Saite Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 [quote name='WŁADCZYNI'] wypchać bym Su nie chciała, ale skremować i mieć prochy tak. Ja sobie własnego psa wypchanego nie wyobrażam, w wypchanych zwierzętach jest coś strasznego. Każde z moich zwierząt godnie chowam, ale co do kremacji, to też bardzo byłam na to nakręcona, jednak okazało się, że to wcale nie takie hop siup i że można w urnie nie swojego psiaka mieć albo procentowo niewielką jego ilość. Tak więc hasło fajne, rzeczywistość już mniej. Quote
Marteczka Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Czytam sobie ten wątek i czytam i tak się zastanawiam czy spotkalam się z rażącym chamstwem innych psiarzy, hmm jakoś nie mogę sobie przypomnieć, (mam 9 letnią jamniczkę i roczną bokserkę), może to dlatego, że jestem dosyć tolerancyjną i staram się na takie różne 'niesnaski' patrzeć z uśmiechem i, że z wszystkimi psiaki w parku do którego chodzę trzymam za pan brat.:lol: Quote
nykea Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Ojoj, ale sie postow namnozylo... Nie wiem jak robic wielokrotne cytaty, wiec napisze po kolei. Jesli chodzi o kupy ludzkie to tez mnie strasznie wkurzaja. Moj maly jest strasznie wybredny i w efekcie czesto lazi glodny, bo znudzilo mnie (i skonczyl sie wybor) kupowanie nowej karmy co tydzien. I taki z lekkim zoladkiem idzie na spacerek prosto w krzaczki posilic sie ludzkim g. Cholera mnie wtedy bierze. Teraz juz tak nie robi bo cwiczymy na lince. Jesli chodzi o wrzaski to mieszkam w dosc nieciekawej dzielnicy, ktorej mieszkancy porozumiewaja sie glownie wrzaskiem. Ostatnio widzialam jak kobieta sie darla do psa "chodz tu", pies juz spanikowany wlasciwie sie kladl na ziemi ze strachu czym jeszcze bardziej ja wkurzyl, bo przeciez mial przyjsc wiec podlazla i go normalnie zlala. Wszystko dzialo sie jakies 200m od nas wiec nawet nie mialam okazji skomentowac. Jesli chodzi o podbieganie jest tu wiele osob ktore widzac ze odwolujesz swojego psa nadal do niego gadaja, glaszcza a czasem nawet karmia!! :angryy: Koniec z tym. Teraz chodze z malym na lince, a ze psiak robi duze wrazenie wszyscy sie odsuwaja bo mysla ze agresywny jest :mad: Juz wole w te strone. Jesli do mnie podbiega pies i widze ze wlasciciel idzie z usmiechem i luzem to witam sie z psem, ale jesli widze ze wl. idzie w druga strone, psa wola wtedy sama olewam psa i ewentualnie przytrzymuje mojego jesli sie bawia. I taki maly off topic, dzis nie rozmawiam z malym. Cwiczymy nie latanie do wszystkich psow i idzie nam coraz lepiej. A wlasciwie szlo. Bo dzis madrze stwierdzilam ze sprobujemy nad morzem. Niedzielne poludnie, mnostwo ludzi z psami no i plaza... Dopoki nie zeszlismy na plaze bylo ok. Tzn troche sie musialam naszarpac, bo maly jest ode mnie lzejszy o jakies 8kg ale dalo rade. Ale na plazy.... Zobaczyl psy bawiace sie w wodzie, zaczal ciagnac tak, ze dym mi sie z reki puscil, ale twardo trzymalam, nie chcialam zeby mu sie udalo mnie tam wciagnac. Ale w koncu odpuscilam kiedy prawie wpadlam w tenisowkach do wody... Totalna porazka. I jeszcze wszyscy na okolo patrzyli z takim politowaniem :wallbash: Edit: Teraz jeszcze mi sie przypomnialo o kondomach. Ja juz dostalam taki prezencik jakies 10 razy. :cool1: Quote
