama sobie winna. Plus jest taki, że z Batonem najgorsze minęło a Klaudia ma wyrzuty sumienia, że nie zmiażdżyła czaszki temu psu na samym początku.

Posted

[quote name='grandit']nie całe,tylko jedna osoba z która miałem zatarg, nie wydzwaniam po SM gdy widzę spuszczonego psa ze smyczy, tylko gdy ten pies jest agresywny a co gorsza atakuje ludzi/inne psy

Co do tego jak reaguje SM, ludzi w niej pracujących jest wielu.Jeden służbista a drugi czeka aż mu się dniówka skończy. Trzeba było zwrócić uwagę ponowną dlaczego nie reagują, a potem poprosić o wylegitymowanie się. Ale nie, przecież lepiej podkulić ogonek i uciekać.

Aha, czyli z tych wszystkich ludzi, na których nasłałeś SM tylko jedna zapina teraz psa? Ja naprawdę chce Cię zobaczyć w akcji...

U nas, w Łodzi, wygląda to tak mniej więcej:


Sześć bezpańskich psów od tygodni terroryzuje ludzi na Widzewie. Co zrobiły służby odpowiedzialne za ich odłowienie? Dały karmę ze środkiem usypiającym. Psy pojadły, pospały i poszły, bo nikt nie przyjechał, by je zabrać

Rejon ulic Dąbrowskiego i Puszkina. Nie ma tu domów ani bloków. Są zakłady pracy, w których pracują ludzie. To im zagraża zgraja dużych psów. Terenu jednego z zakładów strzeże firma Solid Security. Sprawą zajął się jej przedstawiciel Jarosław Tokarski: - Psy są agresywne. Jeden ma mordę rottweilera. Musieliśmy zawiesić obchody strzeżonego terenu, żeby nie pogryzły naszych pracowników. Zagrożeni są też ludzie na przystanku autobusowym na ul. Puszkina, przyjeżdżający do pracy. Ponad miesiąc interweniujemy u różnych służb, żeby pomogły rozwiązać problem. I nic.

Z zapisków ochroniarzy
26 stycznia. Psy ulokowały się w pobliżu firmy. Rzucają się na ludzi i samochody. Dwa razy dzwonimy do schroniska dla zwierząt. Pracownik przyjeżdża następnego dnia. - Jak ich nie złapiecie, to ich nie zabierzemy - mówi i odjeżdża.

Kolejne telefony w następnych dniach też nie dają nic poza obietnicami, że spróbują pomóc.

5 lutego. Dzwonimy do straży miejskiej. Z jej inicjatywy o godz. 14.20 spotykamy się z trzema strażnikami i pracownikiem schroniska. Jeden strażnik opowiada, że wie, o które psy chodzi. Poprzedniej nocy miał interwencję na ul. Puszkina. Psy tak obsiadły radiowóz, że strażnicy bali się wysiąść. Na naszym terenie rozpoznają dwa z tych psów. Nie próbują ich łapać. Pracownik schroniska zostawia nam karmę i środki usypiające, byśmy sami podłożyli je psom. Uprzedza, że tabletki działają 40 minut. Godz. 16. Dwa psy śpią. Natychmiast dzwonimy do schroniska. Przyjeżdżają po dwóch godzinach. Wyspane i najedzone psy zdążyły uciec. Umawiamy się, że ponowimy próbę rano.

6 lutego, 8 rano. Sześć psów zjada karmę z tabletkami i zasypia. Pracownik schroniska przyjeżdża... po trzech godzinach. Tłumaczy się interwencją w Pabianicach. Znów dzwonimy do schroniska i do straży. Tłumaczą się brakiem środków i sprzętu. Policjanci przyjmują zgłoszenie i oddzwaniają, że... zawiadomili schronisko i straż. Po naszych protestach dają jeszcze telefon do inżyniera miasta. Ten pyta, czego od niego oczekujemy.

8 lutego. Dzwonimy do straży. Słyszymy: „Podjęliśmy działania razem ze schroniskiem”.

9 lutego. Informujemy strażników, że psy mogą należeć do właściciela jednego z pobliskich zakładów. Ci ustalają, że są tam jedynie dokarmiane. Pracownik tego zakładu zobowiązuje się zamknąć bramę podczas dokarmiania psów i powiadomić schronisko.

