Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dla mnie rzecz jest prosta - nie puszczamy swojego psa do innych, nieznanych psów bez wyraźnej zgody i aprobaty właściciela. Nie socjalizujemy na siłę obcych psow, nie pouczamy innych właścicieli co do tego jak wychowują swojego psa. Jeżeli inny pies jest lękliwy, agresywny nie staramy się na siłę dzięki swojemu psu te lęki oswoić. Zdarza się, że nasz pies wyłamie sie z komendy i podejdzie do obcego psa na smyczy, wtedy bez szemrania zabieramy swojego burka. To, że nam wydaje się, że nasz pies chciał się "tylko pobawić/przywitać" to niekoniecznie to właśnie musi oznaczać. Psy mają całą gamę zachowań, które są dla nas niedostrzegalne i potencjalna zabawa równie dobrze może być potencjalną dominacją co może sprowokować osaczonego psa do zachowań agresywnych i obrony. Bywa, że nastroje psow zmieniają się w sekundę, nasz zazwyczaj pogodny i cierpliwy pies może w po chwili zmienić swoje nastawienie w zetknięciu z psem wykazującym np. agresję lękową i wtedy pozamiatane…Psy nie przepadają za lękliwymi osobnikami i często po psiemu dają pokaz swojego niezadowolenia co właścicielowi psa lękowego niekoniecznie musi się spodobać. Dajmy żyć innym i szanujmy ich przestrzeń osobistą.
 

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Evel, niestety w moim (naszym) mieście można prowadzić psa na smyczy lub .... bez smyczy.

Nie ma obowiązku bezwzględnego smyczowania. Pies może iść bez smyczy pod warunkiem, że znajduje się "pod kontrolą" właściciela. Tu kobieta możew spierać się, że jej pies był "pod kontrolą". Przecież nie przyzna się, że nie dopilnowała. ;-)

Tak jak niedawno pewna pani usiłowała wmówić mi, że ma psa wyszkolonego.... tylko się jej nie słucha. :-D

 

Ty to i tak masz szczęście. Masz spore psy (przynajmniej jednego). Na pewno większe od myszy. Rav da radę obronić się w razie W. 

Ja mam małe suczki. :( Mikre wręcz. Nie raz zdarzyło się, że wielkie, wesołe, nadpobudliwe pieseczki wpadały na mnie i na moje psiaki. Tratując je przy tym radośnie. Albo wgniatając w glebę, bo "pieski się muszą ustawić". Taaaak, takie same szanse w starciu ma 2-2,5 kg szczeniak co 30-40 kg dorosły pies. :roll: Teraz jak młoda dobiła do 4 kg to szanse się wyrównują. :grins: Bo co to znaczy 10 razy większa masa? Oczywiście właściciel gdzieś z tyłu, najczęściej zupełnie niezainteresowany tym co robi pupilek. Bo on taki radosny. Przy atakowaniu jest o tyle lepiej, że własciciel przynajmniej próbuje złapać swojego. Czasem duże próbują upolować małe. Nie zawsze w formie zabawy. Radzenie sobie "kulturalnie" nie działa (no poza obelgami). Pozostaje wykazać się chamstwem albo odpuścić i czekać co będzie. A potem to pewnie tylko kwestia czasu jak i z moich psów zrobiłyby się małe, rozhisteryzowane piranie rzucające się na duże psy.

 

Oczywiście rzucać się będą na smyczy. :painting:

Posted

A przede wszystkim :

częściej sie do siebie usmiechamy zamiast jazgotac z daleka, rzucać wyzywające spojrzenia, żądac i nakazywac albo po trupach egzekwowac swoje prawa

I naprawde zyje sie lepiej, łatwiej i przyjemniej.

 

Chyba epistoły długości rolek papieru toaletowego musiałabym tu pisac bo ten podszedł bez pytania ze swoim psem a Gambol wyłozył sie brzuchem i nie chciał wstac przez 15 minut...  a tamten puscił swojego do zabawy akurat jak ja siegałam aby gnojka przypiąć bo mi sie spieszyło i dzieki bezmyslności ganiałam pół godziny wdzięcznie w bucikach wyjściowych po gówienkach na trawce spóźniając się do pracy godzinę...

 

To wszystko jest w normie...