madeleine Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 co do przeróżnych podbiegaczy to bardzo wam współczuję.. mam to szczęście, że u mnie na osiedlu prawie każdy pies lata na smyczy.. prawie bo zdarzają się stare dziady uważające, że ich pies jest starszy spokojny i nie pogryzie.. ale to pomijam bo to może dwa takie przypadki na całe osiedle gdzie jest naprawdę sporo psów. Ale z tych ludzi, których spotykam wszyscy są reformowalni i psy są spuszczane ze smyczy tylko w sadach albo na łąkach, które zresztą są niedaleko bloków mieszkalnych - żeby się wybiegac. tudzież za obopólną zgodą w celu pobawienia się.:cool3: Quote
WŁADCZYNI Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Ja nie mam nic przeciwko chodzeniu ze swoim zwierzakiem bez smycz - choćby kurcze i z tygrysem dopóki do mnie nie podbiega nie proszony. Ostatnio wysyp dzieci z małymi zwierzątkami - omijam wielkim łukiem bo nie wiadomo co wymyślą;) Nykea - noś rękawiczki albo chociaż rękawiczkę np. takie jak na siłownię - paskudnie się goi na ręku takie przypalenie linką:shake: Porażka jak porażka - ale wzmocnienie nieposłuszeństwa ogromne. Quote
Saite Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Mam za sobą całkiem na świeżo takie przypalenie i to jedno z okrutniejszych form "poparzeń". ;) Dlatego nauczona swoim przykrym doświadczeniem (cała noc z mrożonką na dłoni inaczej nie dało się wytrzymać) apeluję o ostrożne użytkowanie wszelkich (zwłaszcza) linek.;) Rękawiczki na siłownię fajna rzecz, ale np. ja nie miałabym nawet w takich wystarczająco dobrej chwytności i kontroli nad tym, co dzieje się z linką w mojej dłoni. Ale kto wie, może dla Nykei to będzie w sam raz rozwiązanie. Quote
filodendron Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 WŁADCZYNI napisał(a):Filodendron - muszę przyznać że intryguje mnie jedno...wziełaś od psa 'zdobycz' i nagrodziłaś przyniesienie?:oops: Nie dałam rady wziąć - powiedziałam "dobry pies" i zaczęłam machać smakolem nad głową - no to wypuścił. On był wtedy młodziutki i zżerał wszystko, co znalazł, nawet skórki od bananów - dlatego ćwiczyliśmy. No a ja już wzrok nie ten i myślałam, że mniej więcej coś takiego niesie. PS Na oparzenia od linki bardzo dobra jest maść nagietkowa - wypróbowałam na sobie i znajomej. Quote
Saite Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Ja "przymierzałam" TZowe, niby najlepsza jakość, profesjonalne itd. ale w kontaktach z psią linką nie miałabym jednak pewnego chwytu, no a muszę mieć wybitnie pewny.;) Najważniejsze to czuć się z czymś dobrze. Ja tak już mam z tą chwytnością. Nie raz wolałam mieć spękane/zsiekane od mrozu wierzchy dłoni niż używać rękawiczek podczas jazdy konnej. Quote
WŁADCZYNI Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Zależy co jest od środka rękawiczki - zdarzyło mi się zjeżdżać na linie w takich (oczywiście w uprzęży;)) i kontrola nad linką była dobra, nawet za dobra - ciężko mi było popuszczać na tyle żeby swobodnie zjecha, bardzo dobrze się trzymała linka rękawiczki. Quote
zmierzchnica Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Ja jestem sierota i właśnie mam od linki poparzoną nogę :shake: Nie zauważyłam, że mi się wokół stopy linka zawinęła i rzuciłam aport...:evil_lol: Boli jak diabli. Ale rękawiczki sobie muszę sprawić, bo ręce też poparzone od niej mam...:cool3: Quote