13 lutego. Psy atakują pracownicę jednej z firm. Ucieka do samochodu. Jeden z psów wskakuje jej na auto. Powiadamiamy straż i schronisko. Nikt się nie zjawia. Nie pomagają telefony na policję i do inżyniera miasta.

15 lutego. Enty raz dzwonimy do schroniska. Pracownica chwali się, że jeden pies został złapany. Jest zadowolona. My nie, bo zostało jeszcze pięć.

17 lutego. Psy biegają. Kolejny telefon do straży i obietnica, że wkrótce przyjadą pracownicy schroniska, by je wyłapać. Nie przyjeżdżają. Pojawia się za to siedmiu strażników. Obchodzą teren i odjeżdżają.

Z raportów służb

W policyjnych sprawozdaniach jest zgłoszenie z 6 lutego. - Dotyczyło sześciu bezpańskich psów biegających po okolicy, rzucających się na samochody i atakujących ludzi - relacjonuje aspirant Radosław Gwis z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Dyżurny powiadomił inżyniera miasta i straż miejską. Dyżurny straży zapewnił, że "sprawę znają i prowadzą w tym kierunku działania". Uznaliśmy interwencję za zakończoną.

Straż miejska twierdzi, że choć łapanie psów do niej nie należy, w sprawę się zaangażowała. - Bardziej niż to wynika z naszych możliwości i uprawnień - przekonuje Leszek Wojtas ze straży. - Ustaliliśmy, gdzie psy przebywają najczęściej, doprowadziliśmy do spotkania strażników, ochroniarzy i przedstawiciela schroniska. Ochroniarze mieli podać środek usypiający w karmie, a schronisko - odebrać psy. Zwierzęta zasnęły, ale ze schroniska nikt nie zdążył przyjechać. Dzień później sytuacja się powtórzyła. Ochroniarze wykazali dużo dobrej woli. My też chcieliśmy, ale przecież sami tych psów nie będziemy do schroniska wozić.

O interwencję przy ul. Dąbrowskiego pytamy w schronisku. - Złapaliśmy jedną suczkę, taką najbardziej naiwną. To i tak sukces. Człowiekowi na dwóch nogach trudno dogonić czworonoga - opowiada jedna z pracownic.

Co z pozostałymi psami? Dyrektorka schroniska Bogumiła Skowrońska: - Próbowaliśmy stosować karmę ze środkiem usypiającym. Panowie ochroniarze nie wywiązali się z umowy. Za wcześnie ją podali. Kierowca nie zdążył przyjechać. Mamy tylko jednego, a zgłoszeń o bezpańskich zwierzętach jest mnóstwo. To my ustalamy procedury i ochroniarze powinni się do nich zastosować.

Zapytana o inne metody odławiania bezpańskich psów odpowiada: - Mamy strzelbę i naboje usypiające. Ale nie możemy ich użyć, bo nie mamy do tego osoby z uprawnieniami. Nikt w kraju nie organizuje szkoleń z wyłapywania psów. Trzeba by znaleźć snajpera - policjanta, myśliwego, może strażnika. Ja i kierowca strzelać nie umiemy.

Skowrońska narzeka, że problem bezpańskich zwierząt w Łodzi jest ogromny - w jej placówce jest aż 750 psów, a tylko 250 miejsc. I nie ukrywa irytacji: - Wszystkim wydaje się, że schronisko to taka miejska oczyszczalnia z rzeczy niechcianych. Miasto zrzuca na nas obowiązek usuwania z ulic bezpańskich psów, a tak naprawdę jesteśmy po to, żeby tym niechcianym i porzucanym dawać schronienie i jedzenie, a nie żeby je ganiać.

Od redakcji: 23 lutego. Psy nadal grasują.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź


:angryy::mad::shake:

Posted

Paulix : nie "nasłałem" ,a wezwałem w miejsce zdarzenia. Robicie takie niedowierzanie jakbym jakieś cuda wyczyniał.

Podajesz w artykule sytuacje braku kompetentności służb. Szanowna redakcja zamiast szukać konkretnych winowajców nagania na "ogół",a tym się nic nie wskóra.Sugerowanie ,że "SM jest zła" nic nie robi",dochodzi się do osoby ,która za to odpowiada z racji swojego stanowiska. Czym już gazeta się nie wykazała.