Nie zyjemy na pustyni ani w pustym kosmosie.

Posted

Pies nie byl pod kontrola, no chyba ze uznamy, ze jak pies na wolanie spieprza w druga strone to jest usluchany i kontrolowany :grins:

Mysle, ze SM by nie miala takich rozterek ;)

Posted

Nie Rashelek - nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie.

Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu. Po to w końcu psa posiada. I nie musi sie zastanawiac że ktos ma psa lekliwego/agresywnego/chorego/kalekiego/z cieczką/ krostą na nosie/ odpowiednie wstaw w miejsce wielokropka... Bo to NIE JEST JEGO PROBLEM, i przesadą z Twojej strony jest przerzucanie swojego problemu na otoczenie.

 

 

No pewnie, jestem młoda, zdrowa w tramwaju siedzę i nie ruszam się z miejsca, bo co mnie obchodzi, że ktoś inny  bardziej potrzebuje miejsca siedzącego. Po to są miejsca siedzące żeby posadzić tyłek i mieć komfortową jazdę  .

Posted

Evel, może to jest jakiś sposób. Tylko czy Straży wystarczyłoby patroli do wyjazdów na zgłoszenia. :-D

 

No pewnie, jestem młoda, zdrowa w tramwaju siedzę i nie ruszam się z miejsca, bo co mnie obchodzi, że ktoś inny  bardziej potrzebuje miejsca siedzącego. Po to są miejsca siedzące żeby posadzić tyłek i mieć komfortową jazdę  .

:smile: Fajna analogia.

 

Tak się zastanawiam, czy nie da zrelaksować się spacerem mając psa na smyczy? I spuścić w miejscu mało uczęszczanym.

Dla mnie to nie problem. Naprawdę milej spaceruje się wykłócając się z ludźmi na których wpada nasz radosny pieseczek? :icon_roc:

Nie każdy ma obowiązek kochać psy .... każdego napotknego psa. Warto byłoby to uszanować.

 

Nie wpadamy każdej napotkanej osobie w ramiona. Przynajmniej ja nie wpadam. :grins:

Posted

Niestety chyba nie jest to uregulowane prawnie. Dzieci z potężnym, agresywnym psem same na spacerze?

Pomijając już nawet oczywisty fakt że jakiemuś psu może stać się krzywda, taka sytuacja stwarza zagrożenie dla ludzi. 

 

Ja po prostu napisałam, jak zachowanie które opisałaś może wpłynąc na drugiego psa. Jeżeli to było krótkie i jednorazowe, nie powinno na tamtego psa tak podziałać.

Co do powyższego, gdybyś miała nagranie filmowe, jak tamten chłopak ma problem z opanowaniem psa lub chociaż nagranie głosu małolata, to mogłabyś napuścić SM. Bez dowodów, świadków nie masz co zgłaszać, chyba że do dzielnicowego, może ma inne zgłoszenia w tej sprawie.

Możesz też przejrzeć jakie zasady obowiązuja w Twoim mieście, czy np: ten pies nie powinien być w kagańcu. Zasada ogólna jest prosta, pies musi być pod kontrolą własciciela, tu na kontrola była iluzoryczna.

Posted

"nie wolno Ci wymagac od ludzi aby o Tobie mysleli. Maja o czym/kim myślec i Twoja skromna osoba nie mieści sie w tym zakresie. Idzie sobie człowiek z psem... normalnym psem i ten człowiek wie o tym że ma normalnego psa. On NIE MUSI czaić sie non stop. Może sobie spokojnie spacerowac i zazywac relaksu."

 

 

To nie była tzw. krwawa ironia? Ty tak na serio?

 

(wolę się upewnić)

Posted

Oczywiście ze to było na serio. Co tu Twoim zdaniem nie jest serio? Naprawdę łudzisz się że ktokolwiek będzie zastanawiał się czy czasami twój pies nie jest lękliwy albo jakiś inny wrażliwy i będzie wokół ciebie chodził na paluszkach co by go przypadkiem nie urazić?

Wypadało by tobie zadać twoje własne pytanie: Ty tak na serio?

Oczywiście w idealnym swiecie nie było by psów nieposłusznych. Każdy byłby dobrze wychowany i wracał do pana na jedno skinienie paluszkiem. Ale tak nie jest, nie było i nie będzie.

