iskra_wroc Posted November 27, 2014 Posted November 27, 2014 Może nie chamstwo, ale lekkomyślność i głupota ludzi z którymi się ostatnio spotkałam i które mocno się na mnie odbiły.... Jakiś czas temu wracałam późnym wieczorem do domu. W zasadzie 'późny wieczór' dla części ludzi oznacza ciemną noc, ale nie zmienię przecież postrzegania świata ogółu. Mgliście było. I dżdżyście. W nieba sypała się mżawka, sprawiająca że z każdym oddechem robi ci się niedobrze. Więc idę z buta, bo autobus jak zwykle odjechał niewidzialny. Obok mnie dynda sobie smycz, a 'elementem dyndającym' jest moja suk. Leziemy więc, krok po kroku, pysk w pysk. Obie zajęte własnymi myślami. Prowadzi mnie muzyka, ją symfonia zapachów. Mimo wszystko, w takim towarzystwie miło pokonywać kilometry. Rozumiemy się bez słów, bez gestów, wystarczy spojrzenie... Przyjaźń idealna. Bezinteresowna. Cudowna. Po drugiej stronie wyboistego szlaku asfaltowego idzie podobna para. Człowiek i pies. Drobną różnicę stanowi tylko smycz, a raczej jej brak. Radosne biszkoptowe psisko biega wokół, co chwile zanurzając mokry nosek w trawie. Pewnie czytał najnowsze wydanie psiego dziennika. Gdyby zaczytał sie bardziej.... Niestety psiak nas zauważył. Ruszył biegiem z zamiarem uroczystego przywitania, bo przecież tak trzeba. Psi savoir vivre. Pan zawołał, ale widocznie nie widział potrzeby wypracowania awaryjnego przywołania ze swoim Przyjacielem. Może mu się nie chciało, może nie miał czasu.. A może uważał że jego pies jest Szarikiem, który przecież będzie wiedział kiedy jest niebezpiecznie... Człowiek tu się nie popisał. Biszkopcik nie zdążył poznać Krystynki. Przejeżdżający samochód nawet nie próbował zwolnić. Nie zatrzymał się. Nie obejrzał. Psisko wpadło pod koła,a kierowca przejechał jakby to była mała gałązka na drodze. Nie zrobił nic. Na pewno widział w lusterku wybiegającego na ulicę Pana. Na pewno widział mnie na ulicy. I na pewno słyszał krzyk Biszkopta... Tego skowytu nie da się zapomnieć. Do dziś dźwięczy mi w uszach ten ogrom cierpienia i strachu... Pan wziął psisko na ręce i pobiegł po samochód, pojechał ratować Przyjaciela. Nie mogłam im pomóc w żaden sposób... Wszystko trwało kilka sekund... Dziś spotkałam Pana na spacerze. Biszkopt nie żyje. Pogruchotane kości, stłuczenie narządów wewnętrznych. Nie było szans podobno. Pan płakał przy kilkuminutowej rozmowie.... I wiecie, najbardziej boli, że winni są wszyscy. Pan który nie zabezpieczył swojego Przyjaciela, przed jego własną ciekawością świata i sk**wiel kierowca który za nic ma życie innej istoty.. Kierowcy życzę żeby ktoś go potrącił. Niech poczuje to co ten psiak. Ból i strach. I życzę mu żeby ktoś go rowie zostawił na pastwę losu. Pan zapłacił najwyższą cenę swojej lekkomyślności. Stracił Przyjaciela i zawsze winny będzie śmierci Przyjaciela swojej córki. Bo wiecie, Biszkopcik był pupilem autystycznej dziewczynki. Dzięki niemu zaczęła się komunikować ze światem. W zasadzie dla niej był Całym Światem... Quote
KapustaPusta Posted November 27, 2014 Posted November 27, 2014 Piszesz że ciemno i pada a z drugiej strony masz żal że facet nie zwolnił. Pies wpada na ulicę bo nie na smyczy i to ma być wina kierowcy... Oczywiście powinien się zatrzymać i pomóc ale śmierć psiaka to nie jego wina tylko właściciela. Gdybym ja była kierowcą zatrzymałabym się na pewno, nie tylko po to żeby pomóc psu, ale również po to żeby wypruć flaki facetowi. Quote
