Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

A mnie nie obchodzi że piesek nieodwoływalny musi sobie pobiegać, bo ja chcę spokojnie przejść z psem na spacer, bez towarzystwa innych. Chodzę nieraz w grupie psów, i takie super podbiegnięcie byłoby ostatnią rzeczą co "muszący pobiegać piesek" by zrobił. Niestety, ale mogłaby to być ostatnia wędrówka pieska. I wtedy właściciela zacznie obchodzić, że nie wszystkie psy są spokojne i miłe- tylko szkoda że musi ucierpieć niewinna istota. To jest proste równanie- pies nieodwoływalny idzie na smyczy. I tyle w temacie. Na szczęście prawo jest po stronie większości wypowiadającej się. Dla mnie psy mogą latać swobodnie luzem, wcale mi to nie przeszkadza. Ale niech się nie zbliżają do nas, bo chodzę z różnymi psami i sobie tego nie życzę.

 

jesli tak to sorry: ta grupa psow powinna miec kagance i smycze.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

to jest właśnie klasyczny przykład prymitywnego chamstwa.

jakim trzeba być ograniczonym prymitywem zeby grozić innym ludziom/zwierzętom że zostaną zagryzione przez psy które wyprowadzamy to ja sobie nawet nie wyobrażam.

blokerska mentalność do kwadratu, w ogóle nawet nie ma co się wdawać w dyskusję.

 

 

 

i kiedy mój pies jest zagrożony, nieważne czy fizycznie czy psychicznie, to będę go bronić. skoro świat ma prawo puszczać swoje pieski do mojego, to ja mam prawo je odesłać w jakiś sposób tam, skąd przyszły 

 

i jak rozumiem stosując tego rodzaju prostacką filozofię opartą na zasadzie "oko za oko, ząb za ząb" wciąż uważasz ze to nie ty jesteś chamem. ciekawe.

Posted

A mnie nie obchodzi że piesek nieodwoływalny musi sobie pobiegać, bo ja chcę spokojnie przejść z psem na spacer, bez towarzystwa innych. Chodzę nieraz w grupie psów, i takie super podbiegnięcie byłoby ostatnią rzeczą co "muszący pobiegać piesek" by zrobił. Niestety, ale mogłaby to być ostatnia wędrówka pieska. I wtedy właściciela zacznie obchodzić, że nie wszystkie psy są spokojne i miłe- tylko szkoda że musi ucierpieć niewinna istota. To jest proste równanie- pies nieodwoływalny idzie na smyczy. I tyle w temacie. Na szczęście prawo jest po stronie większości wypowiadającej się. Dla mnie psy mogą latać swobodnie luzem, wcale mi to nie przeszkadza. Ale niech się nie zbliżają do nas, bo chodzę z różnymi psami i sobie tego nie życzę.

Obawiam się, że gdyby trfiło na człowieka z odpowiednimi motywacjami - byłby to takze osttni spacer owej grupy piesków

Posted

 

i jak rozumiem stosując tego rodzaju prostacką filozofię opartą na zasadzie "oko za oko, ząb za ząb" wciąż uważasz ze to nie ty jesteś chamem. ciekawe.

 

wciąż uważam, że moim obowiązkiem jest bronienie mojego psa. nie wiem czemu uważasz, że właściele podbiegaczy "mają prawo", a właściciele psów lękliwych prawa nie mają. na szczęście, w razie co, to nie ja dostanę mandat, tylko właściciel psa będącego luzem :D

Posted

Obawiam się, że gdyby trfiło na człowieka z odpowiednimi motywacjami - byłby to takze osttni spacer owej grupy piesków


Grupa piesków trafia na szczęście na normalnych właścicieli, którzy albo mają normalne psy, albo nienormalne prowadzą na smyczy. Kiedy każdy będzie pilnował swojego psa nie będzie problemu. Nasze psy idą na smyczy, część ma kagańce, a nie będziemy się nie umawiać czy chować po klatkach bo piesek musi podlecieć. Nigdy nie doszło do zagrożenia, wszyscy żyją, dochodzą nowi psiarze, tylko trzeba umiejętnie przeprowadzić zapoznanie a nie "hulaj dusza". Nasze psy nie podchodzą do nikogo, więc nie życzymy sobie podbiegania piesków samopas. Tylko tyle. Albo aż z tego co widzę.
Posted

 

 

nie wiem czemu uważasz, że właściele podbiegaczy "mają prawo", a właściciele psów lękliwych prawa nie mają.