Jeżeli mamy sytuację że na smyczy i w kagańcu trzymane są psy agresywne, które gryzą i robią krzywdę innym to już jest bardzo dobrze, bo to wcale nie jest takie oczywiste.

A sytuacji gdy podbiega do nas jakiś radosny piesek i chce się bawić a jego pan jest z tego zadowolony i w ogóle nie zwraca uwagi na to że twój się tego boi albo że mu się nie podoba to jeszcze przez dłuuuuuuuuuuuuuuuuugie lata nikt z nas nie uniknie, choć oczywiście w świecie idealnym coś takiego nie miało by miejsca.

No i teraz mamy dwa wyjścia:

 

1. zareagować tak jak ja polecam. wziąć o ile to możliwe odpowiedzialność za spotkanie tych psów i sprawić żeby przebiegło w maksymalnie niekonfliktowej atmosferze. to nie powinien być problem dla wysokiej klasy dogomaniackich specjalistów od behawioru ;)

 

2. zrobić drugiemu człowiekowi awanturę, postraszyć go strażą miejską policją i 25 brygadą kawalerii powietrznej z tomaszowa mazowieckiego. wreszcie sięgnąć po broń ostateczną to znaczy obsmarować drania na dogomanii, "jechać" po nim przez 3 strony z koleżankami i odnieść druzgocące zwycięstwo moralne.

 

no i to jest nasz wybór co będzie dla nas przyjemniejsze w ogólnym rozrachunku. ja tam za każdym razem wybieram pierwszą wersję i to się sprawdza w moim wypadku. wolę już rozrzucić te wasze "15 kg karmy" niż żreć się z właścicielem tamtego psa, stresować przy tym mojego, tego drugiego, jego właściciela i samego siebie, no i w ostateczności zrobić sobie z niego wroga.

 

 

 

 

Niezależnie od tego co sądzicie o moim zachowaniu już tego nie zmienię i muszę się pogodzić z sytuacją. Pytanie raczej co dalej? Dzieciaki spotkane pod moim blokiem......Na pewno spotkam je jeszcze raz....I jak wtedy się zachować? Przyznaję że nie najlepiej czuję się w roli ofiary. Z drugiej strony przeważnie jestem ze szczeniakiem. Nie chciałabym żeby oberwał (nie ma szans przeżyć konfrontacji) ale nie mogę też być zastraszona przez jakiegoś osiedlowego gnojka.

 

moim zdaniem to jest sprawa do zgłoszenia na policję. ja bym się w ogóle nie wahał. ustal miejsce zamieszkania szczeniaków i po prostu zgłoś to. złożą gówniarzom wizytę to się uspokoją a gdyby w przyszłości do czegoś doszło (nie tylko z tobą ale z kimolwiek innym) to policja będzie miała odpowiednią notatkę w kartotece odnośnie tego psa i jego właścicieli. oczywiście za to co zrobili żadnej kary raczej nie poniosą ale to jest materiał który może zostać użyty w przyszłości a jeżeli tego nie zgłosisz to "sprawy nie było" i gdyby ich pies np kogoś kiedyś pogryzł to będą rżnąć głupa że to "wypadek", że wcześniej wszystko było bez zarzutu i oni się "nie spodziewali".

oczywiście to nie ma nic wspólnego z radośnie podbiegającym do nas w zabawie psiakiem, żebyście mi tu nie wmawiali.

Posted

Wróg mojego psa jest moim wrogiem ;]

 

Spike, dla mnie oczywistym jest, że szanuję przestrzeń osobistą innych użytkowników podwórka. Co oznacza, że zanim Lilo podbiegnie, opiekun drugiego psa jest pytany o pozwolenie. Tego samego wymagam od innych ludzi, moja przestrzeń jest moja i nie muszę sobie życzyć by mi psy po nogach skakały. Bardzo, bardzo chamskim jest inne zachowanie, co szczególnie dało nam w kość jak Lilo miała cieczkę a ja odnosiłam psy do ich właścicieli trzymając je pod pachą. No z tym ostatnim bym sobie nie poradziła niestety. O chamstwie tu rozmawiamy i o chamstwie piszę, bo szczytem chamstwa jest cieszyć się ze strachu żywej istoty. Kropka ;). 