Posted

zytam ten wątek i bogom dziękuję, ze tak rzadko spotyka mnie sytuacja podobna do opisywanych. Dziś była niestety jedna z nich.
Szłam z Bajeczką przez park, młoda na smyczy. Generalnie nie przeszkadzają mi podchodzące do nas psy, moja raczej wzbudza w nich pozytywne uczucie, zawsze przyjmuje postawę uległą. Tak i dzis podszedł do nas kundelek z panciem, na smyczy, powąchały się trochę, wszystko spoko. Za chwilę podchodzi usmiechnięty pancio z pseudo-mini-malamutem z jednym okiem brązowym, drugim błękitnym. "Malamut" najpierw obwąchał oba psy po czym warcząc próbował złapać Bajkę zębami. Długo nie myśląc odepchnęłam go kolanem, i co słyszę? "Co Pani?! Psa kopie? On chciał się przywitać! Na policję dzwonię!" Nawet nie zdążyłam powiedzieć, żeby dzwonił, wyprzedził mnie facecik z kundelkiem. Powiedział gościowi, że to on dzwoni zaraz na SM i poświadczy, ze to jego pies chciał ugryźć mojego. Jakby tego było mało to w między czasie "malamut" pokazywał zęby także do kundelka. Facet widząc, ze jest bez szans oddalił się z prędkością światła.

Posted

[quote name='Diana S']engelina, zycie.... Gdybym miała opisać, co mnie spotyka z moimi psami, zajęłoby to trzy strony....
Opisz, opisz... Będzie co poczytać, a że to Twoje sytuacje, a nie nasze, to i uśmiechnąć się można... ;) Aczkolwiek wiem, jak taka sytuacja działa na żywo

Posted

Litterka napisał(a):
Opisz, opisz... Będzie co poczytać, a że to Twoje sytuacje, a nie nasze, to i uśmiechnąć się można... ;) Aczkolwiek wiem, jak taka sytuacja działa na żywo

Oooo i Pani niedostymulowana się pojawiła:) Ciekawe jak radzi so bie na codzień bez wystraczającej ilości bodźców ....

Posted

Abrakadabra napisał(a):
Oooo i Pani niedostymulowana się pojawiła:) Ciekawe jak radzi so bie na codzień bez wystraczającej ilości bodźców ....

??? Ale o co chodzi, czy ja o czymś nie wiem, coś przegapiłam? Ja sytuacji spornych może nie mam jakoś na pęczki, ale nie narzekam... Dlatego lubię sobie poczytać i się pocieszyć, że nie tylko mnie to spotyka...

Posted

grandit napisał(a):
Robicie takie niedowierzanie jakbym jakieś cuda wyczyniał.

Ja też nie wiem, o co to całe halo. Jeśli rzeczywiście nie ma SM, to jest problem, ale gdy na danym terenie jest SM, to trzeba dzwonić i zgłaszać. Można też zgłaszać na piśmie, załączając dokumentację np. fotograficzną. Czasem spokój i bezpieczeństwo trzeba sobie wywalczyć.

Posted

[quote name='HelloKally']A ja cholera jasna nie chcę nosić różnych tego typu rzeczy w kieszeniach, tym bardziej, że wtedy, kiedy jest ciepło nie zawsze mam takie kieszenie, aby pomieścić, telefon, woreczek na wszelki wypadek, "miotacz gazu" + broń rodem z Terminatora. W zeszłym tygodniu podprowadzała mnie do domu po szkole przyjaciółka ze swoim beaglem. Jak zawsze sprawdziłam, czy brama pewnego "pana" jest zamknięta no i była., więc poszłyśmy.. jakieś 50m za posesją zobaczyłyśmy wielkie bydl. Kazałam Klaudii przyspieszyć, a sama starałam się zasłonić Batona(imię psa mojej kol). Na niewiele się to zdało, bo po ok 3 minutach ten powalony pchlarz się rzucił na beagla. Na początku myślałam, że on będzie chciał powąchać, albo przydusić do ziemi Batona, ale ten kundel od razu wystartował do karku robiąc tam dwie rany szarpane na 3 szwy, a następnie złapał za bok i trząsł psem Klaudii jak jakąś szmacianą lalką. W tym czasie kopałyśmy tą agresywną kupę mięsa, dołączyła się jakaś pani, która go okładała torebką.. po 5 minutach zjawił się jaśnie pan szanowny właściciel. Wezwałyśmy policję, kretyn dostał mandat, a ten jego nieszczepiony pchlarz nadal chodzi po tym świecie bez nadzoru, a Baton oprócz ran szarpanych ledwo przeżył, ma połamane żebra i przebite płuco. Stwierdziłam, że dam facetowi ostatnią szansę i jak po nowym roku pies dalej będzie latał samopas, to przez"przypadek" mu się umrze.
kultura aż bije po oczach:evil_lol: Zresztą jak w większości twoich wypowiedzi. Pomijając fakt ,że ostatnie zdanie zakrawa pod okrucieństwo wobec zwierząt to w moim odczuciu jesteś po prostu niezrównoważoną nastolatką która się wyżywa pisząc posty na dogo :roll:

Posted

Być może, nie wiem czy byłabyś taka opanowana po notorycznych pogryzieniach Ciebie, lub twojego psa (z którego sądząc po obrazku pod nickiem pozostałaby strzępek ciałka i trochę krwi) oraz psów Twoich przyjaciół. Bo mnie szlag trafia za każdym razem, kiedy muszę jakoś przejść te 30m z moim + uczepionym agresorem, który mógłby się w każdej chwili się na mnie rzucić, co już wcześniej miało miejsce, a blizny na długość 1cm nikt mi nie wynagrodzi, a co jak co, myślę że ja i moje cało jest ważniejsze od psa, który mi stworzył uroczą bliznę. Na domiar złego Baton miał wcześniej fazę na nosie, w wyniku czego nie można było wykonywać żadnych szczepień, w tym czasie szczepionka na wściekliznę się skończyła. Ale ja się zamykam, przecież to, że dwa 45 kg psy się na mnie rzucają nie jest czymś złym, wręcz przeciwnie. Dziwi mnie tlyko fakt, że jak sunia sąsiada postrafiłą za mna iść do szkoł i ogólnie wszędzie, to wystarczyła miła rozmowa i facet pilnował suki, a człowiek który wie coś na temat zwierząt (wnioskuję po posiadaniu koni albo kucyków, nie interesuję się tym) kompletnie nie interesuje się tym, że jego psa może przejechać samochód.

Posted

Problem jest chyba w tym, że Ty całą swoją agresję i złość kierujesz w stronę psa, a nie właściciela, który jest za to odpowiedzialny.
Myślisz, że jak otrujesz psa, to problem zniknie? Pies pewnie pojawi się nowy, może większy i groźniejszy, a facet może okazać się dużo bardziej domyślny niż Ci się wydaje, i odpłacić Ci pięknym za nadobne trując Twojego psa...

Posted

Juz pisałam ze obok naszej działki mamy głupich sasiadów do których czasami przyjezdza córka z agresywnym rodezjanem. Ten pies jest wyprowadzany na spacer luzem mimo ze jest agresywny i ze tam nie wolno spuszczac psów (nie wiem czy to dotyczy tez mieszanców ale mysliwskich nie mozna). Juz opisałam jak ten rodezjan kiedys napadł na gonczego mojej siostry a facet nawet nie przeprosił. Zrobił na nasza działke pare koop.
Przed swietami zamieszkała na naszej działce kotka z kocietami. Moja mama sie nimi zaopiekowała dawała im jesc. Dla jednego udało juz sie znalezc dom. Kiedy mama i siostra przyjechały na swieta poprosili - nie ta głupia od rodezjana tylko inna - sasiadke zeby karmiła kotki póki jej tam nie ma. Dzisiaj mama pojechała na działke. Kotów nie było. Ale w drodze na działke spotkała ta głupia sasiadke z rodezjanem oczywiscie bez smyczy. Na terenie naszej działki slady łap rodezjana w sniegu. Sasiadka która miała je dokarmiac mówiła ze własnie była u kotków kiedy ten rodezjan zaatakował kocice ona go podobno porzadnie podrapała. Co sie stało z kotkami nie wiadomo mam nadzieje ze tylko poszły w inne miejsce.

Posted

W takim razie jakie widzicie możliwe rozwiązania? Mam nadzieję, że po zwróceniu kosztów za leczenie Batona, gość pomyśli dwa razy zanim puści psy z łańcucha, na pseudo-ogrodzonej posesji. No chyba, że jest taki bogaty, aby płacić kilka razy w miesiącu mandat + zadośćuczynienie. Ciekawi mnie czy po kilku takich wyskokach odebrano by mu psa.