 

Ja wcale nie uważam żeby człowiek który nie kontroluje swojego psa robił dobrze. Tak jak nie uważam żeby kierowca który ochlapie przechodnia zrobił dobrze. tyle że to jest robione z nieuwagi, niefrasobliwości, bezmyślności. Ale sorry jeżeli ten przechodzień weźmie cegłę i wywali w samochodzie szybę albo klucz i porysuje lakier, czy tu w przypadku psów zacznie się awanturować albo co gorsza zrobi coś złego temu psu to moja opinia kto tu jest chamem i prymitywem jest oczywista.

Wy mówicie - lękliwy pies. OK, jasne, zdarzają się takie. tak samo jak i zdarzają się ludzie którzy się psów boją. no ale że takie przypadki się trafiają to nie sposób popadać w paranoję i wszędzie dopatrywać się ludzi i psów z problemami psychicznymi.

Posted

piesek moze podleciec zawsze. jestesmy za swojego psa odpowiedzialni.

 

WŁAŚNIE! I o to nam wszystkim tu chodzi. Jesteśmy za swojego psa odpowiedzialni - za to, żeby nie zaczepiał (nie niszczł ubrań, nie wszczynał awantur) innych ludzi i psów oraz za to, żeby nasz zasmyczowany pies nie zrobił krzywdy innemu.

Posted

piesek moze podleciec zawsze. jestesmy za swojego psa odpowiedzialni.


I w tym się zgadzam. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni, a nie tylko ja jestem odpowiedzialna za wszystkie psy z okolicy. Ja pilnuję tylko swojego (który akurat podbiegaczom nic nie zrobi, więc nie o mojej jest mowa).
Posted

 

 

piesek moze podleciec zawsze. jestesmy za swojego psa odpowiedzialni.

 

Myślę że niepotrzebnie dajesz się wkręcać pannie bokersównie. To tylko taka blokerska napinka typu "podskocz do mnie to cię załatwię" :) Zeby faktycznie psy mogły jakiegoś zabić to muszą być to silne psy. Jeżeli jest ich kilka to utrzymanie kilku silnych psów na smyczy w czasie zwykłego spaceru jest zwyczajnie niemożliwe. One by były niebezpieczne dla każdego bo zawsze mogą zauważyć coś wcześniej niż człowiek i się wyrwać. Więc jeżeli faktycznie chodzą razem to albo nie są wcale takie groźne albo są odpowiednio zabezpieczone a panna blokersówna tu pajacuje.

 

Co oczywiscie nie zmienia miary jej prymitywizmu bo żeby chełpić się tym że "jak do mnie podbiegnie to może to być ostatni raz w życiu" to trzeba być prymitywnym nieprawdopodobnie bez względu na to czy to prawda czy nie.

Posted

 

isabelle301...jest coś takiego, jak pewne niepisane prawa, zwyczaje, zasady społeczne, które służą m.in. temu, aby żyło się przyjemnie i bezkonfliktowo. 

zdaje się, że wydziernie w duecie z rzucaniem mięsem, przekleństwa, groźby i kopanie czyjegoś psa takze się w owych normch mieszczą.

czyż nie?

Czy też może normy owe dotyczą tylko tych wszystkich innych wokół nas natomiast my sami jesteśmy ponad to?

Bo takie właśnie od dawna , czytając ten wątek, odnoszę wrazenie.

Mało tego - jedyne chamstwo jakie tu widzę to chamstwo opisujących przerózne sytuacje osób. 

Moze więc nalezy zmienić tytuł wątku n 

" Opowiem wam o moim chamstwie"

Posted

Myślę że niepotrzebnie dajesz się wkręcać pannie bokersównie. To tylko taka blokerska napinka typu "podskocz do mnie to cię załatwię" :) Zeby faktycznie psy mogły jakiegoś zabić to muszą być to silne psy. Jeżeli jest ich kilka to utrzymanie kilku silnych psów na smyczy w czasie zwykłego spaceru jest zwyczajnie niemożliwe. One by były niebezpieczne dla każdego bo zawsze mogą zauważyć coś wcześniej niż człowiek i się wyrwać. Więc jeżeli faktycznie chodzą razem to albo nie są wcale takie groźne albo są odpowiednio zabezpieczone a panna blokersówna tu pajacuje.