 

 

Dziś dla odmiany Lilo wyluzowała i uznała że ten ciut większy od niej czarny pies, którego zapoznawała ostatnio, wciąż jest ciekawy. Szkoda że się szybko zabrał, mogliby się ładnie pobawić. Ale żeby nie było idealnie, udało jej się oszczekać jednego pijanego przechodnia :roll: . Przeprosiłam, na co Pan stwierdził że jest śmieszna.

Posted
Bardzo, bardzo chamskim jest inne zachowanie,

 

 

Nie wszyscy się jak widać z tą opinią zgadzają. Ja na przykład jestem może trochę konserwatywny w poglądach i bynajmniej nie zachwyca mnie świat w którym niedługo będę musiał pisać podania żeby się do kogokolwiek zbliżyć. Nie wiem ile ty masz lat ale jeszcze głupie 30 lat temu, za mojego dzieciństwa, pomysł żeby kogokolwiek pytać o zgodę bo pies do psa chce podejść byłby co najwyżej opowiadany w dowcipach z serii "co to jest szczyt idiotyzmu".

Mi się nie podoba wcale kierunek zmian taki, że obecnie w przedszkolu żeby pani mogła sprawdzić dzieci czy nie mają wszy musi mieć pisemne oświadczenia rodziców że wyrażają na to zgodę. Niedlugo będziecie domagały się ode mnie uzyskiwania zgody na powiedzenie sąsiadowi dzień dobry bo przecież on sobie "może nie życzyć" żebym się do niego odzywał. Paranoja to jest i wcale nie uważam normalnego, zwyczajnego zachowania właścicieli psów za "chamstwo". Raczej uważam że wy jesteście przewrażliwione i robicie "z igły widły".

 

Oczywiscie ta kobieta z twojej historii powinna się inaczej zachować i powinna kontrolować tego psa ale raczej określiłbym jej zachowanie jako niefrasobliwość lub nonszalancję a nie chamstwo. Chamstwo to bardzo mocne słowo jest. Z zacytowanych historii stosowne raczej wyłącznie do opisu zachowania tego smarkacza który groził koleżance KapustaPusta.

Posted

Uffff. Są jednak normalni ludzie: )
Ja przyznaje, że to wszystko co ostatnio obserwuje to dla mnie istny cyrk.
Nie zdawałam sobie sprawy że najlepszy spacer z psem to taki, na którym nie spotyka się ludzi/ zwierząt. Inaczej to sobie wyobrażałam. Lubię jak psy wchodzą w interakcje, wydaje mi się to dla nich korzystne. Nawet jak wszyscy się naokoło boją....wydaje mi się że Panie boją się bardziej niż ich psy...I czasem wmawiają im ten strach. Wrzaski i krzyki że duży bokser miał czelność podejść do biednego małego pieska. ...a biedny mały piesek pierwszy raz oderwany od swojej Pani bawił się nareszcie jak trzeba.
Jak pies huknie na moją małą nie mam mu tego za złe. A tym bardziej właścicielowi. To dla niej kolejna lekcja pieskiego życia. Miło będzie jak zrozumie jak świat działa i nie będzie się później bała byle pierdnięcia.

Posted

"Naprawdę łudzisz się że ktokolwiek będzie zastanawiał się czy czasami twój pies nie jest lękliwy albo jakiś inny wrażliwy i będzie wokół ciebie chodził na paluszkach co by go przypadkiem nie urazić?"

 

 

NIe. Myślę że w końcu staniemy się normalnym, cywiilizwanym społeczeństwem w ktorym jednostka niekoniecznie patrzy wyłącznie na koniec własnego nosa.

 

Guzik mnie obchodzi że ktoś uważa że ma "normalnego" psa więc gwiżdże sobie na otoczenie - jak to było we wzmiankowanej wypowiedzi. Można mieć normalnego psa, nienormalnego psa, zielonego psa albo kosmicznego psa - byleby zachowywać minimum norm. Jedną z nich jest dozowanie mu kontaktów z innymi psami i / bądź ludźmi / rowerzystami / kotami - niepotrzebne skreslić.

To znaczy odwoływać go jeśli drugi właściciel pokazuje sygnały że wolałby żeby do tych kontaktow nie doszło.

