Shiny Posted November 1, 2010 Posted November 1, 2010 A właśnie. Ostatnio byłam ze swoim kotem (tak, kotem:) na spacerze idę sobie a tu zza rogu wyskakują mi 2 cocker spaniele BEZ SMYCZY BEZ NICZEGO!!! Więc długo nie myśląc okryłam kota swoim ciałem i czekam aż zza rogu wynurzy się właściciel. No więc kiedy się doczekałam PAN ZABRAŁ ODE MNIE PSY które zresztą całą mnie podrapały by dostać się do kota i kiedy wziął je na smycz to ja wypuściłam kota który chyba z zemsy podrapał w nos jednego psa. NIE WYOBRAŻACIE SOBIE JAK FACET NA MNIE NAWRZESZCZAŁ ŻE TO SĄ PSY RODOWODOWE I NIE MOGĄ MIEĆ ŻADNYCH BLIZN (mimo że krew się nie polała) BO ON JEŹDZI NA WYSTAWY. Grzecznie powiedziałam ze gdzyby trzymał cockerki na smyczy to nic takiego by się nie stało a facet do mnie GDYBY PANI NIE BYŁA TAKA G Ł U P I A I NIE WYCHODZIŁA BY Z KOTEM TO WOGÓLE NIE BYŁO BY SYTUACJI BO KOTY SĄ OD SIEDZENIA W DOMU!!! Odwrócił się i poszedł nie dając m się odgryźć! Ech.... Quote
ewunian Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 a'propos kotów... jestem w "mieście uniwersyteckim" Katowicach, mieszkam w akademiku (Ligota)... Dżizys, ile kotów się pałęta między trzema blokami akademickimi... bure, czarne, rude, szylkrety, nawet dwa trikolory - wszelkiego wieku i (pewnie też) płci. Jako, że mieszkam na parterze, to czasami resztki z kolacji i obiadu lądują za okno (na zeschnięty chleb, czy zgniłe jabłka to dziki się łakomią). No i już przypięli mi łatkę "kociara" - co i tak częściowo jest prawdą (w domu pozostawionych 5 kocurów). Normalnie, żyć i nie umierać... Quote
Sybel Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 U mnie w pracy w Łodzi koło Textorial Parku są też stada kotów, głównie pręgowane, czarne i białe w łaty. Okolica je dokarmia, z formy też im coś wystawiamy, jak mamy (ale rzadko, bo każdy przynosi na styk niestety). Koty są całkiem spore i pewne siebie, ale na szczęście nieufne :) Quote
agacia Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Ja dzisiaj obserwowałam przez okno jednego goldena, z którym już miałam niemiłe przeżycia. Pies nieodwoływalny i nieusłuchany, ale za to z tych "łagodnych co chcą się tylko pobawić". Widziałam przez okno, że biegnie wałem, więc z ciekawości poczekałam aż będzie szedł właściciel. Pies widać było biegł za jakimś zapachem, później dłuuuuugo nic i po kilku minutach powolnym, beztroskim krokiem szedł jego właściciel. Jakbym napotkała tego psa na swojej drodze to źle by się to skończyło, bo ten pies nie należy do tych co omijają obce psy, tylko podchodzi do nich :/ Za to pozytywne jest to, że wczoraj widziałam na smyczy ONka, o którym ostatnio tu pisałam :) Quote
filodendron Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Ana04 napisał(a): Jeszcze nie spotkałam normalnego właściciela takiego psa ;) Albo biorą je na ręce i zaczynają uciekać, albo właśnie pozwalają się im po wszystkim drzeć. Ja to mam jakieś szczęście chyba - u mnie yorki są normalne, właściciele też. No owszem, czasem podbiegnie taki maluch, ale mojemu to nie przeszkadza. Za to jest poważny deficyt w sprawie odpowiedzialnych właścicieli labów. Wczoraj znów spotkałam jednego gagatka - słuchawki na uszach, idzie swoją drogą i nic go nie obchodzi. A pies podbiega do ludzi, do psów, skacze po dzieciach. Nie znoszę, gdy ludzie pozwalają swoim psom podchodzić do cudzych dzieci - potem mamy taką opinię, jaką mamy. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego fakt, że oprócz dziecka mam przy sobie psa, automatycznie zwalnia innych psiarzy z pytania o zgodę, czy ich pies może podejść do mojego dziecka. Quote
