Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Wiesz kas, mnie też specjalnie nie przeszkadzają podbiegające psy w parku i nawet jak gwizdną aport to mam to w nosie, czekam aż właściciel odbierze i przyniesie. Moje psy czasami mają ochotę na zabawę z innmi psami czy chcą się obniuchać pod ogonami i nie bronię im tego bo to w końcu psy.
Jednak te "szkółki" to inna sprawa, w końcu to szkolenie kosztuje i to nie mało. Pytanie-czy jest to profesjonalne szkolenie jeśli te psy nie reagują na komendy? Co by się stało jakby moja suka jednak postanowiła obronić dysk (a potrafi to zrobić w porę nie odwołana) i szkolony labek dostałby w dziub?

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Co to za szkoła, która na to pozwala...? Makabra. Kiedyś moja mama została wyproszona z dużego terenu spacerowego dla psów, gdzie pewien pan "szkoleniowiec" przeprowadzał zajęcia (ale teren nie był jego). Przyszła z naszym bardzo usłuchanym rottkiem, zresztą w kagańcu i na smyczy. Pies świetnie wychowany, olał zupełnie jazgoczące "szkółkowe psy", ale pan powiedział mamie, że ma spadać, bo sobie z swoim psem nie poradzi. Taaa, jasne :) Raczej on nie radził sobie z utrzymaniem dyscypliny w tej szkółce... Ale cóż, jeżeli nagrodą dla wyrośniętego kaukaza miało być klepanie po głowie, to samo świadczy o metodach tej "szkółki".

Niestety, z niepokojem obserwuję wzrastającą liczbę "szkoleniowców", "szkół", których kompetencje są co najmniej wątpliwe... Jak opisywany kiedyś przeze mnie pan "szkolący" szczeniaka laba za pomocą szarpania i wrzasku, a smakołyki to nie, bo laby tyją... Ciekawa teoria.

Posted

Tematu takiej szkólki w ogole nie podejmuje. Dla mnie to jakaś totalna kpina. Tym bardziej, że z naszym rotem poszlismy na szkolenie grupowe- nie darzył piesków milością, dlatego zdecydowalismy sie na "cywila". Szkolenie na poznanskiej cytadeli, na polance, weekendy sporo ludzi, dzieci innych psów. Jak dla mnie to bylo własnie to o co nam chodziło. Sporo bodźców, mnóstwo psów, ale nie było sytuacji co by sobie jakis piesek odbiegł od grupy- nawet w trakcie przerw.
Aczkolwiek drugi raz już bym do nich nie poszła. 2 godziny szkolenia i 2 przerwy po 10 minut to dla naszego rota była masakra.
Niestety ale w Polsce wiecej jest "szkoleniowców" niz szkoleniowców i potem takie kwiatki mamy.

Posted

***kas napisał(a):
Tematu takiej szkólki w ogole nie podejmuje. Dla mnie to jakaś totalna kpina. Tym bardziej, że z naszym rotem poszlismy na szkolenie grupowe- nie darzył piesków milością, dlatego zdecydowalismy sie na "cywila". Szkolenie na poznanskiej cytadeli, na polance, weekendy sporo ludzi, dzieci innych psów. Jak dla mnie to bylo własnie to o co nam chodziło. Sporo bodźców, mnóstwo psów, ale nie było sytuacji co by sobie jakis piesek odbiegł od grupy- nawet w trakcie przerw.
Aczkolwiek drugi raz już bym do nich nie poszła. 2 godziny szkolenia i 2 przerwy po 10 minut to dla naszego rota była masakra.
Niestety ale w Polsce wiecej jest "szkoleniowców" niz szkoleniowców i potem takie kwiatki mamy.

Właśnie,szkolenia na Cytadeli.Dobrze,że tylko w soboty i niedziele bo dla mnie to masakra.Jestem na Cytadeli prawie codziennie bo mieszkam obok.Nie raz i nie dwa mialam sytucję,że idąc z psicą albo z obydwoma psami podbiegalo do nas coś ze szkołki.Kiedyś podbiegł ogar polski i zaczął włazić mi na psicę,ona zapiszczała bo wskoczył na nią a nasz pies dostał amoku.TZ odszedł z psem na bezpieczną odległość a ja stałam z psicą i opędzałam się od natręta.Oczywiście piesek zero reakcji na wołanie,szkoleniowiec drze się na właścicielkę żeby poszła po psa,a ona że nie pojdzie bo się boi.Normalnie ręce mi opadły.Cała sytuacja trwała z 10 min,zanim idiotka przyszła po swojego psa,bo bala się mojego na smyczy.Dlatego jestem zdania,że takie szkolenia powinny odbywać się na terenie zamkniętym a nie w parkach.W parku można poćwiczyć z psem,który jest odwoływalny.Jeśli takiego psa ze szkółki pogryzie moja zasmyczona psica to czyja to będzie wina?szkoleniowca,właściciela czy może moja?bo poszłam na spacer do parku a tam pieski sobie ćwiczą i latają luzem,bo na linkach szkoleniowych się nie da ćwiczyć.