WŁADCZYNI Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Saite przy koniach też nie używałam - choć nie raz później żałowałam - jak mnie młodziutki ogierek przewlókł za sobą a ja twarda byłam i nie puściłam:evil_lol: całe dłonie załatwiłam. Pewnie że pewność chwytu ponad wszystko i jak komu wygodnie:) hm jak jesteśmy w temacie blizn - próbowałyście może tego nowego fenistilu? Jeżeli tak to jak wrażenia? Quote
Greven Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Taśmą można "poparzyć" sobie ręce równie łatwo, jak linką. Ja polecam najprostsze, roboczo-ogrodnicze rękawice, do dostania w każdym składzie budowlanym i sklepie ogrodniczym. Są tanie, ręce mocno się w nich nie pocą, a przyczepność zostaje zachowana. Ja ich używam przy psa i koniach. to są ogrodnicze a to są robocze, tzw. wampirki Quote
WŁADCZYNI Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 MarteczkaWawa napisał(a):To nie lepiej poprostu kupić taśme? ależ ogierek mi taśmą tak łapki załatwił - lonżą:cool3: na której wyprowadzałam matołka ze stajni. Quote
Marteczka Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Cholera to jedno z najgorszych ''ran''. Dla mnie gorsze jest tylko poparzenie gorącą parą. Poparzyłam sobie tak całą dłoń, myślałam, że mi cała skóra zejdzie. Kilka razy sznurek przeciął mi skóre do żywego i kupiłam taśmę flexi i na szczęście od roku nic się nie stało, ale i tak od czasu linku mam schize i zawsze 'uciekam nogami',nawet jak mam spodnie :eviltong: A na konikach to zawsze w skórzanych porządnych rękawiczkach, oczywiście nie mówię o ''fotelach'', wolę rozbrykane czarne wielkie ogiery.:evil_lol: A przy nich to rękawiczki muszą być ''ze stali'' jeśli nie uznaje się czegoś takiego jak bat :eviltong:. Quote
WŁADCZYNI Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Nie lubię przy koniach w rękawiczkach - dotyk konika jest zbyt miły, aby się oddzielać rękawiczką. Nie uznaje oj nie uznaje :) Quote
Greven Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 WŁADCZYNI napisał(a):Nie lubię przy koniach w rękawiczkach - dotyk konika jest zbyt miły, aby się oddzielać rękawiczką. Przy koniach mizianko, czyszczenie itd. ok, ale lonżowanie, prowadzenie, machanie widłami z gnojem, to tylko w rękawiczkach. Luźna jazda - bez, jazda na trudnym koniu, albo trening - w. Szkoda mi rąk. Quote
Greven Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 WŁADCZYNI napisał(a):Machania widłami nie zaliczam do dotykania konia - to oczywiście w rękawiczkach. Jak większość takich prac fizycznych. Nie czytasz uważnie. Dotykanie konia, obcowanie z nim, czyszczenie i pieszczenie, to zupełnie inna bajka, niż branie go np. na uwiąz, czy na lonżę (nie piszę o spokojnych, doświadczonych koniach, tylko o młodych i zrywnych). Machanie widłami jest tak na marginesie, a ubieranie rękawiczek do pracy to już wybór każdego z nas. Na pewno bardziej higienicznie, na pewno dłonie mniej ucierpią, ale jak się nie założy, to dramatu też nie będzie. Quote
WŁADCZYNI Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Machania widłami nie zaliczam do dotykania konia - to oczywiście w rękawiczkach. Jak większość takich prac fizycznych. Choć przyznam że kilof czy siekiera lepiej mi leżą w gołych rękach i tak się nimi posługuję. Quote