Garnizowski Posted November 27, 2014 Posted November 27, 2014 Dziwne że pies w mieście szedł z właścicielem bez smyczy. Myślę że członkowie rodziny nawet jak nic nie mówią to w myślach mają do niego trochę pretensji. A on sam może ma wyrzuty sumienia. Quote
spike1975 Posted November 28, 2014 Posted November 28, 2014 Pewnie tak. I słusznie bo prawda jest taka że wina jest tego faceta. Ja nie wiem co to była za ulica i czy kierowca miał tam prawo jechać tak szybko jak jechał ale jeżeli tak, to winnym śmierci psiaka jest tylko jego właściciel. Piesek biegający bez smyczy jest fajny ale trzeba wiedzieć gdzie mu wolno to robić, gdzie jest bezpiecznie. Quote
ulvhedinn Posted November 29, 2014 Posted November 29, 2014 Wina właściciela jest bezsporna, ale... skoro Iskra pisze, że kierowca nawet nie próbował zwolnić, nie mówiąc o tym, ze się nie zatrzymał po wypadku- to trudno go określać jako niewinną owieczkę. Za to ciśnie się trochę dosadnych słów. I zbyt wiele widziałam skurwysyństwa w wykonaniu kierowców, żeby nie uwierzyć, że nie zwolnił z pełną satysfakcją. Bo owszem, byłam świadkiem m.in perfidnego rozjechania jeża - w mieście w jasno oświetlonym miejscu, a jeż to nie zwierzątko które wyskakuje znienacka. Bo sama zostałam potężnie opierdzielona za zgarnianie rannego kota z jezdni w centrum miasta ("przecież to tylko jakiś głupi kot!!!")- dla informacji kot przeżył i ma się dobrze. I niestety więcej niż raz byłam świadkiem jak reagują kierowcy na zwierzę na drodze- naprawdę nie mówię o warunkach gdzie hamowanie jest niebezpieczne, czy zdarzeniach nagłych, tylko o reakcji na psiaka na środku jezdni w środku miasta, gdzie z założenia powinno się jechać wolniej. Sensowna reakcja kierowców to niestety raczej rzadkość, zazwyczaj jest zirytowane trąbienie, także na kogoś kto usiłuje psa złapać, wyzwiska... w przypadku większego psa, przynajmniej usiłują go wyminąć, co wynika chyba z obawy o własne auto, w przypadku mniejszego psa, kota, ptaka..... Nie, nie przesadzam, tak było i ostatnio- kiedy z Terierfanką próbowałyśmy złapać ewidentnie zagubionego CTRa, tak było kiedy zgarniałam z jezdni pod swoim domem kopulujące psy (mijane o centymetry przez auta), kiedy łapałam malutkiego kociaka na środku ruchliwej jezdni, czy zgarniałam rannego gołębia. Z tych wszystkich przypadków RAZ zdarzyło się że ktoś się zatrzymał żeby pomóc. Raz. Quote
LadyS Posted November 29, 2014 Posted November 29, 2014 A ja mam zupełnie inne wrażenia - raz zdarzyło mi się zobaczyć sytuację, że facet nawet nie zwolnił i przejechał po kocie, który zresztą chwilę potem odszedł u weta. W innych sytuacjach zwykle ludzie zwalniali, nawet stawali. Quote
chounapa Posted November 29, 2014 Posted November 29, 2014 Cóż, sama znam osobę ... o ironio, weterynarza. Osoba z wioski, zawodowo zajmuje się krowami itp. Pamiętam jak się chwalił, jak przejechał psa na oczach policji i pojechał dalej... bo co mu zrobią ? "Jakby go zatrzymali, to by kazał im znaleźć osobę odpowiedzialną za psa, żeby mu za naprawę auta zapłaciła" :/ Jestem skłonna uwierzyć, że jest sporo osób jadących po zwierzętach z premedytacją. Quote
ulvhedinn Posted November 29, 2014 Posted November 29, 2014 No to historia z wczoraj.... córa sąsiadów- środek ruchliwej ulicy, Wrocław, centrum miasta. Po pasach biega szczeniątko, waga max 1,5 kg, ok 5 tygodni.... Dookoła MNÓSTWO ludzi, NIKT nie reaguje. Jedno auto omal nie rozjechało szczeniaka, drugie - łapiącej go Natalii.... o obtrąbieniu nie mówiąc. BTW Komuś szczeniaczka? Czarny podpalany, mikrusek, chłopczyk, futerko zapowiada się na kędzierzawe, lub kudłate..... Quote