Co oczywiscie nie zmienia miary jej prymitywizmu bo żeby chełpić się tym że "jak do mnie podbiegnie to może to być ostatni raz w życiu" to trzeba być prymitywnym nieprawdopodobnie bez względu na to czy to prawda czy nie.

Idealna interpretacja :loveu: Przecież człowiek może tylko sam wychodzić, takie samotne stworzenie :loveu:



Przykro mi spike, ale posiadam kogoś takiego jak znajomi ;) Może obco brzmi, ale istnieje...

I ja nigdzie nie napisałam że podbiegacz zostanie zagryziony, to twoja interpretacja.
Posted

Jeżeli na jednego groźnego psa na smyczy przypada jeden właściciel który tę smycz skutecznie trzyma to nie ma w ogóle mowy o tym żeby te psy mogły cokolwiek zrobić jako grupa. Więc straszenie że "jak podbiegnie to ręka noga mózg na ścianie" to faktycznie tylko taka napinka. No cóż, jak ktoś tego potrzebuje to proszę bardzo.

Posted

Jeżeli na jednego groźnego psa na smyczy przypada jeden właściciel który tę smycz skutecznie trzyma to nie ma w ogóle mowy o tym żeby te psy mogły cokolwiek zrobić jako grupa. Więc straszenie że "jak podbiegnie to ręka noga mózg na ścianie" to faktycznie tylko taka napinka. No cóż, jak ktoś tego potrzebuje to proszę bardzo.


A nie pomyślałeś że grupa psów złożona z 6-8 psów dużych i bardzo dużych może zrobić krzywdę podbiegaczowi (jeśli np jest mały) w ogólnej kotłowaninie, mimo smyczy i kagańca? U mnie w mieście doszło do zdeptania yorka przez 1 owczarka, w przypadkowej zabawie (w domu, psy jednej właścicielki). Yorczek (wtedy szczeniak, teraz dorosły) niestety jeździ na wózku, ma problem z kręgosłupem, tak onek niefortunnie go załatwił bawiąc się piłeczką. Nie chcę wiedzieć do czego by doszło przy większej ilości psów.
Posted

Grupa piesków trafia na szczęście na normalnych właścicieli, którzy albo mają normalne psy, albo nienormalne prowadzą na smyczy. Kiedy każdy będzie pilnował swojego psa nie będzie problemu. Nasze psy idą na smyczy, część ma kagańce, a nie będziemy się nie umawiać czy chować po klatkach bo piesek musi podlecieć. Nigdy nie doszło do zagrożenia, wszyscy żyją, dochodzą nowi psiarze, tylko trzeba umiejętnie przeprowadzić zapoznanie a nie "hulaj dusza". Nasze psy nie podchodzą do nikogo, więc nie życzymy sobie podbiegania piesków samopas. Tylko tyle. Albo aż z tego co widzę.

Tak się akurat składa ze my takze nalezymy do tkiej grupy psów. W tej chwili jest on mła ale bywły momenty kiedy wieczorową pora grupa liczyła ponad 20 psów wszelkiej masci. Żaden nie miał kagańc, żaden nie był na smyczy. I żaden podbiegacz nie był w żaden sposób zagrożony. Jedni byli przyjmowni do grupy (stada)  inni nie ale zalezało to bardziej od człowieków owych psów. Jak człowiek był przyjazny to wszyscy byli przyjaźni. Jak człowiek mił pretensje - atmosfera gęstniała i obcy zmykał gdzie pieprz rośnie choć sam przylazł. 

Jakoś to zawsze jednk od człowieka zalezy - zachowanie psa. 

Ja idąc na spacer już tylko rzucm okiem na psa, bardziej skupiam się na jego człowieku - jak debil = m psa debila; jak człowiek ok = pies normalny (normalny wbrew zapowiedziom Berka że nie ma takiego)

Posted

Wypadek się może zdarzyć zawsze. Tak myśląc to nie powinno się w ogóle dopuszczać małych psów do dużych ale po co to straszyć? Obejrzałem sobie twoją galerię. Masz takie fajne stadko a walisz tu tekstami jak ostatni prymityw.