Posted

kendo-lee napisał(a):
Dlatego jestem zdania,że takie szkolenia powinny odbywać się na terenie zamkniętym a nie w parkach

Ale wiesz, taniej :diabloti: Juz nei wspomnę, ze dla większości zielonych psów tyle rozproszeń na dzień dobry to zdecydowanie za dużo.

Posted

W moim mieście wogóle nie ma parków do których można wejść z psem, ani szkółek dla szczeniąt, wogóle dla żadnych psow nie ma. No ale niestety są "szkoleniowcy", mogę się na ten temat wypowiedzieć bop sam doświadczyłem działalności jednego na wlasnej skórze, a raczej Max doświadczył... Umówiliśmy się na indywidualne spotkanie bo kiedyś mieliśmy problem z oddawaniem ukradzionych przedmiotów ( naszczęście już prawie sobie z tym poradziłem samodzielnie). Przyjechał pan szkoleniowiec o wmówionej porze więc od razu zaproponowałem że może pójdziemy na pole bo w domu za wiele nie potrenujemy. Od razu po wyjściu zaczął mnie strofowac że pies nie może chodzic jak chce, że musi w mieście przy nodze, a wysika się dopiero jak dojdziemy na pole ( 10 minut drogi, a Maxowi się chcialo już...). Potem zaczęły się gadki że pies musi się mnie bac bo inaczej nie będzie się słuchał, ale postanowiłem że nie będę wyciągac pochopnych wniosków, bo facety cały czas mówił że psa się nie bije ( ale jak póżniej się okazało szarpie na kolczatce, oczywiiście na to nie pozwoliłem!!) Zdenerwowany powiedziałem że może w końcu przejdziemy do rzeczy, a on na to że jak nie będzie ciąglke chodził przy nodze to "nie odda łupu" ( co ma piernik do wiatraka...). Widząc moją irytację i niechęć psa do współpracy ( nie dziwię mu się bo po cholerę ma chodzić przy nodze w szczerym polu..., ja go uczyłem że musi tylko na wąskich chodnikach i wzdłuż ruchliwych ulic w centrum, a na polu to czasem tylko przez chwilę w ramach treningu, a nie przez kilka godzin bez przerwy!!!)zaczął rzucć psu piłkę tenisową i dziwił się że Max ładnie oddaje, a przecież mówiłem mu że nie chodzi o zabawki, bo Max kocha aportować, tylko coś co ukradnie ( np. zmywak ze zlewu itp.). Za wspólpracę podziękowałem i więcej nie skożystałem z jego usług, awszystkie problemy od tej pory rozwiązuje z moim psem sam na drodze szkolenia metodami pozytywnymi. Niestety wiele innych osob nie widzialo wowczas nic zlego w metodach "pana szkoleniowca" i ma teraz psy zastraszone, które boją się własnego cienia, albo wręcz przeciwnie - strasznie narwane i nieobliczalne ( teraz tłumaczą to sobie tym że psy dojrzewają), a mój pies pozostał, choc jest już dorosły) taki jaki byl, kontaktowy, zrownoważony i jednocześnie pełen energii i niesamowitych pomysłów...