Garnizowski Posted December 2, 2014 Posted December 2, 2014 Słyszałem kiedyś od znajomego że w strefie wolnej od smyczy szedł facet z psem i wołał do ludzi żeby wzięli swoje psy bo nie wie czy zdoła zapanować na swoim psem. Czy tacy ludzie mogą wchodzić do takiej strefy skoro mają psa groźnego ? Ciekaw też jestem dlaczego ludzie przelewają swój strach na psa i w sytuacji kiedy pies jest tylko ciekawy to oni wołają że jego pies się boi. Biedny jest taki pies co ma takiego właściciela/kę Quote
anorektyczna.nerka Posted December 2, 2014 Posted December 2, 2014 Dopoki nikt im nie da upomnienia/mandatu, to mogą. Znajoma ze swoim onkiem spacerując usłyszała wrzaski od obcego faceta z drugiej strony parku, że ma uważać, bo on puścił sukę z cieczką :) Quote
sidorboss Posted December 3, 2014 Posted December 3, 2014 U mnie nie ma od dłuższego problemu z biegającymi psami. Ale pamiętam pare dobrych lat temu to było nagminne. Teraz każdy pilnuje raczej swego pupila ale ciężej z wypróżnianiem się. Niektórzy idą na przeciw domu na mały trawniczek , pach pach i do domu , a ja potem po tym chodze !!! Nie lepiej się przejść gdzieś na otwarte miejsce , park , nad wodę żeby pies się trochę wybiegał. Jak ktoś nie chce nigdzie chodzić to po co mu piesek ? Quote
isabelle301 Posted December 3, 2014 Posted December 3, 2014 Chodzisz po tym trawniczku? Po co? Nie lepiej pójść na spacer gdzies dalej? Chodnikami? Jak normalny biały człowiek? Quote
Ryss Posted December 3, 2014 Posted December 3, 2014 Nie lepiej pójść na spacer gdzies dalej? Chodnikami? Jak normalny biały człowiek? Dobre. Przypomniało mi się Malarstwo białego człowieka Łysiaka. Quote
Garnizowski Posted December 3, 2014 Posted December 3, 2014 Szkoda mi psów których właściciele wychodzą tylko kucnięcie. Quote
Mylukier Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Czy tylko mi na spacerach zdarzają się takie głupie rozmowy czy Wam też... a może jestem już przeczulona? Do pytań o rasę i wyprowadzaniu ludzi z błędu już się przyzwyczaiłam i w sumie nie ma ich już tak dużo bo większość już nas zna. Teraz nastąpiła nowa moda pt. "Jaki śliczny! Pewnie był drogi, ile kosztował?, Ma rodowód? " jeżeli o cenę psa pytają się mnie znajomi, albo członkowie rodziny to nie mam żadnego problemu by im powiedzieć, ale jeżeli jest to osoba obca, którą po raz pierwszy widzę na oczy to się tylko zastanawiam po co jej to wiedzieć :? . Zazwyczaj odpowiadam, że nie wiem , że dostałam albo coś tego typu . Może trochę przesadzam, ale boję się że wyszarpną mi smycz i zabiorą psa :shock: . Ostatnio na ulicy zaczepił mnie jakiś facet, zaczął wypytywać o charakter, oczywiście cenę itp. a przy głaskaniu powiedział "lepiej niech cię pani pod sklepem nie przypina bo gdybym cię tam zobaczył to już byś była moja". Oczywiście nigdy nie przypinam psa pod sklepem bez względu na to czy to Sindi czy mój niufek... Wam też się zdarzają takie komentarze?? Co odpowiadacie w takich momentach ? Mam 5miesięczneo szczeniaka samoyeda Quote
isabelle301 Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 - ładny, a ile kosztował? - proszę zadzwonić do hodowli i sie zapytać - dla każdego kosztuje inaczej Albo wogóle nie reaguję na jakiekolwiek próby zaczepienia i pytania. Nie mam obowiązku zaprzyjaźniac sie z całym światem i nie mam obowiązku udostępniac swoich psów jako ścierek do rak kazdemu kto tylko ma na to ochotę. 1 Quote