Podobnie przechodzeń / rowerzysta / baba z pietruszką.

 

"Nie wiem ile ty masz lat ale jeszcze głupie 30 lat temu, za mojego dzieciństwa, pomysł żeby kogokolwiek pytać o zgodę bo pies do psa chce podejść byłby co najwyżej opowiadany w dowcipach z serii "co to jest szczyt idiotyzmu"."

 

 

Mam całkiem sporo lat - i pamiętam czasy  ktorych ludzie na ulicy gonili mnie z wrzaskiem bo ośmieliłam się prowadzić DWA psy. Jak wiadomo, psy w komunizmie były głównymi winowajcami tego, że mięsa brakowało i było na kartki. :smile:

 

Ogólnie, zasada "zlotego środka" jest zawsze najlepsza. Zbytnie wysterylizowanie życia codziennego (np. brak klasycznych "podwórek" dla dzieci, z trzepakiem i szaleństwami wokół niego) nieodmiennie mnie smuci.

Ale też z czasów owej "złotej wolności" (hmmm... jako jednostce z tej drugiej strony, to znaczy z środowisk opozycji może tego tak wówczas nie było mi dane postrzegać) pozostało nam podejście jak w wierszu Różewicza "Ludożercy".

Wyrwać, wyszarpać SWOJE, nie ustąpić, iść środkiem drogi roztrącając innych, rozpychać się łokcaimi - no i MOJE jest NAJEPSZE.

 

Z tych czasów zostalo nam urocze:

 

"Pies jest od tego, żeby szczekał" - i zapluwające się godzianmi wilczurki w przydomowych ogrodkach, ku umęczeniu sąsiadów.

 

"Panie, coś pan, psa się boisz?" - zaśliniony płaszcz przechodnia

 

"Taki mały, panie, nie ugryzie!" - zadrapana łydka bo mały wyżej nie sięgnął.

 

"Psy załatwią to między sobią" - pogryziony pies i oczywiście nie zwracamy kosztów leczenia a nasz agresor szuka kolejnej ofiary, bośmy bezkarni i naszemu psu tak się wolno zachowywać.

 

No i z czasów tej cudofffnej wolności pamiętam że nie weszło się z psem do sklepu, knajpy, obiektu użyteczności publicznej.

Teraz jakoś z tym lepiej, o dziwo.

Posted

Kapusta, ale Ty się bardzo mylisz ;) /chyba że to nie o mnie/

 

My lubimy i ludzi i inne psy. Najlepszy spacer jest wtedy, kiedy Lilo spotka po drodze Elma, zahaczy o goldena a na koniec idzie na umówione spotkanie z Leją i Tobkiem gdzie szaleją razem godzinę. Najlepiej jak wtedy przy okazji pojawi się jakiś znajomy człek do którego też można się pocieszyć. 

 

Ja psa nie izoluje. Lilo bardzo lubi się z nimi bawić. Jedyne co, to boi się tych większych, nad czym pracujemy. Dlatego nie odpowiada mi jak jakiś obcy, ogromny pies wyskakuje na nas z ciemności bez ostrzeżenia, bo mała nie zdążyła nawet ocenić sytuacji a on już był nad nami i ją straszył. I jak już pisałam, gdyby w tym momencie kiedy Lilo zaczęła okazywać strach, właścicielka psa ruszyła tyłek by go zabrać. Nie byłoby problemu. Ale ją najwyraźniej panika mojej suni cieszyła - i to jest to, co mnie najbardziej wkurza. Nie sam fakt że się zerwał, bo to się ludziom zdarza i normalny człowiek powinien za psem polecieć ... a jakby to dobrze rozegrał, to być może za kilka spotkań olbrzym mógłby się z Lilo pobawić normalnie. 
 