Posted

Tak się akurat składa ze my takze nalezymy do tkiej grupy psów. W tej chwili jest on mła ale bywły momenty kiedy wieczorową pora grupa liczyła ponad 20 psów wszelkiej masci. Żaden nie miał kagańc, żaden nie był na smyczy. I żaden podbiegacz nie był w żaden sposób zagrożony. Jedni byli przyjmowni do grupy (stada)  inni nie ale zalezało to bardziej od człowieków owych psów. Jak człowiek był przyjazny to wszyscy byli przyjaźni. Jak człowiek mił pretensje - atmosfera gęstniała i obcy zmykał gdzie pieprz rośnie choć sam przylazł. 
Jakoś to zawsze jednk od człowieka zalezy - zachowanie psa. 
Ja idąc na spacer już tylko rzucm okiem na psa, bardziej skupiam się na jego człowieku - jak debil = m psa debila; jak człowiek ok = pies normalny (normalny wbrew zapowiedziom Berka że nie ma takiego)

  
No u nas niestety grupka składa się z różnych psów, opanowanych w różnym stopniu. Nigdy nikomu krzywda się nie dzieje ale też nikt nie podlatuje tak o, zawsze jest najpierw rozmowa. Moja sunia jest dominująca, ale krzywdy nie robi. Niestety, stado zawiera 2 samce niezbyt łagodne, które są zakagańcowane, ale i z nimi problemów nie ma większych, dają się opanować słownie. I nie napisałam że nasze stado zagryzie. Jedynie może dojść do wypadku, o który w takiej grupie na smyczy jest niestety łatwiej niż luzem. Co nie znaczy że nie przyjmiemy psich kumpli poniżej jakiejś wagi- zapoznanie zrobione z głową i nowi dochodzą (obecnie szczeniak onka, teraz już większy, ale jak miał 2 miesiące to dołączył). Jeśli jesteśmy na "psiej polanie" sytuacja jest inna- wtedy pod biegacz mniej przeszkadza, bo psy luzem, zajęte sobą, pojedynczo witają nowego. Na smyczy niestety jest zupełnie inaczej, 2 psy się bardziej spinają, a i wlatywacz pod nogami jest zagrożeniem samym w sobie, przez plątaninę.

Wypadek się może zdarzyć zawsze. Tak myśląc to nie powinno się w ogóle dopuszczać małych psów do dużych ale po co to straszyć? Obejrzałem sobie twoją galerię. Masz takie fajne stadko a walisz tu tekstami jak ostatni prymityw.

No właśnie, może się zdarzyć... I z moich obserwacji może do tego dojść najczęściej podczas takiego zapoznania na "hurra". Bo potem stado potrafi uważać na maluchy,czego dowodem jest np mój cały i zdrowy jamnior. Ale jego zapoznały jak były luzem, pojedynczo, a i jamnior był początkowo na smyczy.
Posted

Z moich obserwacji - stado luzem (psy wielkie , duże, małe i mikrusy) na obcego reguje zawsze tak samo. Najpierw wychodzi jeden - najczęściej samiec który w stadzie rozdaje łaski i głaski, oraz strzały zębami, za nim idą i stają po bokach dwie najsilniejsze i najstabilniejsze samice, potem reszta. Nie ma tu nic na hurra... jest ściśle określona kolejność. Natomiast obcy widząc stado zachowuje się takze nieco z dystansem... 

Jedyny wypadek który moze się zdarzyć - to wypadek podczas szaleńczych zabaw. Nigdy w trakcie zapoznawania. I z własnego doświadczenia wiem - najlepiej gdy ludzie wogóle się w to nie mieszają. Najlepiej dla wszystkich.

Ale oczywiście sytuacja dotyczy psów stabilnych, oraz na luzie a nie na smyczy gdy kazdy chojraczy

 

I dlatego własnie - ze względu na bezpieczeństwo - nasza grupa zawsze jest niezwykle chamska, i mając w nosie pretensje, uwagi i komentarze - zawsze spaceruje z psami na luzie.