Posted

A ja już dzisiaj nie wytrzymałam i wezwałam straż miejską, a co :angryy::angryy:
Po naszym osiedlu biega średniej wielkości kundel, mniejszy trochę od Tamlina, mniej masywny, z tych takich chudych. Ma właścicieli ale spacer wygląda tak że z nim wychodzą, puszczają a on lata kilometr od nich :mad: . Wszyscy tego psa nienawidzą, ja to się go wręcz boję, bo może nie jest duży ale rzuca się na każdego psa w taki jakiś dziwny sposób, który mnie przeraża, wiecie nie biegnie normalnie tylko cały jakby się trzęsie podlatując. Robi przy tym straszny jazgot. Wszystkie psy się denerwują jak go widzą. A właściciele tego psa stoją ileś metrów dalej i zero reakcji. Pies nikogo nie pogryzł...do dzisiaj :mad:
Idę z Tamlinem drogą do parku gdy nagle wylatuje ten potwór i zaczyna swoje, każę Tamiemu usiąść i odciągam jego uwagę od natręta. Właścicielka stoi kawałek dalej ( cud że tak blisko :diabloti: ). Odwracam się i naglę czuję przeszywający ból w nodze, patrzę a kundel wgryza mi się w nogę, nie szczypie tylko gryzie ( mam założone szwy ). Wkur....am się na maksa, wzięłam wielki zamach i kopnęłam go w dupę drugą nogą tak że poleciał na 3 metry w tył :diabloti:. Baba wrzeszczy że wezwie straż no to ja mówię jej że nie zdąży bo ja zrobię to pierwsza. Zawołała psa i uiekła. Na szczęście było sporo świadków, niektórzy wiedzieli gdzie baba mieszka. Straż przyjechała, pies okazał się szczepiony ( uff ) i wlepili jej mandat. A ja pojechałam na zszycie rany. :angryy::angryy:
Jak jeszcze raz zobaczę tego psa bez smyczy i kagańca to zrobię taką aferę że hej, nie będzie miała ze mną teraz łatwo :diabloti:

Posted

Merrick napisał(a):
A ja pojechałam na zszycie rany. :angryy::angryy:

Weź od lekarza opis obrażeń i żądaj od właścicieli kasy na leczenie blizn. Silikonowy żel do leczenia blizn Dermatix kosztuje od 120 do 150 zł za malutką tubeczkę 15 gram - powinno się go stosować około roku (bardzo fajny, zapobiega tworzeniu się bliznowców - polecam).

Posted

[quote name='filodendron']Weź od lekarza opis obrażeń i żądaj od właścicieli kasy na leczenie blizn. Silikonowy żel do leczenia blizn Dermatix kosztuje od 120 do 150 zł za malutką tubeczkę 15 gram - powinno się go stosować około roku (bardzo fajny, zapobiega tworzeniu się bliznowców - polecam).

A przy okazji jeszcze bardziej pojedziesz im po kieszeni, żeby wiedzieli, że mandat to nie wszystko


www.czina.pl

Posted

Wiem, że może to nie ten temat, gdzie powinnam umieścić tę wiadomość, ale w pewien sposób pasuje tu (niestety). Ten los zgotowała mu sama właścicielka !!!

Jasper potrzebuje pomocy
pomóż odmienić jego los..

zapraszam na watek Jaspera - haszczaka po przejściach, bez przyszłości
Potrzebne deklaracje, choćby 5 zl, potrzebne zainteresowanie..

http://www.dogomania.pl/threads/185054-Jasper-Haszczak-na-%C5%82a%C5%84cuchu-zag%C5%82odzony-bez-szans-na-popraw%C4%99-!!!!-POM%C3%93%C5%BBMY-MU!!

www.czina.pl

Posted

łoj nie doczytałam...

Co do szczepień, to co się dzieje gdy nieszczepiony pies pogryzie innego, który tez nie był szczepiony? Niestety Baton miał fazę na nosie i leczona była antybiotykami, w tym czasie aktualne szczepienie straciło ważność a psa, nie można było przez najbliższy czas i tak szczepić

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...