Natomiast co do dysków to też trochę ćwiczymy i mięliśmy niedawno dośc dziwną sytuację. Mianowicie,trenując na łączce niedaleko blokowiska nagle zobaczylem jak z krzaków tuż obok nas wyskakuje bokser, przechwycił talerz i ucieka, a właścicielka za nim... Odwołałem psa, bo już biegl za bokserem i chcial odbić ulubionęą zabawkę siłą. Krzyknąłęm do pani czy może mi oddać dysk, a ona nic i uciekła między bloki ( nie goniła już psa, biegli razem). Byłem w szoku, Max był wsciekły i chodził spięty przez cały, dalszy spacer. Na szczęście wracając po kilku godzinach zobaczył tego psa i jego panią wcześniej odemnie podbiegł i zabral leżący na ziemi niedaleko nich dysk ( znudził się chyba, albo nie wiedzieli co z nim robić). Do dziś jak o tym myślę to nie wiem jak można się w ten sposob zachować.To nie mógł byc przypadek bo ta kobieta wogóle nie reagowała na moje wołania, nawet nie przeprosiła jak póżniej koło niej przechodziliśmy...

Posted

ano może i taniej- nie wiem. nie wnikałam. Nam właśnie o to chodziło. Mialo byc duzo psow i duzo rozproszeń. To i dostalismy co chcielismy. :diabloti:
Szkolenie poziomem nie zachwycało- mój pies umierał z nudów- bo wszystko już umial.:roll: Niemniej jednak jedna zasada obowiązywała wszystkich. Psy są na linkach, nawet na przerwie. jestesmy tam żeby sie uczyc, a nie fundowac pieskowi gonitwy- fakt faktem czesc osob pozniej z psami zostawała...
Sporo sie pozmieniało jak widzę...
ja tam sie ciesze, że mam to za soba ;)

Posted

mat33 napisał(a):
z krzaków tuż obok nas wyskakuje bokser, przechwycił talerz i ucieka, a właścicielka za nim... Krzyknąłęm do pani czy może mi oddać dysk, a ona nic i uciekła między bloki ( nie goniła już psa, biegli razem).


:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: scena jak z kabaretu...

Czasami aż trudno mi uwierzyć, że tacy ludzie naprawdę istnieją :shake: Koszmar

Posted

***kas napisał(a):
ano może i taniej- nie wiem. nie wnikałam. Nam właśnie o to chodziło. Mialo byc duzo psow i duzo rozproszeń. To i dostalismy co chcielismy. :diabloti:
Szkolenie poziomem nie zachwycało- mój pies umierał z nudów- bo wszystko już umial.:roll: Niemniej jednak jedna zasada obowiązywała wszystkich. Psy są na linkach, nawet na przerwie. jestesmy tam żeby sie uczyc, a nie fundowac pieskowi gonitwy- fakt faktem czesc osob pozniej z psami zostawała...
Sporo sie pozmieniało jak widzę...
ja tam sie ciesze, że mam to za soba ;)

No to chwała mu za te linki.Ja w przeciągu ostatniego roku widziałam na tych szkoleniach jednego psa na lince,reszta luzem a w najlepszym wypadku na smyczy ciągnącej się za psem.Przez te szkolenia i tłumy ludzi z luźno latającymi psami chodzę teraz na bunkry od strony cmentarz,bo tam mało ludzi się zapuszcza.

Posted

a ja z moimi celowo leze w tlum- bo na wsi takich atrakcji nie mamy, wieć się ciesze nawet na te latające luzem pimpki i azorki. Tyle, że dla nas to swietna okazja do ćwiczen. Nie wyobrazam sobie codziennie takich akcji...

Posted

"mat33" napisał(a):
Krzyknąłęm do pani czy może mi oddać dysk, a ona nic i uciekła między bloki ( nie goniła już psa, biegli razem). Byłem w szoku, Max był wsciekły i chodził spięty przez cały, dalszy spacer. Na szczęście wracając po kilku godzinach zobaczył tego psa i jego panią wcześniej odemnie podbiegł i zabral leżący na ziemi niedaleko nich dysk ( znudził się chyba, albo nie wiedzieli co z nim robić). Do dziś jak o tym myślę to nie wiem jak można się w ten sposob zachować.To nie mógł byc przypadek bo ta kobieta wogóle nie reagowała na moje wołania, nawet nie przeprosiła jak póżniej koło niej przechodziliśmy...