Posted

 

 

Guzik mnie obchodzi że ktoś uważa że ma "normalnego" psa więc gwiżdże sobie na otoczenie

 

 

no właśnie dokładnie prezentujesz taki punkt widzenia, którzy u innych tak bardzo cię razi. bo ciebie "guzik obchodzi" jaki jest cudzy pies ale innych to ma obchodzić jaki jest twój bo ty sobie tego życzysz. i ja o tym piszę, żeby w sytuacjach konfliktowych, kontaktowych raczej dać temu obcemu psu smakołyk czy inaczej uspokoić niż stawać sztorcem i wrzeszczeć "panie, zabierz pan tego psa bo jak nie...."

nie rozumiem dlaczego twoje "guzik mnie obchodzi" chamstwem nie jest a "obce" to "chamstwo i drobnomieszczaństwo".

i ja uważam raczej że ludzie te swoje niewychowane psy to puszczają raczej z powodu lekkomyślności i niefrasobliwości niż "chamstwa" i złej woli. trzeba wykazać trochę zrozumienia a nie ciskać gromami i odstawiać osiedlowego suwerena którego wszyscy wokół muszą pytać o pozwolenie.

Posted

A ja nie wiem o co ta dyskusja- chyba wszyscy uważają, że pies, jakikolwiek by nie był, nie ma prawa podlecieć do innego psa, bez zgody obu stron. Dla mnie do normalne- pytam, i dopiero puszczam mojego. A nie "hulaj dusza" pies lata od psa do psa, bo przecież jest łagodny to nic nie szkodzi. Bo mój pies może być łagodny, ale inny może być lękliwy/agresywny/chory/nielubiący kontaktów. Jeśli komuś się wyrwie, to normalne dla mnie, że owy właściciel zbierze du** i podleci szybko po psa, a nie będzie patrzył jak druga osoba się odgania. I serio- czy na każdy spacer mam brać ze sobą smaczki do karmienia OBCYCH psów, nad którymi właściciel nie panuje? Nie będę się chować po klatce bo nie wychowany burek postanowił podlecieć. Ale mówię o tych z opornym właścicielem- jeśli właściciel leci po psa, zabiera go, przeprasza, to jestem w stanie zrozumieć, zdarza się. Ale jak stoi i się gapi jak ciele, a na moją prośbę o zabranie się śmieje to sory, ale za 5 razem jak podleci jego burek to niestety zgłaszam na Policję. Ja nie muszę się użerać z cudzym psem tak jak ludzie nie muszą z moim.

Posted
"chyba wszyscy uważają, że pies, jakikolwiek by nie był, nie ma prawa podlecieć do innego psa, bez zgody obu stron."

 

 

Z dyskusji wynika że absolutnie nie wszyscy. I TO jest problem.

Bo z kolei wszyscy ćwiczymy to w realu - w różnych konfiguracjach.

Posted

"no właśnie dokładnie prezentujesz taki punkt widzenia, którzy u innych tak bardzo cię razi. bo ciebie "guzik obchodzi" jaki jest cudzy pies ale innych to ma obchodzić jaki jest twój bo ty sobie tego życzysz."

 

 

Spike, są pewne ogólnie przyjęte normy.

 

Naprawdę guzik mnie obchodzi że istnieją na świecie ludzie którzy mają zwyczaj (natręctwo powiedzmy) kłucia innych ludzi szpilkami. Nie kłuje się innych ludzi szpilkami w normalnej sytuacji społecznej - koniec, kropka.

To gość mający nieopanowaną potrzebę kłucia ludzi ma problem, nie ja. Jeśli spróbuje - to trzeba się bronić i go trochę opanować.

 

BTW nie zrozumiałeś, Spike, o co mi chodziło. Żaden pies nie ma prawa skakać po innym psie, człowieku, zwierzęciu - "bo tak". I nie ma się prawa używać jako alibi "mój piesekj jest NORMALNY" (BTW nie istnieje coś takiego, jak "norma" - przynajmniej jak przyjrzymy się sprawie szczegółowo).

Normalny czy nienormalny, jedna brocha - ma być pod kontrolą i nie przeszkadzac innym.

I to nie właściciel tego psa decyduje co innym przeszkadza, a co nie - tylko ci inni.

 

A tak w ogóle powtórzę pytanie sprzed kilku dni - ile psów wyszkoliłeś?

 

Bo Twoja rada z podkarmianiem cudzych psów jest zwyczajnie szkodliwa.

Posted

Berek, dlaczego szkodliwa? (chodzi mi o radę z podkarmianiem czyichś psów, pomijam względy, że pies może być np. alergikiem).