Bogarka Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Apropo kotów, Hadar nasze koty lubi ale na obce chce polowac. W naszej ulicy w jednej piwnicy mieszka kot, ktürego ktos dokarmia. Przewaznie chodze Hadarem po alejce znajdujacej sie na srodku ulicy ale przedwczoraj wieczorem widziałam wolno chodzacego pana. Pomyslałam pewnie jest z psem tylko nie widze psa to poszłam na ta tsrone ulicy gdzie jest ta piwnica. Przy tej piwnicy wziełam Hadara na krótka smycz ale jak przeszlismy koło niej Hadar zaczał ciagnac w strone jednego z parkujacych tam samochodów. Odciaghnełam go i zobaczyłam ze spod samochodu wyglada kot, i ani w głowie mu uciec ani sie schowac. a co wymyslicie o ludziach którzy maja psy nieagresywne niepodbiegajace ale nawet po jezdni "prowadza" je luzem i niekoniecznie przy nodze? Niedaleko nas mieszka taki pan co własnie tak chodzi ze swoimi psami, i zdaza sie ze ida tak: idzie najpierw jeden pies, potem krótka przerwa potem drugi pies potem dłuzsza przerwa i potem własciciel. Quote
agacia Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Mojemu tacie kiedyś wpadł pod samochód taki luzem biegający przy ruchliwej ulicy labek. Pan szedł i nieopatrznie kopnął na ulicę jakiś kamyk, a pies wybiegł za nim na ulicę :/ Quote
engelina_88 Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Na mojej ulicy mieszka labrador. Pies jest przeważnie na dworze i dostaje szału ze wściekłości jak tylko ktoś przechodzi. Ponieważ mój pies do najodważniejszych nie należy, musimy przechodzić na drugą strone ulicy ilekroć przecodzimy tam tędy :/ Wczoraj wieczorem również: my idziemy chodnikiem, labek za płotem chce nas pożreć a na balkonie stoi gówniarz, lat ok. 14, i krzyczy do psa "Dobrze Majki, atakuj! Dobrze!" No witki mi opadły :( Quote
Martens Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Bogarka napisał(a): a co wymyslicie o ludziach którzy maja psy nieagresywne niepodbiegajace ale nawet po jezdni "prowadza" je luzem i niekoniecznie przy nodze? Pies to tylko pies. I dla mnie takie "prowadzenie" psa w tłumie czy przy ruchliwych ulicach to niepotrzebne narażanie go. Wszystkiego nie przewidzimy - pies może wyrwać za kotem, przestraszyć się huku, zwąchać sukę z cieczką czy generalnie coś mu odbije i wyląduje prosto pod samochodem. I po co to? Quote
gops Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 to ja wam opowiem cos ku przestrodze kolezanki suczka super usluchana mix labka ,znajace wszystkie chyba mozliwe komendy ,extra pies super lagodny naparwde swietny bez problemu chodzila przy nodze bez smyczy nigdy nie bylo problemow i kolo miesiac temu bylismy na wspolnym spacerze jej pies zawsze usluchany zobaczyl po drugiej stronie ulicy kota pech chcial ze jechal samochod.. pies zginal 10min po wypadku a bylismy jakies 15m od ulicy wlasnie chcialysmy brac psy na smycze moral z tego jest taki ,ze chocby pies byl po niewiadomo ilu szkoleniach ,chocby byl niewiadomo jak usluchany zawsze moze cos sie zdarzyc i trzeba brac wszystko pod uwage , i trzymac psy na smyczach przy ulicy od tamtego czasu jak jestem juz nawet 50m od ulicy lapie psa..nigdy tego nie robilam zawsze czekalam na te ostanie 10m ale to mnie czegos nauczylo a jescze bardziej smutek kolezanki Quote