Posted

"Pies musi być pod kontrolą" - Tak brzmią przepisy w każdym jednym mieście. Pod kontrolą, oznacza "jest na smyczy, bądź wraca odwołany". Jeśli jakimś cudem właściciel traci kontrolę nad psem, powinien za nim iść i jak najszybciej to możliwe kontrolę odzyskać. 

 

Dlaczego ?

 

- dlatego że drugi pies może uznać że w samoobronie rozszarpie mu gardło

- dlatego że może pobrudzić osobę idącą właśnie obok 

- dlatego że może przewrócić dziecko ... i o ile dziecko nie wyrżnie głową o beton, pewnie dałoby się to jakoś wytłumaczyć.. tylko po co ryzykować?

 

Nie wyobrażam sobie, co trzeba mieć w głowie, by kompletnie nie zareagować na to, że pies komuś przeszkadza. Nie mówię już o robieniu krzywdy. Mi przeszkadza jak skaczą po mnie obce psy i mam prawo do tego, by obce psy po mnie nie skakały. Mojemu psu przeszkadza jak go straszą i również mamy pełne prawo do tego, by tego nie robiły. 

 

Jak wspomniałam w pierwszym poście na ten temat. Skoro właściciel nie umie używać mózgu i myśleć o innych... będę myśleć o tym sama, choćby miało to oznaczać noszenie gazu pieprzowego w kieszeni. Bo zarówno ja jak i moja sunia, mamy takie samo prawo do relaksu na spacerze jak nieodwoływalny pies ze swoim niemyślącym właścicielem.

 

Skoro ja nauczyłam swojego "psychotycznego" psa wracania na zawołanie, niezależnie od sytuacji... to dlaczego inni nie mogą tego samego nauczyć swoich "całkiem normalnych" psów by nie stwarzały zagrożenia dla siebie i innych ?

Posted

Wypadek się może zdarzyć zawsze. Tak myśląc to nie powinno się w ogóle dopuszczać małych psów do dużych ale po co to straszyć? Obejrzałem sobie twoją galerię. Masz takie fajne stadko a walisz tu tekstami jak ostatni prymityw.

 

Myslę, że M@rt@ (nie wiem nawet jak to odmienić) chodziło raczej o to, ze jeśli do takiej grupy podbiegł pies i zaatakował, któregoś z jej członków, to mogłoby się dla niego źle skończyć. Stado w takim wypadku reaguje natychmiasto i "zbiorczo" i rzeczywiście może się to fatalnie dla napastnika skończyć.

Powiem szczerze, że w przypadku jeśli jakiś pies latający luzem rzuca się do psa idącego na smyczy i zostanie pogryziony, to wina jest ewidentnie po stronie właściciela psa latającego luzem. Dla mnie zasada jest prosta, nie panuje się nad psem, to się go luzem nie puszcza, albo puszcza w takich miejscach, gdzie można obserwować otoczenie, aby zdążyć psa przechwycić, gdy inny pojawi się na horyzoncie.

Posted

Z moich obserwacji - stado luzem (psy wielkie , duże, małe i mikrusy) na obcego reguje zawsze tak samo. Najpierw wychodzi jeden - najczęściej samiec który w stadzie rozdaje łaski i głaski, oraz strzały zębami, za nim idą i stają po bokach dwie najsilniejsze i najstabilniejsze samice, potem reszta. Nie ma tu nic na hurra... jest ściśle określona kolejność. Natomiast obcy widząc stado zachowuje się takze nieco z dystansem... 
Jedyny wypadek który moze się zdarzyć - to wypadek podczas szaleńczych zabaw. Nigdy w trakcie zapoznawania. I z własnego doświadczenia wiem - najlepiej gdy ludzie wogóle się w to nie mieszają. Najlepiej dla wszystkich.
Ale oczywiście sytuacja dotyczy psów stabilnych, oraz na luzie a nie na smyczy gdy kazdy chojraczy
 
I dlatego własnie - ze względu na bezpieczeństwo - nasza grupa zawsze jest niezwykle chamska, i mając w nosie pretensje, uwagi i komentarze - zawsze spaceruje z psami na luzie.