 

Ja uważam - podobnie jak wyżej Spike1975 - że lepiej dać obcemu psu chrupki, rozdwoić się i roztroić, ale przeprowadzić zapoznanie pokojowo. Jak ja się zepnę, to mój pies się automatycznie nakręca, po kiego diabła mam później rozdzielać, przeganiać i drzeć się na drugiego właściciela, skoro da się to załatwić inaczej? Korona mi z głowy nie spadnie, skoro odwracanie uwagi na chrupka/piłkę działa na mojego psa, to jest duża szansa, że na obcego też zadziała.

 

Ostatnio się parę razy sprawdziło. 

 

Powiem Wam historię z cyklu "hurrdurr, nie będę uczyć czyjegoś psa" - poznałam babeczkę po 50-tce, miała boksera, dorosły, ale ciapowaty, łagodny i zabawowy, Patryk go zaakceptował z marszu. Byłyśmy na polanie, gdzie mój pies zwyczajowo lata luzem, zaczepiał boksa do zabawy. Babeczka wahała się, czy spuszczać boksera, "bo ona nie wie, czy on nie pójdzie", w końcu się przełamała, odpięła karabinek, pies zwiał w krzaki, ale widać było, że się pilnuje, podąża za nami.

 

 

Kobieta narzekała, że nie spuszczała psa od roku (!), bo on "NIE WRACA". Po chwili było wiadomo dlaczego - babeczka miała słowotok, bardzo gadatliwa, w trakcie tego gadania wołała psa... nie zmieniając tembru głosu ani trochę. Pies ją po prostu zlewał, bo do niego też mówiła - niunianie, titanie, "ojojoj Dżekusiu żebyś ty chciał wracać a nie wracasz, Dżekusiu, chodź tu,no przyjdź do pani, blebleble" - wszystko na jednym tonie, wyobraźcie to sobie :D

 

Zawołałam psa po imieniu wołającym tonem, głośno - wrócił, magia :D dostał chrupka (mojego, cóż za poświęcenie), odleciał, znowu go zawołałam, potem poinstruowałam panią, że wystarczy głośno i dosadnie, a najlepiej wprowadzić np. gwizd czy jakieś tam ciumkanie.

 

Pani odeszła zadowolona i żywot boksera się niewątpliwie poprawił, widuję ich i faktycznie lata luzem.

 

Puenta? Czasami ci, którzy opowiadają że pies ich "nie słucha" potrzebują maleńkiej pomocy. Pies ma lepiej, właściciel ma lepiej, a mój kundel ma towarzysza do socjalu, amen.

Posted

Ja też nie rozumiem tego oburzenia radą spike1975 :) mi by się nie chciało bawić w jakieś głupie przepychanki słowne z właścicielem psa pobiegającego do innych psów, grożenie policją czy strażą miejską :) może trafiałam po prostu na wychowanych ludzi, ale za każdym razem wystarczało się uśmiechnąć i pokojowo rozwiązać sytuację. Jestem zdania, że najgorsze co można zrobić to uderzać od razu w obrażony i oburzony ton. Normalni ludzie chyba nie spinają się tak strasznie jak psy się nie polubią, przynajmniej ja się z czymś takim nie spotkałam, a często bywałam w miejscach, gdzie było dużo różnych psów i zdarzały się między nimi sprzeczki. Choć prawdę mówiąc mogłam nie zrozumieć o co w tej waszej dyskusji chodzi :D

Posted

To nie jest tak, że trafiasz na normalnych i kulturalnych ludzi a dziewczyny piszace tutaj najczęściej na takich nie trafiają.

Ty po prostu sama zachowujesz się normalnie i nie jestes chamka to i ludzie spotykani nie traktują Cie jak chamki 

Tylko tyle albo az tyle.

Posted

To nie jest tak, że trafiasz na normalnych i kulturalnych ludzi a dziewczyny piszace tutaj najczęściej na takich nie trafiają.

Ty po prostu sama zachowujesz się normalnie i nie jestes chamka to i ludzie spotykani nie traktują Cie jak chamki 

Tylko tyle albo az tyle.