Ja tez nie wiem, ale tez bym sie wkurzyła na twoim miejscu.
Z Hadarem tez sie pare razy zdazyło ze zabrał innemu psu piłke ale ja oddaje
Matki z małymi dziecmi tez sie takie zdazaja. Dziecku sie spodoba cudza zabawka, wezmie, pobawi sie nia, a pózniej nie chce oddac, a mama nie zabierze, bo bedzie płakac. Cudze dziecko moze płakac sz powodu braku własniej zabawki, byle zeby jej dziecko nie płakało. I taka mama potrafiłaby zabrac cudza zabawke do domu

Posted

no wiadomo nam też się parę razy zdarzyło,że Max zabrał innemu psu piłkę czy patyk, ale zawsze oddawał mi, a ja właścicielowi poszkodowanego psa wraz z przeprosinami. Zdarzyło się tez czasem że to Maxowi skradziono zabawkę, ale zawsze sytuacja wyglądała podobnie. No ale wtedy to jakaś komedia była, tera zsię z tego śmieję ale wted się nieżle wkurzyłem. Ale ostatnio zachowanie tej pani coraz mniej mnie dziwi. Zauważyłem że ona rano, idąc z psem na spacer, niesie mu torebkę z jedzeniem, apotem kładzie żarcie przy śmietniku i ten pies to je. Pewna pani z przemiłym spanielem, która dobrze zna właścicielkę owego boksera powiedziała mi ostatnio, że ten pies wogóle nie ma misek w domu, a wodę pije presto z kranu w kuchni. A ja się zastanawiałem skąd te niedojedzone resztki kości pod śmietnikiem się codziennie biorą...

Posted

mat33 napisał(a):
ten pies wogóle nie ma misek w domu, a wodę pije presto z kranu w kuchni.



To ciekawe z czego ten biedny psiak ma sie napić jak właścicieli w domu nie ma :shake: bo nie sadze zeby sam sobie potrafil kran odkręcic i sie napic :roll:

Posted

Mat, a ten bokser zadbany?

A ja się poskarżę na mojego TŻ... zero w nim konsekwencji, rozpuszcza Denisa i moje ćwiczenia mogę sobie wsadzić. :shake: mówi 'siad' to Deni mu piłkę puści i Karol mu rzuca... a ja się drę.. na TŻ i od nowa zabawa. Bo Deni koooocha swoją piłkę i jak nie ma, gdzieś pod ręką drugiej zabawki/patyka to prowadzimy dialog.. no monolog..:roll: ale już mi ręki nie odgryza, więc są postępy.

Posted

mat33 napisał(a):
ten pies wogóle nie ma misek w domu, a wodę pije presto z kranu w kuchni.

:crazyeye::crazyeye::crazyeye:
I ta torba z jedzeniem pod smietnikiem to pewnie sniadanie?
"Soema" napisał(a):
mówi 'siad' to Deni mu piłkę puści

I nie usiadzie?

Posted

Mi usiądzie... TŻ chce mu od razu rzucać :mdleje: denerwuje mnie jego brak konsekwencji. A Deni ewidentnie nas sprawdza, a TŻ jest mięTki:mad: jeśli chodzi o psy..:roll:

Posted

U mnie TŻ też niby zgrywa twardziela, ale tak naprawdę za grosz podejścia i konsekwencji :evil_lol:
Dlatego to dość zabawne, kiedy ja napierwszy rzut oka cicha nieśmiała kobietka jestem w domu guru jeśli chodzi o zachowanie psów; ja mogę zrobić wszystko i mnie zawsze się słucha psisko - TZ jest super do zabawy, ale jak przyjdzie na spacerze oddać znalezionego gnata czy odpuścić napotkanemu dziamgotowi, to TZ se może krzyczeć :eviltong:

Posted

Aaa. to nie tylko ja mam taką pierdołę..:multi::loveu:
:evil_lol:
ale na spacerach odkąd Deni chodzi czasem z TŻ, ciężej oddaje mi zabawkę i to mnie irytuje i są kłótnie.:roll:
Bo pies ma mętlik.. A oczywiście Moje Szczęście wpatrzone w psy, to na łóżko by zaprosił, a to coś podrzucił dobrego, "bo tak patrzy".
:niewiem:

Posted

Soema, wiesz, że u mnie to samo. :diabloti:
no i moj TZ tyż taki twardziel ale jak diegusiek sobie łapkę zadrasnął to po nocy do poznania do weta jechał :eviltong:

Posted

U mnie podobnie. A już myślałam, że to tylko mi-psiarze z dziada, pradziada się taki facet bez podejścia do psów trafił.;) Oj wiele musiałam się natłumaczyć, wiele też było o psie kwestie sprzeczek. I o ile przy poprzednim zestawie psów błędy w postępowaniu z nimi nie były niebezpieczne, o tyle przy kolejnym, psie wszelkie uchybienia i niewłaściwa komunikacja mogły się skończyć szyciem. Moje psy uznają tylko jedną osobę i jestem nią ja. TŻ jest fajny do zabawy, do wygłupów, ale słuchać się go wcale nie trzeba, a wręcz jak postępuje nie po myśli psów, to i ustawią go odpowiednio, bądź demonstracyjnie zignorują. Nie jestem z tego zadowolona, ale tak jest i już.