PrinceZZ Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Ja mam wrażenie jednak że do ludzi jednak nie dociera co się do nich mówi. Czy się zwraca uwagę spokojnie czy też krzyk to i tak jak mówić do ściany. Smutne jest tylko to że dopiero jak dojdzie do tragedii to jest reakcja ze strony właściciela. 1,5 roku temu jak mój kudłacz był mały podbiegł do niego wielki labek. Właściciela nie widać na horyzoncie. Labek napiera na tego mojego maluszka , warczy , sapie , chrumka jak świniak .... mój się przestraszył i chowa się między nogami. W końcu widzę idzie królewna od Labka , więc dre się na nią żeby zabierała tego psa bo ja sobie nie życzę żeby podchodził do nas. Standardowa odpowiedz : no ale on się chce tylko pobawić. W końcu wołała wołała i pies łaskawie do paniusi wraca. Okej jak rozumiem że chce się pobawić i może i by się pobawiły ale tylko i wyłącznie wtedy jak jest zgoda obopólna właścicieli i jak psy są pod nadzorem! Finał jest taki że mój pies ma teraz 2 lata i nie darzy sympatią tamtego psa. Kiedy na którymś spacerku znowu do nas podbiegł został lekko poturbowany przez mojego psa to od tamtej pory mąż tej paniusi psa zapina kiedy nas mija. Można ? ano można tylko czy musi dojść do spięcia żeby właściciel się ogarnął? Paniusia do tej pory jest przekonana ,że nie zawiniła i skarżyła się innym psiarzom jak to kiedyś jakaś głupia baba ( ofkors ja) od brązowego kudlatego psa na nią nakrzyczała żeby psa zabrała:razz: Moja koleżanka na osiedlu ma sunię owczarka niemieckiego. Pies ten trafił do niej całkiem przez przypadek bo ktoś ją znalazł zabiedzoną błąkającą się po okolicy. Nie mogli jej zatrzymać bo mieli samca który nie akceptował suni i jeszcze ją terroryzował. Na początku totalnie dzika bestia na smyczy , bała się wszystkiego i wszystkich psów i reagowała agresją. teraz po roku niebo a ziemia taka różnica . Ile za to moja koleżanka się nasłuchała od innych psiarzy szczególnie jaka to jest głupia pinda bo ma takiego agresywnego psa, że powinna go uśpić itd itp.. I praktycznie dzień jak co dzień wychodząc z osiedla podbiegają do nich małe szczekające gluty i próbują podgryzać. A z pozytywnych sytuacji ostatnio zaskoczył mnie pewien Pan. Mieszka w bloku na przeciwko i ma bardzo jazgoczącą kundelkę. Jak widzi innego psa to dalej jazda podbiega i drze japę ale zachowuje bezpieczną odległość. Mój pies zależy chyba od humoru i wymęczenia po spacerze. Czasami ignoruje ,a czasami szczeka na nią jeśli ona zacznie awanturę. Ostatnio właśnie wracaliśmy z wieczornego spacerku i tamta zaczęła ujadać . Mój też ale szybko go uspokoiłam. A co ten Pan do mnie? Przepraszam za mojego psa . :crazyeye::crazyeye::crazyeye: <==== takie oczy zrobiłam i odpowiedziałam że nie ma za co W końcu sunia była na smyczy i tylko się wydarła więc nic się nie stało. Mamy też na ulicy taką babę z domku jednorodzinnego która psa posiada również ale nie wypuszcza go z podwórka , baa nawet rzadko z domu go wypuszcza. Pani ma ładnie zadbany trawnik i ogromny problem z innymi psiarzami którzy nie zbierają kup. Jestem w stanie zrozumieć jest frustracje, bo też mnie wkurza jak sama w coś wdepnę. No ale co ona robi? Ano zbiera te kupy ze swojego trawniczka i wyrzuca je na chodnik przed swoim domem.:razz: Quote
zmierzchnica Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Mi wczoraj znowu wyleciała na psa wielka spasiona suka w typie ONa. Koleś puszcza ją na ulicy i jedzie autem, a pies za nimi. Kilkakrotnie gdy szłam poboczem, minęło mnie auto... A zza niego w moje suki wpada wielkie, ryczące kundlisko. Wczoraj znowu to samo - dojechał do swojej działki, dzieci wyciągnął z auta i happy, bramy działki nie zamknął. Suka zaatakowała mojego psa, więc ryknęłam, żeby brał kundla - nic. Odstraszyłam ją jakoś, zagroziłam policją... To mi powiedział, że to jego prywatna droga. No tak, na pewno - droga koło torów kolejowych, którą jeżdżą auta do wsi i traktory jest jego jak nic. Poza tym, co za różnica? Pies jest groźny, agresywny i wielki, jeśli droga i działka byłyby jego, to źle zabezpiecza posesję - ma psi obowiązek pilnować suki. Na moją argumentację stwierdził, że jestem "tępą babą". Jak miło. Quote