Właśnie jak napisałaś- tak się witają na luzie. Na smyczy tak pięknie wcale nie jest z tego co widzę- i nie, nie chodzi o to że się rzucają i gryzą- tylko następuje chaos i plątanina. Niestety, dopóki nie dojdziemy do "naszego" miejsca psy idą na smyczy. A jak puszczamy luzem, to nie pozwalamy się oddalać do obcych psów jeśli widzimy, że ktoś z psem idzie z boku i raczej nie chce kontaktu ze sforą. Staram się zrozumieć, że psy są różne, nie każdy chce mieć styczność z innymi bo jego pies może być chory/agresywny/lękliwy czy jakikolwiek. To wcale nie tak dużo, jedno zawołanie lub przytrzymanie oporniejszych psiaków. Bo mimo że jesteśmy na spotkaniu pisarzy, to nie zabronimy przechodzić tam ludziom, mają takie prawo, a wręcz większe niż my- bo pies ma być na smyczy lub w kagańcu, więc łamiemy prawo. Jeśli podbiega do sfory biegającej luzem- ok, widocznie właściciel tego chce lub nie panuje i pies tego chce. Ale jeśli idziemy na smyczy to wolę nie mieć styczności z podbiegaczami dla bezpieczeństwa- zapytanie to nic trudnego, może się umówić na spacer luzem z nami lub spokojne przywitanie pojedynczo.
Posted

 

 

Skoro ja nauczyłam swojego "psychotycznego" psa wracania na zawołanie, niezależnie od sytuacji... to dlaczego inni nie mogą tego samego nauczyć swoich "całkiem normalnych" psów by nie stwarzały zagrożenia dla siebie i innych ?

 

Bo inni nie są tobą. Bo są znacznie bardziej lekkomyślni niż ty, bo nie potrafią zająć się psem tak jak ty i go wychować, bo pełno jest ludzi którzy jedyną odpowiedź jaką widzą na nieposłusznego psa to założyć mu kolczatkę.

Mój pies został ostatnio ugryziony. Ugryzła go suka, którą na smyczy prowadziła kobita na oko z 70 lat, staruszka jednym słowem. I ona się jej wyrwała, doskoczyła i cap. Wina jej jest ewidentna ale co, miałem ją po łbie natrzaskać? To była biedna, przestraszona babcia która wyprowadzała sukę którą jej syn przygarnął gdzieś z lasu. Kagańca jej nie założyła bo ona nie umie chodzić w kagańcu więc kładła jej się na ziemi i nie chciała się ruszyć. Co miałem powiedzieć, - chamstwo? Nie. Po prostu brak umiejętności, brak zdecydowania, naiwne nadzieje ze "nic się nie stanie" i tyle. No i mój pies padł tego ofiarą.

A co tu mówić o psach które agresywne nie są i nie gryzą tylko są niewychowane, nie wracają i chcą się bawić. Ci durni właściciele chcą dla nich jak najlepiej więc je od czasu do czasu puszczają ze smyczy. A że nie umieją ich odpowiednio wychować to mamy "podbiegaczy". A że właściciel takiego podbiegacza nie chce ganiać za nim od psa do psa to macha ręką i sam siebie przekonując że "on chce się tylko bawić" pozwala mu na więcej niż psu powinno się pozwolić.

Posted

no wiesz, ale jesli ten podbiegacz znany jest na dzielni z tego, ze jest po prostu agresywny i leci na twojego psa, to juz inaczej patrzysz na sprawe.

 

serio, ja nie mam zadnych problemow z psami. jak mam, to je eliminuje.

jestem mega luzakiem na spacerach.

 

ale, gdy na jedna z moich suk zaszarżował taki wlasnie kundel i sie na nia rzucil, a ona byla szybsza i 5 razy sprawniejsza fizycznie i troche sytuacja potoczyla sie nie po myli atakujacego, to mysle, ze tylko fakt, ze ten kundel byl do szycia  sprawil, ze nie zabilam tego wlasciciela  golymi rekami w afekcie. akurat ten z moich pieskow, ktorego spotkala ta przygoda w ciemie bity nie jest, ale gdyby ten pies - w typie amstaffa, serio zaatakowal ktoras z moich pozostalych dwoch suk, to nie mialabym co zbierac.

co wiecej: moj pies byl tuz kolo mnie, robil sztuczke za ciasteczko. nie zdazylam nawet zareagowac. 

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...