Posted

Mat, a ten bokser zadbany?

Tak, pies wygląda całkiem nieżle, pozatym sądząc po niedjedzonych resztkach pod śmietnikiem, jest całkiem nieżle karmiony.

Posted

mat33 napisał(a):
Tak, pies wygląda całkiem nieżle, pozatym sądząc po niedjedzonych resztkach pod śmietnikiem, jest całkiem nieżle karmiony.

To chyba tylko pani trochę nie halo....

A my dziś na spacerze mieliśmy spięcie. Deni biegał za zabawką.. Widziałam, że idzie pani z dwoma psami, widywałam ją wcześniej. Zawołałam Denisa, przyszedł do nogi.. a pani... puściła swojego psa (sukę zostawiła na smyczy) i pies wprost do nas.. Denis puścił zabawkę, powąchał się z psem, no i zaczęły się gryźć, bo tamten podszedł w moją, no i zabawki stronę. To terier krótkowłosy był. Odciągnęłam Denisa, to tamten znów do nas doskoczył. W końcu podniosłam Denisa do góry... 30kg.. i pani tamtego zabrała.
Okazało się, że to 16miesięczny champion i w ogóle naj, naj. Kocha wszystkich i myślała, że Denis to suczka..:mdleje: nawet nie spytała, po prostu puściła, choć widziała, że Denis aportuje i wołam go, żeby się nie bała przejść obok nas....

Stwierdziła, że boksery lubią się rzucać na inne..
Stała obok, bo patrzyła co się tamtemu w łapkę stało, a Denis siedział mi przy nodze.
Pani w porządku, myślałam że tam zemdleje mi, bo psy odchuchane.. stwierdziła, że jakby się psu coś stało 'to byłby bezużyteczny".. to tylko mi się nie spodobało.
No i powiedziała, że ona nigdy nie bierze zabawek na spacer, ani nie rzuca psom, bo się bardzo gryzą między sobą.. (ma w sumie 4 psy, dwa 9miesięczne i te 16miesięczne..) Ciekawe, gdzie starsze..

Mam wyrzuty, że Denis dał popis, ale gdyby pies do nas nie podleciał, Denis by nawet na niego nie popatrzył, bo nie zauważa obcych psów, biegających luzem, jeśli nie zbliżają się do nas. A takich w parku pełno. Tak samo jak rowerzystów, wózków, małych dzieci, ludzi na rolkach, deskorolkach etc.. My mamy piłkę.
Ewentualnie czasem ją chowam, jak jakiś rodzic chce psa pogłaskać.
Chyba ograniczymy się do jednego długiego spaceru w środku nocy...

Posted

Soema, musisz się uodpornić ;) Nie możesz zbawiać świata ani rezygnować ze spacerów, bo ktoś jest na tyle nieodpowiedzialny, że bezmyślnie spuszcza swojego psa do innego. I co z tego, że champion? Pies to pies, ma być na smyczy jeśli nieodwoływalny, a jak odwoływalny no to nie byłoby problemu, bo by nie podbiegł albo babka go zdążyła zawołać. Gdybym ja chciała unikać takich sytuacji, to nawet w nocy bym nie mogła wyjść, bo u mnie w nocy to zwykle ludzie z astowatymi i dużymi psami wychodzą (pewnie z podobnych powodów)... Dlatego pracuję ze swoim psem, jeśli coś się zdarzy to przepraszam, ale nie mam zamiaru zabierać mojemu psu spaceru czy wiecznie uciekać lub ustępować, bo ktoś nie umie być odpowiedzialny... Ja robię wszystko, żeby uniknąć jakichkolwiek spięć, ale nie mogę myśleć za innych. I radzę robić to samo i się nie przejmować ;) Choć wiem, że łatwo mi mówić.

Posted

Dzięki.. będziemy jeszcze bardziej uważać i tyle. Nie ma wyjścia, gdyby Denis był na lince byłoby to samo. Pędzimy na spacer, może nikt nie zechce psa z innymi integrować.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...