evel Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Dlaczego, u diabła, ludzie mający dwa psy mają często tylko jedną smycz? Co to ma być w ogóle? Na drugą zabrakło, czy co? Jedna pani w okolicy ma dwa laby, psa i sukę, żadne z nich nie reaguje na komendy ani polecenia, suka ma smycz, ha!, bo z tego, co widziałam jest dość nieprzyjemna dla innych psów, ale pies wiecznie puszczany luzem nie ma oporów, aby podbiegać do innych psów i nachalnie je obwąchiwać... :roll: Quote
ewunian Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 Wracam dziś KZK z uczelni. W autobusie ścisk, bo pora powrotów. Wchodzi parka nastolatków - z Yorkusiem (tak cały czas mówili, słoneczko, moja psinko, itp. - naprawdę, nie wiem, czy to do siebie, czy do pieska). Pies na smyczy automatycznej, bez kagańca. Wylądował na ziemi ("Puść go, po co go trzymać?"). Ja i kilku pasażerów zwracamy uwagę, by psa wziąć z powrotem na ręce, bo nie ma kagańca i może kogoś pogryźć jak się zdenerwuje (zestersuje). No a przynajmniej zablokować smycz. I co słyszę w odpowiedzi? Po co? Przecież yorki to takie miłe zwierzątka, nic nikomu nie zrobią. Hmmm... Ok. Do parapetów się nie mówi. Trochę zmądrzeli, jak Yorkuś zostawił na butach pańcia mokrą niespodziankę. Quote
Balbina. Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 Taa,nic nie zrobi...do czasu:diabloti: Franek tez kiedyś jeździł bez kagańca, ale po miłym incydencie z pijaczkiem który się na mojego psa dosłownie stoczył nosi kaganiec obowiązkowo ;) Ma taki zwykły,nylonowy i jako jedyny pies jakiego spotkałam w autobusie taką uprząż posiada :roll: reszta?A po co?Spotykam się tez z niemiłymi komentarzami na temat dręczenia psa kagańcem :roll: Jak mówię,że na zestresowanego nie wygląda,a kagańce przydałyby się jak widać jeszcze innym pasażerom to słyszę,że jestem głupia,zacofana i ten pies to ma wogóle fatalne życie ze mną:diabloti: Quote
bonsai_88 Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 Balbinka mi raz chłopak zrobił dziką awanturę, że Birma w autobusie jest bez kagańca... Akurat jechałam wtedy z dzieckiem w wózku + Birmą, ledwie się na autobus wyrobiłam, więc po prostu kagańca jeszcze jej założyć nie zdążyłam. Najwyraźniej nie mógł przeżyć paru sekund, bo tyle trwa zablokowanie hamulców w wózku [a to było dla mnie najważniejsze, taki latający na zakrętach wózek też potrafi krzywdę zrobić]. Quote
engelina_88 Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 A mnie kiedyś do autobusu z psem nie wpuszczono. Kierowca nawet drzwi nie otworzył. Od tamtej pory kaganiec noszę w torebce a środki komunikacji publicznej unikam jak ognia. Bozia dała, że mogę :cool3: Quote
bonsai_88 Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 Ewelina wtedy akurat wyjątkowo musiałam psa zawieźć do weta autobusem [po to by po sterylce odebrać samochodem], a kaganiec był przyszykowany do założenia - zaczepiony o rączkę wózka ;). Gdybym tylko miała chociaż parę sekund czasu przed przyjazdem autobusu to założyłabym kaganiec jeszcze na przystanku. Quote
Litterka Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 W komunikacji cuda się dzieją. Raz widziałam państwa z najspokojniejszym labem, jakiego spotkałam. I co? Kierowca był tak uparty, że 10 minut stał na przystanku, żeby państwo z pieskiem wysiedli. Innym razem widziałam państwa z yorem bez kagańca, który gryzł wszystkich pasażerów w zasięgu zębów, na co pańcia nawet nie raczyła psa mocniej trzymać (oczywiście, że obroży i smyczy niet). Chociaż rekordy bije kobietka lat 23 na oko, która wsiadła z maltańczykiem, posadziła psa na siedzeniu, poszła kupić bilet, w międzyczasie pies jej zwiał, a ta zrobiła dziką awanturę, że pasażerowie nie przypilnowali jej pieska... I oczywiście kierowca nie zareagował. Quote