WŁADCZYNI Posted May 24, 2009 Posted May 24, 2009 Aaa:oops: obiecuję poprawę,zaraz po poprawce ;) - słownik pl-łac mnie odmóżdżył do końca dzisiaj.:oops::oops: Quote
Kacha3D Posted May 25, 2009 Posted May 25, 2009 Mam pytanie. Czy ktoś z Was może wie co zrobić gdy pies idzie za każdym kto go tylko zawoła lub też po prosty przechodzi obok. Mam problem z moja suczą. Na spacerach gdy jest puszczona luzem, a akurat ktoś idzie to ona po prostu idzie za nim i muszę ją odciągać. Nic złego nie robi po za tym tyle, że zaczyna mnie to powoli irytować. Ktoś coś doradzi? Quote
Saite Posted May 25, 2009 Posted May 25, 2009 WŁADCZYNI napisał(a):Aaa:oops: obiecuję poprawę,zaraz po poprawce ;) - słownik pl-łac mnie odmóżdżył do końca dzisiaj.:oops::oops: E tam, teraz tak mówisz (mało kto narażony na kontakt bezpośredni z łaciną tak nie mówi), ale zobaczysz "za parę lat"... Korzyści z łaciny są nie do przecenienia.;) A co do Fenistilu na rany. Nie przeceniałabym jego skuteczności. Jego zadanie to utrzymywać wilgotne, sprzyjające środowisko, w takim rana zdecydowanie łatwiej się goi. Moim wypróbowanym sposobem na rany nawet te olbrzymie i bardzo głębokie są opatrunki hydrożelowe (cel działania ten sam co Fenistilu, ale intensywniejszy), są wygodne i sterylne. No i nie ma w zasadzie przeciwwskazań do ich stosowania, nie trzeba też tego robić pod kontrolą lekarza czy pielęgniarki, a w przypadku Fenistilu są sytuacje, w których się to zaleca mimo, że środek przeznaczony jest na płytkie, lekkie zranienia. Quote
Vlk Posted May 25, 2009 Posted May 25, 2009 teoretycznie większość leków i maści należałoby skonsultować z lekarzem ;) a jak jest w praktyce to chyba sami wiemy :diabloti: Quote
Erica Posted May 25, 2009 Posted May 25, 2009 UGH! Ale się wściekłam :angryy: Nie na psiarza, ale na "pana budowlańca", który robi remont w mojej klatce schodowej. Mało mnie szlag jasny, proszę szanownych pań, nie trafił :angryy: :angryy: 20min temu wracałam z MacKenzie ( http://www.dogomania.pl/forum/f85/kenzie-mela-juz-we-wlasnym-domu-badz-szczesliwa-slodziaczku-137515/ ) od weta ( Mała znowu ma rozwolnienie i temp. 40C), a tu nagle tuż nad naszymi głowami rozległa się wiertarka - facet dobrze widział, że idę! Na moją grzecznie rykniętą prośbę " Proszę przestać, z psem chcę przejść!", facet jak nie otworzył mordy, że co go mój pies obchodzi, że on tu robotę ma, że paniusia mogłaby grzeczniej :crazyeye:... To może powinnam mu była bulecik na srebrenj tacy podać, ch*** jasna. Jakoś przy tych bluzgach przeszłam, uspokajając przy tym Kenzę, która na dźwięk wiertarki zaczęła wiać na dół. Chwilę później schodziłam do samochodu ( w drodze od weta mała postanowiła się uzewnętrznić) i oczywiście znowu było fajnie. Butem przesunęłam mu miarę - cztery schodzy tak usiane narzędziami, że nie ma jak nogi postawić, a facet w ryk że paniusia ma mu narzędzi nie kopać, że co sobie paniusia wyobraża, że kto to widział że młoda baba się tak zachowywała etc ( co do tego jak się zachowują "młode baby", to mogę mu pokazac obecne standardy :diabloti: :mad:). Jak pomyślę, że mam tego przedstawiciela motłochu ( inaczej to nazwać ciężko) oglądać co 2-3h przez cały tydzień, to jakieś takie nie koniecznie braterskie uczucia się we mnie rodzą. :-x Czy macie jakieś pomysły jak sobie z takim chamstwem radzić? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.