 

Bardzo możliwe, że tak jest. Nigdy nikomu nie robiłam awantury o to, że jego pies podbiegł do mojego, który nie był w nastroju do zawierania znajomości, nie wiedziałam że ludzie takie awantury urządzają....choć może to kwestia internetu, a na żywo już tacy mocni nie są :)

Posted

Gorzej, jak te milunie pieski kulturalnych właścicieli np. okazuje się, że nie są już takie milunie do psów z jajkami... I tak wczoraj mi trzy razy cięższy pies zglebował mojego. Po czym radośnie udał się do baaardzo oddalonej suki przyjaciółki i mimo mojej i jej prośby właściciel ani nie był w stanie psa odwołać, ani nie raczył ruszyć dupki. A z mojej strony była kultura i brak spiny.

 

Jak odchodził z nowo spotkanym psiarzem to usłyszałam, że owszem, zaatakował mojego - ale to mój sprowokował i to jego wina (a mój ślicznie cs-ował), a jak ktoś ma bojące się innych psy, no to z domu z nimi wychodzić nie musi (znajoma specjalnie stała w parku bardzo na uboczu, żeby nikomu nie przeszkadzać). ;)

 

A jego piesek cudowny i miły, a sam pan kulturalny i bez cienia winy. :)

 

Także ten... ;)

 

PS. A uwierzcie, inaczej się reaguje, jak atakowany jest pies stabilny psychicznie i nienajmniejszy, a inaczej, jak to już bojące się psów, maleńkie chuchro bez możliwości obrony. Naprawdę wtedy nie w głowie rzucanie w psa smaczkami. Szczęśliwie u mnie był to ten pierwszy przypadek, ale z różnymi psami miałam podobne sytuacje i niektórym właścicielom większych psów naprawdę ciężko zrozumieć, co wtedy się czuje i że po kilku takich akcjach niektórzy sobie stanowczo nie życzą, żeby nieznane 'kulturalne' pieski z takowymi właścicielami podchodziły nieproszone.

Posted

Co jest fajnego w psie, który podbiegnie do Was, gdy Wy np. ze swoim psem coś ćwiczycie albo się bawicie zabawką? Bo ja nie rozumiem, co jest w tym fajnego, i zawsze proszę o zabranie psa w takich sytuacjach. Nie puszczam też psa do takich psów, bo po co? W większości sytuacji tutaj nie chodzi o psa, który raz podbiegnie i właściciel go zabierze, no bo to się zdarza. Nie chodzi też o psa, który przywita sie i pobiegnie dalej, łatwo odgoniony słownie. Raczej mowa o psach, które podbiegają często albo są agresywne, a mimo próśb właściciele nic sobie z tego nie robią. Dla mnie to nie jest normalne. 

Posted

Co jest fajnego w psie, który podbiegnie do Was, gdy Wy np. ze swoim psem coś ćwiczycie albo się bawicie zabawką? Bo ja nie rozumiem, co jest w tym fajnego, i zawsze proszę o zabranie psa w takich sytuacjach. Nie puszczam też psa do takich psów, bo po co? W większości sytuacji tutaj nie chodzi o psa, który raz podbiegnie i właściciel go zabierze, no bo to się zdarza. Nie chodzi też o psa, który przywita sie i pobiegnie dalej, łatwo odgoniony słownie. Raczej mowa o psach, które podbiegają często albo są agresywne, a mimo próśb właściciele nic sobie z tego nie robią. Dla mnie to nie jest normalne. 

 

Nie twierdzę, że jest to fajne :) po prostu nie rozumiem tego denerwowania się. Ja zabawę przerywam, psy się witają i albo rozchodzą w przyjaźni albo chwilę się bawią albo wybucha sprzeczka i każde idzie w swoją drogę :) nikt nie robi z tego wielkiego halo i nie spotkałam się jeszcze z agresją ze strony właściciela psa, z którym mój się nie polubił.

Z tą agresją u psów też jest różnie, wydaje mi się że tak naprawdę rzadko kiedy spotyka się na spacerze psy, które są rzeczywiście agresywne i przez to niebezpieczne. Tu można mieć pretensje do właściciela, aczkolwiek moim zdaniem można to załatwić kulturalnie, przynajmniej ja zawsze tak to załatwiałam i nawet najbardziej oporni ludzie szli po rozum do głowy :) nie przeszkadzają mi często podbiegające do nas psy, nawet jeśli ich zamiary są nie do końca przyjacielskie

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...