Migori Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 ewunian napisał(a):Jako, że mieszkam na parterze, to czasami resztki z kolacji i obiadu lądują za okno (na zeschnięty chleb, czy zgniłe jabłka to dziki się łakomią). No i już przypięli mi łatkę "kociara" - co i tak częściowo jest prawdą (w domu pozostawionych 5 kocurów). Normalnie, żyć i nie umierać... Czy po prostu śmiecisz... wiesz kto sie tymi resztkami żywi ? Nie koty, bo one byle czego nie zjedzą, a okoliczne psy, które potem chorują. Jak już chcesz dokarmiać koty (sama to robię) to rób to jak należy. Quote
Greven Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 ewunian napisał(a):a'propos kotów... jestem w "mieście uniwersyteckim" Katowicach, mieszkam w akademiku (Ligota)... Dżizys, ile kotów się pałęta między trzema blokami akademickimi... bure, czarne, rude, szylkrety, nawet dwa trikolory - wszelkiego wieku i (pewnie też) płci. Jako, że mieszkam na parterze, to czasami resztki z kolacji i obiadu lądują za okno (na zeschnięty chleb, czy zgniłe jabłka to dziki się łakomią). No i już przypięli mi łatkę "kociara" - co i tak częściowo jest prawdą (w domu pozostawionych 5 kocurów). Normalnie, żyć i nie umierać... Karmisz koty, to fajnie (chociaż masz dziwną technikę). A odrobaczasz, szczepisz i sterylizujesz? W myśl zasady, że za to, co oswajasz, wypada wziąć odpowiedzialność... Quote
Bogarka Posted November 4, 2010 Posted November 4, 2010 "Magda25" napisał(a):Jak już chcesz dokarmiać koty (sama to robię) to rób to jak należy. Chodzi ci o kupienie jakiejs karmy i wyłozenie jej w misce? Quote
Migori Posted November 4, 2010 Posted November 4, 2010 [quote name='Bogarka']Chodzi ci o kupienie jakiejs karmy i wyłozenie jej w misce? Nie, chodzi mi o to : Karmisz koty, to fajnie (chociaż masz dziwną technikę). A odrobaczasz, szczepisz i sterylizujesz? W myśl zasady, że za to, co oswajasz, wypada wziąć odpowiedzialność... Quote
Balbina. Posted November 4, 2010 Posted November 4, 2010 kurde,jak mnie wkurzają ludzie,którzy myślą, że każdy pies ma ochote witac się z ich pupilkiem bo on przecierz "nic nie zrobi" :mdleje:Sytuacja z dzisiaj-Idę z Frankiem,Franek przy nodze ni i zza rogu wychodzi babka z labem bez smyczy oczywiście.Wzięłam Franka na bok bo nie wiem jak zareaguje(psy generalnie lubi ale kurna nie wiem czemu drażnią go duże,wesołe labki tudzież onki ryczące po całym osiedlu:hmmmm::evil_lol:).No ale po co panowac nad psem?Przecież on jest łagodny!to nic ,że mój pies dostaje palpitacji serca na widok kolejnego entuzjastycznego labka...Ryknęłam więc do włascicielki czy mogła by z łaski swojej wziąść psa?Na co pańcia znudzonym głosem-simba,siiiimba,siiiiiiiiiiiiiiiiiiimba:-oA Simba ma ja w głębokim poważaniu :diabloti: Nie chciało mi się dalej dyskutować bo moje konwersacje z psiarzami kończą się na niczym,poszłam w swoją stronę no ale bez przesady,tym bardziej,ze to nie pierwszy raz:roll: Quote
Fauka Posted November 5, 2010 Posted November 5, 2010 Prawda jest taka, że labrador dogada się z innym labradorem lub innym psem, który lubi podobnie brutalne zabawy jak on, świetnie bawią się też z amstaffami i pit bullami ponieważ ich zabawy są równie ostre. Jednak psy mniejsze lub delikatniejsze nie przepadają za specyficznymi zabawami labradorów bo przyznam, są bolesne. Border collie, yorki i inne właśnie delikatne w obyciu psy nie będą akceptowały silnego, niedelikatnego i nadgorliwego laba. To powinien wiedzieć każdy właściciel tej rasy i to szanować. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.