anorektyczna.nerka Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 a przy głaskaniu powiedział "lepiej niech cię pani pod sklepem nie przypina bo gdybym cię tam zobaczył to już byś była moja" powiedzialabym, ze raczej to taki zarcik-komplemencik hehe. Skoro az tak przeszkadzaja Ci pytania i zaczepianie, to moze zalpozysz skluchawki na uszy idac na spacer? Quote
Mylukier Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Na spacerze lubie mieć kontakt ze swoim psem :) . Na początku mi to nie przeszkadzało, ale to jest irytujące kiedy ciągle mam rozpraszanego psa i ludzie na słowa "proszę nie głaskać" stają się głusi... kiedyś przykucnęła do mojego psa jakaś pani i zaczęła cmokać, psu skrócilam smycz, poprosiłam by nie głaskała i zaczynam obchdzić ją łukiem, patrze a ona idzie za mną i psem prawie, że na czworaka... próbowalam ze wszystkich sił opanować śmiech :D Quote
anorektyczna.nerka Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Też lubię, przecież ta muzyka nie musi Ci grać w słuchawkach. Ja tak robię jak mi ktoś wyrasta spod ziemi na rynku czy w centrum handlowym, wtedy mniejsza szansa, że spróbuje mi wcisnąć jakąś genialną ofertę wakacji last minute. Quote
Beatrx Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Jakby nie patrzec Twoj pies uwage na siebiebzwraca, a to chyba nie taki wielki problem odpowiedziec "to samoyed, ma rodowod, nie wiem ilekosztowal, bo to prezent". Nie trzeba wdawac sie w dyskusje, nie trzeba nawet mowic im prawdy, ale jak ktos jest mily to nie ma po co byc niemilym. Quote
a_niusia Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 a ja mam 3 takie same pieski, wiec wszyscy na nas zwracaja uwage i czesto spotykam sie z pytaniem o cene i wtedy zawsze informuje za ile mozna kupic szczeniaka w pl oraz o dzialalnosci grup adopcyjnych. co mi szkodzi. Quote
Mylukier Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Nie uważam się za gbura, ale nie lubię pytań o cenę psa :/ . Zapytanie o rodowód ok, nie ma problemu odpowiem, jak mam czas to poopowiadam o pseudo itp. niestety ceny za swojego psa podawać nie mam zamiaru :) Może z tymi słuchawkami to nie taki zly pomysł... Wypróbuję nastepnym razem Quote
anorektyczna.nerka Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Nie widzę nic złego w pytaniu o cenę, jak rozmawiam z hodowcą to jest to jedno z pierwszych pytań, w końcu mogę mu i sobie zaoszczędzić czasu, kiedy np. mogę mieć psa za 3 tysiące, a hodowca chce 6 tysięcy. 1 Quote
Mylukier Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Tylko, że ja nie jestem hodowcą :D . Podchodzisz też do każdego człowieka, którego pies Ci się spodobał i pytasz o jego cene ? Quote
badmasi Posted December 4, 2014 Posted December 4, 2014 Ja to zależy od humoru ale zazwyczaj daję się wciągnąć w gadkę o psach. Mówię, że cena za psa tej rasy waha się w granicach od do bo to zależy od hodowli, płci, umaszczenia etc. Zazanaczam, że to za ile kupiłam psa nie ma znaczenia bo to było 7 lat temu i ceny się zmieniły. Raz miałam tylko nieprzyjemną sytuację bo jak powiedziałam, że pies rasowy i kosztował ponad tysiaka to baba mnie zaatakowała, że jak można tyle wydawać na psy skoro w schroniskach tyle kundli do przygarnięcia. No i w rezultacie rozmowa przyjęła bardzo nieprzyjemny obrót :/ Teraz trochę staranniej dobieram osoby do dyskusji na temat rasy i ceny. Jeżeli widzę, że ktoś jest wyraźnie zainteresowany taką rasą i rozważa zakup to chętnie pogadam ale jeśli chce mnie linczować za kupno rasowego to wogóle odpuszczam sobie takie rozmowy, spacer w końcu nie po to jest żeby się wkurzać. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.